Targ

Miasto to pięknie wygląda w bezchmurne dni, zazwyczaj jednak takowych tutaj brak. Mimo pesymistycznego krajobrazu mieszkańcy Derinie są bardzo przyjaźni i mają niesamowite poczucie humoru. Obróbka wszelkich metali, drewna i kamieni szlachetnych wydobywanych w górach Ikrem przynosi Derinie nie tylko sławę, ale i mnóstwo pieniędzy...</font></p>
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Targ

27 lis 2011, 23:33

Targ

Obrazek
Czym byłoby Derin bez swojego targu? Chociaż nie jest tak wielki jak ten w Wolenvain, to taki się wydaje. Może dlatego, że rządzi na nim prawdziwy chaos, który jest tylko z pozoru chaosem? Z pozoru, ponieważ nic tutaj kupcom nie ginie i nie ma też żadnych problemów ze strażą miejską. Mimo to wszystko wydaje się tutaj być przypadkowe, zarówno położenie straganów jak i kształty uliczek między nimi. Pomiędzy kramami oraz przechadzającymi się ludźmi przepychają się ucieszone dzieci, które zazwyczaj bawią się w chowanego dopóki zirytowani krzykami kupcy ich nie wypędzą.
Targ w Derin charakteryzuje się dużą popularnością, zwłaszcza wśród handlarzy z Wolenvain, którzy fatygują się często aż tutaj by dowieźć do swojego miasta najlepsze towary. Racja, nie można tu znaleźć wszystkiego, ale co od wszystkiego to do niczego, prawda? Na tym targu można znaleźć wszystko, co jest związane z przeróbką materiałów takich jak drewno czy metal. A dalszej części targu, tej najbliższej brzegowi jeziora Iqua, znajduje się więcej straganów rybaków.
Chociaż mimo swojej specyficzności, dzięki oferowaniu najlepszych towarów w swojej dziedzinie, miejsce to przyciąga pod koniec tygodnia wielu podróżnych i handlarzy. Dlatego też trudno w te dni w ogóle przepchnąć się między niektórymi alejkami targu. Trzeba uważać na kieszonkowców, chociaż Deeczeńczyków o lepkie ręce oskarżyć nie można…
Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Ylzziril
Posty: 57
Rejestracja: 25 sty 2015, 15:00
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=52092#52092

09 maja 2015, 10:13

Krasnolud podrapał się po głowie. Nie podzielał zdania jakoby przygoda była wszędzie. To miasto do którego dotarł jak na razie wydawało się przeraźliwie zamulone i nudne. W dodatku brakowało nad tym miejscem jakiegokolwiek dachu, co sprawiało że czuł się nieswojo w labiryncie uliczek.

- Wolenvain? Morinhtar? - powtórzył za Trefnisiem. - Gdzie to je?

Yl zmarszczył brwi próbując sobie przypomnieć jak mniej więcej wyglądała cała ta Autonomia zgodnie z tym ile się wywiedział już na jej temat. Wolenvain brzmiało nawet znajomo. To chyba ta cała stolica tego zadupia była. Może tam faktycznie coś ciekawego będzie. Miała być na północy i Yl właśnie na północ postanowił jechać ruszając z Wolenvain.

Nawet nie zwrócił uwagi, że ten przestał się do niego zwracać "panie krasnoludzie". I tak brzmiało to dziwnie i nienaturalnie. Może i ludzie tak do siebie mówili, choć Yl słyszał, że zwracają sie w ten sposób tylko do możnych panów. Takie słowne wyrazy szacunku były dla niego, jako krasnoluda, raczej obce.

- Jużci. Jadę do Wolenvain - stwierdził ni stąd ni zowąd kiwając potakująco głową. Doszedł zwyczajnie do wniosku, że nie ma co siedzieć na tym krzywym, gównianym targu. Spędził na nim kawał czasu, a nawet nie udało mu się niczego sprzedać. To jakieś miasto półgłówków ewidentnie było, co jego rozmówca tylko dowodził.

