Port Gregora

Miasto to jest stolicą stosunkowo niedawno utworzonego Niezależnego Księstwa Lokent, które nie wchodzi w skład Autonomii. Znane jest przede wszystkim z silnej floty handlowej oraz niezbyt otwartej społeczności.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Port Gregora

22 sty 2012, 19:45

PORT GREGORA
Obrazek
Port Gregora to jeden z największych portów na terenie „dawnej Autonomii”, jak mieszkańcy Lokent zwykli określać leżące na wschód od Gór Ikrem tereny. Iście ogromny, rozbudowany w ostatnich latach port, z setkami doków, w większości zajętymi na stałe przez statki zreorganizowanej Floty Lokent, jest prawdziwą dumą dla mieszkańców całego Księstwa, istnymi wrotami na ogromny świat, leżący na południu kontynentu… oraz na zachodzie pasa niskich gór, oddzielających dawną Autonomię od reszty świata.
Na krótko przed odłączeniem się Lokent od Autonomii, port Gregora stał się miejscem, w którym cały czas coś się działo, praca nigdy się nie kończyła, a odgłosy przeładowywanych towarów nie cichły ani na moment. Jeśli ktokolwiek szukał pracy, szybkiego zarobku, możliwości zaciągnięcia się jako członek załogi statku – właśnie tutaj znajdował wszystko to, oraz wiele więcej. Choć Lokent uważnie legitymuje wpływające na teren Księstwa statki, wiele z nich, przy użyciu łapówek, fałszerstw i czystego szczęścia stanowiło łodzie czy okręty przemytników, szmuglujących towary nieznanego pochodzenia, czy nawet piratów, pozbawiających się w portowych karczmach swoich łupów.
Oczywiście, władze miasta mogłyby pozbyć się tego wątpliwego zagrożenia, gdyby nie to, że interesy ciemnych, wyjętych spod prawa typków nie godziły w interesy miasta, a wręcz im pomagały – opłaty za cumowanie czy pieniądze zarobione na pijanych piratach stanowiły zysk dla mieszkańców, a tym samym i całego Księstwa. Nikt z nich nie odważył się wystąpić przeciw potężnej Flocie, nikt też nie był większym problemem niźli zwykli opryszkowie, którzy znajdowali się w każdej, mniejszej czy większej metropolii.
W porcie można znaleźć przedstawicieli dosłownie każdej rasy stąpającej po ziemiach Leviathana, jednak obywatele Lokent nie są dobrze nastawieni do przyjezdnych – traktują ich wyłącznie jako źródło zysku.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Fraen
Posty: 372
Rejestracja: 06 gru 2011, 15:58
GG: 15995773
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1256

05 paź 2012, 02:39

Zgodnie z obietnicą, wywiązuję się w terminie.
//Brawo – Infi.

MG:

[/b][/color]

Przedzimie. Pora roku bardzo miałka i powolna. Każdemu zdaje się dłużyć w nieskończoność. Brzaskiem szron trzyma w szachu trawę, za dni jest szaro, a zmrok pokonuje jasność wyjątkowo szybko, osnuwając krainę Leviathana w chłodach nocy. Świtania też wydają się być zimne. Jak wszystko w tym okresie. Chłopi żartują sobie w karczmach, że i kobiety dają teraz mniej ciepła.
Nie jest to właściwa zima, bo śnieg jeszcze nie zległ. Nie padało od kilku dni, a kiedy to nastąpi – świat powinna spowić biała płachta z lodowatego puchu. Na razie dziatwa musiała zadowolić się mgłami… Ach, mgły. Jakże mroczne i tajemnicze. Dają schronienie siłą zła, jak wierzą co niektórzy. Któż przy zdrowych zmysłach chciałby się bawić we mgle?! Ano nikt inny, jak chytry skrytobójca… Acz rozważając tak podstępne występki przeciw dobru, nie widnieje powiązanie ze "zdrowymi zmysłami".

