Tajna kryjówka przestępców

Miasto to, nazywane przez ludzi Rebelią, jest miastem podziemnym. Mieszka tutaj procentowo najwięcej ras humanoidalnych nie będących ludzkimi. Mieszkańcy Morinhtaru z zasady negatywnie nastawieni do odwiedzających, podróżnych i wszystkich innych gości, żyją w swoim zamkniętym towarzystwie.
Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

Tajna kryjówka przestępców

13 gru 2014, 13:01

Niezbadane tunele i jaskinie pod Morinhtarem kryły wiele tajemnic. Jedną z nich była kryjówka przestępczej organizacji, która zajmowała się właściwie wszystkim co było niezgodne z obowiązującym prawem. Znalezienie tego miejsca mogło sprawić spore trudności, gdyż niewielu wiedziało o istnieniu jaskiń pod miastem, nie mówiąc w ogóle o ich zbadaniu. Wejście do kryjówki było niewielkie, żeby się tam dostać, trzeba było właściwie przeczołgać się tunelem, który był wysoki na siedemdziesiąt centymetrów i szeroki na metr. Miał on długość około dziesięciu metrów. Po wyjściu z niego ukazywał się swego rodzaju przedsionek, w którym nie znajdowało się właściwie nic, nie licząc niewielkiego, drewnianego stolika i krzesła, na którym zazwyczaj siedział posępny wartownik z wielkim toporem.


Sklepienie jest nieregularne, jak to w podziemiach. Ściany kamienne, większość pomieszczeń kryjówki powstało w naturalny sposób, z wyjątkiem kuchni i pokoju herszta. Kryjówka była oświetlana w ten sam sposób co miasto, czyli za pomocą magii. Mimo to, w jaskini panował półmrok, gdyż latarni nie było zbyt wiele, a poza tym, dawały one światło o lekko niebieskawym zabarwieniu.


Główne pomieszczenie znajdowało się za krótkim, już znacznie bardziej przestronnym od wejściowego, korytarzem. Ciężko było wyobrazić sobie jak trudne i czasochłonne było przystosowanie tych jaskiń do życia, w końcu kiedyś ziały one pustkami. W "sali" znajdował się długi stół taki, że cztery osoby po jednej stronie mogły komfortowo usiąść. Przy stole znajdowało się dziewięć krzeseł, jedno z nich wyróżniało się rzeźbieniami w kształcie kwiatów. Na drewnianym blacie leżały cynowe miski i talerze oraz srebrne puchary. Pod ścianą stało kilka drewnianych skrzyń oraz różne szafki. Z głównego pomieszczenia można było udać się do czterech innych. Korytarz znajdujący się naprzeciwko wejścia prowadził do małej kuchni, a przynajmniej tak można było stwierdzić. Znajdowało się tam palenisko, lada oraz narzędzia zwyczajowo kojarzone z kuchnią, czyli kociołek, dzbany garncowe, patelnie, garnki. Można było dostrzec też beczki, gliniane garnki, skrzynki na przybory kuchenne itd. Mieścił się tam również prowizoryczny spichlerz, w którym przechowywano jedzenie.


Pomieszczenie leżące po lewej stronie, najbliżej wejścia było czymś w rodzaju pokoju treningowego. Na jednej nodze stał tam smętnie zużyty manekin, stojaki z bronią ćwiczebną oraz ubiorem ochronnym. Oprócz tych paru rzeczy, nic więcej nie przeszkadzało w doskonaleniu swoich umiejętności. W tym samym pomieszczeniu znajdowały się również drewniane drzwi, które prowadziły do swojego rodzaju wychodka, czyli małej klitki z ziejącą, czarną dziurą na ziemi, dostosowanej do rozmiaru przeciętnego tyłka. Nikt nie wiedział jak jest głęboka, ani nikt się nad tym nie zastanawiał, grunt, że nie śmierdziało. Między kuchnią, a salą treningową znajdowała się obszerna sypialnia, w której znajdowało się siedem prostych, drewnianych łóżek, bez zdbędnych luksusów. Przy każdym z nich stała drewniana skrzynia, niczym się nie wyróżniająca, chyba że uwzględnić numer na każdej z nich. Ostatnim pomieszczeniem był niewielki pokój "szefa", w którym stało solidne, dębowe biurko, kolejne krzesło z rzeźbieniami, skrzynia, regał z paroma książkami i trochę lepszej jakości łóżko w porównaniu do tych ze zbiorowej sypialni. Pokój ten został wyposażony również w drewniane drzwi, zamykane nieskomplikowanym zamkiem. Warto było też wspomnieć o stole w tym pokoju, na którym stały różne, alchemiczne przyrządy.



MG

Znajdowali się w niewielkim pomieszczeniu, w którym nie było żadnego źródła światła. Mroczny elf pospiesznie zamknął drzwi za sobą i przesunął drewnianą skrzynię. Pokój wyglądał na jakiś stary magazyn, wszechobecny kurz wciskał się do nosa. Podłoga w miejscu, w którym stało pudło wyglądała dokładnie tak samo, jak wszędzie w tym pomieszczeniu. Ciemnoskóry kucnął i przyłożył rękę do tego miejsca. Xariel wyczuł, że magia używana jest w pobliżu, a po krótkiej chwili błysnął zarys klapy prowadzącej na dół.

