I piętro: Sala Biesiadna na piętrze

Słynąca z ogromnej tolerancji gości karczma "Pod Pechowym Linoskoczkiem" została umieszczona niedaleko centrum miasta, co sprawiło, że stała się miejscem spotkań dla przedstawicieli wszystkich klas społecznych. Bogaci odnajdą tutaj trunki najwyższej jakości, biedni zaś już za parę groszy mogą kupić najgorszą z wódek.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

I piętro: Sala Biesiadna na piętrze

01 kwie 2011, 21:31

Sala ta nie różniła się praktycznie niczym od tej pod sobą, oprócz tego, że bylo tu więcej podłużnych ław niż zwykłych krzeseł i nie było baru. Wszystkie drinki trzeba było sobie przynieś z dołu, gdyż dziewki kuchenne rzadziej tu zaglądały. Co prawda na drugim piętrze nie panował taki gwar jak na parterze, jednak czasami bywało tu równie głośno i zabawnie, szczególnie, gdy parter był przepełniony.

Piętro zostało otwarte stosunkowo niedawno, gdy okazało się, że Karcza Pod Pechowym Linoskoczkiem cieszy się największa popularnością w mieście. Zresztą, fakt też dalo się zauważyć gołym okiem – na stołach nie zostały jeszcze wyryte sprośne napisy, krzesła nie miału poluzowanych nóg a ściany były czystsze. Mimo to atmosfera tutaj nie każdemu odpowiadała… Wielu wolało pozostawać na starym, dobrym parterze.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

27 lis 2013, 21:57

MG

Przylazł wreszcie; człapiąc przez salę biesiadną rozglądał się niczym zagubiona trusia, kłam zadając swej jednoznacznie męskiej aparycji… i przybrudzonemu posoką ubraniu. Wyglądał, jak w delirium, mrugając szybko, raz za razem, błyskawicznie. Półotwarte usta zdecydowanie nie dodawały mu atrakcyjności w oczach mierzących go pogardliwie dziewek służebnych. Zawiniątko, które trzymał w ręku, poruszało się lekko, oddychało jakby i przemieszczało się nie tyle wraz ze swoim dzierżycielem, ale obok niego. Wyglądało, jakby ktoś wyciął fragment nocnego nieba w nowiu i uszył z niego przelewający się przez dłonie, delikatny materiał. Małe zwierzątko, które jawiło się być w ten materiał owinięte, stało się niespokojne, gdy Aganatel z Nimbu, bo rzeczywiście był to on, zlokalizował sobie tylko znanym, niewątpliwie pozazmysłowym sposobem siedzącą przy stole Loki.

Ta, spędziwszy w karczmie dobre kilka godzin, nadal wyglądała nieskazitelnie – ukryta pod kapturem, roztaczająca tak nieprzeniknioną aurę tajemniczości, że mimo tłoku nikt się do niej nie przysiadł. Aż do teraz.

Wielbiciel zakrywających twarze dziewoi zasiadł naprzeciw swej wybranki, wyszczerzył zęby, ukazując nieznane wcześniej, krwiste jeszcze braki w uzębieniu, po czym położył przed nią przywleczone ze sobą zawiniątko. Doskonale czarne, zimniejsze od tysiąca nocy i ciągle poruszające się zawiniątko lepiło się do skóry, przypominając w dotyku upłynniony, mazisty, klejący… mrok. Wewnątrz ukryto małe, barwione koszenilą trzewiki kobiece, co ciekawe w rozmiarze pasującym na jakże powabne, lokiowate stópki oraz najprawdziwszy, srebrny diadem. Co prawda, wszystkie elementy ubrudzone były tym, w czego wnętrzu leżały, ale nie można było odmówić im uroku, nawet mimo tego, że w diademie brakowało kilku rubinów, a jego centralna część była nieco wygięta.

