Tajna kryjówka przestępców

Miasto to, nazywane przez ludzi Rebelią, jest miastem podziemnym. Mieszka tutaj procentowo najwięcej ras humanoidalnych nie będących ludzkimi. Mieszkańcy Morinhtaru z zasady negatywnie nastawieni do odwiedzających, podróżnych i wszystkich innych gości, żyją w swoim zamkniętym towarzystwie.
Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 524
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

Tajna kryjówka przestępców

13 gru 2014, 13:01

Niezbadane tunele i jaskinie pod Morinhtarem kryły wiele tajemnic. Jedną z nich była kryjówka przestępczej organizacji, która zajmowała się właściwie wszystkim co było niezgodne z obowiązującym prawem. Znalezienie tego miejsca mogło sprawić spore trudności, gdyż niewielu wiedziało o istnieniu jaskiń pod miastem, nie mówiąc w ogóle o ich zbadaniu. Wejście do kryjówki było niewielkie, żeby się tam dostać, trzeba było właściwie przeczołgać się tunelem, który był wysoki na siedemdziesiąt centymetrów i szeroki na metr. Miał on długość około dziesięciu metrów. Po wyjściu z niego ukazywał się swego rodzaju przedsionek, w którym nie znajdowało się właściwie nic, nie licząc niewielkiego, drewnianego stolika i krzesła, na którym zazwyczaj siedział posępny wartownik z wielkim toporem.


Sklepienie jest nieregularne, jak to w podziemiach. Ściany kamienne, większość pomieszczeń kryjówki powstało w naturalny sposób, z wyjątkiem kuchni i pokoju herszta. Kryjówka była oświetlana w ten sam sposób co miasto, czyli za pomocą magii. Mimo to, w jaskini panował półmrok, gdyż latarni nie było zbyt wiele, a poza tym, dawały one światło o lekko niebieskawym zabarwieniu.


Główne pomieszczenie znajdowało się za krótkim, już znacznie bardziej przestronnym od wejściowego, korytarzem. Ciężko było wyobrazić sobie jak trudne i czasochłonne było przystosowanie tych jaskiń do życia, w końcu kiedyś ziały one pustkami. W "sali" znajdował się długi stół taki, że cztery osoby po jednej stronie mogły komfortowo usiąść. Przy stole znajdowało się dziewięć krzeseł, jedno z nich wyróżniało się rzeźbieniami w kształcie kwiatów. Na drewnianym blacie leżały cynowe miski i talerze oraz srebrne puchary. Pod ścianą stało kilka drewnianych skrzyń oraz różne szafki. Z głównego pomieszczenia można było udać się do czterech innych. Korytarz znajdujący się naprzeciwko wejścia prowadził do małej kuchni, a przynajmniej tak można było stwierdzić. Znajdowało się tam palenisko, lada oraz narzędzia zwyczajowo kojarzone z kuchnią, czyli kociołek, dzbany garncowe, patelnie, garnki. Można było dostrzec też beczki, gliniane garnki, skrzynki na przybory kuchenne itd. Mieścił się tam również prowizoryczny spichlerz, w którym przechowywano jedzenie.


Pomieszczenie leżące po lewej stronie, najbliżej wejścia było czymś w rodzaju pokoju treningowego. Na jednej nodze stał tam smętnie zużyty manekin, stojaki z bronią ćwiczebną oraz ubiorem ochronnym. Oprócz tych paru rzeczy, nic więcej nie przeszkadzało w doskonaleniu swoich umiejętności. W tym samym pomieszczeniu znajdowały się również drewniane drzwi, które prowadziły do swojego rodzaju wychodka, czyli małej klitki z ziejącą, czarną dziurą na ziemi, dostosowanej do rozmiaru przeciętnego tyłka. Nikt nie wiedział jak jest głęboka, ani nikt się nad tym nie zastanawiał, grunt, że nie śmierdziało. Między kuchnią, a salą treningową znajdowała się obszerna sypialnia, w której znajdowało się siedem prostych, drewnianych łóżek, bez zdbędnych luksusów. Przy każdym z nich stała drewniana skrzynia, niczym się nie wyróżniająca, chyba że uwzględnić numer na każdej z nich. Ostatnim pomieszczeniem był niewielki pokój "szefa", w którym stało solidne, dębowe biurko, kolejne krzesło z rzeźbieniami, skrzynia, regał z paroma książkami i trochę lepszej jakości łóżko w porównaniu do tych ze zbiorowej sypialni. Pokój ten został wyposażony również w drewniane drzwi, zamykane nieskomplikowanym zamkiem. Warto było też wspomnieć o stole w tym pokoju, na którym stały różne, alchemiczne przyrządy.



MG

Znajdowali się w niewielkim pomieszczeniu, w którym nie było żadnego źródła światła. Mroczny elf pospiesznie zamknął drzwi za sobą i przesunął drewnianą skrzynię. Pokój wyglądał na jakiś stary magazyn, wszechobecny kurz wciskał się do nosa. Podłoga w miejscu, w którym stało pudło wyglądała dokładnie tak samo, jak wszędzie w tym pomieszczeniu. Ciemnoskóry kucnął i przyłożył rękę do tego miejsca. Xariel wyczuł, że magia używana jest w pobliżu, a po krótkiej chwili błysnął zarys klapy prowadzącej na dół.

