I piętro: Sala Biesiadna na piętrze

Słynąca z ogromnej tolerancji gości karczma "Pod Pechowym Linoskoczkiem" została umieszczona niedaleko centrum miasta, co sprawiło, że stała się miejscem spotkań dla przedstawicieli wszystkich klas społecznych. Bogaci odnajdą tutaj trunki najwyższej jakości, biedni zaś już za parę groszy mogą kupić najgorszą z wódek.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

I piętro: Sala Biesiadna na piętrze

01 kwie 2011, 21:31

Sala ta nie różniła się praktycznie niczym od tej pod sobą, oprócz tego, że bylo tu więcej podłużnych ław niż zwykłych krzeseł i nie było baru. Wszystkie drinki trzeba było sobie przynieś z dołu, gdyż dziewki kuchenne rzadziej tu zaglądały. Co prawda na drugim piętrze nie panował taki gwar jak na parterze, jednak czasami bywało tu równie głośno i zabawnie, szczególnie, gdy parter był przepełniony.

Piętro zostało otwarte stosunkowo niedawno, gdy okazało się, że Karcza Pod Pechowym Linoskoczkiem cieszy się największa popularnością w mieście. Zresztą, fakt też dalo się zauważyć gołym okiem – na stołach nie zostały jeszcze wyryte sprośne napisy, krzesła nie miału poluzowanych nóg a ściany były czystsze. Mimo to atmosfera tutaj nie każdemu odpowiadała… Wielu wolało pozostawać na starym, dobrym parterze.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Caleirdir
Posty: 29
Rejestracja: 20 mar 2012, 21:52
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1720

01 kwie 2012, 08:13

Caleirdir ukryty w cieniu, patrzył na karczmę. "Linoskoczek", by ostatnim miejscem, do którego musiał zajrzeć, by z czystym sercem powiedzieć, że nie znalazł poszukiwanego i sprzedać to coś za duże pieniądze. Nie miał najmniejszej ochoty wchodzić do środka i co krok natykać się na ludzi i śmiecące elfy.
Od czasu walki z niedźwiedziem nie zabił nikogo, co powodowało dodatkowe zdenerwowanie. Jego oszczędności były już tak niewielkie, że jeśli zaraz kogoś nie okradnie lub nie dostanie porządnego wynagrodzenia, zdechnie z głodu.
Zacisnął pięść, obserwując wejście. Musi to zrobić. Wejść, udać, że nie widzi pewnych osobników, sprawdzić czy nie ma tutaj szukanego człowieka, którego niby miał poznać od razu, a jeśli go nie odnajdzie, pobiegnie prosto do jakiegoś kramu. Poprawił kaptur, ale nie ruszył się z miejsca. W drzwiach pojawił się elf. – Przeklęte dzieci lasu! – burknął pod nosem, chwytając za sztylet. Miał ochotę nim rzucić. Celny rzut, prosto w oczy. Przy odrobinie szczęścia nikt go nie zobaczy, przy wielkim szczęściu, nareszcie będzie miał jakąś rozrywkę.
Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 760
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

01 kwie 2012, 12:54

MG:

Sztylet przeciął powietrze, jednakże ku radości mrocznego elfa nie wzbudziło to żadnego zainteresowania, ale też niestety nie trafiło tam gdzie chciał. Prawdę mówiąc to trafiło w ścianę, więc to mógł być znak dla Caleirdira, żeby w przyszłości poćwiczyć nieco celność w rzucaniu. Jednakże gdyby trafił to by się źle dla niego skończyło, gdyż rzucający nie spostrzegł tego, że za celem szedł prawdopodobnie jego ochroniarz, który zauważył końcówkę lotu sztyletu, po czym wziął go sobie, żeby pokazać swemu przełożonemu. Ten się jednak nie zmartwił tym zamachem na jego życie, tylko zaczął szukać czegoś w sali. I znalazł, po czym udał się w stronę, uwaga uwaga… Caleirdira, który mógł być niezbyt ucieszony tym faktem. ouch, prawie bym zapomniał o opisie elfa i jego ochroniarza, a to jest chyba ostatni moment gdy mogę to zrobić. Więc tak, elf był niski jak na i elfa i człowieka, więc miał maksymalnie 150cm wzrostu, miał zielone oczy, długie dredy na głowie oraz brudny czerwony płaszcz i sprawiał wrażenie jakby nieobecnego… Zupełnym jego przeciwieństwem był jego towarzysz – wysoki, barczysty, umięśniony, ze spojrzeniem bystrym jak "żyleta", a do tego ubrany cały w czerń. Na plecach tachał ciężką maczugę, która by mogła zrobić niezłe kuku mrocznemu. Olbrzym zmierzył niedoszłego rzucającego wzrokiem, jakby wiedział, co zrobił, jednakże nic się nie odzywał. Zaś jego niski towarzysz się dosiadł do prawdopodobnie niezbyt zadowolonego z tego powodu Caleirdira.
-Masz to, przyjacielu? Ja mam potrzebne pieniądzee…
Taa, nawet jak mówił to sprawiał wrażenie jakby był czymś napruty, no ale nie osądzajmy po pozorach, może i wygląda jak niedoszły kloszard, ale pewnie zaraz się okaże że jest rycerzem na koniu bez konia. No.
Awatar użytkownika
Caleirdir
Posty: 29
Rejestracja: 20 mar 2012, 21:52
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1720

