Rzeczułka

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 378
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

Rzeczułka

04 lut 2011, 00:00

//Opis lokacji zrewidowany, poprawiony i uzupełniony przez Infiego.
Cała Autonomia Wolenvain usiana była różnej wielkości wioskami. Nie inaczej było przy Trakcie Iquańskim, na odcinku pomiędzy Minaloit a Derinem czy Derinem a Minaloit – mniejsza o kolejność. Założona kilkanaście lat temu, zwana Rzeczułką wieś znajdowała się tuż przy rzece Verbnie przecinającej drogę, na samej granicy namiestnictw. Chociaż administracyjnie podlegała ona pod jurysdykcję pana Devonhilda z rodu Jamiga, namiestnika Minaloit, technicznie rzecz biorąc leżała ona w dwóch prowincjach, bowiem jej zabudowania legły po obu stronach mostu stanowiącego jej centrum. Nie sięgały one jednak zbyt daleko wzdłuż traktu – nie była to wszak duża wieś. Można było wręcz powiedzieć, że jest ona dość mała, bowiem znajdowało się tutaj zaledwie lekko ponad dwadzieścia, często wielorodzinnych, domostw. Ukryta wśród rzadkich, młodych lasów u podnóży Gór Ikrem miała początkowo bardzo ograniczone możliwości rozwoju. Położenie wioski okazało się jednak bardzo korzystne – podróżując z Derinu do błyskawicznie rosnącego w siłę Minaloit nie dało się jej ominąć. Oczywiście, można byłoby spróbować jazdy na przełaj, a następnie szukać brodu rzecznego, lecz mogło to zająć wiele męczących godzin.

Rzeczułka była własnością rodu Gellena, posiadającego oprócz niej jeszcze jedną, znacznie większą wioskę – Kozodoje. Nieopodal tego drugiego osiedla znajdował się zresztą ich dwór, gdzie władzę sprawował pan Melwir, mężczyzna w sile wieku, o długiej, będącej jego chlubą kruczoczarnej brodzie i rozbieganych, zielonych oczach.


Członkowie tej rodziny znani byli głównie z przeogromnej lubieżności i skłonności do częstego wzniecania skandali. Możliwe, że właśnie dlatego ród pomimo swojej wieloletniej tradycji i usilnych starań nie zdołał zaistnieć w polityce i musiał zadowolić się zarządzaniem niewielkimi ziemiami. Własność pana Melwira rozciągała się bowiem od lasków znajdujących się u stóp Ikrem do kilku spornych od czasu założenia namiestnictwa minaloickiego (402EF) łanów za Verbną.


Wracając jednak do samej Rzeczułki – doglądał jej syn głowy rodu, pan Melwan Gellen. Posiadający uczciwe dwadzieścia lat, dobrze zbudowany i ciemnowłosy młodzieniec słynął ze swego ognistego temperamentu i jeszcze większej chuci. Szlachecki młokos oraz jego drużyna rycerska sprawiali tyle samo problemów, co pożytku, lecz mimo tego byli tutaj znani i lubiani (a przynajmniej żaden mieszkaniec wioski nie śmiał twierdzić, że jest inaczej). Ich praca polegała głównie na częstym odwiedzaniu miejscowości w celu nadzoru pracy chłopów oraz wszelkich transportów, które wychodziły z Rzeczułki – drewna, zboża, mięsa, skór i trofeów myśliwskich. Pełny rynsztunek bojowy posiadany przez każdego z konnych wojów zapewniał granicznemu osiedlu odpowiednią obronność.


Wioska zbudowana została w układzie łańcuchowym. Nie posiadała żadnych odnóg – wszystkie bez wyjątku budynki znajdowały się tuż przy trakcie. Jej centrum (zarówno w sensie geograficznym jak i towarzyskim) stanowił kamienny, szeroki most na Verbnie. Mieszkańcy zwykli przesiadywać na nim i w jego okolicy, handlując, plotkując i blokując drogę. Tuż przy wschodnim końcu mostu wybudowany został okazały, drewniany, jednopiętrowy dom. Zwyczajowo rezydował w nim pan Melwan Gellen wraz ze swą drużyną. Nieco dalej stała jedyna we wsi karczma "Pod zarżniętym knurem", w której nigdy nie brakowało składowanej w jego piwniczce świeżej dziczyzny. Karczma, podobnie jak rezydencja pana Melwana posiadała jedno piętro. Ceniący sobie surowość komnat "Knura" oraz dobrej jakości drewno, z jakiego go wykonano drwale oraz myśliwi upatrzyli sobie karczmę jako ulubione miejsce do przesiadywania. Można było tutaj dobrze zjeść, napić się i stosunkowo wygodnie wyspać, oczywiście wszystko za drobną opłatą. Najlepsze pokoje zarezerwowane były dla przyjezdnych, którym stary karczmarz, Fesnar, oferował podobno inne, specjalne usługi. Chociaż nie mówiono o tym głośno, "Knur" pełnił też rolę swoistego zamtuza dla leniwych, niemających dobrego podejścia do chłopskich kobiet szlachciców. Wyświadczający im przysługę właściciel karczmy zawsze miał na podorędziu kilka chętnych do szybkiego zarobku dziewek służebnych, których ojcowie żyli w błogiej nieświadomości całego procederu.