- Tutaj jest lina. – Rzekł krótko długouchy i otworzył wejście do podziemi, zachęcając kotołaka do zejścia. Wewnątrz panował zupełny mrok, ale to akurat było najmniejszym zmartwieniem czarnofutrego. Xariel oszacował, że lina musiała mieć długość co najmniej czterech metrów, gdy już znalazł się na dole i stopami dotknął ziemi. Po chwili pojawił się mroczny elf i kotołak ponownie wyczuł używanie magii. Lina, po której schodzili zwinęła się i poszybowała do góry, gdzie została zawieszona na haku. Ciemnoskóry ruszył do przodu, nie dając czarnofutremu czasu do zastanowienia i zadawania pytań. Szli w całkowitych ciemnościach, ale długouchy znał bardzo dobrze drogę.

Niebieskawy odcień skał nad nimi mógł budzić pewien niepokój, chociaż Xariel tchórzem nie był, przypominało mu to o czymś. Już raz znajdował się w jaskini, pozbawiony wszelkich źródeł światła. Nie był wtedy sam, ale to co się tam wydarzyło, zostało w jego pamięci. Teraz wspomnienia wróciły, niemal słyszał krzyki niebieskowłosego, którego zostawił samego na pastwę losu i dziwnej istoty.

Wędrówka po podziemiach Morinhtaru zajęła im trochę czasu. Mroczny elf zignorowałby teraz każde pytanie kotołaka, nakazując mu zachować bezwzględną ciszę. Zapamiętanie drogi nie stanowiło dla Xariela większego problemu, jego rasa nie miała kłopotów z orientacją. W końcu dotarli do ślepego zaułka, a przynajmniej tak mogło się wydawać. Przy samej ziemi znajdowało się niewielkie wejście do tunelu.

- Ty pierwszy, to prowadzi do naszej kryjówki. Będę zaraz za Tobą. – Powiedział ciemnoskóry i czekał, aż kotołak się ruszy. - Sterczenie tutaj nie jest bezpieczne. – Rzekł długouchy, gdyby Xariel miał jakieś obiekcje. To była prawdopodobnie ostatnia szansa na wycofanie się, ale innych, lepszych opcji tak naprawdę czarnofutry nie miał. Jeśli kotołak wszedł do tunelu, po krótkim "spacerze", jego oczom ukazał się ponury mężczyzna z wielkim toporem. Patrzył on tylko na pojawienie się Xariela, a później swój wzrok zwrócił ku mrocznemu.

- On jest ze mną. – Mruknął tylko ciemnoskóry i poprowadził kotołaka do głównej sali, która była aktualnie zupełnie pusta. - Napijesz się czegoś? – Zapytał z udawaną uprzejmością elf, czekając na pytania czarnofutrego, które z pewnością się pojawią. Bądź co bądź, wyjaśnienia się należały. Xariel wyczuwał w tym miejscu delikatną magię, ale nie wiedział co mogło być jej źródłem.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 524
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

16 sie 2015, 19:16

MG

Nad odpowiedzią na pierwsze pytanie Lis musiał się dobrze zastanowić. Szli chwilę w milczeniu, gdy w końcu dotarli do kryjówki i wtedy postanowił odpowiedzieć na zadane pytanie.

- Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Nikt z moich ludzi tego nie próbował, a wszystkim, którym sprzedajemy mówimy, że proszek się wciąga nosem. Tak zresztą stwierdziła osoba od której mamy te grzyby. Nikt nie jest chętny zbytnio do zostania królikiem doświadczalnym. - Odparł szef bandy i zmarszczył brwi słysząc kolejne pytania kotołaka. - Spokojnie, wszystko po kolei. Przejdźmy do mojego pokoju. - Rzekł Lis i otwierając drzwi, zaprosił Xariela do środka po czym rozsiadł się wygodnie w swoim fotelu i dał znak by czarnofutry również usiadł.

- Są krojone na kawałki, suszone i przerabiane na proszek. Cały proces jest prowadzony przez znajomego... zielarza. Obok plantacji nie ma nic. Nie wytwarzamy tego zbyt dużo na razie, chociaż te grzyby rosną bardzo szybko, wydaje się, że nie jest to naturalne. - Wyjaśnił szef, czekając na następne pytania, które bardzo szybko się pojawiły.

