Przybytek "Latająca Ryba"

Miasto to jest stolicą stosunkowo niedawno utworzonego Niezależnego Księstwa Lokent, które nie wchodzi w skład Autonomii. Znane jest przede wszystkim z silnej floty handlowej oraz niezbyt otwartej społeczności.

Moderator: MG

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3706
Rejestracja: 01 wrz. 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Przybytek "Latająca Ryba"

22 sty. 2012, 20:20

LATAJĄCA RYBA
Obrazek
Jakkolwiek wiele karczm, oberż, domów uciech czy zwykłych szynków znajduje się w samym Lokent, tak znajdująca się przy wyjściu z dzielnicy portowej wielkich rozmiarów budowla stanowiąca przybytek „Latająca Ryba” cieszyła się niesłabnącą i zasłużoną popularnością od lat.
Stanowiąc połączenie pijalni piwa, lokalu z dobrą muzyką, miejsca do załatwiania interesów oraz, nie przymierzając, burdelu, była kwintesencją wieczornych potrzeb każdego uczciwie pracującego obywatela, korsarza czy pijaczka, miejscem relaksu, rozmów, uciech, i przede wszystkim, miejscem przynoszącym swemu szlacheckiemu właścicielowi krocie zysków.
Samo główne pomieszczenie karczmy było ogromne, a stali bywalcy przybytku podzielili je na nieformalne rewiry, zwane „dzielnicami”. Każda z czterech dzielnic miała swoją funkcję, rewiry przenikały się wzajemnie i łączyły, jednak nigdy nie zmieniały miejsca swojego położenia – rogów ogromnej sali głównej.
Na zapleczu załatwiano interesy związane z pokojami na piętrze, czy to czysto mieszkalnymi, czy tez przystosowanymi wyłącznie dla rządnych często niewybrednej uciechy klientów obojga płci i każdej rasy. Bar centralny obsługiwany był przez rubasznego, okrągłego karczmarza, który ze swojej pozycji mógł zobaczyć wszystko i zlustrować niemal wszystkich. Resztę informacji dostarczały mu chadzające po całym pomieszczeniu kelnerki. Mimo pozornego chaosu, każdy szanował karczmarza i nikt nie próbował nawet zajść mu za skórę – prawdopodobnie nie bez powodu. Był on tutaj jedyną prawdziwą władzą, choć rzadko zdarzało się, aby interweniował.

„Dzielnice” utworzyły się samorzutnie, bo jak nie od dziś wiadomo, pewne grupy nijak nie chciały przebywać z innymi.
W najbardziej wystawnym, najbliższym karczmarzowi rogu znajdował się rewir ludzi bogatych, szlachty, burżuazji, ludzi zamawiających wystawne dania i oczekujących szybkiej obsługi – tam też kręciło się najwięcej kelnerek, a niepisane prawo głosiło, że do „Loży”, jak zwykli tę dzielnicę nazywać klienci, należy otrzymać specjalne zaproszenie.
Na przeciwległym do „szlacheckiego” rogu znajdowało się typowe miejsce bójek. Krąg ludzi skandlował hasła, zakładał się, otaczał zwykle dwójkę bądź więcej walczących osób. Często zakłady opiewały niebagatelne sumy, bowiem uczestniczyli w nich właściwie wszyscy bywalcy przybytku. Alkohole, zwykle dość podłej jakości, przelewały się tutaj strumieniami, krzesła i stoły były w większości połamane, a podłoga, zasłana ciałami pijaczków bez świadomości brudna, nie przeszkadzało to jednak amatorom adrenaliny oraz porządnej wódki gromadzić się tutaj w wielkiej ilości. Często bójki wybuchały również pomiędzy nie biorącymi udziału w zawodach klientami, ogarniając całą dzielnicę – ot, wypisz, wymaluj, jak w oberży pod Czarnym Kotem w Wolenvain. Klienci tej dzielnicy zwykle nie kłopotali kelnerek swoimi żądaniami i sami fatygowali się do karczmarza.
Na północ od tego pełnego rubasznej wesołości, otwartego dla każdego rewiru znajdowała się jaskinia hazardu. Mnóstwo ludzi grało tam w karty, kości, szachy i inne, nieznane w szerszym świecie gry. Ze względu na bliskość zarówno dzielnicy pospólstwa jak i szlacheckiej, wśród graczy można było znaleźć przedstawiciela dowolnej klasy, rasy czy majętności. Kelnerek było tutaj nieco mniej niż w dzielnicy szlacheckiej, bo, jak wiadomo, alkohol i wonne potrawy przytępiały umysł, zmniejszając szansę na wygraną.
Ostatni, ale nie mniej ważny róg ogromnego pomieszczenia mieścił wszystkich gości przybytku, którzy nie mogli znaleźć swojego miejsca w innej dzielnicy. Było tu nader spokojnie, burdy należały do rzadkości, a interesy szły gładko i w miłej atmosferze. Tutaj właśnie siadywali ludzie do wynajęcia, czy to jako zbrojni najemnicy, czy też okrętowi majtkowie, tutaj też kapitanowie statków załatwiali wszelkie sprawy z kupcami, przemytnicy oferowali towar, tutaj również siadywali zwyczajni, zmęczeni życiem i chętni tylko na kilka kielichów pracownicy, jak również podróżnicy i przyjezdni (których, notabene, od czasu odłączenia się Niezależnego Księstwa Lokent nie było wielu).
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

