Zrujnowana kamienica

Położona w południowo-zachodniej części miasta, z pozoru chaotyczna zabudowa składa się z kamienic należących do obywateli Wolenvain. To tutaj znajduje się znakomita większość zakładów rzemieślniczych stolicy.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 912
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

Zrujnowana kamienica

09 paź 2016, 17:35

Stojący niedaleko południowo-zachodnich murów obskurny budynek. Oddalenie od głównej drogi sprawiało, że był raczej mało odwiedzanym miejscem, otaczały go podobne konstrukcje. Miejsca, w których mieszkała miejska biedota. Ludzie często teoretycznie będący mieszczanami, jednak niemający pieniędzy aby nosić te miana z dumą. Zasiedlali takie miejsca, nieraz legalność ich przebywania w tych budowlach była dość wątpliwa. Czasami żyli w nich tylko dlatego że były porzucone i stały puste, licząc na to że nie przyjdzie ktoś, kto mógłby ich wypędzić. A przynajmniej nie w najbliższym czasie, bo prędzej czy później zawsze przychodził. Niektórzy z nich pamiętali lepsze czasy, częściej ich rodziny pamiętały lepsze czasy. Trzymali się kurczowo szarych, obrośniętych murów które były pozostałością dobrobytu, prześmiewczą karykaturą ich dziedzictwa, które ktoś w pewnym momencie zatracił. Czy byli to oni sami, czy też jeden z ich przodków nie miało już znaczenia.

Kamienny budynek rozkraczony przy ciasnej ulicy z daleka już przedstawiał się wszystkim swoją aparycją. Był właśnie takim siedliskiem biedoty, która zdaniem wielu była plagą dotykającą każde większe miasto. Nieprzyjemne zapachy, brudni ludzie i podejrzliwe spojrzenia były czymś co uderzało natychmiast w jakiegokolwiek odwiedzającego. Ci przyzwyczajeni nawet nie zwracali na nie uwagi, idąc dalej w obranym kierunku. Tych pozostawiano w spokoju, wiedzieli po co tu są. Inni rozglądali się trwożnie, niepewnie stąpając przed siebie i chcąc jak najszybciej ominąć parszywe miejsce - zwierzyna. Uciec. Nie było to takie proste, biedota mieszkała na niemałym obszarze.
Złodzieje, żebracy, rzezimieszki, kurwy, a także szaleńcy. Wszyscy znaleźli swoje miejsce w tej zatęchłej okolicy. Różnymi sposobami trzymali się swoich domostw, a ostatnie wojny, niepokoje i dezorganizacja za rządów Rady znacznie ułatwiły im utrzymanie tych starych budynków w swoich rękach. Napad roskvarów, najazd Imperium - różnorakie wydarzenia przez ostatnie latały sprawiły, że część ze znajdujących się przy murach kamienic opustoszała. Powodem tego opustoszenia mogła być zarówno śmierć, jak i ucieczka. Dzięki chaosie w jakim Wolenvain trwało przez ostatnie lata niektóre z tych budowli umknęły uwadze władz. A tam gdzie nie padały oczy rządzących natychmiast znajdowali się tacy, którzy chcieli uniknąć ich wzroku.


Mająca nad parterem jedno piętro, ewidentnie niezbyt zadbana kamienica była jednym z kilku, jeśli nie kilkunastu takich budynków w okolicy. W popękanych ścianach ziały puste otwory pozbawione czegokolwiek co upodabniałoby je do okien w bogatszych budynkach tego typu. Rzucały się w oczy niczym powybijane zęby w uśmiechu karczemnego półgłówka. Krzywy dach wyglądał jakby zaraz miał opaść na piętro, a co gorsza ział w nim tęgi otwór, jakby powstały w wyniku uderzenia ciężkiego kamienia. I, choć niewielu zaprzątało sobie tym głowę, rzeczywiście tak było. W budynku, na pierwszym piętrze, na popękanej podłodze - a częściowo wsparty o drewnianą podporę, która miała podtrzymywać stanowiące podłoże deski - wbity sterczał niemały kamień. Logika nakazywała sądzić, że spędził w tym miejscu już dobre pięć lat, posłany swego czasu przez imperialną katapultę. Na kamieniu widniały jakieś roskvarskie symbole formujące napis, który niewielu w Wolenvain potrafiło odczytać.