- Nie, ten jest pierwszy, którym się zajęliśmy. - Odpowiadając na pierwsze z nich. - Jak już mówiłem, zajmujemy się wieloma rzeczami. To co przynosi zysk, tworzy dla nas okazję. Przez wiele lat dzięki przyjmowanym drobnym zleceniom za bezcen zyskaliśmy wielu dłużników. Teraz wszystkie nasze poprzednie działania przynoszą korzyści. - Powiedział Lis, nie wyjaśniając zbyt wiele. - Nie ściągamy tylko haraczy, to nie jest w naszym stylu. Staramy się pozostać w cieniu, chociaż władza w mieście doskonale zdaje sobie sprawę z istnienia organizacji przestępczej takiej jak nasza.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 929
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

18 sie 2015, 21:17

Lis znowu postawił na swoją wymijającą odpowiedź. Można się było tego spodziewać, skoro zrobił to raz, to czemu nie i drugi, trzeci, czwarty. Kotołak na razie odpuścił, jeszcze się wszystko dowie w ten, czy inny sposób. Chociażby od tego szlachciurka chwalipięty, jeśliby tylko dobrze go podejść. Dowiedział się już w każdym razie, że Lis ma dłużników w tutejszym światku przestępczym. Prawdopodobnie sporo dłużników. I zapewne wpływowych dłużników.

Kotołak skrzyżował ręce na piersiach przysłuchując się słowom mężczyzny. Czyli właściwie nic o tych grzybkach nie było wiadomo, a to ciekawe. Wyglądało na to, że są jakimś niedawno powstałym wytworem magicznym, co pobudziło ciekawość czarnofutrego. Co też za historie kryły się za ich istnieniem?

Skoro Lis postanowił chować się za niedopowiedzeniami, no to Xariel nie miał zamiaru mu w tym przeszkadzać. I tak zapewne nic by nie wskórał, a szkoda było na to czasu. Choć trzeba przyznać, że ta niepewność i niewiedza irytowały kotołaka.

-No to zdaje się, że masz nowego... zielarza - stwierdził, naśladując sposób wypowiedzi mężczyzny. W końcu nie mógł sobie ciągle wchodzić w drogę z jakimś drugim kolesiem.

- A jesteście w stanie tam dokuć pomieszczenie i je wyposażyć? - zapytał. Jeśli faktycznie chcieli, aby ktoś zajął się tymi roślinami, to raczej liczyli się z faktem, że będzie wymagać to czasu i środków. Szczególnie środków. W końcu kotołak musiał teraz spędzić z tymi grzybami sporo czasu, a najwygodniejszym sposobem na to byłoby mieć całą plantację pod ręką.

Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 277
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

23 lis 2015, 00:48

MG:

Lis uśmiechnął się ponuro, słysząc deklarację. Pochylił się nieco do przodu w fotelu, opierając ręce na kolanach, i spojrzał kotołakowi prosto w oczy.

- Tak. Mam. - kotołaka nie było zazwyczaj łatwo zastraszyć, ale poczuł przechodzące po plecach ciarki, złe przeczucie. Sposób, w jaki Lis wypowiedział te słowa, kładąc nacisk na "Mam", zdawał się sugerować, że uznaje Xariela za swoją własność - spojrzał na niego jak na narzędzie, a nie na żywą istotę. Być może było to tylko wrażenie - Xariel nie mógł jednak zaprzeczyć temu, że w tej chwili wiele w jego życiu zależało od Lisa, o którym wiele, mimo wszystko, nie wiedział przez całą tę aurę tajemniczości, którą się otaczał.

- Wiele o rodzaju naszego grzyba nie wiesz. Wiele się teraz nie dowiesz, bo w tej chwili nie masz od kogo. Będziesz musiał zdobyć jak najwięcej informacji na jego temat na własną rękę. Jeszcze ci nie powiem, jak stałem się... wyłącznym dystrybutorem... tego narkotyku na tym terenie, ale niech wystarczy ci tyle, że nie był to proces pokojowy. Dlatego więc - wiele o specyfiku nie wiemy, a wiele musimy się dowiedzieć. Znasz zioła ogólnie. Zastosujesz tę wiedzę, żebyśmy poznali lepiej ten grzyb i zmaksymalizowali zyski. Nadążasz? - odchylił się do tyłu, opierając się wygodniej na wysokim oparciu fotela.

Kiedy Xariel zadał pytanie, Lis już w jego trakcie zaczął kręcić głową. Po wysłuchaniu go do końca, przywódca organizacji zaczął mówić:

- Powiedziałem ci, że grzyby są krojone, suszone i przerabiane na proszek. Mamy, oczywiście, do tego pomieszczenie. Będzie musiało ci wystarczyć. Miejsca na razie powinno ci wystarczyć, a jeśli stwierdzimy, ty i ja, że będziesz potrzebował więcej sprzętu, niż jest, dostaniesz. - Zaczął bawić się sztyletem, kontynuując nonszalancko, utrzymując wzrok na migającym w jego palcach ostrzu: - Na kogoś do testów, niestety, będziesz musiał poczekać jakiś czas - ciężko mi powiedzieć, kiedy ktoś odpowiedni się trafi, i prawdopodobnie sam wiesz, dlaczego. Ten grzyb ma potencjał, i z gównianych, małych zysków, jakie do tej pory z niego miałem, chcę mieć fortunę. I drugą, mniejszą, dla ciebie. W tym - spojrzenie Lisa z ostrza sztyletu błyskawicznie przeniosło się na oczy kotołaka, a wyraz twarzy prowodyra świadczył o tym, że to, co teraz mówi, traktuje poważnie - głupim, niepozornym proszku jest przyszłość. I wchodzimy w nią pierwsi na poważnie. Im szybciej dostanę nad tym kontrolę, tym lepiej dla nas wszystkich. Dlatego więc - dam ci środki, a ty daj mi to, czego od ciebie chcę. Wiedzę, modyfikacje, usprawnianie produkcji, pomysły, nowości. Jesteś od teraz moim pieprzonym specem, jeśli o tę narośl chodzi, i masz być w tym dobry. Kiedy tylko dorwę więcej tego typu środków, dostaniesz je i zaczniesz robić z nimi dokładnie to samo. Tutaj liczy się czas. Ci idioci, od których ten grzyb... przejąłem, nie mają pojęcia, co mieli w rękach. Więc dość już tej względnej bezczynności, w jakiej cię do tej pory trzymałem. Mogę na tym wygrać dużo, nawet nie wiesz, jak dużo. A ze mną możesz wygrać ty. Więc lepiej wygraj.

