Długi Trakt

Szlaki lądowe rozchodzące się we wszelkich kierunkach świata. Często uczęszczane gościńce są wybrukowane, ale w świecie gry nie brakuje też wąskich, niebezpiecznych ścieżynek.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Długi Trakt

04 wrz 2011, 01:23

Obrazek
Trakt ten, oddzielający się w pewnym momencie od Traktu Iquańskiego, prowadził w kierunku południowo-wschodnim, pełnił przed odłączeniem się Niezależnego Księstwa Lokent od Autonomii rolę ważnego szlaku handlowego. To właśnie tą trasą kupcy z Wolenvain zmierzali niegdyś do Lokent – portowego miasta, do którego przypływają także kupcy z dalekich krain. Towary pospolite w tym regionie były tam wymienia za rzeczy bardzo rzadkie lub w ogóle tutaj nie występujące, co sprawiało, że przeważnie w zasięgu wzroku zawsze był jakiś podróżnik (lub ich grupka).
Obecnie jednak, gdy trakt biegnie przez granicę dwóch, nie utrzymujących zbyt ciepłych stosunków państw, Lokent wprowadziło kontrole graniczne, z którymi musiał liczyć się każdy, kto wyjechał z Lasu Cieni tym właśnie traktem.
Wzdłuż traktu występuje wiele małych gospód, gdzie można przenocować, zjeść czy nakarmić zwierzęta, choć ich liczba zmniejsza się właściwie z dnia na dzień.
Opiszmy jednak dokładniej samą trasę – brukowana, trwała droga jest nachylona, co zapobiega gromadzeniu się wody i ułatwia podróż w trakcie deszczu.
Trakt ten, jak sama nazwa wskazuje jest bardzo długi (ok. 200 mil średnich wolenvaińskich*), a jego krajobraz zmienny – od widoku na jezioro Iqua, przez podróż w cieniu Gór Ikrem, aż po Las Cieni i równiny Niezależnego Księstwa. Przebycie drogi od Derinu do Lokent zajmuje przeciętnemu pieszemu wędrowcowi około miesiąca.

*Jedna mila = 4200m.
Infi zaciągnął się świeżym, wiosennym powietrzem przywodzącym na myśl delikatną słodycz porannego pocałunku kochanków. Na niebie leniwie sunęły lekko przybrudzone obłoczki, zdawało się, że wystarczy wyciągnąć rękę, aby zbadać ich konsystencję. Gdzieś w oddali słyszalne było stukanie dzięcioła o korę drzewa, któremu ten leśny doktor pomagał pozbyć się pasożytów. Sielska atmosfera dodawała otuchy, jednak idący traktem mężczyzna nie zwracał uwagi na otoczenie. Nie okazywał po sobie nawet śladu emocji, chociaż euforia rozpierała jego wątłą, acz wytrzymałą klatkę piersiową. Infi naciągnął kaptur, skrywając twarz. Wiedział, że dzisiaj jest ten dzień, dzień w którym zacznie wcielać w życie swój wielki plan. Instynktownie czuł, co dokładnie ma zrobić, aby dotrzeć do celu tej niepozornie rozpoczynającej się podróży. Nie zastanawiał się, co popychało go w ostatnich latach do takich, a nie innych działań, faktem było, że zawierzając własnej intuicji zawsze dobrze na tym wychodził.Zatopiony w myślach, mężczyzna wkroczył żwawym krokiem do Lasu Cieni.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

