Ciemna rudera

Miasto to, nazywane przez ludzi Rebelią, jest miastem podziemnym. Mieszka tutaj procentowo najwięcej ras humanoidalnych nie będących ludzkimi. Mieszkańcy Morinhtaru z zasady negatywnie nastawieni do odwiedzających, podróżnych i wszystkich innych gości, żyją w swoim zamkniętym towarzystwie.
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 451
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

Ciemna rudera

14 kwie 2014, 21:50

Gdzieś pośród mroków podziemnego miasta, kryje się nieczęsto odwiedzana, zabita deskami chata. Niewielkich rozmiarów, jednopiętrowe drewniane mieszkanie już od dawien dawna nie widziało żadnych oficjalnych lokatorów, strasząc przechodniów swoim obskurnym wyglądem. Na ścianach zachowały się resztki ciemnoniebieskiej farby, pobliska latarnia została z nieznanemu nikomu powodu usunięta, a samo drewno było na skraju wyniszczenia. Osoby żyjące w sąsiednich domach, omijają to miejsce szerokim łukiem, a niektórzy nawet twierdzą, że coś zamieszkuje te cztery ściany, co rzekomo raz czy dwa objawiło się dziwnymi odgłosami.
MG

- Nie walnąłeś go za mocno? – zapytał jakiś donośny głos Wolną Mową, stojąc kotołakowi nad głową, zapewne przyglądając się śladom po niedawnym ciosie. Odpowiedź nie padła, wokół panowała nieprzenikniona cisza, natomiast jakiś jegomość ciągle kręcił się blisko niego. Czujny węch wyłapał jego śmierdzący oddech, capiący tak samo zresztą jak całe pomieszczenie. Wokół roznosiła się irytująca woń jakiegoś śmierdzącego syfu, kurzu i innych nieprzyjemności, które musiał teraz ze zgorszeniem wdychać. Drugą mało komfortową kwestią, był panujący w tym miejscu chłód, który zdawał się przenikać do samych kości. I w końcu finalną niedogodnością okazał się fakt, że jego ruchy były strasznie ograniczone, jako że prawdopodobnie został związany. Czuł mocno zawiązane supły na nadgarstkach oraz kostkach. Miał na sobie tylko szatę i kolczugę, co oznaczało, że zdążyli już zająć się jego dobytkiem. Czuł również, że siedzi na jakimś twardym krześle, z wyjątkowo mało wygodnym oparciem.

Xariel otworzył z wolna powieki, obawiając się tego, co może ujrzeć. Znajdował się w jakimś kiepsko oświetlonym miejscu, gdzie jedynym źródłem światła, była bladoniebieska, magiczna łuna dobywająca się gdzieś z rogu. Nigdzie nie było widać jego rzeczy, choć pomieszczenie było na tyle zawalone, że mogły leżeć dosłownie wszędzie. No i on sam, znajdował się na środku pokoju, nie widząc nawet co znajduje się za jego plecami. Mniej-więcej połowa pokoju była widoczna, w tym dwie, dobrze znane mu twarze. Znajdował się w jakiejś wypełnionej skrzyniami, dość pokaźnych rozmiarów piwnicy, wraz z dwójką napotkanych wcześniej oprawców. Dopiero teraz miał okazję uważniej im się przyjrzeć, choć nie musiał jakoś szczególnie się przyglądać. Była to bowiem para elfickich bliźniaków. Obaj byli raczej mało urodziwi, z krzywymi szczękami i długimi, kruczoczarnymi włosami. Jeden znajdował się bezpośrednio przed, drugi natomiast, siedział bokiem ukazując jedynie swój profil. Gdy stojący bliżej, zapamiętany z karczmy jako ten zrzędliwy, zobaczył ruch u futrzanego, odsunął się natychmiast, przywołując gestem brata. Stanęli teraz blisko siebie, odsuwając się od niego na bezpieczną odległość kilku kroków.

Dopiero gdy drugi wstał, ukazała się główna różnica w wyglądzie między nimi. Lewa część jego bladej twarzy, pokryta była śladami po poważnym oparzeniu, zajmując całą powierzchnię aż do samego nosa. U jego pasa zwisała drewniana pałka, doskonała do obezwładniania przeciwników jednym celnym ciosem, o czym zresztą nasz kolega się przekonał. Obaj posiadali taką broń na wyposażeniu, a dodatkowo, przy pasach mieli również mieszki oraz pochwy ze sztyletami. Ich ubiór składał się na długie, szare płaszcze, ciemnobrązowe kamizelki oraz obcisłe spodnie w utrzymane w innym odcieniu szarości. Gdyby nie szpecąca jednego z nich blizna, byliby niemal nie do odróżnienia.

- Kto Cię nasłał, śmieciu? – zapytał ten mniej przyjemny dla oka, tonem który raczej nie zachęcał do udzielenia niepożądanej odpowiedzi. Jego wzrok był pełen pogardy, choć malowała się tam jakaś nuta zaciekawienia. Drugi był bardziej bezpośredni, na jego język ewidentnie już zaczynały się cisnąć jakieś słowa, a ręka zaciskała się delikatnie na obuchowej broni, jednak towarzystwo brata musiało skutecznie go powstrzymywać przed spontanicznym zachowaniem. Pozostał więc przy wyczekującym i ponaglającym spojrzeniu ciemnobrązowych tęczówek, zerkając od czasu do czasu w stronę towarzysza.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 929
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

14 kwie 2014, 22:23

Xariel otrząsnął się, słysząc w tle jakieś głosy. Przez chwilę zbierał myśli, nim dotarł do niego pełen obraz sytuacji. Znowu się gdzieś wpierdolił. Może będzie miał tyle samo szczęścia co ostatnio. Z drugiej strony, logika nakazywała mu ostrożność. Nie czuł tej dwójki, nie widział, nie słyszał, nie zdążył zareagować. Coś musiało stać za tym wszystkim, najpewniej magia. Wyjątkowo często na nią ostatnimi czasy natrafiał. Zdawałoby się wręcz, że zwykli szarzy ludzie wyginęli na rzecz tych mniej normalnych.