24 lut. 2015, 14:24

MG:

Od razu widać – potwierdziła "panienka", zupełnie nie kłopocząc się tytułami. Jaromir mógł ją przecież nazywać wedle swej woli, a dziewczyna niewiele interesu miała w sprzeczaniu się z potencjalnym źródłem zysku. Tym mógł być dla niej teraz gość karczmy. Uśmiechnęła się, by zaraz po tym na moment spoważnieć. Wszystkie te zmiany mógł obserwować na młodej twarzy Jaromir. – W "Latającej Rybie" znajdziesz osoby, które są zainteresowane… walkami – przeciągnęła, zerkając zalotnie spod burzy włosów. – Konkretniej osobami, które są w stanie je wygrywać.

Karczmarz zdawał się nie zwracać uwagi na tę dwójkę, zajmując sprawami po swojej stronie lady. Nie zerkał, nie komentował i skupiał jedynie na swojej robocie. Co chwila ktoś podchodził, zamawiał więcej alkoholu lub coraz rzadziej, pewnie ze względu na późną porę, posiłki. Izba śmierdziała potem i brudem, chociaż nikomu to szczególnie nie przeszkadzało. Każdy, kto przebywał w karczmach, szybko przyzwyczajał się do specyficznego klimatu, zapachu i towarzystwa.

Powoli zaczynali odpadać pierwsi zawodnicy alkoholowych igraszek.

Niespodziewanej towarzyszce Jaromira wrócił pogodny wyraz twarzy. Tak, zdecydowanie mogła być uznawana za uroczą, co rekompensowało pewne ubytki urody.

Będę tutaj, jeśli życzysz sobie mojego towarzystwa… Jaromirze. Choć nie posądzam cię o kłamstwa, sama pragnę sprawdzić opiewane zalety twojego silnego ciała – zakończyła, popisując zaskakująco zgrabną mową.

Nie pasowała tutaj, nawet z tą oczywistą, jednoznaczną wstążeczką na szczupłym nadgarstku.

Dziewczyna wstała i odeszła, kierując do innego pomieszczenia. Mogło to tylko mężczyznę upewnić w podejrzeniu, że nie przesiadywała w towarzystwie głównej izby. Towarzyszka nie przedstawiła się i nie zostawiła po sobie niczego więcej prócz informacji i propozycji. Można było tylko zgadywać, że w odpowiednim momencie znów się pojawi – być może równie niespodziewanie.

Za plecami Jaromira rozległy się głośne, ochrypłe śpiewy. Jeśli wierzyć ich treści, twórcy mieli niezwykłe doświadczenia z syrenami różnych, choć dokładnie opisanych kształtów. Parę osób wybijało rytm kuflami czy uderzeniami nóg. Słychać było śmiech i oklaski, które mieszały się z rubasznymi komentarzami i żartami.

Karczma tętniła życiem.