Tak jak i dach, tak i znajdujące się pod nim piętro sprawiało wrażenie zdecydowanie mniej trwałego niż powinno. Już dawno ktoś powinien zadbać o to, aby nie spadło na głowę nieszczęśnikowi, który może znaleźć się na parterze. A na parterze ktoś mieszkał. Zawsze ktoś mieszkał.


Starych, krzywych drzwi wejściowych nie trzymało na miejscu nic oprócz klamki, każdy mógł wejść do środka do dziwacznej pracowni. Walały się po niej cynowe naczynia, w powietrzu zaś krążyła taka gama zapachów, że żołądek momentalnie podchodził do gardła. Szczególnie, że nie wszystkie były przyjemne. Wokół leżały grzyby, zioła, rośliny, kawałki martwych zwierząt, całe zwierzęta, gliniane naczynia o nieznanej zawartości... Na pierwszy rzut oka można było zgadnąć, że to siedziba jakiegoś partacza, który trudnił się wytwarzaniem różnorakich maści, leków i eliksirów. Z reguły niezbyt skutecznych zresztą, ale to nie przeszkadzało ludziom za nią płacić. Może eliksir miłosny, piękna pani? Zapach ziół, gleby i zgnilizny przenikał wszystko co znalazło się w środku choćby i na chwilę.


Wokół zalegał gruz, pajęczyny i stare szmaty. Od czasu do czasu po spróchniałym drewnie przebiegł jakiś szczur - jedno z niewielu stworzeń, które potrafiły poruszać się po nim bez towarzyszącej temu zazwyczaj kakofonii. W kącie była zamknięta na kłódkę klapa prowadząca do piwnicy. Po lewej stronie ziała dziura prowadząca do drugiego pomieszczenia. Zardzewiałe zawiasy klapy pozostawiały pytanie czy da się ją w ogóle jeszcze unieść. Na górę można było wejść po schodach. Ktoś kto znał to miejsce wiedział, że wszystkie skrzypią, jednak trzeci wręcz niemiłosiernie, a czwarty to jedynie cienka deska zakrywająca dziurę i lepiej na nim nie stawać. Tak samo jak lepiej nie wspierać się na idącej wzdłuż schodów barierce, bo czasy gdy była w stanie utrzymać ciężar człowieka dawno już minęły.


W tej pracowni przebywał człowiek. Odziany w brudne, zniszczone i zszarzałe ubrania. Trudno było odgadnąć jego wiek. Głowa była wyłysiała, pozbawiona już praktycznie wszystkich włosów. Twarz pomarszczona, oczy duże i wodzące po okolicy szybko i z niepokojem. Usta były jedynie cienką linią. Postawa jednak zdawała się należeć jednak do kogoś, kto był w średnim wieku. Lekko przygarbione, wychudzone ciało nie sprawiało wrażenia jakby należało do staruszka, choć również i nie do młodzieńca. Ani silne, ani słabe, ani piękne, ani brzydkie. Zdawało się dziwnie... bezpłciowe. Nie dosłownie, oczywiście. Osobnik ten bez wątpienia był mężczyzną. Bez wątpienia można było stwierdzić też coś innego. Czy raczej dostrzec coś innego, jeśliby poświęcić ku temu dość uwagi. W bladoniebieskich źrenicach kryło się coś, czego wielu ludzi się obawiało. Obawiało do tego stopnia, że nie pozwalał im spać po nocach. Iskra szaleństwa.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Virhart
Posty: 24
Rejestracja: 23 sty 2015, 14:15
Lokalizacja postaci: Zrujnowana kamienica
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3494#53120

I Can't Believe You Can Fly Me Higher

12 mar 2017, 12:41

Virhart nie ukrywał, że był zły. Wściekły, nawet. Wydarzenia tego dnia były dla niego dziwne i trudne do zrozumienia. Rzucał i rozbijał wszystko, co mogło kryć cokolwiek mającego pomóc im w ich zadaniu. Nie obchodził go hałas, nie obchodziły go zniszczenia. To miejsce nie zasługiwało, żeby istnieć. Najchętniej by je spalił. Kiedy wybuchnęła na niego jakaś zielona maź, wprowadziła go tylko w jeszcze większy gniew.

Przeszukawszy całe pomieszczenie ruszył dalej. Jego emocje powoli się uspokajały, czerwona mgiełka furii opuszczała jego wzrok, a sam Virhart zaczął być coraz bardziej świadomy otoczenia. Adrenalina sprawiała, że mógł przeć dalej mimo obrażeń, które wcześniej odniósł i osłabienia, które z pewnością powinien teraz odczuwać. Ale ważny stał się tylko cel.