[ifwdesc=right,Artystyczna interpretacja wyglądu tartaku wodnego Rzeczułki wiosną.]http://i.imgur.com/npvPFSO.jpg[/ifwdesc]

Naprzeciw karczmy znajdowała się zagroda zwanego Onhardem sołtysa oraz jego nowowybudowany młyn. Był on wścibskim, dobrotliwym człowiekiem w średnim wieku, o wielkiej krzepie. Pochodził z łona jednej z mieszkanek Kozodojów, a plotki o wątpliwej prawdziwości mówiły nawet o tym, że był on bękartem samego pana włości, Melwira Gellena. Jakkolwiek by nie sądzić, obowiązki swe traktował poważnie, uczciwie podchodząc do każdej sprawy, a ława wiejska, na której stał czele i która spotykała się w jego chacie traktowana była z ogromnym szacunkiem. Co ciekawe, domostwo Onharda nie było znacznie okazalsze od tych należących do innych mieszkańców – ot, parterowa, kryta strzechą i zbudowana z porządnego drewna budowla. Idealne miejsce dla wychowywania trójki synów, których sołtys się dorobił, z których najstarszy, mający już przeszło dwanaście lat rozglądał się już powoli za narzeczoną.


Po drugiej, zachodniej stronie rzeki, prócz chat mieszkańców wsi znajdował się także istny ewenement – tartak wodny. Jego konstrukcję zlecił sam pan Melwir Gellen, sprowadzając po temu do Rzeczułki dwójkę zapalonych budowniczych – ojca i syna. Niewiele było w Autonomii Wolenvain napędzanych kołem wodnym budowli tego typu, więc mieszkańcy wsi zdecydowanie mieli się czym szczycić. Konstruktorzy tartaku doglądali go i pracowali w nim nawet po jego ukończeniu, znacząco zwiększając wydajność i produkując świetnej jakości deski.


Większość okolicznej ludności należała do jednej z czterech grup pałających się różnymi profesjami. Byli to drwale, tracze, myśliwi i rolnicy. Rzadko zdarzało się, aby pojawiał się tu na stałe ktoś, kto zajmował się czymś innym. Niegdyś mieszkał tutaj co prawda pewien kowal, lecz kilka lat temu bezdzietnie zmarł, a kuźnia z braku wykwalifikowanych w zawodzie osób do dziś stała opuszczona. Nie była zresztą bardzo potrzebna – narzędzia i inne przedmioty codziennego użytku naprawiano na własną rękę, nowe sprowadzając czasem aż z Derinu, do którego miejscowi udawali się średnio raz w miesiącu w celu sprzedaży nadwyżki produkowanych dóbr i uzupełnienia własnych zapasów. Znacznie rzadziej mieszkańcy wybierali przeciwny kierunek, obierając sobie trudnodostępne Minaloit za cel wędrówek. Było to jednak bardziej opłacalne – ceny w kolonii górniczej zawsze były korzystniejsze i niektórzy mieszkańcy Rzeczułki zwyczajnie woleli nadłożyć drogi, aby lepiej zarobić.


Największą grupę stanowili tutaj od zawsze drwale. Zajmowali się oni wycinką drzew nadających się do wycinki, będąc główną przyczyną istnienia na włościach pana Melwira Gellena dużej ilości rzadkich, złożonych z młodych roślin zagajników. Drwale nie mieli na celu całkowitego karczowania lasów, wiedząc, że obecnie niewyrośnięte drzewa zapewnią ich synom przyszłość. Na skutek ich działań ciągle rosła populacja rolników. Żyzne ziemie powstałe dzięki wycince przyciągały ich i gwarantowały dobrobyt zarówno osadnikom jak i rodowi Gellena, który zdecydował się ich przyjąć. Trzecią względem liczebności grupą byli myśliwi. Fach ten cieszył się ogólnym powodzeniem ze względu na obfitość zwierzyny w otaczających Rzeczułkę lasach. Kurcząca się przez obecność nowoczesnego tartaka wodnego populacja traczy systematycznie traciła na znaczeniu. Wielu jej członków, aby związać koniec z końcem, pałało się zgoła innymi zawodami, dorabiając sobie przez dołączanie (często na stałe) do pozostałych grup. We wsi znajdowało się też kilku domorosłych rybaków. Z racji niewielkiej zasobności ryb na podlegającym rodowi Gellena odcinku rzeki Verbny nie był to jednak zawód zapewniający godziwy wikt, a raczej forma rozrywki.


Rzeczułka z racji swej wielkości nie była specjalnie ważna, nie sprawiała też wrażenia, że dzieje się tam coś istotnego. Każdy przejaw odmienności witany był przez to z otwartymi rękami, a nowoprzybyli i wędrowcy przechodzący przez wieś długo cieszyli się ogromnym zainteresowaniem. Wszystko działało tutaj jak dobrze naoliwiony mechanizm – każdy miał wyznaczone zajęcie, którym pałał się od świtu do wieczora, by następnie po męczącym dniu udać się do karczmy lub własnej chaty, aby zaznać zasłużonego odpoczynku. Wszyscy się tu znali, choć nie zawsze lubili. Szczególnie konfliktowi okazali się zmuszeni do zmiany profesji tracze, niepałający sympatią do dwójki konstruktorów obsługujących nowoczesny tartak wodny. Ich nastawienie prowadziło czasem do burd, które przysparzały pracy ławie wiejskiej, jednak spory między mieszkańcami nigdy nie były na tyle poważne, aby fatygować do ich rozwiązywania szlachtę.

