Karczemne podwórze

Słynąca z ogromnej tolerancji gości karczma "Pod Pechowym Linoskoczkiem" została umieszczona niedaleko centrum miasta, co sprawiło, że stała się miejscem spotkań dla przedstawicieli wszystkich klas społecznych. Bogaci odnajdą tutaj trunki najwyższej jakości, biedni zaś już za parę groszy mogą kupić najgorszą z wódek.
Erranein
Posty: 383
Rejestracja: 07 lut 2011, 18:59
GG: 41713691
Karta Postaci: viewtopic.php?t=43&highlight=erranein

Weranda karczmy.

02 kwie 2011, 16:54

Opis– chyba zbędny. Znajdujemy się pod karczmą. Dookoła znajdują się lekko podniszczone ławki, w pobliskich krzakach leżą menele.

Krasnolud wybiegł z karczmy. Usiadł na jednej z ławek. Starał się uporządkować myśli. To co zobaczył… śmierć wielu krasnoludów, tyle postaci przewinęło się przez te kilka chwil.
Czekał na nieznajomego.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3807
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

23 maja 2013, 23:47

Lubię ryzyko. Zaczynam akapity spójnikami.MG

I przyszedł czas, że to Loki zaczęła mówić. A mówiła ci ona niezwykle gładko, składnie i dosadnie, zupełnie inaczej, niż jej towarzysz. Gdyby nie to, że nosiła głęboki kaptur w miejscu publicznym i posiadała już swego wytwarzającego nieprzeniknioną aurę osobliwości adoratora, niejeden obejrzałby się na dźwięk jej dobiegającego jakby z dna studni głosu. Abstrahując od tego, że obok słów wydobywał się z niej także syczący, nieprzyjemny odgłos, prawiła niespotykanie wręcz rzeczowo. Prawie nie było czuć kłamstwa. Z pewnością nie wyczuł go Aganatel.

A ten stał jak urzeczony, wyraźnie zadowolony, że to nie on musi teraz przemawiać. Skoncentrował się na treści wypowiadanych przez Loki kwestii, stojąc spokojnie jak posąg. Zapomniał nawet spojrzeć na podkładany mu pod nos palec, zupełnie się nie poruszając. Wyglądało na to, że zaczął uczyć się na błędach i kompletnie odpuścił próby komunikacji ze światem zewnętrznym. Jego twarz była spokojna, ciemne oczy nieruchome. Mrugać zaczął dopiero, gdy Loki skończyła prawić, a jego twarz wyraziła coś pomiędzy zaciekawieniem a bezsilnością. Nadeszła jego kolej, aby przejąć pałeczkę w konwersacji, co wybitnie mu się nie podobało. Z rezygnacją w głosie znowu zaczął dukać. Odpowiedział po kolei na wszystkie poruszone kwestie, z nienaturalną wręcz precyzją.

- Ubiór jest dobry – powiedział, lustrując powoli całą Loki od góry do dołu, jakby pierwszy raz tak naprawdę ją zobaczył. Aganatel miał chwilę na przemyślenie tej kwestii, nie dziwota więc, że jej wygłoszenie odbyło się bez niepotrzebnych pauz, chociaż nadal źle kładł akcent. – Konno? - zaproponował niemrawo, pozornie bez związku z czymkolwiek. Gdyby nie to, że nie wyglądał na osobnika, który testuje inteligencję swoich rozmówców, można byłoby powiedzieć, że specjalnie rzuca sprawiającymi trudność hasłami. Nie przewidział, że rozmowa potoczy się w tym kierunku, toteż nie mógł się do niej wcześniej przygotować, a za mistrza improwizacji nawet w najśmielszych snach nie mógł uchodzić.

- Aganatel z Nimbu - przedstawił się ponownie, nie do końca rozumiejąc trzeci warunek Loki. - Uniżony sługa Lorven - powiedział, widząc, że nie zadowolił swojej damy. Zaraz po tym skrzywił się, jakby coś go zapiekło, jednak nie sposób było stwierdzić, czy faktycznie był to odruch, czy kolejna nieudana parodia ludzkich emocji.