- Suknia, diadem, trzewiki - rzekł rozmarzonym tonem mieszkaniec Nimbu wbiwszy swe ciemne, rozedrgane i mokre spojrzenie prosto w miejsce styku szyi Loki z jej głową. „Mrok” zafalował lekko, wyraźnie gotów rozprowadzić się po całym ciele Loki i udrapować fantazyjnie, gdyby tylko by mu na to pozwolono. Substancja była niepołyskliwa, pochłaniała każde światło, jakie na nią padło, a jej nieprzeniknione zimno nie stawiało jej w czołówce najwygodniejszych materiałów do tworzenia ubrań. Co ciekawe jednak, nie emanowała tym zimnem, sugerując, że dotykana przez ubranie nie pozostawi tak przykrych odczuć. Co do tego trzeba się jednak było upewnić w sposób organoleptyczny, a Aganatel czekał z wyjaśnieniami na przyjęcie tego nietypowego prezentu przez swą oblubienicę. Czekała i suknia, drgając z niecierpliwością, mając z pewnością w niedalekiej perspektywie całkiem przyjemne doznania.

Zanim jednak wydarzyło się cokolwiek istotnego, rozmarzony, siedzący przed Loki typ skonstatował wreszcie jej zmieszanie.

- Och, nie bój się, moja pani - powiedział, źle intonując i wypowiadając swe słowa w prześmiewczy, graniczący z prostackim szyderstwem sposób. - Pomóc… odzianiu? - zapytał nieskładnie, ciągle nie spuszczając wzroku z ukrytego w cieniu podgardla kobiety.

Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

28 lis 2013, 13:47

Rozmyślała i rozmyślała. I robiłaby to nadal, gdyby nie znajomy jegomość. Połyskując swoim nadal zniewalającym uśmiechem, pomimo pewnych ubytków, przysiadł się do niej. Mara tylko zwróciła ku niemu swoje czarne oblicze i poczęła zlustrować przybysza swym bystrym wzrokiem, szukając jakiś zmian. Nietrudno było je znaleźć zważywszy, że odzienie delikwenta przyozdabiały piękne plamy nieznanego bliżej pochodzenia. Skwitowała to krótkim pomrukiem i kolejno spojrzała w dół, prosto na stół, gdzie zostały złożone jej dary o jakie się domagała. No niech ją… Naprawdę tego dokonał. Zaskoczył Loki po raz kolejny, acz tym razem wielce pozytywnie. Rada z tego kiwnęła głową, składając hołd uznania.
Dźgnęła zawiniątko palcem, jakby sprawdzając czy jest na tyle bezpieczne, by mogła je dokładniej wymiętosić.
Bardzo… Dziękuję. – powiedziała, przypatrując się interesującej plamie, która z czarnego materiału przeniosła się na jej skórę – Czy jakiś zwierzak to połknął i musiałeś wyrywać mu to z bebechów?
Nie chciała być kąśliwa, ale jak to prości ludzie mówią; nie wyszło. Nie mówiąc o tym, jak zwraca się do zamaskowanego straszydła tekstem "nie bój się". Niczym do przestraszonej, niewinnej niewiasty. Czymkolwiek Loki była, nie zawierała w sobie ani trochę z tych cech, i brońcie siły nieczyste, zawierać ich nie chciała. W takich chwilach cieszyła się z pociesznych węży, żółtych ślepi i innych zacnych atutów, które odgradzały ją od dam, panien, niewiast, tworząc dla niej zupełnie nową kategorię; ponętnych potworności.
Wypij coś. Nie możesz tak chodzić i straszyć ludzi zakrwawioną paszczęką… – stwierdziła, przyglądając mu się z dezaprobatą i niezdrową uwagą, czego pośród tumanów materiału i związanych z nimi cieni nie można było dostrzec.
Ludzie naprawdę ją guzik obchodzili. No ale, nie mogła przecież powiedzieć, że skąpana w czerwieni morda i ubranie przyprawiały ją o dyskomfort, wzbudzając niedawno uśpione, pierwotne instynkty. Sama obecność Aganatela zmuszała ją do pewnej samokontroli, usilnie walczącej z głęboko ukrytymi żądzami. Wrodzona bezradność i w sumie cała jego osoba stawiały przed nią prawdziwe dylematy. Bogata wyobraźnia podsuwała jej bardzo łakome kąski, starając się zmusić kobietę do ich spełnienia. Najlepiej sam na sam z mężczyzną. W ciemnym pokoju. Zatapiając swoje zęby w jego ciele. Pożerając żywcem przy akompaniamencie harfy. Ewentualnie fletu.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