Ylzziril zeskoczył z wozu, aby przygotować go do dalszej drogi, po czym przypomniał sobie, że Trefniś zadał jeszcze jedno pytanie. Odwrócił się w jego stronę mierząc go wzrokiem.

- Jechać ze mną. A po cóż? - zapytał grajka podejrzliwie. Fakt faktem, nie miał z kim gadać tocząc się przez te krzywe trakty, ale trudno mu było powiedzieć czy chciał towarzystwa w takiej postaci. Z drugiej strony, zawsze może go gdzieś zostawić po drodze.

Awatar użytkownika
Trefniś
Posty: 62
Rejestracja: 23 sty 2015, 14:23
Lokalizacja postaci: Podnóża gór
Discord: Augustus IV "Poeticus"
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3415

09 maja 2015, 10:38

Trefniś zwrócił uwagę na te dziwne odruchy krasnoluda. Czegokolwiek nie robił, drapał się, ciągnął, gładził brodę. Jakby była ośrodkiem jego przemyśleń, słów i czynów. Wzruszył ramionami, kiedy tamten znów to zrobił. Krasnoludy są dziwne. Wśród ludzi też się zdarzali dziwacy, ale… Pierwszy krasnolud jakiego spotkał i już jakiś agresywny brodokochacz. Zresztą, z tego co słyszał to wszyscy tacy są. Tylko reszta jeszcze rzuca toporami na prawo i lewo. Może mu się tylko wydawało i trafił na wyjątkowo łagodny egzemplarz? Ponownie wzruszył ramionami do swoich myśli.

Kiedy brodacz spytał, gdzie leży Wolenvain, Trefniś miał zamiar odwrócić się i teatralnym gestem wskazać kierunek (a przynajmniej tak mu się wydawało, na szczęście krasnolud raczej zorientowałby się, że z błaznem prędzej wyląduje pośrodku Lasu Cieni, niźli przy Wolenvain) do stolicy. Jednak podczas odwracania się usłyszał następne słowa. Jechał do Wolenvain? Może Błazen faktycznie mógł zabrać się z nim? W końcu stolica to miasto, które znał najlepiej. Po przygodach w karczmie Derin trochę mu się znudził.

- Po cóż? Ja… podróżuję. Często! Mogę ci być tym, no. Przywodnikiem! Tak! I towarzyszem. Widzę, że sam podróżujesz. Ja w Derinie nic już do roboty nie mam - wypowiadając słowa, patrzył trochę błagalnym wzrokiem na krasnoluda. Prawdę mówiąc, nie miał ani jedzenia, ani schronienia, a z karczmy go (zupełnie bez powodu!) wyrzucono. Musiał coś wymyślić, bo inaczej zamarznie na śmierć. A to by nie było przyjemne. Z pewnością. Oj, nie.

Awatar użytkownika
Ylzziril
Posty: 57
Rejestracja: 25 sty 2015, 15:00
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=52092#52092

09 maja 2015, 11:14

Yl ponownie zmierzył Trefnisia wzrokiem. W sumie wyglądał na jednego z tych, co się przez całe życie szwendają nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Może i by mu się na coś przydał. Z drugiej strony, jego ogólne zachowanie jakoś budziło wątpliwości krasnoluda, czy aby faktycznie byłby z niego jakikolwiek przewodnik.

- No dobra, chyba się przydasz jakoś. Nie znam tej waszej krainy - stęknął nie do końca przekonany.

- Tylko niczego mi nie tykaj! - zaraz dodał. O tak, ten pucułowaty śpiewak niewątpliwie nie różnił się od innych ludzi jakoś diametralnie. No, może był trochę głupszy. Ale oni wszyscy lubili grzebać po sakwach i zwędzać co tylko się dało. Nic się przy nich nie dało bezpiecznie zostawić bez straży.

