Ulice miasta

Miasto to jest stolicą stosunkowo niedawno utworzonego Niezależnego Księstwa Lokent, które nie wchodzi w skład Autonomii. Znane jest przede wszystkim z silnej floty handlowej oraz niezbyt otwartej społeczności.

Moderator: MG

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3711
Rejestracja: 01 wrz. 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Ulice miasta

23 sty. 2012, 00:32

ULICE Lokent
Obrazek
Ulice Lokent nie różniły się niczym od ulic innych, szybko rozwijających się miast. Często wąskie i nieprzejezdne dla wozów, ciasno wypełnione po bokach przez wtulające się w siebie, z pozoru chaotycznie budowane, zwykle kilkupiętrowe domy, uliczki tego opartego na handlu i żegludze miasta stanowiły miejsce, gdzie spotkać można było dosłownie każdego – od osób prawych i szerzących wiarę w bóstwa, przez spieszących do pracy stoczniowców, aż po uciekających ze zrabowanymi mieszkami drobnych złodziejaszków. Sieć ulic prowadziła w dowolne miejsce Lokent zwykle na kilka sposobów, więc ciężko było wyróżnić tę najbardziej popularną.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Fraen
Posty: 372
Rejestracja: 06 gru. 2011, 15:58
GG: 15995773
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1256

19 paź. 2012, 03:11

Tutaj odpisujesz po tym, jak w poprzedniej lokacji, w (dosłownie) kilku słowach opiszesz, że dajesz kasę strażnikowi.


MG:

[/b][/color]

Gwardzista po otrzymanej zapłacie przekazał dodatkowy zarobek trzeciemu – interesiarzowi. Ten zaś sprawie otworzył swój trzos i cały rozpromieniony wskazał otwartą dłonią żelazną bramę. Drugi, agresor, spokorniał. Wyjął klucze i otworzył wrota do miasta.
- Za mną – powiedział kapitan, po czym pierwszy przekroczył mury miasta. Gdy zrobił to i Talas – dwójka pozostałych zamknęła metalowe wejście. Słychać było jeszcze przez chwilę ich stłumione głos, acz szybko ustały.

- To podłe miasto, panie. Nie radzę zostawać tu dłużej dla własnego bezpieczeństwa – informował. - Gdybym ja miał wybór, udałbym się do Wolenviain. Tak… Tam zawsze się dużo dzieje. Korupcja, płonące budynki, kurtyzany na ulicach… – Zaśmiał się. - A tak zupełnie poważnie, panie, miasto to jest największe i na pewno znajdziesz tam zatrudnienie, bądź jednorazową robotę. Może zapiszesz się do jakiejś gildii… Nie wnikam, po co tu przybyłeś, acz strzelam, że nie turystycznie. – Spoglądnął na jego uzbrojenie. - Nie chcę mówić za dużo, bo za dużo też nie wiem. Pytaj karczmarza, ale tylko jego – reszta może cię zwieść, fałszywymi informacjami i potraktować obuchem w tył głowy. Handel żywym towarem, czy też samymi organami… Niestety, panie – takie czasy.

Mówił dużo i nie przestawał. Umilało to swoiście krętą drogę uliczkami Lokent. Od portu oddalili się już dawno, a strażnik zdawał się móc iść z zamkniętymi oczami. Budynki stały jeden przy drugim i patrząc w górę, miało się wrażenie, że pochylają się nad idącym…
- Już niedaleko… – uspokoił elfa.


Jeżeli chcesz, mogę prowadzić też kwestie w karczmie, acz to za pamięci – i wedle Twoje uznania.
Awatar użytkownika
Jaromir
Posty: 21
Rejestracja: 15 wrz. 2014, 19:10
Lokalizacja postaci: Przybytek "Latająca Ryba"
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3073