Razem ze świadomością otoczenia doszła do niego świadomość Zadry. Poczuł się trochę głupio za niektóre rzeczy, które wcześniej powiedział. Faktem było, że obecność tej kobiety dziwnie na niego wpływała. Nie mógł powiedzieć, że jej pragnął, mimo że faktycznie jak dla niego była piękna. Wydawała mu się czymś więcej. Przy niej czuł się niczym złodziej w ekstazie krążący wokół gór złota albo po raz pierwszy oczarowany przez kobietę mąż, który - znów w ekstazie - gubi się w twarzy swojej wybranki. W jej obecności czuł się po prostu lepiej. Przez to czasem nie mógł się kontrolować i mówił w jej kierunku coś, czego wcale powiedzieć nie chciał.

- Dziękuję. Za wyleczenie. I że tutaj jesteś. Gdyby nie ty… - powiedział cicho, lecz na tyle głośno, aby słowa wyraźnie doszły do idącej za nim kobiety.

Jego rozmyślania przerwało znalezienie kolejnych drzwi. Virhart po kilku próbach otworzył je. Na widok postaci w środku wrócił do niego cały gniew. Napiął się, bez zastanowienia chwycił za broń i ruszył w kierunku tamtego, tym razem nie zważając na życie tamtego. Poradzą sobie sami. Fanatycy nie byli dobrymi źródłami informacji.

Jeżeli kultysta by się odwrócił, zapewne sam efekt strachu podziałałby na korzyść Virharta. W stronę wychudzonego, drobnego człowieka zmierzał zakrwawiony, umięśniony olbrzym z mieczem w ręku. Do tego cały był w zielonej mazi, która powoli z niego spływała. W jego oczach - gniew i chęć mordu.

Virhart nie miał planu na atak. Będzie działał instynktownie. Po prostu zarąbie tamtego mieczem, zmiażdży mu głowę pięściami, zwymiotuje na niego przez ten obrzydliwy smród, złamie go na pół, zniszczy wszystkie kości. Dla wojownika liczyła się teraz tylko walka i ten człowieczek, tak żałosny wobec wielkiego furiata zmierzającego w jego stronę.

Awatar użytkownika
Zadra
Posty: 18
Rejestracja: 17 sty 2016, 08:35
Lokalizacja postaci: Zrujnowana kamienica
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3567#55679

12 maja 2017, 23:27

Chciało jej się śmiać. Mocno, głośno, prawdziwie i długo. Dawno już nie walczyła z tym dziwnym pragnieniem, więc czuła się bardzo nieswojo. Jak przez mgłę przypomniały jej się czasy pełne żółtego piasku, kiedy śmiała się praktycznie bez przerwy. W swoim umyśle usłyszała wypełnione szyderą rechotanie.

Ludzie tak, ale obrzydliwe ropuchy to dla mnie nowość.

Dźwięk ustał natychmiast, wraz z rozbawieniem, napełniając ją niemałą satysfakcją. Zacisnęła palce na drewnianym kiju i zmusiła swoje ciało do ruchu. Jakby przez mgłę usłyszała hałas dobiegający z góry i poczuła potrzebę dołączenia do towarzysza. W zamyśleniu ruszyła jednak najpierw do klapy i spróbowała ją zamknąć. Nie chciała, aby kolejna śmierdząca poczwara dźgnęła ją w plecy brudnym sztyletem. Miejsce między łopatkami wciąż dziwnie swędziało i czuła, że porządny odpoczynek będzie tutaj najlepszym wyjściem.

Wycierając czoło z kropelek potu ruszyła ostrożnie na górę, stukając kijem o podłogę. Trafiła tam akurat w czas, aby usłyszeć podziękowanie mężczyzny. Skrzywiła się lekko zerkając na pozostawioną przez Virharta kałużę wymiocin.

Miała go już sieknąć zdaniem pełnym ukrytej drwiny, kiedy jednak smród, który miał czelność wydostać się z tajemniczego pokoju zaatakował jej nozdrza na tyle skutecznie, że za nim podążyła za najemnikiem cofnęła się parę kroków w tył, zasłaniając nozdrza lewą ręką. Znała ten zapach. Odwiedzał ją w pełnych kamiennych posągów snach.

