Piętro I: Pokój Prywatny I

Słynąca z ogromnej tolerancji gości karczma "Pod Pechowym Linoskoczkiem" została umieszczona niedaleko centrum miasta, co sprawiło, że stała się miejscem spotkań dla przedstawicieli wszystkich klas społecznych. Bogaci odnajdą tutaj trunki najwyższej jakości, biedni zaś już za parę groszy mogą kupić najgorszą z wódek.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Piętro I: Pokój Prywatny I

15 lis 2011, 23:40

Jest to niewielkich rozmiarów pomieszczenie, o zwykłych, nie ozdobionych ścianach, przywodzących na myśl salę główną, sporym oknie na przeciwko wejścia, po którego obu stronach wisiały ciężkie, granatowe zasłony, oraz z okrągłym stolikiem na lewo od wejścia, dookoła którego stały cztery krzesła. Na stole umieszczono świece.
Pokoik ten był zazwyczaj używany do ubijania wszelkich interesów, których nie dało się w spokoju omówić wśród gwaru panującego w sali głównej. Miejsce na prywatne i nie przeznaczone dla innych rozmowy.


--

Niniel szła przez miasto jakby z zamkniętymi oczami. Chociaż były otwarte, widziała przed sobą tylko ciemność, a dotarcie na miejsce po niespełna pół godzinie zawdzięczała tylko i wyłącznie faktowi, że miasto znała dobrze, a nogi same ją niosły.
Wchodząc do karczmy widziała równie wiele, co przed nią. Wyminęła zwinnie stoliki w sali głównej i dotarła do lady, przy której złapała jakąś służebną dziewkę i spytała o wolny pokój na prywatne rozmowy. Dziewczyna zaprowadziła ją przez drzwi za ladą, przez długi korytarz, którego koniec więczyły drewniane drzwi. Niniel weszła do środka i usiadła na krześle, nie rozglądając się nawet dookoła. Zresztą, nie musiała, już tu bywała. Poprosiła tylko dziewczynę o parę kartek pergaminu i pióro, oraz by ta przyprowadziła do niej Serghia, gdy ten pojawi się w karczmie. Najada dała jej krótki opis wampira i gdy ta wreszcie wyszła, uzyskując wpierw negatywną odpowiedź na pytanie, czy przynieść coś do picia, Niniel mogła na nowo cieszyć się ciszą w okół siebie.
Oparła łokcie na blacie stołu, brodą zaś wsparła na dłoniach, po czym poświęciła się wbijaniu martwego wzroku w blacie. Postronny obserwator mógłby pomyśleć, że to rodzaj jakiejś depresji, ale nie – dziewczynie daleko było od paraliżującego szoku. Nie rozpaczała w tym momencie.
Niniel obmyślała plan wznowienia jej starego klanu. Teraz, gdy ponownie przejrzała na oczy ludzką rasę, i zrozumiała ją jeszcze lepiej, będzie potrzebowała jeszcze więcej i jeszcze potężniejszych sojuszników. Oraz przede wszystkim – lepszego, politycznego prestiżu.
Czekając tak na Serghia, zaczęła zagłębiać się w szczegóły swojej nowej wizji, wszystkie zapisując sobie w pamięci, by niczego nie zapomnieć. Nie miała nic lepszego do roboty, dopóki Dziedzic nie pochowa Liliah i nie przyjdzie do Linoskoczka.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