Skończył, a z twarzy, na której przez cały czas nie pojawił się ani cień uśmiechu, rozbawienia czy jakiegokolwiek rozluźnienia, znikła drobna część napięcia. Najwidoczniej wyczytał w oczach kotołaka coś, co przekonało go o tym, że Xariel potraktuje sprawę tak, jak potraktować powinien. Wsunął sztylet, którym ani na chwilę nie przestał się bawić, z powrotem za pas, i sprawiał wrażenie, jakby chciał już wstać, jakby czekał na komentarz Xariela, jakby tylko to powstrzymywało go przed przejściem do rzeczy samej. Jakby... nie mógł się doczekać.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 929
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

30 lis 2015, 22:11

I wyszedł Lis z... Lisa. Ale prawda była taka, że Xariel nie mógł się spodziewać raczej niczego innego. Ten typ nigdy nie wydawał się osobą rozglądającą się za czymkolwiek innym niż jego własna korzyść. Podobnie jak i kotołak zresztą. Czarnofutry jednak spodziewał się, że mężczyzna będzie dłużej prowadził swoją grę, nie odkrywając tak szybko kart, którymi miał zamiar dysponować.

Lis w swojej odsłonie nie zdawał się ani spokojny, ani tym bardziej opanowany. Wręcz przeciwnie, zachowywał się jakby wręcz desperacko pałał potrzebą stworzenia z tego grzyba czegoś, czym mógł zalać rynek. Czemu był taki zdesperowany? Tego nie sposób było się nawet domyślać.

Zdawało się, że gra którą miał prowadzić miała dużo ostrzejsze zasady niż Xariel początkowo oczekiwał. Oczywiście, niezależnie od nastawienia i zachowania Lisa, miał zamiar grać na swoją własną korzyść, jednak teraz uświadomił sobie, iż może to być dużo trudniejsze niż początkowo miał nadzieję. Pozostawało mu nadal robić dobrą minę do złej gry, starał się jak mógł, aby sprawić wrażenie iż słowa jego "pracodawcy" nie zrobiły na nim żadnego silniejszego wrażenia.

- Z samych grzybów nic nie zrobię, co najwyżej więcej proszku - zauważył bezczelnie, kwitując słowa Lisa. Taka była zresztą prawda. Jeżeli jedyne co miał zamiar mu dać, to grzyby i sznurek do suszenia, to nie mógł liczyć na żadne efekty, bo i skąd miały się wziąć? Ale skoro ciężko było z Lisem teraz rozmawiać, to cóż. Wyglądało na to, że bogowie-wiedzą-gdzie-umieszczone pomieszczenie do suszenia będzie musiało wystarczyć. Kotołak mógł jedynie głowić się, dlaczego nie jest ono umieszczone przy plantacji, gdzie - jak Lis twierdził - "nie ma nic".

- Gdzie jest to pomieszczenie do suszenia? Chcę zobaczyć co tam jest. Przy okazji... Na pewno w tym mieście handluje się jakimiś jeszcze narkotykami. Potrafisz je opisać, wymienić, uzyskać do nich dostęp? - nie wierzył, że nie potrafi.

Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 277
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

01 gru 2015, 16:26

MG:

Kiedy Xariel wyraził chęć zobaczenia pomieszczenia, Lis nie dał mu czekać ani chwili dłużej i wstał. Poszli krętymi, wyrzeźbionymi w skale i słabo oświetlonymi korytarzami do wyjścia z kryjówki, w sieć jaskiń. Poszło bardzo sprawnie; oboje znali przejścia i tunele, składające się na kryjówkę, na tyle, że prawdopodobnie mogliby pokonać drogę po omacku. Przy wyjściu z korytarza, będącego jedynym wejściem i wyjściem do i z kryjówki, Lis zabrał latarnię - najwidoczniej nie szli do miasta, które powinno być o tej porze dnia dostatecznie oświetlone. Sieć jaskiń, której jedną z odnóg stanowiła kryjówka i w której trzewia się zagłębili, pozostała niezbadana jeszcze przez Xariela; nie wiedział zbytnio, jak szukać tu orientacji po węższych i szerszych naturalnych korytarzach. Wyglądało na to, że Lis również nie czuje się tu zbyt pewnie; po zboczeniu z prostej, krótkiej ścieżki przez jaskinię, prowadzącej z magazynu do kryjówki, szedł znacznie uważniej i ostrożniej, dając kotołakowi znak, żeby trzymał się blisko niego. Co jakiś czas zatrzymywał się i rozglądał w poszukiwaniu czegoś, co dałoby mu znać, gdzie jest; kiedy odnalazł już znak, którego szukał, a którego natury nie zdecydował się jeszcze ujawnić Xarielowi, ruszał dalej.

