Brama Twierdzy z dziedzińcem zamkowym

Chroniona ze wszystkich stron przez wysokie, będące ongiś częścią Zamku Jasności mury, zamieszkana przez elitę społeczeństwa i mieszcząca w sobie Pałac Sprawiedliwości Twierdza zajmuje niemal jedną czwartą Wolenvain i jest najstarszą dzielnicą stolicy. Wstęp za jej masywną bramę mają jedynie przedstawiciele możnych rodów szlacheckich… albo wiedzeni do jej lochów, wysoko urodzeni skazańcy.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Brama Twierdzy z dziedzińcem zamkowym

04 lut 2011, 00:00

Podszedł do strażników, odgarniając ręką włosy i stając przed nimi z wysoko uniesioną brodą.
— Chciałbym dostać się do Pałacu — rzekł, czekając chwilę, by strażnicy rozważyli jego słowa.
Oczywiście spodziewał się negatywnej odpowiedzi (…).
– elf Kot'eleiven przy próbie przekroczenia bramy Twierdzy

Najstarszej części Wolenvain strzegły jasne, sprawiające wrażenie pobielonych mury, wyraźnie odróżniające się od okalających stolicę ze stron północnej, południowej i zachodniej murów miejskich. Były przede wszystkim grubsze i wyższe, zdawały się być zbudowane o wiele solidniej. Także ich faktura była inna – bardziej zwarta i gładsza, z niewielką ilością ukruszeń, co znacząco wyróżniało je na tle innych. Widać było, że powstawały bardzo długo, z nieludzkim wręcz pietyzmem i dokładnością. W miejscu, w którym Twierdza graniczyła z położonym na jej południu centrum miasta, jednolita struktura murów zaburzona została przez solidną, idealnie wpasowaną weń, wysoką na dziesięć metrów bramę ze spuszczaną, stalową broną i blankami na szczycie. Znajdowała się ona asymetrycznie, nieco bliżej wschodnich murów.

Obrazek
(Starcia barbarzyńskich roskvarów z rycerstwem na ulicach Wolenvain, 405EF. W tle brama Twierdzy.)



Dzień i noc pilnowali jej czterej ciężkozbrojni, wysoko urodzeni strażnicy, nie wpuszczając za nią nikogo, czyj strój nie poświadczał o znacznej potędze i przynależności rodowej noszącego. Twierdza była nieosiągalnym, niedostępnym dla większości społeczeństwa sanktuarium, stanowiąc idealną ochronę dla swoich rządzących Autonomią Wolenvain mieszkańców.

Wartę zmieniano dwa razy dziennie – o świcie i o zmierzchu, przy czym ta nocna była właściwie odgrodzona od reszty Twierdzy zamykaną wieczorową porą bramą. Każdy ze strażników miał obowiązek posiadać jedną broń długą, jedną krótką i jedną miotaną. Wybór padał zwykle na halabardę, krótki miecz przy pasie i kuszę na ramieniu, chociaż kombinacji było bardzo wiele. Popularne wśród strażników były także włócznie, łuki, miecze dwuręczne, półtoraki i buzdygany, a nawet drewniane pałki z żelaznymi okuciami oraz cepy bojowe. Niektórzy z nich jako dodatek preferowali stalowe bądź drewniane tarcze, inni za swoją główną obronę mieli wyłącznie złożone z wielu płyt zbroje. Oczywiście w cieplejsze dni większość z nich uciekała się do tej pierwszej ewentualności, pozostawiając części zbroi jedynie w najważniejszych, szczególnie narażonych na atak punktach, co i tak czyniło ich jednymi z lepiej chronionych wojowników.

Prócz uzbrojenia w strażnikach zmieniał się też sposób manifestowania przez nich swojej przynależności. Ich stroje zawsze łączyły w sobie odcienie żółtego i bordowego, kolory Wolenvain. Futrzane, pozbawione rękawów płaszcze, jakie nosili zimą, także utrzymywały się w podobnej tonacji. Latem, kiedy płaszcze stawały się zbędne, każdy strażnik nosił ciemnobordową pelerynę z wyhaftowanym złotą nicią dużym gryfem, symbolem miasta. Żaden z pełniących straż rycerzy nie mógł nosić własnych symboli rodowych na warcie. Jeden z nich zawsze pełnił rolę kapitana, wyróżniając się zazwyczaj typem noszonego hełmu, a raczej jego zdobieniem – pióropuszem, skrzydłami lub kolcami. Pozostali strażnicy nosili zwykle otwarte, gładkie łebki, rzadziej szyszaki z nosalami i karczkami.
Sama brama po swej lewej i prawej stronie chroniona była dodatkowo przez nieco przerastające ją, przysadziste baszty z blankami. Konstrukcja obsadzano zwykle przez kolejnych sześciu lub ośmiu uzbrojonych w kusze i łuki strażników w kolczugach, naramiennikach, nagolennikach i szyszakach. Dzięki ogromnemu zasięgowi swoich broni i zwiększonej z racji wysokości widoczności, trzymali oni w ryzach każdego, kto próbował prześlizgnąć się przez bramę, nawet w przypadku nieobecności strażników na dole.

