Świątynia Ourelii

Miasto to jest stolicą stosunkowo niedawno utworzonego Niezależnego Księstwa Lokent, które nie wchodzi w skład Autonomii. Znane jest przede wszystkim z silnej floty handlowej oraz niezbyt otwartej społeczności.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Świątynia Ourelii

25 sty 2012, 19:55

ŚWIĄTYNIA OURELII
Obrazek
Chociaż świątynia Ourelii nie została zbudowana na brzegu morza, gdzie niewątpliwie powinna się znajdować, nie stanowiła zbyt wielkiego gmachu ani nie przyciągała spojrzeń tak, jak chociażby pałac Księcia i z pozoru nie była godnym samej bogini i jej majestatu budynkiem, bijący od niej nieprzytłaczający spokój zdawał się być wyczuwalny już z daleka. Wyznawcy Ourelii przede wszystkim cenili sobie wolność, uosabiającą nieskrępowane niczym, morskie fale, toteż chcąc zapewnić ową wolność całemu miastu, nie narzucali mu swojej obecności.
Wnętrze świątyni było urządzone skromnie, z raczej naturalnymi ozdobami i niekrzykliwymi obrazami, a odziani w luźne, pastelowe, głównie błękitne szaty kapłani przyjmowali tutaj każdego, bez względu na pochodzenie, wyznanie czy rasę. Świątynia, a raczej jej piwnice, stanowiły też lecznicę dla chorych i rannych, zdrowiejących pod czujnym okiem kapłanów bogini wód.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

16 lut 2012, 17:27

– Bogini… Dokąd idziemy?
– Zobaczysz.
Właściwie w momencie, kiedy bogini zabrała Vitae z Karczmy pod Pechowym Linoskoczkiem, najada była pewna, że Ourelia weźmie ją do siebie, do swojego królestwa. Nie spodziewała się jednak tego, co miało nastąpić. Razem z Panią Mórz przemierzały miejsce pomiędzy ziemią a niebem, można było uznać, że leciały, choć żadna z nich nie miała skrzydeł. Jakież jednak mają znaczenie skrzydła przy potędze bóstwa?
– Córko, zabieram Cię do Lokent…tak to miasto, które odłączyło się od Autonomii, ale posłuchaj. Znajduje się tam świątynia, w której oddają mi cześć. Tam właśnie zmierzamy. Jesteś tam potrzebna – mówiła, nie okazując cienia emocji, ale jednocześnie Blaine łatwo mogła wyczuć bezkompromisowość swej bogini. Tutaj nie było miejsca na żadne "ale", Invitaelise po prostu musiała to zrobić. Zresztą nie miała zamiaru się sprzeciwiać, czuła, że to szansa na nowe życie, na zapomnienie o Niniel, Cinamone, a także, co najważniejsze, o Samaelu. Na samo wspomnienie o mężczyźnie, który miał być miłością jej życia jakby posmutniała. Zostawiła go samego, choć była pewna, że jakoś sobie poradzi. Poza tym żałowała, że straciła Mistrela. Ten łuk towarzyszył jej przez wiele lat, był jej bliższy, niż ktokolwiek inny przed pół-demonem. "Cóż, będę musiała go odzyskać, kiedy znajdzie się okazja." Pomyślała też, że warto byłoby się zamaskować.
– Bogini, nie wiem, czy to konieczne, ale czy nie byłoby dobrze, gdybym zmieniła wizerunek i imię? – spytała cicho, choć była prawie pewna, że Ourelia pomyślała i o tym.
Nie musiała czekać na odpowiedź. Kiedy były już w świątyni, kobieta podeszła do niej, położyła dłonie na jej twarzy, po czym musnęła ustami czoło swej umiłowanej córki. Vitae poczuła przeszywające ciepło, dzięki któremu jej twarz i włosy zaczęły się zmieniać. Spojrzała na swoje włosy, które z średniego blondu stały się białe, podobne do tych, które miało większość najad z Neandiothu. Czuła, że z jej twarzą też się coś działo, nie była jednak w stanie tego zobaczyć. Dłonią wyczuła jedynie to, że miała nieco dłuższy nos i węższe usta.
– Dziękuję Ci, Matko. Zrobię dla Ciebie wszystko.
– Od teraz zwiesz się Eltenebreise Car’maris. Nie wolno Ci mówić kim byłaś wcześniej.
– Nawet Niniel?
– Nawet jej – skwitowała stanowczo bogini, po czym ponownie objęła ją z uczuciem.