Droga po jaskiniach nie okazała się długa, zajęła im około pół godziny, ale bardzo za to zawiła i kręta, oszukująca orientację, wymagająca wspięcia się po linie w jednym z miejsc - na półkę skalną, poza którą rozpościerało się następne, szersze przejście. Linę posiadał Lis, i wiedział dokładnie, gdzie rzucić pętlę, którą się kończyła, aby zaczepić nią o coś - po wejściu okazywało się, że był to mały stalagmit. Wspięli się, a Xariel zwrócił uwagę na niewidoczny z dołu system lin i ciężarów przy brzegu, pozwalający zapewne na wciąganie znacznych dość ciężarów z dołu na górę. Zwrócił również uwagę na lisią wręcz zręczność Lisa - wspięcie się na wysokość około trzech i pół metra półki zajęło mu wszystkiego kilkanaście sekund. Sam Xariel uwinął się z tym jeszcze szybciej, ale - rzadko zdarzało się, żeby natrafił na kogokolwiek, kto mógłby z nim konkurować w zakresie zwinności i gibkości.

Po wspięciu się na półkę czekało na nich jeszcze tylko jedno znaczne zawężenie szerokości korytarza, zakończone miękką, grubą kotarą, którą Lis, idący pierwszy, niecierpliwie odgarnął. Xariel, przechodząc, bezwiednie zauważył, że doskonale tłumiłaby dźwięki. Pomieszczenie, do którego weszli, było zaskakująco rozległe - nieobrobiona jaskinia, długa i szeroka, oświetlona kilkunastoma latarniami, które Lis pozapalał, krocząc po surowej, zdradliwej podłodze. Tam, gdzie najprawdopodobniej była najbardziej zdradliwa i ryzykowna, pojawiła się warstwa drewna, dębu, na ile Xariel mógł stwierdzić. Niewiele, na tyle, żeby uczynić manewrowanie po jaskini mniej zagrażające równowadze. Jedyną ingerencją, wprowadzoną w naturalny stan jaskini, oprócz, oczywiście, umeblowania, były porozrzucane gdzieniegdzie, ułamane niedaleko ziemi naturalne stalagmity. Płaska powierzchnia, która pojawiła się po ułamaniu, była na tyle szeroka, żeby od biedy stanowić krzesło bądź żeby móc coś na stalagmicie położyć. Oprócz tego przez całą jaskinię, długą na około dziesięć metrów, ciągnęły się porozwieszane sznury, na których suszyły się cienkie paski grzybów, trzy długie na trzy metry stoły, na tę chwilę puste, na których prawdopodobnie dokonywało się procesu krojenia przed suszeniem i późniejszej preparacji grzybów do mielenia, i żelazna, spora machina, stojąca na krańcu jednego z nich, będąca najwyraźniej wielkim młynem do mielenia grzybów na proch. Pod rurą, z której prawdopodobnie miał wypadać gotowy już produkt, stało drewniane, obszerne wiadro. Widać było, że do czystości produktu wagi zupełnie do tej pory nie przywiązywano. W kącie, niedbale rzucony, leżał stos małych, materiałowych woreczków - prawdopodobnie sposób, w jaki narkotyk był sprzedawany.

Jeszcze jedno wąskie przewężenie pod koniec jaskini prowadziło do następnej, jeszcze większej. Tu, na ile Xariel mógł stwierdzić, miała miejsce hodowla grzybów. Różne szczepy, różnice pomiędzy którymi na pierwszy rzut oka były dlań jeszcze niewidoczne, układały się w równe rzędy od ściany do ściany, w symetryczny, dziwnie kontrastujący z niesymetrycznością jaskini układ. Towaru było zaskakująco dużo; z pobieżnych szacunków Xariela wynikało, że wystarczyłoby przynajmniej na miesiąc intensywnej dystrybucji, łącznie z towarem suszącym się w poprzednim pomieszczeniu.

Podczas drogi przez jaskinie do tego miejsca Lis mówił, mówił i mówił - już pod sam koniec drogi uderzyło Xariela to, że za jednym zamachem odpowiadał na jego pytania i utrudniał mu orientację w terenie. W efekcie kotołak prawdopodobnie nie podołałby z pokonaniem samemu drogi powrotnej do kryjówki, nie za pierwszym razem, nie po zderzeniu z ciskanymi weń przez Lisa informacjami.