Gdy komukolwiek udawało się przekroczyć bramę Twierdzy, jego oczom ukazywał się sporej wielkości, brukowany, otoczony zielenią dziedziniec z drewnianym szafotem oraz wypełniający tło, przytulony do północnych murów, niezwykle okazały Pałac Sprawiedliwości. Od strony wschodniej dziedziniec ograniczony był przez stajnie oraz budynek mieszczący siedzibę Gwardii Królewskiej, od zachodniej – przez ogromny kompleks budynków stanowiący siedziby szlachty oraz mieszczący zakłady kowalskie. Piwnice kompleksu stanowiły główny skład żywności w zamku. Budynki starały się zachowywać surowe piękno murów Twierdzy, jednak jasnym było, że większość z nich nie pełniła już funkcji czysto obronnej, będąc tworami o wiele nowszymi i typowo użytkowymi.
Przez dziedziniec codziennie wędrowali tak przedstawiciele szlachty, jak i ich nisko urodzeni słudzy, niechybnie wypełniając zadania ogromnej wagi.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
panna Ficja Ezyhar;
przedstawiciele stanu szlacheckiego obojga płci, z różnych rodów.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

MG‐post: Hawkshaw

04 sie 2017, 23:55

MG

Zachowanie Ficji Ezyhar było ze wszech miar nieobyczajne. Niezależnie od tego, czy wziąć pod uwagę ludzkie, czy też boskie prawidła – młódka zachowywała się nieprzystojnie. Odpowiedzialność spadała jednak tylko na nią i jej opiekunów. Iverdon Balgerand, który akurat stanął na jej drodze, nie był niczemu winien. Nie znał niestety ani Ficji, ani jej rodziny zbyt dobrze. Po raz kolejny mógł obwiniać za to tylko swoje zwyczaje.

Sytuacja była jednak na swój sposób ekscytująca. Świat szlachty Wolenvain jakby na nowo otwierał się przed panem Balgerandem. Wydawało się, jakby zrzucał z siebie skorupę. Szczeliny, które się w niej tworzyły, panna Ezyhar poszerzała doskonale. Wystawiony na próbę Iverdon nie miał dużego wyboru. Nie było możliwości, by z rozwagą dawkować sobie kobiecą obecność. Gdyby ich znajomość rozpoczęła się bardziej konwencjonalnie, umysł szlachcica miałby szansę się do niej przygotować. Teraz jednak musiał pracować na najwyższych obrotach. Nie było wielu powodów, by nie pozwolić białogłowie nieco się poprowadzić. Zwykła rozmowa nie mogła okryć ich hańbą.

Pan herbu Ognisty Feniks przybył tutaj w celu poszerzenia wiedzy i wpływów, w dokładnie tej kolejności. Uchodził prawdopodobnie za odludka i osobę mało towarzyską, ale przecież wszystko to mogło się jeszcze zmienić. Nikogo do siebie nie zraził, a wręcz przeciwnie – większość szlachciców, z którymi utrzymywał kontakty, darzyła do dużym zaufaniem i szacunkiem. Poczuł tutaj swoją szansę na poszerzenie kręgu znajomości. Podpowiadał mu to jego umysł, który choć w obecności szlachcianki był niczym gąbka, zachował pewną dozę przytomności.

Ród Ezyhara nie należał do szczególnie istotnych, przynajmniej w tych stronach – inaczej Iverdon wiedziałby o nim znacznie więcej. Nawet w przypadku gafy i pogorszenia stosunków z jej przedstawicielami nie ryzykował wiele. Miał też bardzo dobrą linię obrony. Cała uwaga i gniew starszyzny skupiłby się bowiem na Ficji, która tymczasem odebrała słowa Iverdona bardzo osobiście. Jej jasnobrązowe oczy roziskrzyły się na – być może nieświadomą – sugestię, jakoby należała ona do niebezpieczeństw stolicy.

Iverdon byłby nazwał ją „panią”, ale szybko ugryzł się w język, zmieniając formę. Młódka nie nosiła przecież niewieściej chusty, mocno wyczesane i rozprostowane włosy prezentując z dumą, rozpuszczone. Była zatem nietknięta i niezamężna. Kasztanowy odcień ładnie mienił się w słońcu, co świadczyło o zaangażowani służek Ficji. Mimo tego włosy kłębiły się krótkimi kosmkami na jej skroniach.

– Mnie? Mieszkam tutaj. Moja ciotka chętnie gości swe krewniaczki. Mawia, że na dworze królewskim uczą się wszystkiego, co będzie im potrzebne, by godnie współrządzić z mężem. Króla jednak od wielu lat nie widziano… – zakończyła niby niewinnie, rozbudzając jednak wyobraźnię. Niewiele było jej potrzeba, szczególnie gdy rozmawiała z nienawykłym do takiej bezpośredniości Iverdonem. Jego myśli trochę pobłądziły, ale w ryzach trzymało je silne poczucie smutku i niedowartościowania. Nie robił głupstw. Do nich dopiero mogło dojść.