Talas wyruszył ze swoich rodzinnych stron pierwszy raz życiu. Pierwszy raz w życiu opuścił swoich współziomków i kumów. Przyjaciół i wrogów. Stare problemy i nowe nadzieje. Poszukiwacz przygód rozpoczynał nowe życie. Zapragnął tego.
Zresztą… Był on inny od zawsze. Na elfim Półwyspie Kaendry niewielu było nie-elfów. On był nim w połowie. Odstawał od reszty. Był… inny. A jednak – opuszczał swój dom. Coby nie było – rodzinnych stron się nie wybiera, ani nie zmienia. Wpływ można mieć za to na przyszły los. Tylko głupcy godzą się na ochłapy od losu. Ci, z ambicjami – chociażby i tymi plugawymi – sięgają dalej. Tak jak uczynił to Tal…

Półdemon wypłynął od swoich. Pierwszy raz miał spotkać rasę ludzi. Ich kulturę, zabudowę, obyczaje… Był podniecony tą myślą, ale i nieco się lękał. Ta mieszanka uczuć, która go przepełniała, przygaszała uczucie zimna.
Wiosłując, nie spostrzegł się, że po przekroczeniu granicy Księstwa Lokhent – stało się nieco zimniej. Para z jego ust stała się gęstsza i mniej przejrzysta. Chłód dawał mu się powoli we znaki. I nie ważnym było, czy to przez zmianę położenia, czy po prostu jeszcze późniejszą porę dnia… A może to jedna z funkcji obronnych jego organizmu? Nie ważne!

Nocne okresy przedzimia, podobno, są najstraszniejsze. A mimo to – młodzieniec nie lękał się. Nie lękał się, w pewien… anormalny sposób. Bo nie wiedział, czego ma się bać; a jednak to go frustrowało. Wszystko miało być jednak zaraz rozwiane.
Wpływając do portu nie przejął się tym aż nadto. Może spodziewał się czegoś więcej, może oczekiwał czegoś zupełnie innego? W miarę prosta zabudowa. Dla ludzi z Lokthnet była to jednak duma. Potęga ludzi Byłej Autonomii to w końcu flota, która stacjonowała właśnie w tym porcie! Ach, gdyby Tal to wiedział…
Co jednak wiedział – ano to, że ludzie są tu nastawienie na zysk. Nie było to tajemnica, ale nikogo też to specjalnie nie unosiło.

Przycumowawszy swoją łódź łańcuchem, wysiadł, chwiejąc się. Omal by się nie wpadł do wody, a kąpiel w takowej… mogłaby się skończyć hipotermią. Zimniejszy od toni mógł być już bowiem chyba tylko lód.
Talas od razu ujrzał, mimo ciemnej aury pogodowej, kilku mężczyzn nawołujących go. Bezwiednie ruszył w ich kierunku. Gdy znalazł się już blisko nich, mógł rozpoznać w ich osobach postaci strażników. Byli uzbrojeni jak typowi gwardziści uliczni. Rejowy z nich na przedzie zaczął:
- Panie, miasto jest zamknięte - poinformował. - Obowiązuje kontrola. I kimże byś nie był, czy kupcem, bardem, wędrowcem, nędzarzem, dostojnikiem - wyliczał, po czy ciągnął dalej - musimy cię sprawdzić. Potrzeba mieć nakaz, bądź zgodę na wejście do miasta.
- Wiesz… – wtrącił się drugi - jest noc, różni kręcą się o tej porze. Ty przybyłeś z morza. Bogowie wiedzą, jakie licho cię do nas przygnało. - Na usta cisnęło mu się jeszcze "przybłędo", acz powstrzymał się.
Cała trójka zaśmiała się.
- Okaż glejt, a cię wpuścimy - skwitował pierwszy, po czym nastała niezręczna cisza. Przerwał ją ostatni, dotychczas milczący, acz przyglądający się wszystkiemu z cwaniackim uśmiechem.
- Naturalnie… możemy się jakoś dogadać, heh. - Spojrzał na swoich kolegów. [b]- Wszak mogliśmy cię nie zauważyć, panie.

