I piętro: Sala Biesiadna na piętrze

Słynąca z ogromnej tolerancji gości karczma "Pod Pechowym Linoskoczkiem" została umieszczona niedaleko centrum miasta, co sprawiło, że stała się miejscem spotkań dla przedstawicieli wszystkich klas społecznych. Bogaci odnajdą tutaj trunki najwyższej jakości, biedni zaś już za parę groszy mogą kupić najgorszą z wódek.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

I piętro: Sala Biesiadna na piętrze

01 kwie 2011, 21:31

Sala ta nie różniła się praktycznie niczym od tej pod sobą, oprócz tego, że bylo tu więcej podłużnych ław niż zwykłych krzeseł i nie było baru. Wszystkie drinki trzeba było sobie przynieś z dołu, gdyż dziewki kuchenne rzadziej tu zaglądały. Co prawda na drugim piętrze nie panował taki gwar jak na parterze, jednak czasami bywało tu równie głośno i zabawnie, szczególnie, gdy parter był przepełniony.

Piętro zostało otwarte stosunkowo niedawno, gdy okazało się, że Karcza Pod Pechowym Linoskoczkiem cieszy się największa popularnością w mieście. Zresztą, fakt też dalo się zauważyć gołym okiem – na stołach nie zostały jeszcze wyryte sprośne napisy, krzesła nie miału poluzowanych nóg a ściany były czystsze. Mimo to atmosfera tutaj nie każdemu odpowiadała… Wielu wolało pozostawać na starym, dobrym parterze.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Keigar
Posty: 25
Rejestracja: 17 maja 2012, 10:12
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1928

12 cze 2012, 16:05

Cóż najwyraźniej towarzysz nieco się wzburzył z powodu małej nieznajomości ciemnowłosego w zakresie broni. Mimo to Keigar zachował stoicki spokój i w razie niebezpieczeństwa szykował się do odskoku. Lecz jako, że nie było takiego powodu, to pozostał na miejscu i przysłuchiwał się odpowiedzi Vita. Właściwie osiłek odpowiedział twierdząco na pytanie bruneta, dlatego też zastanawiało chłopaka, czemu ten nie mógł po prostu powiedzieć "tak" i na spokojnie wytłumaczyć, iż jego broń zwie się nadziakiem. Po chwili jednak westchnął i postanowił darować sobie rozważanie o tym. W końcu temperament kolegi nie wydawał mu się, aż takim powodem do zmartwień, przynajmniej jego własnych.
– Rozumiem, jestem wdzięczny za wyjaśnienia. – Rzucił beznamiętnie w stronę wojownika.
Niedługo później dane mu było wysłuchać oraz obejrzeć scenkę z potencjalnie dwoma szlachcicami i ochroniarzem tego bogatszego. Ech, ależ ci ludzie mają problemy, jakby nie mogli znaleźć innego miejsca na ten spór. Zresztą niech robią co chcą byle by się tutaj nie pozabijali. – Westchnął w myślach widząc, że rozmowa tamtych nie prowadzi do dobrego końca. Z drugiej strony ciekawe, czy to, rzeczywiście wina tego młodziaka. – Dodał sobie po chwili. Na więcej rozważań w tej kwestii nie mógł sobie pozwolić, gdyż nadeszły słowa złotookiego, które nawiasem mówiąc Keigarowi nie za bardzo się podobały. Nie to, żeby miał coś przeciwko dorobieniu sobie u jednego i drugiego, po prostu miał pewne granice, które nie bardzo chciał przekraczać. Porwania i szantaże nie bardzo mu się uśmiechały, zdecydowanie wolał im zapobiegać. Z drugiej strony, jeśli teraz by dobrze zarobił, to być może na dłuższy czas nie musiałby się mieszać w żadne ciemne interesy. Cóż bez większego zagłębiania się w to ciemnowłosy miał nadzieję, iż leżący chłopak narazie się nie obudzi, tym samym tym samym nie zmuszając do tego o co poprosił Deph. Gdy ten rozpoczął rozmowę ze szlachcicem Keigar ze spokojem przysłuchiwał się temu, raczej niczego innego do roboty nie miał. W momencie jak wskazano na na niego szybko, lecz i ostrożnie wstał. Cóż wolał się nie obić ani o stół, ani o swe siedzisko, by nie stwierdzono, iż brakuje mu gracji. Następnie nisko się skłonił, wykonując przy tym odpowiedni gest ręką. Po tym wszystkim ponownie zasiadł na swym miejscu. Przechodząc jednak dalej, to nie dane mu było wysłuchać dokładnie zakończenia rozmowy, gdyż głupota Vita o mało nie wytrąciła go z równowagi. Dodatkowo nazwano go nekromantą, co w sumie podchodziło pod zniewagę. Mimo wszystko jednak Keigarowi udało się zachować kamienny wyraz twarzy. Z drugiej strony, jakoś na ironię i sarkazm zaczynało mu się zbierać.
– Cóż, właściwie to nic trudnego, wystarczy mieć szczęście i kobietę chętną do pomocy. Nawet ty dałbyś radę. – Rzucił, spokojnym, choć przede wszystkim cichym tonem, w końcu lepiej by nikt nie usłyszał tej bezsensownej rozmowy.
Następnie nie chcąc dalej kontynuować tej dyskusji bardziej zwraca uwagę na to co może odpowiedzieć szlachcic.