Ylzziril obszedł wóz przygotowując wszystko do dalszej drogi. Kiedy już upewnił się, że może ruszać dalej, a Trefniś nie zgubił się gdzieś w międzyczasie wskoczył na wóz, zatrzasnął z hukiem tylną klapę i usiadł z przodu.

- Nie spuszczaj go z oczu - mruknął do siebie po krasnoludzku, po czym popędził muła kierując go przez labirynty uliczek na północ. Chciał jak najszybciej opuścić to duszne, brzydkie miasto.

z/t
Awatar użytkownika
Trefniś
Posty: 62
Rejestracja: 23 sty 2015, 14:23
Lokalizacja postaci: Podnóża gór
Discord: Augustus IV "Poeticus"
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3415

09 maja 2015, 11:27

Trefniś czekał na odpowiedź. Krasnolud przez chwilę się na niego patrzył, po czym pozwolił mu ze sobą wyruszyć. Pozwolił! Tak! Szeroki uśmiech pojawił się na obliczu błazna. Przygoda! Znów w drodze! Och, musiał przyznać, że za tym tęsknił. Nie mógł znaleźć swojego miejsca w Derinie. Zwykle były to karczmy. Tutaj go z owej wyrzucono (ponownie - zupełnie bez powodu!).

- Nie będę! Niczego nie tknę! - odpowiedział krasnoludowi. Poczuł się uprawniony do wejścia na wóz. Wspiął się, rozejrzał i usiadł w pierwszym lepszym miejscu. I tak zwykle nie mógł usiedzieć w miejscu, więc zapewne jeszcze kilka razy zmieni usadowienie.

Krasnolud znów powiedział coś niezrozumiałego. Trefniś nie wnikał. Chwycił lutnię i zaczął brzdąkać i nucić jakąś nieokreśloną melodię. Uznał, że urozmaici i uprzyjemni (z pewnością krasnolud będzie wniebowzięty) im tym podróż.

z/t
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 915
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

Re: Targ

13 lip 2017, 12:59

MG

Mieszczanin prowadził Vereomila przez miasto pewnym krokiem. Widać było, że doskonale wie gdzie idzie nie musi się nad tym zastanawiać. Powód tego był oczywisty. Szli do części Derinu, która była dla tego człowieka chlebem powszednim. Części gdzie sprzedawano i kupowano. Gdzie targowano się i zachwalano produkty. Już z daleko elf potrafił rozpoznać gwarny rynek tego miasta. Handel był dla Derinu podstawą życia. Każdy z mieszkających w mieście rzemieślników - a było ich niemało - chciał zarobić na tym, co tworzył. A więc sprzedać. Sprzedać jak najdrożej, by móc później za te pieniądze kupić materiały na kolejny produkt. Kupić jak najtaniej. Odwieczne koło handlu pędziło w tym miejscu nieopisanym tempem i nie sposób było go zatrzymać. Ktokolwiek chciałby spróbować zapewne połamałby sobie ręce w jego szprychach.

Skręcili na obrzeża rynku i zaczęli zmierzać w stronę jakiegoś lokalu, który znajdował się w budynku kamienicy. Przed nim wystawione były kolorowe pióra, pazury, skóry, futra. Rzeczy, których cena zapewne przekraczała możliwości biedującego ostatnimi czasy barda. Na niewielkich stołach stojących na zewnątrz mieniły się przeróżnej wielkości ptasich lotek. Mieniły się dziesiątkami barw, czasami wręcz zdawałoby się bardziej intensywnymi niż pstrokate stroje dworskich dam. Niektóre z nich krótkie niczym mały palec, inne długie jak przedramię. Wśród nich Vereomil był w stanie rozpoznać charakterystyczne pawie pióra. Jego czujne oko wychwyciło również pióra sokoła, czy spokrewnionych z nim drapieżników. Jednak te najbardziej egzotyczne i kolorowe pozostawały dlań tajemnicą. Zawiesił na chwilę oko na mieniących się barwach czerwieni, żółci, zieleni. Na niebieskich blaskach wychylających spośród całej tej plątaniny. Na fioletowym poblasku gęsich piór znajdujących się w całym pióropuszu nad wejściem. Widok zachwycał, musiał to przyznać. A na samych piórach się nie kończył. Wiszące przy samych drzwiach tygrysie futro kusiło swoją miękkością. Zwinięte schludnie obok futro niedźwiedzia zdawało się wielkie, jakby pochodziło ze zwierzęcia gargantuicznych rozmiarów, jakiego nie sposób już było spotkać. Ostatniego wśród gigantycznych niedźwiedzi. Nie sposób wymienić wszystko co można było dostrzec przed sklepem, oraz w jego wnętrzu przez szyby, schludnie wprawione w ozdobione egzotycznymi wzorami ramy.