– Skraca…? - dopytał po dłuższej przerwie, gubiąc się coraz bardziej. - Ten Aganatel - stwierdził po chwili, kiwając głową. - Ten – zakończył, ponownie dumny z siebie. Zaiste, jego zdolność pojmowania była tak daleko posunięta, że nie dało się ocenić, czy nadal znajduje się ona w tym samym Spektrum.

Zapadła znacząca cisza, podczas której oboje próbowali się wzajemnie zrozumieć. Przodowała Loki, ale pierwszy odezwał się Aganatel.

- Koń. Jest za murami – powiedział, próbując uśmiechnąć się przepraszająco. - Przyprowadzić?

Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

24 maja 2013, 16:18

W myślach przejechała sobie dłonią po twarzy, nie mogąc słowami oddać tego, co prezentował jegomość. Przecież jasno określiła; jeżeli spełni jej zachcianki, to zgodzi się z nim pojechać. Jeżeli ich nie spełni, to Loki nigdzie tyłka nie ruszy. Czy to naprawdę było tak trudne..? Czy naprawdę będzie musiała tłumaczyć mu wszystko w jeszcze prostszy sposób, by ten podjął próby ‘głębszej’ interpretacji?
Zdusiła w sobie narastające zażenowanie, by te przypadkiem nie przedostało się na zewnątrz w formie warknięć, bądź przekleństw. Nie, to niemożliwe, by był takim ignorantem. Nie tu, nie teraz, nie z Loki, gdzie rozmówczyni większość rzeczy żywych traktowała jak darmowe posiłki. Doszła do niepewnych wniosków, że mężczyzna zachowuje taką postawę by uśpić jej czujność, a w korzystnym momencie zaatakować chociażby wydzierając same informacje. O tak, to było możliwe i prawdopodobne.
W takim razie winna choć udawać w miarę przychylną jego tajemniczej sprawie.
Może jeszcze raz ci to wyjaśnię… - podjęła spokojnie, rozluźniając wcześniej zaciśnięte dłonie – Twoje zdanie w tym przypadku niewiele dla mnie znaczy. Jeżeli chcesz mnie gdzieś smyczyć po traktach, to najpierw zadbasz o to, bym w ogóle zgodziła się jechać. A nie zgodzę się, dopóki nie znajdziesz mi odpowiedniego stroju. – rzekła niepokojąco cicho, co mogło stanowić wyraz cichej groźby, a przynajmniej skłaniać do myślenia, że coś może być nie tak.
Wolała wymieniać swoje ‘prośby’ po kolei, by Aganatel miał czas przyswoić treść chociażby jednej. Jej dłonie połączyły się w modlitewnym geście, co poniekąd zgadzało się ze stanem maszkary, proszącej bóstwa o cierpliwość, która coś czuła będzie jej bardzo potrzebna.
A więc nie pojadę z tobą, póki tego nie zrobisz. Rozumiesz, Ten..? - dodała cierpko, już nawet nie pytając o pochodzenie tego zdrobnienia, jakby bojąc się wyprowadzić mężczyznę na inne tory myślenia. Teraz bardzo niepożądane zresztą.
Tak, tak. Na razie postara się wyciągnąć tyle ile się da, a potem… Zobaczy. Oczywiście nie miała zamiaru dotrzeć w miejsce, które będzie stanowiło ich ewentualny cel. A przynajmniej nie przed tym, jak sama do niego nie dotrze i z oddali postara się ocenić o co tak naprawdę chodzi. Jej głowę bowiem cały czas zaprzątały głuche rozmyślenia na temat swoistego wysłannika jakim był ten człowiek, albo raczej – wobec jego zwierzchników, których mieć musiał.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3807
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