Niestety jest opcja, iż jednak chłopak się obudzi i stąd zwieje. Cóż w takim wypadku po kilku, może dziesięciu sekundach brunet podąży za nim w stronę wyjścia. Wolał nie robić tego natychmiast, gdyż wzbudziłoby to zbytnie podejrzenia. tak czy siak jeśli trafią w odosobnione miejsce, lub na zewnątrz, to odchrząka, tak by młodziak zwrócił na niego uwagę. W przypadku trafienia na podwórze to daje gestem znak by poszli na bok budynku. Dla upewnienia się rozgląda się czy aby nikt nie będzie ich podsłuchiwał i postanawia przejść do rzeczy. Cichym tonem pyta, czy on może nie kocha dziewczyny, o której była mowa, lub nie chciałby się zemścić na swoim poprzednim rozmówcy. W razie choć jednej twierdzącej odpowiedzi kontynuuje.
– A, może chciałbyś najemników do pomocy? Zaznaczę, jednak, iż trochę sobie liczymy, więc lepiej byś miał czym zapłacić. – Dodał spokojnym tonem beznamiętnie spoglądając na chłopaka.
Cóż jeśli jednak zaściankowy szlachcic zaprzeczy dwukrotnie, lub stwierdzi, że sam se poradzi, to Keigar uznaje, że nie było rozmowy i wraca do stołu.
Awatar użytkownika
Tarnal
Posty: 138
Rejestracja: 04 paź 2011, 07:00
GG: 11616203
Karta Postaci: viewtopic.php?t=842

12 cze 2012, 18:05

/Post pojawi się najpewniej jutro, ponieważ jestem chory i dziś na pewno nic sensownego z siebie nie wykrzeszę. Jednak już mam zastrzeżenia, głównie do Keigara. Nigdzie nie opisałem, że młody wstaje i wychodzi, więc nie gdybaj, bo nie ma to najmniejszego sensu. Asthor Cię lekko skołował, ale nie powtarzaj tego następnym razem. Posiłkujecie się tym, co jest już napisane./

MG:

Ponury nastrój szlachcica pogorszył się jeszcze bardziej, w chwili, gdy nieznany mężczyzna o nietypowym wyglądzie zaczepił go bez pardonu. Płomienie świeczników zawieszonych przy ścianach sali skurczyły się, pozostawiając na każdej ze świec jedynie tlącą się poświatę. Przez krótką dosłownie chwilę półmrok ogarnął pomieszczenie, wszystko jednak wróciło do normy, gdy Asthor przeszedł do sedna w swojej wypowiedzi. Morelly, który prawie zdążył podnieść się z krzesła i w pierwszym momencie wydawał się być oburzony, usiadł na powrót wygodnie, wsłuchując się dokładnie w słowa najemnika, jednocześnie dając znak ręką ochroniarzowi, by ten przedwcześnie go nie wyrzucał. Szarolicy mężczyzna widocznie miał głowę na karku oraz niezły słuch, by wychwycić bez większych problemów niemal wszystkie informacje, następnie składając je w logiczną całość, która nie mijała się w istocie z prawdą. Morelly wprawdzie miał zamiar wysłać swojego prywatnego ochroniarza do sprawowania pieczy nad jego córką, lecz drobny uśmiech na jego twarzy zdradzał, że wpadł na inny pomysł, niejako powiązany z tymi tutaj, najemnikami. W rzeczy samej, aparycja rozgadanego mężczyzny wykluczała go, jako czyjegokolwiek partnera na balu tak wysokiego rangą, w jakich zwykł uczestniczyć szlachcic wraz z pociechą. Dopiero za gestem przedstawiającym jego towarzyszy, Morelly spojrzał na dwójkę siedzącą nieopodal, dokładnie lustrując wzrokiem najpierw maga, a zaraz potem wojownika, w którego wyglądzie nie dało się zauważyć niechlujstwa. Oczywiście nie mógł jeszcze podejrzewać, że Vit jest jeszcze mniej rozgarnięty, aniżeli wskazuje na to wygląd. Doprawdy, przed trudnym wyborem został postawiony wiekowy mężczyzna, lecz nie była to pierwsza taka sytuacja, w jego nadzwyczaj długim życiu. Po chwili już wiedział, że to wojownik będzie się najlepiej nadawał do roli partnera, jeśli popracuje przedtem nad swoim wyglądem. Na szczęście na takich balach inteligencja nie stawiana jest na pierwszym miejscu, wygląd i klasa, mylnie zwykły mówić najwięcej o człowieku, czy innej rasy istocie. Namyśliwszy się dobrze, wreszcie rozwiał wątpliwości Asthora tyczące się reakcji na jego słowa, odpowiadając dość uprzejmym tonem, w niczym nie przypominającym dawnego, doprawionego drobiną złowieszczej chrypki. – Gadatliwy z ciebie najemnik, Deph. Masz oczywiście rację we wszystkim, prócz jednej rzeczy… Anton nie jest bynajmniej szlachcicem, choćby pokroju tych najbiedniejszych. – Wskazał pogardliwie na leżącego cały czas bez ruchu młodzieńca, widać nadal mając w pamięci problemy, jakie mu sprawił, choć te zdawały się być już po części rozwiązane. Pogładził białawą brodę, kontynuując. – To już jednak nie wasza sprawa, przejdę do sedna, bowiem nie zostało wiele czasu. – Morelly przerwał na moment, po czym dał znak konwersującym obok, by podeszli w ślad za Asthorem, co uczynili bez wahania. – Jeśli bal nie zostanie zakłócony waszą obecnością, a córka będzie zadowolona, wynagrodzenie obiecuję wam hojne. Jednak przez wzgląd na obowiązek, muszę zaznaczyć, iż są to delikatne sprawy. Jeśli zawiedziecie, karą nie będzie tylko brak wynagrodzenia.. tutaj macie zresztą namiastkę tego, co może was spotkać. Wierzę, że jako dorośli mężczyźni, nie stchórzycie po tych słowach, musiałem to powiedzieć. – By nie było najmniejszych wątpliwości, szlachcic wytłumaczył im wszystko niczym nieletnim dzieciakom, każdemu z nich dało to do zrozumienia, że nie może to być przeciętnej sławy osoba. Dopiero teraz ochroniarz spojrzał na Vita, odpowiadając na wyzywający uśmiech tym samym, unosząc lekko prawą brew w prowokującym geście. Morelly uznając, że najemnicy zrozumieli przedstawiony im przekaz i jeszcze nie wyszli, poszedł dalej, chcąc już niedługo zacząć wprowadzać swój plan w życie. – A teraz, jeśli nadal jesteście zainteresowani, chciałbym poznać waszą godność oraz predyspozycje. Nie zwykłem zatrudniać całkiem obcych mi jednostek, zwłaszcza do tak ważnego zadania. Ehh, Anton nadawał się dobrze. – Dokończył bardziej pod nosem, patrząc i oceniając każdego po kolei. Oczy tajemniczo zabłysły mu żółcią, gdy dokładniej wpatrzył się w mężczyznę o szarej skórze. Już wiedział, że ma do czynienia z półdemonem, i to rangi wyższej, niż przeciętne pomioty wygnane z ziemskich czeluści. – Któryś z was wie, gdzie leży Derin? – Dodał po chwili znienacka, jakby chciał wywołać u nich coś na kształt dreszczyku emocji. Bal bowiem już się zaczynał, a zacną stolicę obróbki wartościowych materiałów dzieliła od Wolenvain nie lada odległość.

