Sypialnia I

Słynąca z ogromnej tolerancji gości karczma "Pod Pechowym Linoskoczkiem" została umieszczona niedaleko centrum miasta, co sprawiło, że stała się miejscem spotkań dla przedstawicieli wszystkich klas społecznych. Bogaci odnajdą tutaj trunki najwyższej jakości, biedni zaś już za parę groszy mogą kupić najgorszą z wódek.
Awatar użytkownika
Nikol
Posty: 467
Rejestracja: 23 kwie 2011, 21:21
Lokalizacja postaci: Komnaty rektora
Karta Postaci: viewtopic.php?t=477

Sypialnia I

11 maja 2011, 22:35

Mały pokój z oknem wychodzącym na północ stanowił jedną z sypialni, jakie można wynająć Pod Pechowym Linoskoczkiem. Była to jednak sypialnia szczególna, ponieważ jako jedyna posiadała podwójne łoże, a podłogę przyozdabiał barwny dywanik. Schludność i czystość pokoju świadczyła o dobrze wykonywanych obowiązkach nie tyle Karczmarza, co jego pracownic.

***
Nikola uparcie ciągnęła Hada za sobą, biorąc sobie za punkt honoru, by wilkołak mógł się w ludzkich warunkach wyspać. W końcu to z jej winy nie wypoczął od dwóch dni i dwóch albo nawet trzech nocy. Przypadła do pierwszych drzwi i zastanawiając się chwilę, zrobiła pożytek z klucza, przekręcając zamek w drzwiach. Klucz ten otrzymała przy zapłacie od jednej z karczemnych dziewuch, która uśmiechała się wymownie, a do Hadaretha puściła perskie oko.
Nikol pchnęła drzwi i jej oczom ukazało się łóżko. A więc tak wyglądało! Westchnęła głośno z zachwytem, po czym wbiegła do środka, ściągając buty, łuk i kołczan. Z rozpędu wskoczyła na mebel i zaczęła po nim skakać. Włosy wraz z piórami wirowały w powietrzu.
Wilkołak jednak mógł poczuć zakłopotanie. Katgran zrobił im istną niespodziankę i najprawdopodobniej źle zinterpretował łączące Nikol i Hada relacje. O ile w ogóle mogła być mowa o jakiejkolwiek relacji, ponieważ wszelkie związki damsko-męskie były wampirzycy obce. Uradowana i niczym nie zażenowana (bo i czym?) skakała po łóżku, śmiejąc się radośnie. W końcu wylądowała miękko i spojrzała na chłopaka.
– Had, co ci jest? Jesteś ranny? zapytała, gdy ten nie odrywał dłoni od twarzy.
*Tylko nie krew * – pomyślała błagalnie.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Drefan
Posty: 79
Rejestracja: 29 maja 2012, 20:35
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1952

09 cze 2012, 20:32

-Dzień dobry. – Powiedział spokojnym głosem podnosząc się z łóżka i zakładając resztę ubrania. – A co do snu, to często bywam w podróżach, więc trzeba było czegos takiego się nauczyć. – Dodał zakładając buty. Po tym założył kurtkę i pancerz skórzany, na który załozył karwasze i naramienniki.
-Ale jak Cię znajdę jak wrócę? – Zapytał ją odwracając się twarzą do niej. Mimo skrzętnie teraz ukrywanego faktu, dalej płonął w nim ogień pożądania, więc chciał jak najszybciej opuścić pomieszczenie i udać się na trakt, aby nie zrobić czegoś, czego mógłby żałować, albo co mogłoby sprawić ból kobiecie. Chwilę trwało zanim przypasał wszystko co miał. Wyciągnął otwartą do góry dłoń ku niewieście.
-Mogę? – Zapytał. Dłoń znajdowała się lekko pod jej podbródkiem, a on spojrzał w jej oczy, co wymagało od niego wysiłku, aby nic nie zrobić. Pożądanie było potężne.
Awatar użytkownika
Celestia
Posty: 41
Rejestracja: 18 maja 2012, 21:17
GG: 5928711
Karta Postaci: viewtopic.php?p=29320&highlight=#29320