Po tej rozmowie bogini ostatecznie zmaterializowała najadę w świątyni i zniknęła. Była noc, wszyscy kapłani oddali się spoczynkowi po całym dniu modłów. Vitae, czy raczej Eltenebreise leżała na brzuchu naga na środku głównego pomieszczenia, jedynie z czarnym krzyżykiem na szyi. Dobrze, że Ourelia pozwoliła jej go zachować, zamek Anagorax mógłby zostać narażony na "nieproszonych gości" przez to wszystko. W każdym bądź razie, na tą chwilę z najadą mogło stać się wszystko. Była zdana na siebie i łaskę kapłanów. Miała zostać obudzona rano, przez pierwszą osobę, która by tamtędy przechodziła.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

20 lut 2012, 00:08

MG
Najada zmaterializowała się bezgłośnie na środku malutkiego okręgu stanowiącego środek głównego pomieszczenia świątyni. Sprowadziła ją tutaj sama boginii Ourelia… a może tylko jej się tak wydawało. Gdy kobieta leżała na plecach, czując przenikające do szpiku kości zimno podłogi, do jej nozdrzy doszedł silny zapach morskiej bryzy i jadalnych glonów.
Wraz z nową tożsamością, Vitae, czy właściwie już Eltenebreise otrzymała także nową szansę, inne, być może lepsze życie, zmienił się jej wygląd, prawdopodobnie też charakter… Eltenbreise zyskała wiele, ale też wiele straciła. Zapomniała, jak czytać i pisać, za wyjątkiem prostych, krótkich zlepek liter. Jej dłonie utraciły sprawność w posługiwaniu się łukiem, mieczem, i lutnią, chociaż umiejętności te zdawały się być na wyciągnięcie ręki.
Umysł najady był oczyszczony… pełen niesamowitych , błogich wizji, snów i pragnień, z pulsującą na granicy świadomości, chaotyczną Mocą, czekającej na ponowne odkrycie i uformowanie.
Senna mgiełka nadchodzącego świtu wypełniła świątynię, wydobywając z mroku jej subtelne piękno. Lekki wiatr zawiał w okiennice, niosąc ze sobą ptasi śpiew i zapach wiosny, nadchodzącej wielkimi krokami. Miasto powoli budziło się do życia, tak jak do życia budziła się Eltenbreise.
Wkrótce do pomieszczenia głównego wszedł pierwszy z kapłanów, aby pobłogosławić swoją boginię za tak piękny dzień. Jego luźne szaty łopotały jeszcze przez chwilkę, gdy wyznawca Ourelii zatrzymał się na widok roznegliżowanej najady. Czarny krzyżyk zawieszony w okolicy jej piersi natychmiast zwrócił jego uwagę, jako jedyna część, która zakłócała samym swoim istnieniem idealne, niczym nie skażone piękno jej ciała. Kapłan bez zastanowienia podszedł do Elten, podnosząc ją lekko i zanosząc do piwnic świątyni, nie dając jej nawet szansy na zaoponowanie.
Układając ją na twardych, ale wygodnych pledach, kapłan nadal nie odzywał się ani słowem, podobnie jak inni, uwijający się na widok niosącego osłabioną kobietę wyznawcy. Wyglądało na to, że niektórzy kapłani Ourelii przyjęli na siebie śluby, zakazujące im używania mowy poza szczególnymi przypadkami. Mimo tego ograniczenia komunikacja szła nad wyraz dobrze, wkrótce najada została odziana w jasnoniebieską, luźną szatę z niezbyt głębokim kapturem, przystosowaną raczej dla wychudzonego kapłana niż kobiecego ciała. Mimo wszystko, szata leżała zaskakująco dobrze.
Kolejny kapłan, który zajmował się uprzednio chorymi na drugim końcu izby, przystąpił do łózka Etenbreise.
– Jak się czujesz, moje dziecko, niczego ci nie brakuje? - szepnął, lekko barwiąc szept swoim spokojnym, pełnym doświadczenia głosem. Oczywistym było, że nikt poza pierwszym, niemym kapłanem nie wiedział tego, że najada po prostu pojawiła się w świątyni, więc została uznana za jedną z wielu chorych, którzy jakimś cudem docierali do lecznicy.
– Jestem Daros, czciciel Ourelii, dzięki niej dostąpiłem łaski leczenia chorych - szepnął, aby przełamać pierwsze lody, obawiając się niepokoju najady.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