04 cze 2013, 21:05

MG

Nic nie wskazywało na to, że Aganatel w jakikolwiek sposób zdawał sobie sprawę z tego, czym jest „odpowiedni strój”. Jego facjata próbowała niemal wszystkimi mięśniami wyrazić, jak bardzo jej posiadacz jest zdziwiony, co dało efekt podobny do niektórych zaklęć opartych na sprowadzaniu błyskawic. Zupełnie-zwyczajny jegomość zmarszczył się, rozszerzył oczy i rozwarł usta, nieudolnie parodiując mimikę innych, w domyśle jemu podobnych, całkowicie-normalnych osób. Ot: wypisz, wymaluj – piorun go trafił. Jego umysł pracował na tak znacznie przyspieszonych obrotach, że tylko cudem para nie buchnęła mu z uszu. Możliwe, że w Nimbie chadzano całkowicie nago, a na ucztach nikt nie brał tego pod uwagę, co mogłoby chociaż częściowo uzasadnić jego ignorancję. Chociaż „Ten”, jak kazał się nazywać Aganatel, wyglądał, jakby jego drzewo genealogiczne zakorzenione było w Autonomii od zarania dziejów, wyraźnie nie potrafił on zrozumieć, o cóż może rozmówczyni chodzić. Postawił więc na obserwację.

Zakapturzona i opatulona w szeroki płaszcz istota o niepodważalnie kobiecych kształtach ponownie została zlustrowana od stóp do głów (rozumianych w tej sytuacji całkowicie dosłownie). Aganatel zrobił to tak przenikliwie, że niejedna dziewka spłoniłaby się na samym początku. Czarnowłosy zaczął analizować, mrużąc swoje ciemne oczy. Poeta powiedziałby, że jego osoba cała emanowała ciemnotą, chociaż mroczna niewątpliwie nie była. Jego czoło zaczęło powoli się rozjaśniać, jakby kolejna genialna myśl trafiła do głowy tego wydartego z kontekstu jegomościa. Świat zadrżał w oczekiwaniu, gdy mistrz flirtu nabrał powietrza.

- Sukniadiadem? – rzekł, niby to do siebie, niby to rozpoczynając kolejną, niezbyt porywającą linię dialogową. – Trzewiki! - palnął, jakby jego mózg siłą podsuwał mu skojarzenia na linii kobieta-ubiór. Wtem jednak jego sylwetka wyprostowała się całkowicie. Wypięta pierś, wygładzona twarz i dumnie podniesiona głowa roztoczyły wokół Aganetela aurę wziętego rycerzyka.

- Jakiegoż stroju sobie życzysz, moja pani? - rzekł nowo narodzony pańczyk tonem dziecka naśladującego posłyszanych na bankiecie dorosłych. Cały trud, jaki włożył mieszkaniec Nimbu na wyrzeczenie tego jednego zdania sam w sobie zasługiwał na złote ostrogi, jednak Loki z pewnością nadal była niepocieszona. Jako rasowy mężczyzna jej rozmówca starał się jak mógł, aby zdobyć względy obranej za cel zalotów młódki. W tym przypadku ani o zalotach ani tym bardziej o młódce mówić nie wypadało, lecz sam Aganatel jak ulał wpasowywał się w stereotyp nieśmiałego i cokolwiek przygłupiego amanta. Wyglądało na to, że dociera on do kresu swoich możliwości, a tylko jedna Loki mogła wiedzieć, czy jej to wystarczy.

Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

11 lip 2013, 10:11

Chwała siłom podziemnym! Jej niedoszły partner w końcu złapał sens tego co tak uparcie starała się mu przekazać. Przeprawa informacji do mózgu wydawała się w przypadku Aganatela o wiele trudniejsza niż u zwykłych ludzi. Można ją było porównać do szerokiej rzeki i oblegającym ją bardzo kruchym lodzie. Jedno nieuważne stąpnięcie i chlup! Informacja tonie i umiera śmiercią naturalną.
Suknia, diadem, trzewiki… – podłapała, z wolna kiwając głową – Właśnie o coś takiego mi chodziło. Brawo, Ten, potrafisz zadowolić kobietę. – pochwaliła go znacząco. Podniosła rękę, która na moment zawisła w powietrzu jakby nie do końca wiedząc, co ma zrobić. Jednak po krótkiej chwili opadła na ramię mężczyzny, klepiąc go w lekko pocieszającym geście. To było trochę jak… Tresowanie zwierzątka. Nagroda za posłuszeństwo, nagana za złe uczynki. Może to było to? Strategia bardzo licha, lecz nic lepszego nie przychodziło jej do głowy.
Załatw co znajdziesz. – stwierdziła, dając za wygraną górnolotnym planom, niemożliwym do zrealizowania przy osobie Aganatela. Przebijał wszelkie znane normy, nie wpasowując się do żadnej znanej jej kategorii. Wolała więc nie starać się o więcej niżeli mogła, gdyż snuła obawy, że przeciążenie uwagi mężczyzny mogłoby się źle skończyć. – Jedna tylko uwaga. Do.. Sukni. – rzuciła nagle, jakby przypomniawszy sobie jeszcze jedną rzecz - Kolor raczej czarny. I bez pleców o ile to możliwe. Znaczy to, że materiał może obejmować obręb całej sylwetki, poza górnym odcinkiem pleców. – rzekła znacząco, wizualnie pokazując granice na swojej osobie, zaznaczając odpowiednie partie dłońmi – Potem wytłumaczę ci dlaczego. Teraz SKUP się na zadaniu. – ostrzegła złowróżbnie, akcentując najważniejszą rzecz w całej wypowiedzi.
Mała słabą nadzieję, że pod kątem tych dwóch wartości dostanie coś… W sumie cokolwiek byłoby naprawdę niezłe.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3807
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