01 gru 2013, 21:24

MG

Niesamowicie zimna w dotyku, sprawiająca wrażenie żyjącej i idealnie czarna maź oblepiła dłoń Loki, szybko rozchodząc się po niemal całym jej ciele. Nie było opcji, aby zatrzymać ten proces, chociaż wbrew wszelkim przesłankom nie wydał się kobiecie ani trochę niebezpieczny. Substancja oblepiła ją niemal całą, cienką warstwą szczelnie pokrywając sylwetkę. Wniknęła pod ubranie, osadzając się bezpośrednio na skórze dzierlatki.

Niemożliwością jest opisanie, jakiego bólu wtedy doznała. Tysiące lodowatych igieł wbiło się w każdy skrawek jej ciała. Ciekawa właściwość nieoddziaływania mroźnej temperatury mazi na odległość, w tym również przez ubranie, pozwoliła jej kompletnie zaskoczyć Loki i sprawić jej odrobinę cierpienia. Szczęściem było to bardzo krótkie doznanie, bowiem Aganatel, widząc reakcję swojej towarzyszki, postanowił zareagować. Najpierw rozszerzył oczy w przerażeniu, wykrzywił twarz w wyrazie z grubsza przypominającym obrzydzenie i mruknął coś cicho, ale zaraz po tym machnął krótko ręką, na co „mrok” natychmiastowo zareagował – przenikając z powrotem na ubranie Loki. Ochłodzona tak nagle skóra szczypała nieprzyjemnie, ale po tym, jak cienista maź odkleiła się od niej, wrażenie to było raczej przyjemne. Lodowata substancja poruszała się nieustannie, jakby zastanawiając się, jaką formę przybrać. Póki co nie przypominała niczego, prześlizgując się po przyodziewku kobiety bez konkretnego celu.

Siedzący naprzeciw Loki mężczyzna wydawał się raczej odprężony, chociaż nieco bardziej skupiony, niż w trakcie ich rozmów przed karczmą. Wyczuwszy dobrą porę na odpowiedź, nabrał powietrza.

- Wypić. Tak. - Wstał od stołu i udał się chwiejnie w stronę karczmarza. Spod szynku doszły uszu Loki dźwięk uderzenia pięścią w blat. Odpowiedział mu krótki śmiech, później urwany krzyk, a na koniec gorączkowe szepty. Zanim jednak zakapturzona piękność zdążyła się odwrócić, Aganatel wracał już, dzierżąc w dłoniach sporą, glinianą karafkę. Nie przejął się dobraniem do niej odpowiedniej szklanicy, co sugerowało, że będzie pił prosto z niej. Zresztą, naczynie nie wyglądało, jakby często dane było mu lądować na stołach „Linoskoczka” – prędzej przypominało któreś z rodzaju tych trzymanych przez karczmarza na specjalne okazje, pod ladą. To, że ten dziwaczny mieszkaniec Nimbu w ogóle zdobył jakiś trunek, graniczyło z niemożliwością. Przecież on nawet nie potrafił normalnie porozmawiać!

Wykrzywiając usta w tym swoim makabrycznym, krwistym uśmiechu, amant wężowowłosych dziewoi podniósł karafkę, nieudolnie wznosząc toast. Zaczął pić, oblewając się przezroczystą cieczą i nie spoczął, dopóki nie wyżłopał wszystkiego. Z siłą odłożył naczynie na stół, w sztuczny sposób mlaskając z zadowoleniem. Wódka ściekała mu z brody. Jak na człowieka, który wypił właśnie pół kwarty czystej, Aganatel kompletnie nie wyglądał na zdezorientowanego. Wręcz przeciwnie, jego spojrzenie zogniskowało się nieco bardziej, a jego niezwykłe czyny można było teraz przynajmniej jakoś uzasadnić.