/Wybaczcie zwłokę, jak i ewentualne niedopracowania i błędy w poście, stan pochorobowy nadal mnie trzyma. Vit – jak zdążyłeś przeczytać, przed Tobą sporo wrażeń, więc wykrzesz nieco intelektu z tej zakutej czaszki. Póki co muszę pochwalić za długość postów, oczywiście idącą w parze z sensem ich treści, byle tak dalej. Zaznaczę nieśmiało, że nie musicie spieszyć się na gwałt z odpisywaniem, lepiej przemyślcie dokładnie swoje akcje (choć wiem, że póki co niezbyt dużo się dzieje, niedługo to zmienimy). Kolejność nadal dowolna./
Awatar użytkownika
Asthor
Posty: 25
Rejestracja: 16 maja 2012, 17:04
GG: 32720272
Karta Postaci: viewtopic.php?p=29241#29241

15 cze 2012, 08:38

Początkowo rozmówca wydawał się rozdrażniony pojawieniem się Asthora. Jego uczucia wydawały się nawet przechodzić na otoczenie, które wydawało się bardziej mroczne i złowieszcze. Jeżeli on spowodował taki stan rzeczy mogło się okazać, że jego przyszły pracodawca wcale nie jest zwykłym szlachcicem za jakiego do tej pory uchodził. Na szczęście atmosfera szybko się zmieniła, kiedy najemnik przeszedł do sedna sprawy. Wydawało się, że rozmówca zainteresował się możliwością zatrudnienia grupy najemników na miejsce Antona. Prawdopodobnie dzięki temu udało się uniknąć niepotrzebnej bójki z ochroniarzem szlachcica. Kiedy Asthor przedstawił swoją ofertę wysłuchał tego co miał do powiedzenia jego rozmówca. Na jego słowa odnośnie gadatliwości życzliwie się uśmiechnął dając do zrozumienia szlachcicowi, że uważa te słowa za komplement.
– Raczej ujmą dla najemnika byłoby wystraszenie się trudnego zadania. Z pewnością wykonamy je sprawnie i bez zbędnego rozgłosu jeżeli są to delikatne sprawy. Proszę mi również wybaczyć fakt porównania naszego poprzednika do szlacheckiej klasy społeczeństwa. – powiedział delikatnie opuszczając głowę w znaku przyznania się do błędu – Cóż faktycznie powinien Pan wiedzieć w czym się specjalizujemy, aby przewidzieć sposób naszego działania. Widać w tym Pańską roztropność i mądrość. Ten wojownik, którego już Pan zauważył specjalizuje się w walce kontaktowej. Preferuje używanie broni i swojej fizycznej siły, której zapewne mu nie brakuje. Przedstawia się jako Vit. Ten obok niego włada magią. Co prawda ma kostur, ale zapewne nie wykorzystuje go w walce zbyt często. Ja natomiast uzupełniam tą drużynę zbierając informacje i wspierając ją z ukrycia. W zasadzie nie mam jednoznacznego sposobu walki, ale stawiam na skuteczność i profesjonalizm. Jak widać jesteśmy dosyć uniwersalną drużyną.
Po przedstawieniu swojej drużyny Asthor usłyszał o Derin. Przez chwilę odświeżył zakamarki umysłu starając się zebrać jak najwięcej informacji o tym mieście.
– Cóż nigdy nie byłem w tym mieście, drogi też nie znam, ale słyszałem, że jest całkiem daleko stąd. Tak więc wydaje się, że powinniśmy się pośpieszyć. Co powiedziałby Pan na to, aby wyruszyć natychmiast, a cel zadania przedstawiłby Pan po drodze. – zapytał najemnik – Rozumiem, że jak to Pan wcześniej określił sprawa jest delikatna, ale nie sądzę, aby komuś chciało się nas podsłuchiwać na ulicy, gdzie zazwyczaj spotkać można tylko przypadkowych ludzi, a w ten sposób uda się nam zaoszczędzić sporo czasu
Po podaniu swojej propozycji czekał na reakcję pracodawcy. Cóż mimo, że Kei i Vit stali za nim postanowił sam przewodzić rozmowom i osobiście ich przedstawić. Oczywiście sami również mogli coś powiedzieć. Dobrze jednak, że podeszli i zaczęli wysłuchiwać treści rozmowy, ponieważ dzięki temu Asthor nie musiał im powtarzać w przyszłości tego co usłyszał teraz od pracodawcy. Jednak swoim zachowaniem wydawał się nie zwracać na nich uwagi.
Awatar użytkownika
Vit Ferlicz
Posty: 23
Rejestracja: 17 maja 2012, 14:40
GG: 24067228
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1948

15 cze 2012, 11:10