- Borysz, zmielony tak samo, jak nasze grzyby, na proszek, tyle że czarny. Pali się ten proszek, wciąga się dym. Mało szkodliwy, mało uzależniający, podobno widzi się interesujące barwne światła i kształty. Borysz to, oczywiście, nazwa wymyślona, zioło, grzyb czy jakiekolwiek inne gówno, z którego jest to robione, jest mi bliżej nieznany czy nieokreślony, tym bardziej, że ścierwo prawdopodobnie jest magicznej natury. Dostać nietrudno, oczywiście, równie nietrudno, jak pozostałe tego typu rzeczy, tym bardziej, że nie jest to nawet przecież zabronione czy ścigane przez straż, normalnie wchodzisz do, hmm, "zielarza" i kupujesz sobie borysz. Mogę ci załatwić trochę, ale przecież z proszku nie powiesz, co to właściwie za gówno, i nie wyhodujesz, nie? Na pewno jakoś to tak modyfikują, żeby nie można było, przecież wiele do tego nie trzeba.

- Oprócz boryszu jest jeszcze jedna rzecz, znacznie gorsza, dlatego, że jej nie mam, a chcę. Wciąga jak diabli, trzecia część już pewnie kurew, żebraków i ich podobnych robi wszystko, żeby to dorwać, i nawet nie wiesz, jak to utrudnia operacje. Ochrzczono to mocarnikiem, i wciera się to w dziąsła, chociaż słyszałem, że niektóre wcierają sobie też... gdzie indziej - i działa równie dobrze. Czujesz się jak król świata podobno, jakbyś góry mógł przenosić, i ciągle wracasz po więcej, widziałem, jak takie po tym się rzucały na strażników, gryzły, warczały, jak zwierzęta, niektóre biorą przed biznesem i też podobno wrażenia niesamowite. Problem w tym, że weźmiesz to paręnaście razy i jesteś wrakiem, niczego nie chcesz, tylko więcej. Podejrzewam, że kwestia czasu tylko, zanim coś z tym zrobią, władze miasta albo magów mam na myśli, bo to jest o wiele za użyteczne, żeby sprzedawać to morinhtarskim kurwom, naprawdę. Na całe szczęście jest tego na rynku mało i jest to w skurwysyn drogie, przynajmniej teraz, jak już ocenili wartość odpowiednio, więc pewnie proces produkcji trudny, ale zdobyć próbkę mogę.

Skończył, dając Xarielowi moment na rozejrzenie się, po czym kontynuował:

- Czas na koncert życzeń. Co, mój specu, byś tu chciał widzieć, słucham.

Oparł się o równiejszy kawałek ściany i czekał z założonymi rękami na odpowiedź, obserwując uważnie. W wątłym, niebieskim świetle latarni, rzucającym dziwne cienie na jego twarz, wyglądał... groźnie, mimo uśmieszku na twarzy.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 929
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

01 gru 2015, 17:55

- Na chuj wam tamta mniejsza hodowla? - wymamrotał kotołak, właściwie bardziej do siebie niż do Lisa. Rozglądał się co chwila próbując ogarnąć wszystko co było wokół, nieco wręcz oderwany od rzeczywistości. Lis musiał go stąd zaprowadzić prędzej czy później z powrotem, a Xariel tym razem nie miał zamiaru dać się nabrać i dobrze zapamiętać drogę. Przy okazji zresztą śledził co ciekawsze miejsca, jak chociażby cała ta półka skalna. Nie mógł odpędzić myśli, że musi spróbować czy da radę wejść na nią bez liny. Teoretycznie było to tylko trzy metry z hakiem... albo aż? Sprawdzi to za jakiś czas.

Jaskinie same w sobie były imponujące, chociaż ich przygotowanie już niezbyt. Wszystko było ewidentnie zrobione na odpierdol, czego jednak czarnofutry postanowił nie komentować.
Lis roztoczył przed nim wizję dwóch innych sprzedawanych w mieście narkotyków. Pierwszy był, zdawało się zupełnie nieciekawy. Drugi... już dużo bardziej interesujący. Lis zaskakująco szybko przechodził do rzeczy, jeśli porównać jego zachowanie sprzed kilku dni. Kotołak nie mógł odpędzić podejrzenia, że coś nastąpiło mu na odcisk, czy nawet zapędziło w kozi róg. Ale dobrze, co by tutaj widział...

- Porządny, czysty stół - stwierdził na wstępie - I krzesło.

Kotołak stanął przy grzybach, próbując dopatrzeć się pomiędzy nimi jakiś różnic. Narkotyk był jeden, więc zapewne nawet jeśli faktycznie były to różne odmiany, to nie różniły się one niczym ważnym.

- Macie stąd jakieś inne wyjście niż brama? Chcę coś z zewnątrz. Wiosną zacznie kwitnąć mak. Możliwe, że mógłby się przydać... - kotołak nie chciał jeszcze dokładnie zdradzać swoich zamysłów, jednak w jego głowie powoli zaczynały rodzić się różne plany i pomysły na to, jak zająć się tymi dziwnymi specyfikami. Cały Morinhtar aż drżał od magii, więc może i jemu łatwiej przyjdzie tutaj ją wykorzystać do swoich celów.