Syknął cicho. Czuł pulsujący po uderzeniu ból, który nie uprzyjemniał mu zbytnio życia, jednak był do zniesienia. Wyglądało na to, że w bezpośrednim starciu będzie miał mierne szanse z dwójką mężczyzn, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że jego ręka miała się już znacznie lepiej, jednak nadal niezbyt doskonale. Uchylił oczy spoglądając na tych osobników. Potrzebował kilku sekund, by jako tako odzyskać ostrość widzenia i zorientować się w sytuacji. Mimowolnie rozejrzał się za swoimi rzeczami, jednak nie mógł ich dostrzec. Genialnie, znowu.

Nie mógł powstrzymać się od tego, aby nie poruszać nieco dłońmi w nieskutecznej próbie uwolnienia się więzów. Starał się je wybadać i sprawdzić, czy może byłby w stanie uwolnić się z tej niefortunnej sytuacji. Miał przecież pazury, którymi mógł nadwątlić sznur. Instynktownie rozejrzał się za jakimś źródłem ognia w pomieszczeniu, pochodnią, płonącym kagankiem, czymkolwiek. Sądząc po wystroju ulic, światło mogło być magiczne, jednak nie każdy dom zapewne był w nie wyposażony. Zwłaszcza taka rudera.

Spojrzał na dwójkę. Elfy. W dodatku brzydkie elfy. Zadziwiające, mówiło się przecież o tej rasie, że nawet męscy jej członkowie mają wręcz kobiece rysy. Tymczasem tutaj takie ryje. Co w ogóle robiły tutaj elfy. Xariel powstrzymał prychnięcie, gdy mężczyźni oddalili się od krzesła, jakby obawiając się, iż mogą źle skończyć mimo jego więzów. W gruncie rzeczy mieli sporo racji. Siedział i czekał na ich ruch, nie mając zamiaru odezwać się pierwszym.

Nie musiał czekać zresztą długo. Jeden z nich dość szybko odezwał się z typowym dla takich sytuacji pytaniem. Kotołak postanowił nie dać się zastraszyć dwóm obsranym elfom, a przynajmniej nie pokazywać tego po sobie.
- Zabawne. Miałem zapytać o to samo. Nie przy każdej okazji ktoś czeka na ciebie z pałką za rogiem. – wymruczał dość cicho. Kątem oka rozglądał się nadal po okolicy, starając się nabrać jakiegoś pojęcia o jego otoczeniu. Przy okazji może znajdzie jakiś sposób, który pozwoliłby mu się uwolnić i obezwładnić napastników. Wątpliwe, ale zawsze można się rozejrzeć.

Podejrzewał, że jego odpowiedź może wywołać dość gwałtowną reakcję. W takim wypadku po prostu nastroszyłby futro i syknął gwałtownie w stronę napastnika licząc, że powstrzyma go to choćby na chwilę. Gdyby faktycznie udało mu się z pomocą pazurów uwolnić ręce z więzów, wtedy sprawa rysowała się dużo prościej, bo mógł próbować w pewnym stopniu się bronić, w ostateczności otoczyć się płomieniami, które zapewne dałyby napastnikom do myślenia. Krzesło raczej nie powinno na tym ucierpieć.

Jeśliby by bracia zareagowali mniej wybuchowo niż się po nich spodziewał, cóż, po prostu siedziałby dalej i czekał. Zdawali się obawiać zagrożenia z jego strony i być na nie przygotowanymi, więc rzucanie się na nich nie przedstawiało sobą jakiegokolwiek sensu.

Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 451
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

15 kwie 2014, 15:36

MG

Jego sytuacja malowała się coraz gorzej, a wrodzona zawziętość i pewność siebie raczej nie wróżyły mu niczego dobrego. Choć było to poniekąd zrozumiałe, gdyż okazując skruchę i uległość, raczej znalazłby się w jeszcze gorszej pozycji. Poparzony uśmiechnął się na jego słowa, odsłaniając dwa rzędy prostych, choć pożółkłych zębów. Nie trzeba było jednak zbyt lotnego umysłu, by zrozumieć, że nie jest to bynajmniej szczery uśmiech spowodowany zadowalającą odpowiedzią. Mimo skrępowania oraz kiepskiej pozycji, mag nie miał zamiaru dać się zastraszyć pierwszym-lepszym mrocznym elfom. Porywacz złożył więc ręce na piersi, zbliżając się nieco i cmokając z jasną dezaprobatą.

- Strugamy bohatera, co? – zapytał retorycznie, po czym w jednej chwili zdzielił go zewnętrzną częścią lewej dłoni w twarz, choć miało to raczej służyć za groźbę, aniżeli za faktyczny cios. Po raz kolejny, zaskoczyć mogła go sprawność oraz szybkość, z jaką wyprowadził atak. Niemniej, kotołak zareagował niemal od razu, donośnym sykiem przecinając panującą wokół ciszę. Podjął próbę wydostania rąk poprzez przecięcie więzów, jednak nie udało mu się to. Co prawda pazur zahaczył nieco o sznur, jednak nie na tyle, by rozciąć go w całości. Jednak może po wielu uporczywych próbach, udało by mu się uwolnić łapy. Pytanie brzmiało jednak, czy warto było podejmować to ryzyko? Jeżeli któryś zauważyłby jego starania, pewnie nie omieszkał by mu nieco zmniejszyć użyteczność paluszków. W najlepszym razie, po prostu jeszcze bardziej by go skrępowano. Natomiast w najgorszym…