[/color]
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Alia
Posty: 183
Rejestracja: 01 kwie 2013, 18:20
GG: 35119844
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2616

02 paź 2013, 18:34

JMG

W momencie, gdy pijaczyna zamachnął się po raz drugi, wkładając w to więcej siły, pod jego pięść nawinął się jastrząb, gotowy bronić swojego właściciela. Ptaszysko mignęło mu przed twarzą, dlatego też napastnik zaprzestał ataku, zamiast tego odganiając się od nowego zagrożenia, które bez żadnego uszczerbku wróciło na ramię Vereomila.
Nie wiadomo, czy minstrel wykazał się odwagą czy głupotą, nie ma też sensu tego teraz oceniać. Gdyby nie Enel, prawdopodobnie byłoby z nim niedobrze – wokół nich bowiem zbierało się coraz więcej gapiów, ciekawych rozwoju sytuacji, przez co elf nie miał gdzie się schować. W ogólnym gwarze słychać było urywki zdań, z których dało się wywnioskować, kto jest faworytem "publiki". Bynajmniej nie był to Vereomil.
Napić się? Z tobą? Taaaaaak, oczywiście - zarechotał wieśniak, pokazując swoją pogardę dla tak głupiego pomysłu. Jak wdać, nie kwapił się do zachowania pokoju tak bardzo, jak elf.
Zachęcony coraz liczniejszą grupką osób młodzieniec, zwany Karem, zamachnął się ponownie, mając zamiar tym razem dokończyć swoje porachunki – nie do końca podobał mu się fakt, że grajek dalej nie dostał za swoje za zniewagę, której się dopuścił, rzucając jabłkiem w jego głowę. I jeszcze miał czelność bawić się w rymowanki!
Karczmarzowi jednak równie bardzo jak Vereomilowi nie uśmiechało się, by ktokolwiek kogokolwiek bił, wyszedł więc zza lady, licząc, że nie rozkradną w tym czasie jego towaru. Przepychając się przez tłumek, wpadł między awanturników w momencie, gdy pięść Kara zmierzała w stronę nosa minstrela.
Nie dotarła jednak do celu, odepchnięta przez zirytowanego oberżystę. Feser złapał za kark Vereomila, by ten nie mógł uciec. Grajek dał radę utrzymać pieniądze w kapeluszu, jednak dość gwałtowne szarpnięcie wywołało nieco bólu. Nie przejęło to jednak karczmarza, który, marszcząc brwi, spojrzał groźnie na zebranych. Pijaczyna stał w tym czasie, z opuszczonymi rękami. Wiedział, że nie ma co się narażać.
Co się tu dzieje, na bogów? Rozejść się! No, już – ryknął, nie przejmując się zbytnio nikłą możliwością straty klientów. Jego głos przebił się przez ogólny zgiełk, a ludzie niechętnie i z ociąganiem odsunęli się, siadając przy najbliższych stołach. Nikt nie miał ochoty zostać wyrzuconym z karczmy w tak ciekawym momencie, woleli więc obserwować rozwój sytuacji z nieco większej odległości.
Gdy wieśniacy spełnili jego polecenie, wrócił spojrzeniem do minstrela. Nie było ono wypełnione współczuciem, a raczej czystą irytacją.
I widzisz, co żeś narobił? Klientów mi podburzasz - przerwał na chwilę, zerkając w stronę lady. – Liczę, że usłyszę sensowny powód waszej bójki, inaczej… – zawiesił głos, patrząc groźnie na Kara i elfa.
Miało być tak ładnie, tyle zysków, a tu proszę. Jak zawsze, muszą coś popsuć… Młodzi i głupi, oj tak. Mógłby ich po prostu wywalić, zawsze to jednak lepiej wiedzieć, o co tym razem poszło.
Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 378
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

04 paź 2013, 21:01

Wątpliwym było to, by pięść zapijaczonego chłopa mogła dotrzeć do twarzy Vereomila. Pomimo bardzo obniżonej w porównaniu do wcześniejszego stanu sprawności fizycznej elfa to refleks, który zdołał zdobyć podczas nauki żonglerki nożami i akrobatyki, na linii oko-ciało nie pozostawiał wątpliwości, że elf mógł doskonale wyczuć moment, w którym powinien się odsunąć na niewielką odległość, by knykcie napastnika chybiły. Wraz z elementem zaskoczenia, którym było zerwanie się Enela z naramiennika, stawało się to nadzwyczaj łatwe. Mógł wykonywać ten manewr wiele razy, lecz przeszkodził mu w tym karczmarz Fesnar, który nie zamierzał tolerować zapowiadającej się poruty.

