Sypialnia II (do publicznego użytku)

Słynąca z ogromnej tolerancji gości karczma "Pod Pechowym Linoskoczkiem" została umieszczona niedaleko centrum miasta, co sprawiło, że stała się miejscem spotkań dla przedstawicieli wszystkich klas społecznych. Bogaci odnajdą tutaj trunki najwyższej jakości, biedni zaś już za parę groszy mogą kupić najgorszą z wódek.
Awatar użytkownika
Ernest Luwe
Posty: 72
Rejestracja: 20 lis 2011, 21:26
GG: 39831351
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1130

Sypialnia II (do publicznego użytku)

23 lis 2011, 22:37

Pokój – jeden z wielu w tym przybytku. Umeblowanie stanowią dwa łóżka, stół z czterema taboretami z czego jeden strasznie się chybocze. Do dyspozycji gościa jest też stara, duża szafa, miedziana miednica, nocnik i niewielka półka na ścianie. Pomieszczenie stosunkowo czyste, z małą ilością pcheł i innych insektów z pewnością zadowoli zmęczonego trudami podróży przybysza.

//Proponuję żeby był to pokój 'przechodni' dla graczy. Nie ma sensu tworzyć nowego tematu dla każdego usera, który pragnie tu przenocować. Jeśli nikogo w nim nie ma – nikt go obecnie nie wynajmuje to niech będzie uznane, że może zostać najęty przez kogoś innego. Najlepiej żeby schodząc z tematu zasygnalizować, że opuszcza się to miejsce na stale.//

Dodane po 11 minutach:

Parobek zaprowadził Ernesta do jak to określił najsławniejszej tawerny w mieście. "Pod Pechowym Linoskoczkiem" – tak głosił szyld umieszczony nad wejściem do karczmy. Lüwe podszedł do szynkwasu i wynajął pokój do końca tygodnia. Po otrzymaniu kluczy udał się pod wskazany numer, dał tragarzowi jeszcze kilka drobnych monet i podziękował za pomoc. Na razie pozostawił kufer zamknięty obok szafy. Postanowił rozpakować się później. Teraz zapragnął czegoś zjeść i napić się piwa. Zamknął drzwi i udał się do głównej sali.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Breiva
Posty: 264
Rejestracja: 03 gru 2012, 14:18
GG: 37377517
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37917#37917

06 gru 2012, 16:15

– Wampirem? – Uniosła wysoko brwi. Cóż. Są i tacy. – W takim razie zgoda, wampirze.
Uścisnęła jego dłoń. Czuła jej chłód przez rękawicę, której wciąż nie zdjęła. Odruchowo sprawdziła, czy kołnierz koszuli aby na pewno sięga tak wysoko, jak tylko może sięgać. Nie lubiła obnażać swojego ciała.
– Nie. – Pociągnęła solidny łyk. Do upicia się miała dalej niż daleko, ale nastrój na filozoficzne, gorzkie dumanie już był.
– Ja byłam pierwsza, a w dodatku jestem kobietą. Ciesz się, że nie wylądowałeś na podłodze. – Po chwili wahania spuściła nogi z łóżka i powoli zaczęła rozwiązywać buty. Wysokie cholewy zsunęła razem z onucami, spychając gdzieś obok nóg mebla. Stopy trzymała na podłodze, ale wcale nie było jej zimno. Niskie temperatury to jej środowisko życia.
– Tobie wydaje się, że to miasto zmieni się na lepsze, jeśli będą nim rządziły elfy. A tak nie jest. Będzie tak samo, tylko że po elfiemu. Wcale nie różnicie się tak bardzo od innych. Ty także, nawet jeśli wolisz pokarmy bardziej ciekłe, że tak to ujmę. Czułam twoje emocje.
Zacisnęła usta, urywając wątek. Niech się zastanawia, Breiva nie miała zamiaru więcej ciągnąć tematu.
– Zamierzam… nieistotne. Ale powodzenie się przyda.
Wstała i na boso przeszła do okna, wyglądając na zewnątrz. Z brudnego okienka na piętrze knajpy miasto rozciągało się na wszystkie strony jak tkanka nowotworowa, chore, nieszczęśliwe, zwyrodniałe. Brudne i niechciane. Wciśnięte do kupy zabudowy gnieżdżące przedstawicieli właściwie wszystkich ras. Zimne kałuże o brzegach skutych lodem. Śliskie od mrozu schody.
Co ja tu robię?
Ach, przecież. Walczę za Północ.
– Jak długo jesteś już w Wolenvain? – Obróciła się przez ramię. Chwileczkę… Nikt normalny nie zatrzymuje się w gospodzie, jeśli ma dom. No chyba że jest tak pijany, iż dotarcie do owego domu nastręczyłoby trudności.
Podróżnik. On także.
– Zapomnij, że pytałam. Już nie chcę wiedzieć. W tych czasach wcale nie jest dobrze wiedzieć za dużo.
Awatar użytkownika
Ssivach
Posty: 42
Rejestracja: 11 lip 2012, 16:21
GG: 33068567
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=2028

