Tajna kryjówka przestępców

Miasto to, nazywane przez ludzi Rebelią, jest miastem podziemnym. Mieszka tutaj procentowo najwięcej ras humanoidalnych nie będących ludzkimi. Mieszkańcy Morinhtaru z zasady negatywnie nastawieni do odwiedzających, podróżnych i wszystkich innych gości, żyją w swoim zamkniętym towarzystwie.
Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 524
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

Tajna kryjówka przestępców

13 gru 2014, 13:01

Niezbadane tunele i jaskinie pod Morinhtarem kryły wiele tajemnic. Jedną z nich była kryjówka przestępczej organizacji, która zajmowała się właściwie wszystkim co było niezgodne z obowiązującym prawem. Znalezienie tego miejsca mogło sprawić spore trudności, gdyż niewielu wiedziało o istnieniu jaskiń pod miastem, nie mówiąc w ogóle o ich zbadaniu. Wejście do kryjówki było niewielkie, żeby się tam dostać, trzeba było właściwie przeczołgać się tunelem, który był wysoki na siedemdziesiąt centymetrów i szeroki na metr. Miał on długość około dziesięciu metrów. Po wyjściu z niego ukazywał się swego rodzaju przedsionek, w którym nie znajdowało się właściwie nic, nie licząc niewielkiego, drewnianego stolika i krzesła, na którym zazwyczaj siedział posępny wartownik z wielkim toporem.


Sklepienie jest nieregularne, jak to w podziemiach. Ściany kamienne, większość pomieszczeń kryjówki powstało w naturalny sposób, z wyjątkiem kuchni i pokoju herszta. Kryjówka była oświetlana w ten sam sposób co miasto, czyli za pomocą magii. Mimo to, w jaskini panował półmrok, gdyż latarni nie było zbyt wiele, a poza tym, dawały one światło o lekko niebieskawym zabarwieniu.


Główne pomieszczenie znajdowało się za krótkim, już znacznie bardziej przestronnym od wejściowego, korytarzem. Ciężko było wyobrazić sobie jak trudne i czasochłonne było przystosowanie tych jaskiń do życia, w końcu kiedyś ziały one pustkami. W "sali" znajdował się długi stół taki, że cztery osoby po jednej stronie mogły komfortowo usiąść. Przy stole znajdowało się dziewięć krzeseł, jedno z nich wyróżniało się rzeźbieniami w kształcie kwiatów. Na drewnianym blacie leżały cynowe miski i talerze oraz srebrne puchary. Pod ścianą stało kilka drewnianych skrzyń oraz różne szafki. Z głównego pomieszczenia można było udać się do czterech innych. Korytarz znajdujący się naprzeciwko wejścia prowadził do małej kuchni, a przynajmniej tak można było stwierdzić. Znajdowało się tam palenisko, lada oraz narzędzia zwyczajowo kojarzone z kuchnią, czyli kociołek, dzbany garncowe, patelnie, garnki. Można było dostrzec też beczki, gliniane garnki, skrzynki na przybory kuchenne itd. Mieścił się tam również prowizoryczny spichlerz, w którym przechowywano jedzenie.


Pomieszczenie leżące po lewej stronie, najbliżej wejścia było czymś w rodzaju pokoju treningowego. Na jednej nodze stał tam smętnie zużyty manekin, stojaki z bronią ćwiczebną oraz ubiorem ochronnym. Oprócz tych paru rzeczy, nic więcej nie przeszkadzało w doskonaleniu swoich umiejętności. W tym samym pomieszczeniu znajdowały się również drewniane drzwi, które prowadziły do swojego rodzaju wychodka, czyli małej klitki z ziejącą, czarną dziurą na ziemi, dostosowanej do rozmiaru przeciętnego tyłka. Nikt nie wiedział jak jest głęboka, ani nikt się nad tym nie zastanawiał, grunt, że nie śmierdziało. Między kuchnią, a salą treningową znajdowała się obszerna sypialnia, w której znajdowało się siedem prostych, drewnianych łóżek, bez zdbędnych luksusów. Przy każdym z nich stała drewniana skrzynia, niczym się nie wyróżniająca, chyba że uwzględnić numer na każdej z nich. Ostatnim pomieszczeniem był niewielki pokój "szefa", w którym stało solidne, dębowe biurko, kolejne krzesło z rzeźbieniami, skrzynia, regał z paroma książkami i trochę lepszej jakości łóżko w porównaniu do tych ze zbiorowej sypialni. Pokój ten został wyposażony również w drewniane drzwi, zamykane nieskomplikowanym zamkiem. Warto było też wspomnieć o stole w tym pokoju, na którym stały różne, alchemiczne przyrządy.