05 wrz 2011, 13:54

Infi, czując za sobą dziwną obecność, zerwał się z korzenia, wyćwiczonym ruchem ściągając z pleców miecz, odwracając się i przyjmując postawę obronną. Z racji tego, że nie przeszkadzała mu waga swoje oręża, trzymał klingę w jednej dłoni, bez głębszego zmęczenia wodząc nią przed sobą. Jego organizm przeszedł w stan gotowości, Infi wyregulował oddech, przeniósł ciężar ciała na lewą nogę, gotów do parady i skontrowania przeciwnika, jednak wszystkie te reakcje były niepotrzebne. Okazało się bowiem, że za nim zmaterializowała się jak z powietrza driada, co po części tłumaczyło jej bezszelestne wkroczenie na polankę. Łowca nie wiedział, jak mógł dać się podejść, po raz kolejny tego dnia został zaskoczony przez mieszkańców tego dziwnego lasu, po którym nie spodziewał się niczego nowego. Najwidoczniej coś ich tutaj przyciągało, a Infi domyślał się co to było. Nowo przybyła nie zaatakowała, a swoje słowa skierowała do satyra, ale wojownik nadal nie był pewien jej reakcji. Infi opuścił ostrze, lecz go nie schował, obserwując kobietę. Jak każda z nich, była niesamowicie piękna, nieco wyniosła i prowokująca, ponadto niesamowicie egzotyczna i przyciągająca, jednak Infi znał opowieści o driadach i ich „wybrankach” nie zamierzał wdawać się z nią w głębsze relacje. Satyr, siedzący teraz naprzeciwko leśnej istoty nie okazał ani cienia zaskoczenia, a wszystko to wyglądało jak zaplanowana z góry zabawa w zwodzenie zwykłego człowieka, którym wydawał się być Infi.
– Cóż to za sztuczka, satyrze, nie sądziłem, że nadal chcesz się bawić - rzekł jadowitym, teatralnym szeptem, umyślnie ignorując driadę. – Nie sądziłem też, że chcesz zaprosić przyjaciół - Infi wycofał się, aby mieć na widoku obu jego niespodziewanych towarzyszy.
Awatar użytkownika
Ajumi
Posty: 153
Rejestracja: 04 wrz 2011, 18:12
GG: 7575125
Karta Postaci: viewtopic.php?t=653

05 wrz 2011, 16:31

Ayumi stała jak wryta po tym, co zobaczyła u wojownika – nagłe wyciągnięcie miecza, ustawienie ciała w pozycji obronnej i gotowość do zadania ciosu. Nie spodziewała się takiej zdecydowanej reakcji u człowieka, będącego na tym świecie jej zdaniem maksymalnie 30 wiosen. Tak samo właściwie, jak nie spodziewała się, że z wyglądu satyr jest najprawdziwszym drzewcem. Co tu się właściwie dzieje?! – pomyślała, starając się podobnie jak mężczyzna zachować pewien dystans od obydwóch stworzeń. Chyba powinnam jakoś załagodzić tą sytuację. Myślę, że to jednak ja jestem przyczyną tego konfliktu..
Drogi człowiecze. Nie jestem przyjaciółką tegoż enta. – odzywając się poważnym głosem w stronę nieznanego jej mężczyzny.
Jestem przyjacielem przyrody, opiekunką harmonii. Driadą. Przybyłam na kontynent z dalekich stron, z południa. Okaż szacunek i przestań być taki nieufny. – kontynuowała. W tym samym czasie, jej zielony ptaszek, Yassuf, przeleciał nad satyrem i usiadł na jego ramieniu. Był to dla niej znak, że ent ma prawdopodobnie dobre intencje, dlatego, mimo złowieszczego jej zdaniem wyglądu satyra – przestała się go obawiać. Zainteresował ją jednak owy człowiek – piekielnie szybki, zaawansowany w swoim fachu i co prawdopodobne – skuteczny. Co więcej jednak, jego nieufność i agresja były takie inne… Jego charakter ją bardzo zaintrygował. Przez chwilę nawet poczuła zauroczenie wobec jego osoby. Piękny, wysportowany mężczyzna rasy ludzkiej. Ciekawe jakie ma intencje... Wtem z jej ust usłyszeć można było odzew do zebranych.
Zacznijmy wszystko od początku. Kim jesteście oraz co tu robicie? – następnie odwróciła swoje szmaragdowe oczy ku mężczyźnie i zaczęła kontynuować.
I proszę bez nerwów, odłóż broń człowieku. Choć teraz zachowaj się jak reszta pobratymców z Twojej cywilizacji.. Następnie, by ukazać ufność wobec istot, zaczęła przemowę.
Na imię mi Ayumi, jak już wcześniej wspomniałam jestem driadą i przybyłam z południa, z krain, o których prawdopodobnie nie usłyszeliście – i nie usłyszycie. Moim celem jest utrzymanie harmonii, co właśnie w tej chwili próbuje zrobić. Serdecznie Was witam i mam nadzieję, że dojdziemy do porozumienia. – uśmiechnęła się i czekała na ich reakcję.
Awatar użytkownika
Wierzbiec
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