01 kwie 2012, 14:53

Cal spojrzał w oczy elfa, hamując przemożną chęć sięgnięcia po drugi sztylet i zrobienia elfowi puzzle z twarzy. Coś jednak mu mówiło, że to osoba, z którą ma dobić targu. Mimo, iż mógłby go zabić, zabierając i pieniądze i towar, był jednak honorowy. Kodeks nie pozwalał mu zabić ani zleceniodawcy, ani poręczycieli. Psia kość.
Zresztą ten drab dopadłby mnie zaraz potem. Szkoda ryzykować życia w takiej sprawie. W lesie jest pełno elfów, na które można do woli polować niczym na sarenki. Caleirdir uśmiechnął się szaleńczo, jak zawsze, kiedy w jego głowie ukazywał się plan krwawej masakry.
– Oczywiście, że mam. Wolałbym jednak najpierw zobaczyć brzęczącą sakiewkę. Wybacz, ale nie ufam … po prostu nie ufam z góry – na czas ugryzł się w język. Lepiej, by nie wiedział, że w innych okolicznościach z chęcią upuściłby mu krwi.
Nim elf odpowiedział, mroczny niczym cień znikł za stołu, pojawiając się przy ochroniarzu. Przylegał do jego boku, dotykając zadziornie jego mięśni. Spojrzał na mężczyznę oczami szczeniaka na tyle prawdziwie na ile potrafił, wystawiając dłoń.
– Mógłbym odzyskać swój sztylet? Taki wielki, silny mężczyzna na pewno go nie potrzebuje, z resztą masz swoją grubą – przerwał, uśmiechając się – maczugę, a ja pozostałem bez obrony. Udał najbardziej kruchą i niewinną osobę na świecie.
Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 760
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

01 kwie 2012, 15:11

MG:

– Że co?!
Ochroniarz po tym, jak się dowiedział, ze to właśnie elf rzucił tym sztyletem, złapał go za szyję i podniósł do góry jak szmacianą laleczkę.
– A więc to jednak Ty się tym bawiłeś, tak?! Zaraz Ci oddam tą twoją… zabaweczkę.
Po czym wyjął tutaj nowozdobyty sztylet i przystawił go do oka Caleirdira. I pewnie by się ta sytuacja nieciekawie dla niego potoczyła, gdyby nie, właśnie, gdyby nie zielonooki, który go powstrzymał.
– Wrenx, spokojnie, to jest pan, z którym musimy dobić interes, bo on ma przecież to co kochamy, prawda?
Po czym elf pocałował olbrzyma w policzek, a że był wysoki to musiał się wspiąć na krzesło, żeby to zrobić. Po tym jednak czynie ochroniarz puścił Caleirdira, co jednak mu dało do zrozumienia, że swojej zabawki raczej już nie odzyska.
– Słuchaj, dostaniesz kasę, duużo kasy no to będziemy kwita. Tylko pokaż że masz.
– A już myślałem, że będę mógł go rozszarpać…
– Ciicho kochasiu, przecież mamy być uczciwi, prawda?

Elf wyjął sakiewkę, w której pobrzękiwała z tego co było słychać, dość spora ilość monet, po czym nią potrząsnął, pokazując, że jest w niej spora kwota. Tym chciał udowodnić swoją prawdomówność.
Awatar użytkownika
Caleirdir
Posty: 29
Rejestracja: 20 mar 2012, 21:52
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1720