Napastnika nie zaskoczył jednak taki obrót spraw. Zresztą, oczekiwanie nadmiernej uległości było raczej dość naiwne. Pokręcił tylko głową z politowaniem, zupełnie niczym niezadowolony ojciec, zawiedziony zachowaniem swojego syna. Co prawda uczynił krok w tył, tak na wszelki wypadek, jednak sam pozostał kompletnie niewzruszony żywiołową reakcją. Drugi instynktownie sięgnął po sztylet, jednak ostrze nie wysunęło się ani na milimetr. Siedział on jednak trochę dalej od całej akcji, bowiem postanowił na wszelki wypadek przyglądać się wszystkiemu z daleka. Prowadzący przesłuchanie odczekał dłuższą chwilę, po czym kontynuował swoją wypowiedź, znów krzyżując swoje fioletowawe ręce.

- Gdybym chciał, pyskata kurwo, to wydostałbym to z Ciebie w inny sposób – oznajmił dość agresywnym tonem, podkreślając przy tym jednak, jakoby wykonane uderzenie było dlań co najwyżej aktem łaski i niespotykanego miłosierdzia. Choć Xariel raczej nie miał powodów, by wątpić w jego metody. Już wcześniej uświadomił sobie, że coś było nie tak przy tamtym uderzeniu w zaułku. Powinien był ich poczuć, usłyszeć, bądź po prostu wyczuć. Tym bardziej, że smród od drugiego, wyczuć można było chyba nawet na drugim końcu Rebelii. Tymczasem, oni jakby przestali na chwilę istnieć, nieosiągalni dla wszelkich zmysłów i prostych odczuć magicznych. Prawdopodobnie miał tu miejsce jakiś rodzaj magii, w końcu mieszkali oni w Morinhtarze. Było w tym jednak coś niepokojącego, o wiele gorszego niż na przykład szlachetna magia ognia.

Lecz momentalnie, oprawca jakby się uspokoił, uświadamiając sobie prawdopodobnie, że nie tędy droga. Może doszedł do wniosku, że można to załatwić i bez przesadnej agresji? Jego rysy nieco złagodniały, choć nadal nie był zbyt przyjemnym widokiem, a w spojrzeniu pojawiło się coś na wzór litości. Czy raczej jej odrobiny, bowiem dziwna drwina wręcz emanowała z jego krzywej facjaty.

- Ale po co nam to wszystko? – zapytał, prawdopodobnie samego siebie, drapiąc się po wolnym od zarostu podbródku. Sprawiał wrażenie niespełnionego aktora, próbując ukazać sobą całą gamę różnych emocji oraz wrażeń. Szkoda tylko, że niespecjalnie mu to wychodziło. - Powiesz grzecznie, kto Cię nasłał i czego miałeś się o nas dowiedzieć, a my zwyczajnie Cię wypuścimy, prawdopodobnie już nigdy się nie spotykając – rzekł, imitując stosunkowo przyjacielski i miły dla ucha ton. Cóż, można było poddać w wątpliwość prawdziwość jego słów, jednak z drugiej strony, nie dostawał zbytniego wyboru. W tym samym czasie, drugi nie chcąc zbytnio przeszkadzać w wydostawaniu informacji, przeglądał zawartość pobliskiej skrzyni, jednak niezbyt zachwycony jej zawartością, zamknął ją szybko po przejrzeniu zawartości. No i po krzywym spojrzeniu braciszka, któremu wyraźnie się to zajęcie nie spodobało.

Nie było się jednak czemu dziwić, bowiem w samym pomieszczeniu, nie było zbyt wielu rozrywek. Oprócz mniejszych bądź większych, kwadratowych skrzyń, zajmujących większość powierzchni, były tu tylko drewniane, zaniedbane, pokryte kurzem schody. Zresztą, ów kurz był wszechobecny, choć drewniana podłoga miast odcisków śladów, była w miarę przetarta, niczym często uczęszczana droga. Na ścianach były ślady po jakichś obiektach, prawdopodobnie obrazach, a niektóre miejsca podłoża były zarysowane, jakby ktoś wiele razy przesuwał po nim coś cholernie ciężkiego, na przykład owe skrzynie. Obecność krzesła sugerowała, że za jego plecami może znajdować się jakiś stół bądź biurko, jednak ewentualne próby jego dostrzeżenia, kończyły się niepowodzeniem.

Sam Xariel miał więc trzy podstawowe opcje, które były kluczem do rozwiązania całej sytuacji. Po pierwsze, mógł dalej prowadzić pertraktacje, aż do jakiegoś momentu zwrotnego, który rzuciłby na to wszystko jakieś światło. W końcu cała ta sytuacja była, najprościej mówiąc, dość dziwna. Fakt faktem, ruszył ich śladem, z dość bezczelnym zamiarem śledzenia ich. Raczej nigdzie nie spotkałoby się to z jakąś większą aprobatą, więc ich oburzenie było jak najbardziej uzasadnione i zrozumiałe. Jednak kto normalny w podobnym wypadku kontratakuje, w nie do końca jasny sposób obezwładniając przeciwnika, a potem porywa w jakieś skryte przed światem miejsce? To już mogło budzić pewne nieciekawe domysły co do ich osoby. Choć wiele osób powiedziałoby pewnie, że w Morinhtarze każdy jest dziwny.