06 gru 2012, 17:59

Ssivach spotykał się z różnymi reakcjami na temat swojej rasy. Czasami musiał uciekać przed widłami, bądź pochodniami, a kiedyś indziej był wyrywany z nocnego letargu przez dziewczę, której głowa była przepełniona baśniami o niezwykłych wampirzych kochankach i miłości zwyciężającej śmierć. Gdy jedna z nich została opowiedziana czarnowłosemu to spotkała się z nadzwyczaj żywą reakcją nie pasującą do umarłego ciała. Nie da się dyskutować, ale ruchy wymiotne zdecydowanie należą do typowo życiowych. Reakcja Breivy można było przypasować do jednych z bardziej spokojny zachowań. Co prawda zdarzały się, że rozmówca jakby nie słyszał podania rasy, lecz tylko jeden delikatny ruch ręki kobiety w kierunku jej szyi, także był godny pochwały.
A jednak- Odparł wstając po czym kierując się do placka dodał –Przecież to ja mam klucz- Mówiąc to zatrzymał się przy Breivie i wierzchem palca wskazującego, musną policzek kobiety od kącika oczu, po początek blizny na podbródku. Po czym z zadziornym uśmiechem wykonując obrót chwycił talerz z szarlotką, a następnie oparł o ścianę, zaczynając jeść placka.
Niekoniecznie elfy miałyby rządzić. Po prostu różne rasy- mówił pomiędzy małymi kęsami, lecz w pewnym momencie widelec zawisł w połowie drogi –Wyczułaś moje emocje?- w głosie przebrzmiewała nieukryta ciekawość. –Niezwykle ciekawa umiejętność- dodał po chwili, jakby spodziewając się, że towarzyszka nie będzie chciała zdradzać swojego atutu.
–[b]Wiedza może być niebezpieczna, lecz niewiedza daje jedynie ułudę bezpieczeństwa, tak więc zawsze lepiej poznać wszelkie szczegóły, aby nie dać się zaskoczyć, lecz jak pewnie się domyśliłaś, dziś tu przybyłem.[b]- Podanie bezpiecznych i nic nie znaczących informacji mogło uśpić czujność Breivy, aby sama się rozgadała. Ssivach uwielbiał dowiadywać się jak najwięcej o możliwych wrogach, aby móc później tą wiedzę wykorzystać.
Awatar użytkownika
Breiva
Posty: 264
Rejestracja: 03 gru 2012, 14:18
GG: 37377517
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37917#37917