20 mar. 2015, 19:24

Jaromir spokojnym krokiem przemierzał ulice miasteczka rozglądając się na boki. Właściwie miał konkretny cel w swojej przechadzce, ale dobra pogoda i przyjemna wieczorna poświata szybko zaowocowały przełożeniem go na "za chwilę". Spacerując tak doszedł do wniosku, że większość uczciwych ludzi zapewne już śpi lub też zbiera się do spania, więc nie jest to najlepszy moment na pytanie o przyszły nocleg. Właściwie po okolicy i obserwowanych w karczmie ludziach można, by się spodziewać, że jest tu jakaś zorganizowana grupa przestępcza a i do takich można podejść szukając noclegu. Teoretycznie nie jest to ryzyko warte ceny w przeciętnej noclegowni, ale w praktyce może okazać się całkiem zabawne. Poza tym, jeśli wie się, jak rozmawiać z takimi ludźmi czym wojownik niestety poszczycić się specjalnie nie mógł to można wszystko załatwić. Fakt, że w swoim nie krótkim już życiu nie miał żadnych konkretnych sprawunków z złoczyńcami okazał się dla smokobójcy dosyć nieprawdopodobnym. Zasadniczo przy swoich upodobaniach powinien już dawno temu zająć się czymś nielegalnym albo przynajmniej wyrobić sobie znajomości w "niecnych" kręgach. Postanowił zająć się tym w wolnym czasie, kiedy to spostrzegł, że idąc w zamyśleniu znalazł się w jakimś nieznanym mu miejscu i nie wiedział jak wrócić do gospody. Żeby było ciekawiej miejscem tym okazała się ciemna i boczna uliczka tak, więc ze zwykłej przezorności nieco zwiększył swoją czujność.
Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

13 kwie. 2015, 22:37

MG:

Uliczka, którą przemierzał Jaromir, należała do brudnych i cuchnących, a przez to niewiele różniła się od swoich brukowych sióstr w najbliższym otoczeniu. Coraz mocniejszy, nocny mróz po raz ostatni ostrzegał wędrowców przed nadchodzącą zimnicą, dając jeszcze chwilę, by znaleźć ciepłe schronienie z noclegiem do rana. Wysoki mężczyzna nie przejmował się tym. Nie zważając na smród ścieżek, późną porę i szybko opadającą temperaturę, Jaromir postanowił rozejrzeć się po okolicy przed powrotem do upatrzonej karczmy – w znanym tylko sobie celu.

Ulice miasta nie miały mu jednak ułatwić zadania, jakimkolwiek ono było o tej godzinie, i swoimi krętymi, niemalże identycznymi drogami szybko wywołały u wojownika wrażenie zagubienia. Pogłębiało się ono z każdą minutą, jednocześnie uświadamiając smokobójcy jeden absurdalny fakt – niekoniecznie wiedział, jak wrócić ze swojego spaceru do "Latającej Ryby". Mimo to brnął dalej, głębiej w Lokent, korzystając z pierwszej okazji do poznania miasta.

Nie było ono puste, a tym bardziej śpiące – mimo niesprzyjających warunków słychać było rozmowy, płacze dzieci, mijało się różnie wyglądających, spieszących gdzieś wiecznie ludzi, co jakiś czas na kogoś wpadało i tym samym uczestniczyło w powoli gasnącym, nadmorskim życiu Lokent.

Okolica, w której nierozważnie znalazł się Jaromir, musiała należeć do jednej z tych nowo wybudowanych, a świadczyło o tym swoiste zaniedbanie, odbiegające przecież od raczej schludnego wyglądu pozostałych rejonów miasta. Tu budynki nachodziły na siebie, gromadząc w sobie zwykle po kilka rodzin, uliczki zdawały się nieprzejezdne dla większych wozów, a ich układ – nieregularny, nieprzemyślany. Jaromir mądrze postąpił, skupiając się wreszcie na swojej podróży i jej celu. O tej godzinie niemądrze było spacerować z kijem przez obce miasto, nawet będąc postawnym, imponująco zbudowanym mężczyzną.

Ciemna uliczka, w której się zatrzymał, na szczęście lub nieszczęście nie była tą "ślepą". Smokobójca mógł ruszyć dalej, słysząc jednocześnie coraz głośniej za rogiem dramatyczny, zdarty głos mężczyzny.

Okrutnie spitego, co wywnioskować można było już po chwili.

Patrzysz w oczy tej śśśmierci i co możesz zrobić? – padło pytanie łachmaniarza, do którego należał głos. – Spieprzasz na statek, uciekaszzz… od Lokent. Zasranego. Nie ma tu władzy. Nie ma! A soo… z armią? Też spieprzyli? Nigdzie nie widaś straż-szników, psia ich mać, bodajby sczeźli, może to ich wzięli, pocioty, do walki…

Starszy, zaniedbany mężczyzna o długiej brodzie zamilkł, spoglądając na nowego, przypadkowego "słuchacza". Wokół kręciło się kilka osób, lecz nikt nie zdawał się traktować wagarusa poważnie – ten zaś nie potrzebował tego, by kontynuować przerwany wywód.