Drugą opcją był zręczny blef, którym mógłby ich poniekąd zastraszyć, bądź zwyczajnie zadowolić. Była to bardzo ryzykowna opcja, choć mogąca przynieść bardzo ciekawe profity. Duża ilość niewiadomych mogła go pogrążyć, jednak dobra partia skończyłaby się bezkrwawym sukcesem, a może nawet umożliwiła mu coś więcej. No i trzecim wariantem była próba uwolnienia wszystkich kończyn oraz zaatakowania dwójki, co jednak wiązało się z po pierwsze, bardzo dużym niebezpieczeństwem, a po drugie, mogło również zakończyć się utratą większości ekwipunku, co również nie było zbyt przyjemną perspektywą. Mogło się jednak okazać, że walka będzie jedynym, co ocali jego nędzne życie przed śmiercią tutaj, gdzieś głęboko pod ziemią i z dala od dobrze znanego mu świata.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 929
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

15 kwie 2014, 16:34

Kotołak spojrzał na drugiego z braci, tego, który stał z tyłu. Wyglądał na bardziej strachliwego, sprawiał nawet wrażenie, jakby czuł się nie na miejscu. To dobrze wróżyło. Jeśli spanikuje, czy też po prostu ucieknie Xariel zapewne pozbędzie się połowy swoich problemów. Musiał skupić się na poparzonym elfie, który świecił teraz swoją krzywą mordą, najwidoczniej nadal licząc na uzyskanie odpowiedzi. Kotołak jednak nie miał zamiaru przyznawać, że szedł za nimi. Ba, nie mogli całkowicie odrzucić opcji, że trafili na osobę totalnie losową, co tylko dawało mu pewną przewagę. Starczyło wzbudzić nieco niepewności.

Ostrożnie, starając się robić to tak, aby dwójka nie była w stanie tego zauważyć począł piłować więzy na swoich rękach. Jeśli nic nie wyjdzie z mniej siłowego rozwiązania, to zdecydowanie przyda mu się możliwość operowania łapami, nie był kompletnie bezbronny, nawet jeśli jego przeciwnicy zdawali się w jakiś sposób skrzywieni magicznie. On też miał w zanadrzu swoje własne sztuczki, a przepełniona magią aura tego miejsca zdawała się wręcz zachęcać do ich użycia. Powietrze Morinhtaru kotłowało się i prosiło, by rzucać zaklęcia.

Xariel w międzyczasie próby uwolnienia się z więzów postanowił znów zagadać swoich nowych przyjaciół. Cios, który wcześniej otrzymał nie był czymś, czym musiał się w jakikolwiek sposób przejmować, wyglądało więc na to, iż elfowi do wybuchu jeszcze daleko.
- No właśnie. Po co wam to. – wymruczał pod nosem, spoglądając na stojącego z tyłu mężczyznę, starał się sprawić wrażenie, jakby oceniał walory zwierzyny. Było to posunięcie ryzykowane, ale jeśli zdoła przekonać tę dwójkę, że mogą wpaść w niezłe tarapaty będzie już na wygranej pozycji. Nie znali go, nie mieli pojęcia czego się spodziewać. Trzeba było ich przekonać, że mogą się spodziewać naprawdę wiele.
- Otóż nie powiem ci kto mnie nasłał, bo nikt tego nie zrobił. Pytasz o to każdą osobę, którą spotkasz na ulicy i postanowisz rzucić się na nią z pałką? – rzucił w stronę poparzonego jegomościa. Nie miał zamiaru jednak skończyć na tym, kontynuował gotów zasugerować, że wszelkie jego starania i wcześniejsze magiczne sztuczki, które niewątpliwie wykorzystał uszły jego uwadze. Albo też nie zrobiły na nim najmniejszego wrażenia.
- Gdybym chciał za wami iść, to poświęciłbym na to nieco więcej uwagi, aby nie wpaść na kogoś, kto czai się za rogiem, nie uważasz? – wytoczył banalny, ale jakże prawdziwy argument. Teoretycznie prawdziwy.

Skoro już o magii mowa, to też wypadałoby wybadać u tych dwóch osobników. Jak wiele byli zdolni z siebie wydusić pod tym względem? Sam kotołak miał może nie potężną, ale wyraźnie odczuwalną aurę, co sugerowało mu, że jeśli ich umiejętności magiczne są zbliżone do jego własnych, to zdoła się w tym zorientować. Xariel skupił się na ich aurze, jeśli istniała, szukając w niej jakichś informacji, przy okazji też może zdoła wyczuć jakieś zaklęcia, które były tutaj obecne. Aura tego miejsca sprawiała, że niemal wszędzie zdawało się ono magiczne, jednak nie powinno być to na tyle silne, aby uniemożliwić mu choćby powierzchowne przyjrzenie się aurze samego pomieszczenia. Znaj swego wroga. A stojąca przed nim dwójka niewątpliwie była w tej chwili wrogiem.

Nie zastanawiał się nad tym co będzie, jeśli uwolni swoje łapy i coś pójdzie nie po jego myśli. Zapewne jeśli faktycznie dogada się z mężczyznami, to będzie to dla nich wszystko jedno, czy poradził sobie z więzami sam, czy też nie. Ba, może to na nich zrobić dodatkowe wrażenie i tylko sprawić, że nabiorą pewnego szacunku. Bo skoro się tak łatwo uwolnił, to może najzwyczajniej ich oszczędził? Jeśli zaś się nie dogada, to zdecydowanie przyda mu się możliwość obrony. Mogło się zresztą okazać, że nie zdąży przeciąć więzów zanim oni postanowią podjąć jakieś działania.