- Potrzebuję też generalny alchemiczny burdel. Jakieś palenisko, kilka sztuk szklanych butelek, misek, fiolek, świece, moździerz, pergamin, pióra, atrament... - kotołak rozkręcił się, wymieniając mniej lub bardziej łatwe do zdobycia przedmioty, które można było zastać w pracowniach różnorakich alchemików. Nie było tego w gruncie rzeczy tak wiele i nie było znowuż jakoś skomplikowane, bo czegóż można było się spodziewać do pracy nad grzybami? Jednak podejrzewał, że Lisowi zajmie chwilę zebranie tego wszystkiego do kupy.

Prawda była zresztą taka, że nie był jeszcze pewien jak wiele z tych rzeczy mu się przyda, a które spoczną w kącie aby nigdy nie być użytymi. Potrzebował czasu.

Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 277
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

01 gru 2015, 22:34

MG:

Lis słuchał, przekrzywiwszy głowę.

- Stół? Masz tu przecież nawet trzy, niczego im nie brakuje. Z resztą nie ma problemu. Tylko bezpośredniego wyjścia z tego kompleksu jaskiń nie ma, ale poradzisz sobie bez tego. Na wiosnę dostaniesz swój mak.

Odbił się od ściany, zakładając ręce za głowę i kierując się powoli w stronę wyjścia.

- Zrób teraz tyle, ile możesz bez tych rzeczy. Proces produkcji jesteś na pewno zdolny wywnioskować sam, z tego, co tu masz. Jutro dostaniesz większość, jeśli nie wszystko, z tego, co chciałeś. Kiedy wrócę jutro, chcę już mieć gotowy do dystrybucji towar - tyle, ile zdołasz wyprodukować. Powodzenia.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 929
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

02 gru 2015, 16:36

Lis chyba nie do końca rozeznał się w aluzji skrytej za słowami "porządny", a tym bardziej "czysty". No nic, najwyżej nieszczęsne stołu trzeba będzie za jakiś czas wymienić. Tymczasem przywódca całej bandy ulotnił, zostawiając Xariela z tym burdelem i absurdalnym życzeniem. Najpierw Lis twierdził, że chce aby kotołak zajął się zmodyfikowaniem tworzonego z grzybów proszku do nieco innego stanu. Tymczasem teraz uznał, że zamiast tego ma spędzić dzień na żmudnym mieleniu grzybów jak jakiś parobek. Kotołak powstrzymał się od, zbędnego już i tak, komentarza. Na miejscu Lisa byłby ostrożniejszy, wiele teraz od niego zależało.

Xariel zgarnął z ziemi wiadro i przeszedł wzdłuż powieszonych nad sufitem pasków, zbierając te grzyby, które zdążyły już porządnie wyschnąć. Gdy napełnił pojemnik, albo przynajmniej zebrał wszystko co nie potrzebowało jeszcze przez jakiś czas wisieć wysypał całość na stół obok żelaznej maszyny.

Kotołak podniósł jeden z pasków i powąchał go. Trzymał przez chwilę roślinę na wysokości twarzy, próbując z pomocą wszystkich posiadanych przez niego zmysłów (również i tych magicznych) dopatrzeć się w tej niepozornej, suchej materii śladów magii. Nie wątpił, że gdzieś miała ona jakiś swój udział.

Kiedy skończył te pierwsze, pobieżne badania wpieprzył grzyby do maszyny i z jej pomocą zaczął je dość niedbale mielić, patrząc jak powstały proszek wsypuje się do podstawionego z powrotem pod rurę wiadra. Był ciekaw ile tego nieszczęsnego proszku zdoła uzyskać z wiadra pasków. Trzy czwarte tegoż wiadra? Połowę? Całe? Teoretycznie powinien tyle samo, ile przyniósł pasków. W końcu pył nie powinien wyparować gdzieś po drodze. A dobrze wysuszone grzyby mielić się szybko i łatwo, wręcz łamać w rękach.

Kiedy ta, stosunkowo niewielka, partia została przerobiona kotołak zostawił chwilowo maszynę i przeszedł do pomieszczenia w którym hodowano rośliny. Podobnie jak wcześniej postąpił z paskiem, teraz przyklęknął u brzegu plantacji, dotknął czubkami palców jednego z grzybów i zmrużył oczy próbując doszukać się jakichkolwiek śladów nadprzyrodzonej siły.
Gdyby tylko potrafił pomóc sobie własną mocą magiczną, aby poznać ukryte przed jego okiem szczegóły na temat tej tajemniczej roślinności. Jednak miał tyle swoje własne, silne pragnienie i zero pomysłu jak mógłby się za to zabrać. Jego wiedza mimo wszystko była mocno ograniczona, a ten nieszczęsny grzyb był w dużej mierze tajemnicą.