17 lis 2011, 15:22

Niniel cieszyła się z obecności swojej małej siostry i nie czuła wcale potrzeby, by wypytywać ją o jakieś nieistotne szczegóły. Nie interesowały jej zbytnio powody jej "ucieczki", chociaż jej wzmianka o wojnie, jak i o zabójcach, mocno nią poruszyła. Ona sama nie miała żadnych problemów przed napadem Zachodu, ani też po nim. Nie była zbyt dużym obiektem nienawiści ludzi, wielu jej nawet nie rozpoznawało.
Zacisnęła mocniej dłoń na jej ciepłej ręce. W takich momentach żałowała, że jej ciało jest już tak zimne.
Dobrze, że uciekłaś przed inwazją. Ja sama skryłam się na parę lat wśród elfów. I powinnam była tam zostać, wtedy Liliah… – Niniel zamilkła, nie mogąc tłumaczyć dalej. Rana była zbyt świeża, tak samo jak wściekłość. Wzięła głęboki oddech by się uspokoić. – Ale teraz nie ma już odwrotu. Musze pomścić tych, których kochałam.
Spojrzała uważnie na Vitae. Zdała sobie sprawę, że jej siostrzyczka tak naprawdę nie miała obowiązku jej pomagać. Przecież Niniel była w przeszłości bardziej przywiązana do przygarniętego przez jej rodzinę elfiego chłopca, niż do własnej siostry…
Ale z drugiej strony wiedziała, że Vitae nie ma jej tego za złe i jej pomoże. Ostatecznie Nihiego już nie było, a ona tak… Nie chciała stracić i jej.
Oczywiście, że postaram ci się pomóc. W końcu w Enklawie wszyscy sobie pomagają.
Uśmiechnęła się lekko nie tylko do niej, ale i do Serghia. Dopiero teraz przypomniała sobie starą, niemal rodzinną atmosferę w jej gildii, i już cieszyła się na jej powrót.
Odnośnie rodziny… To uczucie zostałoby zapewne pogłębione, gdyby przystała na propozycję Serghia. Zmrużyła lekko oczy i spojrzała na niego. Nie musiała się już dłużej zastanawiać, decyzja była podjęta. Zastanawiało ją tylko, jakim cudem dziedzic chce powołać w niej nowe życie. Dotąd nigdy nie zastanawiała się, jak to by było mieć potomka, z góry zakładała, że to niemożliwe. Teraz natomiast do jej głowy wdarła się irracjonalna nadzieja, że może Serghio zna jakiś sposób na bezpłodność. Inaczej przecież nie mówiłby czegoś takiego…
Nawet gdyby pomysł z potomkiem nie wypalił, a zapewne nie wypali, to ona nadal będzie miała dostęp do wszystkiego co jego. Poza tym lubiła go, nie wydawało jej się, żeby mogła kiedyś w przyszłości bardzo żałować tej decyzji.
Przecież ona nigdy czegoś takiego by nie żałowała… Zbyt niewielkie znaczenie odgrywa to w jej życiu.
Odpowiedź brzmi: tak – powiedziała w jego stronę, z lekkim uśmiechem imitując romantyczny ton głosu. Spojrzała mu na dłuższą chwilę w oczy, by zanotować sobie w pamięci jak na to zareaguje, po czym przerwała kontakt wzrokowy, by ponownie zerknąć w stronę Vitae. Objęła ją lewym ramieniem.
Przepraszam siostro, ta sprawa nie powinna jednak cierpieć zwłoki. Wróćmy za to do głównego wątku. Enklawa… Kapituła została założona, ale mamy na razie tylko samą podstawę. Potrzebujemy działań i członków. Muszę się tym zająć w pierwszej kolejności… Muszę znaleźć Loki i wszystko z nią omówić. Dlatego byłabym wdzięczna, jeśli wykupisz sobie pokój w Linoskoczku na parę dni. Pieniądze ja mam, jeśli tobie ich brak. Nie powiem byś była tutaj bezpieczna… Ale będę do ciebie wpadała, tutaj też zrobimy ewentualne spotkanie członków. Musisz być ostrożna, szczególnie, jeśli będziesz chciała wyjść, rozumiesz?
Spojrzała na nią z troską, po czym obróciła się ponownie w stronę Serghia.
Tę sprawę… Omówimy niebawem, gdy wszystko załatwię i pojawi się lepsza ku temu okazja. Byłabym wdzięczna, jeśli zostaniesz tutaj z moją siostrą, chyba, że ciebie samego sprawy gonią.
Niniel uniosła lekko brwi, patrząc na niego pytająco. Na razie miała zamiar polecieć jak najszybciej w stronę Slupu Ogłoszeń i pojawić się znowu w Linoskoczku za jakieś dwie godziny. Miała nadzieję, że Serghio zdecyduje się zostać, wtedy wszyscy mogliby świętować reaktywację Enklawy na drugim pietrze karczmy.
Awatar użytkownika
Serghio
Posty: 691
Rejestracja: 06 lut 2011, 18:35
GG: 1667479
Karta Postaci: viewtopic.php?t=24