Nie dodał niczego ciekawszego, powtarzał swój pijacki monolog przy użyciu nieco innego słownictwa.

Obok Jaromira pojawił się ciemnowłosy, przybrany w ciepły, zwyczajny płaszcz mężczyzna. Prawdopodobnie jeden z gapiów.

Jeśliś zagubiony, polecam się na przewodnika.

Mam amulety, mapy i ozdóbki – usłyszał od drugiej strony; głos tym razem należał do podniszczonej, choć jeszcze młodej kobiety. – Tanio. Warto.

Tych dwoje, choć nie byli nachalni, najwyraźniej tylko czekało na podobnego wędrowca (schludnie ubranego, najwyraźniej zagubionego, prawdopodobnie bogatego) i szybko naskoczyło go, oferując swe usługi. Jaromir mógł być pewien, że tej nocy, jeśli tu pozostanie, spotka jeszcze wiele podobnych osób – zwykłych krętaczy, biedaków i złodziejaszków, żerujących na cudzej naiwności.

Gdzieś przy stopach smokobójcy przebiegł szybko brązowy kot. Zwierzę czmychnęło między kolejne uliczki, znikając mężczyźnie z oczu, jednocześnie nieświadomie sugerując mu, że i on powinien to zrobić. Musiał jeszcze znaleźć drogę powrotną do karczmy.

Amulety, ozdóbki… – spróbowała jeszcze raz kobieta, która przed chwilą namawiała Jaromira do wydania swych pieniędzy. Złapała dobrze szyty płaszcz wojownika, zbliżając się. – Warto…

Awatar użytkownika
Jaromir
Posty: 21
Rejestracja: 15 wrz. 2014, 19:10
Lokalizacja postaci: Przybytek "Latająca Ryba"
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3073

17 kwie. 2015, 22:17

Jaromira szczerze rozbawił ubolewający nad miastem staruszek, chociaż ciężkim było, by nie przyznać mu racji względem straży. Oczywiście nie był teraz w bogatej dzielnicy, ale to, że nie zobaczył ani nie napotkał żadnego przedstawiciela władzy podczas całego swojego spaceru był co najmniej zastanawiający. Patrząc na tego człowieka myślał "dziadek", a kiedy zdał sobie z tego sprawę omal nie wybuchnął śmiechem. Cóż chyba bardziej pasowało, by tu określenie "starszy człowiek", ale jak to w życiu bywa jego celne przemyślenia przerwała wyłaniająca się z cienia parka. Smokobójca z samej tylko ciekawości co też mu zaproponują wysłuchał nowo przybyłych i zapewne zignorowałby ich niezbyt uprzejmie odmawiając, gdyby nie fakt, że "zaśmierdziało" złodziejem. To dosyć nieprzyjemne odczucie wywołała w, nim chwytająca za płaszcz kobieta, bo, o ile nie uważał się za osobę nieufną o tyle logika wskazywała, że zaraz zostanie bez grosza. Mając na uwadze niedoszłego przewodnika spróbował chwycić nieznajomą za rękę równocześnie zagadując spokojnym, choć zarazem kryjącym w sobie groźbę głosem:
Pozwolisz proszę, że sprawdzę czy nie "zgubiłem" przypadkiem niczego z torby a później odejdę nie robiąc nikomu krzywdy?
Pytanie to było, by adekwatne nawet, gdyby mu się wymsknęła, choć, wtedy zapewne czekało, by go nieco bieganiny. Chciał jeszcze zagadać dziadka o jakiej śmierci mówi tak tylko, żeby mieć o czym rozmyślać wracając do gospody, ale ta szemrana para chyba wyznaczyła koniec jego przechadzki. Zdecydował, że, jeżeli uda mu się tą sprawę rozwiązać możliwie szybko poszuka powrotu do bardziej cywilizowanej części miasta kierując się nie tylko wzrokiem, ale i węchem. Zwyczajnie zacznie iść w tę stronę, z której mniej śmierdzi lub tam, gdzie budynki stoją mniej zbite. Jeśli szczęście dopisze mot może nawet zdoła spotkać kogoś albo trafić na dom z widocznym przez okno ogniem świecy i zapyta o drogę. Kwestie dalszego kwaterunku lub tego jak bardzo przepłacił gospodę trzeba będzie jednak załatwiać w świetle dnia… nooooo i przecież miała go dziś czekać pracowita noc! Ta myśl napełniła go energią i poprawiła humor, choć nie koniecznie sprzyjała logicznym decyzjom.