05 wrz 2011, 16:58

Ma mała charakterek – pomyślał i spojrzał na ledwo widoczne bezchmurne niebo . Mimo wszystko reakcja człowieka zaimponowała entowi , gotowy na każdą ewentualność i zawsze czujny . Tego właśnie najbardziej mu brakowało , zawsze był zbyt ufny .
-Jak już mówiłem ja zwę się Herubin i jestem tutaj z nudów , rzadko możną spotkać w tym ponurym lesie kogoś z kim można by sobie uciąć pogawędkę – nagle zauważył , że mały ptaszek wylądował na jego ramieniu , uśmiechając się pogłaskał go .
– Mam nadzieje , że nie obrazicie się jeśli zmienię postać , ale po prostu nie wytrzymam jeśli ktoś znowu pomyli mnie z satyrem . mówiąc to odstawił ptaszka delikatnie na korzeniu i wstał . Sama przemiana nie była wyczerpujące ale nie zwykle nie przyjemna . Wokół Herubina zaczęło krążyć trochę gałęzi , trawy i innych roślin uniemożliwiając zobaczenia co dzieje się w środku . Po krótkiej chwili stał w swojej dumnej postaci , mimo jego wielkości nadal było tu sporo miejsca .

– Mimo kiepskiego początku mam nadzieje , że nie skreślisz od razu naszej znajomości moja droga . Co do przybysza nie dziwi mnie jego nie ufność po mojej zabawie . Dźwięk ten nie był już tak dźwięczny jak głos satyra , bo słychać było drewno ocierające się o siebie co raczej nie należało do miłych doświadczeń ale można było do tego przywyknąć .
Awatar użytkownika
Ventrox
Posty: 432
Rejestracja: 13 cze 2011, 21:44

05 wrz 2011, 18:48

Ventrox błąkał się pewien czas po ciemnych uliczkach Wolenvain. Chodził tam, gdzie go ludzie nie zobaczą. Poznał ich, wiedział jacy są i miał już dość.
Był głodny. Z braku pożywienia przeszywał go ból, ledwo mógł stąpać. Trzy dni o pustym żołądku, wychodzenie jedynie w nocy i picie wody z rynsztoka – to nie jest życie. Mało tego, kiedy zobaczył go jakiś człowiek zaraz wznosił alarm, żeby go strasz łapała, albo i sam atakował bez powodu… No, chyba, że za powód uzna się strach. Wilk był w opłakanym stanie. Skołtuniona sierść, obrzydliwy zapach, a do tego cały ociekał brudem.
Wilkołak szedł Bóg wie gdzie… Szukał czegoś, co nadawałoby się do jedzenia. W okół leżało pełno martwych zwierząt. Szczurów, psów, jednak to nie jedzenie. Mógłby tylko pogorszyć swój stan.
To co pozostało, to zabić człowieka… Nie! Nie mogę tego zrobić. Bił się z myślami, jednak wiedział, że musi coś zjeść. Wiedział, też, że musi być silny. Przez takie myślenie, jego rasa została zdziesiątkowana.
Czas opuścić to przeklęte miasto. Jeżeli miał zginąć, to na pewno nie w ludzkim ścieku. Chciał wrócić do byłego obozu. Jednak co go tam ciągnęło… To nie były błędne myśli, bardziej pierwotny instynkt. Wiedział, że w lesie ma większe szanse na przetrwanie. Ostatkiem sił rozejrzał się i zaczął iść w stronę Lasu Cieni.
Jego myśli mieszały się. Raz to miał ochotę rozerwać na strzępy pierwszego napotkanego człowieka, raz to nie mógł zrozumieć jak bardzo ludzie mogą być ślepi.
Szedł pomiędzy slumsami, w cieniu. Z miasta wyszedł boczną bramą, wtedy kiedy nikt nawet tam nie przechodził. Szedł, kulejąc, nie miał siły nawet przyspieszyć.
Doszedł do ściany drzew. Zamknął oczy i uśmiechnął się. Przypomniał sobie najprzyjemniejsze chwile z życia. Euforia jednak nie trwała długo, silne kłucie w okolicach żołądka znów dało się we znaki. Wilk podwinął wargę i znów zaczął iść w kierunku miejsca masakry.
Przeszedł raptem sto jardów, kiedy jego, i tak już osłabiony słuch, zaalarmował go. Dwójka ludzi.
Ventrox podszedł na bezpieczną odległość. Mógł rozróżnić płeć u obydwóch. Kobieta i mężczyzna. Czyżby para zakochanych…? Jednak w takim lesie to raczej wykluczone. Co ich tu sprowadziło? Droga sprzyja traktom kupieckim, jednak gdzie karawany, no i co tu robi ta kobieta? Nie mój interes… Nie wiedział co robić. Gdyby przeszedł obok nich, wyglądałoby to co najmniej dziwnie. Nie pozostało nic innego, jak przekraść się bokiem, nie nazbyt daleko jednak od drogi, aby nie stracić jej z oczu. Była ona bowiem najlepszym wyznacznikiem kierunku. Jak postanowił, tak też zrobił. Zszedł z gościńca, aby ominąć parę. Szedł dosyć niezdarnie, brodząc w liściach i łamiąc gałęzie. Chował się co jakiś czas za drzewami, ciężko sapiąc.
Awatar użytkownika
Dar'goth
Posty: 135
Rejestracja: 02 wrz 2011, 15:24
Karta Postaci: viewtopic.php?t=639