- Co tam jest?! - Burknęła podążając za nim i wpadając do pokoju z posturą gotową do zadania komuś ciosu kijem. Widząc nieruchomą postać i rzucającego się na nią Virharta, Zadra zdążyła wypuścić z ust powietrze i unieść do góry broń.

Nie wykonała jednak więcej żadnego ruchu. Spokojnie czekała na rozwój wydarzeń w pogotowiu, jako ratunek. W takiej roli spełniała się przecież najlepiej.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 912
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

20 maja 2017, 19:57

MG:

Postać, która ukazała się Virhartowi w ciemnym pomieszczeniu nawet nie drgnęła gdy ten podjął się swojej szaleńczej niemal szarży. Nie wiedząc kompletnie w co się pakuje, z kim na do czynienia, ile potencjalnym przeciwników jeszcze tam czeka. Czy nawet jak duże jest miejsce do którego wchodzi Virhart po prostu w ślepej furii wpadł przez drzwi do środka.

Niewiele widział. Właściwie, to oprócz niewyraźnego kształtu, który obrał za swego przeciwnika nie widział nic. W pokoju panowały kompletnie ciemności, godne samej Czeluści. Okna - jeśli kiedyś jakieś były - zostały najwidoczniej szczelnie zasłonięte. Ale to nie miało dla najemnika znaczenia. Bez jakichkolwiek przemyśleń i przygotowań parł do przodu, nie przejmował się konsekwencjami.

Ujrzana przez niego postać okazała się mieć dobrze ponad siedem stóp wzrostu. Cokolwiek to było, nie było zdecydowanie kruchym kultystą. Jednak również nie zareagowało na Virharta w jakikolwiek sposób gdy ten wpadał do środka.

Najemnik siekał mieczem ile wlezie. Jego świat na dłuższą chwilę zamknął się w energicznych ruchach kawałkiem stali, z których każdy kończył się uderzeniem. Nie zwracał uwagi na to, że jego przeciwnik cały czas jest w tym samym miejscu i jedynie nieznacznie chwieje się pod gradem ciosów. Nie zwracał uwagi na to, że jego cel wciąż znajdował się w tej samej pozycji, a wiele z uderzeń powodowało ciche szczęknięcie jakby łańcucha. Po prostu walił. Walił ile mógł, walił dopóki nie zdyszał się zupełnie i nie opadł z sił.

Stojąca tuż za nim w drzwiach Zadra miała okazję obserwować to wszystko. Jej oczy powoli przyzwyczajały się do niewielkiej ilości światła, jednak tak naprawdę niczego to nie zmieniło - i tak nie widziała w tym pozbawionym źródła jakiegokolwiek światła miejscu niczego poza czarnymi plamami, które nie pozwalały czegokolwiek stwierdzić. I wysokiego, podobnego do człowieka kształtu, na którym Virhart wyżywał się niczym na kukle treningowej. I niczym kukła treningowa kształt ten pozostawał niewzruszony, bujał się jedynie lekko, jakby bezwładnie. Po jakimś czasie zaczęła się rozluźniać. Wyglądało na to, że nie groziło im niebezpieczeństwo. Cokolwiek Virhart siekał nie zwracało ciosów.

Nie mając co robić Zadra postanowiła znaleźć jakieś źródło światła. Wyszła do sąsiedniego pomieszczenia, by po chwili wrócić ze znalezioną gdzieś, rozpaloną świecą. Nikły płomień rzucił dość blasku, aby choć odrobinę rozjaśnić sytuację.

Virhart sapiąc i spływając potem zobaczył przed sobą wreszcie swojego wroga. Doszczętnie pocięty materiał nie prezentował się zbyt godnie, w dodatku cały był brudny i zakrwawiony. Szczególnie w okolicach klatki piersiowej, gdzie szaty przybrały od krwi kompletnie czerwony kolor. Jednak z pewną trudnością najemnik rozpoznał w nich ubiór noszony przez kapłanów Lorven. Głowa i twarz skryte były pod kapturem. Wiszące bezwładnie w dół ręce były okropnie poranione... W gruncie rzeczy, wszystko było poranione. Szaleńcza siekanina Virharta sprawiła, że miejscami materiał rozszedł się odsłaniając ciało, a to gdzieniegdzie od ciosów zadanych mieczem wisiało na resztkach mięsa. Gdyby widział to jakiś z jego kolegów po fachu zapewne do mężczyzny przylgnąłby przydomek rzeźnika, czy też podobny. Na szczęście nie widział. Widziała tylko Zadra.