Ostry ból. To było pierwsze, co poczuł Vereomil, kiedy oberżysta chwycił go za kark. Enel niespokojnie zatrzepotał skrzydłami srogo spoglądając na mężczyznę. Młodzieniec spojrzał na niego z wyrzutem, lecz nie powiedział choćby słowa, pozwalając mu zabrać głos. Ten wpierw ryknął w stronę wieśniaków, by tamci się rozeszli. Wszyscy wypełnili polecenie. Nikt nie zamierzał zaprzestać oglądania przedstawienia. Elf wzrokiem odprowadzał ich do ław. Stali jedynie: Fesnar, Vereomil i Kar. Nagle pierwszy z nich zapytał o powód bójki. Momentalnie młodzieniec zorientował się, że musiał zacząć pierwszy. Wersja zdarzeń chłopa mogła ukazać go w niespecjalnie korzystnym świetle, a nie zamierzał na to pozwolić.

Ja… – Zaschło mu w gardle. Nie mógł wydobyć z siebie choćby jednej głoski, lecz wiedział, że musiał reagować szybko. Spojrzał na Kara z błyskiem zdecydowania w oku. Przełknął to, co stało mu w gardle, by w końcu zacząć mówić. – Wszak im żywsze przedstawienie, tym lepsze. Zdecydowałem się urozmaicić śpiew żonglerką, obdarować was owocami! – Zdawało się, że wyjaśnienia nie były skierowane stricte do karczmarza, a do wszystkich, którzy znajdowali się w izbie. W sumie właśnie to robił, bo w ich stronę skierował swój wzrok. Wiedział, że jeśli przekona do siebie tłum, Fesnar nie będzie mógł nic zrobić, a Kar okaże się bezmyślnym napastnikiem. – Ot, podrzuciłem jedno jabłko, zostało złapane przez pannę o nadzwyczajnej urodzie. – Nie mijał się z prawdą, bo właśnie celował w stronę najdorodniejszych z dziewek. – Rzucając drugim poczułem słabość w dłoni, lecz jabłko już się wyśliznęło z uścisku! Cóż miałem zrobić? Wielką nadzieję miałem, że ten młodzieniec zręcznie je złapie, by w nagrodę poczuć zapach sadu, z którego pochodził owoc i wgryźć się w jakże słodki, przepyszny miąższ. Cóż, me nadzieje były płonne. Widziałem je, kiedy zetknęło się z tym oto panem. Uderzenie nie było zbyt mocne, lecz on nadal je zauważył. Równie dobrze mógłby założyć książęce szaty i wymuskany biegać po pałacach.

Na twarzy Vereomila pojawił się kpiący uśmiech, a w ostatnim zdaniu jego ton był drwiący, który skierował w stronę Kara. Jego oczy wskazywały, że wypowiada mu wyzwanie. Zdawał sobie z tego sprawę, że było to co najmniej ryzykowne, lecz w momencie, kiedy musiał coś zrobić, nie mógł myśleć o możliwych konsekwencjach. Teraz już nie było odwrotu, lecz wiedział, że nie może też przeginać. Właśnie dlatego poprzestał na tym, co powiedział i zdecydował się nie ciągnąć tego dalej, choć mógłby… A przynajmniej próbował to zrobić, bo jego niewyparzony język postanowił dać o sobie znać. Nie pozwalając nikomu zabrać głosu, kontynuował:

- Jednakże męstwa nie można mu odmówić. Wstał, ruszył mężnie na silnego przeciwnika, by walczyć z nim w równej walce! Wszak któż nie wymarzyłby sobie za oponenta kulawego elfa, którego jedyną bronią jest jego głos? Może ty? – Wskazał na jednego z chłopów, którzy siedzieli w ławach. – A może ty? A ty?! Jednakże jedynie ten oto młodzieniec zdecydował się stanąć do walki! Wnioskuję o owacje!

Przyklasnął kilka razy. Jego źrenice zwęziły się do wielkości szpilki, a jego drwiący uśmiech raz po raz drżał. Teraz na pewno przesadził. Na Pustynię, teraz na pewno Kar zaserwuje mu porządne obicie pyska. To było najlepsze, co mógł spotkać w tej pierdolonej dziurze. Nie oczekiwał już niczego. Niech to się już tylko skończy. Szybko. Zacisnął powieki, zacisnął też pięści w oczekiwaniu. Każda sekunda trwała jakby była minutą. "Niech się to już skończy, proszę. – pomyślał.
Awatar użytkownika
Alia
Posty: 183
Rejestracja: 01 kwie 2013, 18:20
GG: 35119844
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2616