Gdyby cała sytuacja wymknęła się z pod kontroli, kotołak miał jeszcze jeden brudny trik w zanadrzu. Bardzo brudny, wręcz śmierdzący. Mógł skupić się na nieoparzonym przeciwniku i z pomocą magii wyeliminować go z gry. Istniała szansa, ze drugi mężczyzna po takim pokazie postanowi się poddać. W innym wypadku Xariel otoczy się płomieniami i będzie miał nadzieję, że oparzenia na twarzy tamtego skutecznie zniechęciły go do zbliżania się do tego żywiołu w przeszłości. Oczywiście całe założenie zakładało, że te elfickie wypierdki mają jaja… dosłownie. Bo właśnie to miał zamiar zmiażdżyć magicznie kotołak, aby wyeliminować pierwszy cel. Po takim przeżyciu jego ofiara raczej nie miałaby żadnej, ale to żadnej ochoty wstawać. I to przez bardzo długi czas. Osobiście nie życzył im (i sobie), by doprowadzili do takiej sytuacji.

Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 451
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

18 kwie 2014, 20:11

MG

Kolejna odpowiedź kotołaka, chyba również nie przypadła zbytnio do gustu tym podejrzanym typom. Lecz tym razem, elf z blizną nie zbliżył się do niego z zamiarem zadania kolejnego ciosu, za udzielanie nieadekwatnych odpowiedzi. Zamiast tego po prostu przystanął w zamyśleniu, ze ściągniętymi brwiami wpatrując się w swoją niedawną ofiarę, zapewne zastanawiając się nad prawdziwością jego słów. Niby nie miał podstaw żeby mu nie wierzyć, w końcu Xariel faktycznie nie był niczemu winien, poza zwykłym podążaniem ich tropem. A wnioskując po zarzutach celowego wykonywania rozkazu, łatwo można było odgadnąć, że chodziło o coś więcej. Nie zamierzał jednak grać z nimi w żadne gry, odpowiadając zgodnie z prawdą, choć może z nieco nieadekwatnym doborem słów.

Spojrzenie ciemnobrązowych oczu było wnikliwe i nieprzyjemne, jakby jakimś tylko sobie znanym sposobem, chciał dokładnie wybadać go z zewnątrz. Jego oczy były wyjątkowo nieprzyjemne, a wpatrywanie się w nie, tylko pogarszało całą sytuację. Te oczy miały w sobie coś niezwykłego, choć z pozoru wyglądały całkiem zwyczajnie. W samym przyglądaniu, nie było jednak nic osobliwego. I chyba jednak nie był w tym szczególnie dobry, bowiem po dwóch minutach bezczelnych oględzin, stwierdził w końcu bez większych ogródek:

- Łżesz – wypowiadając to wyjątkowo znużonym tonem, jakby męczyła go dalsza perspektywa wyciągania z niego informacji. Zapewne z góry zakładając, że rozmówca będzie oczekiwał wyjaśnień, począł kontynuować ten jakże jakże nieciekawy i zajmujący cenny czas temat.

- Nie przybyłbyś do Morinhtaru, tylko po to, by spróbować karczemnych potraw i podążać za losowymi mieszkańcami – zarzucił mu z miejsca, nie czekając nawet na odpowiedź. – Niemniej jednak, możliwe, że to nie nas szukałeś – oznajmił, rozkładając bezradnie ręce, w geście kompletnej bezsilności wobec dziwnych zrządzeń losu.

Xariel zwrócił uwagę na aurę, jaka otaczała każdego z nich. Ona również potwierdziła ich braterstwo, bowiem obie prezentowały się niemal identycznie. Obie aury były jednak całkiem wyraźne i doskonale widoczne, co było całkiem sporym zaskoczeniem. Nie czuł tej siły magicznej ani w oberży, ani podczas podążania ich śladem. A jednak teraz mógł wyczuć ją z łatwością, duże pokłady aury magicznej, która utwierdziła go w przekonaniu, że ma do czynienia z osobami, które również posługiwały się magią. Pytanie brzmiało jednak, jakiego rodzaju była to magia? W końcu mroczne elfy były typowo magicznymi istotami, toteż ewentualny stopień ich zaawansowania był mu kompletnie nieznany.

Podejmował również dalsze próby przepiłowania więzów, co jednak było budzącym wątpliwości zajęciem. Musiał korzystać z okazji, gdy cała uwaga nie była skierowana na niego, a w dodatku nie dane mu nawet było zobaczyć grubości liny. Ujrzenie materiału u nóg również nie było do końca możliwe, bowiem prawdopodobnie były do czegoś przywiązane, tak by w jak najmniejszym stopniu umożliwić mu poruszanie się. Kilka prób uświadomiło mu jednak, że uwolnienie się od tego przeklętego sznura zajmie mu wieki. Nie ustawał jednak w kolejnych podejściach, a żaden z obecnych nie zwracał na te trudy zbytniej uwagi.

Nastała więc cisza, podczas której nie było słychać nawet ich oddechów, choć ich klatki piersiowe ewidentnie podnosiły się i opadały. Poza słownictwem, ta dwójka nie wydawała z siebie niemal żadnych dźwięków, nawet podczas poruszania się czy wykonywania jakichś czynności. Kiedy już jednak przyszło im rozmawiać, raczej nie stronili od donośnej mowy czy naturalnego okazywania swoich emocji. No i przesadnego nadużywania teatralnych wydechów, przynajmniej w wykonaniu jednego z nich.