17 lis 2011, 16:59

Serghio czekając aż Niniel wróci do sprawy, która go nurtowała, zsunął sobie rękaw z lewej ręki i zaczął bawić się sekwencerem. Pukał palcem to tu, to tam, obserwował każdy zakamarek tego niezwykłego przedmiotu. Musiał się dowiedzieć jak posługiwać tym cholerstwem, musiał jakoś wydobyć z niego cząstkę nicości. Na razie przeprowadzał tylko wstępne oględziny, korzystając z chwili wolnego czasu. Nie znajdując jakiegokolwiek "przycisku" postanowił wysłać tam swoją magię. Poczuł w ręce dziwne mrowienie i czuł jak cząsteczki magii nicości wirują w sekwencerze. Dodał więcej mocy. Nagle z żelastwa wysunęło się niekształtne ostrze, które wydawało się być bardziej purpurowym złudzeniem, które rozpływało się na wszystkie strony. Mimo wszystko zjawisko było fascynujące. Wpatrywał się chwilę w chwiejne, powietrzne ostrze jak zaczarowany. Na ziemię sprowadziły go słowa Niniel wypowiedziane do siostry. Przestał wysyłać energię i dymek się schował. Nasunął rękaw i oparł się, rozsiadając wygodnie. Przyglądał się rozmawiającym siostrom i czekając na swoją "kolej".
Jesteś pewny co do tego sposobu na dziecko w łonie wampira?
Okaże się, czy jesteś wystarczająco silny.
Amrothu nie podniósł go na duchu, jednak dziedzic zachował pewność siebie i wiarę w swoje możliwości. Musi mu się udać.
Kiedy Niniel przeniosła na niego wzrok, wiedział, że zaraz wszystko się wyjaśni, już za chwilę. Czuł podniecenie i ekscytację, jednak tłumił wszystko za pokerową twarzą. Kiedy usłyszał sakramentalne "tak", no właściwie to nie sakramentalne, ale tak, czuł jakby krew gotowała mu się w żyłach. Stłumił jednak wszystkie pozytywne emocje, które chciały wydostać się z klatki, którą było jego ciało, każdym możliwym wyjściem. Zachował kamienną twarz i nie ruszył się z miejsca, chociaż wytrawne oko Niniel zapewne zauważyło reakcję bezwarunkową jaką było rozszerzenie się źrenic i lekkie "drgnięcie". Serghio wiedział, że wampirzyca to robi z czystego "interesu" i nie chciał dać po sobie poznać, że on robi to dodatkowo, bo mu na tym zależało. Może nie chodziło o miłość, nadwampir nawet nie wiedział jak to jest kochać, co nie zmienia faktu, że miał do niej słabość, dużą słabość, dlatego wewnętrznie ucieszyła go ta wiadomość. Zobaczymy jak to będzie. Uśmiechnął się szeroko, na tyle mógł sobie pozwolić i oparł łokcie o blat stołu, opierając podbródek o dłonie. Słuchał dokładnie dalszych słów Niniel. Dlaczego jej siostra ma nocować w tej norze?
Z chęcią zostanę, mam jednak propozycję. Nocleg tutaj jest co najmniej niebezpieczny, Twoja siostra może skorzystać z mojego Zamku, tam na pewno nic jej się nie stanie.
Powiedział spokojnie patrząc to na jedną to na drugą.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 506
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: Gabinet
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

17 lis 2011, 18:01

Wyraz twarzy najady niezmiennie przedstawiał radość ale i lekką niepewność. Wciąż nie rozumiała pewnych rzeczy, a pewnych zrozumieć nie chciała. Nie ważne, nie ważne. Ważne, że siostra jest z nią i nie pozwoli jej skrzywdzić i z wzajemnością. Mimo wszystko to Nini miała większe wpływy, w mieście każdy ją dobrze znał, choćby z opowiadań. Zostanie w Kapitule i nie będzie bezczynnie czekać, aż znajdzie się zabójca, który nie będzie miał skrupułów przed morderstwem. Sama będzie żerować.
Jakieś złoto mi zostało, handlowałam skórami leśnych zwierząt z przyjaciółką, z którą spędziłam prawie całe 6 lat w lesie – mruknęła, spoglądając ukradkiem na Serghia. Przedstawił się grzecznie, to się chwali. Mimo wszystko Amrothu nadal budził w niej pewien rodzaj lęku. A może przesadny szacunek? Trudno określić.
– Rozumiem, Nini. Mnie nie musisz się tłumaczyć – uśmiechnęła się szczerze do siostry. Jak to dobrze, że ma choć ją. Rodziców nie widziała dobre 10 lat, oni nie byli istotni.
Kiedy usłyszała propozycję mężczyzny, nie wiedziała, czy się na to zgodzić. Niniel mu ufa, więc może warto to rozważyć.
"Cholera, propozycja jest genialna. Co prawda nocowałam w gorszych miejscach, niż ta speluna, ale w zamku na pewno będzie wygodniej, a co lepsze, bezpieczniej."
Jeżeli siostrzyczka nie ma nic przeciwko, to wybiorę się z panem do zamku. Mimo wszystko nadal lubię wygody i bezpieczeństwo, koniec końców, jestem istotą żywą – odpowiedziała, posyłając Serghiowi przyjacielski uśmiech.
"Muszę zwalczyć w sobie ten lęk, mamy w końcu współpracować."
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