10 paź 2013, 19:02

MG

Słowa Vereomila stopniowo odnosiły pożądany skutek. Po pierwszej części wypowiedzi ludzie coraz bardziej krytycznie patrzyli na Kara, który stał ze zmrużonymi oczyma i coraz bardziej rumianymi policzkami. Ewidentnie nie podobały mu się kpiny, jakie nieznajomy kierował w jego stronę. Uścisk na karku elfa zelżał, gdy oberżysta słuchał opowieści.
Czyżbym posądził nie tego, co trzeba?, zastanawiał się, obserwując awanturników. W karczmie dalej była cisza – każdy chciał usłyszeć każde słowo padające z ust wędrownego, nieznanego im grajka. Ciekawiło wieśniaków, co zrobi Kar, coraz bardziej czerwony.
W momencie, gdy Vereomil "pochwalił" męstwo pijaczyny, który go zaatakował, reakcje ludzi były sprzeczne. Kobiety patrzyły w oburzeniem na tego, który ośmielił się tknąć biednego kalekę. Mężczyźni z kolei podśmiewali się, szeptem wymieniając uwagi na temat odwagi Kara, pogromcy niepełnosprawnych.
Kto by pomyślał. Jeszcze przed chwilą osoby, które gotowy były go powiesić za feralny rzut jabłkiem, teraz przeszły na jego, prostego minstrela stronę, potakując na każde jego słowo. Hm… Widać, że Vereomil czasem wie, co powiedzieć, by ludziom pasowało.
Oberżysta puścił go, widząc reakcję ludzi. Posłał surowe spojrzenie Karowi – gdyby były to kto inny, wyleciałby z hukiem z karczmy, jednak nie mógł wyrzucić jednego ze swoich stałych klientów, którzy sporo monet tu zostawili, bez przesady.
Wiadomo było jednak, że nerwowy pijaczyna był na przegranej pozycji, z nadszarpniętym honorem, który przydałoby się ratować. Wiedział, że dalsza walka słowna nie miała sensu – był z góry na przegranej pozycji. Walcząc więc chwilę z dumą, odezwał się w końcu, najswobodniej, jak umiał.
Mój błąd, panie i panowie. Na przeprosiny, grajek ode mnie piwo dostanie, wszak na zakończenie kłótni najlepiej się napić. Tylko czy chcesz? - zwrócił się pytająco do elfa.
Cichy pomruk aprobaty przebiegł przez karczmę. Ludzie byli zadowoleni, że nowo przybyły zostanie jednak miło ugoszczony – niektórym bowiem przyszło do głowy, że mogliby zostać wyśmiewani w jego następnych pieśniach, a nikomu nie uśmiechało się zostać wyśmianym hen, w wielkim świecie.
Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 378
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

19 paź 2013, 21:02

Na szczęście mowa, którą wyłożył Vereomil, odniosła pożądany smutek. Już po chwili było słychać okrzyki oburzenia w przypadku kobiet i kpiące rechoty pochodzące z gardeł mężczyzn. W międzyczasie uścisk, który czuł na karku, zelżał i w ówczesnej chwili elf nie czuł nad sobą srogiej pięści karczmarza, która mogłaby spaść, gdyby tłumaczenia okazały się niezadowalające. Tak się jednak nie stało. Można byłoby powiedzieć, że wyszedł w tym starciu zwycięsko. Było to miłą odmianą w porównaniu do ostatnich zdarzeń. W szczególności biorąc pod uwagę perypetie, które przydarzyły mu się w Minaloit.

Prawdę mówiąc Vereomil nie spodziewał się poklasku, który otrzymał. Cała karczma stanęła po jego stronie, kiedy wyłożył swe racje. Zadziwiające jak ludzie łatwo mogą zmienić zdanie, kiedy ktoś zacznie atakować drugą osobą podtykając pod nos jego przywary i błędy, bo właśnie to zrobił. Nic innego. Ot, pięknie ułożona mowa, która nie ukazywała nic innego niż barda jako pokrzywdzonego, lecz prawego wędrowca, którego intencje były czysto bezinteresowne, a Kara – prostego, choć narwanego chłopa – jako złoczyńcę, który nie dość, że atakuje słabszych, to dodatkowo zachowuje się jak włościanin, któremu przeszkadzałoby w śnie nawet ziarnko gorczycy. O ile młodzieniec nie postrzegał siebie jako kogoś mądrego to musiał sobie przyznać, że reakcja w tej sytuacji była mistrzowska. Wręcz genialna. W duchu skakał z radości, że mu się udało, lecz po chwili znów zwrócił się ku zimnemu, zdrowemu rozsądkowi, przy którym kalkulował każdy zysk i każdą stratę próbując określić, co mu się bardziej opłaca.

Z uśmiechem na ustach rozejrzał się po ludziach. Po ich przyjaznych twarzach od razu można było wywnioskować, że już nie mają wobec niego niecnych zamiarów. Przynajmniej na takich wyglądali, lecz nigdy nie było wiadomo co się działo w ich głowach. Vereomil nie zamierzał sprawdzać. Nie zawracał sobie tym głowy. Zresztą coś zupełnie innego przykuło jego uwagę. Czerwony niczym burak Kar zadał mu pytanie, czy by się z nim napił. Elfa to niejako zdziwiło, lecz nie zamierzał odmawiać, kiedy ktoś oferował mu kufel piwa za darmo. To byłyby już razem dwa tego wieczoru! Najwidoczniej to był jego szczęśliwy dzień. Jeden z niewielu, lecz Vereomil nie chciał się tym zamartwiać. Chciał korzystać… Jednakże martwiło go coś innego. Nie znał intencji Kara. Równie dobrze chłop mógł chcieć upić minstrela, by następnie zbić go na kwaśne jabłko. Była to jedynie chwiejna teoria, lecz mogła zaistnieć taka możliwość. Młodzieniec przemyślał wszelkie za i przeciw. "A pal licho!" – pomyślał. Jak zawsze, kiedy w rachubę wchodził alkohol, nie mógł zapanować nad swoimi decyzjami. Zawsze mówił "tak". Nawet wtedy, kiedy wiedział, że nie będzie to najlepsza decyzja.