Awatar użytkownika
Jaromir
Posty: 21
Rejestracja: 15 wrz. 2014, 19:10
Lokalizacja postaci: Przybytek "Latająca Ryba"
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3073

27 lut. 2015, 17:30

HA! Smokobójca skinął nieznajomej wyrażając w ten sposób aprobatę dla jej słów. No proszę, kto by się czegoś takiego spodziewał? Cóż jakiś miejscowy zawodnik pewnie i mógłby ale nie nowy w mieście Jaromir. Samo podejście dziewczyny i mocno jednoznaczne propozycje więcej niż cieszyły mężczyznę więc dodatkowe napomknięcie o walkach zwyczajnie dopełniało nierealnie piękny obraz dnia dzisiejszego. Oczywiście zdarzało się już, że szybko znajdował się w centrum zainteresowania ludzi zajmujących się walkami. Bywało też, że tego samego dnia znajdował towarzystwo na noc nigdy jednak nie był w sytuacji w której jedna osoba mogła osobiście zagwarantować mu obie metody rozrywki. Zadowolony z rozwoju wypadków zerknął w stronę karczmarza i poinformował go, że po powrocie weźmie tylko pokój a o odpłatnym towarzystwie pomyśli jutro. To drugie dodał bardziej po to, żeby dać karczmarzowi nadzieję bo sam liczył na nieco dłuższą "przyjaźń" z nieznajomą. Rozejrzał się jeszcze po okolicy na wypadek, gdyby czekały go jeszcze jakieś miłe niespodzianki, ale poza całkiem konkretnie pijaną grupką śpiewaków nie znalazł nic ciekawego. Swoją drogą, nawet miejscowi byli w tej karczmie na wyższym poziomie niż zazwyczaj a ich piosenka wpadała w ucho. Nie mając już nic do załatwienia wstał i wyszedł niosąc kij w prawej ręce. Chciał się nieco rozejrzeć i sprawdzić czy poza oberżą jest w tym mieście cokolwiek wartego uwagi.

z/t.
Awatar użytkownika
Jaromir
Posty: 21
Rejestracja: 15 wrz. 2014, 19:10
Lokalizacja postaci: Przybytek "Latająca Ryba"
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3073

11 maja 2015, 22:30

Po powrocie do oberży Jaromir czym prędzej skierował swoje kroki ku ladzie. Miał już pomysł jak załatwić kwestię noclegu wcześniej wstępnie ugadaną z właścicielem "Latającej Ryby" tak, więc, kiedy go tylko zobaczył jasno przedstawił swoje stanowisko.
- Wróciłem mości gospodarzu i na razie nadal interesuje mnie to, na co się umówiliśmy. Na moje szczęście noc dzisiejszą mam już zajętą i będę miał okazję zobaczyć jak wyglądają pokoje twojej karczmy. Przełóżmy może na następną noc miejsce i rozrywkę o, które prosiłem a, tymczasem wiesz ty może, gdzie znajdę tą dziewczynę, z którą rozmawiałem przed wyjściem?
Zapewne, nie tylko tą, ale i przyszłą kolację dane mu będzie zjeść tutaj tak, więc nic nie powinno stanąć na przeszkodzie, aby jego pomysł doszedł do skutku... nooo oczywiście, jeśli nowa znajoma nie wykaże się chęcią spędzenia z, nim więcej niż jednej nocy. Tak czy inaczej, wojownik wizję przyszłości w tym mieście miał całkiem przyjemną i niespodziewanie poukładaną pominąwszy, rzecz jasna takie szczegóły jak pewna praca czy plany długoterminowe. Dopiero stojąc i czekając na odpowiedź Smokobójca zaczął zastanawiać się, o co chodziło z tym kotem. Nie to , żeby mu w jakikolwiek sposób przeszkadzało to, co miało miejsce, a nawet przeciwnie - z chęcią nakarmił, by futrzaka, gdyby spotkał raz jeszcze mając przy sobie coś jadalnego. Problemem było pytanie dal czego zdecydował się podążać za zwierzęciem, ale i ten temat trafił do szybko rosnącego grona zostawionych "na później". Jak na razie takie odwlekanie przyniosło Jaromirowi tylko kilka niewielkich problemów, więc miał podstawy sądzić, że i tym razem jakoś sobie poradzi, kiedy to "Później" nadejdzie.
Awatar użytkownika
Kruk
Posty: 83
Rejestracja: 26 cze. 2013, 00:10
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?p=48175#48175

