Przybytek "Latająca Ryba"

Miasto to jest stolicą stosunkowo niedawno utworzonego Niezależnego Księstwa Lokent, które nie wchodzi w skład Autonomii. Znane jest przede wszystkim z silnej floty handlowej oraz niezbyt otwartej społeczności.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Przybytek "Latająca Ryba"

22 sty 2012, 20:20

LATAJĄCA RYBA
Obrazek
Jakkolwiek wiele karczm, oberż, domów uciech czy zwykłych szynków znajduje się w samym Lokent, tak znajdująca się przy wyjściu z dzielnicy portowej wielkich rozmiarów budowla stanowiąca przybytek „Latająca Ryba” cieszyła się niesłabnącą i zasłużoną popularnością od lat.
Stanowiąc połączenie pijalni piwa, lokalu z dobrą muzyką, miejsca do załatwiania interesów oraz, nie przymierzając, burdelu, była kwintesencją wieczornych potrzeb każdego uczciwie pracującego obywatela, korsarza czy pijaczka, miejscem relaksu, rozmów, uciech, i przede wszystkim, miejscem przynoszącym swemu szlacheckiemu właścicielowi krocie zysków.
Samo główne pomieszczenie karczmy było ogromne, a stali bywalcy przybytku podzielili je na nieformalne rewiry, zwane „dzielnicami”. Każda z czterech dzielnic miała swoją funkcję, rewiry przenikały się wzajemnie i łączyły, jednak nigdy nie zmieniały miejsca swojego położenia – rogów ogromnej sali głównej.
Na zapleczu załatwiano interesy związane z pokojami na piętrze, czy to czysto mieszkalnymi, czy tez przystosowanymi wyłącznie dla rządnych często niewybrednej uciechy klientów obojga płci i każdej rasy. Bar centralny obsługiwany był przez rubasznego, okrągłego karczmarza, który ze swojej pozycji mógł zobaczyć wszystko i zlustrować niemal wszystkich. Resztę informacji dostarczały mu chadzające po całym pomieszczeniu kelnerki. Mimo pozornego chaosu, każdy szanował karczmarza i nikt nie próbował nawet zajść mu za skórę – prawdopodobnie nie bez powodu. Był on tutaj jedyną prawdziwą władzą, choć rzadko zdarzało się, aby interweniował.

„Dzielnice” utworzyły się samorzutnie, bo jak nie od dziś wiadomo, pewne grupy nijak nie chciały przebywać z innymi.
W najbardziej wystawnym, najbliższym karczmarzowi rogu znajdował się rewir ludzi bogatych, szlachty, burżuazji, ludzi zamawiających wystawne dania i oczekujących szybkiej obsługi – tam też kręciło się najwięcej kelnerek, a niepisane prawo głosiło, że do „Loży”, jak zwykli tę dzielnicę nazywać klienci, należy otrzymać specjalne zaproszenie.
Na przeciwległym do „szlacheckiego” rogu znajdowało się typowe miejsce bójek. Krąg ludzi skandlował hasła, zakładał się, otaczał zwykle dwójkę bądź więcej walczących osób. Często zakłady opiewały niebagatelne sumy, bowiem uczestniczyli w nich właściwie wszyscy bywalcy przybytku. Alkohole, zwykle dość podłej jakości, przelewały się tutaj strumieniami, krzesła i stoły były w większości połamane, a podłoga, zasłana ciałami pijaczków bez świadomości brudna, nie przeszkadzało to jednak amatorom adrenaliny oraz porządnej wódki gromadzić się tutaj w wielkiej ilości. Często bójki wybuchały również pomiędzy nie biorącymi udziału w zawodach klientami, ogarniając całą dzielnicę – ot, wypisz, wymaluj, jak w oberży pod Czarnym Kotem w Wolenvain. Klienci tej dzielnicy zwykle nie kłopotali kelnerek swoimi żądaniami i sami fatygowali się do karczmarza.
Na północ od tego pełnego rubasznej wesołości, otwartego dla każdego rewiru znajdowała się jaskinia hazardu. Mnóstwo ludzi grało tam w karty, kości, szachy i inne, nieznane w szerszym świecie gry. Ze względu na bliskość zarówno dzielnicy pospólstwa jak i szlacheckiej, wśród graczy można było znaleźć przedstawiciela dowolnej klasy, rasy czy majętności. Kelnerek było tutaj nieco mniej niż w dzielnicy szlacheckiej, bo, jak wiadomo, alkohol i wonne potrawy przytępiały umysł, zmniejszając szansę na wygraną.
Ostatni, ale nie mniej ważny róg ogromnego pomieszczenia mieścił wszystkich gości przybytku, którzy nie mogli znaleźć swojego miejsca w innej dzielnicy. Było tu nader spokojnie, burdy należały do rzadkości, a interesy szły gładko i w miłej atmosferze. Tutaj właśnie siadywali ludzie do wynajęcia, czy to jako zbrojni najemnicy, czy też okrętowi majtkowie, tutaj też kapitanowie statków załatwiali wszelkie sprawy z kupcami, przemytnicy oferowali towar, tutaj również siadywali zwyczajni, zmęczeni życiem i chętni tylko na kilka kielichów pracownicy, jak również podróżnicy i przyjezdni (których, notabene, od czasu odłączenia się Niezależnego Księstwa Lokent nie było wielu).
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