- Tutaj jest lina. – Rzekł krótko długouchy i otworzył wejście do podziemi, zachęcając kotołaka do zejścia. Wewnątrz panował zupełny mrok, ale to akurat było najmniejszym zmartwieniem czarnofutrego. Xariel oszacował, że lina musiała mieć długość co najmniej czterech metrów, gdy już znalazł się na dole i stopami dotknął ziemi. Po chwili pojawił się mroczny elf i kotołak ponownie wyczuł używanie magii. Lina, po której schodzili zwinęła się i poszybowała do góry, gdzie została zawieszona na haku. Ciemnoskóry ruszył do przodu, nie dając czarnofutremu czasu do zastanowienia i zadawania pytań. Szli w całkowitych ciemnościach, ale długouchy znał bardzo dobrze drogę.

Niebieskawy odcień skał nad nimi mógł budzić pewien niepokój, chociaż Xariel tchórzem nie był, przypominało mu to o czymś. Już raz znajdował się w jaskini, pozbawiony wszelkich źródeł światła. Nie był wtedy sam, ale to co się tam wydarzyło, zostało w jego pamięci. Teraz wspomnienia wróciły, niemal słyszał krzyki niebieskowłosego, którego zostawił samego na pastwę losu i dziwnej istoty.

Wędrówka po podziemiach Morinhtaru zajęła im trochę czasu. Mroczny elf zignorowałby teraz każde pytanie kotołaka, nakazując mu zachować bezwzględną ciszę. Zapamiętanie drogi nie stanowiło dla Xariela większego problemu, jego rasa nie miała kłopotów z orientacją. W końcu dotarli do ślepego zaułka, a przynajmniej tak mogło się wydawać. Przy samej ziemi znajdowało się niewielkie wejście do tunelu.

- Ty pierwszy, to prowadzi do naszej kryjówki. Będę zaraz za Tobą. – Powiedział ciemnoskóry i czekał, aż kotołak się ruszy. - Sterczenie tutaj nie jest bezpieczne. – Rzekł długouchy, gdyby Xariel miał jakieś obiekcje. To była prawdopodobnie ostatnia szansa na wycofanie się, ale innych, lepszych opcji tak naprawdę czarnofutry nie miał. Jeśli kotołak wszedł do tunelu, po krótkim "spacerze", jego oczom ukazał się ponury mężczyzna z wielkim toporem. Patrzył on tylko na pojawienie się Xariela, a później swój wzrok zwrócił ku mrocznemu.

- On jest ze mną. – Mruknął tylko ciemnoskóry i poprowadził kotołaka do głównej sali, która była aktualnie zupełnie pusta. - Napijesz się czegoś? – Zapytał z udawaną uprzejmością elf, czekając na pytania czarnofutrego, które z pewnością się pojawią. Bądź co bądź, wyjaśnienia się należały. Xariel wyczuwał w tym miejscu delikatną magię, ale nie wiedział co mogło być jej źródłem.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 911
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

13 gru 2014, 19:09

Cała ta wędrówka robiła się z chwili na chwilę coraz bardziej niepokojąca. Wiele plotek krążyło po Autonomii o wszechobecnej w Morinhtarze magii, jednak tak jej wszechobecna manifestacja zaniepokoiła kotołaka. Pojawiające się sklepy, samozwijające się liny, bogowie wiedzą co jeszcze. Przedstawiało się to dość ciekawie, jednak z drugiej strony równie, albo nawet bardziej, niepokojąco. Udział w tym wszystkim musiał mieć jakiś potężny mag, a wyglądało na to, że nie jest nim elf.

Znów trafił do jaskini, co kojarzyło mu się z ostatnimi odwiedzinami w takim miejscu. Ale odepchnął od siebie te myśli. Jaskinia to jaskinia, nie pierwsza i nie ostatnia w jakiej był. Nie było sensu zaprzątać sobie głowy wydarzeniami z Wichrowych Szczytów. Tamten człowiek sam chciał wybrać się w podróż, sam wszedł wraz z nim do jaskini i sam zgotował sobie taki los. Może gdyby był lepiej przygotowany…

Przystanął gdy elf stwierdził, iż ma iść pierwszy. Chyba go pojebało. Niby z jakiego powodu. Xariel przez chwilę mierzył się z mężczyzną (o ile można takiego słowa użyć w tym wypadku) wzrokiem, w końcu jednak westchnął, mruknął coś do siebie i przeszedł przez ciasne, nieszczególnie komfortowe wejście. Zapewne i tak było mu dużo wygodniej niż ciemnoskóremu, był dużo bardziej nawykły do poruszania się na czterech łapach. Myśl o tym, że jego "przyjaciel" stęka i obija się głową o kamień gdzieś kawałek za nim sprawiła mu nieco radości. Ze złośliwym uśmiechem na pysku wyszedł z tunelu by stanąć twarzą w twarz ze strażnikiem.

Zacisnął dłoń na swojej włóczni czekając, czy ten nie zrobi przypadkiem czegoś głupiego. Puszczanie przodem kotołaka kiedy po drugiej stronie czeka uzbrojony koleś nie było zbyt mądrym pomysłem… Chyba że było celowe.

Kiedy elf wyczołgał się za nim i poprowadził go dalej Xariel jedynie rozejrzał się po pomieszczeniu próbując dostrzec co bardziej charakterystyczne, czy ciekawe szczegóły. Nie było ich zbyt wiele. Dalej znów czuć było magię, która zdawała się w tym miejscu być wszechobecna. Czyżby cała ta grupka miała jakieś poważne układy z Akademią?