- Dopasuje się - poinformował, mówiąc najwyraźniej o niewykształconej jeszcze, ciągle poruszającej się po ubraniach Loki „sukni”. Jego mimika nadal pozostawiała wiele do życzenia – teraz uśmiechał się blado. - Przebierzesz się, pani, tutaj czy na zapleczu? - zapytał niespotykanie, jak na niego, poprawnie, barwiąc swój głos nutką typowo męskiego zniecierpliwienia oraz wonią ziemniaczanego destylatu. - Trzeba nam ruszać.

Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

01 gru 2013, 22:48

Nie mogła ukryć zaskoczenia, które kolejno ewoluowało w strach, a następnie w złość. Miała bardzo złe wspomnienia dotyczące czarnej, mazistej substancji tak zimnej, tak nieprzeniknionej i w dodatku żywej. Symbol jej trosk i niewoli przez większość doczesnego życia na rodzimych ziemiach nieodkrytej do końca krainy. Nic więc dziwnego, że obecna sytuacja stała na poziomie najwyższego zagrożenia, z którym początkowo jej umysł nie mógł sobie poradzić. Przecież ZAKOŃCZYŁA poprzedni rozdział, robiąc to w stylowo i bez pomyłek. Nie, nie, musiała szukać gdzie indziej. To nie miało przecież sensu…
Spod kaptura rozlegały się narastające syki, nad którymi Loki władzy nie miała. Głupotą też było wkładać w rozdygotane kłębowisko rękę w celu złagodzenia chaosu. Równie dobrze można rzucić w gniazdo szerszeni soczystą gruszkę.
Siedziała całkowicie nieruchomo, z niesmakiem oddając swoje ciało mroku, który rozlewał się po każdym kawałku chłodnej skóry. Zimno zazwyczaj jej nie przeszkadzało, lecz to, roztaczane przez nową ‘suknię’ było nienaturalne, wręcz bolesne. Sytuacja z sekundy na sekundę stawała się coraz to mniej zabawna, zwłaszcza kiedy odczuła intensywny ból. Minął na szczęście tak szybko jak się pojawił, co nie pozbierało resztek szoku i niepewności, czy aby podobne fale mrozu się jeszcze nie pojawią.
I masz ci los. Znowu ta sama, stara śpiewka. Nie ceniła się na tyle wysoko by zacząć uważać, iż jej osoba może prezentować jakąś większą wartość. A na pewno nie taką, by poczęły interesować się nią bezduszne, bogate kreatury. Aczkolwiek sytuacja wyglądała jak wyglądała i choćby chciała bardzo zmienić scenariusz, nie byłaby wstanie. Nawet mając tak szeroki wachlarz umiejętności.
Oczywiście te całe domysły mogły spełniać się w zakresie jej umysłu. W co nie wierzyła. Głównie dlatego, że spiski i konspiracje stanowiły znaną Loki dziedzinę.
Sunęła wzrokiem za Aganatelem, który powrócił z wyprawy na dół dzierżąc w dłoni karafkę z przeźroczystym trunkiem. Loki odstawiła na bok ciekawość, co też mogło piętro niżej się podziało. Po kolei, ważniejsze sprawy najpierw. A wyglądały one nie mniej, nie więcej jak typu; "Moje ubranie chce mnie zabić. Jak się go pozbyć i nie zostać w miedzy czasie uduszonym, bądź martwym w inny sposób."
Nie chcę cię obrazić, ale.. Czy mógłbyś to jednak ze mnie zdjąć? – wycedziła wymuszając uprzejmy ton z głębi zaciśniętego gardła – Myślę, że diadem i trzewiki w zupełności wystarczą.
Już wolała latać naga, czym niczym nowym nie było, niż nosić to magiczne paskudztwo na sobie. A jeżeli Aganatel myślał, że taki prezent przyjmie w spokoju ducha i z szerokim, pełnym zachwytu uśmiechem, to przykro jej, ale będzie musiała go rozczarować. Jedyną czarną, żyjącą maź, jaką akceptowała, to tą prywatnego zbioru, zalegającego w lokiowskich wnętrznościach.
Więc jak widać, nie zamierzała się póki co ruszać. W sumie to w ogóle nie drgnęła od czasu, gdy została zainfekowana tym dziwnym czymś, jakby nie chcąc sprowokować żywej substancji do wrogiego działania.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