– Dokąd mnie zabierzesz, paniczu Iverdonie? – zapytała kokieteryjnie, ponownie przejmując inicjatywę i jasno zaznaczając, że wie o tym, że Iverdon nie ma jeszcze żony. Nie było w tym nic zdrożnego, bo wielka grupa mężczyzn szła do ślubu mając na karku dużo więcej lat. Bardziej ubodnąć mogła forma, której użyła Ficja. Jako że Iverdon od paru lat był pełnoletnim władcą ziemskim, a nadto – pasowanym rycerzem, ze wszech miar powinien być nazywany panem, szczególnie przez nieznajomych. Ficja umniejszyła mu jednak z takim wdziękiem i na tyle – jak mu się wydawało – żartobliwie, że po prostu nie mógł się na nią oburzyć. Konwencja rozmowy była wybitnie nieformalna, można więc było puścić tę drobną zniewagę mimo uszu. Z pewnością umysł Iverdona miał w tym momencie inne problemy do rozwiązania. Zalążek prawego uniesienia, jaki w nim wykwitł, szybko musiał uschnąć.

Głównym kłopotem było w tej chwili sformułowanie odpowiedzi na zadane pytanie. Wyjście z Twierdzy z panną Ficją Ezyhar – być może już komuś obiecaną – mogło zostać odebrane jako prowokacja. Spacer u boku mężczyzny był jasnym sygnałem, że to on był jego pomysłodawcą. Większość tutejszej szlachty wiedziała jednak, że pan Balgerand nie jest konkurentem do ręki żadnej dziewczyny z Twierdzy. Samo bliższe zapoznanie się z nią, szczególnie w obecności przyzwoitki, za którą robić mogła nadal znajdująca się w tle służka, nie zakrawało na pogwałcenie obyczaju. Para mogła w oczach nieznajomych uchodzić po prostu za przyjaciół lub krewnych.

Ciało Iverdona już zadecydowało, pragnąc przedłużenia kontaktu z Ficją. Szlachcic nie mógł powstrzymać zmieszania, starając się skompletować racjonalne argumenty za i przeciw. Nie szło mu to zbyt dobrze. Poczuł ponadto empatię, którą charakteryzował się jako osoba wbrew pozorom dość kontaktowa. Panna Ezyhar szukała najwyraźniej kogoś, z kim będzie mogła zażyć odrobiny rozrywki, choćby była to przechadzka po Jaśminowym Parku – do którego najlepiej byłoby teraz skierować kroki. Dziewczę musiało się tutaj okropnie nudzić, chociaż stało się to wyraźne dopiero teraz. Poza tym wydawało się, że zaczyna się jej spieszyć. Zamieszanie związane z przybyciem hrabiego Hilduuna do Wolenvain topniało, bowiem sam możnowładca udał się już do Pałacu Sprawiedliwości, rozmawiając żywo z szambelanem. Być może zaraz ktoś mógł dostrzec, co też panna Ezyhar wyprawia.

Awatar użytkownika
Iverdon Balgerand
Posty: 12
Rejestracja: 21 sty 2015, 13:38
Lokalizacja postaci: Brama Twierdzy z dziedzińcem zamkowym
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3400

Re: Brama Twierdzy z dziedzińcem zamkowym

22 maja 2018, 00:09

Iverdon mimo zapatrzenia w Pannę Ezyhar za każdym razem, kiedy widoczne było pominięcie ważnych manier lub po prostu czegoś nie wypadało robić ze strony nowo poznanej kobiety, krzywił się lekko. Jednak został wychowany w miłości do konwenansów i, musiał przyznać przed sobą szczerze, po prostu je lubił. Wszystko było w nich jasne, a też szczycił się niejaką wiedzą na ich temat, którą uważał na dworze za duży plus. W razie czego mógł się otaczać nimi jak tarczą albo atakować przez nie innych. Pozwalały na przekazywanie tego, czego przekazywać może się nie powinno. Nagła bezpośredniość wydała mu się po prostu bardziej wieśniacka, niż odważna, łamiąca normy czy też coś podobnego. Maniery miały powód, aby istnieć i Iverdon uważał go za dobry powód.

Wątpliwości narastały z każdą sekundą, kiedy zdał sobie sprawę, albo wydało mu się, że jest traktowany jak sposób na rozrywkę, zabicie nudy. Zmarszczył lekko brwi słysząc niepoprawny tytuł, ale nic nie powiedział.
- "Hmm" - mruknął. - "Jaśminowy Park wydaje się dobrym miejscem. I tak już tu wiele nie ma do roboty."
Skierował się w wyznaczoną stronę swobodnym, ale zdecydowanym krokiem. Po drodze ciągle rozmyślał o tym, co też ta panna mogła od niego chcieć. Zawsze istniała możliwość, że faktycznie była tylko znudzonym, szukającym rozrywki dzieckiem, ale Iverdon nie sięgał po najprostsze rozwiązanie, ciągle szukając czegoś innego. Jego myśli przez to odbiegły od wszystkiego, co wiązało się z przybyciem jego suwerena do stolicy.

Wróć do „Twierdza”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 6 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1042
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: xXVukoXx
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.