Tajna kryjówka przestępców

Miasto to, nazywane przez ludzi Rebelią, jest miastem podziemnym. Mieszka tutaj procentowo najwięcej ras humanoidalnych nie będących ludzkimi. Mieszkańcy Morinhtaru z zasady negatywnie nastawieni do odwiedzających, podróżnych i wszystkich innych gości, żyją w swoim zamkniętym towarzystwie.
Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

Tajna kryjówka przestępców

13 gru 2014, 13:01

Niezbadane tunele i jaskinie pod Morinhtarem kryły wiele tajemnic. Jedną z nich była kryjówka przestępczej organizacji, która zajmowała się właściwie wszystkim co było niezgodne z obowiązującym prawem. Znalezienie tego miejsca mogło sprawić spore trudności, gdyż niewielu wiedziało o istnieniu jaskiń pod miastem, nie mówiąc w ogóle o ich zbadaniu. Wejście do kryjówki było niewielkie, żeby się tam dostać, trzeba było właściwie przeczołgać się tunelem, który był wysoki na siedemdziesiąt centymetrów i szeroki na metr. Miał on długość około dziesięciu metrów. Po wyjściu z niego ukazywał się swego rodzaju przedsionek, w którym nie znajdowało się właściwie nic, nie licząc niewielkiego, drewnianego stolika i krzesła, na którym zazwyczaj siedział posępny wartownik z wielkim toporem.


Sklepienie jest nieregularne, jak to w podziemiach. Ściany kamienne, większość pomieszczeń kryjówki powstało w naturalny sposób, z wyjątkiem kuchni i pokoju herszta. Kryjówka była oświetlana w ten sam sposób co miasto, czyli za pomocą magii. Mimo to, w jaskini panował półmrok, gdyż latarni nie było zbyt wiele, a poza tym, dawały one światło o lekko niebieskawym zabarwieniu.


Główne pomieszczenie znajdowało się za krótkim, już znacznie bardziej przestronnym od wejściowego, korytarzem. Ciężko było wyobrazić sobie jak trudne i czasochłonne było przystosowanie tych jaskiń do życia, w końcu kiedyś ziały one pustkami. W "sali" znajdował się długi stół taki, że cztery osoby po jednej stronie mogły komfortowo usiąść. Przy stole znajdowało się dziewięć krzeseł, jedno z nich wyróżniało się rzeźbieniami w kształcie kwiatów. Na drewnianym blacie leżały cynowe miski i talerze oraz srebrne puchary. Pod ścianą stało kilka drewnianych skrzyń oraz różne szafki. Z głównego pomieszczenia można było udać się do czterech innych. Korytarz znajdujący się naprzeciwko wejścia prowadził do małej kuchni, a przynajmniej tak można było stwierdzić. Znajdowało się tam palenisko, lada oraz narzędzia zwyczajowo kojarzone z kuchnią, czyli kociołek, dzbany garncowe, patelnie, garnki. Można było dostrzec też beczki, gliniane garnki, skrzynki na przybory kuchenne itd. Mieścił się tam również prowizoryczny spichlerz, w którym przechowywano jedzenie.


Pomieszczenie leżące po lewej stronie, najbliżej wejścia było czymś w rodzaju pokoju treningowego. Na jednej nodze stał tam smętnie zużyty manekin, stojaki z bronią ćwiczebną oraz ubiorem ochronnym. Oprócz tych paru rzeczy, nic więcej nie przeszkadzało w doskonaleniu swoich umiejętności. W tym samym pomieszczeniu znajdowały się również drewniane drzwi, które prowadziły do swojego rodzaju wychodka, czyli małej klitki z ziejącą, czarną dziurą na ziemi, dostosowanej do rozmiaru przeciętnego tyłka. Nikt nie wiedział jak jest głęboka, ani nikt się nad tym nie zastanawiał, grunt, że nie śmierdziało. Między kuchnią, a salą treningową znajdowała się obszerna sypialnia, w której znajdowało się siedem prostych, drewnianych łóżek, bez zdbędnych luksusów. Przy każdym z nich stała drewniana skrzynia, niczym się nie wyróżniająca, chyba że uwzględnić numer na każdej z nich. Ostatnim pomieszczeniem był niewielki pokój "szefa", w którym stało solidne, dębowe biurko, kolejne krzesło z rzeźbieniami, skrzynia, regał z paroma książkami i trochę lepszej jakości łóżko w porównaniu do tych ze zbiorowej sypialni. Pokój ten został wyposażony również w drewniane drzwi, zamykane nieskomplikowanym zamkiem. Warto było też wspomnieć o stole w tym pokoju, na którym stały różne, alchemiczne przyrządy.



