Świątynia Ourelii

Miasto to jest stolicą stosunkowo niedawno utworzonego Niezależnego Księstwa Lokent, które nie wchodzi w skład Autonomii. Znane jest przede wszystkim z silnej floty handlowej oraz niezbyt otwartej społeczności.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Świątynia Ourelii

25 sty 2012, 19:55

ŚWIĄTYNIA OURELII
Obrazek
Chociaż świątynia Ourelii nie została zbudowana na brzegu morza, gdzie niewątpliwie powinna się znajdować, nie stanowiła zbyt wielkiego gmachu ani nie przyciągała spojrzeń tak, jak chociażby pałac Księcia i z pozoru nie była godnym samej bogini i jej majestatu budynkiem, bijący od niej nieprzytłaczający spokój zdawał się być wyczuwalny już z daleka. Wyznawcy Ourelii przede wszystkim cenili sobie wolność, uosabiającą nieskrępowane niczym, morskie fale, toteż chcąc zapewnić ową wolność całemu miastu, nie narzucali mu swojej obecności.
Wnętrze świątyni było urządzone skromnie, z raczej naturalnymi ozdobami i niekrzykliwymi obrazami, a odziani w luźne, pastelowe, głównie błękitne szaty kapłani przyjmowali tutaj każdego, bez względu na pochodzenie, wyznanie czy rasę. Świątynia, a raczej jej piwnice, stanowiły też lecznicę dla chorych i rannych, zdrowiejących pod czujnym okiem kapłanów bogini wód.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

06 maja 2012, 04:35

MG
Któż w takiej sytuacji, w jakiej znalazła się nasza urocza najada byłby w stanie trzeźwo myśleć, analizować i trafnie interpretować to, co dzieje się wokół? Wzbierające zmęczenie, skonfundowanie wynikające z pojawiania się nagle w innym miejscu, niebezpiecznie bliska obecność tajemniczego, wysokiego mężczyzny… wszystko to zdecydowanie mogło sprawić, że umysł Eltenebreise dosłownie stanie w miejscu, niezdolny do logicznego myślenia. Każda zwykła osoba mogłaby po prostu się załamać, ze łzami w oczach opowiadając historię swojego życia, nie będąc w stanie wytrzymać ogromnej presji. Elten należała jednak do osób, które trochę już w życiu przeżyły, i które wiele widziały, toteż mimo wszystko trzymała się o wiele lepiej, niż mogłaby.
Kobieta poradziła sobie z wyzwaniem najlepiej jak umiała, kłamiąc jak z nut. Chociaż starała się trzymać fason, oszustwo było widoczne jak na dłoni. Jej stan nie pozwalał na dobrą grę aktorską, dodatkowo stresująca sytuacja również zbierała swoje żniwo, nie pozwalając jej na dobre maskowanie się.
Przesłuchujący ją nieznajomy nie wydawał się być zaskoczony. Wręcz przeciwnie – w żaden sposób nie okazał, że spostrzegł oczywiste kłamstwo, sprawiając wrażenie, jakby w nie uwierzył, z pewnością dając najadzie sporą dozę nadziei na to, że wszystko jej się jakoś upiecze. Niemożliwe, że był tak głupi i naiwny, aby uwierzyć w jej słowa, a mimo to niespodziewany gość po prostu pokiwał głową, jakby w pełni rozumiejąc jej trudną sytuację. Mężczyzna odsunął się nieco od najady, dając jej odsapnąć bez konieczności wdychania jego zapachu. Przez chwilę siedzieli w ciszy – ona na łóżku, on na stoliku.
Cios spadł znienacka, prosto w lewy policzek kobiety. Mocny i gwałtowny, zadany wierchem urękawiczonej dłoni zapiekł natychmiastowo, przechylając nieprzygotowaną głowę najady niebezpiecznie w stronę ściany. Odgłos plaskającego uderzenia poniósł się echem po izbie, zwracając uwagę obecnych w lecznicy kapłanów i chorych. Żaden z nich nie interweniował, po chwili wracając do swoich spraw, nadal strzygąc uszami. Twarz oprawcy nie zmieniła wyrazu, jakby bicie młodych najad było jego ulubionym, codziennym sportem. Nie wyjaśnił, dlaczego to zrobił, ot – profilaktyczny, usprawniający przepływ informacji policzek.
– Rozumiem - powiedział tym samym, co uprzednio, oślizgłym tonem, jakby to, co zdarzyło się parę chwil temu nie miało miejsca. Podczas gwałtownego ruchu najada mogła dostrzec kawałek skóry mężczyzny. Poły jego szaty odsunęły się nieco, pokazując miejsce, w którym kończyły się skórzane rękawice, ozdobione jakimś nieznanym tatuażem. Ruch był zbyt szybki, aby lepiej się przyjrzeć, jednak prowokowanie nieznajomego mogło zakończyć się kolejnym ciosem, a tym samym możliwością bliższego rzucania okiem na malunek. Coś za coś.
– Jak się nazywasz? - kolejne, wydawałoby się proste pytanie zostało zadane Elten z tej samej, bliskiej pozycji, co pierwsze z nich. Głos mężczyzny był tak obrzydliwy, że kobiecie mogło zrobić się niedobrze na sam jego dźwięk. Los okrutnie pokarał najadę, ale nie mogła się ona załamywać – tego dnia czekało ją jeszcze wiele wyzwań.
Post marny, ale wiesz, co robić. Zegar tyka. 48 godzin.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