28 lut 2012, 16:08

Kiedy Eltenebreise spała, śniła o przeszłości, ale nie najbliższej. Były to sny o lesie Neandioth, czyli o czasach, kiedy jeszcze mieszkała przy rodzinie, z matką, ojcem, siostrą i przyszywanym bratem. To nigdy nie wróci. Miała pustkę w głowie, imię Samael kojarzyło jej się jedynie z kimś, kogo znała z widzenia, natomiast Niniel była dla niej członkinią rodziny, z którą nie widziała się od dłuższego czasu. Zresztą te osoby były nieistotne, zaczynała inne życie, czekały ją nowe doświadczenia i prawdopodobnie ponowne odnajdywanie siebie.
Gdy otworzyła oczy, ujrzała twarz kapłana i zorientowała się, że jest niesiona. Była na tyle zmęczona, że nawet nie próbowała protestować. Co prawda nie wiedziała, czego może się spodziewać, ale w pełni ufała swojej bogini i wiedziała, że, w razie czego, nie pozwoli jej zginąć. Zresztą nie takie były cele wyznawców Ourelii. Poruszenie wywołane jej osobą wcale nie zaskoczyło najady. Sama by tak zareagowała na ich miejscu, w końcu, jakby nie było, stała się intruzem. Nie zwracała nawet uwagi na to, że jest naga, czuła tylko zimno czarnego krzyżyka w okolicach ramion. Dopiero, gdy kapłani ją odziali, zorientowała się, w jakim stanie się znajdowała.
Kapłan pytał o jej samopoczucie. Sama do końca nie wiedziała, więc z początku nie powiedziała ani słowa, jednak zdawała sobie sprawę, że cisza na niewiele się mogła zdać.
Kręci mi się trochę w głowie i jestem potwornie głodna… A poza tym jest w porządku – odrzekła osłabionym głosem. Wydawał się jej zupełnie nie taki, jaki powinien być, jakby to mówiła inna osoba. Zastanawiała się teraz, czy to efekt przemiany, czy po prostu przemęczenia. Nie ważne. Ważnym było teraz dogadać się z kapłanem.
Vi… Eltenebreise. Oddana służka mej Najwyższej Boginii Ourelii. Przybywam z Wo… Neandiothu. – Najada momentami jąkała się. Prawdziwe imię chciała powiedzieć z przyzwyczajenia, jednak gdy zaczęła mówić Wolenvain, natychmiast zorientowała się, że stosunki pomiędzy Lokent a jej poprzednim miejscem zamieszkania były dość napięte, więc ujawnienie takiej informacji byłoby co najmniej niebezpieczne. Czekała na reakcję Darosa. Mężczyzna wydawał jej się przyjazny, a ona teraz potrzebowała takich osób.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