Powód dlaczego kapłan zdawał się taki wysoki szybko okazał się jasny. W jego plecy na wysokości łopatek wbity był metalowy hak, podwieszony pod sufitem na grubym łańcuchu. Ciało dyndało bezwładnie w pomieszczeniu, za nic mając sobie furię z jaką się na nie przed chwilą jeszcze rzucono. Miało o wiele więcej ran, niż tylko te, które zadał Virhart. Niektóre naprawdę poważne, na pierwszy rzut oka można było się domyślać, że brakowało mu niektórych wewnętrznych organów.

W świetle świecy można było dostrzec kolejne ciało, również należące do kapłana Lorven. Wisiało tak jak i to, w głębi pomieszczenia. Tak jak i to było w okropnym stanie. Oprócz tego nie było tam nic, oprócz potwornego smrodu i niewyobrażalnych ilości krwi. Na podłodze, na ścianach, w kilkunastu wiadrach pod ścianą. Wszędzie była krew. Niektóra już kompletnie zakrzepła, inna pod postacią gęstej mazi, jeszcze nie całkiem zestalonej. Widok nawet dla doświadczonych najemników nie był przyjemny. Zwykłe ostrze do wynajęcia nie widywało na codzień takiego bezmyślnego okrucieństwa.

Awatar użytkownika
Zadra
Posty: 18
Rejestracja: 17 sty 2016, 08:35
Lokalizacja postaci: Zrujnowana kamienica
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3567#55679

Re: Zrujnowana kamienica

12 lip 2017, 01:24

Trzymająca w jednej dłoni świecę Zadra weszła z powrotem do przesiąkniętego zapachem zwłok pokoju. Kiedy chwilę temu stała w jego progu, pomieszczenie wydawało jej się być pełnym krwiożerczych kultystów miejscem, w których niechybnie oboje z Virhartem stracą swoje nędzne życia. Teraz jednak zamiast przerażającego, ciemnego kształtu o zapewne nadludzkich zdolnościach widziała okrywającą zmasakrowane ciało szmatę. Jakby tego było mało z tyłu wisiał kolejny truposzczak, a stojące na podłodze wiadra pełne krwi przyprawiły kobietę o gęsią skórkę.

Upewniwszy się, że z żadnego ciemnego rogu nie wyskoczy na nich zaraz nożownik z błyskiem szaleńczej wiary w oku, stanęła naprzeciwko podwieszonego pod sufit trupa i starając się oddychać dużo wolniej przypatrzyła mu się uważnie.

- Widziałeś coś takiego wcześniej? - Zwróciła się zachrypniętym głosem do Virharta - Albo słyszałeś coś ostatnio o rodzącym się kulcie? Ludzie zaczęli ginąć? Z tego co wiem, zadajesz się ze strażnikami.

Rzuciła trochę na ślepo. Nie miała tak naprawdę pojęcia, co mężczyzna robił w zimę. Ona była zajęta leczeniem odmrożeń, gorączek, kaszli i paru dziwnych krost. Sama też nie potrzebowała zaczynać z nim rozmowy. Chciała jednak sprawdzić, czy po tym niepotrzebnym, ślepym szale wojownik wrócił do siebie.

Po chwili ciszy zagłębiła się w otchłań swojego umysłu, ale działała ostrożnie. Jej towarzyszki się wycofały i pragnęła utrzymać ten stan rzeczy jak najdłużej. Taka cisza bardzo jej się podobała. Przypominała jej czasy młodości. Czasy piasku i słońca. Czasy przed kryptami i snem. Mimowolnie podrapała się po boku uda czując nasilające się swędzenie blizn.

Zignorowała je jednak i rozejrzała się jeszcze raz. Szukała jakiś szczególnych znaków, symboli, wzorów w jaki posługiwali się członkowie znanych jej sekt. Trochę przecież te tematy znała, a i osobista zadra, jaką miała w sercu do mrocznych rytuałów nie pozwalała jej zostawić tej sprawy samej sobie.

Przeszukując swą pamięć podniosła rękę z kijem i jego koniec skierowała ku twarzy zmarłego.

- Musimy komuś powiedzieć o tym miejscu. - Rzuciła w eter, zdejmując kijem kaptur z twarzy nieszczęśnika.