08 maja 2012, 18:38

Kiedy siarczysty policzek wylądował na twarzy najady, nie wywołał on większej reakcji z jej strony. Przeszła już trochę w życiu. Nie spodziewała się jednak, że mężczyzna tak łatwo wykryje kłamstwo. Zresztą zdradzała całą sobą fakt bezbronności, mężczyzna miał nad nią dużą przewagę fizyczną, a czy psychiczną, o tym dopiero miała się przekonać. W każdym razie Eltenebreise była bardzo cierpliwa.
Momentalnie przypomniała sobie, kiedy, będąc jeszcze Vitae, przebywała na podgrodziu pewnego miasta, gdzie oskarżono ją o tzw. "bycie wiedźmą". Stało się to na podstawie fałszywych zeznań odrzuconego mężczyzny. Wtedy od nieuchronnej kaźni uratował ją pewien rycerz. Kiedyś ocaliła jego życie, w związku z czym miał u niej dług wdzięczności, który spłacił, ostrzegając ją przed ludźmi i wskazując idealną drogę ucieczki. "Jak on miał na nazwisko? Ville… coś tam. W każdym razie jego imię brzmiało Andreo."
Gdy zakapturzony zadał następne pytanie, najadzie wydało się ono znacznie prostsze. Bogini nadała jej nowe imię i nazwisko po to, by ustrzec ją przed takimi sytuacjami.
– Eltenebreise Car’maris – powiedziała znacznie pewniejszym głosem.
– Zdaję sobie sprawę, że to pan tu zadaje pytania, jednak chciałabym poznać pańskie imię, pseudonim, tytuł, cokolwiek, żebym mogła pana zwymyślać chociaż w myślach – zakpiła. Czy to było ostrożne posunięcie? O tym miała się przekonać dopiero za chwilę.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