10 cze 2012, 21:29

Obserwowała ubierającego się mężczyznę, starając się udawać, że przygląda się karczemnemu podwórzu. Próbowała poukładać jakoś myśli, płynące teraz przez jej umysł rwącym potokiem, niosącym kamienne otoczaki i walczącym z pstrągami.
Wtedy usłyszała pytanie. Milczała chwilę, pogrążając się w tych konkretnych już myślach. Jak już Drefan wspominał, podróż zajmie mu niecałe trzy dni. Nie wierzyła jednak, by mężczyzna od razu po powrocie do domu, wyruszył ponownie, nawet nie zagrzawszy w nim miejsca.
– W tej karczmie, równo za tydzień. – powiedziała, odpowiadając na pytanie Drefana. Tydzień powinien wystarczyć i jej, i Drefanowi. Musi rozejrzeć się po mieście w poszukiwaniu jakiejś biblioteki oraz medyka.
Teraz już nie ukrywała, że się przygląda mężczyźnie. W końcu podszedł do niej i stał z wyciągniętą ręką, oczekując na jej reakcję. Podniosła dłonie do szyi, gdzie chwyciła rzemyk i ściągnęła ciążący jej woreczek z przeklętą przez nią zawartością. Położyła go delikatnie na męskiej ręce, po czym ujęła ją w swoje dłonie i zacisnęła na niej swoje słabe palce, przyciągając ją nieznacznie do swojej piersi.
– Masz we mnie wsparcie. – powiedziała, a na jej twarzy pojawił się przyjazny uśmiech.
Awatar użytkownika
Drefan
Posty: 79
Rejestracja: 29 maja 2012, 20:35
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1952

10 cze 2012, 21:49

-Za tydzień? Mogę być szybciej. – Odpowiedział na jej decyzję o czasie spotkania. – Ale jak sobie Pani życzy. – Dodał. Mógł tu być w przeciągu trzech dni, moze szybciej, jednak jeśli ona sobie tak życzy, to będzie za tydzień. Tylko co on będzie robił przez te kilka dni? Chyba zostanie w domu i zajmie się organizacją spraw domowych i jak tam ludzie żyją.
Ona na jego pytanie zdjęła woreczek z szyi i położyła mu na dłoni, którą zamknęła w delikatnych szczękach z własnych palców, która przyciagnęła nieco do swego ciała. Na jej twarzy dojrzał przyjazny uśmiech, a jego druga dłoń sięgnęła do jej policzka, który pogładził.
-Nie do końca o to mi chodziło. – Powiedział po czym nie czekając nawet na chwilę aby wziąć oddech schylił się ku niej i po raz kolejny dzisiaj pocałował. Delikatnie jakby całował kwiat, któremu płatki mogły odpaść pod wpływem jego oddechu. Po pocałunku powoli odsunął swą twarz od jej i odwrócił się, zaczynając zawiązywać woreczek na szyi. W jego głowie był istny mętlik, nie rozumiał własnych poczynań, a ogień jego pożądania rósł, co jednak nie uzewnętrzniało się fizycznie, gdyż miał założony już pancerz skórzany, spod którego niewiele było widać. Na szczęście go założył, bo mogłaby wyniknąć zupełnie niezręczna sytuacja, a Celestia mogłaby się przestraszyć.
-Dziękuję Ci. I chyba powinienem iść. – Powiedział odwracając ku niej głowę i patrząc w jej oczy raz jeszcze. Po tym skierował się ku drzwiom, które…
…Okazały się zamknięte. Szarpnął za nie, pchnął, ale nie szły. Odwrócił się do Celestii.
-Mogłabyś? – Zapytał z tonem dziecka, które najpierw nabroiło, a teraz cos chciało.
Awatar użytkownika
Celestia
Posty: 41
Rejestracja: 18 maja 2012, 21:17
GG: 5928711
Karta Postaci: viewtopic.php?p=29320&highlight=#29320