Taki był właśnie pierwszy kontakt Talasa z człowiekiem. Naturalnie, o człowieczeństwie swoich rozmówców elf mógł się tylko domyślać. Bo jak on nie widział ich twarzy – oni jego. Strażnicy Lokent zapewne widzieli już niejednego elfa i nawet gdyby dojrzeli, z kim mają do czynienia – nie podniecali by się tym nadto.
Takimże oto sposobem, młodzieniec znalazł się o krok przed wejściem do miasta. Przed uczynieniem jednak tegoż, czekały go negocjacje… "Nikt wszak do Lokent z pustym trzosem nie wejdzie, a i z tak samo ciężkim nie wyjdzie" – jak powiedział kiedyś pewien mądry krasnolud.

Informacyjnie, forma taka, a nie inna, ale w "MG-postach" na Leviathanie musimy jakoby potwierdzać powodzenie akcji. Dlatego w czasie walk itp. sytuacjom, które wpływają na postać pozytywnie – staramy się unikać trybu dokonanego. A wyglądać to trochę może, jakbym się po Tobie powtarzał. Cóż jednak. Nie zdziw się, kiedy coś zrobisz, a ja w poście napiszę, że stało się inaczej. Wtedy akceptujemy naturalnie tę wersję moją. To dla formalności, jak mówiłem. Nie popełniasz tego błędu, bo de facto nie miałeś jeszcze okazji – ale na przyszłość. "Zabił" – nie, "zrobić coś, aby zabić" – tak. Jest kilka wyjątków, o czym będę mógł Ci odpowiedzieć na GG.
Awatar użytkownika
Tal
Posty: 7
Rejestracja: 24 wrz 2012, 17:32
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35264#35264

05 paź 2012, 19:42

"Miasto zamknięte czy tylko jakaś ściema?" Mimo iż półelf nie spodziewał się że powitają go z otwartymi rękami, nie spodziewał się też akurat czegoś takiego. Myślał że naliczą mu najwyżej jakąś opłatę za wstęp do miasta, ale miał nadzieję że będzie to zrobione oficjalnie. Nie był pewien czy miasto naprawdę było zamknięte, ale był pewien że od nich się tego nie dowie. Niepewności targały wewnętrznie młodzieńcem. "Czy coś się stało że miasto zostało zamknięte? Może strażnicy chcą tylko wyłudzić od niego pieniądze?"

– Jestem przekonany że zdołamy się jakoś dogadać panowie– rzekł zastanawiając się jak to rozegrać.– Możecie jednak rozwiać moje wątpliwości? Pierwszy raz przybywam do miasta i nie wiedziałem że jest ono zamknięte. Możecie mi powiedzieć dlaczego tak się stało? Jakaś zaraza? Jakiś wróg podchodzi pod bramy?– Po tych słowach ugryzł się w myślach w język. Nie był pewien czy sugerowanie że ich miasto jest w niewygodnej sytuacji to dobry pomysł, ale musiał sobie poukładać parę rzeczy w głowie.

Płacić trzeba będzie. To stawało się powoli jasne. Innej drogi nie było: wycofać się nie mógł, a strażnicy nie puszczą go dobrowolnie. Droga miecza też nie wchodziła w grę. Ich było trzech, a on jeden. Zresztą nawet gdyby strażnik stał sam, półelf nie chciał zaczynać swojej przygody w nowym mieście od bójki. Musiał jednak jakoś przejść. Teoretycznie nadal miał możliwość odpłynięcia, ale nie miał gdzie się udać, a zimno ponaglało go do znalezienia schronienia.

Pozostała tylko kwestia wysokości opłaty. Może da się jakoś ją ograniczyć. Nie powiedzieli jeszcze ile chcą, ale pewnie nie będzie to mało. Udawać biednego? Mogą zarządzać jego miecza, lub łuku, a tego im nie może dać. Potargować się z nimi? Czy jeśli będzie targować się za bardzo to mogą go zamknąć w jakiejś celi pod pretekstem próby przekupstwa? Nie wiedział jak to tutaj działa. Nie chciał się narażać przedstawicielom tutejszej władzy, ale nie chciał się pozbywać wszystkich pieniędzy.