Nad tym wszystkim czuwał krępy, łysy mężczyzna, który uważnym spojrzeniem mierzył każdego obdartusa, który śmiał się zbliżyć do sklepu. Po jego posturze, ubiorze i zachowaniu widać było, że jedyną jego funkcją w tym miejscu jest pilnowanie aby nic nie znikło nie pozostawiwszy wcześniej w sklepie odpowiedniej opłaty. Na obieżyświata i obytego człowieka nie wyglądał.

Vereomil wwędrował do środka sklepu za swoim przewodnikiem, przez draba obdarzony jedynie krótkim spojrzeniem. Najwidoczniej towarzystwo w jakim był wyjmowało go z grona podejrzanych.

- Przyjacielu! Witaj! - rozległo się. Mężczyzna, który ich powitał był odziany w pstrokate, dość nietypowe szaty. Mieszczanie powitali się dość wylewnie. Właściciel sklepu miał ciemną karnację i nieco obcy akcent. W jego żyłach niewątpliwie płynęła krew pustynnych ludów. Był pokaźnym gościem, o donośnym, basowym głosie.

Wnętrze sklepu było jeszcze bardziej imponujące niż zewnętrze. Choć trzeba było przyznać, że roznoszący się w powietrzu zapach niektórzy mogliby uznać za nieprzyjemny. Czuć było ptasim łajnem, ziarnem i różnorakimi specyfikami. W połączeniu dawało to dość drażniący zapach, choć nie najgorszy z jakim bard miał już w życiu do czynienia. Wokół pełno była klatek, w których skwierczały egzotyczne ptaki. Praktycznie wszystkie były elfowi kompletnie nieznane. Oprócz tego wnętrze wypełnione było innymi, mniejszymi stworzeniami w klatkach, dziwnymi przedmiotami, skórami, futrami, pazurami, wypchanymi zwierzętami. Przeróżne egzotyczne produkty były gdzie tylko nie zawiesiło się oka. Vereomil wręcz bał się gdziekolwiek postawić nogę, czy czegokolwiek dotknąć by nie naruszyć tych - bez wątpienie horrendalnie drogich - produktów.

- Kurrrrrwa mać! Niech ziemia Ci matkę pochłonie, jebańcu! - rozległo się tuż nad Vereomilem, wydobywszy się z dzioba jakiejś biało-czarnej papugi. Sprzedawca skrzywił się.

- Wybaczcie. Kupiłem ją od jakiegoś krasnoluda - powiedział jedynie, jakby sam fakt tego kto był poprzednim posiadaczem wyjaśniał już wszystko. I w gruncie rzeczy wyjaśniał.

- Dobrze Cię widzieć. Napotkałem obecnego tutaj barda. Jak zapewne widzisz ma on ptaka, z którym podróżuje. Zwierzak jest ranny i przydałaby mu się pomoc. Ale! Zapewne on sam dużo lepiej Ci to będzie w stanie opisać, więc nie będę nieudolnie powtarzał. Znasz się na takich rzeczach, to pomyślałem od razu o tobie - odezwał się w końcu drugi handlarz.

Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 372
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Targ
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

Re: Targ

22 wrz 2017, 00:20

Vereomil musiał się postarać, by nadążyć za mieszczaninem - ze swoimi dolegliwościami, takimi jak nie do końca poprawnia działającą miednicą, nie miał aż tak dużej mobilności jak inni mieszkańcy Autonomii. Nie było to jednak ponad jego możliwości.

Przemierzali targ, klucząc między straganami, bez większego zainteresowania otoczeniem. Było widać, że mają… a przynajmniej mieszczanin ma konkretny cel, w którego kierunku dąży. Vereomilowi pozostało jedynie za nim podążać z nadzieją, że wędrówka zaowocuje rozwiązaniem sprawy, w której miał mu pomóc rozmówca.

Lokal, o którym mówił mieszczanin jeszcze w karczmie, zdecydowanie wyróżniał się na tle innych, niemal takich samych sklepów i straganów. Ogrom kolorów wręcz przytłaczał. Egzotyka wręcz krzyczała z frontu tego lokalu.

Mimo rosłego mężczyzny stojącego przy drzwiach, nie było problemu z wejściem, choć zdawało się Vereomilowi, że ów człowiek nie spoglądał na niego zbyt przychylnie. Elf uniósł nieznacznie rondo kapelusza w geście przywitania. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, którym chciał zakomunikować: „Jestem niewinny… przynajmniej na razie”.

Kiedy bard wszedł za swoim przewodnikiem, począł rozglądać się po wnętrzu. Tutaj egzotyka jeszcze bardziej wzrastała w siłę. Wszystko, co tutaj się znajdowało, miało związek ze zwierzętami. Zwierzętami, wyglądałoby na to, że niemal z każdego zakątka świata. To było wręcz oszałamiające! Vereomil był oczarowany.

Był tak oczarowany, że niespecjalnie interesowało go, co mówił sprzedawca - najwyraźniej dobry znajomy mieszczanina. Dopiero z pewnego rodzaju letargu wyrwał go okrzyk ptaka znajdującego się nad głową Vereomila. Bard aż mimowolnie się wzdrygnął - niemal podskoczył.

Wyskrzeczane słowa przypomniały mu czas spędzony w lecznicy w Minaloit, gdzie tego typu fraz używało wielu, ale to wielu krasnoludów. Warto przy tym zauważyć, że nie wszyscy przy tym umierali czy przeżywali ogromny ból - dla niektórych to był po prostu zwykły sposób komunikowania się.

Vereomil zwrócił w końcu uwagę na sprzedawcę - od razu rzuciło mu się w oczy jego pochodzenie, które wywnioskował z koloru skóry i charakterystycznego akcentu. Miał nadzieję, że wykorzystanie tej wiedzy pozwoli na uzyskanie sympatii właściciela lokalu, a co za tym idzie - także przychylniejszego spojrzenia na sprawę. Kiedy mieszczanin przestał mówić, bard ściągnął kapelusz i wystąpił nieznacznie naprzód, po czym zaczął mówić:

- Na początek chciałbym się przywitać i wyrazić, z jaką przyjemnością jest spotkać kogoś ze swoich stron. Mam nadzieję, że wspólne pochodzenie pozwoli także znaleźć nam wspólny język. - Na twarzy Vereomila pojawił się pojednawczy uśmiech. - Przychodzę ze sprawą, która, uważam, nie cierpi zwłoki. Oto mój sokół - Enel, bo tak się nazywa - podczas jednego ze swoich lotów złamał skrzydło. Na razie tylko zostało prowizorycznie usztywnione, aczkolwiek mam wątpliwości co do tego, czy zostało to wykonane odpowiednio. Właśnie dlatego przychodzę tutaj, przyprowadzony przez twojego przyjaciela, z prośbą o pomoc.

Podczas całej mowy elf zdążył rozwiązać chustę i trzymając Enela w rękach, pokazał skrzydło swojego ptaka.