- A macie tutaj coś innego niż truciznę? – zapytał nie siląc się na naśladowanie sztucznej uprzejmości jego rozmówcy. - Chyba wypadałoby mi w końcu wyjaśnić co się dzieje. Nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek mnie w nocy zauważył, tymczasem rano wpadacie do mnie ze strażą przy dupie – dorzucił jedynie, poirytowany już nieco faktem, że tamten przeciąga tak bardzo udzielenie jakichkolwiek informacji.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

18 gru 2014, 21:21

MG

Ciemnoskóry zacmokał i pokręcił w niezadowoleniu głową, gdy usłyszał Xariela i jego pretensje, po czym rozejrzał się. Dzbanek z winem znajdował się na drugim końcu stołu, co nie uradowało elfa, któremu nie chciało się ruszać tyłka z krzesła. Zamiast wstać, wyciągnął rękę w stronę naczynia, które przyfrunęło do niego po krótkiej chwili. Długouchy nalał sobie i kotołakowi całkiem dobrego wina.

– Zacznijmy od tego, że jesteś tutaj tylko dlatego, że nasz szef koniecznie chciał cię mieć w swoich szeregach, czego zupełnie nie rozumiem. – Powiedział ciemnoskóry, upijając trochę wina z pucharu i obserwując Xariela. - W nocy raczej nikt nie widział, jak okradasz dom. Karczmarz doniósł na ciebie, a straży nie potrzeba wiele, żeby kogoś wsadzić do lochów. O wszystkim dowiedzieliśmy się wcześniej, a ja dostałem polecenie, by wyciągnąć cię z tego bagna. – Kontynuował mroczny elf. Nie wyglądało na to, by był z tego zadowolony. Do głównego pomieszczenia wszedł brat rozmówcy czarnofutrego.

- Po co tu przyprowadziłeś tego… kota? – Ciemnoskóry z poparzoną twarzą skierował to pytanie właściwie w przestrzeń, ale najwyraźniej nie mógł się powstrzymać i musiał coś powiedzieć, widząc Xariela.

- Masz jeszcze jakieś pytania? – Zwrócił się ciemnoskóry do kotołaka, ignorując całkowicie swojego brata. – Za chwilę powinien wrócić nasz przywódca, będzie chciał z tobą rozmawiać. – Rzekł jeszcze, popijając wino i czekając na reakcję czarnofutrego. Mroczny elf miał świadomość tego, że nie podał zbyt wielu szczegółów, udzielając lakonicznych wyjaśnień. Jego zachowanie mogło wskazywać na to, że czeka na swojego herszta i nie zrobi nic bez wyraźnego rozkazu. Ktoś kierujący tą szajką musiał być potężny, skoro miał taki posłuch wśród swoich "ludzi".

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 911
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

20 gru 2014, 17:17

Kotołak spojrzał jedynie na elfa. Jakoś miał wątpliwości że karczmarz, do którego to karczmy dwójka elfów może dostać się zupełnie niezauważona w dowolnym momencie dnia i nocy poprzez tę dziwną sieć tuneli, tak po prostu okazał się kapusiem. To byłoby z jego strony najzwyczajniejsze samobójstwo.

Usiadł przy stole chwytając puchar z winem. Patrzył przez chwilę w płyn, by w końcu zbliżyć go do ust i wziąć porządny łyk. Nie zdążył nawet zjeść, czy się napić po nocy, a otruwanie go teraz byłoby równie bezsensowne co wleczenie w to miejsce po to, aby otruć.

Widać było który z braci tu rządzi. Aż się żal robiło jego krewniaka… zakładając, że nie udawali. Kotołak pokręcił głową.

- I tak byś na nie nie odpowiedział – dorzucił. Skoro go już przywlekli tutaj, to mógł okazać nieco cierpliwości. Kociej cierpliwości oczywiście, typowej dla drapieżnika.

Rozejrzał się wokół. Skąd tutaj było tyle magii? O Morinhtarze krążyło wiele historii, które słyszał, ale nie podejrzewał, że będą prawdziwe. Jeśli pierwszy napotkany na ulicy elf posługuje się magią, to rzeczywiście było to zadziwiające miejsce… Albo Xariel miał sporo szczęścia.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

21 gru 2014, 02:18

MG

W sali rozległ się dźwięk przewracanych naczyń, gdy ciemnoskóry z poparzoną twarzą uderzył w stół pięścią, po tym jak usiadł po drugiej stronie stołu, z daleka od swojego brata. Jego impulsywność była już znana kotołakowi, nie mniej jednak, można byłoby być zaskoczonym taką reakcją.

- Okaż więcej szacunku, futrzaku. Gdyby to ode mnie zależało, już byś wąchał kwiatki od spodu. – Powiedział przez zaciśnięte zęby mroczny elf, patrząc gniewnie na kotołaka. Długouchy definitywnie miał na pieńku z Xarielem, wykorzystując każdą okazję jaka się nadarzyła, by dorzucić oliwy do ognia.

- Opanuj się. – Ostry głos poniósł się po głównej sali i nie należał on do żadnego elfa. Ciemnoskóry z poparzoną twarzą uciszył się natychmiast. W pomieszczeniu pojawił się herszt tej całej bandy. Kotołak odruchowo się odwrócił, słysząc znajomy dźwięk. Wróciły do niego wydarzenia, które dla niego były już odległą przeszłością. Xariel zobaczył wysokiego, szczupłego mężczyznę. Tego samego, który niegdyś nauczył go ukrywać się za pomocą magii. W jednej dłoni trzymał swoją maskę, dzięki której kiedyś ukrywał swoją tożsamość przed czarnofutrym. Było to zaskakujące spotkanie dla kotołaka.