06 gru 2012, 18:38

– Teraz go masz – przytaknęła spokojnie. Nie było sensu negować fakty. – Ale mi go oddasz. Szybciej niż sobie to wyobrażasz, panie wampiroelfie.
Śledziła wszystkie jego ruchy. Wszystkie. Co do jednego. Miękki, elfi krok. Ruch uniesionej ręki. Mrowienie dotkniętego policzka.
Szczęki zadrżały jej przy zaciskaniu zębów, ale nie ruszyła się ani o milimetr. Opanowała się z prędkością królewskiego radcy biegnącego po zaszczyty. Tylko oczy błyszczały jak dwa szare kawałki agatu zatopionego na dnie górskiego jeziora. Zimne. Przenikliwie zimne.
– Piękna wizja owocnej współpracy – zadrwiła. – Nie chcę burzyć twego szczęścia i planów, ale idziesz w złą drogę, jeżeli do harmonii i pokoju chcesz doprowadzić poprzez dyskryminowanie rasy ludzkiej. Sam stwierdziłeś, że mnożymy się jak króliki. Dziś jest nas wielu. Jutro będzie jeszcze więcej. A kto wie, co będzie pojutrze? Może nie będzie nikogo. Może faktycznie długowieczne elfy zapanują nad tym pieprzonym światem.
Pochyliła się do przodu, dłoń opierając o ścianę. Uśmiechała się wilczo i dziko, jak miała w zwyczaju, gdy temat ją pochłonął.
– Ale wiesz, co mi się wydaje bardziej prawdopodobne? – syknęła. – Że to nas będzie więcej. Tak dużo, że nie potrafisz sobie dzisiaj wyobrazić tych liczb, Ssivaach. A ty możesz żyć długo. Co wtedy zrobisz, panie piękny? Dalej będziesz się wykłócał o to, czyja rasa jest bardziej rasowa?
Prychnęła. Gdyby była na dworze, zapewne splunęłaby z pogardą. Wolała jednak nie śmiecić w pokoju, który sama wynajęła, za który sama zapłaciła i w którym będzie… cóż. Nie do końca sama spała.
– Może i ludzie nie są silni. Może są głupi, słabi, krótko żyją. Ale jest nas dużo. Stały prąd przemian, rozumiesz to? Masa tłumu to potęga. Siła ilości to także potęga. Czasami odnoszę wrażenie, że cały świat opiera się na ilości. Wszystko można mieć, jeśli ma się wystarczającą ilość… czegoś. Pieniędzy. Siły. Przyjaciół. Wiedzy. Im więcej, tym lepiej.
Umilkła w pół zdania, zanim zdążyła w porywie monologu zacytować ustęp jednej z ksiąg, które czytała. Wątpiła, czy elf zrozumie rdzenną, twardą mowę północną. W sumie gorzej byłoby dla niej, gdyby ją zrozumiał.
– Jak długo zamierzasz tu pozostać? – spytała zdawkowym, prawie-że-neutralnym tonem. – Interesy zatrzymują mnie w Wolenvain na dłużej. Muszę gdzieś spać. Jeśli także nie jesteś tu przejazdem, albo się stąd wyprowadzisz sam, albo wylecisz na kopach.
Uśmiechnęła się prześlicznie. Efekt zniekształcała jedynie blizna, odznaczająca się na bladej twarzy jeszcze bledszym sierpem.
– Mogę pomóc w znalezieniu noclegu – zadeklarowała. – Z tobą jednak wolałabym nie mieszkać. Nie zrozum mnie źle, mam na myśli wyłącznie twoje dobro. – Uśmiechnęła się paskudnie.
Jej ruchy też zajęły sekundy.
Miękki krok do przodu. Łagodne wykrzywienie nadgarstka, gdy wyrywała mu z dłoni naczynie. Zgrabny, koci półobrót, by nabrać impetu.
Musiała podskoczyć, by trafić idealnie, ale było warto. Ciasto wylądowało prosto na jego twarzy, Breiva zaś bezpiecznie odskoczyła na odległość dwóch, może trzech kroków.
– A damy się nie dotyka, jeśli dama nie da wyraźnego znaku, że sobie życzy być dotykana – wyjaśniła chłodno, schylając się po onuce i buty. Założyła je szybko i zręcznie, widać było, że dziewczyna jest przyzwyczajona do ubierania się w trybie przyspieszonym. Wyprostowała się już obuta, z szerokim, promiennym uśmiechem na ustach.
– Zapraszam cię na romantyczny spacer po Wolenvain. – Nie czekając na reakcję, podeszła do drzwi. Otworzyła je, pomagając sobie solidnie noga. – Odmowa nie wchodzi w grę. Masz w końcu klucz. Zostaw swoje toboły, nikt ci tu ich nie ukradnie.
Miała dziwną pewność.
W końcu… nie opłaca się okradać pokoju złodzieja, prawda? Z zimnym uśmiechem na wąskich wargach zniknęła za drzwiami, wziąwszy jedynie sakiewkę i gruby płaszcz.