MG

Znajdowali się w niewielkim pomieszczeniu, w którym nie było żadnego źródła światła. Mroczny elf pospiesznie zamknął drzwi za sobą i przesunął drewnianą skrzynię. Pokój wyglądał na jakiś stary magazyn, wszechobecny kurz wciskał się do nosa. Podłoga w miejscu, w którym stało pudło wyglądała dokładnie tak samo, jak wszędzie w tym pomieszczeniu. Ciemnoskóry kucnął i przyłożył rękę do tego miejsca. Xariel wyczuł, że magia używana jest w pobliżu, a po krótkiej chwili błysnął zarys klapy prowadzącej na dół.

- Tutaj jest lina. – Rzekł krótko długouchy i otworzył wejście do podziemi, zachęcając kotołaka do zejścia. Wewnątrz panował zupełny mrok, ale to akurat było najmniejszym zmartwieniem czarnofutrego. Xariel oszacował, że lina musiała mieć długość co najmniej czterech metrów, gdy już znalazł się na dole i stopami dotknął ziemi. Po chwili pojawił się mroczny elf i kotołak ponownie wyczuł używanie magii. Lina, po której schodzili zwinęła się i poszybowała do góry, gdzie została zawieszona na haku. Ciemnoskóry ruszył do przodu, nie dając czarnofutremu czasu do zastanowienia i zadawania pytań. Szli w całkowitych ciemnościach, ale długouchy znał bardzo dobrze drogę.

Niebieskawy odcień skał nad nimi mógł budzić pewien niepokój, chociaż Xariel tchórzem nie był, przypominało mu to o czymś. Już raz znajdował się w jaskini, pozbawiony wszelkich źródeł światła. Nie był wtedy sam, ale to co się tam wydarzyło, zostało w jego pamięci. Teraz wspomnienia wróciły, niemal słyszał krzyki niebieskowłosego, którego zostawił samego na pastwę losu i dziwnej istoty.

Wędrówka po podziemiach Morinhtaru zajęła im trochę czasu. Mroczny elf zignorowałby teraz każde pytanie kotołaka, nakazując mu zachować bezwzględną ciszę. Zapamiętanie drogi nie stanowiło dla Xariela większego problemu, jego rasa nie miała kłopotów z orientacją. W końcu dotarli do ślepego zaułka, a przynajmniej tak mogło się wydawać. Przy samej ziemi znajdowało się niewielkie wejście do tunelu.

- Ty pierwszy, to prowadzi do naszej kryjówki. Będę zaraz za Tobą. – Powiedział ciemnoskóry i czekał, aż kotołak się ruszy. - Sterczenie tutaj nie jest bezpieczne. – Rzekł długouchy, gdyby Xariel miał jakieś obiekcje. To była prawdopodobnie ostatnia szansa na wycofanie się, ale innych, lepszych opcji tak naprawdę czarnofutry nie miał. Jeśli kotołak wszedł do tunelu, po krótkim "spacerze", jego oczom ukazał się ponury mężczyzna z wielkim toporem. Patrzył on tylko na pojawienie się Xariela, a później swój wzrok zwrócił ku mrocznemu.