MG

Znajdowali się w niewielkim pomieszczeniu, w którym nie było żadnego źródła światła. Mroczny elf pospiesznie zamknął drzwi za sobą i przesunął drewnianą skrzynię. Pokój wyglądał na jakiś stary magazyn, wszechobecny kurz wciskał się do nosa. Podłoga w miejscu, w którym stało pudło wyglądała dokładnie tak samo, jak wszędzie w tym pomieszczeniu. Ciemnoskóry kucnął i przyłożył rękę do tego miejsca. Xariel wyczuł, że magia używana jest w pobliżu, a po krótkiej chwili błysnął zarys klapy prowadzącej na dół.

- Tutaj jest lina. – Rzekł krótko długouchy i otworzył wejście do podziemi, zachęcając kotołaka do zejścia. Wewnątrz panował zupełny mrok, ale to akurat było najmniejszym zmartwieniem czarnofutrego. Xariel oszacował, że lina musiała mieć długość co najmniej czterech metrów, gdy już znalazł się na dole i stopami dotknął ziemi. Po chwili pojawił się mroczny elf i kotołak ponownie wyczuł używanie magii. Lina, po której schodzili zwinęła się i poszybowała do góry, gdzie została zawieszona na haku. Ciemnoskóry ruszył do przodu, nie dając czarnofutremu czasu do zastanowienia i zadawania pytań. Szli w całkowitych ciemnościach, ale długouchy znał bardzo dobrze drogę.

Niebieskawy odcień skał nad nimi mógł budzić pewien niepokój, chociaż Xariel tchórzem nie był, przypominało mu to o czymś. Już raz znajdował się w jaskini, pozbawiony wszelkich źródeł światła. Nie był wtedy sam, ale to co się tam wydarzyło, zostało w jego pamięci. Teraz wspomnienia wróciły, niemal słyszał krzyki niebieskowłosego, którego zostawił samego na pastwę losu i dziwnej istoty.

Wędrówka po podziemiach Morinhtaru zajęła im trochę czasu. Mroczny elf zignorowałby teraz każde pytanie kotołaka, nakazując mu zachować bezwzględną ciszę. Zapamiętanie drogi nie stanowiło dla Xariela większego problemu, jego rasa nie miała kłopotów z orientacją. W końcu dotarli do ślepego zaułka, a przynajmniej tak mogło się wydawać. Przy samej ziemi znajdowało się niewielkie wejście do tunelu.

- Ty pierwszy, to prowadzi do naszej kryjówki. Będę zaraz za Tobą. – Powiedział ciemnoskóry i czekał, aż kotołak się ruszy. - Sterczenie tutaj nie jest bezpieczne. – Rzekł długouchy, gdyby Xariel miał jakieś obiekcje. To była prawdopodobnie ostatnia szansa na wycofanie się, ale innych, lepszych opcji tak naprawdę czarnofutry nie miał. Jeśli kotołak wszedł do tunelu, po krótkim "spacerze", jego oczom ukazał się ponury mężczyzna z wielkim toporem. Patrzył on tylko na pojawienie się Xariela, a później swój wzrok zwrócił ku mrocznemu.