[zt]
Awatar użytkownika
Ssivach
Posty: 42
Rejestracja: 11 lip 2012, 16:21
GG: 33068567
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=2028

06 gru 2012, 20:11

Oddam ci go gdy ożyję- odpowiedział, próbując przeinaczyć znane przysłowie, choć w oryginale fraza "po trupie", raczej wskazywałaby na szybkie oddanie klucza, a to nie było w zamyśle wampira.
Dotyk, nawet identyczny może przynieść rozkosz, upodlenie, albo ból, a wszystko zależy od nastawienia osoby dotykanej. Widział to Ssivach, specjalnie wykorzystując tą sztuczkę, aby w kobiecie wezbrały się odpowiednie pokłady złości. Czarnowłosy, lubił wzbudzać w innych silne emocje, a że te negatywne najłatwiej, a może jako jedyne mu wychodziły to już nie do końca jego wina, a przynajmniej tym się w głębi ducha usprawiedliwiał.
Ludzie nie daliby się dyskryminować, chcę jedynie wyrównać inne rasy do nich.- Prawdą było, że z chęcią zmieniłby rasę ludzką w niewolników, ale to nawet nie były marzenia, a jedynie sen, którego spełnienie było prawie tak samo możliwe, jak wzięcie zielonookiego w objęcia przez samą Lorven.
Zamierzam tu zostać dobrych kilka dni- Ssivach mógł co prawda już teraz zdobyć na własność dom, lecz przed działaniem najpierw musiał wybrać najlepszy cel, a w tym czasie mógł musieć prowadzić interesy na terenie możliwie, jak najbardziej bezpiecznym i prywatnym.
Przez najbliższe kilka dni zostaję w tym pokoju – odpowiedział z naciskiem. Chcąc odpowiedzieć na zarzuty kontynuował –Wiem, ludzie w bliższej, lub dalszej przyszłości będą polować w lasach na elfy, krasnoludy zostaną przez nich zamknięte w kopalniach, a centaury będą robić za konie pociągowe, a jeśli tylko mogę, zamierzam odda- nie skończył mówić gdy na jego twarzy wylądował, także jego placek, a kobieta po "zaproszeniu" wyszła.
Naprawdę dobre te jabłka- powiedział sam do siebie, gdy głucha cisza uderzyła do jego uszu. Po szybkim doprowadzeniu się do porządku, przypasaniu miecza zielonooki wyszedł z izby, chowając wcześniej klucz w chlewach swojego buta.
–[b]Zmień pościel w pokoju numer dwa[b]- powiedział do chłopca służebnego, którego mijał na schodach, płacąc kilka drobniaków dzieciakowi.

[z/t]
Awatar użytkownika
Ssivach
Posty: 42
Rejestracja: 11 lip 2012, 16:21
GG: 33068567
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=2028