Na koniec Vereomil miał tylko nadzieję, że ów człowiek był pozytywnie nastawiony do jego rasy.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 915
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

The bird is the word

01 paź 2017, 10:52

MG

Sprzedawca egzotyki umilkł na chwilę lustrując elfa wzrokiem. Przez kilka sekund z jego twarzy trudno było wyczytać coś więcej niż pewne zamyślenie i zainteresowanie, w końcu jednak spośród zmarszczek na oliwkowej cerze wyłonił się obfity uśmiech, gdy duże, masywne wargi mężczyzny uniosły swoje kąciki w górę.

- Ty jesteś elfem z okolic Pustyni? Ciekawa sprawa, inaczej was zapamiętałem - stwierdził w końcu, a jego wzrok powędrował nieco w górę, tuż pod sufit. Oczy, które stały się jakby lekko nieobecne zmrużył nieco, kontemplując zapewne swoją przeszłość i przywołując wspomnienia. Zdawało się, że dobre wspomnienia.

- Azidor Pustynnik, jak mnie zwykli tutaj nazywać - mężczyzna przedstawił się w końcu Vereomilowi. - Szmat czasu minął od kiedy mogłem zobaczyć cokolwiek, co byłoby związane z moimi rodzinnymi stronami. Dużo świata widziałem, jednak nic w moich oczach nie dorównywało sile drzemiącej w Pustyni Śmierci.

Vereomil rozumiał co handlarz ma na myśli, a przynajmniej tak mu się zdawało. Wspomnienia jego własnej przyszłości przywoływały obraz Pustyni Śmierci jako tworu zgoła niecodziennego. Groźnego, gotowego pochłonąć każdego zagubionego wędrowca, pełnego niebezpieczeństw. Ale ze względu na tę uśpioną we wnętrzu siłę jednocześnie fascynującego. Pustynia miała w sobie coś, co przyciągało. Ludzi, elfy, orków, wszystkich jednako. Dosłownie przyciągało, nakazując wielu podjąć niemożliwą wędrówkę do jej centrum w poszukiwaniu mitów, legend i bajań. Wielu takich wyruszało, zupełnie jakby niesieni jakimś głosem, który wzywał i nie pozwalał się sprzeciwić. Żaden nie wracał. Czy odnajdowali obiecany raj w samym centrum tego miejsca? Czy może po prostu ich kości dawno już zbielały w prażącym słońcu?

- Dobrze, obejrzę tego sokoła - Azidor skinął na Vereomila, aby ten podszedł ze zwierzęciem. Enel nie wyglądał na szczęśliwego tym, co dzieje się wokół. Wiercił się niemrawo i wyraźnie był zestresowany. Elf wiedział, że to co może w najbliższym czasie nastąpić niekoniecznie będzie przyjemne dla ptaka.

Azidor chwycił pewnie ptaka, na co ten zaprotestował cicho, jednak nie był w stanie się bronić przed sprawnym uchwytem handlarza. Pustynnik rozciągnął nieco skrzydła ptaka i cmoknął z przejęciem.

- To nie jest dobre... - wymamrotał bardziej do siebie, niż do pozostałej dwójki. Jego akcent przebił się w tych słowach tak silnie, że ledwie można było go zrozumieć.

Kolejne kilka chwil minęło na szybkich przygotowaniach ze strony mężczyzny i kilkuminutowej operacji, podczas której handlarz starał się doprowadzić Enela do dawnego stanu. Cała operacja ewidentnie była temu ostatniemu nie w smak, a nawet zdawała się dość bolesna. Sokół jednak leżał dość spokojnie, po części zapewne ze względu na pewność z jaką Azidor działał, a po części ze względu na jakąś ziołową mieszankę, którą wepchnięto mu pod dziób.