24 cze 2012, 17:39

Podczas spaceru ze świątyni do Latającej Ryby Eltenebreise starała się jak najmniej rzucać w oczy. Była nieco zdenerwowana faktem, że gdzieś tu mogą czaić się Latarnicy. Do końca nie wiedziała, kim oni są, jednak z wypowiedzi Darosa wywnioskowała, że to raczej większe ugrupowanie, niż jeden skurwiel, który ośmielił się uderzyć ją, wybrankę Ourelii.
Uchyliwszy delikatnie drzwi przybytku, zajrzała do środka. "Karczma, jak karczma. Może trochę bardziej burdelowata, niż w Wolenvain". Chwilę potem weszła do pierwszego pomieszczenia. Budynek rozbrzmiewał muzyką, krzykami i śmiechem. Jeden dźwięk zaintrygował najadę szczególnie, a mianowicie brzdąkanie strun, dobiegające z miejsca, gdzie stało kilkoro muzyków. Bez zastanowienia podeszła w ich pobliże, aby wysłuchać koncertu.
Niekontrolowane myśli wpadały do głowy kobiety, gdy wpatrywała się w młodą blondynkę, przygrywającą na lutni. "Nie, nie, nie. Nie umiesz. Gdybyś chwyciła palcem wskazującym, a nie środkowym, to dźwięk byłby czystszy". Z każdą kolejną podobną tej myślą Car’maris miała coraz większą ochotę na sięgnięcie po instrument. Czekała tylko, aż grajkowie postanowią zrobić sobie przerwę.
W między czasie postanowiła zagadnąć samotnie stojącą i popijającą piwo atrakcyjną, ciemnowłosą kobietę, być może elfkę. Była dosyć skąpo ubrana, a jej zachowanie reprezentowało sobą prawdopodobieństwo bycia stałą bywalczynią Latającej Ryby.
– Przepraszam… Gdzie i jak można tu dobrze zarobić? – zapytała dość niepewnym głosem, nie chcąc zrazić do siebie rozmówczyni.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