- Mamy wiele rzeczy do omówienia, Xarielu. – Rzekł już spokojnym tonem głosu, tajemniczy mężczyzna. - Chodźmy do mojego pokoju, żeby nikt nam nie przeszkadzał. – Zaprosił czarnofutrego do swojego pomieszczenia, podchodząc i otwierając drzwi. Czekał na kotołaka koło wejścia, rzucając jeszcze ostre spojrzenia w kierunku swoich podwładnych. Gdyby Xariel zdecydował się na wejście, zamknąłby za nim drzwi.

- Usiądź. – Powiedział krótko do kotołaka, wskazując mu krzesło. Cały jego ubiór był w ciemnoszarym kolorze, a przy pasie miał sztylety, na każdym boku po jednym. Gdy już czarnofutry się rozgościł, mężczyzna sam usiadłby na swoim rzeźbionym krześle, patrząc badawczo na Xariela. Jego błękitne oczy niemal przewiercały duszę. Człowiek ten był w średnim wieku, miał ostre rysy twarzy, nadające mu wyjątkowej powagi. Opanowanie i cierpliwość podkreślała zadbana broda i krótko ścięte, brązowe włosy. - Pytaj o co chcesz, postaram się odpowiedzieć na każde pytanie. Mam świadomość tego, że możesz nie ufać nam zbytnio, ale sam rozumiesz, musimy być ostrożni. – Rzekł powoli, jakby starał się dobierać każde słowo pojedynczo.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 911
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

25 gru 2014, 13:16

Odwrócił się i natychmiast zamarł mrużąc oczy i wpatrując się w… niego. Trzeba przyznać że tego Xariel nie spodziewał się w żadnym wypadku. Niemal już zapomniał o tym przypadkowym spotkaniu, które odbyło się dawno temu w równie przypadkowym miejscu. Tymczasem ten właściwie nieznany mu człowiek stał przed nim znowu. W dodatku w dość… pogmatwanej sytuacji.

- Więc to… ty – wymruczał jedynie, podnosząc się z krzesła. Nie był pewien jak zareagować. Szczęśliwie został uratowany od tej dość niekomfortowej sytuacji propozycją przejścia do "pokoju" herszta. Propozycją nie do odrzucenia zresztą.
Wziął więc swoje rzeczy i poszedł za nim, pozostawiając dwójkę elfów zapewne równie zdziwioną co on sam.

Nie usiadł. Ciężko by mu było usiedzieć w takiej sytuacji. Podszedł jedynie do przeszła i wsparł się na jego oparciu badawczo obserwując mężczyznę. Jego wygląd w gruncie rzeczy nie sprawił na nim większego wrażenia. Nigdy wcześniej nie rozważał co kryje się pod maską, a twarz którą zobaczył wpasowywała się w stereotyp przywódcy takiej organizacji. Nadal niemógł jednak pozbyć się trudnego do opisania wrażenia, które sprawiło na nim to spotkanie.

Wypuścił ze świstem powietrze, jakby miało mu to choć trochę pomóc pozbyć się dziwnego ciężaru, który poczuł w piersi.

- Dziwne spotkanie – stwierdził, układając w głowie myśli. - Więc może zacznijmy od początku? – kotołak rozłożył ręce wskazując w ten sposób otaczającą go jaskinię. Nietrudno było chyba zgadnąć że przydałoby mu się opisać co się w ogóle wokół dzieje, bo od kilku dni coraz trudniej było się w tym wszystkim odnaleźć. Prośba o pytania brzmiała raczej bardziej jak kolejna już dość sztuczna uprzejmość.

O ile Xariel wcześniej starał się nie okazywać elfom czegokolwiek, do wszystkiego podchodząc w sposób kpiący i celowo irytując ich i pogrywając sobie z nimi, nawet mimo niebezpieczeństwa jakie teoretycznie to stanowiło, to teraz czuł się wytrącony z równowagi. Zacisnął dłoń na oparciu krzesła i spojrzał gdzieś w bok oczekując aż tamten zacznie swoją opowieść i w końcu ktoś powie mu kim tak właściwie są, co robią i dlaczego, kurwa, ściga go straż miejska, bo w bajeczkę o karczmarzu trudno było uwierzyć.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

08 sty 2015, 20:57

MG

Sytuacja była skomplikowana i mało kto wiedziałby, jak wszystko klarownie wytłumaczyć. Mężczyzna podrapał się po brodzie i popatrzył gdzieś na ścianę, zastanawiając się nad odpowiedzią.

- Od początku? Nie mam pojęcia, gdzie może być ten początek. Po tym, jak nasze drogi się rozeszły, wędrowałem trochę tu i tam, aż w końcu trafiłem do Morinhtaru. Kręciłem się sporo tutaj, szukając dobrej okazji do zarobku. Zdobyłem kilka kontaktów i udało się rozkręcić mały… "interes". Na razie to wszystko całkiem sprawnie działa, ciągle się rozwijamy. – Wyjaśnił bardzo ogólnie tajemniczy człowiek, swój wzrok kierując z powrotem na Xariela.

- To by było tyle, jeśli chodzi o "początek". Zapewne jesteś ciekawy, dlaczego straż odwiedziła cię w karczmie. Zabroniłem o wszystkim mówić moim ludziom, chciałem sam wytłumaczyć pewne rzeczy. – Powiedział powoli mężczyzna, wyciągając dzban wina i srebrne puchary. Nalał sobie trochę i zaproponował gestem napitek Xarielowi. Po jego odpowiedzi, twierdzącej bądź nie, zaczął kontynuować.