28 lut 2012, 23:29

MG:
Najada jąkała się, była nieco roztrzęsiona, a jej głos był słaby, jednak Daros nie zareagował zgorszeniem czy nieprzyjaznym wyrazem twarzy, utrzymując na niej kamienną maskę. Nie zadawał zbędnych pytań, jego celem nie było ustalanie ewidencji, czym z pewnością zajmą się wkrótce… przedstawiciele innych grup, ale przede wszystkim miał nieść pomoc chorym. Chociaż ciekawiło go, dlaczego Eltenbreise znalazła się w okolicy świątyni, skoro właściwie jest jedynie głodna, ale nie mógł wiedzieć, że po prostu się w niej pojawiła… znienacka, nago i bez widocznych obrażeń.
– Spokojnie - rzekł swoim zaiste uspokajającym i głębokim głosem, właściwie szepcząc. – Za chwilę przyniosę ci coś do jedzenia. - To mówiąc, kapłan wstał i oddalił się w nieznanym kierunku, na chwilę pozostawiając kobietę samej sobie. Surowy wystój przytułku w podziemiach świątyni nie sprawiał wrażenia niechlujstwa i brudu, tak obecnego w innych tego typu szpitalach. Być może taki stan rzeczy wynikał z tego, że chorych było obecnie niewielu, a milczący kapłani Ourelii cenili sobie porządek, ład i szerokie, otwarte przestrzenie, nawet jeśli mieli do dyspozycji cokolwiek małe pomieszczenia.
Daros wrócił, przynosząc na tacy nieco świeżego, dobrze wypieczonego i chrupiącego chleba, karafkę wody i gomółkę sera. Posiłek, choć skromny, wyglądał zachęcająco i z pewnością był smaczny. Kapłani nie odżywiali się, rozpychając swoje żołądki do granic możliwości, nie byli też przesadnie wstrzemięźliwi. Ich jadło było proste i dobre, a jego ilość była dostateczna, aby czuć tak zwane lekkie uczucie niedosytu, najzdrowsze dla organizmu.
– Proszę, moje dziecko - powiedział kapłan, stawiając tacę na stoliku obok. – Wybacz, ale teraz oddalę się. Możesz opuścić przybytek Ourelii w dowolnej chwili, jeśli czegoś będzie ci brakowało, zawołaj. – Dobroć kapłanów zdumiewała prostych ludzi, szlachciców i wszelkiej maści handlarzy. Większość z nich nie wiedziała, co powoduje ich bezinteresowność i współczucie. Eltenbreise wiedziała, że to łaska bogini sprowadza spokój na ciało i duszę, bowiem nawet ona czuła, że jest ona blisko, dając jej nadzieję i nowe życie.
Jakakolwiek była przyczyna takiego stanu rzeczy, fakty były oczywiste. Najada znalazła się w Lokent, dostała nowe szaty, została nakarmiona i była w pełni wolna… jednak, czy tak obce i inne niż Wolenvain miasto pozwoli jej w pełni rozkoszować się łaską bogini? Niebawem niepewna sytuacja miała się wyjaśnić, czy to za sprawą wyborów samej Elten, czy też czynników zewnętrznych, które powoli powodowały, że nawet kobieta, która pojawiła się dosłownie znikąd, wkrótce zostanie wplątana w sieć intryg cechujących to miejsce, a potężna machina Lokent pochłonie nawet ją. Teraz jednak, leżąc na wygodnych pledach, najada nijak nie mogła zdawać sobie sprawy z faktu, że pewne, zwabione nagłą emanacją magiczną w okolicy świątyni otrzymały już swoje zadania… zmierzając nieuchronnie ku bezbronnej kobiecie.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