17 lis 2011, 18:35

Widziała to, nie tylko uśmiechnął się, ale i drgnął lekko, powstrzymując jeszcze większą radość. Nie wiedzieć czemu nie mogła widząc to nie odpowiedzieć uśmiechem. Kojarzył jej się w małym dzieckiem, które dostało właśnie jakieś pyszne ciastko.
Chciała mu coś powiedzieć, ale czas gonił, a te słowa mogły poczekać, jak i zresztą cała rozmowa.
Zastanawiała się krótką chwilę nad ich słowami. Nie wiedziała, czy oprócz odwiedził Słupu Ogłoszeń musi coś jeszcze zrobić, więc nie mogła obiecać kiedy wróci do Linoskoczka.
Postanowiła odprawić te dójkę, zawsze może sama wypić szklaneczkę świątecznego wina tutaj, w Linoskoczku, i wynająć jakiś pokój. Jeśli zaś będzie czas, zawsze może dołączyć do nich.
Świetnie, jeźdźcie więc do Anagoraxu. Ja muszę poświęcić się tu paru sprawom. Myślałam, że razem poświętujemy, ale noc już właściwie późna i nie ma sensu, byście tu na mnie czekali. Może pojawię się przed wschodem sama w Anagoraxie, a na razie – bywajcie.
Wstała, pochylając się jeszcze tylko w stronę Vitae i przytulając ją.
Ja mu ufam, bez obaw. Obiecuję, że widzimy się niedługo – szepnęła najciszej jak umiała do jej ucha, ale ten przeklęty dhwampir i tak zapewne to usłyszał.
Po tych słowach wyprostowała się, uśmiechnęła do niej i odwróciła do wyjścia. Celowo nie spojrzała nawet na Serghia, nie chciała mu zbyt dużo dawać za jednym razem… A może chodziło tylko, by trochę się podroczyć?
Sama nie wiedziała, ale nigdy nie podejrzewałaby, że taka jego propozycja może jej przypaść do gustu. A teraz kierowała się w stronę drzwi, czując dziwne uczucie podniecenia tym, co się stanie w przyszłości.
Wydarzenia ostatnich dwóch godzin sprawiły, że chociaż na chwilę zapomniała o Lili i przewróceniu jej świata do góry nogami.

[z/t]
Awatar użytkownika
Serghio
Posty: 691
Rejestracja: 06 lut 2011, 18:35
GG: 1667479
Karta Postaci: viewtopic.php?t=24

17 lis 2011, 22:23

Na słowa Niniel kiwnął tylko głową. Popierał ten pomysł i rad był, że dziewczyny także były z niego zadowolone. Najada zdawała się rozpoczynać rekrutację na szerszą skalę. Serghio myślał, że znajdzie się dużo przeciwników ludzi. Ta rasa jest zbyt dwulicowa i zdradliwa żeby normalnie z nimi współpracować i się lubić. Oczywiście, zdarzały się wyjątki, ale to pojedyncze przypadki godnych zaufania ludzi. Uśmiechnął się pod nosem na słowa Niniel przeznaczone tylko dla uszu jej siostry. Nie skomentował jednak tego, choć pochlebiało mu, że Blaine mu ufa. Odprowadził wzrokiem swoją przyszłą żonę, kiedy ta zniknęła za drzwiami, przeniósł wzrok na jej równie piękną siostrę. Uśmiechnął się do niej przyjaźnie chcąc rozluźnić sytuację.
Mów mi Serghio, nie per pan i nie martw się, przy mnie nie musisz się niczego obawiać.
Puścił jej oczko.
Czyli jesteś siostrą Niniel? Nie wiedziałem, że ona ma rodzeństwo, choć muszę przyznać, że jesteście równie piękne i właściwie dość podobne.
Powstał powoli i podszedł do dziewczyny podając jej dłoń w celu pomocy przy wstawaniu.
Niniel mnie zabije jeżeli coś Ci się stanie, ruszamy?
Zapytał z szerokim uśmiechem na twarzy, ukazując pokaźne białe kły. Na dole wrzawa była coraz większa, stali bywalcy karczmy byli w sile napojów odurzających. Dziedzic podejrzewał, że najada pewnie jest zmęczona i chciałaby odpocząć toteż nie chciał przedłużać pobytu w tej spelunie.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 506
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: Gabinet
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