07 gru 2012, 18:43

Zdecydowanie mniej efektownie pojawił się przed karczmą, o mało przy tym się nie wywracając. Wchodzą przywitał karczmarza skinieniem głowy, po czym nie bacząc na to, że wręcz przedzierał się miedzy ludźmi, używając łokci i dłoni do usunięcia oporniejszych przeszkód dotarł do schodów, gdzie kazał przynieść sobie wiadro i dzban chłodnej wody do pokoju.
Gdy znalazł się w izbie, zobaczył rzeczy pozostawione przez Breivę, oraz łóżko zaścielone czystą pościelą. Prawdopodobnie jeszcze kilka, może kilkanaście minut wcześniej uśmiechnąłby się na wspomnienie "gry" jaką prowadził z kobietą, ale teraz jedynie co zrobił to wyniósł nie swoją własność na korytarz. W momencie gdy ściągał, a po odłożeniu odpasanego miecz, oraz zawieszeniu swojego płaszcza, usłyszał delikatne pukanie.
Bardzo dziękuję- odparł po odebraniu wiadra i pękatego dzbana, od dziwnie nachalnie zaglądającej do pokoju służki.
Proszę o nie ruszanie rzeczy spod drzwi, zaraz ktoś po nie się zjawi- dodał zamykając drzwi.
Po ściągnięciu z siebie górnej części ubrań, nachylając się nad wiadrem, wylał wodę na swoją głowę, chcąc ochłonąć. Bo szybkim wytarciu włosów w wcześniej zdjęte ubranie usiadł na łóżku opierając się plecami o ścianę. Zamkną oczy wytężając słuch.
Awatar użytkownika
Breiva
Posty: 264
Rejestracja: 03 gru 2012, 14:18
GG: 37377517
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37917#37917

07 gru 2012, 19:26

Kawka umknęła w mrok, ulotna jak sen świni o adamaszku. Breiva uśmiechnęła się pod nosem, rzucając przez ramie spojrzenie na dziewczynę. Poradzi sobie. Może. Kobiety, mimo wszystko, są twarde, nawet te w ciapowatym, zakopanym pod śniegiem Wolenvain.
Jesli Ssivach spodziewał się, że Breiva pobiegnie za nim, to kariera jasnowidza z pewnością nie stała przed nim otworem. Poprawiła płaszcz, naciągając głębiej na głowę kaptur. Ukryła się w jego cieniu.
Zawsze tylko cień i stal. W oczach. Na sztylecie. Opcjonalnie w cudzych trzewiach, ostrzejszy od języka.
Romantyczne spacery są miłe. Ale Breiva naprawdę lubiła włóczyć się samemu.

***

Lekka korekta zdania – Wolevain wcale nie było takie brzydkie, jak przypuszczała. Za to było większe, niż przypuszczała. Północne miasta nie są takie rozległe, mają zwartą zabudowę, jakby i domy, wzorem ludzi, czule tuliły się do siebie w poszukiwaniu ciepła. Dziewczyna zdążyła przeciąć na ukos rynek, zapamiętawszy z grubsza jego rozkład, oraz odwiedzić kilka bardziej interesujących miejsc. Interesujących, czyli takich, jakich unikają szlachetni młodzieńcy, a w kierunku których nadobne panienki nawet nie patrzą.
Breiva nie była szlachetnym młodzieńcem.
A nadobną panienką jeszcze bardziej. Zanim odnalazła karczmę "Pod Pechowym Linoskoczkiem", zdążyła zaopatrzyć się w niewielką, ale przyjemnie brzęczącą sakiewkę. Bynajmniej nie swoją. A przynajmniej nie należała do niej kilkadziesiąt modlitw do Ograma temu.
Nikt lepiej od boga łupów nie zna idealnej linii koła, po jakiej porusza się los. Raz pod wozem, a raz na nim. Czas upływa. Bogactwo. Wygrana. Zgrzyt koła stającego w miejscu, gdy należy pójść z podniesionym czołem, a jedynym łupem, jaki możemy ze sobą zabrać, jest nasz własny garb na grzbiecie.
I w tym oto filozoficznym nastroju, uprzednio znalazłszy konia, któremu było wszystko jedno, Breiva wparowała do karczmy.