Rozmowa z Kei'em była dość dziwna bo człowiek ten, jak na prawdziwego nekromantę przystało nie okazywał żadnych uczuć. Ciekawe czy jak by mu pomachał przed twarzą zwłokami to by się podniecił i nabuzował myślami o nadchodzących zabawach. Kiedyś będzie trzeba to sprawdzić ale w obecnej sytuacji ciężko o jakieś zwłoki. Chyba że ten koleś co leży na ziemi i którego nazywają Anton, już nie żyje. Ale w sumie jest on na widoku Keia a ten wciąż zero reakcji tak więc pewnie biedak jeszcze żył. Po odpowiedzi wielkiego maga, Vit musiał przyznać że wiedza i potęga nekromantów jest niezrównana. Nie chciałby walczyć z trzema naraz oj nie. Sądził jednak że z dwóch by pokonał. No chyba że byli by tak dobrymi nekromantami jak Kei. Bo Kei bez wątpienia był potężny. Wszak należał do drużyny do której należał Vit a skoro Vit był potężnym wojownikiem to Kei musi być potężnym nekromantą a Asthor potężnym… złodziejem? W sumie takie było pierwsze wrażenie, taki rzezimieszek o.
Mówisz że nawet ja bym sobie poradził!? Jacie, ale nie mam pojęcia o czarach i tych innych takich hokus-pokus– Powiedział rozkładając bezradnie ramiona. Aczkolwiek słowa Keia go zaciekawiły. Czyżby skrywał potencjał na wielkiego maga, który to właśnie Kei odkrył? Musi kiedyś spróbować strzelić ognistą kulą czy coś! Mag wojownik, wielki Vit wszechpotężny. Jak by to pięknie brzmiało… smoki mógłby zabijać w pojedynkę bez broni! Ale nie spodziewał się że posiada ukryty talent do magii, właściwie myślał że umie jedynie młucić przeciwników swym nadziakiem argghhh~! Widać miał nieco większe predyspozycje zawodowe niż dotychczas przypuszczał. To prawie jak awans społeczny. Niemniej jednak rozmyślenia jego przerwało nagabywanie jego rozmówcy do tego by i Vit i Keigar podeszli, Vit z początku się ociągał ale gdy zobaczył wyzywające spojrzenie tamtego, także wstał i podszedł słuchając co ma pan szef do powiedzenia. Tak więc Vit wyprostował się dumnie i swojego wielkiego nadziaka, jedną ręką – prawą, zarzucił sobie na ramię niczym zwykły kijaszek z drewna, pokazując tym samym swą siłę która ponad przeciętna była na pewno. Zaraz potem, stawiając ciężkie i pewne kroki podszedł do szefa, zatrzymując się jednak krok za Dephem, oraz nieco po jego lewicy. Spojrzał kątem oka na ochroniarza którego zlustrował od stóp po głowę, zastanawiając się dalej jak silny z niego skurczysyn, jednocześnie jednak wyłapywał co nieco z dyskusji dwojga panów. Kiedy zaś padły słowa o tym że walczy w zwarciu to postanowił samemu się wtrącić, w końcu to ich a nie Depha pytano o ich godność i predyspozycje. I może był tylko tępym osiłkiem ale przedstawić się jeszcze umiał.
Vit jestem. I młuceniem wrogów zajmuje się.– Proste, zwięzłe a jak wiele mówi! Tak się winno przedstawiać a nie, jak Deph pieprzyć od rzeczy o nie wiadomo czym. Pomijając już fakt że szlachcic ten głupi strasznie był. Bowiem Vit miał nadziaka! A takim to bynajmniej gwoździ wbijać nie będziem tak? Więc wbijać coś innego trzeba, a no logicznie skoro to broń obuchowa to służy do wbijania rozsądku do głowy osobą na tyle nierozsądnym by z Vitem zadzierać. Swoją drogą z broni tej bardzo często korzystała szlachta, więc tym bardziej szlachcic owy, winien wiedzieć że broń ta do drapania się nie służy. Strasznie głupi ci szlachcice. Kiedy wielki szlachcic spytał o Derin, Vit pochylił się i szybko omiótł podłogę wzrokiem ale tak jak myślał nikogo tam nie było, wszak oni weszli we trzech, szef wszedł z jeszcze dwoma, więc było ich sześciu! Jeden leżał na ziemi, ich trójka, ochroniarz i szef. Derin tu nie było.
Na pewno nie na ziemi– Rzucił do szlachcica drapiąc się łapskiem po głowie i zastanawiając nad tym gdzie znajdzie tego całego Derin i kim on jest? Może to on ma im załatwić jakieś czary na zawezwanie, to jest stworzenie córki? Tak czy siak misja szykowała się bardzo fajna i Vit już nie mógł się doczekać jej rozpoczęcia. Będzie młócił dzikie trolle szukając składników potrzebnych do stworzenia córki! Musiał przyznać że w całym swoim życiu w tak ekscytującej misji nie brał udziału.
Awatar użytkownika
Keigar
Posty: 25
Rejestracja: 17 maja 2012, 10:12
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1928