10 cze 2012, 23:00

Zaśmiała się, chcąc swoją wesołością ukryć zakwitający na jej twarzy znany już Drefanowi rumieniec o barwie kwitnącej dzięcieliny.
– Oczywiście, że mogę. – powiedziała, głosem, w którym można było wyczuć pewną nutkę niepewności i lęku.
Zerknęła na swoją torbę, leżącą na podłodze. Podeszła do niej, kucnęła i zaczęła grzebać na oślep. Nie trwało to długo, nie nosiła ze sobą wielu rzeczy. Wyczuła w palcach zimny kształt klucza. Wyciągnęła go i spokojnym, wolnym krokiem podeszła do drzwi. Wyglądało na to, że chciała jak najbardziej przedłużyć tę chwilę, omijała jednak spojrzeniem oczu mężczyzny. Gdyby w tej własnie w tej chwili ich oczy by się spotkały, to delikatny róż policzków zmieniłby się w płonącą czerwień. Jej klatka piersiowa poruszała się powoli, jakby Celestia na siłę chciała uspokoić oddech.
Włożyła klucz do zamka, przekręciła. Usłyszała dźwięk otwierającego się zamknięcia. Dla pewności położyła dłoń na klamce i nacisnęła. Bez większych starań, drzwi otworzyły się. Zostawiwszy je nieznacznie uchylone, postawiła krok w tył i dopiero teraz uniosła wzrok na twarz mężczyzny.
– Bezpiecznej drogi Ci życzę. – powiedziała cicho. – Do rychłego zobaczenia. – dodała, ukłoniwszy przy tym się delikatnie, jak na dobrze wychowaną i kulturalną kobietę przystało.
Miała zamiar jeszcze zostać w pokoju, pomyśleć. A miała o czym. Nie dość, że jako osobistą ambicję uważała pomoc Drefanowi, to jeszcze te jego pocałunki, o których nawet nie wiedziała, co myśleć.
Awatar użytkownika
Drefan
Posty: 79
Rejestracja: 29 maja 2012, 20:35
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1952

15 cze 2012, 17:49

Przyglądał się ciału kobiety, kiedy ta poszła do torby po klucz, aby otworzyć drzwi. Można by było rzec, że rozbiera ją wzrokiem, ale głównie, kiedy ta nie patrzy. Zauważył też, że ta unikała jego wzroku, jednak poruszała się powoli. Sczęknięcie zamka, który się przekręcił umożliwiając otwarcie drzwi. Celestia je nieznacznie uchyliła i się cofnęła, patrząc mu w twarz.
-Bywaj zdrów Panienko. Do zobaczenia. – Odpowiedział i ująwszy jej dłoń uniósł do swych ust i schylając się pocałował jej dłoń. Następnie pozwolił, aby długowłosa zabrała dłoń, a sam się odwrócił i mocniej otworzył drzwi, aby móc przez nie przejść. Ruszył przez nie jednak po wyjściu na korytarz zatrzymał się na chwilę. Chciał się odwrócić, objąć ją i jeszcze raz pocałować. Chciał ją posiąść, pragnął jej, jednak nie mógł tego zrobić.
-Żegnaj. – Powiedział tylko, po czym zaczął iść w kierunku holu karczmy i wyjścia. Na twarz wróciła mu wczorajsza pogoda ducha i drapieżność. Jednak nie obserwował już niewiast, nie przygladał się im. Szedł zamyślany, nie wiedząc, co ma zrobić przez ten tydzień – przecież to tyle czasu, a podróż mu zajmie jakieś 3 dni w obie strony. Miał stanowczo za dużo wolnego, tego był pewny.

z/t
Awatar użytkownika
Infia
Posty: 122
Rejestracja: 18 sie 2012, 03:30
GG: 2608032
Karta Postaci: viewtopic.php?p=33157#33157