***
Na widok swoich rzeczy ryknęła śmiechem. Zaraz umilkła, przypominając sobie, że przecież miała tam pieniądze. Dużo pieniędzy. Dużo bardzo potrzebnych pieniędzy.
– Kurwa twoja mać elficka! – zawyła, rzucając się do toreb. Przetrzepała je szybkimi, nerwowymi ruchami, z ulgą dochodząc do wniosku, że nic nie zginęło. Cały swój dobytek miała skatalogowany w pamięci i mogła go wyrecytować, wyrwana ze snu w środku nocy.
Naprawdę nic nie zginęło.
Aż się zdziwiła. Gdyby to ona przypadkiem przechodziła korytarzem, nie byłoby co zbierać. Gwizdnęła lekko przez zęby, stukając w drzwi.
– Szalenie uprzejmy jesteś – stwierdziła głośno. – Otwórz. Muszę ci osobiście podziękować za zaopiekowanie się moim bagażem.
Cisza. Parsknęła z irytacja.
– No otwieraj, przecież cię nie zabiję! Żartowałam. – Naprawdę żartowała. Aczkolwiek w całym Wolenvain pewnie nie było nikogo, kto byłby w stanie zrozumieć jej chory, pokrętny humor. Wyciągnęła z cholewy sztylet i zaczęła nim bez przekonania gmerać między skrzydłem drzwi a framugą. Nie potrafiła otwierać zamków, co zresztą uważała za hańbę.
Co za złodziej nie potrafi otwierać zamków?! Trzeba to zmienić.
Jak najszybciej.
– Ssiiivaaach, rybko – zaświergotała. Nagle wpadła na pomysł. – KOCHANIE, PRZEPRASZAAAAM! WPUŚĆ MNIE, POROZMAWIAMY! TO NIE TAK, ŻE JA NIE CHCĘ, PO PROSTU NIE BYŁAM GOTOWA WTEDY, KIEDY WSADZIŁEŚ MI TAK ZNIENACKA DŁOŃ POD KOSZULĘ! – wydarła się tak głośno, że z całą pewnością słyszeli ją w sali głównej.
– KOTKU, OTWÓRZ, PROSZĘ. WCALE NIE UWAŻAM, ŻE CZEGOKOLWIEK CI BRAKUJE, NAPRAWDĘ. TO, ŻE NIE MASZ W SPODNIACH MACZUGI, WCALE NIE SPRAWIA, ŻE JESTEŚ GORSZYM MĘŻCZYZNĄ!
Awatar użytkownika
Ssivach
Posty: 42
Rejestracja: 11 lip 2012, 16:21
GG: 33068567
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=2028

07 gru 2012, 20:58

Ssivach wsłuchiwał się w kroki na korytarzu. Tak, tym razem to na pewno była Breiva. Można powiedzieć, że wampir odetchnął z ulgą, już kilka razy musiał odganiać natrętów od jej bagaży, za które do tego czasu czuł się odpowiedzialny. Odgłosy szperania w bagażach zakończone były brzekiem wielu monet. To natchnęło czarnowłosego, aby nauczyć się szacować kruszec oraz ilość monet po samym ich dźwięku. Z tak wyostrzonym słuchem powinno się udać.
Uśmiech który pojawił się na dźwięk prób wsuniecia jakiegoś metalowego przedmiotu między drzwi został zmazany przez nawoływania kobiety.
Na Lorwen- syknął sam do siebie podczas wstawania.
Gdyby to było możliwe, to bym przez ciebie ogłuchł- powiedział otwierając drzwi
Wystarczyło nacisnąć klamke, to ta wykrzywiona rurką wystajaca z drzwi- dodał odwracajac się od drzwi i kierując się do krzesła. Mógł co prawda ciągnąć tą szobkę, ale zdecydowanie nie był w humorze.
Awatar użytkownika
Breiva
Posty: 264
Rejestracja: 03 gru 2012, 14:18
GG: 37377517
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37917#37917

