Przybytek "Latająca Ryba"

Miasto to jest stolicą stosunkowo niedawno utworzonego Niezależnego Księstwa Lokent, które nie wchodzi w skład Autonomii. Znane jest przede wszystkim z silnej floty handlowej oraz niezbyt otwartej społeczności.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Przybytek "Latająca Ryba"

22 sty 2012, 20:20

LATAJĄCA RYBA
Obrazek
Jakkolwiek wiele karczm, oberż, domów uciech czy zwykłych szynków znajduje się w samym Lokent, tak znajdująca się przy wyjściu z dzielnicy portowej wielkich rozmiarów budowla stanowiąca przybytek „Latająca Ryba” cieszyła się niesłabnącą i zasłużoną popularnością od lat.
Stanowiąc połączenie pijalni piwa, lokalu z dobrą muzyką, miejsca do załatwiania interesów oraz, nie przymierzając, burdelu, była kwintesencją wieczornych potrzeb każdego uczciwie pracującego obywatela, korsarza czy pijaczka, miejscem relaksu, rozmów, uciech, i przede wszystkim, miejscem przynoszącym swemu szlacheckiemu właścicielowi krocie zysków.
Samo główne pomieszczenie karczmy było ogromne, a stali bywalcy przybytku podzielili je na nieformalne rewiry, zwane „dzielnicami”. Każda z czterech dzielnic miała swoją funkcję, rewiry przenikały się wzajemnie i łączyły, jednak nigdy nie zmieniały miejsca swojego położenia – rogów ogromnej sali głównej.
Na zapleczu załatwiano interesy związane z pokojami na piętrze, czy to czysto mieszkalnymi, czy tez przystosowanymi wyłącznie dla rządnych często niewybrednej uciechy klientów obojga płci i każdej rasy. Bar centralny obsługiwany był przez rubasznego, okrągłego karczmarza, który ze swojej pozycji mógł zobaczyć wszystko i zlustrować niemal wszystkich. Resztę informacji dostarczały mu chadzające po całym pomieszczeniu kelnerki. Mimo pozornego chaosu, każdy szanował karczmarza i nikt nie próbował nawet zajść mu za skórę – prawdopodobnie nie bez powodu. Był on tutaj jedyną prawdziwą władzą, choć rzadko zdarzało się, aby interweniował.

„Dzielnice” utworzyły się samorzutnie, bo jak nie od dziś wiadomo, pewne grupy nijak nie chciały przebywać z innymi.
W najbardziej wystawnym, najbliższym karczmarzowi rogu znajdował się rewir ludzi bogatych, szlachty, burżuazji, ludzi zamawiających wystawne dania i oczekujących szybkiej obsługi – tam też kręciło się najwięcej kelnerek, a niepisane prawo głosiło, że do „Loży”, jak zwykli tę dzielnicę nazywać klienci, należy otrzymać specjalne zaproszenie.
Na przeciwległym do „szlacheckiego” rogu znajdowało się typowe miejsce bójek. Krąg ludzi skandlował hasła, zakładał się, otaczał zwykle dwójkę bądź więcej walczących osób. Często zakłady opiewały niebagatelne sumy, bowiem uczestniczyli w nich właściwie wszyscy bywalcy przybytku. Alkohole, zwykle dość podłej jakości, przelewały się tutaj strumieniami, krzesła i stoły były w większości połamane, a podłoga, zasłana ciałami pijaczków bez świadomości brudna, nie przeszkadzało to jednak amatorom adrenaliny oraz porządnej wódki gromadzić się tutaj w wielkiej ilości. Często bójki wybuchały również pomiędzy nie biorącymi udziału w zawodach klientami, ogarniając całą dzielnicę – ot, wypisz, wymaluj, jak w oberży pod Czarnym Kotem w Wolenvain. Klienci tej dzielnicy zwykle nie kłopotali kelnerek swoimi żądaniami i sami fatygowali się do karczmarza.
Na północ od tego pełnego rubasznej wesołości, otwartego dla każdego rewiru znajdowała się jaskinia hazardu. Mnóstwo ludzi grało tam w karty, kości, szachy i inne, nieznane w szerszym świecie gry. Ze względu na bliskość zarówno dzielnicy pospólstwa jak i szlacheckiej, wśród graczy można było znaleźć przedstawiciela dowolnej klasy, rasy czy majętności. Kelnerek było tutaj nieco mniej niż w dzielnicy szlacheckiej, bo, jak wiadomo, alkohol i wonne potrawy przytępiały umysł, zmniejszając szansę na wygraną.
Ostatni, ale nie mniej ważny róg ogromnego pomieszczenia mieścił wszystkich gości przybytku, którzy nie mogli znaleźć swojego miejsca w innej dzielnicy. Było tu nader spokojnie, burdy należały do rzadkości, a interesy szły gładko i w miłej atmosferze. Tutaj właśnie siadywali ludzie do wynajęcia, czy to jako zbrojni najemnicy, czy też okrętowi majtkowie, tutaj też kapitanowie statków załatwiali wszelkie sprawy z kupcami, przemytnicy oferowali towar, tutaj również siadywali zwyczajni, zmęczeni życiem i chętni tylko na kilka kielichów pracownicy, jak również podróżnicy i przyjezdni (których, notabene, od czasu odłączenia się Niezależnego Księstwa Lokent nie było wielu).
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 375
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