- Bardzo szybko dowiedziałem się o tobie, gdy przekroczyłeś bramę tego miasta. Pomyślnie przeszedłeś małe próby, które postawili przed tobą moi ludzie, chociaż ja uznawałem, że znam cię na tyle dobrze, że nie będą one zupełnie koniecznie, ale mroczni bracia się uparli. Akcja w karczmie została w pewnej części zaplanowana przez nas. Gospodarz "Pod Wroną i Karoszem" dostał od nas polecenie, że ma wydać cię straży. Ten człowiek zawsze żył w zgodzie z prawem i dla naszego dobra, musi być wiarygodny dla służb Morinhtaru. Wbrew pozorom, nie ma z nimi żartów. Mam nadzieję, że to rozumiesz. Nawet w straży posiadamy pewne wpływy i wkrótce nie będziesz musiał bać się wyjść na ulicę. Trzeba to jednak robić ostrożnie i powoli, to jak igranie z ogniem. – Wyjaśnił spokojnie mężczyzna, oczekując na reakcję kotołaka.

- Nie przedstawiłem się, ale moje imię nie jest zbyt istotne teraz. Tutaj mówią mi Lis. – Rzekł krótko na koniec. Dużą literę w tym słowie było wyraźnie słychać.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 911
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

08 sty 2015, 21:35

- Lis – powtórzył, jakby zastanawiał się od której strony ugryźć to imię. Cóż, skoro "Lis" uważał że tak świetnie zna kotołaka, to raczej nie było sensu teraz na ten temat dyskutować. Raczej był zwyczajnie zbyt pewny siebie, jednak Xariel wolał nie wyprowadzać się z błędu dla własnego dobra, jeśli rzeczywiście był w błędzie.

Mówiąc "od początku" miał raczej ochotę dowiedzieć się czegoś więcej o tej całej organizacji, bo na razie miał pojęcie jedynie że istnieje. Jego rozmówca ujawnił niewiele, choć dostatecznie dużo aby kotołak nie czuł się już zupełnie zagubiony. W jego głowie wciąż tłukło się pytanie ile osób jest jej członkami, ilu ludzi oplotła swoimi mackami i jak daleko one sięgają. W czarnofutrym zaczęła budzić się charakterystyczna dla niego ciekawość, która sprawiała że chciał wiedzieć wszystko, prześwietlić całą organizację na wylot. Zdaje się jednak, że teraz jeszcze nie było sensu pytać… Przynajmniej nie o wszystko.

- Jak wolisz – kotołak wymamrotał układając w swojej głowie myśli. Chciał możliwie jak najszybciej zamieścić wszystkie elementy układanki na swoich miejscach. Co tak naprawdę musiał wiedzieć? Poza oczywiście tym czego tak właściwie Lis od niego chce, bo tego jak na razie nie zdradził.

- Zdaje się że to dalekie wpływy jak na "mały" interes. Dużo macie tutaj członków i, hmm… ludzi "podległych"? – liczył na to, że mężczyzna okaże się, wbrew pierwszym wrażeniom, w miarę gadatliwy. Choć raczej marne na to były szanse. Ostatnim razem gdy się spotkali też raczej nie mówił wiele. Teoretycznie Lis powiedział Xarielowi że ma pytać o co chce, z drugiej jednak strony, zalanie go potokiem pytań o całą tę organizację nie prezentowałoby się szczególnie dobrze i zapewne mężczyzna nie miałby ochoty na nie odpowiadać.

Xariel zadał więc najważniejsze pytanie na jakie mógł się silić. Jeśli pozna członków organizacji, oraz tych którzy mają z nią jakiekolwiek powiązanie będzie wiedzieć o niej właściwie wszystko. Reszta to były szczegóły do których mógł dojść później. Pytanie czy wielce poważany herszt całej bandy będzie chciał zdradzić takie informacje. W końcu kotołak nadal jeszcze nie wiedział jakie w tym wszystkim jest jego miejsce.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

09 sty 2015, 23:05

MG

- Ciężko jest oszacować liczbę członków, nawet ja wszystkich nie znam. – W tym momencie ponownie mężczyzna ponownie się zamyślił, jakby starając coś sobie przypomnieć. - Mogę jednak podać tych, którzy pojawiają się w naszej kryjówce. Jest więc dwójka mrocznych braciszków, z którymi miałeś już do czynienia. Mamy człowieka zajmującego się wręczaniem łapówek i zawieraniem odpowiednich znajomości, nazywa się Piferel, pewnie niedługo go poznasz. Jest też oczywiście nasz wartownik, niezbyt bystry, ale czujny jak demon. Tonerkor to gość, który potrafi wszystko załatwić, poznasz go bez problemu, sprawia wrażenie arystokraty, czasem nawet ubiera się jak jakiś panicz. – Herszt bandy urwał tutaj i upił trochę wina z pucharu, czekając na ewentualne pytania.

- Podczas, gdy my tutaj sobie rozmawiamy, inni uruchamiają nasze kontakty, by wygasić wrażliwość strażników w mieście na twoją aparycję. Trochę to potrwa, trzeba zachować ostrożność. Na brak zajęć nie będziesz narzekał, znajdę ci coś do roboty. – Powiedział Lis i podszedł do drzwi, otwierając je, by wypuścić Xariela, gdyby ten nie miał więcej pytań. – Odpocznij, przyda ci się. Wiem, że zabrzmi to absurdalnie, ale jesteś tutaj bezpieczny. – Rzekł na koniec i zamknął za sobą drzwi.

Kotołak dostrzegł, że w żadnym z pomieszczeń nikogo nie było i został sam na sam ze swoimi myślami. Miał co rozważać i planować. Póki co, wydawało się, że jego ewentualna ucieczka z miasta jest niemożliwa, ale zawsze mógł spróbować, chociaż było to bardzo ryzykowne. Musiał się zastanowić nad tym, czy będzie mu tutaj źle, czy może będzie próbował się zadomowić. Co prawda, Morinhtar podobał mu się, ale wszystko rozbijało się o kwestię strażników i ich pamiętliwości.