- Ech, co ja mam teraz z Tobą… – Urwał, zastygając w kompletnym bezruchu, nasłuchując nagle tylko sobie znanych odgłosów. Po chwili jednak, również siedzący na krześle więzień to usłyszał, choć zapewne zwykli ludzie mieliby z tym problem. Gdzieś wyżej słychać było podniecone głosy, które ewidentnie zbliżały się gdzieś w ich kierunku. Chwilę później coś trzasnęło na górze, a nad głowami dało się słyszeć donośne kroki. Reakcja była niemal natychmiastowa, co zresztą było absolutnie zrozumiałe. Oprawca spojrzał wściekle na Xariela, dając mu tym samym do zrozumienia, że jakikolwiek odzew jest w tej chwili bardzo niepożądany. Jego brat zerwał się natomiast na nogi, po czym zbliżył się do pozornie zwyczajnej podłogi. Wypowiedział jakieś zaklęcie, po czym deski rozstąpiły się w absolutnej ciszy, odsłaniając ciemny tunel. Wejście było szerokie dla jednego rosłego męża i raczej nie służyło do jakichś większych wycieczek. Tymczasem oparzony zbliżył się do kotołaka, dobywając błyszczącego ostrza z pochwy i zbliżając się pospiesznie w jego kierunku. Mimo, że mogło to wyglądać naprawdę źle, chyba nawet największy głupek pojąłby, że raczej nie chodziło mu o wyrządzenie jakiejkolwiek krzywdy. I rzeczywiście, brązowooki rozciął jedynie jego więzy na nogach, chowając je gdzieś przy pasie, pozostawiając jednak te uciskające nadgarstki. Przynajmniej połowicznie był wolny.

Następnie poprowadził go w pośpiechu do tajnego przejścia, uprzednio biorąc zza skrzyni świecidełko, które okazało się małą, świecącą kulą wielkości jabłka. Traktował go wyjątkowo łagodnie, biorąc pod uwagę, że jeszcze niedawno był gotów go zabić. Potem odstawił jeszcze krzesło, do niewielkiego, drewnianego stołu stojącego w rogu. Gdy już wszystko wyglądało nienagannie, bezszelestnie dołączył do brata. W pokoju znów rządzić zaczęła kompletna ciemność. Oni natomiast, znaleźli się w zimnym, prowadzącym tylko w jedną stronę, ciasnym i niskim tunelu, gdzie wymieniony wyżej przedmiot był jedynym źródłem bladego światła. Droga była nierówna, a tunel był po prostu wykopany, gdzieniegdzie podtrzymywany belami drewna. Tylko strop był w miarę wyrównany, dodatkowo w tym jednym miejscu zawierając drewnianą klapę. Jeden z nich znów sięgnął po magię, po czym przejście nad nimi zatrzasnęło się, bez najmniejszego choćby pisku czy skrzypnięcia. Stali teraz blisko siebie, w ciszy nasłuchując jakichś dźwięków z góry. Ktoś otworzył piwniczne drzwi, nie siląc się na jakąś szczególną dyskrecję, po czym wparował do środka.

- Przysięgam, naprawdę, widziałem jak tutaj wchodzili!

- Jesteś pewien? Mam już dość tych bredni o jakichś ludziach, kryjących się po tutejszych chatach.

- Ale… Przecież… – zaczął po raz kolejny głos jakiegoś mieszkańca, nie kończąc tym razem, stając gdzieś w rogu pokoju. Strażnik, bo zapewne tym był drugi osobnik, krążył jeszcze przez chwilę po pokoju, choć raczej robił to od niechcenia. Trwało to dosłownie kilka sekund, po których przedstawiciel prawa zamienił parę niezrozumiałych słów z obywatelem, po czym obaj wleźli z powrotem na skrzypiące pod ich ciężarem schody. Ciężko jednak było powiedzieć, czy opuścili również cały budynek.

- Niech to szlag – powiedział tylko ten drugi, widząc jak jego towarzysz pociera nerwowo skroń zamyśleniu. To raczej nie miało się tak potoczyć. Pierwszy zerknął natomiast na Xariela, z miną która wyraźnie wskazywała jego niepokój oraz niezadowolenie. Ten natomiast, mógł zauważyć leżący na ziemi ekwipunek, który niedawno stracił. Po chwili został podniesiony przez tego brzydszego, jednak który nie został mu wręczony, gdyż ciągle miał ręce związane za plecami. Gdyby jednak nie cały ten zwrot akcji, bardzo możliwe, że nigdy więcej nie dostałby swoich rzeczy z powrotem.

Mroczny obejrzał się w dalszą część korytarza, jakby szukał kogoś wzrokiem. Nie zauważając jednak nikogo, zapytał tylko nerwowym półszeptem:
- Co ja mam teraz, kurwa, z Tobą zrobić? – Po czym pchnął go delikatnie, prowadząc wgłąb przejścia. Co mieli teraz zamiar zrobić? Zabić go? Tak zwyczajnie wypuścić? Nieznane mu było również miejsce, którym wyjdą. Jeden szedł z przodu, drugi pilnował go od tyłu. Musiał wybrać między aktem agresji, a próbą rozwiązania całego tego zajścia pokojowo. O ile w ogóle było to jeszcze możliwe, biorąc pod uwagę jak wiele zaczął wiedzieć. Zapowiadał się naprawdę długi, obfitujący w atrakcje wieczór.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 929
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

20 kwie 2014, 12:59

Jego słowa najwyraźniej poskutkowało, a do zakutych elfich łbów zaczęły docierać jakieś informacje, które wyprodukowane były poza ich ciasnym obrębem. Dobrze. Xariel wręcz niezauważalnie odetchnął, powoli zaczynając liczyć na to, że może faktycznie nie dojdzie do walki. Kotołak uniósł wzrok patrząc wprost w oczy elfa. Nie miał czasu ani chęci na konsternację z powodu ich jakichkolwiek niezwykłości, jego zresztą też na swój sposób były niezwykłe. Każde były.

Kiedy jego rozmówca stwierdził, iż łże kotołak spojrzał jedynie błagalnie w sufit, jakby prosił tarzających się tam ze śmiechu bogów, aby ucichli choć na chwilę. Sam był równie znudzony co mówiący doń elf, a perspektywa dalszego upierania się przy swoim była nieciekawa i nużąca. Szczęśliwie jego, pożal się Lorven, oprawca doszedł do jakichś konkretniejszych wniosków. Fakt faktem, sądząc po ich ryjach i zachowaniu, to nie tej dwójki szukał Xariel.