12 maja 2012, 17:09

MG
W świątyni Ourelii nigdy jeszcze nie doszło do takich ekscesów. Zakapturzony nieznajomy bił kobietę znalezioną zupełnie nago na piętrze budynku, która to kobieta na dodatek okłamywała go i zdecydowanie nie była uległa, nawet wobec okazywanej przez niego siły. Nadto – była ona świecie przekonana, że łaska bogini ją tutaj sprowadziła, przez co uniknie ona konsekwencji wynikających z takiego stanu rzeczy.
Myliła się. Nie w Lokent.
Odpowiadając na kolejne pytanie Eltenebreise w końcu zdecydowała się dopowiedzieć coś od siebie. Zakpiła sobie ze swojego oprawcy niczym weteran wojenny, torturowany setki razy w obozach armii wielkich państw, zawsze wychodzący szczęśliwie z każdej opresji. Siarczysty policzek nie zrobił na niej wrażenia, a jej prowokacja okazała się udana – szybko otrzymała drugi, nawet silniejszy, a skóra na jej twarzy zapiekła mocno, czerwieniejąc niezdrowo z każdą sekundą. Tym razem udało jej się lepiej dostrzec tatuaż, czy raczej znamię na przedramieniu tamtego – była to wyglądająca na wypaloną, przechylona o dziewięćdziesiąt stopni cyfra 8.
Wyglądało na to, że po każdej odpowiedzi najada będzie bita, nieważne czy będzie ona prawdziwa, czy nie. Wobec bierności kapłanów jedynie obserwujących całe zajście, siedzący przy jej łóżku mężczyzna mógł z nią zrobić co chciał, ale ona najwidoczniej nie zdawała sobie sprawy z niebezpieczeństw, jakie jej grożą, nie odczuwając strachu tak mocno, jak powinna.
Zakapturzony odsunął się jak uprzednio, znów zdając się kontemplować jej odpowiedź, w zamyśleniu spoglądając na ścianę, jakby oglądał jakiś interesujący fresk. Po chwili przysunął się, kontynuując rytuał. Sytuacja byłaby dość zabawna, gdyby nie to, że przesłuchanie zdecydowanie nie było prowadzone nieinwazyjnymi metodami.
Pytanie Elten zostało zupełnie zignorowane. Posiadacz dziwnego tatuażu nie pozwolił jej na przedłużenie przesłuchania w jakikolwiek sposób, jakby miał w głowie określony plan, którego ściśle się trzymał.
– Jakiej jesteś rasy? - Jak dwa poprzednie, także to pytanie również wydawało się być rodem z tych zadawanych podczas spisywania obywateli miast przez biegłych skrybów, praktykowanego w niektórych większych metropoliach: proste i nie mające sensu dla odpowiadającego.
Nie było wiadomo, dlaczego zakapturzony przesłuchuje najadę w taki, a nie inny sposób ani jaki jest jego cel. Prowadził rutynową kontrolę, zadawał zwyczajne pytania… Robiąc to, jakby przesłuchiwał kryminalistę.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

15 maja 2012, 06:03

Oczywistym faktem było, że tak pierwszy, jak i drugi policzek nie sprawił najadzie większego cierpienia. Zaczął jedynie wprawiać ją w kontemplację nad sytuacją wszystkich mieszkańców Lokent. Widziała, z jakim respektem patrzył na mężczyznę Daros i w jakiej odległości od niego trzymała się reszta obecnych w pomieszczeniu kapłanów. Musieli być potężnie manipulowani i zastraszani i to samo próbowano uczynić z nią. "Niedoczekanie wasze, banda skurwysynów. Nawet, jeśli bogini mnie nie uratuje, to wciąż mam siebie."
Kiedy zakapturzony po raz kolejny ją uderzył, faktycznie zwróciła uwagę na tatuaż. W czym miałoby to jej pomóc? Tego nie wiedziała i nie miała czasu się nad tym zastanawiać, bowiem z całą pewnością mężczyzna uderzyłby ją jeszcze parę razy tak, by mogła ujrzeć dalszą część wrysowanego w skórę malowidła, więc po paru chwilach przestała się tym trapić.
Jedynym irytującym faktem, który faktycznie drażnił Eltenebreise, był dziwny sposób zbliżania się do niej przybysza. Kiedy to Samael był tak blisko, odczuwała podniecenie, pragnęła więcej. Teraz jednak znalazła się w zupełnie innej sytuacji.
Kolejne pytanie, rodem z tych pozornie najprostszych. Rasa… Skoro Lokent odłączyło się od autonomii, to to mogło mieć też coś na tle rasowym, a skoro była najadą pełnej krwi, z ludźmi miała niewiele wspólnego. Ba, była członkiem organizacji, która miała zaszkodzić tejże rasie, ale przesłuchujący nie mógł o tym wiedzieć. Przedstawiła się nowym imieniem i nazwiskiem, otrzymała nowy wizerunek. To zdecydowanie nie mogło w żaden sposób narazić Wolenvainczyków na żadne większe zagrożenie.
– Jestem półelfką – powiedziała niemal tak pewnym głosem, jak przy przedstawianiu się, ponieważ dostrzegła, że to za prowokację otrzymała cios, a nie za odpowiedź, która de facto była poprawna. Mimo wszystko utrzymywała się jej pewność, że tak czy siak oberwie, wobec tego znów pozwoliła sobie na ciętą uwagę.
– No naprawdę, spodziewałam się, że ma pan w sobie na tyle odwagi, żeby nie tylko uderzyć kobietę, ale także jej się przedstawić – parsknęła śmiechem, przy tym kpiąco unosząc brew.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