- On jest ze mną. – Mruknął tylko ciemnoskóry i poprowadził kotołaka do głównej sali, która była aktualnie zupełnie pusta. - Napijesz się czegoś? – Zapytał z udawaną uprzejmością elf, czekając na pytania czarnofutrego, które z pewnością się pojawią. Bądź co bądź, wyjaśnienia się należały. Xariel wyczuwał w tym miejscu delikatną magię, ale nie wiedział co mogło być jej źródłem.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 524
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

12 sty 2015, 15:14

MG

W kryjówce chyba każdemu doskwierała samotność. Rzadko zdarzało się, by do stołu siadało więcej niż dwie osoby w tym samym momencie, jeśli ktoś przychodził, to nie na długo. Najwięcej czasu w "domu" spędzał Lis, ale on najczęściej siedział w swoim pokoju. Xariel był w jeszcze gorszej sytuacji w porównaniu do innych, gdyż nie mógł wychodzić na zewnątrz, a samo pójście po zapasy go nie satysfakjonowało.

W jaskini, w której znajdowała się kryjówka tajemniczej organizacji było zazwyczaj pusto, nie licząc wartownika, z którym jednak nie bardzo dało się normalnie porozmawiać. Kotołak poznał jako tako wszystkich członków, o których Lis mu powiedział. W niedługim czasie nauczył się rozróżniać ich zapachy i kroki, był w tym naprawdę dobry. Mroczny elf z poparzoną twarzą ciągle mu dogadywał, ale Xariel nie pozostawał dłużny. Drugi z braci najczęściej milczał, nie okazując czarnofutremu żadnych uczuć. Ciemnoskóry nie robił jednak żadnych problemów, gdy kotołak chciał poćwiczyć walkę, ucząc go posługiwania się sztyletami. Ciężko było określić realne umiejętności długouchego, gdyż Xariel ciągle miał wrażenie, że jego partner nie daje z siebie wszystkiego w trakcie treningów. Nie mniej jednak, mroczny elf sporo nauczył kotołaka, bez oporów przekazując mu swoją wiedzę.

Same ćwiczenia jednak nie były w stanie zabić zbyt wiele czasu. Otwieranie i badanie zamków zajmowało uwagę Xariela, który spędzał nad tym długie godziny. Szybko opanował proste mechanizmy, stopniowo przechodząc do tych bardziej skomplikowanych, aż w końcu zaczął wykorzystywać magię. Kotołak był pojętny i radził sobie bardzo dobrze, samemu wymyślając nowe wyzwania. Wiedział, że grzebanie przy zamkach, gdy nie czuł żadnej presji czasu i mógł dosłownie zajrzeć do środka to nie to samo, co otwieranie drzwi w ciemnościach, gdy nadchodzili strażnicy. Ćwiczył więc długo, używając swojej wyobraźni, wypróbowując nowe metody, stawał się coraz lepszy. Xariel jednak nie był w stanie utrzymać zaangażowania przez długi czas i zwyczajnie się nudził. W końcu coś się zmieniło i został zaproszony na rozmowę do szefa.

- Owszem – zgodził się z kotołakiem Lis – wiem, że zdążyłeś obejrzeć dokładnie całą naszą kryjówkę. Zauważyłeś gdzieś jakieś pieniądze? – Zadał reotryczne pytanie. - Nie posiadamy wielkich sum, gotowiznę wydajemy głównie na łapówki, żeby móc działać bez większego strachu przed władzami miasta. Poza tym, zyskujemy dzięki temu duże wpływy. Każdy ma tutaj jakieś zadanie. Jak myślisz, do czego przydałbyś się nam? – Zapytał na koniec Xariela, patrząc badawczo na niego.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 929
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

20 sty 2015, 20:53

- Myślę że znalazłyby się miejsca, w których możnaby dostrzec pieniądze – kotołak powiódł dłonią wokół sugerując, że te są obecne w pokoju, w którym teraz byli.

- Jak się domyślam do czegoś na pewno, inaczej byś się tak nie starał – skwitował słowa Lisa. Spoglądając na niego z uwagą. Nie podobała mu się gierka, w którą teraz bawił się mężczyzna. Z jakiegoś powodu nie chciał jasno wyłożyć na stół czego chce, zamiast tego czekając aż Xariel będzie z niego wszystko powoli wyduszał. Najwidoczniej herszt dobrze się bawił.