06 gru 2014, 03:51

MG

W karczmie jak zawsze panował gwar. Już na zewnątrz można było usłyszeć przytłumione krzyki, wrzaski i głośne rozmowy. Jaromir dopiero otwarłszy drzwi do przybytku zdołał odczuć faktyczną głośność hałasu wytwarzanego przez gości. Kilkoro oczu zwróciło się ku niemu, lecz równie szybko straciło zainteresowanie jego osobą. Może i był pokaźnych rozmiarów, ale jednocześnie nie odznaczał się niczym zbyt szczególnym. Tak też bez wzbudzania ekscesów dotarł do szynku, za którym stał niewzruszony karczmarz, który dopiero teraz skierował ku niemu swój wzrok. Spokojnie wysłuchał Jaromira, kątem oka spoglądając na kąt, w którym toczyły się bójki. W momencie, kiedy był czas na jego odpowiedź, zaczął:

- Zależy jaki i ile. Panowie po mojej prawicy za kwartę dobrego miodu zdolni są nawet cztery srebrnika wyjąć z sakiewki, kiedy hołocie, tej w tamtym rogu – Skinął głowę w kierunku burdy i krzyku. –sprzedaję taki, co ledwo pół srebrnika kosztuje. A jeśli o strawę się rozchodzi to kaszę mamy. Za miskę pół srebrnika będzie. Dawać? – zapytał, unosząc pokaźnych rozmiarów miskę. Może i Jaromir nie najadłby się z niej do syta, ale już dwie, według jego oceny, byłyby w stanie załagodzić odczuwany głód.

Do wrzasków i odgłosów bijatyki doszedł także rubaszny śmiech jednego z obserwatorów pojedynku, kiedy porządnie umięśniony pięściarz powalił większego o połowę od niego grubasa, który właśnie próbował się podnieść, lecz tłuszcz konsekwentnie utrudniał mu to przedsięwzięcie. Następny cios ze strony stojącego pojedynkowicza zaważył na wyniku bójki. Wygrał chudszy z mężczyzn, lecz ten w zasadzie niespecjalnie się cieszył. Na jego twarzy nie rysowała się radość czy w ogóle inne emocje. Tylko odwrócił się, by usiąść przy ławie, kiedy jego przeciwnik w końcu się podniósł i jakby zaczął się turlać w jego stronę. Jego głowa stała się jeszcze bardziej purpurowa, by teraz przypominać dojrzałą czereśnię. Wyglądało na to, że ktoś nie zamierzał grać honorowo.

Awatar użytkownika
Jaromir
Posty: 21
Rejestracja: 15 wrz 2014, 19:10
Lokalizacja postaci: Przybytek "Latająca Ryba"
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3073

09 gru 2014, 17:46

Całkiem zadowolony z miejscowych cen Jaromir sięgnął do swojej torby i wyjął 5 srebrników. Zasadniczo miejsce nie było jakoś skrajnie wyjątkowe, ale z pewnością różniło się od pozostałych karczm w jakich przebywał. Kładąc gotówkę przed karczmarzem postanowił zagadnąć o tematy ważniejsze, których nie było warto nawet poruszać bez ogólnej wiedzy cenowej.
Skoro tak to porządnego miodu i dwie miski kaszy. Całkiem zacny to lokal gospodarzu a powiedz ty mi dobre tu macie dziewki? To jedno a drugie tam wśród walczących – wskazał ręką w kierunku miejsca przed chwilą odbytego pojedynku – da się zarobić na strawę i rozrywkę?
Na ambitny temat stałej pracy jeszcze się nie porywał, chociaż, jeżeli stawki i zakłady okażą się iść tutaj biednie to i plany trzeba będzie przyspieszyć.