17 maja 2012, 13:14

MG
Sielankowa sceneria lecznicy w piwnicach świątyni nijak nie pasowała do sytuacji, która miała właśnie miejsce przy jednym z łóżek. Puchnące równo policzki Eltenebreise kontrastowały z jej jasnymi włosami, jednak kobieta nie zwracała na ten fakt najmniejszej uwagi – być może nie była z rodzaju tych, które przesadnie dbają o swój wygląd w każdej sytuacji albo po prostu była przyzwyczajona do takiego traktowania. Jakkolwiek by nie było – mężczyzna siedzący na stołku obok niej również nie zachowywał się typowo. Prowadził dziwnego rodzaju przesłuchanie w, było nie było, przybytku publicznym, bynajmniej nie przejmując się obecnością bogobojnych, odzianych w luźne szaty kapłanów i innych osób przebywających w przytułku. Po prostu robił swoje, pracował z właściwą dla profesjonalistów zimną rutyną. Przerażającym był fakt, że aby dojść do takiej perfekcji w biciu Ourelii ducha winnych kobiet, zakapturzony mężczyzna musiał robić to często. Wyglądało na to, że w Lokent tego typu procedery miały miejsce nagminnie.
Po tej odpowiedzi mężczyzna ponownie odsunął się od najady, po raz trzeci powtarzając ten sam ruch, jak w zegarku. Tym razem jednak siedział tak przez dłuższą chwilę, z pewnością wprawiając oczekującą na kolejny cios najadę w stan niepewności. Zamiast tego nieznajomy powoli kiwnął głową, jakby Elten potwierdziła jego domysły.
– Półelfka z Neandiothu. - Jego słowa zawisły w powietrzu, a ich niedorzeczność była wręcz namacalna. Wyglądało na to, że zakapturzony oprawca uzbroił się w potężny bagaż wiedzy, pozwalający mu sądzić, że w należącym do najad lesie nie ma miejsca na tego typu hybrydy. Wszak – żadne podania nie mówiły o tym, że w Neandioth'cie żyły jakiekolwiek elfy. Eltenebreise była ugotowana, a siedzący obok niej osobnik w długim płaszczu uśmiechnął się szyderczo. To była jego chwila na okazanie wyższości, nie zakrywanej jednak pod fasadą wyszukanych słów. Fakty były oczywiste. Elten kłamała.
Posiadacz dziwnego tatuażu namyślał się przez chwilę, jakby już planując w myślach karę za oczywistą zbrodnię, jaką było jawne oszustwo i fałszywa pewność siebie.
Powietrze poruszyło się nagle, jakby do naszej uroczej pary doleciał zagubiony powiew wiatru, co nie byłoby niczym dziwnym, gdyby nie znajdowała się ona w bezokiennej piwnicy. Nieznajomy poruszył się niespokojnie, patrząc za siebie. Nie dostrzegł jednak niczego co mogłoby przykuć jego uwagę, więc ponownie przysunął się do najady, jakby chciał kontynuować śledztwo. Jego twarz zmieniła wyraz – z obojętnego na gniewny, jakby coś poszło nie po jego myśli. Sprawiał wrażenie, jakby wypowiadał kolejne słowa pod przymusem, z niechęcią i jakby to, co powie, nie zależało już od niego.
– Eltenebreise Car'maris - rzekł swoim oślizgłym, modulowanym głosem, który ponownie wypełnił uszy kobiety. – Nie mam więcej pytań. Twoja bezczelność zostanie już wkrótce ukarana - to mówiąc, zakapturzony zerwał naszyjnik z szyi najady, szybko chowając go za pazuchą. – Tymczasem… do zobaczenia. Jeszcze się spotkamy. – Nieznajomy wstał, odwrócił się i nie spoglądając przez ramię wyszedł z pomieszczenia tą samą drogą, którą wszedł, stukając obcasami po kamiennej podłodze.
Elten miała szczęście. Nie wiedzieć, czy to interwencja jej ukochanej bogini, zwierzchników zakapturzonego mężczyzny czy jeszcze innych sił wybawiła ją od dalszych tortur, jednak jasnym było, że przez jakiś czas nic jej nie zagrozi. Do obitej dziewoi dopadł kapłan Daros i kilku jego milczących towarzyszy.
– Dobrze się czujesz, moje dziecko? - rzekł swoją manierą, unikając jej wzroku. Wstydził się, że nie mógł jej pomóc w trakcie trwania zbrodniczego procederu. – To był Latarnik. Jeden z gorszych. Zwykle tak nie robią, ale chyba zalazłaś im za skórę, dziecino. Radziłbym ci się jak najszybciej stąd wynosić. Uciekaj jak najdalej. Może cię nie znajdą. -Kapłan wyglądał na przerażonego i zaaferowanego, wyrzucając z siebie krótkie zdania. Ukradkowe spojrzenia rzucane przez sprzątających rozrzucone przez zakapturzonego przedmioty milczących mężczyzn z całą pewnością nie ułatwiały Eltenebreise zebrania myśli.
Awatar użytkownika
Andreo
Posty: 11
Rejestracja: 04 kwie 2012, 20:39
GG: 41967289
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27389#27389