05 wrz 2011, 22:11

Dar'goth cały czas szwędał się po mieście, ale po jakimś czasie naprawdę we znaki dał mu się głód i nuda. Musiał coś upolować, albo umrze – czy to z nudów czy głodu. Gdzieś usłyszał, że najwięcej zwierzyny jest w Lesie Cieni. Bezzwłocznie wyruszył w podróż. Po pewnym czasie zauważył dwoje ludzi i… wilkołaka? Wyglądało na to, ze cos kombinował. Najciszej jak tylko mógł, jednkczesnie przyspieszając kroku ruszył w stronę stwora. To musiał być ten sam wilkołak, którego spotkał na trybunach areny. Wyglądał strasznie marnie, prawdopodobnie był też głodny. Wyglądało na to, że kundelek nic nie kombinował – po prostu był głodny i postanowił na coś zapolować. Gdy już znalazł się wystarczająco blisko stworzenia. Stwór odwrócił się błyskawicznie w jego stronę.
– Wygląda na to, że nie tylko ja cierpię na głód i nudę w tym śmierdzącym mieście. Od przybycia tutaj brakuje mi dobrego towarzystwa do polowania. Co powiesz na to, żebyśmy wspólnie upolowali zwierzynę, a nawet kilka? Myślę, że taki wilkołak jak ty będzie wprawnym łowcą. Jeśli wątpisz w moje umiejętności łowieckie – jestem slannem, chyba słyszałeś historie o slańskich myśliwych?
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