Zupełnie przy okazji rozglądał się po karczmie średnim zainteresowanie darząc widocznie bogatszej części z po odgłosach i ogólnym wrażeniu hazardem. Jego uwagę przykuwały bardziej znajdujące się w lokalu kobiety wątpliwej profesji, spokojne miejsce zrzeszające silnowskich oraz oczywiście "arena" jak zdecydował określać miejsce bójek. Pewnikiem niedługo trzeba mu będzie zasiąść między nieznajomymi w najnudniejszej części przybytku, ale na razie stać go było na korzystanie z życia i okładanie ludzi za pieniądze. Po krótkiej chwili stwierdził nawet, że jeśli nie poszczęści mu się w zawodzie to i tak będzie okładał słabszych od siebie, tyle że mniej legalnie, a za lepsze pieniądze.

Nieco swędziały go pięści a i również inne części ciała, kiedy tak siedząc i podziwiając salę czekał na strawę jednak głód przebijał pozostałe odczucia. Przebył zdecydowanie zbyt długą drogę aby zacząć robić cokolwiek poza sprawami koniecznymi i nagłymi jakich na szczęście w tym momencie nie miał.
Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 375
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

12 gru 2014, 13:16

MG

Karczmarz wziął od Jaromira zapłatę, by po chwili położyć przed nim na szynku kufel pełen miodu wyglądającego już na pierwszy rzut oka, że był pierwszego sortu, i miskę kaszy jaglanej wraz z łyżką i słowami:

- Po drugą porcję zgłoś się, kiedy opróżnisz miskę. – Następnie odpowiedział na pytania. – Dziewki jak dziewki, zależy na jaką się trafi. Szczerbata Ceria nierówna ponętnej Zervinie. A co do mordobicia, szybciej można dorobić się złamanego nosa niż porządnych pieniędzy. Nikt tam większych sum nie stawia, bo i tak wiadomo, kto wygra. Bywalcy znają mordobijców jak łyse konie. Czasem, acz rzadko, ktoś szlachetniejszy stanie w szranki i w tym wypadku można mówić o jakimś zarobku, ale nie za często się to zdarza, więc i wyżyć z tego trudno.

Jaromir w tym czasie rozglądał się po przybytku. Dziewki jak to dziewki – jak już mówił karczmarz – różne były. Jedne nie wyglądały najlepiej, inne za to ewidentnie prowadziły bardziej wystawne życie, pełniąc rolę kochanic mniej poradnej szlachty. Różniły się wyglądem, stylem ubierania, wiekiem. Wszystkie te, które oddawały się bywalcom karczmy za pieniądze, można było poznać po jednym szczególe, na który Jaromir szybko zwrócił uwagę – każda z nich miała na nadgarstku zawiązaną na kokardkę tasiemkę w kolorze żółtym.

Akcja w kącie zarezerwowanym na mordobicia toczyła się wartkim tempem. Większy uczestnik bójki chwycił jeden z pobliskich drewnianych kufli, na co jego właściciel chciał zakrzyknąć z oburzenia, lecz zaniechał tego pod wpływem wzroku dzierżącego. Następnie ruszył w stronę swojego oponenta, który właśnie docierał do swojego miejsca. Zamachnął się i uderzył kantem naczynia w głowę. Zraniony mężczyzna upadł na ławę, rozlewając przy okazji napoje okolicznym gościom. Po jego karku spływała ciemna stróżka krwi, która powoli przesiąkała przez jego odzienie.

Następujące wydarzenia zamknęły się w przeciągu kilku sekund. Grający niehonorowo mężczyzna został podcięty, a co za tym idzie sprowadzony do parteru, by następnie być okładanym przez oponenta. Ciosy szły jeden za drugim, aż do momentu kiedy obity grubas nie dawał znaku życia, a knykcie atakującego nie starły się do krwi. Znokautowany mężczyzna został dosłownie przetoczony pod ścianę karczmy, gdzie jego ziomkowie próbowali go ocucić.

W tym też momencie pojawił się rozgardiasz w dzielnicy gier i zabaw. Srebrniki przechodziły z rąk do rąk.

