Dwór Pomiędzy Spektrami

Niewielkie miasto, zbudowane u stóp gór klifowych. Naturalne fortyfikacje są wystarczającą obroną dla mieszkańców, którzy szukają tu spokoju, władzy i bogactwa. Chociaż mroczna przeszłość miasta nie zachęca osadników, Minaloit ma przed sobą świetlaną przyszłość.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3761
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Dwór Pomiędzy Spektrami

11 sty 2014, 12:17

MG

Sceneria dziwacznego świata, w którym znajdował się Mork, zafalowała. Wszystko zdawało się zacierać, jakby jego duch oddalał się od miejsca, w którym był jeszcze chwilę temu. Czuł, jakby coś za nim podążało – a było to coś wielkiego i wściekłego, chcącego go najwyraźniej rozszarpać. Szalony mag uciekał przez swe wspomnienia, jednak żadne z nich nie dawało mu bezpieczeństwa. Czuł się zagrożony, jego ostatni bastion padał pod naporem nieznanych, niewidocznych wojsk. Chcieli znaleźć go i stłamsić nawet tutaj, w niezdobytej dotąd twierdzy jego własnego umysłu. Przekraczał kolejne, zamknięte dotąd nawet przed nim drzwi, robił to wszystko tylko po to, żeby uniknąć frontalnej konfrontacji. Jego duch dryfował, płynął bez celu przez żyły samego Lewiatana, przez Nicość i Spektra, byle dalej. Nie czuł już niczego, wyzwolony z okowów śmiertelnego ciała. Był czystą esencją samego siebie, niepodlegającą fizycznym prawidłom duszą. Przestał już myśleć, postradał życie, a wraz z nim świadomość. Był całkowicie wolny, naraz wszędzie i nigdzie, przekraczając naraz całą nieskończoność Omsnispektrum… Potem jednak uderzył się mocno w głowę i rozbudził, czując pod sobą twardą, drewnianą podłogę.

Kwadratowe pomieszczenie, w którym się znalazł, było całkowicie puste. Na każdej ze ścian znajdowały się proste, jednoskrzydłowe drzwi. Nie było w nim niczego, co przykuwałoby uwagę. Ciemne drewno na suficie, ścianach i podłodze – porządne deski. Chwilę zajęło Morkowi rozeznanie się w nowej sytuacji. Czuł się niepokojąco dobrze, nic go nie bolało, a jego ciało po bliższych oględzinach okazało się być całkowicie sprawne. Nie był głodny ani spragniony, a jego odzienie było dokładnie takie same, jak za życia… Właśnie – czy w ogóle mógł uznać się za martwego? Oddychał, czuł, żył, mógł chodzić, gadać i skakać. Nie miał żadnych ran, jego myśli były czyste i niczym niezmącone (o ile można tak mówić o myślach szaleńca). Czyżby ktoś go wskrzesił? Ostatnie, co pamiętał, było jedynie głupim snem z lecznicy, ale teraz odróżniał już sen od jawy. Miejsce, w którym się znajdował, było zdecydowanie materialne, nie niepokoiło. Dziwna sprawa, że mimo braku okien pomieszczenie było widoczne dość wyraźnie, a kolory nieprzekłamane. Nie sposób było na to narzekać.

Gdzieś dalej (lub bardzo blisko, nie sposób było ocenić) w dokładnie takim samym pomieszczeniu znajdowała się jeszcze jedna osoba. Miała podobne odczucia, z tym jednak wyjątkiem, że czuła się o wiele bardziej zdezorientowana. Kurz, pył, ból, mocne uderzenie w głowę… i nagle to. Zdecydowanie – Aleksis Bentrum miał mocne powody do drapania swej czarnej czupryny w zastanowieniu. Co ciekawe, mógł to robić oburącz. Z pewnością fakt posiadania dwóch sprawnych dłoni zaskoczył go najbardziej. Z tego, co pamiętał, jednej z nich już dłuższy czas przy nim nie było. Teraz jednak w połowie nieistniejąca dotąd kończyna działała perfekcyjnie. Ubranie Czarnego Kamienia było tym, które ofiarował mu swego czasu sam namiestnik. Czyste, schludne – był nawet beret, który spadł z aleksisowej głowy, gdy ten leżał sobie w najlepsze na ciemnych deskach podłogi. Samo to, że burmistrz znalazł się nagle w nowym pomieszczeniu mogło przyprawić go o zawroty głowy, ale, podobnie jak Mork, alchemik w jakiś irracjonalny sposób nie bał się. Jego nowe położenie nie niepokoiło, nie przytłaczało, jawiło się jako kolejna zagadka do rozwiązania. Póki co nie było powodów do paniki. Jeszcze.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3761
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

No Tomorrow

29 gru 2016, 17:58

MG

Początkowe zarzuty Aleksisa nie spotkały się z odpowiedzią. Istota Elain emanowała współczuciem i zrozumieniem, sprawiając, że istota alchemika nie potrafiła się długo wściekać. Sam zresztą wiedział, że na wszystko nadejdzie czas, a pytania, które z siebie pod wpływem emocji wyrzucał, nie są najważniejsze. W międzyczasie człowiek, którego zauważył wcześniej na skraju wąwozu, dostał się do środka kamiennego kompleksu. Aleksis nadal go postrzegał. Wyglądało na to, że szykuje się do skoku w rozpadlinę przecinającą posadzkę komnaty.