13 maja 2015, 15:34

Lokent.
Ogrom wspomnień zaatakował go z chwilą, gdy znów postawił swoje stopy w porcie. Dawne, ale nie zatarte, znajomości jak zawsze pozwalały mu bezpiecznie i swobodnie poruszać się po Księstwie. Profity z profesji oraz przynależności zawsze mile łechtały uczucie spełnienia. Jego wizyta w dawnym miejscu pobytu byłaby pusta, przypominając wycieczkę pielgrzyma lub znudzonego szlachcica, gdyby nie wykorzystał sposobności zawitania do ulubionego przybytku - Latającej Ryby.

Jak zawsze, w swoim mrocznym zwyczaju, z kapturem zaciągniętym na głowę wszedł bezszelestnie do środka. Uderzyła go wrzawa panująca w środku. Kilka grupek pijących marynarzy bądź korsarzy. Uwijający się przy pracy właściciel, który z zapałem polerował kufle, przy okazji zgarniając należności. Kruk zawsze, ale to zawsze był pod wrażeniem niezwykłych umiejętności powierzchniowych właścicieli karczm - wiedzieli wiele, na ogrom tematów, a za odpowiednią opłatą zdolni byli podzielić się tą wiedzą. Na co krewkich klientów, którzy sprawiali kłopoty mieli lagę ukrytą pod szynkwasem. Czasami nawet i małą kuszę...
Ściągnął kaptur. Półmrok panujacy w środku był znacznie przyjaźniejszy niż środowisko panujące za drzwiami przybytku. Swojej natury nigdy nie oszuka - mógł i trenował się w coraz to większej odporności na światło słoneczne. Podejrzewał, że wyczynem tym wybił się ponad wszelkie przebywające lub mogące przybyć tutaj mroczne elfy. Noc jest piękna, ale prawdziwą siłą jest umiejętność operowania za dnia.
Oparł się lekko o szynkwas i kiwnął głową na powitanie. Z nieco melodycznym akcentem, przy pomocy swojego niskiego głosu "rzucił" krótkie zamówienie.
- Poproszę wino, dobry gospodarzu.
Tyle i aż tyle. Kruk nie tolerował mocnego alkoholu, bardzo, ale to bardzo rzadko go pił. W jego kodeksie hańbą dla skrytobójcy jest upijanie się gorzałką. Z drugiej strony, regularne picie małych dawek może uodpornić istotę na zwodnicze działanie trunków. Kolejne wyzwanie, kolejna przewaga. Elf musiał to rozważyć, a porcja wina w glinianym kubku, którą postawiono przed nim, idealnie współgrała z tworzeniem kolejnych myśli.

Po pewnym czasie, jak zawsze miło spędzonym w Lokent, podziękował za napitek skinieniem głowy i skierował się do wyjścia. Planował wracać do większych miast.
[z/t]
Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 271
Rejestracja: 21 wrz. 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

24 cze. 2015, 23:29

MG:

Oberżysta skinął głową, uśmiechając się krzywo - do której części wypowiedzi Jaromira skinięcie się odnosiło, wojownik nie miał pojęcia - po czym powędrował wzrokiem gdzieś za Jaromira, w dalszym ciągu przecierając niekoniecznie czystą szmatą nieco mniej czysty kufel.

- Ja wiem - odpowiedział mu znajomy głos, i to nienależący do karczmarza. Dziewczyna, z którą rozmawiał wcześniej, dotknęła jego ramienia, gładząc je lekko. Nie zerwała kontaktu, kiedy się odwrócił, i odwróciła wzrok od oczu Jaromira dopiero po chwili, demonstrując odrobinę śmiałości. Na jej twarzy pojawiła się ledwie dostrzegalna zapowiedź rumieńca. Uśmiechała się.

- Pójdziemy? - powiedziała, podchodząc bliżej do wojownika, zmniejszając dystans. Za nimi zabawa, hałas, śpiewy, picie i chaos trwał w najlepsze, ale Jaromir nie miał ochoty w tym momencie skupić się na nich w żaden sposób. Całą jego uwagę bezpośrednio przykuło nagle to, co przed nim - i dalsza część dnia zaczęła wyglądać jeszcze bardziej obiecująco.