Awatar użytkownika
Virhart
Posty: 24
Rejestracja: 23 sty 2015, 14:15
Lokalizacja postaci: Zrujnowana kamienica
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3494#53120

Here Comes The Son

28 lip 2017, 00:32

Virhart trochę zatracił się w “walce”. Jego umysł już po sekundach zarejestrował, że ofiara nijak się nie broni i już nic więcej nie zdziała, ale ciało nadal, niby automatycznie, regularnie masakrowało postać, która zdawała się być kultystą. Najemnik był na tyle zły i zirytowany, że po prostu musiał się na czymś wyżyć, a tutaj dostał świetną okazję. Kiedy wystarczająco się zmęczył, po prostu przestał. Musiał przed sobą przyznać, że czuł się o wiele lepiej.

Nie miał tak właściwie pojęcia, dlaczego tak łatwo wpadł w tak głęboką irytację. To prawda, był człowiekiem skłonnym do bójki i akcji, ale nie przypominał sobie, żeby tak naprawdę kiedykolwiek dał się tak łatwo ponieść czemuś, co właściwie nie powinno na nim zrobić zupełnie żadnego wrażenia. Przez chwilę przeszło mu na myśl, że mogła mieć na to w jakiś sposób wpływ jego towarzyszka, ale zaraz odrzucił tę myśl. Zawsze traktował ją bardziej jako po prostu trochę rzeczowo jako osobę, która potrafiła być pożyteczna, a nie kobietę, do której można żywić jakiekolwiek uczucia. Jego ostatnie myśli odbiegły trochę od tego toru, ale uznał, że to ledwie skutek, a nie przyczyna.

Stojąc tak przed - teraz rozświetlanym przez Zadrę - zmasakrowanym kapłanem czuł, jak powoli wraca do niego dyscyplina i ten szczątkowy profesjonalizm, który w sobie nosił. Wziął głęboki oddech, po czym czujnie zaczął analizować otoczenie, szukając czegoś o jakiejś wartości, co mógłby potraktować jako niejaką nagrodę za - prawie całkowite - oczyszczenie domu z kultystów.

Stojąc tak posłyszał pytanie Zadry. Zastanowił się, acz nie nazbyt głęboko. Jeżeli coś mu nie przychodziło od razu do głowy, to zwyczajnie by to porzucił, odpowiadając krótkim “nie”. Dał kobiecie na własną rękę przeszukiwać pokój. Uznał tu jej wyższość, kierując się dosyć prostą zasadą - “swój pozna swego”. Odczuwał w tym momencie głęboki wstręt i obrzydzenie do magii, kultów i wszystkiego, co nadprzyrodzone i nienaturalne. Mimo że czary uratowały mu dziś prawdopodobnie życie, to sama tego potrzeba została wywołana przez to drugie.

- Gówno, nic nie musimy - skwitował krótko kolejne słowa Zadry równocześnie rozprostowując się lekko i chowając miecz do pochwy. - W piwnicy był przeciąg. Może coś tam jest. Wróćmy tam i ją przeszukajmy. Pewnie ukrywali gdzieś tutaj złoto albo kosztowności. Są tu jeszcze jakieś pokoje? Je też możemy przeszukać. Był ten kamień z runami, który pokazywał nam staruch. Może jest coś wart dla jakiegoś alchemika albo głupiego magika - mówił, analizując dosyć chłodno sytuację. Próbował z tego wszystkiego wyciągnąć jak największy zysk. Na pewno nie otrzymał takiej rany za darmo. Na to nie pozwoli.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 912
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

The Darkest Part of the House

09 lut 2018, 22:47

MG:

Zmasakrowane przez Virharta zwłoki trudno już było w gruncie rzeczy nazwać kapłanem. Ledwo trzymające się kupy płaty mięsa nie wyglądały w najmniejszym stopniu apetycznie. Wręcz przeciwnie, widok tak przeraźliwie zmasakrowanych zwłok przyprawiał zarówno jego, jak i Zadrę o mdłości. Nawet będąc najemnikiem raczej rzadko spotykało się taki widok. Ktoś kto napotkałby te zwłoki i nie znałby historii, która doprowadziła je do takiego stanu niewątpliwie rozważałby jak bardzo chorym i pozbawionym jakichkolwiek hamulców i skrupułów był człowiek, który to zrobił. Bądźmy jednak szczerzy, nie miało to najmniejszego znaczenia.