Pod nią znajdowała się czarna toń. Sięgnięcie do niej umysłem sprawiło, że Bentrum poczuł niemal fizyczny ból. Uczucie duszenia się, panika i świadomość nieuniknionej śmierci zawładnęły jego istotą na ułamek sekundy. Wystarczyło to, by ze zgrozą uświadomił sobie, że śmiałka czeka w jeziorze wyłącznie zguba. Jeśli to, o czym mówiła Elain, było prawdą, to zaskarbił sobie względy krasnoludzkich bogów. Jednak żaden z nich nie był związany z wodą. Mimo tego Aleksis uzyskał później szansę, by zmierzyć się również z tym wyzwaniem. Na nim poległ. I spodziewał się, że postrzegany mężczyzna również sobie nie poradzi. Drugi patrzył na to wszystko biernie, ani nie powstrzymując tamtego ani go nie zachęcając. Pozostawił go swojemu losowi.

Istota elfickiego medium smuciła się z tego powodu, ale nie robiła nic, by pomóc. Jasnym było, że oboje mogą tutaj pełnić wyłącznie rolę obserwatorów. Nie pozostało im nic, a i czas, w którym teraz się znajdowali, sam został siłą wydarty Omnispektrum.

– Lorinel. Znam to imię – przekazała enigmatycznie Elain, nie komunikując się w płynny sposób. Rozmawianie z nią przypominało konwersację z kimś, kto znajduje się w głębokim śnie i tylko od czasu do czasu wypowiada kilka słów. Były one tym konkretniejsze, im konkretniejszych haseł używał Aleksis. Najwyraźniej imię dawnego kochanka elfki było jednym z takich haseł, dzięki którym pobudzała się do działania. Bentrum poczuł, że nie rozmawia bezpośrednio z Elain, ale że ta zstąpiła ku niemu z trudem, sama znajdując się w innej rzeczywistości. Było to zrozumiałe i krzepiące. Być może jeszcze żyła.

– Nie umarł. Bękart uczepił się twego brata, a Lorinel ciebie. Przenieśli się razem z wami. Miałeś być w Dworze sam. Polegać tylko na sobie. Bez przeszkód – przekazała dość chaotycznie Elain, po czym zrobiła przerwę. Wydawało się, że mocno nabiera powietrza w swe metafizyczne płuca, że próbuje się uspokoić. Wreszcie jej stan ustabilizował się, wzmocniło się też poczucie jej obecności, stłamszone wcześniejszym wybuchem Aleksisa.

– Nie mogłam pozwolić cię zabrać. To, co wywołało plagę, postawiło wszystko na jedną kartę. Sięgnęło ku tobie wraz ze śmiercią. Bękart szeptał twemu bratu ten niecny plan, a on tego nie dostrzegał. Ja go nie dostrzegałam – posmutniała Elain. Wydawało się, że jest na skraju wybuchu, zupełnie tak, jakby rozmowa odbywała się w cztery oczy, a nie na poziomie niedostępnym zwykłym śmiertelnikom.

– Dlaczego, pytasz…? Jesteś przeklęty, Aleksie. Wiesz o tym. Klątwa nie została usunięta, została jedynie uśpiona. Gdybyś stał się ofiarą plagi, jedynym Dzieckiem Nocy na jej usługach, byłbyś niepowstrzymany. Dlatego właśnie… Zawarłam układ.


Krwawa Róża osłabła po latach, ale to, przed czym chroni, straciło wiele sił, by po ciebie sięgnąć. Chciałam to unicestwić. Po to tu przybyłam. Róża mi na to nie pozwoliła. Chciałam cię uratować, ale nie zdążyłam. Zatem podporządkowałam sobie zasady, a przynajmniej… tak sądziłam. Tak powstał Dwór Pomiędzy Spektrami. Z chaosu i porządku. Ze mnie i z… tego. Niestety, trafił do niego również twój brat, a razem z nim bękart. Lorinel był ciągle z tobą, nawet po śmierci. Zrobił co mógł, by pomóc. Poświecił się. Ponownie.


Kupiłam im trzy dni. Tym, których obserwujemy. Zostawiłam los świata w ich rękach. Twój los.


Czy jestem słaba, Aleksisie?