18 maja 2012, 11:02

Po długiej i wyczerpującej podróży Andreo w końcu dotarł do Lokent, miasta, które od dłuższego czasu zawsze chciał zobaczyć na własne oczy. Okoliczności sprawiły jednak, że nie jest to jedynie podróż mająca na celu zwiedzanie miasta, lecz ucieczka od życia w rodzinnym Wolenvain. Jego ciało nie tak całkiem dawno odzyskało swoją formę po długim leczeniu, jednak czasami wciąż czuł pewne stare dolegliwości z czasów, kiedy jego stan był naprawdę ciężki. Mimo tego ta wyprawa znacznie poprawiła stan jego ciała i ducha. Przemierzył całkiem sporą drogę na grzbiecie swojego wiernego wierzchowca, Faro, który teraz odpoczywał w zajeździe, w którym dzielny rycerz spędził swoją pierwszą noc w mieście. Całkiem niedawno opuścił ją na czas zwiedzania miasta zostawiają Faro pod opieką stajennego z zajazdu. Krążył po miejskich uliczkach mijając tłumy przechodniów, a każdy z nich zmierzał w swoją stronę, w swoje miejsce przeznaczenia, którego on nie miał. Był po prostu wolny, mógł się udać w każdą stronę jaką tylko chciał. Nikt ani nic do niczego nie mogło go zmusić. Nikomu nie służył, nikt nie potrzebował jego pomocy. To uczucie wolności towarzyszy mu od całkiem niedawna i cieszy się z każdej chwili w której może ją odczuwać.
Po pewnym czasie jego wzrok zatrzymał się na pewnym budynku, który z pewnością musiała być świątynią. Andreo zaczepił jednego z przechodniów chcąc dowiedzieć się komu się oddaje cześć w owym świętym miejscu. Kiedy usłyszał jakże znajomą nazwę Ourelii, od razu poczuł się zobowiązany udać w tamto miejsce, wszakże to właśnie ta bogini była patronką jego szlachetnego i starego rodu. To była ostatnia rzecz która łączyła go z dawnym życiem.
Mężczyzna podziękował przechodniowi za udzieloną pomoc i ruszył żwawo w stronę wejścia do świątyni. Z należytą czcią i spokojem przeszedł przez drzwi i znalazł się w skromny, lecz całkiem odpowiednim dla tej świątyni udekorowaniem.
Wewnątrz panowała spokojna atmosfera. Idąc środkiem świątyni Andreo przyjrzał się jak zgromadzeni tutaj ludzie i kapłani odprawiają swoje modły. Chciał sam oddać cześć boginii, kiedy nagle poczuł silne kłucie w żołądku. Czyżby jedzenie z zajazdu mu zaszkodziło? Przecież nie zjadł niczego, co mogłoby mu specjalnie zaszkodzić w obecnym stanie.
Wtedy przypomniał sobie jak przechodzeń wspominał coś o lecznicy dla chorych w piwnicy. Ból nie chciał ustąpić, więc Andreo udał się w stronę zejścia na niższy poziom świątyni. Być może uda mu się tam uzyskać czyjąś pomoc.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