12 wrz 2012, 12:26

Infia spokojnie zaczęła iść wzdłuż korytarza, mając dobre przeczucie co do wybranego miejsca spoczynku. W końcu, jak mogło być inaczej – po tym co tu zjadła i czego się napiła nie spodziewała się niczego innego. Doszła do solidnych drzwi, znajdujących się jakby na końcu całej karczmy. Hm. Drzwi solidne, ale ten zameczek? Paznokciem idzie go otworzyć. Ale co poradzić, jest jak jest.
Wyciągając kluczyk otrzymany od karczmarza, włożyła go do dziurki od drzwi i przekręciła delikatnie. Cholera. Nie w tę stronę. Jaka ja głupiutka… – pomyślała przekręcając go w niewłaściwym kierunku, zaraz jednak naprawiając swoją gafę. Otworzyła bezszelestnie drzwi, a następnie delikatnym machnięciem głowy wejrzała do środka. Wszystko wydawało się takie… spokojne. Podwójne łóżko, dywanik, stoliczek i okienko. Dlaczego akurat dali mi podwójne łóżko? Może innych pokojów wolnych nie było? A może myślą, że jestem jakąś dziwką potrzebującą towarzystwa na tę noc? Bah, zresztą. Lepiej dla mnie. – pomyślała, mając nieco zmieszane uczucia co do otrzymania pokoju z podwójnym łóżkiem. Jednak narzekać nie mogła – pokój był schludny i czysty, ciężko było dostrzec kurz w tych widoczniejszych miejscach. Co prawda nie można było tego powiedzieć już o tych bardziej niedostępnych, ale kto będzie wymagał od sprzątaczek takiego poświęcenia. Wtedy też przypomniała sobie jak sama miała być sprzątaczką w pałacu.
Haha, cholera. To było dobre. – pozwoliła sobie uśmiechnąć się całkiem głośno, zważywszy na szczelność pomieszczenia jak i przebywanie w nim samotnie. Z drugiej strony wiedziała, że nie zamierza poprzestać na próbie dostania się do pałacu. W końcu tam musiało być tyle ciekawych rzeczy… i pieniędzy.
Teraz jednak, kobieta była zmęczona. Sen krążył jej po głowie, tym bardziej, że obok miała wygodne łóżko, na którym w każdej chwili mogła się położyć. No nic. Czas odpocząć. W końcu. – pomyślała, zdejmując z siebie praktycznie całe ubranie, właściwie zostając jedynie przy dolnej części bielizny. Reszta jej pięknego ciała była naga. Tkaniny starannie złożyła i położyła na szafkę. Buty natomiast położyła przy wejściu. Przedmioty wyjęła i postawiła obok swoich ubrań. Jedynie swój wachlarzyk wzięła ze sobą, chowając go pod puchatą poduszkę. W końcu jak to mówią – przezorny zawsze ubezpieczony.
Weszła pod pościel, i gdy tylko położyła swoją głowę na miejscu, zrobiło jej się bardzo przyjemnie. Tak dawno nie była w tak miękkim łóżku. Praktycznie od razu zasnęła, dodatkowo, z uśmiechem na twarzy.
Nagle jednak poczuła jak ktoś wchodzi do pokoju. Obudziła się, widząc swoją matkę bez gałek ocznych, która podchodzi do niej ze sztyletem. Infia nie zrobiła nic innego jak tylko spojrzała pod poduszkę. Szukając swojego wachlarza, którym mogła by się obronić, nie znalazła go. Stara kobieta była coraz bliżej. Podchodziła, wydając przy tym hałaśliwe, denerwujące skrzeczące dźwięki. Łóżko stało się więzieniem młodej dziewczyny. Pierwszy raz była tak przestraszona, nie wiedziała co ma robić. Powoli odsuwała się od matki jak najdalej mogła, jednak było już za późno. Kobieta wbiła sztylet w jej klatkę piersiową, po czym zarówno z niej jak i z jej ust poleciała struga krwi. Starsza kobieta natomiast natychmiast zniknęła, rozpływając się w powietrzu.
Infia obudziła się z wewnętrznym krzykiem. Wstała, oglądając się uważnie po pokoju kilka razy, bez względu na to, że było w nim dość ciemno. Rzeczy i ubrania były na miejscu, buty stały tam gdzie je wcześniej położyła. Była cała spocona. Złapała oddech, a następnie swoją dorodną pierś chcąc upewnić się, że wszystko jest w porządku. Cholera. Taki koszmar… Ten ból… był taki realny taki… prawdziwy. – pomyślała, wyglądając delikatnie za okno z lekkim przerażeniem. Po chwili ochłonięcia, kobieta położyła swoją głowę raz jeszcze na poduszce, upewniając się uprzednio, czy znajdował się pod nią wachlarz. Dziewczyna postanowiła zasnąć po raz kolejny z nadzieją, że w śnie nie spotka swojej matki ponownie.
Parę godzin później, Infia obudziła się. Tym razem wszystko było w porządku. Wstała z łóżka, ubierając się w swoje rzeczy. Założyła ubrania, buty, wzięła swój niebieski wachlarzyk i resztę przedmiotów. Wyszła z pokoju, szczelnie go zamykając, tym razem nie popełniając jakiejś tam głupiej gafy z zamykaniem. Klucze niosła w ręce. Kobieta była wypoczęta i pełna pozytywnej energii – uczucie grozy poniekąd przeminęło, jednak nie zostało przez nią zapomniane.

z/t
Awatar użytkownika
Infia
Posty: 122
Rejestracja: 18 sie 2012, 03:30
GG: 2608032
Karta Postaci: viewtopic.php?p=33157#33157