07 gru 2012, 22:02

– Oho. – Uśmiechnęła się. – Czyli jednak wierzysz w bogów.
Wepchnęła się do izby, łowiąc lekki zapach mokrych piór. Pociągnęła mocniej nosem. Elf. Pokój nie różnił się w zasadzie niczym prócz rażącej nieobecności jej bagaży. Breiva wyciągnęła rękę.
– Cztery ory – oświadczyła twardo. – Karczmarz nic mi nie oddał, a ja zapłaciłam. Czekam na zwrot pieniędzy, skoro mam się wynieść.
Niezbyt podobała jej się perspektywa opuszczania miejsca, o które stoczyła się swoista wojna… Ale pozostawanie w towarzystwie Ssivacha było niebezpieczne. I to bynajmniej nie z racji nieco odmiennej diety. Za dużo informacji to grzech. Zwłaszcza informacji na swój temat. Breiva nie była wykształconą panienką, nie odebrała starannych nauk. Nie władała językami, nie znała sekretów alchemii, nie potrafiła klarownie przedstawić dowolnego tematu z dziedziny ekonomii, prawa czy polityki. Nawet literatury nie miała szans poznać wystarczająco, by móc zaistnieć kiedykolwiek na salonach. Nie była obyta z muzyką – prawdę mówiąc jedyna, jaką słyszała, to brzdąkania bardów po gościńcach i dzikie, pozbawione rytmu porykiwania w karczmach.
Ale mimo wszystko wiedziała, że informacja to potęga. Szybsza niż wiatr, ostrzejsza niż sztylet, bardziej jadowita od tojadu. Może ratować i może przywieść do zguby. Breiva wiedziała o tym i chroniła się, a działanie w konspiracji w końcu było jednym z jej naczelnych celów.
Poza tym… Zdążyła już zauważyć karczmę "Pod Czarnym Kotem". Z pewnością nie dotrzymywała kroku tej, jesli chodzi o poziom. Ale też stanowiła punkt zbiorowy tutejszych mętów, ścierw, manipulatorów, sukinsynów, podejrzanych handlarzy, odmieńców.
Mówiąc oględniej – tych, których potrzebowała.
– Niezbyt obchodzi mnie sprawność twoich zmysłów – powiedziała obojętnie, wracając do wyuczonego, zimnego tonu. Rękę cały czas trzymała wyciągniętą. – Cztery ory i znikam jak sen jaki złoty, piękny, elficki książę. I nawet mogę tym na dole powiedzieć, że twoja kuśka okazała się być wcale nie taka mała. Bez dodatkowych opłat.
Wzmiankę o klamce zignorowała. Mierzyła go wzrokiem – smukłą sylwetkę, dość szerokie barki i ładne ramiona z mięśniami grającymi pod materiałem ubrań. Połysk czarnych włosów. Wyjątkowo ładne, elfie książątko.
Breiva nie lubiła ani imperialnych świń, ani elfich książątek. Ale dla tego jednego mogłaby zrobić wyjątek. Kiedyś tam. W innym życiu. Mogłaby.
Gdyby nie Północ.
Machnęła ręką.
– Zresztą nieważne – mruknęła, nabierając nagle strasznej ochoty, by wyjść, zebrać rzeczy spod drzwi i zniknąć stąd. – Zatrzymaj te pieniądze. Ale zarzutu mikrusowej kuśki nie odwołam.
Rzuciła lekki, wredny uśmiech lewym kącikiem ust. Złapała za to, co nazwał klamką i pchnęła drzwi.
– Spotkamy się. Jeszcze się spotkamy, Ssivach.

[zt]
Awatar użytkownika
Ssivach
Posty: 42
Rejestracja: 11 lip 2012, 16:21
GG: 33068567
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=2028

08 gru 2012, 21:03

Oby jednak nie- wymruczał pod nosem. Nie miał zamiaru spotykać drugi raz Breivy. Bardzo możliwe, że będą działać po przeciwnych stronach barykady, ale najlepiej byłoby, gdyby nie doszło do konfrontacji między nimi. Ssivach wiedział, że walki czy to na słowa, działania, a nawet tych o sensie czysto fizycznym, w swoich działaniach nie uniknie. Jednak lepiej spotkać gorzej poinformowanego wroga. Wiedza to moc i potęga pozwalająca wygrywać wojny jeszcze przed ich rozpoczęciem, jednak tym razem ta zasada działała przeciw czarnowłosemu. Mimo usilnych prób nie wyciągnął za dużo od kobiety.
Przekręcenie klucza i szczęk zamka, zagrzmiał w ciszy przerywanej wytłumionymi i tak cichnącymi rozmowami z głównej izby.
Gdy Ssivach odwrócił się w kierunku wnętrza pokoju dostrzegł pustkę, wzmacnianą dosyć topornie urządzonym wnętrzem, oraz brudną pościelą ukrytą pod łóżkiem.
Kręcąc kilka razy głową w celu pozbycia się natrętnych myśli, skierował się na krzesło, z którego ściągnął swój płaszcz i rzucił go na materac, samemu rozsiadając się na krześle. Letarg imitujący sen nadszedł szybko.
***
Ssivach obudził się, gdy przez okno przeniknęły pierwsze promienie wschodzącego słońca. Pamiętając swoje wczorajsze zapewnienia szybko ubrał się i wyszedł z pokoju.
Płacę na trzy dni z góry- poinformował karczmarza, wyciągając pieniądze z sakiewki i podając je nad śpiącym na podłodze, z ręką trzymającą kufel człowiekiem. Po czym wyszedł i skierował się w stronę centrum miasta.