- Jak sam stwierdziłeś masz niewielu ludzi. A to chyba nie sprzyja rozwojowi całej tej twojej organizacji… – dodał po krótkiej chwili. Zamilkł czekając na reakcję ze strony Lisa. Liczył, że ten w końcu postanowi powiedzieć co ma do powiedzenia i nie będzie tego niepotrzebnie przeciągał. Takie wymienianie się lakonicznymi odpowiedziami raczej nie miało większego sensu.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 524
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

22 sty 2015, 18:24

MG

Mężczyzna mierzył wzrokiem kotołaka już kolejny raz, jakby nie mógł sobie wyrobić o nim żadnej opini lub zwyczajnie nie potrafił go odpowiednio ocenić. Być może to było powodem tego, że tak lakonicznie się wypowiadał, właściwie nigdy niczego nie wyjaśniając. Lis chciał, żeby to czarnofutry mówił jak najwięcej.

- Masz rację. Jesteś gotowy na powrót do miasta? – Było to pytanie raczej retoryczne, mężczyzna przeczuwał, że Xariel ma dość siedzenia tutaj i z chęcią podejmie się jakiegoś zadania. Z pewnością zależało mu na wyrwaniu się z podziemi, chociaż na chwilę. - Niedługo wróci Fegeven, który przygotował dla ciebie jakieś zlecenie. Włamanie poszło ci całkiem nieźle, ale to było łatwe. Zaczynamy prawdziwą współpracę. – Powiedział Lis, ciągle przyglądając się bacznie kotołakowi. - Jeśli oczywiście chcesz. – Dodał.

- Niewielu jest takich, którzy się nadają. Starannie dobieram swoje towarzystwo. Nie chodzi nawet o zaufanie, bo nikomu nie można ufać, ale o swojego rodzaju profesjonalizm. Ludzi jest całkiem sporo, ale to zwykłe pionki, które da się zastąpić, jednak lokalizacja tego miejsca jest znana tylko garstce, ze względu na ostrożność. – Rzekł mężczyzna.

- Powiedz mi, znasz się może na zielarstwie? Coś w mojej pamięci mówi mi, że wspominałeś kiedyś o znajomości roślin. Twoja wiedza mogłaby pomóc w rozwoju organizacji. – Zapytał Lis na koniec.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 929
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

22 sty 2015, 19:50

- Oczywiście – przytaknął. Czy był gotowy na powrót do miasta? No kurwa. Zdecydowanie zbyt długo siedział już w tej kryjówce. Nie mogło go spotkać na tę chwilę nic lepszego niż możliwość wyrwania się chociaż odrobinę bliżej powierzchni. Nadejdzie czas znów pozwiedzać Morinhtarskie dachy.

Prawdziwą współpracę – kotołak powtórzył w myślach słowa Lisa. Cokolwiek się pod nimi kryło, najbliższe dni mogły okazać się nad wyraz ciekawe. Pomyśleć, że ze wszystkich możliwości trafił właśnie w takie miejsce i do takich ludzi. Może jego rasa faktycznie nadawała się tylko na złodziei. Nie. Nie tylko. Głównie.

Jeszcze się wszystkiego dowie. O Lisie, o jego ludziach, o tym czy kierował. Nie akceptował możliwości porażki. Skoro już trafił tutaj, skoro już miał szukać całego Protektora, skoro już wplątał się w to wszystko… To miasto będzie jego. A wraz z miastem każda jego tajemnica. Zawsze był ambitny.

Podniósł się z krzesła wspierając na biurku, przy którym stało. Wspomnienie o możliwości wyjścia na powierzchnię sprawiło, że znów poczuł zbyt dużo energii, ciężko mu było usiedzieć na miejscu.