15 cze 2012, 16:26

Cóż w przeciwieństwie do Vita Keigar raczej negatywnie odbierał tą rozmowę. Niestety towarzysz najwyraźniej miał problemy z odbieraniem pewnych aluzji i insynuacji, co dla ciemnowłosego stało się kolejną uciążliwością. Ech, powiadają, że głupota oraz ignorancja nie bolą, ale to chyba dotyczy tylko tych, co na nie chorują. – Westchnął w myślach. Nie miał też zamiaru wyprowadzać rozmówcy z błędu, przynajmniej teraz. Cóż w obecnej chwili miał ważniejsze rzeczy na głowie, jak na przykład przysłuchiwanie się słowom szlachcica. Niestety nie dane mu to było robić chociażby przez dłuższą chwilkę, gdyż gestem nu i Vitowi nakazano podejść. W przeciwieństwie do osiłka nie okazał opieszałości w swych ruchach, tak więc zaraz po zarzuceniu kija na plecy oraz wzięciu worka w dłoń skierował się do zgromadzenia, gdzie obecnie znajdował się szlachcic. Wysłuchał informacji od przyszłego pracodawcy ze spokojem i kamienną twarzą. Ostrzeżenie Keigarowi nie do końca przypadło do gustu, no ale zdawał on sobie sprawę, iż jest to raczej spotykane przy większości dobrze płatnych robót. Z tego też względu nie zamierzał się tym przejmować, tym bardziej, że miał partnerów, na których miał nadzieje się nie zawieść, przynajmniej w kwestiach interesów. W sumie sam zamierzał się przedstawić, jednakowoż Deph go wyprzedził. Problem w tym, iż nie wspomniano nawet o jego przezwisku by jakoś do niego mówić, więc mimo wszystko chłopak musiał się odezwać. Stojąc na prawo od półdemona ponownie się skłonił, tym razem nieco płycej.
– Kei Terlins. – Odparł spokojnie, cóż więcej do dodania raczej nie miał.
Postanowił użyć niepełnego imienia, gdyż takie znali jego towarzysze, więc nie zamierzał w tej kwestii robić żadnego zamierzania. Co do nazwiska posłużył się tym należącym do swego mistrza i opiekuna. Wracając jednak do konkretów, to Keigar słysząc wypowiedź Vita miał nadzieję, że osiłek szybko zamilknie i już się dziś nie odezwie. Cóż jakoś po każdej jego wypowiedzi coraz bardziej wątpił w jakiekolwiek przebłyski inteligencji u tego mężczyzny. Słysząc pytanie zastanowił się chwilę.
– Hmm, mniej więcej. Jeśli tam mamy się udać, to powinniśmy ruszyć traktem iquańskim. – Odrzekł bez emocjonalnie.
Odpowiedź osiłka zignorował mimo uszu. Cóż zwrócenie na nią uwagi i tym razem mogłoby być zbyt męczące, więc wolał go nie słuchać. Naturalnie to nie odnalazło swego odzwierciedlenia w zewnętrznym zachowaniu ciemnowłosego.
Awatar użytkownika
Tarnal
Posty: 138
Rejestracja: 04 paź 2011, 07:00
GG: 11616203
Karta Postaci: viewtopic.php?t=842

19 cze 2012, 18:54

MG:

Co inteligentniejszy osobnik zdołał dostrzec w tajemniczym szlachcicu kogoś więcej, niż ważną personę wyższych sfer. Chociaż Morelly specjalnie nie starał się kryć ze swoimi zdolnościami, to korzystał z nich tylko w dość nagłych potrzebach, by nie zwracać na siebie ogromnej uwagi, i tak już skupionej na nim z powodu jego stanowiska i klasy. I właśnie z powodu tego, że był czymś więcej, potrafił dojrzeć w trzech postaciach dodatkowe cechy i być może atuty, lub też rzeczy zaprzepaszczające ich udziałowi w misji. Narwany i wyraźnie mało rozgarnięty wojownik odznaczał się nieprzychylnymi myślami na temat szlachcica, co ten mógł wyczuć na kilometr. Vit miał szczęście, że istoty wyższe są ponad sprawami czysto przyziemnymi i nie widzą sensu w szyderczym odpłacaniu się za takie zniewagi. Może i powinien dać mu do zrozumienia, że pracodawcę się szanuje, lecz.. może się rozkręci i da szlachcicowi jakikolwiek powód, by mu coś zrobić. Zamyślił się na temat ów kontrowersyjnego, przyszłego towarzysza swojej córki, lecz – ponownie przeciągła – odpowiedź szarolicego najemnika sprowadziła go na ziemię i z widocznym skupieniem znów obserwował każdego z nich. Zaprawdę Asthor nie wyglądał z początku na tak krasomówczego, ale nie przeszkadzało to szlachcicowi. Gdy wojownik z nadziakiem wydobył z siebie kolejne, niezbyt rozgarnięte słowa, Morelly popadł w poważną wątpliwość, chociaż już wcześniej wiedział, że prości wojownicy nieczęsto władają wyrafinowaną mową, odpowiednią dla przedstawicieli inteligencji. Przemilczał jednak jego wypowiedź, jak i następnie obojętnie wypowiedziane słowa maga, który zachowywał się, jakby na niczym mu nie zależało i wszystkich miał w rzyci. Paradoksalnie nie wzburzyło to szlachcicem, który ujrzał w tym jakąś cząstkę starego siebie. Wiedział również, że osoba twarda nie okazuje wszem i wobec swoich uczuć, czym Keigar mimo wszystko zyskał w jego oczach. Morelly wreszcie uzyskał odpowiedzi na pytanie odnośnie Derin, których wyczekiwał w zasadzie najbardziej. Podobnie jak mag, lekkim niesmakiem zareagował na.. ni to żart, ni to głupkowata odpowiedź wojownika, w zasadzie to wolałby nie wiedzieć, czym on się kieruje. W każdym razie, tuż po swoich słowach, Vit poczuł nienaturalny i gwałtowny ból głowy, mający źródło jakby bezpośrednio w nierozgarniętym umyśle. Minął na szczęście tak szybko, jak się pojawił.. i oby oczyścił nieco jego umysł, bowiem jego trzeźwość z pewnością przyda się na tej "wyprawie". Z kolei odpowiedzi Asthora i Keigara były dość rzetelne, by potraktować je poważnie. Skrytobójca już się nawet wyrywał do drogi, choć nie znał większości szczegółów przeprawy, których w gruncie rzeczy, nie będzie musiał znać. – Dobrze więc. Panowie Fireray, Ferlicz i Terlins, pytałem o Derin, bowiem – jak z resztą trafnie wywnioskowaliście – tam się udajemy. – Cały czas rozsiadał się wygodnie, teraz dodatkowo składając dłonie w sposób zwiastujący przejście do rzeczy. Jeszcze raz spojrzał na leżącego nieruchomo Antona, po czym przerzucił wzrok na jednak nieco tęższego wojownika. – Pośpiech jednak w tym przypadku będzie zbędny, podobnie jak mapy. – Rozjaśnił nieco sytuację, lecz jeszcze nie do końca, by najlepsze zostawić na sam koniec. Teraz był odpowiedni moment na ostateczne przygotowania i instrukcje szlachcica, toteż kontynuował, cały czas skupiając na sobie uwagę rozmówców. – Deph i Kei, możecie zostać w tych strojach, starajcie się jednak trzymać na uboczu, lecz oczywiście mając na najwyższym względzie bezpieczeństwo córki i mojego domostwa, bo dokładnie tam się udacie. Dla Vita jak znalazł będzie wieczorowy ubiór Antona. Ubierz go i, na bogów, wytrzyj tę obsmarowaną.. czymś gębę. – Wraz z tymi słowami wskazał dość niezgrabnym ruchem na swoją twarz, by podkreślić cel wypowiedzi. Wojownik nadal miał czyjeś, lub może nawet swoje wymiociny na ubraniach i twarzy, bynajmniej nie wyglądało to schludnie. Nieco niesforny mężczyzna dość sprawnie ogołocił Antona i wskoczył w jego ubrania, które rzeczywiście pasowały przednio, czy nie wydawało się to nieco dziwne? Nikt się nad tym nie zastanawiał, bowiem w tym czasie Asthor i Keigar poczynali ostatnie przygotowania, czyszcząc swoje stroje i poprawiając ogólny wygląd, jak nakazał Morelly. Gdy każdy z nich oznajmił, że jest gotów, szlachcic postanowił przejść do działania, dając ostatnie wskazówki. – Zatem powodzenia, panowie. Powinniście jeszcze wiedzieć, iż moja córka na imię ma Anaya, rozpoznacie ją po charakterystycznym naszyjniku zdobionym szmaragdem. Zielonym, lekko pulsującym kamieniem. Tylko ona taki posiada. – Wyjaśnił, w razie, gdyby Vit nie znał się na podstawach jubilerstwa choć na tyle, by wiedzieć, czym jest szmaragd. Każdemu z osobna przed oczami robiło się coraz jaśniej, a ich ciała poczęły się zatracać i jakby ulatniać z tego miejsca. Czuli się coraz lżejsi, chociaż ostatnimi spojrzeniami mogli jeszcze dostrzec wstającego szlachcica. Teraz już bezpośrednio w ich głowach dał słyszeć się jego przytłumiony głos. – Ja dołączę niebawem, bawcie się dobrze. – Ostatecznie, sala biesiadna linoskoczka rozbłysła niebieskawym blaskiem, po którym Asthora, Keigara ani Vita próżno było już tutaj szukać. Rozpłynęli się.. a właściwie – zostali przetransportowani do miejsca docelowego, domostwa szlachcica, gdzie trwały zabawy.