Dużo czasu miał Xariel dla siebie, niemal po całej kryjówce mógł poruszać się swobodnie. Mógł używać sprzętu, który znajdował się w "sali treningowej", nic też nie stało na przeszkodzie by po prostu trochę się poruszać, żeby nie stracić formy fizycznej, miejsca miał sporo. Lis zaproponował nawet, żeby spokojniejszy z mrocznych braci potrenował z czarnofutrym. Póki co, herszt nie wyznaczał kotołakowi żadnych zadań, ale wynajdował mu różne zajęcia. Xariel często szedł po zapasy razem z jednym z mrocznych elfów do miejsca, gdzie znajdowała się lina i tam czekał chwilę na dole, gdy ciemnoskóry na chwilę wychodził na górę. Dowiedział się, że ta lina sama się nie zwija, tylko robi to długouchy, używając do tego magii. Czarnofutry dostał również kilka prostych zamków do rozpracowania za pomocą narzędzi, a gdy już sobie z nimi poradził, Lis szepnął kilka słów spokojniejszemu bratu i ten zaczął go niechętnie uczyć używania telekinezy do ich otwierania.

Czas mijał powoli, a kotołak mógł odczuć pewne przyzwyczajenie do życia w jaskini. Ciężko mu było przypomnieć sobie kiedy ostatni raz widział słońce. Lis przypominałby mu o ostrożności i cierpliwości, gdyby Xariel pytał o postępy w działaniach, które pozwoliłyby mu na wyjście z podziemi. W końcu jednak, nadszedł czas na rozmowę i herszt organizacji zaprosił czarnofutrego do siebie.

- Jak myślisz, po co robimy to wszystko? – Rzucił pytanie Xarielowi, gestem zapraszając go do spoczęcia na krześle. Lis wyciągnął dzbanek i puchary, nalewając do nich wina, oczekując na odpowiedź kotołaka.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 911
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

10 sty 2015, 01:43

Rozejrzał się wokół. Pustka którą zastał była wręcz uderzająca. Mimo wszystko spodziewał się że ktoś tutaj będzie. Tymczasem wszędzie otaczały go jedynie zimne, kamienne ściany. Niczym w lochach. Odegnał od siebie tę myśl zajmując głowę czym innym. Nawet Lis nie znał wszystkich członków? Trudno było mu uwierzyć że do tego stopnia nie panowałby nad swoją organizacją, a jednocześnie wiedział kto i kiedy wchodzi do tego miasta. Ale cóż, kotołak spodziewał się że niechętni ujawni swoje sekrety.

Podszedł do stołu i wbił wzrok w puchar, który pozostawił tam wcześniej wchodząc z hersztem do pomieszczenia. Nikt nie pofatygował się aby go uprzątnąć, co zresztą także nie było szczególnie zaskakujące. Dwójka elfickich braci nijak nie wyglądała na nieludzi, którzy kręcą się po kryjówce i sprzątają po każdym bałagan. Chwycił puchar i dopił wino, po czym pozostawił go na stole. Tym razem ktoś będzie musiał w końcu po nim sprzątnąć, nie ma bata. Nawet zresztą nie wiedział gdzie go odłożyć.

Przesunął lekko prawą dłonią po stole czując pod nią zimne drewno. Zmrużył oczy, przesunął po nim ponownie, tym razem lewą. Po chwili znów prawą. I ponownie, jedną po czym drugą. Oblizał nieświadomie pysk, z czego zdał sobie sprawę gdy poczuł znów na języku smak wina. Uniósł nieco prawą rękę wpatrując się w pozostałe na niej blizny. Poruszył palcami zaciskając lekko dłoń w pięść – gest, który właściwie wszedł mu już w nawyk. Idiotyczny nawyk. Wciąż jednak to robił, często nawet nieświadomie. Zupełnie jakby bał się, że dłoń okaże się jednak niesprawna jeśli tylko zostawi ją na chwilę w spokoju. Może nie pozbędzie się go już do końca życia. Miał wrażenie jakby nie do końca odzyskał w niej czucie. Jakby była jakaś różnica, ledwo zauważalna, nie wpływająca na nic, niemal podświadoma. Znów przesunął nią po stole. Może tylko to sobie wmówił. A może nie.

Odwrócił się i przewędrował do pomieszczenia, w którym rozstawione były łóżka. Czy też cokolwiek co je udawało. Zrobił co w jego mocy aby rozpoznać czy któreś z nich było wolne. Nie było to właściwie takie trudne. Starczyło wybrać to, które było w miarę uporządkowane, nic przy nim nie leżało i najmniej śmierdziało. Oczywiście, musiał w pierwszej kolejności założyć że w ogóle istniało tutaj wolne łóżko. Musiało, skoro odesłano go aby odpoczął.

Uchylił skrzynię przy obranym za cel posłaniu zaglądając czy coś jest w środku. Przymknął ją i rzucił na wierzch większość swoich rzeczy, pozostając jedynie w spodniach i koszuli. Westchnął głośno i położył się wbijając wzrok w sufit. Nie czuł się w tym miejscu ani trochę bezpiecznie.