- Z wielką chęcią. Zasiądź przy ławie, a moja osoba zaraz się do ciebie przysiądzie.

– W międzyczasie jego uśmiech z kpiącego zmienił się na przyjazny.

Po chwili, kiedy wszystko wróciło do normy, znaczy Kar usiadł, a karczmarz stanął za szynkwasem, bard spróbował pozbierać monety, które mu wypadły w wyniku bójki, którą chciał spowodować mężczyzna. Następnie z laską w dłoni ruszył w stronę lady, by rozmówić się z Fesnarem. Chciał ustalić czy nocleg i obiecany trunek znajdą się w ofercie, którą mu wyłoży za występ.

- Jak się podobał występ? Dostanę to, o co prosiłem?

– od razu przeszedł do sedna.

Wydawawało mu się, że zasłużył na to, o czym rozmawiali jakiś czas temu, lecz oberżysta zawsze mógł mieć inne zdanie. Nie wiadomo było co się działo w tej jego chłopskiej łepetynie, więc Vereomil mógł się mylić. Właśnie dlatego się upewniał. W stronę karczmarza posłał spojrzenie, które miało oznaczać "nie daj się prosić".

Wtedy też położył kapelusz na blacie, a z sakwy wyciągnął małą sakiewkę. Otworzył ją i spojrzał w jej wnętrze. Zauważył czarny kosmyk, który znajdował się tam od bardzo długiego czasu. Jedynie to zostało po jego miłości. Posmutniał. Tęsknił za Eltnen. Wiedział, że już więcej jej nie spotka, ani nie odwiedzi jej grobu… chyba, że zajdzie do zbiorowej mogiły. Nie miał pieniędzy, by sprawić jej pogrzeb, a nawet jeśli, to nie mógłby zidentyfikować ciała w gruzach spalonego burdelu. Ile to już było lat? Nawet nie pamiętał. Z pewnością dekada, może dłużej. W końcu otrząsnął się z apatii i zaczął wsypywać monety. Nie mógł zawracać sobie głowy przeszłością, musiał zająć się przyszłością, choć w obecnej sytuacji najpierw powinien zadbać o swoją przyszłość. Tak czy inaczej elf, kiedy skończył chować pieniądze, schował sakiewkę do torby.

Czekał na werdykt. Miał nadzieję, że karczmarz użyczy mu noclegu i dostanie obiecany kufel piwa. Wtedy miałby dwa, a to szczególnie ucieszyłoby Vereomila. Musiał zatopić smutki, a piwo wydawało się do tego najlepsze.

Awatar użytkownika
Alia
Posty: 183
Rejestracja: 01 kwie 2013, 18:20
GG: 35119844
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2616

23 paź 2013, 20:08

MG

Wybacz, że krótko. Ale chciałeś zakończenie sesji, więc kończę ją bez utrudnień dla Ciebie. Wystarczająco się ze mną namęczyłeś.

Cóż miał począć karczmarz, gdy ludzie byli zadowoleni? Pieniądze wpływały do jego kieszeni wartkim strumieniem, gdy klienci zamawiali coraz to więcej trunku. To był dobry wieczór, a to zdecydowanie wpływało na humor oberżysty.
Zmarszczył brwi, zastanawiając się nad pytaniem Vereomila. Chciał nastraszyć młodzieniaszka, który tak domagał się tego, co mu się bądź co bądź należało, zamiast cierpliwie poczekać. Jednak co takiemu poradzisz? Można jedynie zignorować nieprzyjemny komentarz – bowiem krytykować kogoś, kogo tak polubili ci wszyscy wieśniacy byłoby głupotą – i uprzejmie odpowiedzieć.
- No cóż, chłopcze… Mimo, iż była tu pewna nieprzyjemność - zaakcentował ostatnie dwa słowa, rzucając elfowi wymowne spojrzenie – wywiązałeś się ze swej umowy, także i ja muszę spełnić obietnicę. Umawialiśmy się na piwo, ta?
Nie czekając na odpowiedź, postawił przed Vereomilem kufel, mierząc go przy tym uważnym spojrzeniem. Widać było, że się nad czymś zastanawiał.
- Hm… A jeśli chodzi o nocleg, o którym wcześniej mówiłeś… Możemy zrobić tak - schylił się, opierając łokcie na blacie. Zniżył przy tym ton, jakby konspiracyjnie – przenocuję cię, jeśli obiecasz nie wspomnieć o zaistniałym w tej karczmie incydencie w żadnej ze swoich ballad. Nie chcemy ośmieszenia. Co ty na to?
Wyciągnął zza lady kluczyk, pokazując go elfowi. Jeśli ten chciał, mógł go wziąć.
- To jak? Umowa stoi?
Kar siedział przy ławie, czekając na nowego towarzysza. Upokorzony wystarczająco, nie miał zamiaru robić nic, co mogłoby zadziałać na niekorzyść elfa – raz próbował i nie skończyło się to dobrze dla niego. Teraz po prostu starał się ratować resztki swojego honoru, okazując skruchę.
Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 378
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