- Nieco się znam, ale jeśli chcesz szukać jakichś tutejszych ziół, które rosną pod ziemią – zakładając oczywiście, że takie tu są – musiałbyś znaleźć jakieś księgi na ich temat. Nie wychowałem się w tym miejscu, nie znam go. Wiem natomiast, że produkujecie całkiem ciekawy proszek…

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 524
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

24 sty 2015, 17:37

MG

- Owszem, przyznaję, że proszek ten ma ciekawe właściwości. Nie trzeba wielkiej jego ilości, zwłaszcza dla kogoś, kto włada magią, ale ma poważną wadę. Ludzie go nie potrzebują, z łatwością mogą przestać go brać, jeśli ich nie stać. Ciągle pracujemy nad tym, ale dopiero niedawno zdobyliśmy ten specyfik. Przyznam szczerze, że nie znam się na roślinach. – Westchnął cicho Lis, patrząc badawczo na Xariela, który już wstał i był gotowy do drogi. W tym samym momencie rozległo się pukanie i do pokoju wszedł Fegeven.

- Dobrze, że jesteś. – Rzucił w stronę mrocznego elfa Lis. - Po wykonaniu zlecenia porozmawiamy o tym… specyfiku. – Powiedział mężczyzna do kotołaka i machnął ręką na znak, że nie ma już nic więcej do powiedzenia.

- Jak już zapewne wiesz, mamy dla ciebie zadanie do wykonania w mieście. – Powiedział ciemnoskóry, gdy drzwi zamknęły się za nimi, a on sam skierował się w stronę stołu i wyciągnął z sakwy mapę, która przedstawiała niewielki kawałek Morinhtaru. Była tam zaznaczona karczma "Pod Wroną i Karoszem", wejście do kryjówki i jakiś inny budynek, który elf wskazał palcem. - Tutaj mieszka pewien upierdliwy ludzki strażnik, który musi zakończyć swój marny żywot. On jest twoim celem. – Rzekł długouchy, patrząc na Xariela z pewną ciekawością, nie wiedząc jak czarnofutry zareaguje na jego słowa.

- Musisz być ostrożny, Morinhtar nie jest jeszcze dla ciebie bezpieczny. Klapa do podziemi otwiera się, gdy zadziała się na nią magią. To chyba wszystko co musisz wiedzieć. Sugeruję byśmy wyruszyli, gdy zapadnie zmrok. Pójdę z tobą, żeby dopilnować wszystkiego, ale do budynku musisz wejść sam. Lepiej znam miasto i w razie czego, łatwiej będzie mi odciągnąć ewentualny pościg, gdybyś spieprzył robotę. Nie muszę chyba mówić, że jak coś pójdzie nie tak, to lepiej, żebyś spieprzał z Morinhtaru jak najszybciej, nie? – Tłumaczył Fegeven, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmieszek, gdy wypowiadał ostatnie zdanie, zawierające ewidentną groźbę. - Jakieś pytania?

Długouchy czekał teraz na reakcję Xariela. Należał do cierpliwych osobników, ze swobodą usiadł na krześle, mieli czas. Doskonale wiedział jaka była teraz pora dnia na powierzchni. Kotołak mógł się zastanowić, w końcu to było coś nowego. Tym razem miał kogoś zamordować z zimną krwią. Mógł odnieść wrażenie, że organizacja testuje go, nie wiedząc do czego jest zdolny i jak daleko się posunie. Było już zastraszenie, włamanie, kradzież, a teraz nadszedł czas na zabójstwo. Xariel nie miał pojęcia co się stanie, jeśli odmówi, ale czy będzie się nad tym zastanawiał? Czy w jego głowie w ogóle pojawi się myśl o nie przyjęciu zlecenia?

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 929
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

26 sty 2015, 21:02

Jak zwykle nie powiedzieli mu nic więcej. Kotołak tym razem jednak nie zadawał pytań. Po prostu przez chwilę patrzył na elfa, aby w końcu westchnąć i pokiwać głową. Zachował chwilowo swoje myśli dla siebie. Albo nawet nie chwilowo, kto powiedział że miał się zamiar dzielić nimi z tym kolesiem.

Nie było sensu rozmyślać. Zabrnął już w to wszystko zbyt głęboko, nie mógł odmówić. Przyjrzał się pokazanej mu mapie starając się jak najdokładniej zapamiętać wszystko co na niej było. Wolał nie brać jej ze sobą, na wszelki wypadek.