- On jest ze mną. – Mruknął tylko ciemnoskóry i poprowadził kotołaka do głównej sali, która była aktualnie zupełnie pusta. - Napijesz się czegoś? – Zapytał z udawaną uprzejmością elf, czekając na pytania czarnofutrego, które z pewnością się pojawią. Bądź co bądź, wyjaśnienia się należały. Xariel wyczuwał w tym miejscu delikatną magię, ale nie wiedział co mogło być jej źródłem.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 273
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

02 maja 2016, 18:44

MG:

Przez następny dzień w grocie nie toczyło się wiele rzeczy godnych uwagi - Lis nie raczył odwiedzić tym razem, przysłał tylko jednego ze swoich ludzi po proszek, który skrzętnie zabrał, nie angażując się w większe kontakty z Xarielem. Aczkolwiek wydawać się mogło, że zauważył specyficzny stan Xariela - podkrążonych oczu nie mógł zidentyfikować u kotołaka, ale pewna ospałość, zarówno w ruchach, jak i w mowie, pozostała i była do zauważenia.

Xariel nie próbował zbyt ekstensywnie analizować grzybów samych w sobie - skupił się głównie na gotowym do produkcji, już ususzonym pasku, i dlatego odkrycie opóźniło się o prawie pełny dzień przebywania w jaskini. Z nudów - nie miał w końcu tu zbyt wiele do zrobienia, a praca była wyjątkowo monotonna, i czas dłużył mu się niezmiernie - znalazł się w części jaskini, w której grzyby dojrzewały, aby popatrzeć na egzemplarze w różnych stadiach rośnięcia. Najmłodsze grzyby, ledwie rozwinięte, znajdowały się najdalej od niego, a te gotowe do cięcia i suszenia - najbliżej. W tych gotowych nie dostrzegł niczego specjalnego, ale już w tych kilka rzędów dalej poczuł przy dotknięciu coś, czego spodziewał się napotkać już dawno. Magię.

Z ekscytacją Xariel kontynuował badanie, doszedłszy w końcu do wniosku po zbadaniu wszystkich rzędów, na jakich mógł w jaskini położyć swoje łapy: Grzyby najmłodsze miały w sobie zdecydowanie najwięcej magii, i magia zanikała w miarę rośnięcia grzyba, tak, aby w produkcie finalnym nie znalazła się w ogóle. Podejrzewał, że do procesu cięcia i suszenia część zawierająca magię, emanująca nią, zanikła, w atrofii, musiała być wycinana, być może używana do rozmnażania grzybów - inaczej z pewnością coś by wyczuł, nawet w produkcie finalnym. Taka modyfikacja musiała mieć coś na celu - Xariel musiał tylko dojść do wniosku, jakiego. Natura magii, wpływającej na grzyby, także pozostawała dla niego zagadką na tym etapie - musiał zabrać się za dokładniejsze badania.

Odkrycie czegoś, co ruszało go z miejsca, wprawiło kotołaka w dobry nastrój - wreszcie mógł zacząć prawdziwą pracę, to, po co tu przyszedł.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 911
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

18 sie 2016, 20:35

Wreszcie odnalazł to, czego się spodziewał. Narkotyk nie miał naturalnego pochodzenia, jego źródłem była magia. Jak jednak miał w takim razie osiągnąć wyznaczony mu cel? Tutaj potrzeba było kogoś o wiedzy dużo większej niż jego własna. Umiejętności Xariela były ograniczone. I choć kotołak zawsze był skory aby je poszerzać i zdobywać nową wiedzę, to nie miał nauczyciela który by go pokierował. Czarnofutry najzwyczajniej nie wiedział za co się zabrać.

Kotołak postanowił zdać się na intuicję i w pewnym sensie zabawić się magią, która uczyniła te grzyby tym, czym były. Sięgnął do jednego z młodych okazów i dotknął go czubkami palców. Starając się dostrzec i zrozumieć w jakikolwiek sposób istotę kierującej nim magii próbował jakoś na nią wpłynąć. Poruszyć coś z tym ciekawym układzie. Zmusić ją do działania zasilając swoją własną mocą, może jakoś przekierować. Eksperymentował, mimo iż nie był pewny do czego tak właściwie dąży. Coś musiał robić, a nie miał najmniejszego pomysłu od której strony się za to wszystko zabrać. Nic nie wiedział ani o grzybach, ani o kierującej nimi magii.

Wróć do „Morinhtar”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Rejestracja · ZALOGUJ


Jest 4 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52107
Liczba tematów: 2967
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.