01 sie 2013, 19:31

MG

Czarnowłosy, niezbyt wpasowany w jakiekolwiek normy społeczne mieszkaniec Nimbu wzdrygnął się pod dotykiem Loki. Jasnym było, że się tego nie spodziewał, ale jego nerwowy ruch przywiódł na myśl raczej reakcję bojącego się ludzi zwierzęcia niźli dorosłego mężczyzny, na jakiego wyglądał. Reakcja była nagła i, podobnie jak niemal wszystko, co robił, nieposiadająca żadnego logicznego wyjaśnienia. Aganatel zaczął lustrować dłoń, która niby to pocieszająco poklepała go po ramieniu, nie mogąc oderwać od niej wzroku. Wyraźnie nie rozumiał, co zaszło, jednak nie miał śmiałości o to zapytać. Wyglądało na to, że zachowania innych osób są dla niego tak niezrozumiałe, jak jego zachowania dla tychże. Zachowywał się miejscami jak ciekawskie dziecko, chcące zebrać jak najwięcej informacji, aby potem próbować nieudolnie papugować dorosłych. Przynajmniej nikomu nie przerywał swoim gaworzeniem, podobnie jak uprzednio uważnie przysłuchując się swojej rozmówczyni (czy, inaczej, treserce).

Dobierając ponownie właściwą tylko z jego punktu widzenia reakcję na zasłyszane słowa, dziwak klasnął w ręce, idealnie prostując przy tym swe dłonie. Dźwięk był przez to zbyt głośny, a cały ruch, wyraźnie wbrew oczekiwaniom Aganatela wypadł tak nienaturalnie, że wręcz groteskowo. Sygnalizując w ten sposób swą gotowość do dostosowania się do zaleceń nadobnej dziewoi, którą tak nieopatrznie zagaił, nimbijczyk nabrał powietrza w swą cokolwiek wątłą pierś.

- Wedle rozkazu! - wykrzyknął. - Nie będzie mnie jakiś czas - powiedział, idealnie symetrycznie rozkładając ręce. – Poczekaj tu na mnie, moja pani - dodał, kłaniając się dworsko, po czym bez żadnych szerszych tłumaczeń odwrócił się na pięcie i zniknął w rynkowym tłumie.

//Aganatela nie będzie jakieś trzy godziny fabularne, więc możesz przejść do gry swobodnej bądź nakazać mi przewinięcie fabuły o ten czas (jak początkowo zamierzałem zrobić). Twoja wola.
Awatar użytkownika
Ilmarania
Posty: 79
Rejestracja: 18 mar 2012, 19:08
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1712