Awatar użytkownika
Jaromir
Posty: 21
Rejestracja: 15 wrz. 2014, 19:10
Lokalizacja postaci: Przybytek "Latająca Ryba"
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3073

16 lip. 2015, 15:13

Smokobójca przekrzywił zastały kark powodując tym przyjemne dla ucha i bardzo charakterystyczne chrupnięcie. Zerknął przez ramię i uśmiechnął się do dziewczyny po raz kolejny zastanawiając jakim cudem nie zauważył jej rozglądając się po okolicy. Raczej nie zestarzał się aż tak bardzo aby przegapić tak charakterystyczną i dodatkowo szukaną przez siebie osóbkę. Może jakaś magia? Tylko czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Masywny tors mężczyzny wzniósł się ku górze przy potężnym wdechu tylko po to, by po chwili opaść spokojnie do pierwotnej pozycji. Jaromir odwrócił się przodem do fascynującej nieznajomej.
- Panie przodem.
Zaproponował nie koniecznie wiedząc dokąd tamta chciała go zaprowadzić. Miał oczywiście swoje nadzieje i pomysły na dzisiejszą noc ale był świadom, że różnie to mogło być. Okoliczny zgiełk i to, co działo się w karczmie rzeczywiście przestało być w jakimkolwiek stopniu interesujące i nawet sprawa zagadkowego kota odpłynęła gdzieś z jego myśli. Rzeczy istotne pewnie wcześniej czy później do niego wrócą a tymi banalnymi nie warto było się zajmować.
Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 271
Rejestracja: 21 wrz. 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

31 lip. 2015, 22:27

MG:

Wydarzenia poprzedniego wieczoru jawiły się Jaromirowi tego ranka jak kolaż rozsypanych, pojedynczych obrazów; mgliście kojarzył tylko niektóre wydarzenia, i mgliście kojarzył również prawdopodobną przyczynę takiego stanu rzeczy. Nie była to jednak mgła nieprzyjemna; była to mgła ciepła, wilgotna, zapraszająca i otulająca łagodnie, tak, że mimo swojej ograniczonej wiedzy nie czuł się z tym w żaden sposób źle. Pamiętał alkohol, bezimienną kobietę, nagą całkowicie, co zaskoczyło go, nie było bowiem obyczajem kobiet z okolic, w których zazwyczaj bywał, całkowite odrzucanie odzieży podczas oddawania się miłości. Pamiętał kocią grację, gładkie kształty i pieprzyk na pośladku. Pamiętał też jeszcze jedną rzecz, która go zaskoczyła - kiedy rozpoczęli, pocałowała go drapieżnie, otwierając mu usta językiem i wypełniając je śliną z dodatkiem jakiejś przyprawy, narkotyku, czyniąc wrażenia, jak zauważył i kojarzył, potężniejszymi - i echa tych wrażeń, wielce przyjemnych, w dalszym ciągu czuł, mimo braku szczegółów pamiętał dotyk, pamiętał zapach. Czuł także, że zapasy jego nasienia były wyczerpane do cna - pierwszy raz od czasu dłuższego, niż chciał przyznać. Przemykało mu przez podświadomość, że powinien być rozgniewany po podaniu mu tego środka - nie mógł się jednak zmusić do tego, żeby w chwili takiej błogości to poczuć. Czuł się bowiem wspaniale - wyspany, spełniony, potężny i gotowy na dzień pełen niewiadomych, a do bezimiennej kobiety czuł głównie sympatię - i tęsknotę, jako że nie leżała teraz przy nim.

Leżał na łóżku w obskurnym pokoju, na dość brudnym materacu. Najwyraźniej był na pierwszym piętrze; migawka wspomnienia z dnia poprzedniego przypomniała mu schody, po których wchodził razem z kobietą. Był całkowicie sam w pokoju, a światło, wpadające do środka przez okno, sugerowało, że było już około południa. Jego rzeczy, ubrania i inny dobytek, leżały niedbale porozrzucane po pokoju, sugerując pozbywanie się ich w niejakim pośpiechu. Niczego jednak nie brakowało, na ile mógł stwierdzić.