21 maja 2012, 17:02

Kiedy zakapturzony mężczyzna wychodził, najada pomyślała tylko: "Jestem w rzyci, ale jeśli mam umrzeć, to zabiorę tego skurwiela ze sobą". Zrozumiała, że jej kłamstwa były nie udane, ale czuła wewnątrz siebie siłę do zemsty za kradzież krzyża-klucza do zamku Anagorax. Gniew powoli zaczynał ogarniać jej umysł, niemal zapomniała o tym, że jest w świątyni swej bogini. Dopiero powrót Darosa niejako uspokoił kobietę.
Tak, przez gorszy ból przechodziłam. Raz nawet zginęłam i tylko dzięki łasce Ourelii udało mi się wrócić do życia – mruknęła, nieco zmęczona nadopiekuńczością kapłana. Mimo wszystko czuła potrzebę powrotu do starego życia, do Wolenvain. Niniel na pewno by jej nie poznała, w końcu Eltenebreise zmieniła się diametralnie. Samaela nawet nie chciała szukać, wierzyła, że do tego czasu znalazł sobie miejsce. Jedyną nadzieją dla niej był zamek Serghia, do którego w żaden sposób nie mogłaby wejść przez to, co zrobił Latarnik.
Co do tego… Pewnie zginę i wątpię, aby nasza Najwyższa Matka pozwoliła mi ponownie obudzić się do życia. Ale… teraz naprawdę powinnam uciekać. Jedyne, czego potrzebuję, to ubrania podróżne, trochę prowiantu i jakiś nóż. Żyłam w lesie przez wiele lat, więc teraz nie powinno to stać się dla mnie trudnością – powiedziała. Chciała dodać coś jeszcze, kiedy pojawił się on.
Andreo.
Mężczyzna, któremu uratowała życie. Rycerz, który nie pozwolił, aby zginęła jako cel plebejuszy. W nim istniała jej ostatnia nadzieja.
Spojrzała na niego: prawie nic się nie zmienił, jedynie wyraz twarzy miał nieco bardziej zmęczony, niż wówczas.
W momencie zerwała się z pryczy jak oparzona i ruszyła dość pewnym krokiem w jego stronę.
– Panie, musimy porozmawiać.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