24 paź 2013, 19:56

Vereomil dawno nie był tak pewny siebie. Wszystko szło jak po sznurku, a każdy nieprzewidziany incydent kończył się sprzyjającym mu wynikiem. Pewnie dlatego zamiast tłumaczenia się, jak pewnie w innym przypadku by zareagował, jedynie wzruszył ramionami z uśmiechem na ustach, który oznaczał, że elf zupełnie nie rozumiał, o co się rozchodziło karczmarzowi, w reakcji na wzmiankę o bójce. Jednakże Fesnar nie zamierzał długo ciągnąć owego tematu i już po chwili przeszedł do sedna sprawy – przed młodzieńcem na blacie pojawił się kufel jasnego piwa, na którego widok jego uśmiech znacznie się poszerzył. Tego właśnie było mu trzeba – zimnego, orzeźwiającego trunku, który mógłby ostudzić emocje, których doświadczył jeszcze jakiś czas temu, a których wspomnienie jeszcze pozostawało w świadomości elfa. Jeszcze jednak nie podnosił kufla, bo pozostała jeszcze jedna kwestia – nocleg.

Fesnar jednak pomyślał i o tym. Po chwili zagadnął Vereomila w tej kwestii proponując, by w zamian w pieśniach bardach nie znalazła się choćby wzmianka o incydencie w karczmie o dźwięcznej nazwie "Pod zarżniętym knurem", która mogłaby okryć przybytek złą reputacją, do czego karczmarz nie zamierzał dopuścić. W momencie, kiedy zapytał, czy elf zgadza się na propozycję, ten był już dostatecznie rozochocony, by móc się targować. Zmarszczył na chwilę brwi myśląc, czego mógłby sobie życzyć, co nie byłoby zbyt drogie, a z pewnością by mu się przydało. Nic mu jednak nie przychodziło do głowy, choć wydawało mi się, że gdzieś z tyłu coś skacze i wierci się próbując zwrócić na siebie uwagę, lecz Vereomilowi nijak udawało mu się to dostrzec. W końcu odpowiedział:

- Cała przyjemność po mojej stronie.

Elf jeszcze przez chwilę stał przy ladzie wpatrując się bez celu w karczmarza. Rosły mężczyzna jedynie odburknął, przesuwając po blacie, w stronę Vereomila klucz. Elf już po chwili miał go w dłoni. W drugą za to chwycił kufel pełen piwa, z którym skierował się w stronę Kara, do którego po chwili się dosiadł.

- Zdrowie. – powiedział, pijąc duży łyk złocistego trunku.

Już po chwili przez jego gardło przelewała się złota ciecz. Po jakimś czasie, który nie trwał bynajmniej tak długo, Vereomil był pijany i ledwo co trzymał się na nogach. Stał się coraz bardziej gadatliwy, swobodny. Już po chwili stwierdzono, że elf powinien zostać odesłany do pokoju. Tak też zrobiono. Młodzieniec położył się do łóżka, które wcale nie było tak wygodne, lecz zawsze było odmianą od twardej podłogi, na której musiał leżeć w lecznicy, kiedy jeszcze przebywał w Minaloit. Nic dziwnego, że już po ułamku godziny bard śnił w najlepsze.

W momencie, kiedy się obudził, słońce ledwo co wstawało. Jednakże ognistej kuli nie przeszkadzało to, by razić w oczy, a hałasowi plotkujących wioskowych kobiet za oknem wwiercać mu się w głowę. Podciągnął się dłońmi, by usiąść na łóżku, lecz nie trwał w tej pozycji zbyt długo, bo już po chwili wstał i się ubrał. Przeciągnął dłońmi po twarzy, zamrugał kilka razy. Klepnął się w policzek. Miał kaca. Niespecjalnie mu się to podobało. Zresztą jak zawsze. Czując brud, który zalegał na jego skórze od czasu, kiedy opuścił Minaloit, miał wielką chęć zażyć kąpieli, lecz jego pewność siebie znów wróciła do normy i raczej nie miała za szybko wzrosnąć, więc nie miał śmiałości o nią poprosić. Zauważył, że nie było przy nim Enela, lecz okno było otwarte, więc bardzo możliwą opcją była ta, w której jastrząb po prostu udał się na poranne polowanie.

W końcu postawił stopy na drewnianej podłodze, by następnie się ubrać i przejść do głównej izby. Skinieniem głowy powitał karczmarza, który jedynie wbił w niego wzrok. Czyżby czegoś nie pamiętał, co stało się tamtego wieczoru? Jeśli pamięć go nie myliła to wiedział, że klepał młode dziewki po pośladkach, śmiał się z łysiny jednego z starszych drwali i przez chwilę leżał pod stołem, z którego został jednak wyciągnięty, lecz nie wydawało się to specjalnie szkodliwe. Przynajmniej dla niego. Odczuwał jednak nieprzemuszoną chęć wyjścia z przybytku i to bynajmniej nie z własnej woli.