25 cze 2012, 19:57

MG


W lokalu panowała iście…luźna atmosfera. Naturalnie, jeśli nie licząc awanturników, jak i kłócących się przy kartach istot. Jadło, alkohol, kobiety, przytulny półmrok, dźwięki rozmów i instrumentów. To właśnie ta ostatnia składowa całej atmosfery w ogromnej karczmie przykuła uwagę Elt. Srebrnowłosa podeszła do muzyków przedzierając się przez tłum panujący w karczmie. Przez dłuższą chwilę przyglądała się jak palce blondwłosej kobiety skaczą po strunach, by wydobywać dźwięk umilający biesiadnikom czas, a który niknął i zlewał się w gwarze innych dźwięków. Dlaczego tą właśnie muzykę wypływającą z tego instrumentu posłyszała Elt i dlaczego wiedziała podświadomie jak skorygować grę kobiety? Jak powinna ułożyć palce by dźwięk był czystszy? Ach, czemu jej dłonie były przyciągane do strun, jakby chciały spotkać się z dawnymi towarzyszkami. Ciekawe…Lecz nawet jeśli wybranka Ourelii czuła nieodpartą potrzebę próby zagrania na lutni to takie podejście do grupy, przerwanie ich występu oraz egoistyczne stwierdzenie, że chce się zagrać mogłoby szybko spotkać się z odmową. Lepiej zaczekać aż zrobią sobie przerwę na gorzałę. Tak, to był lepszy pomysł. W międzyczasie Elt postanowiła porozmawiać z samotnie stojącą brunetką, która opierała się o ścianę. Była wysoka, może o parę centymetrów wyższa od srebrnowłosej, w dłoni trzymała kufel piwa i bębniła jednocześnie o jego drewniane ścianki paznokciami drugiej dłoni. Skąpo ubrana, o ostrych rysach twarzy, tak, nieznajoma mogła sprawiać wrażenie osoby o elfickim pochodzeniu, lecz jaka była prawda? Nie do końca wiadomo.
Na pytanie Elt kruczowłosa podniosła na nią swoje spojrzenie rzucane spod na wpółprzymkniętych oczu.
Upiła łyka z kufla, oblizała usta z piany i naleciałości po drożdżach, a następnie wygięła je w delikatny uśmiech. Odsunęła się od ściany i zbliżała się do srebrnowłosej, wręczyła komuś półpełny jeszcze kufel nie spoglądając nawet komu, a przy każdym kroku prezentowała swoje nogi wyłaniającego się z wyjątkowo odważnego wcięcia
Moja droga…kapłanka nie powinna pytać takiej osoby, jak ja, o sposób na zarobek. – Mówiła nijako stąpając wokół Elt, by ostatecznie stanąć po jej lewej stronie, kładąc przy tym dłoń na ramieniu.
–Pracy jest zawsze sporo. Tak sporo, jak dużo jest mężczyzn głodnych, próżnych, żądnych pieniędzy, rozrywki, kobiet…Lecz wyglądasz na zadbaną, odzianą, pod pieczą Ourelii, prawda, hah? – kontynuowała ześlizgując się po szacie, która była rozpoznawana. Ubiór kapłanów służących w świątyni Ourelii. Tak więc oczywiste było, że dama do towarzystwa stwierdziła, że właśnie rozmawia z jedną z kapłanek, które bywały tu tak…sporadycznie z wiadomych powodów. A jeszcze sporadyczniej wypytywały się o sposób na zarobek.
– Jesteś pewna, że tu znajdziesz pracę dla siebie? Czy powinnaś? Byłabyś w stanie podjąć się zajęcia przeze mnie oferowanego? Zastanów się złotko czy powinnaś pytać kurtyzanę o sposób na zarobek w miejscu takim jak to. Nie wyglądasz na aż tak zdesperowaną, słońce. Zastanów się dobrze.– Ostatnie słowa wypowiedziała z niejakim ciepłem, o które trudno byłoby ja posądzać. Zapewne spędziła pod tym dachem wiele dni. Zsunęła dłoń po materiale szaty.
-Lubisz muzykę? –Zagadnęła, widząc jak Elt uciekała co jakiś czas wzrokiem na lutnię.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