18 lis 2011, 20:52

"Pochlebca." Vitae wcale nie była równie piękna, co jej siostra. Przynajmniej nigdy nie czuła się taka. To Niniel była tą dostojniejszą, urodniejszą siostrą. Z takiego założenia wychodziła Antoinette. Zresztą nie obchodziło jej to, miała inne, ważniejsze sprawy. Mężczyźni są zakłamani, nie warto o nich walczyć, warto się wtopić w tłum z nich złożony, chociaż w Quaten nie wyszło to najadzie na dobre. Uśmiechnęła się tylko z politowaniem, kiedy nadwampir puścił jej oko.
A więc Serghio, tak, jestem siostrą Niniel. Razem spędziłyśmy dzieciństwo i razem byłyśmy w Enklawie 6 lat temu – odpowiedziała grzecznie, nieco niepewnie wypowiadając imię mężczyzny.
Kiedy zapytał o wyjście, po prostu przytaknęła i ruszyła za nim. Zżerała ją ciekawość, jak też może wyglądać zamek Anagorax. Nie chciała dłużej zwlekać.

<zt>
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

23 lip 2012, 23:52

MG:

Aneas idąc korytarzem w stronę pokoju za zapleczem zastanawiał się nad słowami Artemusa. Czy jego zdenerwowanie było aż tak widoczne? Cóż, od samego początku powtarzał ojcu, iż Oraen lepiej sobie poradzi z przydzielonym mu zadaniem… Ale jego starszy brat znalazł sobie dzisiaj wymówkę pod postacią pięknej i bardzo gorącej Serenle… Młodzieniec chcąc nie chcąc musiał sam wziąć sprawy w swoje ręce, chociaż od środka zżerała go zazdrość, że jego brat zażywa sobie właśnie w łóżku pewnej szlachcianki. Zresztą czym on się przejmuje, kogo to obchodzi czy był trochę poddenerwowany czy nie, w tym przypadku nie miało to żadnego wpływu na postać rzeczy. Ponownie odtrącając od siebie wszystkie gnębiące go myśli, otworzył z rozmachem dębowa drzwi i przestąpił próg.

Pokój do którego przybyła cała czwórka był oświetlony paroma świecami na stole, w okół którego stały dokładnie cztery krzesła. Za obecnymi podążała służka, którą zakapturzony poprosił o butelkę wina, głównie po to by dziewczyna odczepiła się i nie przerywała im niepotrzebnie. Gdy się już rozsiedli, a trzeba było przyznać że i w tym Aneas nie tracił czasu, tajemniczy rozdał wszystkim kieliszki i obdarzył każdego pojedynczo krótkim uśmiechem. Po chwili do pomieszczenia wróciła służka, a młodzieniec jak najszybciej odebrał od niej przyniesioną butelkę i odprawił ją niecierpliwym ruchem ręki. Tej widoczni się to nie podobało, zajęta była bowiem rzucaniem zalotnych spojrzeń w stronę Artemusa, jednak pod srogim spojrzeniem Aneasa nie miała żadnego wyjścia. Zaciskając młodziutkie usteczka ze złości opuściła pomieszczenie, a ich zleceniodawca westchnął cicho i uśmiechnął się pod nosem, widocznie zmuszając siebie samego do rozluźnienia.

Oto i jesteśmy, zupełnie sami możemy cieszyć się tutaj spokojem. – Rzucił w ich kierunku, po czym zaczął rozlewać wino, naturalnie przy damie począwszy. – Wybaczcie tą całą zwłokę, ale obiecuję wam, iż jest to sprawa prosta i nie trzeba nawet wielu wyjaśnień.

Gdy już każdy kieliszek był pełny, Aneas podniósł swój własny i wzniósł krótki toast za to, "w co każdy tam z nich wierzy". On sam wymamrotał cicho "za Mealena", po czym wypił skromny łyczek i odstawił wino na stół. Nadchodził czas by wreszcie przejść do konkretów. Chłopak błądził wzrokiem po ich twarzach, dopóki nie był pewny że są gotowi na podjęcie rozmowy, następni pochylił lekko głowę w ich stronę, chociaż słowa jego i tak nie mogły już trafić do niepowołanych uszu. Podczas gdy mówił, materiał zakrywający jego usta napełniał się raz po raz powietrzem, by po chwili powoli opaśc z powrotem. Głos Aneasa o całkowicie zwyczajnej barwie zdradzał lekkie podniecenie.

Chodzi o wyniesienie pewnego lustra z domu pewnego szlachcica… Nie, nie chodzi tu o kradzież! – dorzucił natychmiast trochę podniesionym głosem, po czym obejrzał się szybko w okół siebie jakby w obawie, że ktoś stojący pod drzwiami mógł go usłyszeć, co było oczywiście konkretną bzdurą, bowiem drzwi wykonane zostały z grubego drewna. Zdając sobie z tego sprawę odwrócił się ponownie do trójki słuchaczy i dodał ponownie ściszonym głosem: - Nie będę tłumaczył dokładnie o co chodzi, nie wymagajcie szczegółów. Musicie mi uwierzyć, że posiadacz tego lustra będzie się cieszył pozbawiając się go, chociaż… Na razie sam nie zdaje sobie z tego sprawy.