Spodziewając się, że elf tak jak i ostatnio nieszczególnie uzupełni domysły Xariela nawet pytany kotołak postawił na obserwację domu zanim się do niego zbliży. Przy odrobinie szczęścia wypatrzy wszystko co konieczne.

- Światła już gasną? – zapytał jedynie. Jeśli zbliżała się pora snu, to kotołak miał zamiar ruszyć do wskazanego miejsca. Tak jak zawsze, po dachach, na czterech łapach. Pewnie, szybko, bezpieczniej niż ulicą. Kolczugę i włócznię miał zamiar pozostawić w kryjówce. Nie były mu w żaden sposób potrzebne.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 524
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

27 sty 2015, 20:25

MG

Reakcja kotołaka w pełni wystarczyła mrocznemu elfowi. Domyślał się on, że coś było nie tak, coś się nie spodobało czarnofutremu, ale nie wiedział co to mogło być. Wyglądało jednak na to, że Xariel podejmie się zadania, gdyż teraz uważnie studiował mapę. Dobrze, bo Fegeven nie zamierzał ryzykować i mu jej dawać. Organizacja była do przesady ostrożna, co mogło oznaczać, że wcale nie posiadają tak dużych wpływów, jak twierdził Lis.

- Jeszcze nie, mamy sporo czasu. Do wyjścia zostało nam pół dnia, mniej więcej. Możesz odpocząć, pomyśleć, cokolwiek, byle tutaj. Może czegoś potrzebujesz? Pewnie Tonerkor zdołałby niektóre rzeczy jeszcze dzisiaj załatwić. – Powiedział mroczny elf. - Przyjrzyj się mapie i dobrze zapamiętaj drogę, nie mogę ci jej dać. – Dodał i ruszył w stronę kuchni, zostawiając tymczasowo kotołaka samego, ale ten miał już w głowie pewien zarys planu, wiedział jak mniej więcej rozegrać to wszystko. Nie miał zbyt wielu informacji, ale zawsze lepiej było się przekonać na własne oczy z czym się ma do czynienia.

- No to jak? Ten szlachciura za niedługo się tutaj zjawi. – Rzekł Fegeven, wracając z kuchni i pogryzając jabłko, nieco pogardliwie wyraził się o swoim towarzyszu. Wydawał się taki spokojny i opanowany. Nic dziwnego, w końcu to nie on musiał iść kogoś zabić. Zresztą, on zapewne niejednokrotnie umoczył swoje ręce w cudzej krwi. Pytanie tylko, czy Xariel był w stanie kogoś zabić zimną krwią. Kogoś, kogo nie znał. Co prawda, w jaskini, zostawił na śmierć niebieskowłosego, ale to było co innego, wtedy po prostu ratował własną skórę. Tym razem, miał zamordować kogoś z premedytacją.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 929
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

03 lut 2015, 20:55

Kotołakowi właściwie nie przychodziło na myśl nic, co mogło mu się szczególnie przydać. Może miał wszystko co potrzebne, a może po prostu wynikało to z braku doświadczenia w takich sprawach. Albo zwyczajnie braku jakichkolwiek szczegółów. Wiedział gdzie jest dom, wiedział że ta grupka chce czyjejś śmierci… i właściwie tyle. Całą farsę łagodził nieco fakt, że chodziło o strażnika miejskiego. Xariel nigdy nie pałał do nich szczególną miłością. A ci w Morinhtarze wydawali się sukinsynami bez żadnego wyjątku.

Pokręcił jedynie głową na znak, że nie chce niczego od "szlachciura".

- To co mam powinno wystarczyć. Chyba że wy macie jakiś konkretny pomysł co mogłoby być tam przydatne.