Vereomil nie miał wiele do roboty w tym czasie, mógł jedynie obserwować bezradnie tę próbę pomocy. Azidor co jakiś czas cmokał z niezadowoleniem, lub mamrotał coś w swoim rodzimym języku. Przez większość czasu niezrozumiale, jakby jego słowa były skierowane tylko i wyłącznie dla jego własnych uszu, ewentualnie Enela. Stojącemu z boku Vereomilowi wręcz zdawało się jakby próbował perfidnie podsłuchać czyjąś prywatną, ważną rozmowę.

- Azidor od wielu lat zajmuje się różnorakimi ptakami. Zwozi je z różnych części świata, odkupuje, sprzedaje - odezwał się drugi mieszczanin, który przyprowadził Vereomila.

- Wszyscy bogatsi kupcy w mieście dobrze go kojarzą. Takie piękne, barwne ptaki to nielada gratka dla tych, którzy chcą upiększyć swój dom. Śmiem twierdzić, że nikt w tym mieście tak dobrze się nie zna na tych zwierzętach i opiece nad nimi jak on.

W końcu Azidor oddał ptaka Vereomilowi. Nieco zmarniałego z wyglądu, jednak było to naturalne biorąc pod uwagę co musiał przed chwilą przejść. Skrzydło było porządnie usztywnione, Enel nie mógł go całkiem złożyć. Ale wyglądało jakby faktycznie wszystko było w nim na swoim miejscu.

- Nie wyglądało to szczególnie dobrze, kości nieco krzywo się zrosły. Musiałem je złamać znowu. Starałem się zrobić co mogłem, ale nie obiecuję, że twój przyjaciel wróci całkowicie do dawnej sprawności. Choć wydaje mi się, że jest na to szansa. Wygląda na twardego - handlarz egzotyką podsumował całe swoje wyczyny.

Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 372
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Targ
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

Re: Targ

17 sty 2018, 23:46

- Można powiedzieć, że jestem wyjątkowym przypadkiem pustennego elfa. - zauważył Vereomil w reakcji na stwierdzenie sprzedawcy.

Po chwili Enel został odebrany elfowi w celu wykonania zabiegu. O ile ruchy Azidora nie wyglądały na delikatne, na pewno sprawiały wrażenie przemyślanych i metodycznych. Mimo wzbudzonego przez to zaufania, Vereomil nadal martwił się o swojego pupila, więc cały czas bacznie obserwował, co robił właściciel sklepu.

- Wygląda na to, że rzeczywiście zna się na rzeczy. - odpowiedział mieszczaninowi, który go przyprowadził do sklepu. - Sklep także sprawia piorunujące wrażenie. Dawno nie widziałem tylu tak pięknych barw na raz. - Właściwie nie przypominał sobie, żeby widział coś takiego kiedykolwiek. Ani życie na pustyni, ani życie w Autonomii nie było zbyt kolorowe. - Z pewnością zapamiętam ten widok na wiele, wiele lat. - Starał się mówić na tyle głośno, by Azidor był w stanie doskonale go usłyszeć.

Wkrótce Enel został oddany Vereomilowi. Sprzedawca nie omieszkał opowiedzieć, jakie podjął kroki w celu uzdrowienia ptaka.

- Przeżył już tak wiele, że byle złamanie go nie pokona. - Potwierdził słowa Azidora mówiące o "twardości" Enela. - Szczerze ci dziękuję, Azidorze, za wszelkie starania. Czy mogę jeszcze coś zrobić, żeby Enel mógł kiedyś wzbić się w przestworza?... A, i najważniejsze: ile twoja pomoc mnie kosztuje?

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 915
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

Re: Targ

19 sty 2018, 20:01

MG

Azidor kiwał głową, w międzyczasie sprzątając ślady po całej procedurze, która przed chwilą miała miejsce. Enel dalej był wszystkim oszołomiony i niemrawy. Praktycznie nie reagował na to, co dzieje się wokół.