22 mar 2012, 17:18

Świątynia w Lokent, prawdopodobnie za sprawą Ourelii, była niezwykle przyjazna wobec najady i za ten fakt kobieta dziękowała swojej bogini. Zresztą nawet nie dopuszczała do siebie myśli o tym, że miłosierna Pani Mórz mogłaby w jakikolwiek sposób ją skrzywdzić. Zdawała sobie oczywiście sprawę z tego, że bogowie nie mogą ingerować we wszystko i że musi polegać głównie na sobie.
Gdy kapłan chwilowo wyszedł, najada poprawiła na sobie szatę. Ręce wciąż jej drżały, na szczęście nie tak bardzo, jak na początku, w związku z czym przeczesała swe srebrzystobiałe włosy dłonią. Wciąż były piękne, ale nie mogła się przyzwyczaić do bieli, tak długo była blondynką, a zarazem inną najadą, niż jej pobratymcy. Wyróżniała się nie tylko wyglądem, lecz także słabą wiarą. Teraz przekonała się, jak głupia była i jak wiele traciła, odpychając od siebie Ourelię, lecz to było jej teraz bardzo odległe. Nie miała teraz powodu, aby o tym myśleć. Należało znaleźć nowy cel w życiu i całkowicie zapomnieć o przeszłości.
Daros wrócił z jedzeniem. Początkowo nie wiedziała, czy powinna to wziąć – o głodzie mówiła jeszcze nie do końca panując nad swoją mową. Mimo wszystko zapach bochenka wiercił jej w nosie. Nie zrezygnowała – niemal natychmiast zaczęła jeść to, co przyniósł kapłan. Tak pieczywo, jak ser były wyśmienite. Jedzenie nie zajęło kobiecie dużo czasu – pochłonęła to wszystko w zaskakująco szybkim tempie. Nie miała pojęcia, że była aż tak głodna.
Zanim sługa Ourelii zdążył odejść, najada powiedziała:
– Nie odchodź, proszę. Jestem tutaj zupełnie sama, nie wiem nic o mieście. Jeszcze wczoraj byłam w innym miejscu, a dziś znalazłam się tutaj. – Mówiła to bardzo zatroskanym głosem. Z jednej strony wiedziała, że Ourelia nad nią czuwa, jednak nadal była zagubiona i samotna. Póki co Daros był jej jedyną szansą na dalsze istnienie. Miała nadzieję, że kiedy dowie się czegoś na temat Lokent i jego obyczajów, to szybciej się zaklimatyzuje.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