Spojrzał jeszcze raz na mapę, po czym udał się do siebie. Gdyby był profesjonalistą w takich sprawach zapewne zabrałby się teraz za przygotowania. Ale był tylko kotołakiem, który nie widział tego budynku na oczy. Jedyne co mógł zrobić to odpocząć i poczekać.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 524
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

18 lip 2015, 15:29

MG

Z wielką uwagą Lis wysłuchał raportu kotołaka, który krótko i zwięźle opisał co zaszło w domu ofiary. Mówił właściwie bez śladu emocji, zupełnie jak gdyby należał do bandy wiele lat. Z zimną krwią zamordował człowieka, który przeszkadzał przestępczej organizacji. Mimo to, Xariel w swoim wnętrzu poczuł lekkie zawahanie, ale trwało ono tylko krótką chwilę. Wszystko wskazywało na to, że czarnofutry zostanie dłużej w tym miejscu, rozwijając swoje umiejętności i nie tylko.

- Dobra robota. - Rzucił krótko gospodarz tego miejsca. - Teraz możemy zająć się innymi sprawami. - Po tych słowach wstał i podał kotołakowi niewielki woreczek ze specyfikiem. - Wspominałem już o pewnej roślinie, którą hodujemy tutaj, w podziemiach Morinhtaru. Jako że znasz się co nieco na nich, chciałbym ci pokazać jak to wygląda. - Rozwinął swoją myśl Lis i poprowadził Xariela na zewnątrz kryjówki.

Szli kawałek niemal w zupełnych ciemnościach, aż dotarli do kolejnego bardzo wąskiego i niskiego przejścia. Następne dziesięć metrów musieli pokonać na czworakach, żeby dostać się do odpowiedniego miejsca. W końcu mogli się wyprostować w niewielkim pomieszczeniu, szerokim na pięć metrów, długim może na dziesięć. Na całym podłożu rosły małe grzybki o zielonych kapeluszach z blaszką pod spodem. W miejscu tym unosił się specyficzny zapach, który wcześniej już Xariel czuł w karczmie.

- Jak kapelusze robią się ciemnozielone, niemal czarne, zbieramy je. Nie wiem czy w tej chwili dobrze wszystko widzisz, ale zazwyczaj przynosimy ze sobą jakieś światło. Tym razem jednak tylko chciałem ci pokazać jak to wszystko działa. Weź kilka jeśli chcesz, może uda znaleźć ci się rozwiązanie naszego problemu. - Powiedział mężczyzna. - Od tej pory będzie to twoje główne zadanie. Oprócz tego będziesz dostawał od czasu do czasu jakieś drobne zlecenia. Mimo tego, że mamy sporo czasu to chciałbym usłyszeć jakąś propozycje w przeciągu kilku dni. Oczywiście, dostarczymy ci wszelki niezbędny sprzęt do pracy. - Dodał Lis i zabrał Xariela z powrotem do kryjówki, wyjaśniając mu po drodze jak trafić do hodowli.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 929
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

18 lip 2015, 16:44

Kotołak mrużył oczy starając się dostrzec drogę, którą przemierzają. Nie wracał już do morderstwa strażnika, nie było o czym mówić, nie było nad czym się rozwodzić. Żył, a teraz nie żyje. Wszelkie wyrzuty sumienia, jakie mogły się pojawić starał się odstawić na bok. Mimo tego, że przecież wychowano go zupełnie inaczej przyszło mu to z pewną wręcz łatwością. Zdaje się że taki już miał wredny charakter. Tak nikła ilość światła nawet jemu dawała się we znaki, mimo większych niż u ludzi możliwości jeśli chodzi o jego wyłapywanie. Zdawała się za to niezbyt przeszkadzać idącemu z nim mężczyźnie. Kotołak oczywiście odnotował ten fakt w pamięci.

Lis uważał, że Xariel zna się na roślinach. Cóż, nie było to całkowicie zgodne z prawdą, ale też nie do końca się z nią mijało. Dysponował jakąś tam wiedzą, która mogłaby pomóc w hodowli różnych chwastów. Pytanie tylko skąd ten człowiek to wiedział. W ogóle za dużo wiedział. Wyglądało na to, że ich dawne, przypadkowe spotkanie (o ile było faktycznie przypadkowe) rozpoczęło wręcz niezdrowe zainteresowanie jego osobą przez tego człowieka. Musiał odwiedzić kiedyś na dłuższy czas miejsce, w którym czarnofutry się wychował. Nie było innego sposobu, aby wiedział aż tyle.