25 cze 2012, 20:47

Eltenebreise przeczuwała, że ma przyjemność zaczepiać kurtyzanę. Twierdziła bowiem, że taka osoba będzie miała największą wiedzę na temat miasta, a co ważniejsze, jego mieszkańców. Nigdy nie oceniała nikogo po rodzaju… stanowiska, jakie piastował. Uważała, że żadna praca nie hańbi. Cóż, z pewnością mogłaby spekulować, czy zawód damy do towarzystwa nie uwłacza godności kobiety, ale co na ten temat mogła wiedzieć ona, dziewica, a także niedoszła kapłanka?
Najada poczuła się nieco dziwnie, gdy ciemnowłosa natychmiastowo rozpoznała w niej służkę Ourelii. Mimo wszystko cieszyła się, że nie została z góry zignorowana. Postanowiła ciągnąć rozmowę na tyle długo, aby dowiedzieć się tego, co chciała.
– Cóż… Pomyślałam, że może ktoś tutaj rozwieszał jakieś ogłoszenia. Jeśli chodzi o głodnych mężczyzn, mogłabym sprawdzić się jako kelnerka, czy inna sprzątaczka. Może nie wyglądam, ale kiedy trzeba potrafię być pracowita – odparła tym samym grzecznym tonem, ignorując wspomnienie na temat bycia pod opieką bogini. Na pewno nie chciała podjąć się pracy kurtyzany. Jedynym mężczyzną, z którym miała do czynienia bliżej był Samael, z którym tak czy siak do niczego nie doszło. Bała się aż takiej bliskości fizycznej.
Po pomieszczeniu rozszedł się dźwięk, który dla bywalców przybytku nie był niczym dziwnym, ale najadę wręcz zabolał w szpiczaste uszy. Uniosła więc szybko dłoń do ucha i potarła je lekko. "Podstawowy błąd. Hańbisz ten instrument, dziewucho". Tylko rozsądek i chęć do pozostania incognito powstrzymywał Eltenebreise przed podejściem do blondynki i brutalnym wyrwaniem jej lutni. Poza tym zależało jej na znalezieniu jakiejś roboty, a ta kurtyzana mogła wiedzieć o tym coś więcej. Spuściła więc rękę tam, gdzie było jej miejsce.
Z krótkiej zadumy wyrwało ją pytanie potencjalnej elfki o muzykę. Odpowiedź na nie była wręcz oczywista dla Car’maris. Sama tylko do końca nie rozumiała, dlaczego.
– Czy lubię? Muzyka odgrywa, a przynajmniej do niedawna odgrywała całkiem sporą rolę w moim życiu, a szczególnie ta pochodząca z lutni – powiedziała, głosem bardzo pewnym siebie. Miała dorzucić coś o kulawej grze dziewczyny z kapeli, ale wcześniej wolała dowiedzieć się, czy to nie jest czasem ktoś, kogo urażenie mogłoby skończyć się źle dla najady.
– Kim są ci grajkowie? To jacyś stali bywalcy, czy może przyjezdni? – zapytała, od teraz starając się nie odrywać zbyt często oczu od rozmówczyni. Bądź, co bądź, ciągłe zrywanie kontaktu wzrokowego mogłoby zostać uznane za nietakt.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

26 cze 2012, 11:54

MG


Kobieta nie musiała się wysilać, by stwierdzić że Elt jest kapłanką. Wystarczyło spojrzeć na jej szaty, które tutaj, w portowym mieście, kult bogini mórz, kupców i piratów był czymś naturalnym. Jednocześnie brunetka była pod swoistym zdziwieniem z racji tego, że jej rozmówczyni się nie speszyła tylko wciąż trwała przy swoim. Przyjemnie. Ale wracając…
-Mało kto tu potrafi czytać, a jeśli nawet to są tym mało zainteresowani. Za dużo tu innych…rozrywek. – Prychnęła i przeniosła na chwilę swój wzrok na tłum biesiadujących nijako się jednocześnie przy tym krzywiąc zdegustowana tym co ujrzała. Zdecydowanie było tu za dużo rozrywek. Hazard, adrenalina, walki, kobiety i alkohol, a przy tym wszystkim można kombinować interesy.
-Mów mi Ksara i jeśli naprawdę Ci zależy na pracy mogłabym zamienić parę słów z tym, z kim trzeba i mogłabyś pokrzątać się z talerzami między stołami. Hah. Nie bytuję tu od dziś. Ale wszystko wszystkim, lecz nie w tych łaszkach, skarbie. Ja nie mam nic do tego, jednak ludzie mogą źle patrzeć na obsługującą ich kapłankę, nie wspominając o latarnikach. Tych to ostatnio wszędzie pełno, a i się rozbestwili…Nie ma co…Choć tutaj. – Chwyciła najdę za dłoń i podciągnęła pod ścianę, którą chwilę wcześniej podpierała Ksara. Była delikatna i nie używała przemocy. Najzwyczajniej w świecie stanie tak na widoku, między przeciskającymi się ludźmi nie podchodziło kurtyzanie. Wolała swoje rutynowe miejsce przy ścianie, z którego miało się dobry widok na większą część karczmy. A i widok stąd na muzyków był równie dobry.
-Tu jest lepiej. A co się tyczy tej grupy…można powiedzieć, że bywalcy, jak i przejezdni. Pływają po morzach z kupcami, którym najwyraźniej umilają podróż na morzu. Bywają więc tu za każdym razem gdy ci kupcy przybijają do portu. Przeważnie dwa do trzech dni tygodniowo, regularnie.– Mówiła, wskazując jednocześnie na grupkę trzech ludzi ubranych w zielone szaty, siedzących w dzielnicy interesów. To byli ci kupcy z którymi podróżowali grajkowie. Swoją drogą trzeba było przyznać, że Ksera dużo wiedziała, dużo mówiła zapewne potrafiła prócz wiadomego zajęcia najwyraźniej potrafiła również dawać rozrywkę zajmującą rozmową. Towarzyska i dość inna od stereotypu ludzi z Loketh.
-Nie jesteś stąd, prawda?
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