Aneas cały czas powstrzymywał głos przed lekkim drżeniem i o dziwo wychodziło mu to. Wiedział, że ta trójka zapewne nie uwierzy mu od razu, ale miał przecież również argumenty pod postacią złota…

Każdy z was dostanie po dwa suwereny, połowę z góry, drugą połowę po załatwieniu sprawy. Musicie przyznać, że to dobra cena jak na tak proste zadanie.

Zakapturzony podążał wzrokiem szarawych oczu z jednej twarzy na drugą. Demoniczny napawał go trochę strachem, ale pocieszał się myślą iż niedługo wszystko to się skończy. Widząc, że zebrani nadal milczą, wymieniając się tylko porozumiewającymi spojrzeniami, chłpak ruszył z kolejnymi tłumaczeniami:

Jak mowiłem nie chodzi tu o kradzież, nie chcę tego lustra dla siebie. Musi zostać wyniesione z domu wspomnianego szlachcica calkowicie zakryte pod płótnem. Nie chcę by ktokolwiek ujrzał chociaż jego skrawek… Jednak jakby jakiś strażnik się dopytywał, to można mu pokazać, w końcu to zwykłe lustro. – Znów zachichotał nerwowo, tym razem krócej, od razu przywołując się do porządku i przybierając ponownie poważny wyraz twarzy. – W każdym razie gdy już je wyniesiecie, musicie zanieść je do rzeki i tam dopiero stłuc i wyrzucić do wody… To bardzo ważne, by woda była płynąca - dodał całkowicie poważnym głosem, jakby rozchodziło się o sprawę śmierci i życia. Miał nadzieję, iż wybrani przez niego śmiałkowie nie będą zbyt tępi i że wystarczy im rozumu by pojąć jego słowa. – Dopiero nad rzeką. – Podkreślił ponownie, po czym wyprostował się w siedzeniu, kładąc ręce na stole.


No panowie… I panie. – Jego głos był teraz jakby bardziej rozluźniony i raźniejszy… Widocznie cieszył się, że ma już tłumaczenia za sobą. – Gdy już kawałki lustra będą pływały na dni rzeki, możecie wrócić tutaj po drugą połowę zapłaty. Potem rozstaniemy się i prawdopodobnie już nigdy więcej nie zobaczymy. Co wy na to? – Przy ostatnich słowach wyszczerzył zęby, jakby ciesząc się już samą wizją końca tego zamieszania.

Awatar użytkownika
Keith
Posty: 75
Rejestracja: 04 kwie 2012, 13:37
GG: 22266238
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26471#26471

24 lip 2012, 15:32

Keith zupełnie nie przejmując się incydentem sprzed chwili wszedł do środka. Rozsiadł się wygodnie tuż obok Jeyne, zupełnie nie krępując. Zupełnie jakby bywał na podobnych spotkaniach przynajmniej raz w tygodniu. Spokojnie i w ciszy wysłuchał wszystkiego, co miał do powiedzenia Aneas. Odchylił się lekko na krześle, czekając aż ten skończy. Dopiero wtedy opuścił wszystkie nogi krzesła na ziemię i położywszy dłoń na blacie stołu spojrzał "zleceniodawcy" prosto w oczy.
Cztery suwereny. Na głowę. – powiedział spokojnym zdecydowanym tonem który zasłyszał kiedyś od charyzmatycznego przywódcy gangu. I zanim Aneas zdążył zaprotestować, uniósł dłoń sugerując że jeszcze nie skończył – Zaraz ci powiem dlaczego.
Odchylił się na krześle i z nonszalancją zaczął wyliczać spokojnym, rzeczowym tonem, prostując po kolei palce przy każdym wymienionym podpunkcie.

Po pierwsze: Nikt nie płaci sześciu suwerenów za proste, legalne i bezpieczne zajęcie. Gdybyś powiedział o jednym suwerenie do podziału na wszystkich… wtedy brzmiało by to prawdopodobniej. A tak od razu zaczynasz z podejrzaną ofertą.

Po drugie: Takich rzeczy nie zleca się nieznajomym w karczmie. Jeżeli ten szlachcic naprawdę chciałby się pozbyć tego rupiecia, zawołałby dwóch pierwszych z brzegu służących i powiedział "wywalcie ten chłam". Zamiast tego ty pojawiasz się tutaj odziany jak na spotkanie szpiegów i oferujesz nam pieniądze za zrobienie czegoś takiego.