Awatar użytkownika
Jaromir
Posty: 21
Rejestracja: 15 wrz 2014, 19:10
Lokalizacja postaci: Przybytek "Latająca Ryba"
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3073

14 gru 2014, 11:13

Zwycięzca pojedynku w "arenie" wydał się Jaromirowi interesujący, więc obserwował go pałaszując już drugą miskę kaszy. Mężczyzna na pewno miał umiejętności i doświadczenie w laniu się po ryjach, więc walka z, nim powinna okazać się ciekawa. Zasadniczo powinien raczej zająć się szukaniem roboty, ale chęć przetestowania tutejszych skutecznie go od tego odciągała. Chcąc zachować odpowiednią kolejność najpierw dojadł do końca swój posiłek, później podziękował zań gospodarzowi chwaląc zarówno miód jak i cały przybytek. Skoro z walk tutaj nie dało się wyżyć to muszą one zostać jedynie jako rozrywka, natomiast roboty trzeba będzie szukać w fachu jednak szybciej niż później. Jaromir z zaskoczeniem zauważył, że właściwie przesadnie martwi się przyszłym zajęciem jakie mógłby tutaj wykonywać, skoro nadal miał gotówkę. Mając odrobinę szczęścia, jeżeli wykaże się w bójce to może nawet panienki zainteresują się, nim i będzie miał co robić w nocy nie nadszarpując mocno swoich zasobów pieniężnych? Żeby nie zostać przeoczonym wstał i przełożył kij w jakieś mniej rzucające miejsce raz jeszcze zagadując oberżystę.
Gospodarzu, będziesz tak miły i przypilnujesz przez moment mojej własności?
Co prawda nie spodziewał się aby ktoś chciał ukraść kawałek drewna, ale, po co ryzykować i później maszerować bez podpory? Zanim jeszcze otrzymał odpowiedź ruszył w stronę walczących może i nie krzycząc, ale głośno i donośnie mówiąc:
Hej ty! Tak ty.Wskazał ręką na zwycięzce pojedynku.Chciałbyś się zmierzyć z prawdziwym przeciwnikiem? Stawiam 10 srebrników, że nie zdołasz mnie pokonać!.
Jaromir szczerze wątpił aby tamten pokazał pełnię swoich umiejętności w poprzednim pojedynku, ale wierzył w swoje siły na tyle aby postawić na siebie znaczną ilość pieniędzy. Pytanie zadał mniej stojąc blisko stołu oberżysty tak, więc na będąc dobrze widocznym i miał nadzieję, że jego głos przebije się przez gwar tego miejsca dolatując tak do walczących, jak i obstawiających.
Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 375
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

13 sty 2015, 20:15

MG

Karczmarz jedynie wzruszył ramionami w reakcji na pytanie Jaromira, lecz ten nawet nie ujrzał odpowiedzi, kierując się od razu w stronę kąta odpowiedzialnego za krzyki, burdy i wszelkie inne rubaszne zachowania. Mężczyzna doskonale wiedział z kim chciał się zmierzyć i właśnie tylko w tym celu ruszył w tamte rejony. Nie dotarłszy jeszcze do zwycięzcy ostatniego pojedynku, zdecydowanym tonem i na tyle głośno, by znaczna część gości zdołała usłyszeć, wyzwał go na kolejny pojedynek. Tym razem kilkadziesiąt par oczu spoczęło na Jaromirze, włącznie z oczyma mężczyzny, do którego słowa były skierowane. Z krytycyzmem zlustrował go wzrokiem. Wstał i w końcu odpowiedział równie głośno jak rozmówca:

- Dziś już nie walczę, tym bardziej za takie pieniądze. – powiedział, rozcierając kark, by następnie spojrzeć na zabrudzoną krwią dłoń. – Jak widać, starczy mi na dzisiaj. Zgłoś się jutro, a na pewno stanę z tobą w szranki, coby dupsko twe złoić jak trzeba.

Jaromir w tym czasie mógł się przyjrzeć swojemu przyszłemu oponentowi. Był to mężczyzna o niemal ćwierć metra niższy, lecz budową wcale nie ustępujący smokobójcy. Kwadratową twarz o szerokiej szczęce poznaczoną miał niezliczoną ilością małych blizn, a nos był ewidentnie łamany co najmniej kilka razy. Wszystko to było widać jak na dłoni na tle jego trochę ciemniejszej od reszty karczemnych bywalców cery. Na jego odzienie składała się szara koszula i szare nogawice, a na nogach nosił skórzane, dobrze dopasowane trzewiki. Na jego krześle za to wisiała jopula o kolorze zszarzałego brązu.