20 paź 2013, 14:18

Już pod koniec zajścia wewnątrz karczmy Ilmaraniya czuła, że ciekawość bierze górę nad jakimkolwiek poczuciem bezpieczeństwa. Zresztą nie była jakimś zwykłym wymoczkiem, żeby przestraszyć się mocno zaistniałej sytuacji. No i po co snuć domysły, kiedy można zobaczyć sytuację na własne oczy prawda? Zresztą na dobrą sprawę, żaden z uczestników zajścia nie wyglądał przerażająco groźnie. Żywiołaczka odczekała więc chwilę po czym podniosła się powoli z miejsca i ruszy w stronę miejsca, gdzie prawdopodobnie niedoszli rabusie zostali wyprowadzeni. Nie pomyliła się i znalazła tych, których szukała właśnie tam na podwórzu karczmy. Oparła się z lekkim półuśmiechem o ścianę i rzekła –No zobaczymy jak traktuje się złodziei w tych stronach. Nie krępujcie się panowie i róbcie swoje jej uśmiech ze względu na kolor jej skóry wydawał się jeszcze zimniejszy niż miał być w zamierzeniu. Ilmaraniya oparła się o ścianę i przyglądała z zaciekawieniem dalszym wydarzeniom.
Awatar użytkownika
Elensar
Posty: 39
Rejestracja: 22 sie 2012, 21:16
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2146

20 paź 2013, 17:37

Elensar został wyciągnięty na podwórze przed karczmą i poczuł jak świeże powietrze dostaje się do jego nosa. To było to, tego własnie mu brakowało. Wróg trzymał go za kark, ale pozostawił mu ręce wolne, więc elf mógł spokojnie odgarnąć włosy, które spadły mu na oczy i delektować się świeżym powietrzem. Nie dosłyszał pytań, które mu zadał trzymający go mężczyzna. Nawet nie chciał ich słyszeć, bo wiedział, że będą wypytywać o to, czego elf nie wiedział.
Nie boję się Ciebie – powiedział Elensar i poczuł jak uścisk na jego karku stawał się coraz mocniejszy – tak samo nie boję się śmierci.
Patrzył w ciemność i rozkoszował się tym momentem, w którym rozkwasił nos przeciwnikowi. Sam siebie chwalił w duszy, za ten odważny ruch.
Kolejny cios w nos i raczej już nie będzie taki mocny. A może nie w nos. Gdyby tak mu urąbać rękę? Albo dwie? – pomyślał elf i zaśmiał się lekko.
Boli nos, co? Przyznaj, nie spodziewałeś się tego, że to zrobię - powiedział Elensar i zauważył, że drzwi karczmy się otwierają.
To ta kobieta – pomyślał patrząc na nią zniewolony jej pięknem – nie mogę dać się zabić, muszę poznać jej imię.
Ledwie dokończył swoją myśl, a usłyszał kiedy wypowiedziała niezbyt przyjemne dla niego słowa. Myśli elfa zaczęły się ze sobą bić.
Dlaczego ona chce, żeby nas stracono? Może nie pochwala kradzieży, ale ja nie jestem złodziejem. Sam w sumie chciałem coś większego ukraść, żeby żyć w dostatku ale przecież tego nie zrobiłem, więc złodziejem nie jestem – myśląc o tym popatrzył na prawdziwego złodzieja, który był winowajcą w całej tej sprawie – Albo go zabiją albo ja to zrobię. Przez niego wpakowałem się w niezłe bagno, bo zachciało mi się pomagać słabszym.
Ciemność spowijała karczemne podwórze. Tylko światła z okien karczmy oświetlały jako tako przestrzeń, która ich otaczała. Gwiazdy na niebie mieniły się, a księżyc, który zaglądał zza chmur, wyglądał jak rogalik. Postękiwanie leżącego mężczyzny, którego kopnięto, zakłócało ciszę, która była teraz potrzebna elfowi gdy ten zaczął szybko oceniać sytuacje i liczyć jakie ma szanse w tym starciu. Wiedział, że ma mało czasu. Każdy ruch musiał być dokładnie przemyślany i nie mógł popełnić żadnego błędu. Nawet najmniejszego, bo to mogłoby skończyć się jego śmiercią. Zdecydował się w ciągu kilku sekund, że najlepszą obroną będzie atak. Nie miał zresztą innego wyjścia z tej sytuacji. Po prostu musiał to skończyć śmiercią jego wroga, albo swoją. Spojrzał jeszcze raz na kobietę, która ich obserwowała i uśmiechał się lekko, tak jak przedtem. W jego oczach wydawała się uosobieniem piękna, które chciał bardzo poznać. Sytuacja nie pozwalała na swobodną rozmowę, dlatego wypowiedział kilka slow, które przyszły mu własnie do głowy.
Po tym wszystkim, chciałbym poznać Twoje imię Pani – powiedział do niej – i nie, ja nie jestem złodziejem, ja tylko chciałem pomóc temu biedakowi, który wpakował się w kłopoty – wskazał na leżącego złodziejaszka i wdrożył swój ryzykowny plan w życie.
Spróbował się wyrwać. Chciał skorzystać z faktu, że miał wolne ręce. Dzięki temu może udałoby mu się sięgnąć po miecz, by stanąć naprzeciw napastnika i walczyć. Wtedy mógłby przecież zaatakować, a żeby zmylić napastnika, uderzyłby w lewe ramię, następnie wykonując błyskawiczne cięcie z góry. Liczył, że zaskoczony wróg nie będzie miał chwili na reakcję. Wiedział, że mógł się przeliczyć, ale nic innego mu nie pozostało. Postawił więc wszystko na jedną kartę.
Awatar użytkownika
Alia
Posty: 183
Rejestracja: 01 kwie 2013, 18:20
GG: 35119844
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2616