– Swoją drogą– Dodał po chwili.– Skoro potrzeba nakazu, to co mi da ominięcie was, jeśli za chwile będę musiał płacić innym? Albo jeśli spotkam kogoś kto nie będzie chciał pieniędzy? – to był następny problem. Chyba że miasto nie jest naprawdę zamknięte. Może strażnicy zmienią swoją wersję i zejdą trochę z ceny? Jednak nie, Tal nie miał co się łudzić. Mógł mieć taką nadzieję, ale nie mógł się tego spodziewać. Tak dużo niewiadomych i tak mało opcji.

//Po Twoim komentarzu mam wrażenie, że będziesz zaraz chciał doprowadzić do jakiejś rozróby. Zaczynam się martwić… Miałem nadzieję że jeszcze sobie trochę pogram ;P
Fraen
Posty: 372
Rejestracja: 06 gru 2011, 15:58
GG: 15995773
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1256

07 paź 2012, 13:33

Wybacz, że nie mogłem Cię o tym poinformować, acz zmogła mnie choroba i ciężko przychodziła mi pionizacja. A słaba kondycja zdrowotna ciała wiąże się ze swoistą ociężałością umysłową, więc wolałem się nawet nie zabierać za posta. Ale… oto jest. Nie za dużo, bo jeszcze zdrowieję.
MG:



Talas nie był pewny co go czeka. Uczucie to przeszywało go, jak każdego pewnie w takiej sytuacji. Nie było to jednak coś… szczególnego. Nigdy po prostu nie doświadczył takiej niepewności. Nie wiedział, jak zachowają się ci słynni ludzie, co mają się za władców świata. Nie uważał się za ich szczególnego wroga, ani też przyjaciela. Byli mu obcy.
Wiadomym było, że utarczki międzyrasowe były normą. Nie dotyczyły jednak tego elfa.

Po chwili zbędnego dumania – został przez nich przywołany. Podszedł jakby nigdy nic. Bo taka była prawda – nigdy nic. "Wejścia nie ma, no chyba, że za zgodą" – takie słowa usłyszał jako pierwsze, te jakoby bardziej oczywiste – "Oraz ewentualnym dogadaniem się" – te zaś jako drugie, bardziej nieoficjalne, z niewątpliwą korzyścią dla strażników.
Mężczyzna nie chciał dać się od tak wykorzystać. Nie był jednym z tych uległych, ale też nie agresywnych – na jego szczęście…

- Panie, z całym szacunkiem, ale to nie twój interes – warknął ich przodownik. - Mamy zakaz wpuszczania kogokolwiek o tej porze, takie prawo.
Wyraził się możliwie najprościej. Elf nie mógł się tylko domyślać, czy mówią prawdę, czy zmyślają.
- Nie lubimy tu takich, jak ty – postawił sprawę jasno ten drugi. Zdawał się być najbardziej gburowaty ze wszystkich strażników. Jak widać było, musiał on dojrzeć elfie oblicze Talasa.
- A dogadać, się dogadamy, spokojnie, panowie… – uspokajał wszystkich trzeci. - Jak już mówiłem, skłonni jesteśmy przymknąć oko na twoje wejście… Ilu w końcu dostaje się tu potajemnie, prawda, panowie? – spytał ironicznie swoich kolegów cwaniak. – Wszystko jednak kosztuje… Gdyby ktoś nas skontrolował, to my mielibyśmy problem.

Finansista wymyślił plan, który miałby zadowolić wszystkich, poza kieszenią Tala.
– To jedynie wejście do miasta – załgał kapitan. - Daj nam… Sześć suwerenów, a wniesiemy cię na tarczy, heh. Będziesz miał zapewnioną eskortę i pewność, że w mieście nic ci się nie stanie – rzekł, po czym zamyślił się. Przyjmiemy także zapłatę wysokości trzech suwerenów, acz nie gwarantujemy, że nie zdarzy ci się jakiś "wypadek"… – zaśmiał się.
- On mówi prawdę, panie. Nasza społeczność nie reaguje dobrze na nie-ludzi, a po zmroku nie jest ciężko o nóż między żebrami.