28 gru 2012, 15:46

Po długiej, nieco monotonnej przechadzce po Trakcie Iquańskim, Infia dotarła w końcu do serca Autonomii. Droga sama w sobie nie była może zbyt trudna, ale jej obecny stan nie pozwalał jej przebyć jej komfortowo. Dziewczyna była wyczerpana, może nie tyle co samą podróżą, ale tym, że Anemetius wyssał z niej wcześniej spore zapasy energii magicznej. No i co gorsza – miał to wkrótce powtórzyć. Do tego potrzebował jednak kolejnych jej pokładów, a te mogły być uzupełnione jedynie przez odpoczynek Infii. Przez to jednak, że cała sytuacja była warta świeczki, kobieta zdecydowała się dotrzeć bezpiecznie do znanej już sobie oberży "Pod Pechowym Linoskoczkiem", w której by osiągnąć swój drobny cel, miała zamiar porządnie się wyspać.
Przed wejściem chwileczkę popatrzyła się na drewniane, solidnie wykonane drzwi, które nieustannie chroniły karczmę przed ówcześnie panującym chłodem i nieproszonymi gośćmi. Kobieta zastanawiała się nieco czy obecny w środku tłum będzie się jakoś podejrzanie przyglądał na jej czarne znaki na ręce. W końcu bandaże porzuciła na trakcie. No, ale nic – musiała wejść, wyjścia innego nie miała. Otworzyła drzwi i powoli wkroczyła w głąb tawerny. Było znacznie przytulniej niż na dworze – no i w sumie, nic dziwnego. Nie było również zbyt wielu ludzi, co dodatkowo było dobrą wiadomością. A ci co byli obecni i tak jakoś nie zwrócili na nią jakiejś szczególnej uwagi.
Infia podeszła do karczmarza, który nawet okiem nie spojrzał na znamię dziewczyny. Pewnie jest przyzwyczajony już do znacznie dziwniejszych istot – bądź co bądź, Wolenvain było bardzo tolerancyjne w stosunku do innych ras. Poprosiła o klucz do pokoju, jakieś jadło i butelkę dobrego wina. Za wszystko dała dziesięć szylingów, po czym odeszła do wskazanego miejsca. Okazało się, że… było to to samo miejsce co ostatnio – no cóż, na wygodę nie mogła w nim narzekać. Infia swobodnie weszła do pokoju, zamykając go następnie. Mimo, że był ranek była okropnie zmęczona i chciała pójść spać. Bądź co bądź jednak, przed zasłużonym odpoczynkiem chciała jeszcze porządnie się najeść. Toteż przystąpiła do konsumpcji jedzenia otrzymanego od szynkarza. A wszystko to popijała subtelnie winem. No, subtelnie do pewnego momentu. Kiedy już zjadła potrawę, a alkoholu zostało ponad połowa, kobieta postanowiła natychmiast wypić resztę – powiedzieć można wręcz, że chciała "upić się w trupa", przy pomocy jednej butelki wina. Cóż, może i nie było to postępowanie godne damy, ale nie przejmowała się tym. Chciała wypocząć. A po tym co zrobiła, padła wręcz nieprzytomna na łóżko i zasnęła.
Po wielu długich godzinach snu, Infia otworzyła oczy. Szybko przeczuła, że coś jest nie w porządku. Cholera, spóźnię się. – pomyślała, szybko uświadamiając sobie, że wkrótce północ. Otworzyła natychmiast drzwi zostawiając kluczyk i czym prędzej wybiegła z tawerny. Tak jak myślała – było już całkiem ciemno. Susem ruszyła do bram Wolenvain, by jak najszybciej spotkać się z Anemetiusem na Trakcie Iquańskim. Ile, razy, jeszcze… – pomyślała zniechęcona niedaleką przyszłością, uświadamiając sobie, że tę operację powtarzać będzie musiała jeszcze parę razy.

z/t
Awatar użytkownika
Infia
Posty: 122
Rejestracja: 18 sie 2012, 03:30
GG: 2608032
Karta Postaci: viewtopic.php?p=33157#33157