Na tyle na ile byli w stanie Virhart i Zadra przejrzeli upiorne pomieszczenie, do którego właśnie weszli. Ilość zakrzepłej w wiadrach krwi przyprawiała o dreszcze i jednoznacznie nasuwała podejrzenia, że wiszące u sufitu zwłoki były tylko niewielką częścią kolekcji, która przeszła swego czasu te progi. Przy kapłanach znaleźli jedynie pięć szylingów i mało istotne listy, których treści i tak większości nie dało się odczytać z powodu krwi. Szybko opuścili ten przedziwny pokój. Zwyczajnie nie potrafili w nim wytrzymać. To, jak chorym i skrzywionym człowiekiem trzeba było być aby dłużej pozostawać w środku niemal przekraczało ich wyobrażenia. Zatęchłe powietrze pozostałych pomieszczeń było dla nich niczym chłodna, górska bryza.

Przeszukali ponownie dom. Owocem ich pracy były jednak ledwie trzy kolejne szylingi i pełno szmelcu, który o ile mogli taszczyć ze sobą i próbować gdzieś sprzedać, to jednak nie było to zwyczajnie warte wysiłku. Handlowanie starymi garnkami, czy podobnym sprzętem nie było szczytem marzeń ani Virharta, ani też Zadry.
Wrócili więc na dół, gdzie swego czasu stoczyli bój z dziwacznymi wyznawcami... Właśnie, czego tak właściwie? Pozostawało to nadal tajemnicą co też dokładnie czczą ci dziwacznie poubierani i pełni morderczych chęci ludzie. Na dole nic się nie zmieniło. Kultysta, który zbiegł wcześniej zapewne nie wrócił. Gdziekolwiek teraz był, musieli pamiętać o tym, że mógł ostrzec resztę, jeśli tylko było ich więcej.

Rozejrzeli się na dole. Było tam sporo mniej lub bardziej świeżego jedzenia, wkładanie go do ust jednak zdawało się dość ryzykowane po tym, co widzieli wcześniej. Zresztą, dotychczasowe widoki skutecznie odebrały im jakikolwiek apetyt. Nie znaleźli nic godnego uwagi, oprócz rytualnego sztyletu i kolejnych kamieni pokrytych niezrozumiałymi dla żadnego z nich runami. Najzwyczajniejszych w świecie kamieni, bez żadnej wartości. Odnaleźli również mnóstwo świeżych świec, a nawet trzy pochodnie. Kapliczkę, na której leżało powoli gnijące serce ominęli. Zarówno Virhart jak i Zadra czuli jakąś instynktowną niechęć aby się do niej w ogóle zbliżać. Jakiekolwiek siły miała uczcić nie chcieli mieć z nimi wiele wspólnego. Oczywiście, mogli próbować się przełamać... jednak nie wydawało się to w żaden sposób warte tego. Nie było raczej przy niej nic wartościowego.
Idąc za przeciągiem Virhart dotarł do rozwieszonego na jednej ze ścian płótna. Chwycił jego brzeg i cofając się szarpnął mocno, a piwnicę przeszył świdrujący w uszach dźwięk rozdzieranego materiału. Za płótnem, w ścianie piwnicy znajdowała się nieforemna dziura i tunel. Dość duży, aby w miarę swobodnie szła nim jedna osoba, a nawet zdołała jako tako - choć ograniczona przestrzenią - walczyć. Nie dość jednak szeroki, aby mogli oboje swobodnie posługiwać się swoją bronią stojąc ramię w ramię. W środku było zupełnie ciemno, mogli jednak z całą pewnością stwierdzić, że korytarz jest długi i musi prowadzić w jakieś inne miejsce. Jasnym stało się, gdzie znikł jeden z kultystów. Wątpliwe, aby schował się on w ślepym zaułku i tak długo tam siedział. Dalej coś musiało być. Coś ważnego. A być może nawet cennego.

Awatar użytkownika
Virhart
Posty: 24
Rejestracja: 23 sty 2015, 14:15
Lokalizacja postaci: Zrujnowana kamienica
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3494#53120

Re: Zrujnowana kamienica

22 maja 2018, 01:41

Virhart spojrzał na "kapłana". Nie wiedział, dlaczego pierwsze, co przyszło mu do głowy apropo porozrywanego mięsa człowieka to to, że nie wygląda apetycznie. Dlaczego komukolwiek kapłan miałby kojarzyć się z jedzeniem? Pokręcił głową, otrząsając się z dziwnych myśli.