Żadna opłata, do żadnego miasta nie jest tak duża. Jednak elf o tym nie wiedział. Był w końcu… elfem. Prawa ludzi to ich prawa. Wszystko było logiczne, a gwardziści nie wyglądali na łatwych zawodników. To oni stanowili tu prawo – swoje, oraz strzegli prawa miasta.
Nieco napięta sytuacja była jeszcze o tyle groźna, że drugiego strażnika wyraźnie swędziały ręce. Jeden błędy ruch, a przygoda Talasa skończy się tu, gdzie się zaczęła…

Jeżeli odpiszesz dziś, ja też to uczynię.
Awatar użytkownika
Tal
Posty: 7
Rejestracja: 24 wrz 2012, 17:32
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35264#35264

08 paź 2012, 20:24

Czyżby więc rozchodziło się tutaj tylko o porę? Półelf nie pomyślał wcześniej o tym, ale teraz nie miało to już większego znaczenia. Musiał zapłacić. Tylko ile? Nie był pewien ile będzie mu potrzeba na nocleg, lecz bez eskorty będzie się wałęsać po mieście przez jakiś czas zanim znajdzie gospodę. Lub jakiś nóż między swoimi żebrami.

To miejsce podobało się Talowi coraz mniej. Teraz oprócz zimna pojawiła się pewnego rodzaju pogarda dla mieszkańców tego miasta. Nie tak to miało wyglądać. Nie miał pozbywać się wszystkich pieniędzy zanim na dobre wszedł do miasta. A co jeśli nie starczy mu na nocleg? Zaryzykować i dać im 3? Targować się? To by ich chyba nie ucieszyło. Chyba trzeba się będzie poddać.

Najgorsze w tym było właśnie to że nie widział ile będzie kosztować go nocleg. W lesie nigdy tej wiedzy nie potrzebował. Jeśli przepłaci możliwe że nie będzie miał gdzie spać, a jak zacznie oszczędzać to może nigdy nie dojść do żadnej gospody.

-Dobrze. Jestem gotów zapłacić wam za eskortę. – powiedział w końcu.– O ile odeskortujecie mnie do jakiejś taniej gospody, która nie zabierze ode mnie wszystkich oszczędności. – uśmiechnął się lekko by nie wyglądał tak bardzo jak żebrak– Za ile najtaniej można się przespać w tym mieście?

Pozostałe pieniądze powinny mu wystarczyć. Zapewne warunki nie będą wyśmienite, ale sypiał już w lesie, więc nawet najmniej wygodne łóżko nie powinno mu sprawiać problemów. Jakoś to będzie. Wygląda na to że wszystko zaczyna wyglądać lepiej. Tak. Trzeba być dobrej myśli. Jeśli przeżyje jakoś tę noc, to jutro wyjedzie z miasta.

//Spoko, nie przejmuj się. Nie mogłeś to trudno. Wiesz że ja się nie obrażę ;p. Mi też trochę mało wyszło, ale nie wiem co jeszcze napisać pisać bez zbytniego lania wody.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

09 paź 2012, 00:59

MG

//Post dotyczy Daeny i Elt. A właściwie Elt. Daena zostaje w porcie.

Ron zniecierpliwił się w oczekiwaniu na odpowiedź jakąkolwiek. Najwyraźniej kobieta stojąca przed nim musiała się długo zastanawiać, bądź też próbowała dobrać mniej obraźliwe słowa, by tym razem nie urazić grajka lub po prostu zatkała ją powalająca uroda grajka, którą dopiero teraz dostrzegła. Naturalnie równie dobrze mogła go zignorować uważając Rona za przedstawiciela rasy niższej, który nie miał prawa do mówienia do niej wprost co też najzwyklej w świecie nie przeszło muzykantowi przez myśl. W końcu był taki błyskotliwy i elokwentny, choć najwyraźniej elfia osoba w postaci Daenny tego nie dostrzegała. Smutek. To też Ron nie uzyskawszy odpowiedzi nie zamierzał czekać wieczności. W końcu w ramionach nieustannie taszczył swoją siostrę! Temu też po raz kolejny z jękiem poprawił jej truchło, tj. senne ciało. Dał znak grupie by kontynuować poszukiwania okrętu. Toteż ominęli osobę elfki i ruszyli dalej. Może i tak będzie lepiej? W końcu taka agresywna była z niej kobieta…
W każdym bądź razie ostatecznie cała brygada w której znajdowała się również Elt odnalazła okręt. Ron z radością poprowadził wszystkich do kajuty. Małej, ciasnej, wypełnionej jakimiś płótnami, lecz w której było ciepło i sypiało się zacnie. I tym też sposobem z samego rana wypłynęli z portu…