Vahsalanin przemilczał ten fakt, po prostu nadal idąc za Lisem. Starał się trzymać pół kroku, krok za tamtym, aby mieć go na oku, a jednocześnie nie wyglądało to podejrzanie. Nie ufał mu, nadal. Miał silne przeczucie, że chce go po prostu wykorzystać. Musiał teraz kroczyć ostrożnie i odwrócić tę sytuację. To kotołak miał zyskać.

Zdaje się, że z jakiegoś powodu członkowie tej organizacji uwielbiali się czołgać. Niskie, ciasne przejścia były do zniesienia dla kotołaka, w końcu posiadał nieco inną budowę i mógł stosunkowo komfortowo przesuwać się na czworakach, jeśli porównać go do chociażby mrocznych elfów. Dla nich musiała to być istna katorga. Może to miejsce wykuł ktoś inny? A może po prostu liczyli, że przypadkowy gość nie będzie miał chęci wciskać się w tak klaustrofobiczne miejsce.

Zapach tej rośliny poczuł jeszcze zanim wyszedł z ciasnego tunelu. Cokolwiek nadawało jej tę charakterystyczną woń, było też w samym narkotyku. Przez myśl czarnofutrego przebiegło pytanie, czy ludzie też czują ten zapach. Był świadom większej ostrości swoich zmysłów.

Rozejrzał się po hodowli, przykucnął na jej brzegu i szturchnął lekko jeden z grzybków, jakby chciał sam się przekonać o jego rzeczywistym istnieniu. No dobrze, chyba więcej na razie tu nie zobaczy. Lis w międzyczasie prowadził swój monolog na temat dotykających organizację problemów z tym grzybem związanych. Xariel układał już w głowie kolejne myśli i pytania. Lis oczekiwał efektów w ciągu kilku dni. Zdawał się strasznie niecierpliwy, a więc i nieostrożny. Gdy tylko jego nowy "pracodawca" wyjaśnił już wszystko kotołak miał ich gotowy pęk.
- Czy te grzyby są jadalne? - zapytał ni stąd ni zowąd. Niewątpliwie było to nietypowe pytanie na wejście, ale w gruncie rzeczy nie był nawet pewien jak ten narkotyk jest aplikowany. Czy zazwyczaj wciąga się go nosem, wciera gdzieś, połyka? Wszystko na raz?

- Co się dzieje z grzybami po zbiorach? Jak je przerabiacie? Czy przy samej plantacji jest miejsce na jakąś wytwórnię, albo laboratorium? - kontynuował, gdy tylko Lis udzielił pierwszej, raczej krótkiej odpowiedzi. Idealnie byłoby, gdyby mógł zamieszkać zaraz obok hodowli, najlepiej tak, aby móc przejść bezpośrednio do niej. Nie przyjrzał się dokładnie ścianom na miejscu ze względu na ciemność, więc nie wiedział czy jest tam jeszcze jakieś pomieszczenie. Jeśli zajęcie się tą plantacją miało być jego głównym zajęciem w najbliższym czasie, no to wolał być blisko niej, niż ciągle przemierzać tę samą, przydługawą drogę.

- Rozprowadzacie jeszcze jakieś narkotyki? W ogóle, co tak właściwie jeszcze robicie oprócz sprzedawania tego i mordowania strażników? - wplątał w te pytania jedno, które było może aż nazbyt ogólne. Ale fakt faktem, chciał aby Lis zaspokoił jego ciekawość i przedstawił pełen zakres działań tej organizacji. Na razie Xariel mógł się jedynie domyślać co jeszcze robili. Haracze? Przemyt? Nielegalna imigracja, czy emigracja z miasta? Możliwości było sporo.

Wróć do „Morinhtar”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 22 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 21 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerreos
Liczba postów: 52308
Liczba tematów: 2980
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.