Dni potrafiły zlewać się w jedno nawet na ulicach Morinhtaru, gdzie magiczne latarnie wyznaczały dzień i noc. W zatęchłej jaskini mogło być tylko gorzej, świat ukrywał przed jej mieszkańcami słońce. Nawet to sztuczne "słońce" Morinhtarskich latarni. Kotołak szybko przestał myśleć w powierzchniowych kategoriach "dzień-noc". Był czas snu i czas bez snu. Na jego podstawie Xariel dzielił spędzony pod ziemią czas na kolejne dni, choć dość szybko stracił rachubę. Niespecjalnie starał się je liczyć. Było mu tak właściwie wszystko jedno.

Zapewne dwójka elfów pałała do niego sympatią w równym stopniu co u początku ich znajomości, czyli najchętniej wbiłaby mu nóż w plecy, albo niekoniecznie w plecy, gdziekolwiek. Musieli jednak znieść jego towarzystwo i niewiele mieli w tej kwestii do gadania. Kotołak starał się nie być w stosunku do nich szczególnie złośliwy, jednak nie potrafił się powstrzymać czasami od uszczypliwych uwag. Korzystał ze swobody jaką mu dano, cóż miał robić. Zajrzał w każdy kąt kryjówki, dokładnie rozeznając się w tym jak wygląda, oraz zastanawiając się czy jest z niej inne wyjście. Nie było wiele do oglądania, szybko znał już układ pomieszczeń na pamięć, a ciekawość zaczęła nieść jego myśli do obecnych za ciasnym przejściem tuneli, które – jak podejrzewał – ciągnęły się pod całym Morinhtarem prowadząc w przeróżne, ciekawe miejsca. Ale tam też miał się nie zapuszczać. Zapewne można było się tam zgubić.

Nie mógł spędzić całego czasu który miał na krążeniu po kryjówce, byłoby to komiczne. Chętnie przystał na to, aby zażyć nieco ruchu. Jeśli była ku temu okazja zaczepiał namówionego przez Lisa elfa i ćwiczył z wykorzystaniem drewniane kija wygrzebanego gdzieś pośród obecnych w kryjówce gratów. Trenowanie z włócznią byłoby idiotyzmem, a drewniany zamiennik niewiele się od niej różnił. Przynajmniej długością, gdyż był nieco lżejszy. Bez znaczenia. A przy okazji sam mógł się czegoś nauczyć. Nigdy nie używał szczególnie dużo swojej broni, więc było to dla niego wiele cennego doświadczenia. Krew by go zalała gdyby miał dzień w dzień korzystać z tego samego, starego kija. Więc namawiał elfa aby zabrali się też za coś innego, konkretniej chwycili sztylety, czy też noże. Zdecydowanie nie była to najlepsza broń do starcia, ale łatwo ją było schować, a jakieś konkretne umiejętności jej wykorzystania mogły tylko pomóc w razie problemów. W dodatku cieszył się z faktu, że mógł ocenić umiejętności przynajmniej jednego z członków organizacji i porównać je do swoich, chciał wiedzieć z czym się mierzy i z kim ma do czynienia. Walka, nawet treningowa była ku temu świetną okazją. Pytanie czy skazany na jego towarzystwo elf też tak uważał.

Kotołak starał się dużo, acz nie nachalnie zagadywać wszelkie osoby, które akurat znalazły się w kryjówce. Poznać ich, dowiedzieć jak najwięcej, może ktoś powie coś na temat samej organizacji. Zapamiętać jak wyglądają, jaki jest ich zapach, jak brzmią ich kroki (och tak, każdy krok jest inny dla kociego ucha, każdy chodzi na swój charakterystyczny sposób). Był to po prostu kolejny sposób na zaspokojenie jego ciekawości, poznanie ludzi z którymi ma do czynienia, oraz nabycia jak największej wiedzy na temat co go otacza. No i spędzenia jakoś czasu. Nużył go fakt, że nie chcą pozwolić mu na opuszczenie tego miejsca. Chciał znów przebiec się po dachach Morinhtaru, poczuć jak jego łapy uderzają o poszycia, ściany, kominy. Poczuć nieco wolności. Ale nie mógł, co go niezmiernie irytowało. Okazyjne przechadzki z elfem "po zapasy" były tylko jeszcze bardziej denerwujące, albowiem zbliżał się do wyjścia po to, aby na nie popatrzeć. Paranoja.

Wieczory spędzał nad zamkami. Pierwsze co zrobił po ich otrzymaniu to obejrzał je najdokładniej jak potrafił. Od wewnątrz, od zewnątrz, pod różnym kątem. Jego kluczem przecież miało być zrozumienie jak to ustrojstwo działa. Próbował je otwierać raz po raz, obserwując dokładnie jak reagują na jego ruchy, czego powinien szukać, co poczuje gdy to znajdzie. I jeszcze raz i znów, i ponownie. Sforsowanie tego ustrojstwa bardziej przypominało wyłamywanie, niż faktyczne otwarcie kluczem, jednak z reguły okazywały się dość wytrzymałe aby znieść jego starania i po szarpnięciu, lekkim, głuchym uderzeniu i cichym zgrzycie zadziałać jeszcze kolejnego dnia. Choć, jak to otwierane siłą zamki, psuły się po pewnym czasie.

Coraz to kolejne zabawy z wytrychami, oraz otrzymywanymi zamkami zdecydowanie zajmowały mu najwięcej czasu i sprawiały najwięcej radości. A czasu miał naprawdę dużo, więc stosunkowo szybko zrozumiał jak to, co trzymał w rękach działało, oraz jak to sforsować. Radził sobie coraz lepiej, zamki ustępowały coraz szybciej, działał coraz ciszej, choć nie można było otwierania czegoś takiego nazwać nad wyraz cichą robotą.