Awatar użytkownika
Jaromir
Posty: 21
Rejestracja: 15 wrz. 2014, 19:10
Lokalizacja postaci: Przybytek "Latająca Ryba"
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3073

28 sie. 2015, 15:27

Smokobójca przeciągnął się ni mając specjalnie ochoty wstawać z łóżka. Ani ono wygodne ni też piękne ale przecież nigdzie czas nie gonił. Leżał tak jeszcze chwilę dochodząc do wniosku, że wypadało by jednak zebrać się i sprawdzić czy jego oponent już jest gdzieś tam na dole. Niedawno stoczona batalia zamiast wymęczyć raczej przepełniła wojownika energią. Pojęcia nie miał jaki środek mu podano i czy wpłynie on na przyszłą walkę ale średnio się tym przejmował. Pewnie nawet gdyby mógł nie chciało by mu się sprawdzać. Wstawszy nieco rozgrzał ciało wymachami i krótkim rozciąganiem żeby dobrze dotlenić mięśnie. Bez tego chodziło się jakoś tak... no sztywno. Przy okazji jeżeli coś tam z nim miało być nie tak to raczej przy tym wyjdzie ale to tylko drobnostka o której nawet nie pomyślał. Niespiesznie rozejrzał się po pomieszczeniu i ubrał się kolekcjonując swoją garderobę. Jeszcze przed wyjściem postanowił rozejrzeć się za jakąś pamiątką jaką mogła zostawić mu po sobie nieznajoma. Kiedy tak o niej myślał przez głowę przeszło mu, że dostęp do środków odurzających musi być tutaj banalny a one same zapewne są tanie. Jakoś nie wyobrażał sobie aby dziewczyna wydawała fortunę u tych ździerców samych siebie nazywających lekarzami tylko dla jednej nocy. Co prawda cokolwiek mu podała było to raczej warte swojej ceny ale mimo wszystko. Mogła też sama znać się na roślinach bo prawdziwie stanowiła chodzącą zagadkę. Zaintrygowany Jaromir postanowił coś niecoś o nią podpytać po skończeniu zabawy ze swoim dzisiejszym celem. Nie spodziewał się co prawda dowiedzieć czegoś konkretnego ale sam fakt, że facet wielkości góry kogoś szuka przeważnie zwracał uwagę i prowokował wielu ludzi do działania. Po skompletowaniu wszystkiego co jego mężczyzna opuścił pokój i skierował swe kroki ku sali głównej. Tam nie zwlekając dłużej przeszedł się na miejsce walk a gdyby tam nie zastał swojego oponenta to "zmuszony" chyba będzie to pytania ludzi również o niego. Rozgrzany, zadowolony i napalony na walkę szedł śmiało i dominował nie tylko ogromem swojego ciała ale i pewnością siebie.
Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 271
Rejestracja: 21 wrz. 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

03 wrz. 2015, 18:47

MG:

Było południe, sala więc była właściwie pusta - niemalże nikogo oprócz karczmarza, który ledwie go zauważył, gapiąc się na jedyną oprócz Jaromira osobę w sali - rudowłosą kobietę, siedzącą w rogu i ubraną dość wyzywająco, jak na tę porę roku. W sposób oczywisty umówiona walka miała odbyć się przy większej widowni, w godzinach bardziej wieczornych. Większość zarówno uczciwych, jak i nieuczciwych ludzi teraz pracowała, kradła, szwindlowała czy robiła inne, typowe dla mieszkańców Lokent rzeczy. Oberżysta po momencie skinął głową w jego stronę, po czym wrócił do gapienia się, co w sposób oczywisty kobiecie ani trochę nie przeszkadzało ani nie czyniło ją zaniepokojoną. Na zewnątrz w najlepsze trwał miejski standardowy gwar - krzyki, klątwy, odgłosy kroków, zwierząt, szum rozmowy i inne, składające się na wrażenie różnobarwnego, tętniącego życiem miasta elementy. Jaromir miał z całą pewnością co najmniej kilka godzin, zanim będzie mógł stoczyć tak upragnioną walkę.

Wróć do „Lokent”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 10 użytkowników online: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 10 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 51987
Liczba tematów: 2958
Liczba użytkowników: 1032
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Sea76
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.