23 paź 2013, 19:37

MG
Dla Ilmaraniyi, Isista i Elensara

Wybaczcie mi, że tak krótko. Nie umiałam ująć tego dłużej, a nie chcę bezsensownie lać wody.

Prowokujący sposób bycia Elensara niezbyt obchodził jego wroga, który, mimo pulsującego bólem nosa trzymał się dobrze. Uścisk na karku nie zelżał nawet trochę. Sprawa nie przedstawiała się ani trochę dobrze. Mimo wszystko, może lepiej byłoby położyć uszy po sobie i czekać, aż złość napastnika nieco zelżeje. Brak odpowiedzi również nie złagodził irytacji przeciwnika.
Zanim jednak ten zdążył cokolwiek zrobić, kobiecy głos rozbrzmiał znikąd, zaskakując zarówno atakujących, jak i atakowanych.

Gdy Ilmaraniya wyszła na zewnątrz, początkowo nikt nie zwrócił uwagi na jej przybycie. Jednak gdy odezwała się, wszystkie głowy zwróciły się w jej stronę. To mogła być szansa dla zarówno dwójki ofiar. Grubas stojący nad Isistem odwrócił się bowiem, dzięki czemu ten miał prawdopodobnie jedyną szansę, by uciec. Jeśli chciał to zrobić, musiał się sprężać – okazja raczej więcej się nie nadarzy, a ujść z życiem to chyba podstawa. Pieniądze mógłby zdobyć gdzie indziej.
Moment nieuwagi wykorzystał Elensar. Jako pierwszy zareagował, witając i tłumacząc się przez Ilmaraniyą, a następnie zwinnie wykręcił się, zanim napastnik zdążył zareagować. Stał teraz przodem do szczupłego mężczyzny o zakrwawionej twarzy, na której malowała się coraz większa złość.
Przeciwnik elfa szybko zreflektował się, wyciągając swój sztylet. Mimo, że ostrze było krótsze od ostrza miecza dość znacznie, w ostatniej chwili zdążył odeprzeć uderzenie w lewe ramię. Nie spodziewał się jednak szybkiego cięcia z góry, które jedynie dzięki swojemu refleksowi zdołał odbić dosłownie czubkiem ostrza. Miecz ześliznął się miast tego po jego ramieniu, nie czyniąc większej niż nieco bólu i krwi szkody.
Szczupły mężczyzna stał z uniesionym sztyletem. Nie atakował – wydawało się, że oceniał umiejętności wroga. On sam, z tego co zdążył już pokazać, nieco umiał – zwinność, z jaką odparł niespodziewane ataki dawała jakieś pojęcie o jego zdolnościach.
Osoba do tej pory pilnująca Isista odwróciła się, gotowa wspomóc towarzysza w razie potrzeby. Nie uśmiechało mu się jednak zostawiać swojej obecnej ofiary, dlatego obecnie stał, obserwując. Spojrzał wrogo na Ilmaraniyę.
Odejdź, kobieto, zanim i tobie przyłożymy nóż do gardła – grobowy ton nie pozostawiał złudzeń co do tego, czy wypowiedź była prawdziwa.