Po trzecie: Jeżeli nazywasz coś zwykłym lustrem, nie chichocz potem nerwowo. Zaznaczanie jak ważne jest żeby stłuc je dopiero nad rzeką i koniecznie wrzucić je do płynącej wody też nie wzbudza mojej wiary w zapewnienie że to zwyczajny klamot.

Po czwarte: Nie miałeś dość przyzwoitości by wymyślić jakąś prawdopodobną historyjkę. Że to prezent od teściowej, którego trzeba się po cichu pozbyć żeby żona nie widziała. Albo coś podobnego.

Po piąte wreszcie… – powiedział z lekkim uśmiechem, prostując ostatni palec – Jeżeli nie zgodzisz się zapłacić, będę bardzo smutny. Chociaż to oczywiście żaden argument. Od siebie dodam, że jak jestem smutny z powodu zarobku który mi przeszedł koło nosa, mam tendencję do upijania się i opowiadania o swojej stracie. Opowiadania barwnie, ze szczegółami i komu popadnie. Czasem nawet wymyślam z rozpaczy wiele szczegółów. Zadziwiające, jak szybko i daleko może zawędrować taka opowieść, jak wiele ciekawskich osób może zadawać pytania albo się pilnie różnym takim przyglądać. Ale co zrobić? Będę w końcu pijany.

Półdemon uśmiechnął się życzliwie do mężczyzny, jakby to była przyjacielski zbiór porad, a nie targowanie się połączone z próbą wymuszenia. Dla pewniejszego efektu przez całą swoją tyradę starał się podsycać te pragnienia, które wzmagały się gdy opowiadał o pozbyciu się tego lustra i gdy spoglądał na nich z nadzieją w oczach. Chęć załatwienia sprawy. Gdyby te subtelne podszepty miały formę dźwiękową, było by to "Trzeba to mieć jak najszybciej z głowy. Chrzanić koszty, przecież nie będziesz znowu szukać kolejnych chętnych. Pozbyć się tej cholernej rzeczy i tyle."
Zerknął też na pozostałych obecnych. Teraz wspólne stanowisko tylko wzmocni ich pozycję i doda siły argumentom. Oby się nie wybili z czymś nieodpowiednim…

Awatar użytkownika
Artemus
Posty: 38
Rejestracja: 14 maja 2012, 16:03
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1977

25 lip 2012, 17:20

Jego wcześniejszych próśb Aneas nie zaszczycił komentarzem. Być może faktycznie zechciał uspokoić się i w głowie układał tekst, który z siebie wyrzuci. Podążał bezpośrednio za nim, nie odwracając się, toteż nie widział tego, co zaszło między Keithem a Jeyne. W sumie to nawet lepiej.
Gdy zleceniodawca zajął miejsce, zasiadł po przeciwnej stronie, na wprost niego, ustawiając krzesełko trochę bokiem względem stołu. Gdy tamten zamówił wino, uniósł własną butelkę, ale pozwolił nalać sobie wina, nie chcąc go urazić. Uniósł naczynie i jednym haustem wypił całość, przesyłając mrugnięcie wpatrującej się w niego dziewczynie.
Na chwilę obecną przestał zwracać uwagę na towarzyszy i postanowił skupić się na zadaniu. Słuchał dokładnie jego słów, opierając się na lewej dłoni zaciśniętej w pięść, oparłszy rękę o blat. W miarę jak słuchał słów pracodawcy, w jego umyśle rodził się plan. Całkiem niezły plan. W zasadzie z zadaniem mógłby poradzić sobie sam, ale doszedł do wniosku że asysta przyda się na wypadek niespodziewanych "zwrotów akcji".
Gdy Aneas skończył, głos zabrał rogacz. Nie przywiązywał wagi do jego słów – no cóż, oczywistym było że haczyk jednak istniał, a całe zadanie jest nieco szemrane, ale wedle planu dałoby się wyjść z opresji w krótkim czasie. Wiedział już, czego potrzebuje. Gdy Keith skończył, sam zabrał głos nie pozwalając Aneasowi na skontrowanie zarzutów tamtego.
Ja zaś mam znacznie mniejsze wymagania. Kwestia numer jeden – powiedział spokojnie, rozsiadając się wygodnie, wystukując jakiś rytm na drewnie stolika – zaczniemy nasze zadanie jutro, najprawdopodobniej po zmroku, co będzie najlepszą porą dla tego typu zadań. Jestem zmęczony, miałem dość ciężki dzień i chcę zregenerować siły. Druga sprawa – dodał po krótkiej pauzie, którą zaakcentował odkorkowując własną butelkę i ponownie napełniając kieliszek – dostarczysz mi worek, lub jakiś inny pojemnik w który będzie można ukryć lustro i powiesić je na ramieniu albo na plecach. Zwykły worek z paskiem, albo torba, żeby się zmieściło. Dla mnie to tyle.
Ponownie wychylił szklankę do pełna, czując cierpkawy smak wina. Siły zaczynały go opuszczać, a wpływ alkoholu, chociaż nie było go tak wiele, sprawiał, że poczuł senność. Chciał zakończyć "odprawę" jak najszybciej, przespać paręnaście godzin i wziąć się do roboty.
Awatar użytkownika
Jeyne
Posty: 24
Rejestracja: 26 cze 2012, 11:54
GG: 6605315
Karta Postaci: viewtopic.php?p=30731#30731