27 cze 2012, 09:47

Najada dopiero teraz zaczynała lekko wczuwać się w atmosferę Latającej Ryby. Cóż, może "wczuwać" to za duże słowo, jednak nie była tak spięta, jak na początku, gdy przyglądała się grze kapeli muzycznej. Gdyby udało jej się znaleźć robotę, mogłaby powoli zyskiwać informacje na temat tych tajemniczych Latarników, a na koniec odzyskać swoją własność i wejść do zamku Serghia, bowiem tylko tam mogła w pełni się zregenerować.
Cóż, rozrywki, rozrywkami, ale byłabym Ci ogromnie wdzięczna, gdybyś pomogła mi dostać tę robotę – mówiła wręcz błagalnym głosem – a poza tym, Elten jestem.
W tej chwili najbardziej do życia potrzebne były jej pieniądze. Prowiant, który otrzymała w świątyni mógł wystarczyć jej na trzy, góra cztery dni, gdyby dobrze go racjonowała.
Teraz, gdy, Ksara była skłonna jej pomóc, poczuła się znacznie pewniej, jednak uwaga na temat stroju w pewnym sensie zaniepokoiła Car’maris, bowiem nie miała skąd wziąć innych łaszków. Pomyślała, że może ona będzie wiedzieć, gdzie jakieś dostać.
W kwestii ubioru… Faktycznie, potrzebowałabym czegoś. Ta szata jest średnio praktyczna, poza tym – rozejrzała się po pomieszczeniu – za bardzo się wyróżnia.
Kiedy z ust kurtyzany padło hasło "Latarnicy", wówczas serce najady zaczęło bić nieco szybciej, a policzek lekko zapiekł na wspomnienie o kilku uderzeniach ze strony jednego z nich, określonego przez Darosa, jako jednego z najgorszych.
Tak właściwie… to kim są ci Latarnicy? Miałam ostatnio… bliskie spotkanie z jednym z nich, takim wytatuowanym, ale do końca nie wiem, o co chodzi z całą tą organizacją czy zgromadzeniem… – zapytała ostrożnie, obawiając się, że Ksara jako mieszkanka Lokent mogłaby się oburzyć pytaniem zadanym przez Elten.
Kiedy najada poznała prawdę na temat grajków, była średnio usatysfakcjonowana. "Przykra sprawa. Tacy bogaci, a stać ich tylko na jakąś nienauczoną dziewuchę". Cóż, jedną z wad Car’maris z pewnością była pycha, choć nie miała w zwyczaju nie doceniać oponenta. Ta blondynka była jednak nikim przy tym, co wiedziała i prawdopodobnie umiała niedoszła kapłanka Ourelii.
Na pytanie o pochodzenie, niegdysiejsza Vitae chwilowo zamilkła. Zastanawiała się, czy odpowiadać jej tak samo, jak skurwielowi, który przesłuchiwał ją w świątyni, czy powiedzieć prawdę. Ksara może i była kurtyzaną i wiedziała wszystko o tutejszych ludziach, ale sprawiała wrażenie bycia osobą godną zaufania.
- Owszem, nie jestem stąd – zaczęła bardzo cicho, niemal szeptem – ja… Przybyłam z Wolenvain.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