01 kwie 2012, 17:24

Elf posłał im w myślach najgorsze przekleństwa jakie tylko mógł wymyślić. Na jego twarz powrócił zwyczajny wyraz – znudzenie zmieszane z dozą sadyzmu. Opadł na krzesło, pokazując, że nie szanuje żadnego z nich.
Sięgnął do sakwy, wyjmując rękojeść i kładąc ją na stole.
– Jest twoje, mam przez to widać więcej straty, niż pożytku – obrzucił człowieka nienawistnym spojrzeniem. Naznaczył go. Dzień, w którym ta ziemia nasiąknie jego krwią jest bliski.
Mroczny odwrócił wzrok na sakwę.
– Skończyliśmy tu? Jeśli tak, to chciałbym zapłatę i ulatniam się. Mam parę spraw, które wymagają natychmiastowej interwencji – rzucił, gotowy na każdą ewentualność. Nie miał pewności, czy teraz nie rzucą się na niego. W każdym razie nie podda się bez walki. Jeden z nich zabrał jego własność, musi zginąć. Tak nakazuje jego kodeks.
Awatar użytkownika
Ilmarania
Posty: 79
Rejestracja: 18 mar 2012, 19:08
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1712

02 kwie 2012, 11:47

Nagle to i tak już dosyć nieprzyjemne miejsce zrobiło się jeszcze bardziej nieprzyjazne. W oddali Żywiołaczka zauważyła lecący sztylet, który wbił się w ścianę. Następnie jej wzrok powędrował na olbrzyma z maczugą, małego elfa, który mimo tego, że paradował w brudnym płasczu sprawiał wrażenie ważnego, oraz tego, który rzucił ów sztyletem. Był to niewątpliwie Mroczny Elf. Doświadczenie nauczyło ją podchodzić z rezerwą do tych istot. Poza tym zdecydowanie jak narazie nie chciała angażować się w żaden konflikt, więc o podchodzeniu do tych osobników nie było mowy. Stan Roweny również nie był najlepszy, kobieta zdawała się nie reagować na wszelkie próby przywrócenia jej do normalnego stanu. Prawdopodobnie potrzeba czegoś więcej, prawdopodobnie jakiegoś lekarstwa lub magii, o której ja nie mam pojęcia. Nie mogę jej jednak tak tutaj zostawić, szczególnie kiedy buda w tej karczmie wisi wybitnie w powietrzu. Z taką myślą Ilmaraniya podeszła jeszcze raz do karczmarza i wzięła najtańszy, jednak jednosobowy pokój dla Roweny. Ilmaraniya odwróciła się do Caline i powiedziała z lekkim uśmiechem –Może udamy się do naszego pokoju na spoczynek?
Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 760
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

02 kwie 2012, 19:32

MG:

Elf rzucił prosto w twarz Caleirdieowi sakwą z pieniędzmi, w której była dość pokaźna jej ilość. Co prawda domu za to nie kupi, lecz powinno mu starczyć na jakiś czas. W końcu za narkotyki to trzeba dużo płacić, żeby je dostać, nieprawdaż? Zaraz, jakie narkotyki?! Przecież dał mu zwykłą zdobioną rękojeść od miecza, nieprawdaż? A no właśnie, jest tutaj jeden szczegół. Gdy czerwonooki wziął ten przedmiot, na po chwili go złamał w pół i wysypał z niego, na przygotowaną wcześniej przez ochroniarza chustkę, bordowy proszek, po czym za pomocą wcześniej odebranego Caleirdirowi sztyletu podzielił to na dwie części, większą i mniejszą, z czego z mniejszej zrobił kreskę.
Soundtrack #01
Elf ją wciągnął, po czym wyprostował się i wychylił głowę do tyłu, jakby chciał, żeby czerwona substancja mu głębiej weszła do organizmu.
– Aaach… zaiste, dobrze rzeczy mi przyniosłeś przyjacielu. To są twoje zasłużone pieniądze. Wrenx, zanieś mnie do domu, musimy lecieć w świat!
Po tych słowach olbrzym wziął naćpanego elfa w ręce, tak jakby on był panem młodym a jego przyjaciel jego panną i podeszli do schodów. Po drodze jednakże olbrzym sobie przypomniał o czymś i przy schodach na chwilę postawił swego towarzysza, po czym wyciągnął zdobyczny sztylet i odrzucił go w stronę Caleirdira, tak jak on to na początku zrobił. Jednakże ten rzut był celniejszy, ale na szczęście zostawił na licu mrocznego elfa tylko małe zadrapanie, a sam nóż się wbił w ścianę za celem.