24 maja 2012, 20:35

MG
Na spokojnym dotychczas parterze świątyni zadudniły kroki odzianych w stal stóp. Przybysz skierował swoje korki do piwnicy mieszczącej lecznicę, mijając się w progu z zakapturzonym Latarnikiem, który, ciągle idąc, zmierzył go od stóp do głów. Andreo mógł dostrzec jego pogardliwe spojrzenie i brak jakiejkolwiek widocznej broni, co w dzisiejszych czasach zakrawało na głupotę. Głęboki kaptur i długa szata również wydawały się cokolwiek dziwne, zważywszy na nadchodzące, gorące na tej szerokości geograficznej lato. Latarnik nie zatrzymywał się, nie powiedział niczego, po prostu wyszedł ze świątyni, trzaskając drzwiami. Podłoga świątyni zatrzeszczała, jakby oddychając z ulgą po pozbyciu się tak niechcianego gościa. Milczący kapłani obserwowali wyjście zakapturzonego, nie odrywając się od swoich obowiązków. Nikt nie podszedł do Andreo ani nie próbował się z nim porozumieć – wszak jedyny, który mógł to uczynić, znajdował się w piwnicy przybytku Ourelii, pogrążony w rozmowie z Eltenebreise.
Daros z uwagą słuchał słów najada, nadal wyglądając na nieco zszokowanego wizytą Latarnika, bijącego nowoprzybyłą. Wyglądało na to, że chce się jej jak najszybciej pozbyć, ale stara się być miły i uprzejmy. Nikt nie chciał mieć na pieńku z Latarnią, nawet, jeśli teoretycznie był człowiekiem, który za najwyższą wartość przyjmował niematerialną łaskę swojej bogini. W pewnym momencie kapłan energicznie pokiwał głową, szeleszcząc luźnymi szatami.
– W domu Ourelii nie mamy noży, które mogłyby ci się przydać, moje dziecko - powiedział cicho, przepraszającym tonem. – Nie podróżujemy, więc ciężko o szaty, prócz tych, które masz na sobie czy choćby nadające się onuce. - Daros wyglądał, jakby naprawdę było mu przykro z powodu zaistniałej sytuacji. – Mogę za to przynieść nieco jedzenia. – Mężczyzna rozpromienił się, chętny do pomocy, po czym wyprostował, słysząc wchodzącego do pomieszczenia Andreo. Chciał zapytać go, co sprowadza tak pięknie odzianego rycerza do skromnej świątyni poświęconej Bogini, ale najada ubiegła go, mówiąc o konieczności porozmawiania z przybyszem. Daros odwrócił się na pięcie i zostawił ich samych, udając się w sobie tylko znane miejsce w poszukiwaniu prowiantu dla Elten. Zrobił to tak szybko, jakby wcale nie chciał rozmawiać z Villearouxem, mając dość rosłych, nieznajomych mężczyzn, odwiedzających jego lecznicę.

//Sesja zakończona. Eltenebreise – +8PCh. Kapłanów, w tym Darosa, który już za chwilę przyniesie Ci trochę prowiantu na drogę oboje możecie traktować jako NPC. W razie czego MG-ować będzie tutaj Jean Hawk, nadzorująca ten dział.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

24 cze 2012, 15:54

Widok Andreo zdecydowanie obudził nadzieję w najadzie, aczkolwiek dopiero później zrozumiała, że nie jest już tą samą Vitae, która uratowała mu życie. Nie mogła liczyć na jego pomoc. Z tego więc powodu przeprosiła rycerza, oznajmiając, że został pomylony z kimś innym. Kobieta wówczas poczuła się, jakby spadła z nieba, twardo uderzając tyłkiem o ziemię. Wiedziała, że od tego momentu mogła liczyć tylko na siebie i łaskę bogini. Nie znała planów Ourelii, ale zamierzała wrócić do Wolenvain, wbrew rozkazom pani mórz.
Chwilę później do pomieszczenia wrócił Daros, niosąc ze sobą ser podobny temu, który dał najadzie tuż po odnalezieniu jej w głównym pomieszczeniu świątyni, bochenek chleba i jakieś dziwne zawiniątko, które miało okazać się wędzoną rybą. Odebrała prowiant od kapłana, podziękowała i wyszła z pomieszczenia, aby ostatecznie złożyć hołd bogini przed opuszczeniem świątyni. Zupełnie zignorowała innych kapłanów, odzianych w te same szaty, co ona. Postanowiła odnaleźć jakąś karczmę czy tawernę, aby rozeznać się co nieco w nowym otoczeniu. Teraz liczyło się tylko jedno: przeżyć i dopaść tego skurwiela, który zabrał jej krzyż.

<z/t>

Wróć do „Lokent”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 13 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 12 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Vereomil
Liczba postów: 52170
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.