Trudno było domyślić się co nastąpi dalej, będą tak siedzieć i zabijać się wzrokiem? A może by tak jednak wrócić do poprzedniego planu i spróbować się uwolnić? Całą scenę, która rozgrywała się w pomieszczeniu przerwały zbliżające się głosy. Szybka ewakuacja, jaką urządziła ta dwójka elfów była przedsięwzięciem niewątpliwie ciekawym, a obecność tuneli pod miastem faktem zdecydowanie wartym zapamiętania. Bardzo wartym. Xariel rozejrzał się po okolicy na tyle, na ile mógł w poszukiwaniu jakichś wartych zapamiętania szczegółów, czy też innych klap w suficie. Kompletnie zignorował głosy, które słychać było w górze, nie miały raczej żadnego znaczenia, a spotkanie ze strażą miejską mogło być równie przyjemne co to, którego doświadczał teraz.

Jego niepełnosprawni porywacze najwidoczniej zaczynali się denerwować, nie wiedzieli co począć. Nie było to w sumie szczególnie dziwne, nie każdego dnia ma się okazję na porwanie kogoś na ulicy, albo przynajmniej nie każdego się ją wykorzystuje.
- To chyba moje, hmm? – rzucił ironicznie, gdy jeden z mężczyzn podniósł zostawione tutaj wcześniej rzeczy kotołaka. Tunele najwidoczniej nie były zbyt uczęszczane, skoro zdecydowali się na taki ruch. Po chwili został popchnięty do przodu i zmuszony do ruszenia w mozolną drogę przez tunele, w trudnym do określenia celu. Prychnął jedynie, słysząc zadane przez prowadzącego pytanie.
- Może trzeba było nie czaić się po zaułkach w pierwszej kolejności.

Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 451
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

09 maja 2014, 22:42

MG

Żaden z porywaczy nie zadał sobie trudu, by odpowiedzieć na słowa kotołaka, czy chociażby zareagować w jakiś inny sposób. Prośba o oddanie ekwipunku nie wywołała większego wrażenia, natomiast zgryźliwy komentarz został skwitowany jedynie lekceważącym prychnięciem, które raczej nie było gestem uwielbienia. Tym razem nie został jednak uderzony, chociaż jego położenie było o wiele gorsze niż wcześniej. Miał rywala tak samo przed, jak i za sobą, co raczej uniemożliwiało większość obronnych manewrów. Wyglądało jednak na to, że wir wydarzeń nieco ostudził ich zapał, wraz z chęcią do bezsensownego wyżywania się na niewinnych przybyszach z Wolenvain. Nie znaczyło to bynajmniej, że mógł czuć się bezpiecznie.

Podążali więc dalej pośród chłodnych, wydrążonych w ziemi ścian, a wokół panowała głucha cisza. Jedynym słyszanym dźwiękiem były ich głośne kroki, stawiane w miarowym tempie. Samo miejsce budziło swego rodzaju uczucie niepokoju, jakby zaraz z ciemności miał wyłonić się kolejny złoczyńca, tym razem gotów na wbicie ostrego nożyka między żebra. Fakt, że jedynym źródłem życiodajnego światła było niewielkie świecidło, które obdarowywało ich jedynie ledwo widocznym z daleka blaskiem, nie ułatwiał zbytnio poruszania się po podobnych obszarach. Szczególnie, kiedy trzeba było łazic po misternie wykonanym tunelu, w którym każdy kolejny krok był bardziej niepewny od poprzedniego. Ale w końcu nie był to pierwszy raz, gdy został zmuszony do przeczesywania podobnych miejsc, również niepewny dalszych wydarzeń. Wtedy jednak miał ze sobą gotowego do walki kompana, który krył mu jego kocie plecy. No i nie był wtedy związany przez cholernych jegomościów, z niematerialnym sztyletem przystawionym do gardła.

Nie zapowiadało się na to, aby czekała ich zbyt długa podróż, bowiem wykonanie tunelu sugerowało raczej, że twórca tej drogi chciał by powstała ona jak najszybciej i by po prostu była. No i rzeczywiście, po mniej-więcej dwóch minutach szybkiego kroku, znaleźli się na skrzyżowaniu dwóch dróg. Ani lewy, ani prawy tunel nie zawierał żadnych widocznych elementów, a ilość wytwarzanego światła była na tyle skromna, by dalsza część pozostała w pełni ukryta. Jednak to, co znajdowało się teraz bezpośrednio przed nimi, było doskonale widoczne nawet w takich warunkach. Były to bowiem wzmacniane, potężnie wyglądające drzwi, wyjątkowo charakterystyczne, o dość interesującym wykonaniu. Były bowiem wytworzone z jakiegoś wyjątkowo ciemnego drewna, które zdawało się mieć jakiś dziwny związek z energią magiczną. Prawdopodobnie ciążyły na nich jakieś silne zaklęcia, które jednak aktywowały się jedynie w określonych sytuacjach oraz przypadkach. Jakby tego było mało, nie były one zamknięte ani za pomocą zamka, ani chociaż kłódki. Nie było tu również miejsca na żadną dziurkę od klucza, który został zastąpiony płaską szparką, szeroką na centymetr i długą może na milimetr. Przewodzący całej wycieczki zbliżył się do wrót, po czym dobył zza pasa sztylet, który błysnął nagle nagą stalą. Ostrze było bardzo specyficznie ząbkowane, przywodzące na myśl piłę do drewna. Same ostrze z boku wyglądało jak rząd ostrych kłów, o różnych długościach i kształtach. Obaj bracia mieli prawdopodobnie te same ostrza, choć mniej rozgadany nie miał okazji by ukazać swoje. Po chwili ostrze zagłębiło się w specyficznej dziurce, wchodząc gładko i bezproblemowo, wraz z masą stuknięć mechanizmów. Zabliźniony oparł się ciężko na swojej broni, po czym przekręcił ją, powodując otwarcie się drzwi na oścież. Następne pomieszczenie było już oświetlone, toteż prowadzący przyjemniaczek schował swoją magiczną lampę, po czym zaprosił więźnia do środka.