06 wrz 2011, 00:51

Wyglądało na to, że zdecydowana reakcja, czy właściwie odruch Infiego spowodowany wkroczeniem driady na polankę nieco ją przestraszył. Mimo to, nie straciła ona ani trochę ze swojej wyniosłości, nadal była dumna i wyprostowana.Jej słowa nadal zawierały w sobie dużą dozę pewnego rodzaju wyższości okazywanej wobec człowieka pochodzącego z pospolitej przecież rasy. Infi był pewien, że driada nie kłamie, bowiem istoty takie jak ona i ent nie były skażone piętnem cywilizacji oszustów i szpiegów, tak często zmuszającej z pozoru prawych ludzi do niegodziwych czynów. Wojownik rozluźnił się nieco, wbił płytko miecz w miękką ziemię przed sobą i rozłożył ręce, pokazując, że nie ma nic do ukrycia. W rzeczywistości cały czas był gotowy do wyciągnięcia broni, w razie gdyby sprawy przybrały nieciekawy obrót, bądź na arenie zdarzeń pojawił się ktoś mniej godny zaufania. Puszczając mimo uszu normalne dla driad, wyprane z szacunku, lecz stosunkowo grzeczne odzywki, Infi uśmiechnął się.
– Proszę wybaczyć moją reakcję, pewnych odruchów nie da się wyplenić - rzekł, patrząc prosto w szmaragdowe oczy Ayumi w kształcie migdałów. Jej słowa częściowo wyjaśniały jej przybycie – Infi reprezentował swoją osobą wiele rzeczy, ale harmonia z pewnością nie była jedną z nich. Najwidoczniej podążając za podświadomymi instynktami z których zapewne nie zdawała sobie nawet sprawy, driada znalazła się tutaj, aby pomóc mu w osiągnięciu wewnętrznego spokoju. Miecznik uśmiechnął się krzywo w myślach, dochodząc do tej obnażającej jej niewinną naiwność konkluzji.
– Herubin zachował się tak spokojnie, jakby cię znał, Pani - Infi specjalnie użył w tym miejscu dość pompatycznego tytułu, nie chciał prowokować driady, a swoją drogą była ona o wiele bardziej dostojna niż wiele z tak zwanych dam dworu. – Obawiałem się, że to kolejny z jego podstępów, bowiem jak już zdradził, lubi zwodzić podróżników. Jestem Infi, a powód mojego przybycia do Lasu Cieni wolałbym zachować dla siebie -Łowca pomyślał, że zdradzanie driadzie, że przyszło się do lasu na polowanie nie jest zbyt mądrym pomysłem, a naprawdę nie zależało mu dziś na bezsensownej walce z siłami natury. Bez pieniędzy mógł się na razie obyć, a do Lasu na pewno przyjdzie mu jeszcze wrócić. Infi skłonił się dwornie, uważając kwestię przedstawiania się za zakończoną.
– Herubinie, wracając do Twojego pytania, szczerze mówiąc, zamierzałem wyruszyć na pustynię. To dość niefortunny zbieg okoliczności, nieprawdaż? - wtem uszom Infiego słyszeć się dały dziwne szmery, jakby jakieś zwierzę przedzierało się przez gęstwinę, a potem zdawało się, że niedaleko ktoś wypowiada słowa w dziwnym dialekcie.
– Nie jesteśmy tutaj sami - syknął Infi, kuląc się i rozglądając czujnie.
Awatar użytkownika
Ajumi
Posty: 153
Rejestracja: 04 wrz 2011, 18:12
GG: 7575125
Karta Postaci: viewtopic.php?t=653

06 wrz 2011, 01:58

Co masz na myśli mówiąc, że nie jesteśmy tutaj sami? – z zainteresowaniem zapytała kobieta. Dopiero po chwili dostrzegła, że straciła kontakt wzrokowy z Infim, który teraz rozglądał się po lesie w poszukiwaniu potencjalnych wrogów. Nawet chwilowe uchylenie lewej, jędrnej piersi driady spowodowane przez lekki powiew wiatru nie zaciekawiło bojownika. Rzeczywiście coś może być nie tak. – pomyślała. Ayumi, mimo że miała aż trzy plany awaryjne zarezerwowane na tą okazje, kompletnie nie mogła się na nich skupić – wszystko przez Infiego, który to wpadł jej w oko. I choć nie chciała mu tego mówić, miała zamiar go obserwować. I czy takie uczucie można nazwać… Miłością? – zadała sobie to pytanie, na które w najbliższej przyszłości miała zamiar odpowiedzieć. No nic, zobaczymy jak to będzie… – podsumowała swoje myśli, tym samym podchodząc powolnym, powabnym krokiem do Infiego stając pomiędzy nim, a drzewcem. Będąc przy nim, poczuła się cieplej i bezpieczniej. Następnie, nie odwracając się w kierunku enta, by nie robić żadnych podejrzeń, cicho powiedziała:
Encie, wdrąż swe korzenie głęboko do ziemi, chwyć się i pozostań niezauważony, jednak ciągle czujny i w razie czego – gotowy do zamiany w satyra. Ty zaś człowiecze, nasłuchuj i rozglądaj się – jeżeli cokolwiek wyłapiesz swymi oczyma i uszami – powiadom nas. Ayumi czuła się w tej chwili bardzo odpowiedzialna, wydzielając członkom tego "tymczasowego" zespołu odpowiednie zadania. Dodatkowo miała nadzieje, że doceni to Infi, zdobywając tym samym jego zaufanie, a i może coś więcej. Coś, na co w tym momenie liczyła najmocniej.
W razie niebezpieczeństwa, oferuje dość szybką ucieczkę. – kontynuowała. Następnie szepnęła kilka słów, już tym razem tylko w kierunku Infiego.
Wyruszasz na pustynie? A czy może ja… Mogłabym Ci towarzyszyć? Mam wiele do zaoferowania. Naprawde, wiele.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

06 wrz 2011, 03:09

Cholera, chyba zaczyna mi się tutaj podobać.