03 kwie 2012, 00:57

MG
Atmosfera panująca w domu Ourelii była niezwykle przyjemna, nawet mimo tego, że Eltenebreise znajdowała się w jego podziemiach pełniących rolę lecznicy i swego rodzaju sypialni dla potrzebujących. Kapłani bogini mórz zawsze starali się pomagać, jeśli ktoś zapukał do ich drzwi. Bogini zdawała się błogosławić wszystkich w tym nadmorskim mieście, otaczając jego mieszkańców szczególną troską – wszak obecna również w Lokent bryza była według niektórych wyznawców jednym z aspektów, jakim Ourelia objawiała swoją obecność na tym świecie.
Daros już sposobił się do odejścia, gdy zanikający w wielkim pomieszczeniu, kobiecy głos przywołał go z powrotem. Zgodnie ze swoimi wcześniejszymi słowami, nie odmówił najadzie w potrzebie.
– Spokojnie - rzekł swoim łagodnym głosem, a Elten zaiste poczuła spokój, jakby kapłan użył odrobiny niewyczuwalnej magii. – Jeśli nie wiesz, dokąd pójść, możesz zostać tutaj i razem z nami sławić boginię. - Propozycja nie zadającego pytań kapłana była nie tylko zachęcająca, ale też niezwykła, nie każdemu wszak ot tak proponowano zostanie w tym miejscu na stałe. Czciciel Ourelii wyczuł w kobiecie coś niezwykłego, ale sam nie potrafił jeszcze powiedzieć, co. – To jej łaska cię tutaj sprowadziła, a wiedz, że czyni naszej pani, niczym kręgi na wodzie, mają swoje źródło. Możesz zostać jedną z nas. - Słowa Darosa sprawiały, że najada zdecydowanie mogła poczuć się pewniej, być może znaleźć nowy dom i nowy cel w życiu. – Jeśli zaś chodzi o miasto… wkrótce znajdę odrobinę wolnego czasu, a należy iść już na targ. Mogę cię zabrać, moje dziecko. - Nazywanie innych osób swoimi dziećmi najwidoczniej weszło Darosowi w nawyk.
Nagle do pomieszczenia wszedł powoli niesamowicie wysoki, szczupły mężczyzna odziany inaczej niż krzątający się wśród chorych kapłani. Jego brązowa, długa szata z głębokim kapturem, wysokie, czarne buty i aura, jaką wytwarzał wokół siebie sprawiały, że wydawał się być groźną, wpływową i niewątpliwie potężną postacią, z którą zadzieranie nie kończy się dobrze. Daros powstał, podchodząc do nieznajomego, z którym zamienił kilka słów. Wyglądało na to, że zakapturzony mężczyzna szuka kogoś, kogo kapłan najwidoczniej nie chciał mu wskazać. Wkrótce jednak przybysz sam znalazł, czego szukał i podszedł do Eltenebreise, z Darosem depczącym mu po piętach.
– Ależ… - rzekł czciciel bogini, próbując zaprotestować, jednak szybki ruch ręki tamtego uciszył go całkowicie, jakby wiążąc mu język w supeł. Daros zająknął się tylko i umilkł.
– Witaj, moja droga - odezwał się nieznajomy, a jego głos był zimny, cichy i złowieszczy niczym powoli wzbierająca wichura. Jedno było pewne – każdy, kogo najada spotkała póki co w Lokent nazywał ją „swoją”. – Niestety, muszę na chwilę cię stąd zabrać – kontynuował tonem nie znoszącym sprzeciwu. – Nie martw się, to zajmie kilka sekund, a włos ci z głowy nie spadnie. - Błysk w oku mężczyzny sugerował coś zupełnie odwrotnego, ale pokazywał też, że odmowa mogła ponieść za sobą równie straszliwe konsekwencje. – Może nawet poznasz… kilku ludzi. Zapraszam - mówiąc to, zakapturzony wyciągnął swoją dłoń w skórzanej rękawicy w kierunku niedoszłej kapłanki Ourelii. Daros wyglądał wielce niewyraźnie, a jego mina była niemal przepraszająca. Widać było, że w tej sprawie ma związane ręce.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

13 kwie 2012, 15:18

Najada nie była zbytnio zaskoczona propozycją Darosa, bowiem przypuszczała, że właśnie w tym celu bogini zesłała ją do Lokent. Mimo to okazała swoją radość. Na piękną twarz spłynął promienny uśmiech i nagle nawet osłabienie częściowo opadło, dając Eltenebreise pewien rodzaj siły. Oczywiście postanowiła się zgodzić na pozostanie w świątyni. Zresztą gdzie miałaby teraz iść? Do Wolenvain daleko, zresztą przez jakiś czas miała do czynienia z Samaelem, który, jak jej się wydawało, był przestępcą. W związku z tym mogłaby stać się następnym celem straży. Zresztą, czy Samael jeszcze żyje? "Nie ważne, masz teraz inne problemy, najado!"
– Ta propozycja jest dla mnie bardzo istotna. Ja po prostu nie mogę i nie chcę jej odrzucać. I dziękuję ci – dodała.
Momentalnie wyobraziła sobie swoje dalsze życie. Kiedy jest potrzebna, robi dużo dobrego, aż w końcu staje się kimś ważnym dla Lokent, a potem całego Leviathana… "Uspokój się, nie po to tutaj jesteś, głupia!"
Co do targu… Nie czuję się jeszcze na siłach, aby stąd wychodzić. Chciałabym trochę odpocząć, jeżeli mam służyć mej Pani razem z wami.
Wtargnięcie do pomieszczenia zakapturzonego mężczyzny zaniepokoiło Eltenebreise. Z góry podejrzewała, że zesłanie jej tutaj przez boginię wywołało jakąś, choćby drobną emanację magiczną. Każdy szanujący się mag musiał to wyczuć. Car’maris przeraził jednak fakt, że stało się to tak szybko. Kim mógł być ten człowiek?
Usłyszawszy słowa przybysza, spojrzała na Darosa ze sporym zaniepokojeniem, choć nie chciała stwierdzić na głos tego, że jest przerażona. "Zachowaj zimna krew, najado, to może nic Ci się nie stanie".
Co z tego będę miała? Poza tym dlaczego akurat ja i na jakiej podstawie mam ci ufać? Zresztą to wy czegoś oczekujecie ode mnie, wobec tego wy powinniście przyjść tutaj – powiedziała bez cienia agresji, choć nieco drżącym głosem. Cóż, była bezbronna. Nie pamiętała nawet jak pisać, a co dopiero posługiwać się bronią, czy mocami. Czuła, że żywiołak ją opuścił, bowiem nie słyszała szumu wody, który zawsze jej towarzyszył. Pustkę wewnątrz niej zapełniała tylko wiara w Ourelię. "Bogini ma, pomóż mi przezwyciężyć strach i daj mi siłę, abym mogła przetrwać to tajemnicze spotkanie".
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