Kiedy ktoś elf napomknął o używaniu magii Xariel właściwie niewiele miał do dodania. I jemu ta myśl chodziła po głowie już od jakiegoś czasu. Szczęśliwie dla ciemnoskórego – który raczej nie był szczególnie zadowolony z faktu, że Lis znów chce od niego żeby przebywał w pobliżu kotołaka – Xariel właściwie niemal go nie potrzebował. Potrzebował siebie i zrozumienia tego zamka. Już kiedyś uczył się jak wyginać przedmioty z pomocą magii, dawno temu. Od człowieka, który już nie żyje. Próba otwarcia zamka była tak zbliżona do tego zaklęcia, że niemal Xarielowi bliska. Przynajmniej tak długo, jak mógł spojrzeć do wnętrza zamka. Starczyło lekko, z pomocą magii popchnąć jeden jego element, zastępując w ten sposób pchnięcie dostarczane przez klucz. Przy okazji mógł spróbować zrobić coś, czego nie robił chyba nigdy wcześniej. Nie zmiażdżyć, nie wygiąć, a popchnąć. W razie czego zresztą wygięcie było równie dobre, no, wystarczające. Przyszło mu to dość szybko i łatwo gdy miał przed sobą otwarty, widoczny zamek (których kilka zresztą w ten sposób zepsuł nie dostarczając raczej pozostałym radości, gdyż musieli znaleźć nowe). Wymagało od niego sporo skupienia, ale nie było przeraźliwie męczące. Później zaczęły się schody. Nigdy nie próbował robić czegoś takiego z przedmiotami, których nie widział. A musiał liczyć się z tym, że wnętrza otwieranego w większości przypadków nie zobaczy. Spędzał godziny ślęcząc nad kolejnymi mechanizmami. Starał się zbudować w wyobraźni ich obraz, możliwie jak najdokładniejszy. Gdy już ten obraz pojawiał się w jego pamięci starał się podobnie jak poprzednio otworzyć zamek. Efekty przyszły tak szybko, że zaskoczyły jego samego. Równie szybko dotarło do niego, że nadal nie jest to ten sam problem, przed którym stanie próbując otworzyć magicznie jakieś drzwi. Wnętrze tych zamków już widział, wiedział jak wyglądały, mógł w pamięci zbudować dokładny tego obraz. Niezadowolony z siebie, a jednocześnie ambitny ćwiczył dalej poświęcając godziny na tej samej, powtarzanej wciąż i wciąż czynności. Obrazy, które budował w wyobraźni były coraz mniej dokładne, coraz bardziej ogólne. Stopniowo w ten sposób przygotowywał się, by w końcu spróbować otworzyć coś, czego nie widział. Zapewne można by znaleźć takich, którzy zamki otwierali samą chęcią otwarcia ich. Xariel jednak nie potrafił sobie wyobrazić innej drogi. Dla niego magia istniała silnie w poznaniu, zrozumieniu. Ułatwiało mu to wykorzystanie jej w jakimkolwiek stopniu. Pozwalało uruchomić wyobraźnię. Starał się zachęcić Lisa aby dostarczył mu kolejne zamki, takie jak te, które już miał, lub też inne. Tak, aby czarnofutry mógł spróbować otworzyć je bez zaglądania do środka, albo też poznać budowę tych nietypowych, dziwnych. Miał na to ogrom czasu. A szczęk, który świadczył o powodzeniu był niezwykle satysfakcjonujący.

Czas jednak mijał, a kotołak powoli tracił zaangażowanie w zajęcia które miał do dyspozycji. Najzwyczajniej w świecie zaczynał się nudzić, ileż można w kółko powtarzać tę samą czynność, czy spędzać dzień w ten sam sposób? Irytacja Xariela więc rosła, a nic nie zapowiadało końca męczarni. Robił się bardziej opryskliwy niż wcześniej. Ale nie mógł nic zrobić. Spędzał więc czas dalej w ten sam sposób, choć już mniej z niego poświęcając zamkom. Szukał jakichś zajęć, który odrywałyby go od codzienności. A Lis tylko powtarzał o cierpliwości. Cóż, drapieżnik zawsze jest cierpliwy. Kotołakowi pozostało odszukać tę cierpliwość, którą przekazali mu jego przodkowie, którzy zwykli wyczekiwać ofiary skuleni wśród traw… Bardzo duże pokłady tej cierpliwości.

I tak Xariel krążył znów po kryjówce. Nie sposób było powiedzieć który to już był dzień, zanudzony niemal na śmierć. Jeden z braci, z którym trenował, gdzieś poszedł, nie było go. Obecnych przy jego łóżku zamków zwyczajnie nie chciało mu się już tykać. "Szalał" więc po kryjówce już po raz kolejny, skakał, odbijał się od ścian, biegał na czterech łapach. Starał się wyładować nagromadzoną energię. Niemal niczym znudzony kot. Przy okazji przyzwyczajał się coraz bardziej do różnorakich, tak charakterystycznych dla jego braci, wyczynów, a które ostatnimi czasy sprawiały mu tak wiele radości na dachach Morinhtaru.

Ten dzień jednak najwidoczniej był inny, gdyż Lis chciał z nim porozmawiać. Nie sposób było stwierdzić czy wróżyło to coś dobrego, czy też coś złego. Wszedł do pokoju herszta siadając na wskazanym krześle. Tym razem czuł się dużo swobodniej niż kiedyś.

- Dla zysku – odpowiedział na jego pytanie właściwie bez namysłu.

Wróć do „Morinhtar”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Rejestracja · ZALOGUJ


Jest 5 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 5 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52107
Liczba tematów: 2967
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.