– Wiesz, czyje to ślady, synu? - rzekł wysoki mężczyzna, pokazując małemu, ledwie sięgającemu mu do pasa blondwłosemu chłopczykowi odbite na śniegu szlaczki. Dzieciak miał bardzo blisko do ziemi, jednak nachylił się, niemal dotykając nosem płetwowych stempli.
– Perkoz - odrzekł dźwięcznym głosem blondynek.
– Doskonale, a wiesz, dlaczego znalazł się tutaj? - młody dumał przez chwilę, po czym nabrał powietrza.
– Ponieważ perkozy żyją na wodzie - odparł, rozpromieniony.
– Bardzo dobrze, ale, jak wiesz, perkozy powinny odlecieć stąd na zimę. Ten jest albo wyjątkowo uparty, albo po prostu zraniony. Długo tutaj nie przetrwa, woda jest mocno zmrożona, przez co jego naturalne środowisko bardzo się zmieniło. Potrafisz go wytropić?
- Jasna sprawa, tato! - buźka chłopca wyrażała pełne uwielbienie dla ojca oraz właściwą dzieciom, buńczuczną pewność siebie. Obaj poszli, śledząc niecodzienne o tej porze roku ślady, w niektórych miejscach mężczyzna pomagał chłopcu przejść przez zaspy śniegowe utworzone przez kapryśny wiatr. Znajdowali się na jeziorze Iqua, które w tym roku wyjątkowo szybko zamarzło, tworząc malowniczy, ale również groźny pejzaż.
– Tato, tutaj! - ojciec podbiegł do syna, chcąc sprawdzić, co udało mu się zobaczyć. – Chyba nie żyje… - chłopak wyraźnie spochmurniał, trącając patykiem zlodowaciałą figurę ptaka. Perkoz nie wytrzymał mocnych przymrozków tej zimy i mimo, że zaszył się w swoim gnieździe, nie przetrwał wczorajszej nocy.
– Dobrze się spisałeś - rzekł ojciec, schylając się i kładąc małemu dłoń na ramieniu. – Nic już nie możemy dla niego zrobić, czas wracać - Ojciec z synem skierowali się w drogę powrotną, chcąc ogrzać się w ciepłym domu i opowiedzieć innym o tym, co dzisiaj przeżyli. Lód był twardy, zapowiadało się, że niedługo zostaną otwarte nowe szlaki handlowe pomiędzy miastami wybrzeża, prowadzące przez zamarzniętą taflę. Naburmuszony blondynek nie odzywał się zbyt wiele, zasmucony odkryciem. Ojciec pozwolił mu się nieco oddalić, aby mógł pobyć trochę w ciszy. Od brzegu dzieliło ich niespełna trzysta metrów, gdy nagle ich uszom dał się słyszeć suchy trzask. Oboje zamarli, zdezorientowani, daleko od siebie. Gruba warstwa lodu pod nogami mężczyzny zaczęła pękać, chociaż przeczyło to naturze i wszelkim prawom fizyki.
– Synu, uciekaj! - krzyknął, przerażony. – Biegnij do wioski, zawołaj wujka, powiedz mu, że oni tutaj są! Biegnij, ile sił w nogach… - resztę jego słów zagłuszył głośniejszy niż reszta trzask. Cały obszar wokół zdawał się bulgotać, z lodu zaczęły tworzyć się kry, które szybko zapadały się pod wodę, jakby sterowane przez jakąś złą wolę. Ojciec złapał równowagę, rzucił się do tyłu, chcąc zeskoczyć z jednej z nich, która właśnie zmieniła swoje położenie na ukośne, ale noga zapadała mu się w zmiękczony nagle lód, więżąc jego stopę i skazując na zanurzenie w zimnej wodzie.
Siła tego dziwnego zjawiska najwidoczniej nie dotarła do pozycji chłopca, lód tutaj zachował swoją konsystencję, jednak pękał i rozdzielał się jak podczas wiosennych roztopów. Nie zwracając uwagi na słowa ojca, syn próbował przeskakiwać po lodowych odłamkach, aby do niego dotrzeć, ślizgał się jednak i wkrótce wpadł do wody. Cudem wygrzebał się na krę, z której natychmiast przeskoczył na drugą, bardziej stabilną, oddalając się z miejsca zdarzenia.
– TATO! - wydarł się ochrypłym z zimna głosem mały. – Tato! - widząc, jak jego ojciec nie mogąc wyjść na brzeg, szaleńczo macha rękami i w końcu znika pod nieprzeniknioną taflą wodną, chłopak upadł na kolana w śnieg, który w tym miejscu sięgał mu do pępka. – Tato… - chlipiąc gorzko, niezdolny do wykonania jakiegokolwiek ruchu, chłopczyk usłyszał nagle zwiastujące śmierć trzaski wokół niego. Nagle przypomniały mu się słowa jego ojca. Miał misję do wykonania, nie mógł tutaj zginąć. Wysilając swoje małe, mokre i zziębnięte ciało do granic możliwości, w porę zorientował się, którędy należy biec. Możliwe, że to przez małą odległość od brzegu, szybką reakcję, czy też może po prostu szczęście, mały chłopczyk dotarł na suchy ląd, po czym upadł w zaspę, mdlejąc.