Koniec sesji, Caleirdir – +5Pch
Awatar użytkownika
Caleirdir
Posty: 29
Rejestracja: 20 mar 2012, 21:52
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1720

02 kwie 2012, 20:03

Mroczny elf jeszcze przez chwilę tkwił w szoku, po tym co zobaczył. Był przyzwyczajony do widoku wielu rzeczy – paskudnych, makabrycznych, ale to? Czy ten elf właśnie naćpał się, a on został dilerem. Jego twarz wykrzywił grymas, którego darmo było u niego szukać. Szok zmieszany ze zdziwieniem? Otworzył sakiewkę. Przynajmniej mu się opłaciło.
Podszedł do karczmarza zamawiając porządny obiad, a do niego kufel najlepszego piwa imbirowego jaki tylko mają. Zapłacił należność z nowo zarobionych pieniędzy. Wrócił na swoje miejsce w kącie sali i skrywając się ponownie pod kapturem, czekał na posiłek.
Po kilkunastu minutach kelnerka przyniosła zamówienie, a on zabrał się za jedzenie. Kiedy skończył, opuścił salę po cichu, jak przystało na zabójcę, skrywającego się w cieniu. Nim ktokolwiek się spostrzegł, po mrocznym elfie został już tylko niedojedzony udziec. Caleirdir miał zamiar trochę zaszaleć.

z/t
Awatar użytkownika
Kaen
Posty: 128
Rejestracja: 06 mar 2012, 20:05
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1671

06 kwie 2012, 17:56

Wchodząc do karczmy, Kaen przeliczył pieniądze, które mu pozostały. Miał przy sobie kilka szylingów. Wystarczyło mu na miód pitny. Biorąc kufel w dłoń skierował się w stronę schodów. Po przeciśnięciu się przez tłum, który zalegał na parterze, wbiegł na schody, prowadzące na górę, jednak w czasie drogi potknął się. Nic mu się nie stało, jednak połowa trunku się rozlała. Uważając na każdą kolejną kroplę miodu, doszedł na górę, na której było kilkoro chlejących ludzi.
Nim usiadł uwagę wszystkich obecnych zaabsorbował upadek jednego ze stałych bywalców na pokaźnej plamie miodu, rozlewającej się po stopniach schodów. Facet przewalił się na plecy i solidnie waląc łbem o schody zjechał na dół. Całą posiadłość przeszyły oddalające się, głuche dźwięki uderzania głowy o drewno. Na chwilę zapanowała cisza, jednak nie trwała ona długo i wszyscy zebrani powrócili do swoich zajęć.

z/t
Awatar użytkownika
Rowena
Posty: 220
Rejestracja: 19 lis 2011, 22:32
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16919#16919

19 kwie 2012, 14:47

Na skutek braku jakiejkolwiek interwencji ze strony towarzyszek Rowena zemdlała, uderzając czołem o blat stołu. Przez chwilę można było pomyśleć, że rozcięła sobie głowę, lecz czerwoną strużkę tworzyło tylko rozlane w efekcie wino. Przewrócony kielich potoczył się po stole i z głuchym brzękiem uderzył o drewnianą podłogę. Gwar panujący w Karczmie stłumił hałas. Nikt nie zwrócił uwagi na białowłosą dziewczynę, a nawet jeśli – Rowena wyglądała na taką, co zasnęła po solidnym upiciu się…

****
Zwykle po ocknięciu się z omdlenia widziała przez mgłę twarz elfa, która z czasem robiła się coraz wyraźniejsza, przypominając dosadnie o tym, że nie pochodził z rasy Ludzi. Pierwszy odruch był zawsze oschły i odtrącający, dopiero po jakimś czasie Rowena odzyskiwała równowagę i swobodę w jego towarzystwie. Łapała go, jak gapił się na nią niczym ciele w malowane wrota. Białowłosa nigdy jednak nie myślała o mężczyznach jako o mężczyznach w ich czystej postaci, przez co była bardzo naiwna. Quile był ciekawy nie tylko tajemniczych omdleń i wizji swej towarzyszki, ale zwyczajnie mu się ona podobała. A teraz go nie było. Została sama.
Tym co ujrzała, zamiast jego twarzy, były sęki desek stołu. Czuła jak włosy i dłonie lepią jej się od zaschłego rozlanego wina. Czuła się fatalnie. Dokuczał jej ból głowy, spowodowany bynajmniej trunkiem. To wszystko przez wizje.
Wstała z wolna. Torba, którą cały czas trzymała na kolanach wraz z mieczem, upadły. Podniosła swój dobytek i nie rozglądając się wielce, zbiegła na dół, nie zwracając uwagi na to, co się dzieje. Nawet jeśli miały to być oznaki końca świata. Wybiegła z Karczmy, ale wnet stanęła. Dokąd mogła się udać? Nie miała planu. W biegu wypadła na ulice i pstrykając palcami prawej dłoni – w lewej trzymając miecz i torbę – krzyknęła:
– Koszmar!
Koń zmaterializował się, "wyskakując z powietrza" i goniąc. Rowena podbiegła i z ogromną i wyuczoną zwinnością dosiadła ognistogrzywego widmowego rumaka.

[z/t]

Wróć do „Pod Pechowym Linoskoczkiem”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 3 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 3 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1046
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Senti
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.