Przed wyruszeniem w drogę jeszcze zaszedł nad rzekę, by się ochłodzić. W drodzę do niej przechodził obok niewiast, które słyszał będąc jeszcze w pokoju. Na jego widok zachichotały jak młódki, na co Vereomil zareagował jedynie zdziwionym wyrazem twarzy i uniesieniem brwi. Coraz bardziej możliwym stawało się, że czegoś nie pamiętał z poprzedniej nocy. Tylko czego? Elf przyspieszył kroku. Obmył twarz i dłonie. Jeszcze przez chwilę siedział nad brzegiem myśląc nad celem podróży. Zaszedł już tak daleko i zupełnie nie wiedział gdzie się udać. Wbił wzrok w taflę wody. Czuł się zagubiony. Usiadł na pobliskim kamieniu, sprawdził stan swoich rzeczy. Wyglądało na to, że nic nie zginęło.

Nie mógł jednak siedzieć bezczynnie. Po chwili poderwał się i przeszukał sakwę w poszukiwaniu gwizdka. Po chwili go znalazł i przywołał ptaka, który po chwili się znalazł z zakrwawionym dziobem.

- Widzę, że łowy się udały, przyjacielu. – na wpół stwierdził, na wpół zapytał ptaka.

Wiedział, że nie uzyska odpowiedzi, ale nie w tym celu to powiedział. W momencie, kiedy wyruszał traktem ku Derinowi, obok niego przejeżdżał wóz z przeróżnymi plonami ziemi. Elf aż zakrzyknął z radości. Zawołał. Kiedy wóz zbliżył się, bard zapytał o możliwość użyczenia miejsca dla wędrowca, który kierował się właśnie w tę stronę. Nie było żadnych przeszkód, by Vereomil nie mógł przebyć tej podróży w bardziej komfortowy sposób, więc już po chwili zasiadł na wozie. Przynajmniej potem nie będzie mu tak dokuczała miednica.

z/t
Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 378
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

Re: Rzeczułka

08 mar 2018, 23:28

MG

Mikalar żył. Był tego pewien starszy mężczyzna, któremu udało mu się go uratować mimo znacznej utraty krwi. Sam młodzieniec nie miał o niczym pojęcia ze względu na to, że spał przez długi czas.

Ocknął się w pewnym momencie. Światło padające przez okno raziło go przez powieki, które mimowolnie zmarszczył. Słyszał jakby z daleka jak dwójka mężczyzn rozmawia. Nie mógł jednak zrozumieć o czym. Wszystko wydawało mu się takie mętne i bez koloru, choć jeszcze nawet nie otworzył oczu. Mimowolnie jęknął i zamamrotał coś, czego sam nie był w stanie zrozumieć. Jakby umysł nieświadomie kierował ciałem mimo woli. Wydawało się jednak, że to normalny stan po tak długim dochodzeniu do siebie. Mikalar chciał się podnieść, ale w chwili kiedy spróbował oprzeć się na łokciach, od razu upadł.

Mężczyźni zamilkli, a starszy z nich podszedł szybko do młodego maga i podał mu kubek z jakimś gorzkim napojem.

- Pij. Po tym poczujesz się lepiej.

Mikalar nawet nie zauważył, kiedy pociągnął kilka łyków. Opadł głową na posłanie. Znów zasnął.

Obudził się kolejnego dnia. Tym razem czuł się trochę lepiej, choć nadal noga odzywała się tępym bólem. Plusem okazało się to, że tym razem mógł się swobodnie oprzeć na przedramionach i miał pełną kontrolę nad swoim ciałem. Mógł bez problemów obejrzeć izbę. Ta nie była wyjątkowa - w rogu stał piec, na którym w kotle słychać była bulgotającą potrawkę. Przy ścianach stały łóżka ze słomianym posłaniem. Był też stół i ławy, a także kilka skrzyń, które nie wyglądały na pierwszej młodości.

- O, obudziłeś się! - Mikalar usłyszał za sobą głos młodego mężczyzny. - Poczekaj, pójdę po ojca! - zawołał i już było słychać oddalające się kroki.

Po chwili pojawił się starszy mężczyzna, którego młody mag kojarzył z ostatniego razu. Głównie pamiętał jego twarz. Była pociągła, o nisko osadzonych kościach policzkowych, małym nosie i kurzych łapkach przy całkiem dużych, brązowych oczach. Całości dopełniała starannie przystrzyżona broda. Ubrany aktualnie był w strój roboczy.

- Wszystko w porządku? Jak się czujesz? - zapytał mężczyzna, dotykając czoła Mikalara wierzchem dłoni.

//Fragment poniżej został dopisany w związku z [url=viewtopic.php?f=15&t=3675&p=1692335#p1692335]nadchodzącym remontem.

Ten jednak nie był zbyt skory do rozmowy. W istocie znów stracił przytomność. Po tygodniu był już w stanie wstać i, choć z niemałym trudem, chodzić. Mikalar postanowił nie nadużywać gościnności ludzi, którzy mu pomogli. Czym prędzej odszedł w swoją stronę.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 15 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 14 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52245
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.