Wspomnienia opanowały Infiego, który na kilka sekund stracił kontakt z rzeczywistością. Złowieszczy śmiech zabójcy ojca odezwał się w jego głowie. Wojownik przypomniał sobie ze szczegółami, co wydarzyło się tamtego pamiętnego dnia, gdy jego ojciec został zamordowany w tak dziwny i nienaturalny sposób przez nieznanych agresorów. Następujące po tym wydarzeniu lata nauki, morderczych treningów, zarówno woli jak i ciała oraz niekończące się walki na arenie miały zabezpieczyć go przed podobną śmiercią, przed niespodziewanym atakiem ze wszystkich stron. A jednak, wszystko to na nic, wyczulone instynkty, odruchy, umiejętności, to wszystko nie wystarczyło, aby ją uratować…
Infi otrząsnął się, porzucając myśli i skupiając się na teraźniejszości. Podobne wspomnienia objawiały mu się czasem, jednak ostatnio zdarzało się to coraz częściej, przez co nauczył się w pewnym stopniu nad nimi panować. Wiedział, że okazał zdezorientowanie, wizje tego typu zawsze były widoczne dla obserwatorów. Nie komentując swojego zachowania, skupił się na driadzie, która właśnie podeszła do niego, kręcąc biodrami. Pomijając okoliczności, mężczyzna zaczął się zastanawiać, czy każda driada porusza się w tak zwiewny i ponętny sposób w każdej sytuacji, ale nie dał się zwieść. Potrzebował koncentracji, usłyszał niepokojące odgłosy wymagające weryfikacji, na tego typu myśli czas będzie później, jeśli w ogóle. Ayumi odezwała się, będąc jak na jego gust stanowczo za blisko. Dopiero teraz dostrzegł, jak kształtne są jej usta, w jaki sposób wydyma je, wymawiając poszczególne głoski i jak wyraźnie artykułuje wyrazy. Pozwolił jej na chwilę przejąć inicjatywę i po krótkim zastanowieniu kiwnął głową na jej cichą propozycję. Wmówił sobie, że zabierze ją na wyprawę tylko ze względów praktycznych, ale znał prawdę. Tak długo nie spotkał już na swojej drodze żadnej kobiety, że w obecnej sytuacji chciał przebywać jak najbliżej driady, wobec której z początku zamierzał zachowywać się neutralnie. Nie wiedząc, czy powoduje nim coś więcej ponad libido, zgodził się na jej towarzystwo, a tym samym związał jej los ze sobą, być może na zawsze.
– Usłyszałem dziwne szmery, dochodzące z tamtego kierunku - odparł nie od razu Infi, szepcząc. – Ponadto, zdawało mi się, że ktoś coś mówi, używając gardłowego dialektu. Powinniśmy to sprawdzić.
Awatar użytkownika
Dar'goth
Posty: 135
Rejestracja: 02 wrz 2011, 15:24
Karta Postaci: viewtopic.php?t=639