Przeszukując cały dom głównym uczuciem, które mu towarzyszyło było czyste, niczym nieskrępowane obrzydzenie. Nie takie, które sprawiało, że ktoś się chciał wycofać, bał się, tylko takie napawające go agresją i chęcią spalenia całego budynku. Nie powstrzymało go to jednak przed zabraniem wszystkich szylingów, które mógł i wepchnięciem rytualnego sztyletu za pas. Potem się go przemyje i zobaczy, takie rzeczy nierzadko miały jakieś ozdoby, a nawet jak nie to ich kształt i historia sprawiały, że nadawały się na ładną pamiątkę.

Najemnik zapamiętał ołtarz - mimo niechęci myślał, że z pewnością może być w jego okolicy coś przydatnego. Teraz nie chciał tracić więcej czasu, ale później jak najbardziej można było tu wrócić. Takie rzeczy nie bywają po prostu nieważne. Jak nie złoto, to informacje.

Kiedy doszli do tunelu Virhart stanął na chwilę, by przygotować kuszę i nałożyć na nią bełt. Poprawił swój sztylet, żeby być pewnym, że w każdym momencie będzie w stanie go błyskawicznie wyciągnąć w razie ataku. Tak przygotowany, z kuszą w rękach rozejrzał się za czymś, co mogliby zabrać jako źródło światła. Jeżeli by jakieś było, to poprosiłby Zadrę, żeby je niosła. Jeżeli nie, to spytałby ją, czy potrafi jakieś wytworzyć. Ruszył do tunelu, idąc bardzo ostrożnie.

- "Tylko w razie walki spróbuj nie trafić mnie błyskawicą plecy" - rzucił do Zadry, szczerząc lekko zęby, po czym zanurzył się w nieznane.

Awatar użytkownika
Zadra
Posty: 18
Rejestracja: 17 sty 2016, 08:35
Lokalizacja postaci: Zrujnowana kamienica
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3567#55679

Re: Zrujnowana kamienica

23 maja 2018, 02:00

Zadra trzymając w dłoni świeżo zapaloną pochodnię wpatrywała się pustym spojrzeniem w odsłoniętą przez Virharta ciemną dziurę. Przez jej umysł przebiegały różne myśli. Niektóre zahaczały o wczorajszą kolację, inne zaś zatrzymywały się na brzydocie całego tego miejsca. Obrzydzenie aż ją przepełniało, kiedy przypominała sobie o pokrytym krwią ołtarzu zwieńczonym sercem, a porozrzucane kamienie pokryte runami, których nie rozumiała, wprowadzały ją w stan bliski furii, To miejsce przypominało jej coś, co postanowiła zniszczyć raz na zawsze. Jednak pościg wciąż trwał wysysając z niej życie i nadzieję, że kiedykolwiek zakończy się sukcesem.

Słysząc dźwięki przygotowywanej przez mężczyznę broni jej dłoń zacisnęła się ciaśniej wokół kija dzierżonego przez nią w prawej ręce. Poczuła, jak skóra wciska się w nierówności drewna i to ją nieco uspokoiło. Być może to właśnie wylewająca się z niej niechęć do plugawych czynów, które zachodziły w tym miejscu zgasiła jej obawy o bezpieczeństwo zagłuszając ciche szepty o tym, co może być na końcu tego ciemnego korytarza, w który się właśnie wpatrywała. Nie uważała swojej propozycji o ściągnięciu pomocy za głupią. Jakiś czas temu jeden z pozoru niegroźny szaleniec wbił jej sztylet w plecy, a jej towarzysz, bądź co bądź wprawny wojownik, mało co nie został pocięty na kawałki.

Te myśli przestały mieć jednak znaczenie kiedy to mężczyzna ruszył wprost ku nieznanym im partiom podziemnych pomieszczeń. Kobieta uśmiechnęła się tylko oczyszczając umysł ze wszystkich nic nie znaczących myśli i ruszyła za nim podnosząc lekko pochodnię.

- Mam parę ciekawszych pomysłów na zabicie towarzysza - Zmrużyła oczy uśmiechając się szerzej. - Przecież zasługujesz na znacznie więcej niż jakiś durny błysk

Wróć do „Dzielnica mieszkalna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 17 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 17 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52122
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1038
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.