/Ponownie musicie okazać mi zrozumienie, mam sporo na głowie. Chciałbym powiedzieć, że nie odpowiadam za jakość tego posta, jednak nie byłoby to do końca zgodne z prawdą.. w każdym razie, nie chciałbym odpowiadać, lecz muszę.
Ta kolejka odbywa się jeszcze tutaj, jednak póki co nie opisujecie wydarzeń po teleportacji, ponieważ po prostu ich nie znacie. Każdy z was po swoim poście, w którym we własny sposób może opisać swoje wrażenia odnośnie przeniesienia, daje "z/t". Vit – takie głupkowate odpowiedzi będą karane, zwłaszcza bezpośrednio na balu może się to odbić w nieprzyjemny dla Twojej postaci sposób, nie przesadzaj. Podejrzewam, że użycie w wypowiedzi Morelly'ego Twojego nazwiska mogło Cię poruszyć. Był to celowy zabieg, więc nie odwołuj się nawet. Reszta okej, kolejność dowolna./
Awatar użytkownika
Asthor
Posty: 25
Rejestracja: 16 maja 2012, 17:04
GG: 32720272
Karta Postaci: viewtopic.php?p=29241#29241

20 cze 2012, 10:19

Asthor cały czas skupiał się przede wszystkim na swoim rozmówcy, ich nowym pracodawcy. Żółtooki trochę zdziwił się słysząc nazwisko Ferlicz. Nawet on nie słyszał wcześniej tego nazwiska, domyślił się jednak, że prawdopodobnie chodzi o Vita. Czyżby znali się wcześniej? Jeżeli tak to należy być ostrożnym, w trakcie tej misji, chociaż jak już wcześniej zauważył pracodawca posiadał kilka szczególnych zdolności, które być może potrafiły podać kilka informacji dotyczących jego rozmówców. Cóż mógł być tylko wdzięczny, że nie wydał jego fałszywości jego imienia jego sojusznikom. Mogłoby to się negatywnie odbić na zaufaniu drużyny względem niego w trakcie zadania. Spojrzał mu więc w oczy dłuższą chwilę dając do zrozumienia, że jest wdzięczny, że nie wyjawił również jego prawdziwego imienia. Kiedy kazał im się szykować Asthor domyślał się, że nie będą musieli zmierzać tam pieszo. Chociaż spodziewał się zaprzęgu konnego lub innego bardziej przyziemnego środka komunikacji. Podczas, gdy Vit ubierał strój balowy Asthor poprawił wszystkie wiązania swojej skórzanej zbroi oraz zapięcia broni. Wiedział, że jako ochroniarz powinien wyglądać może nie pięknie, ale przynajmniej porządnie, aby pokazać profesjonalizm i zawodowość obrony, którą posiadał pracodawca. Będąc gotowym do drogi poczuł, że sala zaczyna się oddalać. A może to jego własne ciało? Odruchowo Asthor dotknął dłonią krótkiego miecza przy swoim boku nie wyjmując go. Co prawda nie mógłby nic zrobić gdyby była to pułapka, ale dotykając broń mógł poczuć się nieco bezpieczniej. Taki ruch nie mający znaczenia z punktu widzenia defensywnego, ale mający olbrzymie znaczenie psychologiczne dla żółtookiego. Chwilę później rozbłysło niebieskie światło. Teraz tylko czekał, gdzie się pojawi.

z/t
Awatar użytkownika
Keigar
Posty: 25
Rejestracja: 17 maja 2012, 10:12
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1928