01 gru 2013, 23:13

MG

Siedzący naprzeciw Loki mężczyzna posmutniał teatralnie, a jego oczy zeszkliły się jak na komendę. Prośba żółtookiej poczwary ubodła jego niesamowicie wrażliwą osobowość, a żałosny wyraz, jaki na tę okazję przybrała jego twarz, dopełnił całokształtu osoby całkowicie zbitej z tropu, poniżonej, okłamanej i niezwykle smutnej.

…Przynajmniej w założeniach. W praktyce Aganatel wyglądał jak rasowy jaszczuroczłek próbujący mimiką przekonać Loki do swych dobrych intencji, podczas gdy w kącikach paszczy już zbierała mu się ślina. Wygibasy, do których nimbijczyk zmuszał swoje mięśnie były tak kuriozalne, że nie sposób było się nie zaśmiać… Gdyby tylko nie było się zakapturzoną, zniecierpliwioną marą. Tej zaś nie podobał się fakt goszczenia na swej powabnej skórze czegoś tak okropnego, jak lodowata, poruszająca się bez ustanku maź. Kobieta miała, ponoć, doświadczenie z takimi substancjami i wiedziała, czym to grozi. Zresztą, obcowanie z niezidentyfikowanymi w swej formie, kształcie i nawet stanie skupienia obiektami nigdy nie wróżyło dobrze na przyszłość. Co innego spółkowanie z przystojnymi, pijącymi hektolitry wódki, ciemnowłosymi mężczyznami. Aganatel, na ten przykład, nadal był iście czarujący. Jęknął z cicha, wykrzywiając się niczym słaby, udający cierpienie aktor.

- Nie - rzekł ochrypłym szeptem. - To prezent - dodał, patrząc na Loki spode łba, który nagle w swym bezbrzeżnym smutku opuścił. Po chwili jednak cały ból opuścił jego twarz, na którą powróciła kamienna maska. W tym czasie pływająca po wężowłosej dziewoi maź zacisnęła się na niej, kształtując w całkiem niezłą, obcisłą, długą do kostek, sięgającą pod szyję i nieposiadającą dekoltu suknię. Uformowała się bezpośrednio na ubraniu, wygładzając jego nierówności i niczym nie odróżniając się od kreacji noszonych przez posiadające najbogatszych mężów damy. No, może poza matowym, ciemnym kolorem… i tym, że wystawał spod niej szeroki kaptur, a odkryte plecy pokazywały tylko tylną część noszonego przez Loki płaszcza. Mówiąc zresztą o niej – czuła się jak w gorsecie, w który wbito całe jej ciało. Chociaż nowa „suknia” nie ograniczała ruchów, spowalniała je, a chodzenie w niej mogło na dłuższą metę okazać się męczące. Niewątpliwą i jedną z niewielu jej zalet było to, że całkowicie pochłaniała światło, przez co ubrana w nią kobieta była w ciemnościach właściwie niedostrzegalna.

- Gotowe – stwierdził Aganatel, cały w skowronkach. – Wyglądasz cudownie, moja pani - dodał po dłuższym namyśle, nie do końca radząc sobie z intonacją. Wybrał coś pomiędzy twardym rozkazem a dziecięcym przekomarzaniem się. Efekt obudził w Loki pierwotną irytację, z którą musiała sobie teraz poradzić.

Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

02 gru 2013, 15:13

Jej drogi ucieczki wyparowywały w znacznie szybszym tempie niż się spodziewała. Winą obarczała oczywiście siebie i swoją nieostrożność, bezpośrednio ignorując zdobyte doświadczenia w zakresie nieznajomych przedmiotów. I to jeszcze takich otrzymywanych w podarku, zupełnie za darmo. Narastająca irytacja była coraz to bardziej widoczna i nieznośna, kąsając już nawet wewnętrzne części kaptura. Jednak wściekłość gadzich łbów nie trwało długo. Wszystko wydawało się uspokajać w miarę jak Loki poczynała rozmyślać coraz to intensywniej, szukając realnych możliwości.

Podsumowując, szybko z siebie czarnego ustrojstwa nie zdejmie. Miała więc do wyboru dwie ścieżki; albo zneutralizować mężczyznę i mieć nadzieję, że uda jej się samej rozgryźć działanie tej mazi, albo słuchać go i robić za wspaniałe towarzystwo o jakim śmiertelnicy mogą tylko pomarzyć. Druga możliwość była jej znacznie bliższa i znana. Nawet bardziej, niżeliby chciała.

Przełknęła gorzko ślinę, a tym samym resztki bezsilnej złości, po czym wstała niespodziewanie, robiąc to z zaskakującą gracją i wdziękiem. Loki wszak doskonale wiedziała jak winno się zachowywać w trakcie polowań, a jak w trakcie uroczystej uczty. W ten sposób jej dwoista natura ukazywała się najlepiej, odkrywając jedną stronę iście demonicznego stworzenia o zabójczych instynktach oraz drugą, niezwykle egzotyczną i inteligentną, wprost z demonicznego dworu. Również o zabójczych instynktach.

Jej podejście nie zmieniło się diametralnie, a przeszło lekką metamorfozę, w której to mara raczyła się pogodzić z faktem, iż rusza w nieznane wraz z ze swoim partnerem. Twarz nieufnej wojowniczki znikła, przedstawiając obraz pokornej dziewoi nad którą żelazną władzę trzyma pan. Wyglądało to jak oswojenie dzikiego zwierzęcia, które na początku miota się w okowach, lecz w końcu złamane, nie chce dalej stawiać oporu.

Skoro tak mówisz - stwierdziła z westchnięciem, jakby dając za wygraną. – W takim razie wielkim nietaktem byłoby odmówić takiego daru.


Wzięła ze stołu lekko nadszarpnięty w swojej nowości diadem i założyła go bezprecedensowo na głowę. A raczej wsunęła delikatnie opuszkami palców, dając skłębionych gadom go pochłonąć. Srebrny przedmiot delikatnie dygotał, z wolna znikając pod mrokiem kaptura. Los podzieliły trzewiki, które wylądowały na ziemi, a chwilę potem zostały przygniecione ciężarem jej stopy. Pasowały niemal idealnie, aczkolwiek właścicielka mogła wyrażać pewne wątpliwości, czy ostre zakończenia jej pazurków nie rozerwą materiału przy mniej ostrożnym ruchu. Miała też skrytą nadzieję, że przynajmniej ta część otrzymanych prezentów będzie mniej problematyczna.

Łagodnym gestem podniosła rękę, dając w ten sposób znać, że pragnie zostać prowadzona przez Aganatela. W końcu taki jest przywilej damy, którą przymusowo na pewien czas została. Los był bardzo żartobliwy; jeszcze parę minut temu zaklinała się, że ostatnie do czego można było ją porównać to to, czym aktualnie będzie musiała być. Ha, ha, brawo dla przeznaczenia…

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

06 gru 2013, 14:23

MG

Wyglądało na to, że Loki zmuszona została do zaakceptowania Aganatela jako swego towarzysza. Z początku bawił ją nieco, w pewien irytujący sposób intrygował i ciekawił, ale nie zamierzała pozwolić mu na rozdawanie kart. Teraz jednak nie miała wyboru. Chociaż poczucie zagrożenia było nikłe, to tworząca obecnie wcale piękną suknię, a przeraźliwie zimna substancja mogła zrobić krzywdę nawet takiej marze, jak Loki. A może – szczególnie takiej. Bowiem, gdy niezdarny amant na słowa zakapturzonej wstał od stołu i podjął z obiektem swych zalotów swoistą, damsko-męską grę, nawet się nie skrzywił. Długie rękawy zbudowane z cienistej substancji dotykały skóry jego dużych dłoni, ale Aganatel nie zwracał na to uwagi, uśmiechając się w upojeniu. Decyzja Loki o ostatecznym zaakceptowaniu zaproszenia wywołała na nim większe wrażenie niż cała karafka wódki.