06 wrz 2011, 06:38

– Powinniśmy to sprawdzić

Więc musieli coś usłyszeć…. Nie czekając na reakcje wilka, po cichu wyciągnął miecz ze skórzanej pochwy – skórzanej, dzięki czemu broń pojawiła się w dłoni bez żadnego szmerui. W końcu zwykli chłopi nie usłyszeli by niczego… Jak widać zagadywanie wilkołaka było złym pomysłem. Zarośla były zbyt gęste, żeby coś w nich zobaczyć, toteż trzymał miecz w napięciu jedynie nasłuchując…. A w brzuchu ciągle mu burczało.




(może poczekajmy na post wilkołaka?)
Awatar użytkownika
Ventrox
Posty: 432
Rejestracja: 13 cze 2011, 21:44

06 wrz 2011, 16:09

Wilk zatrzymał się słysząc kroki za nim. To na pewno nie ci ludzie. To ktoś inny, nadchodzi z innego kierunku… Przemieszcza się wolno, nie szykuje się do ataku. Mimo wszystko kiedy znalazł się w odległości trzech jardów Wilk błyskawicznie się obrócił. Dzięki adrenalinie chwilowo nie czół wycieńczenia.
Wyrósł przed nim jaszczur. Zbrojny, jednak nastawiony neutralnie…
Ventrox zawarczał marszcząc nos. Nie miał ochoty na polowanie. No, może nie tyle ochoty, co siły. Jego ruchy w tym momencie, można było pomylić z ruchami żywego trupa i mimo, że Wilkołacy to najlepsi myśliwi, on nie chciał polować. Mogło zdawać się to dziwne, jednak teraz miał inny cel. Cel bardziej instynktowny, jednak ważniejszy dla niego. Polowanie miał w planach zaraz po dotarciu do obozu. Człowiek może przerwać bez jedzenia miesiąc o samej wodzie. Wilk – dłużej.
-Nie stawaj mi na drodze, nie chcę polować, a na nudę nie mogę narzekać. – Mówił… A właściwie to mamrotał. Był ochrypnięty. Jego głos nie brzmiał jak dzwon, jednak nadal był niski, gardłowy. Nie podobało mu się towarzystwo przerośniętej jaszczurki.
Wilkołak przymknął lewe oko, chciał przegnać przegnać te… Istotę, kiedy nagle przypomniał sobie o dwójce ludzi. Nie mógł zachowywać się głośno. Odwrócił pysk w ich kierunku, słyszał, że rozmawiają, jednak był to dal niego niezrozumiały bełkot. Kątem oka znów spojrzał na natręta po czym splunął na ziemię.
-Zjeżdżaj, nie mam zamiaru dłużej na ciebie patrzeć. – Kiedy skończył, warknął raz jeszcze, po czym chciał się już oddalać, kiedy ów jaszczur znów zaczął, jakby wcale nie zdawał sobie sprawy z tego, co powiedział. Wilk mimo, że stał tyłem zaciekawił się. Czyżby ludzie ich dostrzegli? A może to po prostu Salann zorientował się, że na głównym gościńcu stoją ludzie? Jak widać, jego rozmówca jest żołnierzem. A może to zwyczajny najemnik?
Zacisnął wargi, po czym pokiwał przecząco głową, sam do siebie i machnął ręką.
-Ja nic nie muszę, jeżeli chcesz… Idź. Sam to sprawdź, lecz nie zatrzymuj mnie.
Ventrox przeszedł kilka kroków, po czym przechylił się na prawą stronę opierając się o drzewo. Jego boląca noga nie dawała mu spokoju. Nie dawał jednak tego po sobie poznać. Życie nauczyło go, że wszystkie uczucia, emocje, problemy należy skrywać w sobie. Ból był nieprzenikniony, jednak on, nawet nie pisnął. Wziął głęboki oddech, po czym stanął na równe nogi.
Doszedł do gigantycznego dębu, po czym stanął za nim i oparł się o niego.. Interesowało go bowiem, jak sytuacja się rozwinie. A może tylko chciał dać odpocząć coraz to bardziej puchnącej nodze? Tak, czy owak stał tam. Stał i nasłuchiwał.

Wróć do „Trakty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 22 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 21 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52247
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.