Usiadł z ironicznym uśmiechem na ustach. Pociągnął kolejny łyk trunku, który miał przed sobą. Widać było jednak, że przedstawienie się na tym nie kończyło. Nikt nie spuszczał z oczu ani Jaromira, ani drugiego mężczyzny. Czyżby wszyscy czekali na reakcję Jaromira?

Awatar użytkownika
Jaromir
Posty: 21
Rejestracja: 15 wrz 2014, 19:10
Lokalizacja postaci: Przybytek "Latająca Ryba"
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3073

21 sty 2015, 18:05

Cóż Jaromir nie był specjalnie szczęśliwy z takiego obrotu spraw, tym bardziej, że zdołał zebrać na sobie uwagę obecnych. Głupio, by było teraz pokornie przyjąć warunki oponenta, ale tez tłuc takiego wykończonego nie było sensu. Pocieszało go, tylko że przeciwnikowi nie brak hartu ducha nawet przy znaczącej różnicy w rozmiarach. Podobno prawdziwi wojownicy nie afiszują się swoimi zdolnościami i, choć koleś widocznie nie kozaczył to z ryja mu biło doświadczenie. Cóż Smokobójcy było nawet na rękę, jeśli przeciwnik weźmie go za kolejnego kozaczka i nie doceni, bo dało, by mu to element zaskoczenia a widownia zawsze docenia dobry spektakl. Miał nadzieję, że stylowym zwycięstwem wyrobi sobie jakąś reputację wśród miejscowych i może zyskać jakąś panienkę, robotę albo od najgorszej biedy przydupasa, którym będzie się mógł wysługiwać we wszelkich upierdliwych czynnościach. Tak czy siak, nadal równie prowokacyjnym i doniosłym głosem postanowił pokazać się jako tego dobrego:
Niech Ci będzie odpocznij sobie tylko porządnie żebyś mnie jutro nie zawiódł i ustał na tyle długo, żeby mnie, choć trochę zabawić.
To powinno wystarczyć, choć oczywiście w ten sposób przegrana pewnie sporo mogła, by go kosztować. Kiedy już skończył wrócił na swoje miejsce i zagadał karczmarza:
Masz jakiś wolny pokój na noc? Idę rozejrzeć się po mieście, a nie chciał bym szukać po nocach.
Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

06 lut 2015, 01:09

MG:

Jaromir nie doczekał się odpowiedzi przyszłego rywala, choć mógł być pewny, że swoimi słowami dodatkowo go rozjuszył. Postawione srebrniki podziałały jednak na wyobraźnię siedzącego mężczyzny – choć teraz nie miał już siły, jutro nie odpuści okazji na łatwy, jego zdaniem, zarobek.

Karczmarz "Latającej Ryby" kalkulował. Przewidywał, że jutro zawita tu tak samo dużo (jak nie więcej) gości. Przyjdą mężczyźni zainteresowani nową walką, możliwością zakładów i wizją świeżej rozrywki, wszak ich uczestnik nie był kimś znanym z twarzy. Ci przyciągną ze sobą kobiety. Wszystko zawsze nakręcało się w ten sam sposób. Nowoprzybyły wielkolud nie krył się z zamiarami, zabierając za najbardziej męski i podły przy tym sposób zarobkowania od razu po spożyciu posiłku. Wzbudzał jako taki respekt wśród miejscowej zbieraniny, nawet jeśli nie był stąd. Na pewno swoje robił nietypowy wzrost i konkretne umięśnienie, które dawało nadzieję na nie byle jakie widowisko. Karczmarz doskonale wiedział, z jakim zamiarem podejdzie do lady Jaromir tym razem i nawet się ucieszył, szybko licząc potencjalny zysk.

Znajdzie się pokój. Śpisz sam, bierzesz kogoś na noc? – zadał pytanie, szczerząc nieprzyjemnie zęby, prawdopodobnie w dość oryginalnym uśmiechu. – To twoje – rzekł, przesuwając w stronę gościa jego kij.