29 cze 2012, 18:42

MG


Brunetka skinęła głową. Popyta tu i ówdzie, skoro dziewczyna się upiera, a trzeba przyznać, że Ksara miała miękkie serce, zwłaszcza kiedy jakaś kobieta potrzebowała wsparcia. Robiła to wówczas z nijaką przyjemnością nie oczekując niczego w zamian. Wielu próbowało się dowiedzieć z jakiej racji mężczyzn tak nie traktuje, a ona wówczas z nijakim przekąsem odpowiadała, iż od klienta wymaga się złota, nie skarg na życie. Ale kto tam ją zrozumie…
-Latarnicy…huhu. – Ściszyła ton głosu niemal do szeptu lecz ciągle wpatrywała się przed siebie.
-Strasznie wścibscy ludzie znający swoją władzę. Moim zdaniem nieco zarozumiali. Pozwalają sobie na wiele, za wiele, lecz…trzeba przyznać, że dzięki nim panuje tu względny spokój. Wiesz, wiele ludzi, handlarzy, szmuglerów, piratów przemieszcza się po uliczkach, a oni w pewien sposób trzymają ich wszystkich w ryzach. Ale różne chodzą opinie. Ta jest moja. Inni twierdzą, że książę boi się przeciwników po tym, jak odłączył się od Autonomi…słowem pary…zapewne jedynie sami latarnicy znają cel do którego zostali powołani. Mają swoją siedzibę w latarni morskiej. Jednak, dobrze ci radzę, nie interesuj się nimi zanadto. Jeśli widzisz jednego – usuń się mu z drogi i nie zwracaj na siebie uwagi bo jak wezmą sobie ciebie na cel z jakiegoś powodu…prędzej czy później znikasz i ślad po tobie nie zostaje. – Skończyła nieco złowieszczo swą wypowiedź lecz taka była prawda. Istniały różne opinie na temat samych latarników nawet wśród mieszkańców Lokent. Była to bowiem bardzo tajemnicza organizacja, a co za tym idzie jej cele nie były jawne, lecz wraz z jej działalnością przestępcy stali się ostrożniejszy, miasto, a właściwie już Księstwo Lokent bezpieczniejsze. Z drugiej jednak strony nie na darmo niepisane prawo mówiło, że jeśli widzisz Latarnika zejdź mu z drogi…W końcu niektórzy znikali…
Muzyka ucichła, grajkowie wstali zostawiając swe instrumenty i wątpliwymi krokami udali się w kierunku lady zapewne po kolejną dawkę promili, mających rozluźnić ich już i tak w pewien sposób wystarczająco luźno, lecz kto by zwracał uwagę na takie niuanse w tym gąszczu rozmów? Jednocześnie pokazał się powód wątpliwej gry blondynki, która była już w stanie uniemożliwiającym piękną i wdzięczną grę. Słowem pary, artyści od siedmiu boleści. Pić, grać, nie żałować niczego…
Warto dodać, że jeden z mężczyzn wystukujący rytm na bębenkach już przy nich został. Zasnął bowiem będąc obojętnym na dźwięki i na fakt, że kamraci jego poszli jeszcze poszaleć i roztrwonić więcej monet…
W każdym bądź razie lutnia i parę innych egzotycznie wyglądających instrumentów zostało samych, a w tym samym czasie Elt wyjawiała swe pochodzenie. Słysząc pierwsze głoski Ksara wytrzeszczyła swoje oczy i z palcem wskazującym przyciszyła kapłankę.
-Cii…skarbie, radzę Ci się nie chwalić tym. To dobra rade, weź ją sobie do serca. Teraz Elten idę, praca…Nie wałęsaj się to potem powiem Ci co udało mi się załatwić. Nie daj się zjeść skarbie – Znów pozwoliła sobie pieszczotliwie mianować kapłankę kiedy to odchodziła by wsunąć dłoń pod rękę jakiemuś mężczyźnie, marynarzowi, a następnie zniknęła na schodach…
Elten została sama, a właściwie nie sama bo tłum w przybytku był znaczny, lecz teraz kącik muzyków opustoszał właśnie z muzyków i jedynie co rusz ktoś spoglądał na najdę to znów na swój kufel…
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

30 cze 2012, 17:12

Gdy Ksara opowiadała najadzie o Latarnikach, wówczas wzbudzała u niej tylko i wyłącznie lęk przed przyszłością. Owszem, przez nich musiała jak najszybciej wydostać się z Lokent, ale w tej chwili za bardzo rzucała się w oczy, poza tym potrzebowałą kogoś, komu można było zaufać. Nie wiedziała, czy będzie to nowo poznana kurtyzana, choć wzbudziła w Elten sympatię. Widziałą w kruczowłosej jedną z niewielu możliwości ratunku. Cóż, kobieta zawsze lepiej, niż mężczyzna zrozumie kobietę.
W chwili, gdy towarzyszka oznajmiła swoje rychłe odejście, najada powiedziała jej, że poczeka tutaj, bo i tak nie ma gdzie się udać, a następnie próbowała przemówić do bogini w myślach:

[color=33ddb7]"Matko, dlaczego? Skazujesz mnie najpierw na tortury, a teraz być może na śmierć? Co robię źle?"