23 cze 2012, 09:57

Keigar starając się mieć większość rzeczy na oku, dlatego też dostrzegł też że coś nie tak jest z Vito. Oczywiście nie wiedział co konkretnie mogło stać się osiłkowi, ale przypuszczał, iż mogło to być sprawką szlachcica. W sumie to by tłumaczyło nieco specyficzny nastrój wokół niego się roztaczający. Mimo to ciemnowłosy postanowił zostawić tę sprawę w spokoju i wysłuchać wypowiedzi zleceniodawcy. W jego słowach znalazł jeszcze jedną zastanawiającą kwestię, a mianowicie mężczyzna użył nazwiska Ferlicz, z którym Keigar pierwszy raz się spotykał. Cóż chłopak się nieco nad tym zastanowił, w końcu nie był pewien, czy o Vito chodziło i skąd niby szlachcic je znał. Towarzysz też pierwszy raz je poznał, więc trzeba było przypuścić, iż zleceniodawca już kiedyś spotkał tego osiłka, lub władał on mocami podobnymi do telepatycznych. Ciemnowłosy mimo to skłaniał się bardzie ku tej drugiej opcji. Słysząc wzmiankę o pozostaniu w starych ciuchach wytrzepał nieco swój płaszcz, wolał nie łazić zakurzony na balu. Co do Vita zastanawiał się, jak ten się wciśnie w strój chłopaka na podłodze, w końcu tamten był nieco drobniejszy. Ostatecznie zostawił tą sprawę dalej się przygotowując. Później ciemnowłosy wysłuchał wskazówek dotyczących córki szlachcica. Następnie stało się coś co znowu zaskoczyło Keigara, mimo to on nadal pozostawał z kamienną twarzą. Hmm, a więc jakąś mocą nas tam przeniesie. – Przemknęło mu po myśli. Niedługo później razem z towarzyszami znikł w niebieskim blasku, oczekując pojawienia się w domu zleceniodawcy.

[zt]
Awatar użytkownika
Vit Ferlicz
Posty: 23
Rejestracja: 17 maja 2012, 14:40
GG: 24067228
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1948

25 cze 2012, 10:41

No i kazali mu się przebierać, a średnio Vitowi pasowało paradowanie w ciuchach przyciasnych a co za tym idzie krępujących ruchy. Wszak takie coś musi ograniczać jego ruchy jak jasna cholera. Na szczęście gdy tylko zaczął się przebierać ciuchy zaczęły na niego pasować, nie zdziwiło go to zbytnio bowiem już dawno doszedł do wniosku że osoba dla której będą pracować para się magią jak ich nekromanta. Ciekawił go jednak fakt skąd ten człowiek znał jego nazwisko, jakby nie patrzyć Vit go nie podał, a mag czy nie mag znajomość nazwiska osoby była dość dziwna. Może już kiedyś spotkał tego człowieka? Tego nie był pewien bo i tak nic nie pamiętał, ale musi go o to po skończonej robocie zapytać. Gdy tylko się przebrał natychmiast upakował broń w nowym stroju, wszyscy więc widzieli pokrowiec z czarnymi nożami, nadziaka, srebrną mizerykordię oraz cztery małe woreczki. Wszystko to upchnął gdzieś tam po kieszeniach i teraz był gotów do drogi. Zastanawiał się jakiego środka transportu użyją. Konia? Nóg? Nic z tych rzeczy bowiem mag postanowił raz jeszcze pokazać im jaki to nie jest super i ich przenieść. Swoją drogą zastanawiające było dlaczego taki wielki mag sam nie obroni siebie i córki tylko ich potrzebował? Wszystko to było jakieś takie dziwne ale co tam Vit tu nie od myślenia a od młucenia. Sposób podróży jaki obrał dla nich mag był po prostu potworny. Znaczy Vit poczuł jedynie silne szarpnięcie w żołądku i dostał okropnych zawrotów głowy, jak mieliście kiedyś kaca to to jest ze sto razy gorsze. Z trudem powstrzymywał odruch wymiotny kiedy gnany jakąś niespotykaną, piekielną siłą.
[z/t]
Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

23 lis 2013, 14:15

Nie mając wiele do roboty rozsiadła się na górze, gdzie praktycznie nie było nikogo. Smętniejsza atmosfera i brak naglących spojrzeń ze strony karczemnych dziewek, by w końcu coś zamówiła, stanowiły istną oazę. Oczywiście wybrała miejsce w kącie, a jakże. Położyła łokcie na stoliku i oparła podbródek o dłonie wpatrując się w zaparowane okno.
Kiedy tak naprawdę tu ostatnio była? Bardzo, bardzo dawno z tego co jej pamięć podpowiadała. Razem z Kapitułą chyba. I Niniel. Jeżeli istniała osoba z jej przeszłości za którą tęskniła, byłaby nią na pewno ta białowłosa kobieta. Z nią zawsze szło się dogadać. Nie zadawała też wielu zbędnych pytań. Cieszyła się z towarzystwa jakim się otaczała, starając się jakoś dogodzić wszystkim. Z jednej strony żałowała, że nie miała z nią więcej okazji do bliższego zapoznania, a z drugiej gorzko ją to zadowalało. Ktokolwiek znalazł się koło Loki, obrywał mocnym rykoszetem, często śmiertelnym.
- Za śmierć. – powiedziała, podnosząc wyimaginowany kufel do góry. Tak za to można pić. Dowolne ilości piwa, albo wina. A w przypadku Loki spienionego mleka.

Wróć do „Pod Pechowym Linoskoczkiem”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1041
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Lel
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.