z/t grupa grajków i Elt.
Fraen
Posty: 372
Rejestracja: 06 gru 2011, 15:58
GG: 15995773
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1256

19 paź 2012, 02:56

Cholera, srogi zastój. Jak już informowałem w innym temacie, jestem na tyle zdrów, by znów móc kontynuować swoją działalność na forum. Gdybyś pomęczył mnie na GG, gdziekolwiek (wiem, że jest mały problem) pewnie bym się zmobilizował i po prostu wycierał co chwilę zasmarkaną klawiaturę. Nie wiem co mówić. Fakt dokonany, można sobie już tylko pluć w brodę. Teraz wychodzimy stąd do Ulic Lokent, gdzie w kilku postach zakończymy sesję – jak chciałeś, jedynie "wprowadzenie" w świat. A nóż spotkasz jakiegoś forumowego zboczeńca postowego, co strzela nimi jak z KM-u.


MG:

[/b][/color]

Straż miejska (czy właściwie… portowa) krzywiła się, słuchając wygadanego elfiątka. Nie mieli zamiaru z nim dyskutować i jeszcze chwila, a ten najbardziej agresywny byłby dobył broni. Trzymał zaciśniętą pięść na rękojeści, zgrzytając zębami. Im chodziło tylko o pieniądze.
Po pytaniu podróżnika, trzeci zachichotał. Kapitan położył sobie rękawicę na hełmie, wymieniając spojrzenia z trzecim, który tylko parsknął śmiechem.

- Nie jesteśmy żadnym biurem informacji. W Lokent, jak w każdym mieście – jest i tanio i drogo – wystarczy mieć głowę na karku i oczy szeroko otwarte – odpowiedział gburowato. Przodownik rzucił skrótową informację, jak dla dziecka. Każdy przecież domyślić się może, że wystarczy nie dać się wykorzystać, a dzisiejsze czasy opierają się na możliwości handlu z uwzględnieniem targowania się.
Jedni wybierają ścieżkę "milczka", który robi to, co mu polecają. Tacy jednak najszybciej oczyszczają swoje trzosy ze złotych, srebrnych i brązowych nominałów. Postawa "dobrego" opiera się głównie na handlu wymiennym dobrami, pięknym spojrzeniu i dobrym umiejętnościach retorskich. Ostatni zaś, "źli", liczyć mogą na łut szczęścia, bo zwyczajnie grożą i zastraszają – więc albo się uda, albo nie. Skutecznie można także łączyć te techniki, acz… kto by się przejmował. Na pewno nie bogacz.
Talas zaś… na opływającego w luksusy nie wyglądał.

- Mamy tu oberżę, której niczego nie braknie, a ceny są zwyczajne – jedna noc nie zrobi ci różnicy w wadze sakiewki – złagodniał nieco, widząc, że elf sięga po rzeczoną. Elf nie był świadomy, jak wiele jest to sześć suwerenów, acz cóż… za głupotę się płaci.
Strażnicy w zasadzie nie wierzyli, że uda im się jeszcze kogoś tak wykiwać. Acz jak widać – późna pora dnia nie sprzyja zdolnościom analitycznym bohatera. Nie chciał także czekać do świtu. Nie miał pewności, czy cena zostanie zmniejszona, czy całkowicie zniesiona. Chciał się w końcu położyć w ciepłym łóżku z brzuchem pełnym grzanego wina…

Wróć do „Lokent”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 12 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 11 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52169
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.