[/color]

Zaraz potem Car'maris zwróciła uwagę na to, że muzyka ucichła. Lutnia teraz była w jej zasięgu. Bez wahania stanęła tam, gdzie wcześniej przygrywała blondynka i pewnie sięgnęła po instrument. Od tego momentu nie istniała Latająca Ryba, ani jej bywalcy. Teraz była tylko Elten i jej muzyka.
Jej palce same wędrowały po strunach, wygrywając przygnębiającą melodię. Zamknęła oczy i zaczęła cicho śpiewać. Cóż, jej głos może nie był najlepszy, ale z pewnością miły dla ucha.

Wykonywana pieśń, którą najada zasłyszała niegdyś w podróży opowiadała o utraconej miłości, zagubionej tożsamości i silnej wierze w bogów. Widziałą w niej wiele analogii do swojego własnego życia. Przypomniała sobie Samaela, dotyk jego warg na swoich, jego silne ramiona przyciągające ją do jego torsu. Żałowała, że sprawy tak się potoczyły. Nic jednak nie mogła poradzić na fakt, że oddała swoje życie Bogini, a ta wysłała swą wierną służkę na misję, nie dając jej żadnej wskazówki.
Kontynuując, myślała również o Niniel i Serghiu, o których ślubie dowiedziała się niedługo przed zniknięciem, a także o innych osobach, które poznała w Wolenvain, a było ich całkiem sporo. Loki, której kiedyś wyświadczyła przysługę. Inni członkowie Enklawy. Tarreth, wilkołak, który przyczynił się do wskrzeszenia dawnej Vitae. Im wszystkim coś zawdzięczała, niekoniecznie materialnego. Oni zbudowali jej wspomnienia. Chciała teraz za wszelką cenę wrócić do stolicy Autonomii. Jedyną przeszkodą byli Latarnicy. Marzyła o tym, żeby odzyskać pełnię siły i dopaść wytatuowanego skurwiela.

Po zakończeniu pieśni, najada otworzyła oczy, czekając na jakąkolwiek reakcję. Rozglądała się również za Ksarą, bo miała nadzieje na to, że znalazła dla niej pracę.

Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

02 lip 2012, 22:38

MG


Srebrnowłosa podeszła do lutni po tym jak została sama. Naturalnie nie licząc innych biesiadników, którzy ciągle egzystowali sobie…jakoś. W każdym bądź razie najda przyciągana wewnętrznym głosem poddała się i ujęła instrument w swoje dłonie. Paliczki rozłożyły się na strunach delikatnie z zamiarem wydania z nich dźwięku. Wszystko zapowiadało się pięknie. Białogłowa, lutnia, tajemniczy instynkt, muzyka…i przeciągłe beknięcie bębniarza, który wybudził się z marazmu, by po chwili nieznacznie się przekręcić i na nowo zapaść w sen. Tym razem głębszy…
Incydent ten zapewne wybił najdę ze skupienia, jednak nie na długo. Kobieta po chwili znów ustawiła swoje palce na lutni. Zamknęła oczy. Szarpnęła struny…Dźwięk zaś który wyszedł spod jej opuszków był wyjątkowo…jazgotliwy. To był na pewno szok dla Eltenebreise. Jakim cudem? Przecież wiedziała, że umie grać na tym instrumencie. Wiedziała…powinna wiedzieć…Czemu więc jej ciało, jej palce nie wykonywały poleceń myśli? To było tak, jakby jej ciało zapomniało, a umysł pamiętał. Bowiem wiedziała jak mocno należy szarpnąć strunę, jak następnie ułożyć dłonie, by wydobyć wyższy lub niższy ton melodii. Na bogów! Przecież jeszcze chwilę wcześniej wiedziała jak poprawić grę blondynki, a teraz jej własne palce skakały niezgrabnie, wydobywając dźwięki, których wydobywania w żadnym wypadku nie planowała. Musiała się uspokoić, wyciszyć, nauczyć palce od nowa czym jest gra. Skupienie, koncentracja, pokierowanie dłoni uczuciami, tak jak czyniła to kiedyś…Nie było to zapewne proste, zwłaszcza, że ciało czyniło co chciało, nie słuchając myśli srebrnowłosej, co objawiało się mało melodyjnymi dźwiękami…nie składającymi się zapewne na opowieść o miłości, przyjaźni, tęsknocie, za to o bajce o tym, jak kobieta pewna lutnię dorwała i grać na niej pięknie chciała, choć niewiele umiała…a raczej, jej dłoń –nie pamiętała.
Dziwne uczucie…Ourelia wystawiała ją zapewne na próbę dodatkowo milcząc i nie odpowiadając na wołania Elt. Ach te wyroki boskie…