13 sty 2013, 15:29

W końcu… – pomyślała zmęczona dziewczyna po raz kolejny przekraczając próg swojej ulubionej karczmy – Linoskoczka. Na myśl, że musiałaby oddać energię ascendentowi raz jeszcze, ciarki ją przechodziły. Ale na szczęście, póki co miała powiedzmy… wolne od tego cholernego zajęcia. Finezyjnym krokiem podeszła do szynkarza, zamówiła to co zwykła zamawiać zawsze – czyli pokój i jakieś jadło. Choć i tym razem karczmarz niejako zszedł jej z ceny, Infia nie miała ochoty płacić siedmiu szylingów. Zawsze jak pozbywała się pieniędzy to czuła się tak… samotnie. Ale jakoś odpocząć musiała. Szczególnie, że w najbliższym czasie miała wraz z tą całą kolorową, magiczną tęczą wyruszyć w jakąś podróż w góry. A własnego zakwaterowania nie miała, toteż wyboru nie miała. Na szczęście, Linoskoczek był świetny jeżeli chodzi o wypoczynek.
Infia weszła do dobrze znanego jej już pokoju. Czuła, że wchodzi tam sama, jednak w rzeczywistości towarzyszył jej Anemetius. Heh, jedna osoba weszła gratis. Pan karczmarz to chyba nie spostrzegawczy jest… – pomyślała zadowolona. No, tylko w jaki sposób można było zauważyć fruwający obłoczek? A nawet jeśli to jak można było zażądać od niego jakiejkolwiek zapłaty? No właśnie.
Kobieta, choć zdawała sobie sprawę z obecności ascendenta, zachowywała się normalnie. Spokojnie zjadła posiłek, umyła się, a do łóżka położyła się nago. Tylko przez chwilę zastanawiała się nad tym, co w tej chwili robi jej towarzysz na umyśle i czy opłaci im się ta cała wycieczka. I po krótkiej chwili takiego myślenia, zasnęła.
Po paru godzinach, otworzyła swoje rubinowe oczy. Spojrzała w sufit, na który padał blask promieni tutejszego słońca.
Yaawn. – ziewnęła, po czym zamknęła oczy i położyła się dalej. Skoro zapłaciła, mogła sobie leżeć ile chciała. No, przynajmniej dziś. Jednak po kolejnych dwóch godzinach, udało jej się zebrać w sobie akurat na tyle siły, by wstać z łóżka. Po tak długim śnie czuła się wypoczęta i zrelaksowana, choć trochę niemrawa. Zarzuciła włosy na lewą stronę i zaczęła się ubierać. Sprawdzała powoli i uważnie czy ma wszystkie istotne rzeczy, które mogą się przydać w czasie podróży. I w sumie było wszystko. No, może poza prowiantem, który zamierzała zaraz zdobyć i jakimiś bandażami, ot na wszelki wypadek. Udała się na dół, zamówiła jakiś lekki i pożywny prowiant, za który zapłaciła wcale nie tak małe pieniądze. A bandaże… nie wiedziała gdzie takowe zdobyć. W sumie postanowiła iść na żywioł – miała w razie czego aksamitną chustę.
Anemetiusie, chyba jestem gotowa. Jak będziesz chciał, możemy ruszać. – odrzekła telepatycznie do bytu, który ją w tej chwili jakby… otaczał. Poniekąd zaczęła się przyzwyczajać do ascendenta, ale dalej mu nie ufała. W każdym razie, wyszła z karczmy i oczekiwała jego reakcji na zewnątrz.

z/t
Awatar użytkownika
Singi Retsam
Posty: 34
Rejestracja: 04 sie 2013, 11:30
GG: 24426650
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2726

27 sie 2013, 16:48

Otworzywszy oczy, pierwszym, co zobaczył, był drewniany sufit. Bodźce czuciowe dotarły do niego dopiero po chwili. Uśmiechnął się szeroko, po czym ziewnął (trochę głośno i tak bardziej na modłę lwiego ryku) i przeciągnął. Jak miękko… Zaraz jednak otrząsnął się z tego niemądrego (acz błogiego) porannego odrętwienia. Szybko założył kolczugę i narzucił na nią habit.
W głównym pomieszczeniu karczmy nadal było pełno ludzi. Przez moment zastanawiał się, czy są to bywalcy siedzący tu od wczoraj, czy po prostu ludzie którzy przybyli tu by zacząć dzień od zamraczania sobie umysłu… skrzywił się z pewnym niesmakiem na tę myśl. Co za głupota. Zostawił u karczmarza kolejnego szylinga za sute śniadanie (tym razem popite już mlekiem, a nie wodą) i po kilkunastu minutach wyszedł z karczmy. Powoli należało znaleźć sobie jakąś pracę, jednak najpierw… Najpierw jeszcze trochę ciepełka i wygody. Skierował się ku łaźni.

z/t

Wróć do „Pod Pechowym Linoskoczkiem”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52124
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.