Xariel wrócił do poprzedniego pomieszczenia stwierdzając, że na razie zajmie się tym, co jest w stanie zrobić i napełni wiadro zmielonym proszkiem. Więcej i tak nie mógł uzyskać, bo nie miał gdzie go odłożyć. Z premedytacją "nie zauważył" walających się po ziemi woreczków. Gdy wiadro było już pełne kotołak sięgnął do niego. W zamyśleniu patrzył jak pył przesypuje mu się pomiędzy palcami. Strzepnął resztki z dłoni, po czym nabrał znów szczyptę czy dwie specyfiku. Skoro do czasu pojawienia się całego sprzętu alchemicznego nie miał właściwie co robić, to mógł się odprężyć. Ba, kto wie. Może narkotyk sam zdradzi mu jakieś tajemnice o sobie. Xariel wciągnął proszek i wyłożył się na stole.

Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 277
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

11 gru 2015, 00:24

MG:

Badawcze dotknięcie grzyba nie ujawniło niczego poza drobnym, irytującym wrażeniem, śladem niejako magii, ledwie uchwytnym i bardzo słabym, jakby zagrzebanym w samej istocie grzyba, samej jego naturze. Natura ingerencji była niemożliwa do ustalenia, przynajmniej z tą próbką; to, co mógł wykryć, było zdecydowanie zbyt słabe, aby wywnioskować, jakiej magii był poddawany grzyb i na jakim etapie rozwoju nastąpiła interferencja.

Wrażenia, jakich doznał po tym, jak grzyb wreszcie zaczął działać, nie różniły się zbytnio od poprzednich; natrętna wręcz szczęśliwość, poczucie oderwania od jakichkolwiek ziemskich trosk, zapomnienie, którego często szukano w alkoholu, a które najpełniej dało się odnaleźć właśnie w tym grzybie - leku dla chorych na smutek i żal. Kwadrans całkowitej przyjemności powinien wydawać się bardzo ulotny, jednak piękno działania tego specyfiku polegało na tym, że czas zdawał się upływać wolniej; Xariel nawet po otrząśnięciu się z efektów zażycia proszku dalej czuł pozostające, jakby niechętnie dające się odciągnąć od niego efekty, dalej czuł się zobojętniały, mimo że szczęście gdzieś już uciekło. Do obojętności doszła ociężałość członków i wszechogarniająca senność.

Nie wiedział, ile czasu spał, jak silnie działał nasenny efekt uboczny grzyba. Kiedy jednak otworzył przekrwione oczy, marzył głównie o tym, żeby spróbować jeszcze raz, żeby wrócić do tej słodkiej, mglistej krainy przyjemności. Powstrzymywał się przed tym, żeby pójść do wiadra i nabrać jeszcze więcej proszku, z tą samą intensywnością, z jaką człowiek gwałtownie wyrwany ze snu trzyma się jeszcze jego resztek. Nie był zbytnio w stanie w tej chwili analizować tego, co właśnie przeżył; potrzebował jeszcze trochę czasu na otrząśnięcie się, wyrwanie się ze sztucznie wytworzonego snu.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 929
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

29 lut 2016, 20:24

Kotołak usiadł na stole i ziewnął szeroko. Lisa nadal nie było, mimo iż zapewne minęło już sporo czasu. Xariel zeskoczył więc na ziemię i przeciągnął się kilkukrotnie, próbując rozbudzić zesztywniałe ciało. Ponowne skorzystanie z narkotyku może i było myślą kuszącą, ale raczej nie mógł przesadzać. Odrzucił od siebie tę myśl bez większych problemów. W końcu narkotyk nie uzależniał, nad czym cała posiadająca go bandycka szajka wciąż i wciąż ubolewała.

Z braku lepszego zajęcia zebrał jeszcze trochę suszonych grzybów i przerobił je na tak pożądany przez Lisa proszek. Po co było mu tyle, skoro narkotyk nie spełniał jego oczekiwań, a więc pewnie średnio się sprzedawał? Trudno było powiedzieć. Najwidoczniej znalazł mimo wszystko dla niego jakieś zastosowanie.

Wrócił do pomieszczenia w którym hodowano grzyby. Usiadł niedaleko nich i wbił wzrok w powoli rosnące w tym ciemnym miejscu kapelusze. Wszelkie próby ich magicznego zbadanie od jakiejkolwiek strony niewiele dały. Właściwie Xariel był w martwym punkcie. Skoro magią nie potrafił nic zdziałać, musiał liczyć na to, że jego - dość nikłe przecież - umiejętności alchemiczne, czy zielarskie wystarczą. Na tę chwilę nie miał do końca pomysłu jak skutecznie zmienić ten grzyb w uzależniający, dający porządnego kopa narkotyk. Miał jedynie niewyraźne plany, które mógł wcielić w życie gdy dostanie to, o co prosił. Na razie pozostawało mu czekać.

Patrzył beznamiętnie w grzyby, rozmyślając nad nimi i próbując dojść do jakichkolwiek wniosków, które mogłyby mu pomóc w osiągnięciu celu.

Wróć do „Morinhtar”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 22 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 21 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerreos
Liczba postów: 52308
Liczba tematów: 2980
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.