Zarówno Elensar, jak i Isist znaleźli się w dobrej sytuacji – obaj mieli możliwość ucieczki, przy czym ten pierwszy mógł jeszcze walczyć. Jednak czy opłacało się elfowi atakować, wiedząc, że przeciwnik może go jeszcze zaskoczyć? Jego wybór. Póki co to oni byli ofiarami, obojętnie, co sądziła wysoka kobieta, która tak mu się spodobała.
Awatar użytkownika
Ilmarania
Posty: 79
Rejestracja: 18 mar 2012, 19:08
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1712

28 paź 2013, 23:45

Ilmaraniya niespodziewała się na pewno tego, że swoimi kilkoma słowami odwróci uwagę wszystkich mężczyzn od zaistniałej sytuacji. Swoją drogą chciała się nawet uśmiechnąć i pewnie by to zrobiła gdyby sytuacja była nieco mniej poważna. Uniosła jedną brew do góry kiedy Elensar zdołał wyrwać się mężczyznom. Instynktownie zacisnęła jedną dłoń na rękojeści sztyletu nie spuszczając oka z innych uczestników tej sceny. Druga ręka od początku spoczywała za nią. Teraz powoli, na wszelki wypadek, tworzyła na niej kule wrzącej wody, jeśli którykolwiek z zebranych mężczyzn zdecydował się z jakichkolwiek niezrozumiałych powodów ją zaatakować. Uśmiechnęła się lekko do Elensara. Mężczyzna trzeba przyznać wyglądał całkiem przystojnie. Na wrogie spojrzenie mężczyzny i jego kolejne słowa sama zmrużyła oczy. Nie spodziewała się takich słów z ust ludzi, których przyszła wesprzeć. –Nie wiem czy to wyszłoby Ci na zdrowie zauważyła zimnym tonem.
Awatar użytkownika
Elensar
Posty: 39
Rejestracja: 22 sie 2012, 21:16
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2146

03 lis 2013, 17:15

Wszystko potoczyło się bardzo szybko i po chwili elf znalazł się w dogodnej sytuacji. Mógł uciekać albo walczyć.
Uciekać? – prychnął w myślach i zaraz odgonił myśl o uciecze.
Spojrzał na kobietę, która nadal stała na swoim miejscu i usłyszał słowa mężczyzny, którego okradziono. Zacisnął palce na rękojeści swego miecza.
Dotknij ją, panie, a nie ręczę za siebie. Będziesz pierwszy na mej liście do stracenia – powiedział do niego z nutką groźby w swej wypowiedzi i zwrócił się do kobiety.
Pani, tutaj nie ma miejsca dla Ciebie. Wiem, że nie znam twych umiejętności, ale wole być ostrożny. Nie chciałbym, aby stała Ci się krzywda – powiedział patrząc jej w oczy. Zamknął je na chwile i już wiedział, co zrobi.
Nie zranią jej, nie przy mnie. Nie pozwolę na to – pomyślał szybko.
Wiesz, że to się źle skończy, Panie – powiedział do chudego mężczyzny i opuścił ostrze aby uśpić jego czujność. Elf znał swoje umiejętności i wiedział, że w każdej chwili ostrze może znaleźć się w swojej dawnej pozycji. Przeniósł jeszcze raz wzrok na piękną kobietę.
Zaufaj mi, Pani – powiedział do niej i zacisnął palce na rękojeści.
Podniósł szybko swój miecz, doskoczył do swego przeciwnika robiąc w locie obrót i próbując dźgnąć go w brzuch tak, aby go rozciąć. Chciał go zranić śmiertelnie. Jeśli to się uda, spróbuje dostać się do tej pięknej kobiety, ale będzie uważać, żeby jego przeciwnik nie wykonał ostatniego ciosu i nie zranił elfa. Plan był prosty. Zabić przeciwnika, ale czy to się uda?

Wróć do „Pod Pechowym Linoskoczkiem”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 20 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 19 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Ciemny
Liczba postów: 52251
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.