Znaleźli się w pokaźnych rozmiarów piwnicy, wypełnionej pełnymi beczkami, skrzyniami różnych wielkości i kształtów oraz najróżniejszymi tobołami. W powietrzu unosiła się woń niejednego alkoholu, wymieszana z aromatami długo spoczywającej żywności. Na drewnianych ścianach wisiały jasno świecące pochodnie, które dawały bardzo dobry widok na całe pomieszczenie, które niestety nie miało w sobie nic specjalnego. W kącie stał niewielki blat, na którym leżały zapisane atramentem kartki. Ze strony wzmacnianego sufitu dobywały się gwarne rozmowy, przemieszane z losowymi okrzykami bawiącej się gawiedzi. To nie pozostawiało już większych wątpliwości co do tego, że kotołak po raz kolejny dzisiaj trafił do karczmy, tym razem odwiedzając ją jednak w zupełnie innym charakterze i okolicznościach. Towarzyszący mu osobnicy nie wyrażali sobą niczego szczególnego, jakby te wszystkie wydarzenia nie miały miejsca. Po prostu weszli razem z nim, rozglądając się tylko przelotnie po pomieszczeniu oraz starannie zamykając za sobą drzwi. Po raz kolejny trzasnęły cicho, zamykając się z łatwością.

Oprócz owego przejścia, znajdowały się tutaj jeszcze trzy pary innych drzwi, jednak już zdecydowanie mniej charakterystycznych. Równoległe do siebie przejścia prawdopodobnie prowadziły do pomniejszych składzików, w których trzymano rzeczy wymagające szczelnego zamknięcia. Ostatnią drogą były ciemnobrązowe schody, które prowadziły do głównej sali karczmy. Właśnie w tym kierunku Xariel został lekko pchnięty, lecz wyjątkowo bez wyraźnych śladów agresji. Gdy jednak znaleźli się zaraz przed wyjściem, mniej przyjemny brat powstrzymał go ruchem ręki.

- Czekaj, czekaj – powiedział mu głosem pełnym drwiny, a na jego krzywej facjacie zagościł nonszalancki uśmiech. Wyglądało na to, że jeszcze z nim nie skończyli, co zresztą mogło być do przewidzenia. Inna sprawa, że gdyby chcieli go zabić, zrobili by to już dawno temu, ponieważ nadarzyła się już do tego niejedna okazja. Albo przynajmniej mogli podjąć taką próbę, jako że Xariel również miał parę sztuczek w rękawie. Tymczasem elf oparł dłoń na trzymanej przy pasie broni, przyglądając mu się jakby z obrzydzeniem i niechęcią, jaką można okazywać nielubianym przez siebie osobom. Cóż za zabawny paradoks.

- Nie myśl, że z Tobą skończyliśmy – spojrzał na brata, jakby dopiero teraz przypomniał sobie o jego obecności. Kontynuował jednak, nie zważając na jego brak zaangażowania. - Najbliższą noc spędzisz w tej karczmie, grzecznie nie pchając się w nie swoje sprawy. Jeszcze raz spróbujesz węszyć, a osobiście zadbam, by wypruto Ci jebane flaki – powiedział, dobywając swojego nietypowego ostrza, jakby chciał nadać swojej groźbie jeszcze większego charakteru. - Rozumiemy się? – zapytał jeszcze, choć raczej nie oczekiwał grzecznej odpowiedzi, toteż zaraz po tym chwycił go za rękę i jednym ruchem przeciął krępujące go więzy. - Ach, zapomniałbym. To wszystko nie miało miejsca – rzekł na odchodne, a jego towarzysz zrzucił trzymany ekwipunek na ziemię, by wraz z nim szybko opuścić to miejsce.

Za drzwiami, znajdował się króciutki korytarz, którego wylot prowadził bezpośrednio za karczemną ladę. Tam stał już właściciel, który od niechcenia spojrzał w jego kierunku, zatrzymując na nim czujny wzrok. Nie wydawał się być zaskoczony, ba, powitał go spojrzeniem przywodzącym na myśl gospodarza wyczekującego gości. Po chwili wrócił jednak do swoich obowiązków, nie zwracając nań większej uwagi niż było to konieczne. Wyglądało na to, że wiedział o całej sytuacji, i był to dla niego chleb powszedni. Po niepokojącej dwójce mrocznych nie było ani śladu w przybytku, a pośród wszelakich gawęd nie padała na ten temat ani wzmianka. Zniknęli więc równie szybko jak się pojawili, choć ciężko było o nich zapomnieć. Xariel otrzymał od nich wyraźne instrukcje, które zostały dodatkowo ubarwione bezpośrednią groźbą. Ciężko było jednak stwierdzić, na jak wiele mógł sobie wobec nieznajomych pozwolić. Chociaż niektóre elementy ich zachowania mogły budzić naprawdę wiele wątpliwości, to jednak na pewno nie można było powiedzieć, że byli niegroźni. Została więc jedynie kwestia zaufania do własnych umiejętności i chęci do podjęcia ryzyka, jakim była ewentualny brak chęci do wykonania ich poleceń.

Xariel z/t do głównego pokoju karczmy.
Gra pół-swobodna. Robisz, co uznajesz za słuszne, zależnie od mojej interwencji w następnych postach.

Wróć do „Morinhtar”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 20 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 19 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerreos
Liczba postów: 52308
Liczba tematów: 2980
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.