Karczma nie wydawała się miejscem, które dzisiaj szybko ucichnie. Było tu wiele osób, mnóstwo alkoholu i sporo jadła lepszej czy gorszej jakości, co pozwalało sądzić, że przybytek nie "zaśnie" zbyt szybko. Jeśli Jaromił faktycznie planował jeszcze wychodzić, miał mnóstwo czasu, nim zastałyby go zamknięte drzwi.

Ktoś trzasnął kuflem o stół, któraś pani głośno się roześmiała. Panował chaos, a mimo wszystko "Latająca Ryba" sprawiała wrażenie miejsca przepełnionego specyficznym, niepowtarzalnym klimatem. Całkiem interesującym na spędzenie w nim nocy.

Pięć szylingów – rzucił luźno karczmarz, oceniając potencjalną zasobność sakiewki Jaromira. Miał na myśli, rzecz jasna, koszt noclegu, o który gość zapytał.

Awatar użytkownika
Jaromir
Posty: 21
Rejestracja: 15 wrz 2014, 19:10
Lokalizacja postaci: Przybytek "Latająca Ryba"
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3073

18 lut 2015, 19:16

-Drogo. – Stwierdził mężczyzna nie kryjąc zaskoczenia – Dam trzy nie więcej, chyba że za dobry pokój i dobre towarzystwo to możemy porozmawiać nawet o siedmiu.
Smokobójca nie spodziewał się aby na takie warunki karczmarz łatwo przystał, ale pieniądz nie owoc, na drzewach nie rośnie. Siedem szylingów to nadal były całkiem konkretna ilość jak na takie potrzeby. Może właściciel oferował mu jakiś pokój z poziomu tutejszych możnych? Tak czy siak, jutro może mu się udać całkiem dobrze zarobić, więc był godów przepłacić nawet za porządny nocleg i przednie towarzystwo. Przemknęło mu przez głowę czy, by aby nawet nie wołać o dwie dziewczyny, ale zrezygnował z pomysłu. Jeśli jutro zrobi wystarczające wrażenie może trafi się okazja a i lepiej nie przesadzać z nocnymi zabawami tak, żeby rano mieć siłę stanąć do walki.
Mając na względzie tutejsze ceny był niemal pewien, że nie pomieszka tutaj długo i, żeby móc jeszcze trochę zostać w tym mieście trzeba mu będzie dogadać się z jakimś okolicznym wieśniakiem o kwaterę czy, chociaż miejsce w stodole. – No, zobaczymy. – pomyślał mocniej zaciskając palce na kiju. Jak sam wcześniej wspominał na takie rzeczy czas znajdzie najwcześniej po walce, jeśli los nie dopisze i nie będzie zajęty jakimiś dogodnymi jej następstwami.
- To jak będzie? – Zapytał czekając na typowe, nieskończone oburzenie właściciela przybytku.
Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

20 lut 2015, 19:23

MG:

Niewiele więcej trzeba było podstarzałemu karczmarzowi. Wyczuwając solidnego gościa (i solidną zawartość jego sakiewki), zwrócił ku niemu całą uwagę, szczerząc się jeszcze bardziej. Kilka potencjalnych szylingów potrafiło zjednać zaufanie – nawet u obcych.

Znać, żeś nie stąd – mruknął i pokiwał głową w zrozumiałym tylko sobie geście. Jednocześnie niedbale przydeptał karalucha, który kręcił mu się gdzieś przy stopie; Jaromir nie miał szans zauważyć tego ze swojego miejsca. – Pokój się znajdzie, za siedem szylingów wyśpisz się pan tu jak możny. Z kobietką – uściślił znacząco.

Odsunął się od lady i zajął tym, czym zawsze zajmował się w wolnej chwili przykładny karczmarz – chwycił pierwszy z brzegu kufel i zaczął go przecierać kawałkiem szarej szmaty. Już po chwili można było stwierdzić, że zabieg niewiele miał wspólnego z przesadną dbałością o czystość i służył tylko zajęciu czymś spracowanych dłoni.

Karczmarza może zainteresowała postać Jaromira, może się nudził. Może próbował przypodobać – już po chwili znowu zagadał smokobójcę, poruszając losowe tematy. Gościa "Latającej Ryby" mogło zainteresować jedynie to, że ma gdzie spać, ma z kim spać i nie musi martwić się o swoje miejsce, nawet jeśli planował jeszcze wychodzić.