26 lip 2012, 14:30

Jeyne jakoś uparcie nie mogła powstrzymać rozkwitającego na jej ustach uśmiechu. Z uporem maniaka bawiła się srebrzystym warkoczem i wsłuchiwała uważnie w słowa wszystkich zgromadzonych, a już najszczególniej w postulaty jej potencjalnych towarzyszy, ażeby w razie czego móc zabrać głos jako ostatniej i wspomnieć o tym, o czym poprzednicy postanowili zapomnieć.
To, jak ten ich "pracodawca" się starał było całkiem zabawne – winko, kulturka, ładne prywatne pomieszczenie z nienaganną, piersiastą obsługą. Sam fakt, że kazał im wynieść nocą jakieś zaczarowane lusterko wedle ścisłych wytycznych i nie był dwumetrowym kafarem czyniącym z wulgarnych sformułowań znaki przestankowe był już zabawny, że bardzo ważne żeby woda była płynąca… No tak. Do latającej wody raczej się nie wybiorą.
Diabełek ku jej zaskoczeniu spisał się nadspodziewanie dobrze, wyjątkowo szybko wziął się w garść po ich kilkusekundowej randce, która dopiero co odbyła się na niższym piętrze. Co więcej, zachował na tyle trzeźwy umysł, że naprawdę mądrze prawił; bezkompromisowo obnażył wszystkie słabe punkty tej zacnej, acz dziwnie mętnej przemowy. Istotnie, to zadanie wydawało się tak bajecznie proste, że zapewne w szarej rzeczywistości z prostotą nie miało ono nic wspólnego. Pokiwała głową z uznaniem i – z wówczas lekkim – uśmiechem. Następnie przemówił Artemus, prezentując znacznie bardziej ascetyczne wymagania odnośnie bezpieczeństwa i higieny pracy, które, choć miały sens, jakoś wyjątkowo ją rozbawiły. Sumując obydwie wypowiedzi doszła do wniosku, że o więcej ewentualnych "dóbr" praktycznie nie było się co spierać, chyba że usilnie starałaby się podbić stawkę do okrąglutkich pięciu suwerenów, jednak cztery raczej będą wystarczały, poza tym czasami po prostu nie warto było być zachłannym. Koniec końców, spojrzała śmiało z jakże przyjaznym uśmiechem na niedorostka, który ich tu.. Ach, przepraszam, na ich przyszłego pracodawcę i uniosła nieznacznie brew, oczekując jego odpowiedzi na uprzednio wysunięte żądania, z którymi się oczywiście w pełni zgadzała. Doszła do wniosku, że warto byłoby jednak coś dodać, w związku z czym zaczęła się bacznie przypatrywać zleceniodwacy.
-Przy okazji… Rzecz jasna jesteśmy profesjonalistami i wedle Twej oceny nie powinniśmy przewidywać jakichkolwiek komplikacji. Ale wiedz, że niewywiązanie się z warunków zawartej przez nas umowy, oszukanie nas albo cokolwiek w ten deseń może się okazać jednym z najgłupszych pomysłów w Twoim życiu a w zależności od skali uchybienia czy oszustwa nawet ostatnim… Ale tak tylko mówię. Przecież WSZYSCY jesteśmy uczciwymi wobec siebie profesjonalistami, tak? – zakończyła, uśmiechając się lekko. Takie tam, niewinne ostrzeżenie, zwykłe zboczenie zawodowe, po prostu obowiązkowy punkt regulaminu, na którym powinni przejść do porządku dziennego. Zawsze warto znać swoje prawa i obowiązki.

Wróć do „Pod Pechowym Linoskoczkiem”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 16 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 15 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52216
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.