Mieszkaniec Nimbu trząsł się lekko, jakby pierwszy raz dotykał kobiety. Każda chwila z pewnością była teraz dla niego na wagę złota. Nadal był niezgrabny, rozchwiany i nie potrafił odpowiednio się zachować, ale stał się w tym wszystkim o wiele bardziej pocieszny. Trudno było ocenić, czy Loki to imponuje, czy nie, ale raczej nie była istotą skłonną do rozckliwiania się; wielokrotnie miała już zresztą o wiele lepsze towarzystwo. Mimo że w przeszłości z pewnością dane było jej spotykać różne, nawet bardzo ekscentryczne osoby, to Aganatel zdecydowanie odbiegał od wszelkich standardów, z jakimi się zetknęła. Było przez to w nim coś innego, niespotykanego, jednak nie było czemu się dziwić – w końcu stwór taki, jak Loki, nie zasługiwał na normalne towarzystwo. W dobrym znaczeniu tego słowa, bo na nudę narzekać nie mogła.

Sunąca obok Aganatela niczym najprzedniejsza dama dworu kobieta została wyprowadzona z karczmy i pociągnięta dalej, za ciągle zrujnowaną po oblężeniu w 410EF bramę. Jej przewodnik nie odzywał się wcale, nawet zagadany. Wyglądało na to, że ma trudność z przypomnieniem sobie drogi za miasto, chociaż Linoskoczek znajdował się przy samym rynku, a dwie główne ulice Wolenvain były rozpoznawalne nawet dla ślepców. Niektórzy przechodnie spoglądali na parę niezbyt przychylnie, jednak żaden nie ośmielił się ich zatrzymać. Paru otarło się przypadkiem o suknię Loki, sycząc z powodu zimna, jakie przy styku z ich skórami wytwarzała jej doskonale czarna suknia. Mimo swej dyskretnej barwy z pewnością zwracała uwagę swą nieskazitelnością, a dodając do tego fakt, że wystawał z niej fragment zupełnie innego przyodziewku z kapturem, sprawiała dość groteskowe wrażenie.

Szczęściem adorator wężowłosej szedł szybko, nie dając nikomu możliwości przyjrzenia się swojej towarzyszce czy przywołania kogoś, kto będzie znał się na rzeczy i zacznie sprawiać problemy. Zresztą, zbliżał się już zachód słońca i mało kto miał czas na śledzenie mijanych osób. Każdy miał pełne ręce roboty.

Na podgrodziu było jeszcze lepiej, bo ludność wiejska schodziła im z drogi. Aganatel był ubrany schludnie, prowadził swoją pannę, budził tym samym respekt i szacunek maluczkich. Wtem parce przyszło gwałtownie skręcić, przejść przez długą, polną ścieżkę i natrafić na pole z dawna nieużywane, zarośnięte i porzucone. Nimbijczyk stanął w miejscu, puścił wreszcie dłoń swej wybranki (ukazując niebieskawe odmrożenia na swym nadgarstku) i spojrzał na nią pytająco, jakby to ona go tutaj przyprowadziła. Nadal nic nie mówił.

//Loki – jeżeli chcesz coś dodać, zapraszam. Jeżeli nie, masz ode mnie z/t na „Zarośnięte pole”. W każdym razie – oczekuję teraz Twojego ruchu.

Wróć do „Pod Pechowym Linoskoczkiem”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 11 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 10 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot]
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1041
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Lel
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.