14 kwie 2012, 03:29

MG
Opiekujący się potrzebującymi kapłani nie odrywali się od swoich obowiązków, zdając się nie zwracać uwagi na całe zajście i niespodziewanego gościa w kapturze. Daros stał u jego boku, nadal milcząc i spoglądając to na nieznajomego, to na najadę, której chwilę temu proponował wypad na targ. Sprawiał wrażenie zaniepokojonego i niepewnego, jakby nie do końca wiedział, co ma zrobić w obecnej sytuacji i jak się zachować. Widać było, że próbuje zebrać siły, aby coś zrobić, jednak idzie mu to nad wyraz marnie. Kimkolwiek był rozmawiający z Eltenebreise wysoki mężczyzna, zdecydowanie można było powiedzieć, że wystarczył drobny gest z jego strony, aby uciszyć każdego… prócz półleżącej na pryczy kobiety, która w kilku słowach wyraziła swoją dezaprobatę na temat jego cokolwiek śmiałej propozycji. Zakapturzony uśmiechnął się tylko, jakby rozbawiła go odpowiedź najady, jednak widać było, że nie spodziewał się jej i jest wściekły – rzadko zdarzało się, aby coś nie szło po jego myśli i nie przywykł do odmawiania. Najwidoczniej najada nie znała jeszcze obowiązujących w Lokent zwyczajów, ale niebawem miało się to zmienić.
– To prawda… - rzekł po chwili cicho, sycząc niczym wąż. – Nie musisz mi ufać. Jak słyszę, nawet mimo przybytku, jaki cię otacza, myślisz o korzyściach z naszego spotkania. - Mężczyzna powiódł oczami po fragmencie ściany i sufitu, niejako przerywając, aby dać Elten chwilę do namysłu, nadal mając ją w polu widzenia. – Dobrze, być może się dogadamy. Chyba poradzę sobie… z tym sam – powiedział, przeciągając sylaby i nadal szepcząc złowieszczo.
– Zostaw nas. Skoro pani nie chce iść ze mną, ja zostanę tutaj. Przez jakiś czas. – Kolejny gest dłoni w skórzanej rękawicy odwołał milczącego, zupełnie nieprzypominającego siebie sprzed chwili Darosa, który natychmiast, z widoczną na twarzy ulgą oddalił się, przekazując najadzie nieme pożegnanie, jakby już spisał ją na straty. Zdecydowanie, coś było na rzeczy, a skoro żaden z kapłanów nie raczył zareagować oznaczało to, że nawet oni mają związane ręce. Eltenebreise była zdana wyłącznie na siebie.
– Porozmawiajmy. - Głos tamtego zmienił barwę, stając się wręcz oślizgły, lepki i nieprzyjemny. Tajemniczy nieznajomy przysunął do siebie stolik, na którym nadal znajdowała się taca z jedzeniem, po czym zrzucił ją z brzękiem i usiadł na nim okrakiem, pochylając się i niebezpiecznie zbliżając swoją twarz do twarzy Elten. – Jak się tu znalazłaś? - Pytanie zaskakiwało w swojej prostocie, chociaż odpowiedź na nie zdecydowanie nie była łatwa. Jasnym było, że mężczyzny nie zadowoli nieprawdopodobna opowieść o łasce bogini Ourelii i wymagać będzie czegoś zgoła innego… a to dopiero początek. Najada była zupełnie sama w obcym mieście, nikt nawet nie próbował jej teraz pomóc, a pierwsze chwile, które tutaj spędzała zdecydowanie nie były kolorowe. Zaczynając nowe życie Eltenebreise już zaczynała powoli wplątywać się w nową sieć intryg, którą wywołał sam fakt pojawienia się jej osoby w Lokent.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