// Z/T jeśli wszystko dobrze pójdzie.
Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

30 kwie. 2015, 00:26

MG:

Nikt nie miał odwagi postawić się Jaromirowi i odpowiedzieć cokolwiek innego nad "Pozwolę", co złapana kobieta uczyniła, lekko się jąkając. Zgadywać można było, że podobne nagabywanie stanowiło jedyną i do tego marną formę zarobku w jej życiu. Wzbudzała litość i, jeśli nie zdecydowała się na kradzież, nic więcej poza tym.

Na jej szczęście sumienie miała czyste, a Jaromir, po szybkim sprawdzeniu, stwierdzić mógł z pewnością, że nic mu nie zginęło. Kobieta musiałaby wykazać się niezwykłą zręcznością, by w tak krótkim czasie okraść podobnie uważnego przechodnia. Smokobójca zdawał się przewrażliwiony – być może słusznie, być może nie…

Skandal, skandal, skandal! – darł się z niewiadomych przyczyn bezdomny, a Jaromirowi niespecjalnie chciało się odszukiwać w tym monologu głębszego sensu. Miał już plany na resztę nocy i żadne z nich nie uwzględniały zainteresowania chorym pijakiem. Resztka gapiów, najwyraźniej znudzona powtarzanymi kwestiami, również zaczęła się rozchodzić. Ulice stopniowo pustoszały. – Tylko pamiętajcie, że…

Zachrypnięty głos ginął w uliczkach, którymi podążał wojownik. Nadal śmierdziało; w nozdrza wwiercał się nieprzyjemny odór ryb, brudnej wody i gówna, co okropnie dekoncentrowało. Wbrew oczekiwaniom, nie wszyscy w tej części miasta szykowali się do snu. Choć ludzi widywał coraz mniej, Jaromir słyszał ich rozmowy zza okien, przez cienkie, rozpadające się ściany i gdzieś zza rogów, do których jeszcze nie zdążył dotrzeć. Stałym towarzyszem przechadzki w poszukiwaniu karczmy okazał się ten sam kot, który jeszcze chwilę temu otarł się o nogi smokobójcy. Brązowa sierść z bliska okazała się równie zaniedbana co cała ta okolica, a jednak zwierzę zdawało się zaskakująco zdrowe i żwawe. Z jakiegoś powodu szło kilka kroków za Jaromirem, co jakiś czas dając o sobie znać cichym miauknięciem.

Wreszcie, co musiało już zwrócić uwagę wielkiego mężczyzny, kot wyprzedził go i zaczął prowadzić.

Tak, to dobre słowo – prowadzić.

Zwierzę wybierało uliczki, powoli wyprowadzając wojownika w rozpoznawalne rejony miasta. Gdyby go spytać, z pewnością nie umiałby odpowiedzieć, czemu śledził to zwierzę. A jednak ruszył w ślad za nim i tym samym odnalazł drogę do "Latającej Ryby". Zwierzę uskoczyło, znikając Jaromirowi z oczu.

Dopiero wtedy ocknął się całkowicie, mając wrażenie, jakby dopiero co się przebudził.

Miał wszelkie powody, by poczuć się dziwnie. Nie miał wpływu na trans, w jakim przed chwilą się znalazł – być może alkohol, który mu podano, nie wpłynął na myśli zbyt korzystnie. Być może to zmęczenie, ekscytacja nadchodzącą nocą, zwykłe zamyślenie…

Przed sobą miał budynek karczmy, co do tego nie było żadnych wątpliwości.

Pozostawało udać się do niej i spytać o młódkę, która tak wdzięcznie zalecała się do Jaromira jeszcze parę słodkich chwil temu. Na zewnątrz zapadła noc, nie było czego tam szukać.

[Jaromir – z/t]

Wróć do „Lokent”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 3 użytkowników online: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 3 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 51999
Liczba tematów: 2961
Liczba użytkowników: 1035
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: izka
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.