- Musi odpoczywać i dobrze jeść. To na pewno. Za kilkanaście dni powinno mu się zdjąć to usztywnienie ze skrzydła i zachęcać go żeby nim ruszał. Wtedy będziesz mógł zobaczyć co z tego wszystkiego wyszło. Na pewno sporo czasu minie zanim wzbije się do lotu... jeśli w ogóle. - handlarz mówił szybko i nieco niewyraźnie, Vereomilowi udawało się jednak nadążyć za jego słowami. Ciekawym faktem zdało się elfowi, że handlarz egzotyką tak bardzo interesuje się tymi zwierzętami. Mogło to wynikać z faktu, że taniej i łatwiej było często doprowadzić zwierzę do sprawności, niźli zdobyć nowe. A może po prostu mężczyzna pałał jakimś sentymentem do skrzydlatych stworzeń.
Dwójka mieszczan wymieniła jeszcze kilka zdań, przy okazji których Azidor dowiedział się jak w ogóle Vereomil się u niego znalazł.
Kiedy padło drugie pytanie Pustynnik przeniósł wzrok na elfa i lustrował przez chwilę jego osobę.

- Nie wyglądasz na takiego, co może szczodrze zapłacić, przyjacielu. Ale z tego co słyszałem, to obecny tutaj Tadrigal miał do Ciebie sprawę - Azidor gestem ręki wskazał towarzysz Vereomila, który wprowadził go do sklepu.

- Byłbym wdzięczny, gdybyś był tak miły mu pomóc. Zapewne sporo podróżujesz, niedawno w Mirran Toilt byłeś. Może byłbyś skory przyjąć rolę przewodnika i wspomóc go w poszukiwaniach młodszego brata? Zamartwia się zapewne o niego, jak to ma w zwyczaju. Widzisz, ich matka...

- Myślę, że takie szczegóły nie są potrzebne - Tadrigal przerwał gwałtownie wypowiedź swego druha, wyraźnie obruszony jego wylewnością. Ten drugi roześmiał się na to.

- Masz rację, masz rację. To jest w każdym razie moja propozycja - Azidor klepnął lekko dłonią w pobliski stół, jakby chciał przybić pieczęć na niewidzialnym dokumencie, który ogłaszał jego oczekiwania w stosunku do Vereomila. Rola przewodnika nie zdawała się bardowi szczególnie trudna. Fakt faktem, zapewne znaleźliby się lepsi do takiej roli, ale elf trakty i wsie znał całkiem nieźle, czy to z opowieści i podobnych, czy własnego doświadczenia. A w Mirran Toilt był ledwie niedawno. Choć trudno powiedzieć, czy uśmiechał mu się powrót w tamte strony.

Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 372
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Targ
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

Re: Targ

01 lut 2018, 22:01

Rzeczywiście Vereomil nie miał zbyt dobrych wspomnień z wizyty w Mirran Toilt, ale nieprzeszkadzało mu to, by tam powrócić razem z Tadrigalem.

- To prawda, rozmawiałem z Tadrigalem o tej sytuacji i z chęcią pomogę mu w poszukiwaniach brata. - Swoją potwierdzającą wypowiedź okrasił przyjaznym uśmiechem. - Wcześniej tylko musiałbym jeszcze zajrzeć do cyrulika lub lecznicy, cokolwiek jest w pobliżu ze względu na moją rękę. Wolałbym dowiedzieć się wcześniej, jak się goi. Gdzie mogę jedno z nich znaleźć?

Bard włożył swojego pupila do chusty, po czym zwrócił się do Tadrigala.

- Podejrzewam, że chciałbyś wyruszyć jak najszybciej, lecz nie jest to krótka droga. Proponuję, żebyśmy spotkali się o świecie przy karczmie Pod Bezgłową Damą. Do tego czasu warto zorganizować prowiant, a także kogoś, kto jechałby w stronę Mirran Toilt. O wiele to lepsze niż iść pieszo. Czy mógłbym poświęcić tobie drugą sprawę? Z pewnością o wiele lepiej znasz Derin i gdzie można szukać w takich rzeczach pomocy.

Wróć do „Derin”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 14 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 14 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.