03 maja 2012, 23:25

Od momentu przybycia tajemniczego mężczyzny do świątyni najada czuła się osaczona. Całe to otoczenie teraz zaczynało być uciążliwe, a samo pytanie zdawało się niesamowicie krępować kobietę. Zastanawiała się, czy warto kłamać, choćby ze względu na to, w jakim jest miejscu i pod czyją opieką. Bogini teoretycznie powinna wybaczyć córce ewentualny błąd, w końcu raczej zależało jej na życiu Car’maris. Czy może było to zbyt zuchwałe myślenie? Mimo wszystko zaczynała się coraz bardziej bać.
Przybysz nakazał Darosowi opuszczenie pomieszczenia. Teraz była bardziej bezbronna, niż wcześniej, bowiem miała nadzieję, że opiekujący się nią kapłan coś wskóra, lub chociażby przełoży na później tę rozmowę. Nie. Zmęczenie dawało o sobie znać. Wyraz twarzy wychodzącego z pomieszczenia mężczyzny jeszcze pogorszył sytuację. Cóż, znów była zdana na czyjąś łaskę, zupełnie jak nad stawem.
Eltenebreise literowała w głowie każde ze słów zakapturzonego, bowiem istniało ryzyko, że gdyby tego nie zrobiła, naraziłaby się na nietakt ze swojej strony. "Dlaczego mnie dręczycie?" – takie myśli nie chciały opuścić jej umysłu. Czuła się jak przyszła ofiara, na którą tylko czyhają dzikie zwierzęta, czekając na moment, w którym zwierzyna się wystawi.
To, co zrobił nieznajomy ostatecznie przeraziło najadę. W jakim celu się tak przybliżył, przecież równie dobrze dałoby się rozmawiać w takiej odległości, jak wcześniej. Mimo wszystko otrząsnęła się i zaczęła myśleć, co powinna zrobić. Prawda? Nie, weźmie ją za wariatkę. Kłamstwo? Zależy jakie, bo w przyczołganie się tutaj z Neandiothu raczej by nie uwierzył. "Wysil się, najado, dawniej kłamałaś jak z nut, kiedy zaszła taka potrzeba. Teraz taką potrzebę masz, rusz więc głową!"
Więc.. Zasnęłam, jak to zwykle robiłam, w chatce w Neandioth’cie. Rano obudziłam się już tutaj. Nie mam pojęcia, co mogło się stać – zaczęła, zaciskając pocące się dłonie. Starała się patrzeć na rozmówcę, aby nie wydać się ze swoim przekrętem. Gdyby się zorientował, w najlepszym wypadku tylko by ją sklął, a w najgorszym pobił. W każdym razie nawet gdyby ją torturowano, nie powiedziałaby prawdy komuś, komu nie ufa.

Wróć do „Lokent”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52124
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.