>Nie masz umiejki grania. Twoja postać zapomniała w pewnym sensie tej umiejętności więc nie możesz siąść i od tak grać :3 Pokombinuj, naucz paluszki jak winny się bawić od nowa. Jak pomysłów brak to wołaj na GG.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

07 lip 2012, 12:16

Dziwne. Najada po otworzeniu oczu spodziewała się jakiegokolwiek zwrotu uwagi ze strony bywalców przybytku. Było dla niej wręcz oczywiste, że to się uda. Spotkała się raczej z takim samym ignorowaniem, jakiego doświadczyła wcześniej. Nie dopuszczała do siebie jednak tego, że to, co zamierzyła się nie uda. Przeliczyła się. Niedostatecznie rozgrzane palce, to na pewno była ich wina. Należało próbować dalej. Eltenebreise zaczęła się nieco irytować tym faktem, jednak zależało jej, aby przypomnieć swemu ciału to, o czym zapomniało.

Kolejna próba została przerwana przez obrzydliwy, donośny odgłos beknięcia. Najadę wyrwało to na krótką chwilę ze skupienia. Rozejrzawszy się, dostrzegła źródło tego dźwięku. Zaklęła w duchu, bowiem w tej chwili wszystko zaczynało ją irytować, łącznie z krzykami ludzi, utłuszczoną od żarcia lutnią, a nawet jej własnymi, srebrzystymi włosami, które przez swoją długość co jakiś czas opadały na struny, nad którymi Car'maris się nachylała. W momencie, gdy próbowała wydobyć z instrumentu czysty dźwięk, wówczas po Latającej Rybie rozniósł się dźwięk nieprzyjemny, jazgotliwy. Elten tupnęła nogą, okazując złość, niczym czteroletnia dziewczynka, której nie chciano kupić upragnionego kucyka. Na moment odstawiła przedmiot, aby ochłonąć. W tym czasie złorzeczyła wszystkim, którym nauka czegokolwiek przychodziła tak łatwo. Chwilę potem chwyciła rzecz z powrotem, aby zacząć grać wpierw proste dźwięki.

"Dobra, dobra, najado. Nie będziesz mi się tu irytowała. Jakby się udało, to możnaby było się przypiąć do takiej grupy muzycznej i uciec z tego przeklętego miasta, a nuż ktoś wybiera się do Wolenvain?" Ta myśl z pewnością dała Car'maris motywację do dalszej pracy i przede wszystkim skupienia, co spowodowało lepszą kontrolę nad dłońmi. Zaczęła od prostych dźwięków. Najpierw nie były one o wiele lepsze od tego, który wydobyła z lutni wcześniej, zdecydowała jednak, że nie wolno jej się denerwować, nie teraz, gdy znalazła dla siebie szansę. Po kilkunastu próbach kilka prostych dźwięków powinno być czystych, co jasnowłosa skwitowała tylko uśmiechem satysfakcji. Wspomniała w tej chwili boginię. Pomyślała, że to pewnie ona teraz kieruje jej dłońmi. Zasmucił ją jedynie fakt, że Ourelia nie odpowiadała na jej wezwania. Kobieta pomyślała wtedy, że nie można mieć wszystkiego i zacząwszy przypominanie sobie sposobu, który powinna wykorzystywać do gry prostych dźwięków, zaryzykowała, starając się je łączyć w łatwą melodię. Wówczas, gdyby któryś z biesiadników obserwował całę zdarzenie, mógłby uznać niedoszłą kapłankę za wariatkę, śmiejącą się z lub do samej siebie.

Jeżeli ta akcja zakończy się sukcesem, najada postara się przypomnieć sobie bardziej skomplikowane dźwięki. Reszta zależy od Ciebie, kochana piratko.

Wróć do „Lokent”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 5 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 5 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.