[z/t]
Awatar użytkownika
Infia
Posty: 122
Rejestracja: 18 sie 2012, 03:30
GG: 2608032
Karta Postaci: viewtopic.php?p=33157#33157

02 sty 2013, 23:12

Po raz kolejny musiała udać się do karczmy, by po raz kolejny poprosić tego samego, zapewne doświadczonego już karczmarza o miejsce do spania i ciepły posiłek. Zapłaciła mu z góry, za pięć dni wypoczynku i jakąś strawę, ot by z głodu nie umarła. Ku jej uciesze, szynkarz postanowił zrobić jej małą niespodziankę, mianowicie – nałożyć pewną, niewielką zniżkę. A wiadomo – zejście z ceny równało się jakby dodatkowymi środkami do zadysponowania. Nie była jednak pewna za co. Czy to dlatego, że zapłaciła od razu za parę nocy w jego przybytku? Dlatego, że była urokliwa? A może po prostu bo ostatnimi czasy bywała tu często. Nieistotne.
Tym razem jednak, o dziwo nie dostała pokoiku numer cztery, który zwyczajowo dostawała. Weszła do środka pomieszczenia. Izba prezentowała się równie godnie co poprzednia ba, wyglądała nawet lepiej. Była też nieco większa, co jednak nie obchodziło ją zanadto. Czuła się nieco zmęczona po przemierzonej drodze,ale nie zamierzała tak od razu kłaść się spać. Wpierw usiadła na łóżku i na spokojnie jadła zakupiony posiłek, który wbrew pozorom nie należał do tych smakowitych. Choć narzekać nie mogła, domyśliła się za co prawdopodobnie mogła być ta zniżka. Zastanawiała się nad najbliższą przyszłością. Myślała o bogactwie i władzy, które ta cała przygoda może jej przynieść, Anemetiusie, oraz jego pojęciu wyższości wobec innych – materialnych istot, trochę o tym całym pierścieniu z niebieskiego kryształu, nawet o Kiljamie i starej, pigwowej babce. W sumie to myślała o wszystkim. Chciała, by niedaleka przyszłość poszła po jej myśli. Leniwie wstała z łóżka by zamknąć drzwi na otrzymany wcześniej klucz, a następnie ruszyła w kierunku jednego z dwóch łóżek. Rozebrała się, wrzucając odzież do szafki nieopodal, po czym przykryła się kołdrą i swój umysł oddała pod panowanie trwającej jeszcze nocy.
Po dobrym, spokojnym śnie otworzyła oczy. Wstała, obmyła się zimną wodą coby lepiej kontaktować. Zresztą wiadomo – higiena osobista, która była dość ważna w życiu młodej kobiety. Dzień spędzała raczej leniwie, czekając jedynie na odpowiedni czas. Czas, w którym Anemetius ponownie zaczerpnie od niej trochę życiodajnej dla niego energii… Kiedy owy czas nadszedł, bezzwłocznie udała się na Trakt Iquański na spotkanie z kolorową zjawą.
Spacerowanie w tę i we w tę powtarzała przez bite pięć dni, toteż dopiero po tym czasie opuściła Linoskoczka. Przynajmniej na jakiś czas…

z/t

Wróć do „Pod Pechowym Linoskoczkiem”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 11 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 9 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot], Google [Bot]
Liczba postów: 52178
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.