Karczmarz mówił. Trochę o wysokich cenach miodu, potem o kobietach, które kręciły się po jego przybytku (w tym momencie mocniej ścisnął przecierany kufel), wspominał o wiecznym brudzie i wrócił do tematu swoistych dzielnic karczmy. Nie zdążył podzielić się jednak niczym ciekawym, gdyż za swoimi plecami Jaromir usłyszał nowy głos, tym razem kobiecy.

Zdecydowanie zbyt blisko swojego ucha.

Przyjaciół poznaje się niespodziewanie. Szczególnie w takich miejscach. – Dziewczyna mogła mieć szesnaście, siedemnaście lat i pojawiła się dosłownie znikąd. Jaromir mógł zobaczyć młode, choć ostre rysy twarzy i mnóstwo brązowych włosów, które okalały lokami rumianą buzię. – Szukasz przyjaciela na noc?

Uśmiechnęła się całkiem ładnym uzębieniem (cechą niezwykłą jak na zebrane w karczmie towarzystwo) i przysunęła do Jaromira. Nie było jej wcześniej, na pewno nie w tym pomieszczeniu. Podobnie ładna dziwka nie uchowałaby się długo bez szwanku w izbie pełnej pijanych mężczyzn. Dziewczyna niedbale machnęła ręką, pozwalając zobaczyć rozmówcy żółtą tasiemkę na nadgarstku. Mimo że nie należała do śliczności, o czym głównie decydowała poniszczona cera i mało korzystny makijaż, miała w sobie swój urok i najwyraźniej była go świadoma.

Będziesz się bił z Rezgiem – stwierdziła, nawet nie pytając. Podbródkiem wskazała jutrzejszego rywala Jaromira, który właśnie przechylał kufel. Jego towarzysze głośno komentowali niedawną walkę. – Odważnyś. Albo głupi.

Awatar użytkownika
Jaromir
Posty: 21
Rejestracja: 15 wrz 2014, 19:10
Lokalizacja postaci: Przybytek "Latająca Ryba"
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3073

22 lut 2015, 15:36

Mężczyzna niemal fizycznie poczuł ostrze sztyletu. Chodź wcale go tam nie było wyobrażona stal kuła Jaromira w plecy. Mogłem umrzeć. Pomyślał rozbawiony zerkając na dziewczynę. Podeszła go tak, że nic nie zauważył, więc równie dobrze mogła poderżnąć mu gardło, ale równocześnie… cóż jej słowa sugerowały, że proponuje mu bardzo "przyjazną" noc czego odrzucać nie zamierzał. Ignorując doświadczenie życiowe i instynkt najemnika wspólnie krzyczące, że jest zbyt idealna uśmiechnął się serdecznie. Gdyby chodź odrobinę kierował się logiką rzucił, by jakimś zagadkowym i podchwytliwym zdaniem mającym sprowokować ją do jakiś działań, ale, kto, by się w taką noc przejmował szczegółami?
Rad byłbym z Twojej przyjaźni. Zwą mnie Jaromir panienko.
Ciekaw był bardzo jak na "panienkę" nieznajoma zareaguje. Zastanawiało go trochę, czy aby przypadkiem dziewczyna nie podsłuchała jego rozmowy z barmanem, w której szukał towarzystwa i dosyć otwarcie obnosił się z konkretną gotówką. Zresztą obniósł się z nią już wcześniej pytanie tylko czy nieznajoma jest złodziejką pragnącą okraść go tylko z sakiewki. Jakoś nie kojarzył aby ktoś wyjątkowo czyhał na jego życie co zresztą nie bardzo mu w tym momencie przeszkadzało. Oczywiście wszystko to mogło być tylko jego przesadzonymi wyobrażeniami podczas, kiedy dziewczyna była już opłaconym przez niego towarzystwem. To akurat łatwo było sprawdzić, bo, jeśli współpracowała z karczmarzem to na pewno będzie zadowolony z reakcji Smokobójcy, jeśli zaś nie to i jego twarz raczej nie pozostanie kamienna.
Jestem dość pewien swojego ciała i zapewniam, potrafię dokonywać, nim imponujących czynów.
Jeśli dziewczyna nie jest od mężczyzny za blatem to da te 3 szylingi za pokój a później niech się dzieje co ma dziać. Życie jest tylko jedno, bez sakiewki też jakoś sobie poradzi a (teraz już byłe tego pewny) z nieznajomej nie zrezygnuje.

Wróć do „Lokent”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 6 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1046
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Senti
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.