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

Czarny Kamień

29 gru 2016, 20:43

Patrzenie na nieznajomego, który zamierzał skoczyć w otchłań, wywołało ból w jestestwie alchemika. W czeluściach mroku znajdował się zbiornik wody nasycony istnym złem, tak namacalnym, że zielonookiego ogarnęła potrzeba ucieczki. Aleksis żałował awanturnika, nie znał on niedoszłego burmistrza Minaloit, a ryzykował swoje życie. Szaleństwo dotknęło nawet żywych, jednakże to w nim znajdowały się odpowiedzi mogące przywrócić ład w Minaloit. Być może bohater poradzi sobie z wyzwaniem wody, na którym uczony poległ.

Elain przemówiła, uczony zamienił się w słuch. Zdał sobie sprawę, że prowadzenie rozmowy skazywało elfkę na wielki wysiłek. Wydawała się ona osłabiona, jakby ostatkiem sił utrzymywała kontakt ze zmarłym, dlatego Bentrum postanowił zważać na swoje zachowanie i słowa. Na szczęście obecność przyjaciółki przynosiło także ulgę, obcowanie z kochanką Lorinela uspokajało umarłego. Po raz pierwszy czuł się on bezpieczny, z przeświadczeniem, że już nic złego go nie spotka. Pozostała jedynie obserwacja.

- Mogłem się tego domyślić. Zło przyciągnęła moja klątwa. Jestem powodem jego aktywności - rzekł spokojnie, zrozumienie pokrzepiło go. Nawet jeśli zdradzało straszliwą prawdę, to Aleksis nie bał się jej. Zbyt wiele przeżył, zbyt wiele przeszedł, żeby teraz pogrążać się w niedoli. - Nigdy nie sądziłem, że moje pochodzenie i moja przypadłość będą miały wpływ na świat. Chciałem tylko handlować miksturami. Wpakowałem się w niemałe kłopoty - kontynuował z wymuszonym rozbawieniem. Małe kłopoty okazały się prawdziwą tragedią. - Teraz mój los może wpłynąć na życie innych, żywych. Nieświadomie naznaczyłem Minaloit śmiercią, jego mieszkańców. Mężów, żon... Ich dzieci. To straszne - dokończył poruszony. Alchemik przejmował się życiem innych i czuł się źle ze świadomością, że coś z trzewi z ziemi zamierza znów wyzwolić plagę.

Nagle, niespodziewane pytanie Elain skonsternowało Aleksisa, który zareagował na nie instynktownie. Po chwili osłupienia, człowiek spróbował metafizycznie przytulić ukochaną przyjaciółkę. Nosiła na barkach niewyobrażalny ciężar. Ostatnie wydarzenia z całą pewnością zachwiały ją. Nadal była ona kobietą. Potrzebowała wsparcia, a fala ciepłych, zdecydowanych uczuć miało to zapewnić. Czasem najzwyklejsze pocieszenie było najlepszym lekarstwem na umęczoną duszę.

- Jesteś silna - rzekł bez zawahania. - Elain, przetrwałaś pustynię i jeszcze postanowiłaś wspomóc nas w walce z czymś niewyobrażalnym. Z czymś, co jedynie ty możesz zrozumieć - tłumaczył pewnym głosem. - Cholera, nie znam nikogo, kto poświęciłby tak wiele i zniósł tyle. Każdy ma prawo poczuć się przez moment zagubiony i bezsilny. Kto inny, jak nie ty, Elain, postanowiłby stanąć do walki... Ze złem zamkniętym przez Krwawą Różę? Zobacz, ten mężczyzna mnie nie zna, jednak wypełnia twoją wolę. Próbuje walczyć i przynieść światło tam, gdzie panuje wyłącznie ciemność. - Uczony nie miał żadnych wątpliwości, co do możliwości długouchej. Była potężną istotą i zarazem twardą kobietą.

- Jesteś silna, niemniej pozwól sobie pomóc - uczony postanowił zacząć inny wątek. - Pomyliłem się w jednej kwestii - niespodziewanie wtrącił. - Być może ktoś jeszcze jest w stanie zmienić bieg wydarzeń. Zrozumieć problem i go rozwiązać. Moja rola się zakończyła, lecz ty możesz coś jeszcze zrobić. Wola Bentruma nie umarła - nie powiedział o sobie. Aleksis zagłębił się w swą tożsamość, w nazwisko będące imieniem kogoś istotnego. Kogoś, kto zapoczątkował działalność bractwa światłych umysłów.

- Mam przeczucie, że wykorzystujesz swoją moc do tego, abym mógł rozmawiać i patrzyć na to, co się dzieje. Proszę uwolnij się od tego wysiłku. Skontaktuj się z De­vo­n­hildem rodu Jamiga. On wie jak wezwać mojego mistrza - głos człowieka zdradzał wzruszenie

- Quintusa Czarnego Kamienia. Będzie wiedział, co czynić dalej, jeśli wszystko inne zawiedzie.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3761
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Anywhere but Here (Maybe Someday)

07 sty 2017, 00:22

Ogromne współczucie wypłynęło z istoty Elain, gdy dotarły do niej pierwsze słowa Aleksisa. Sądząc, że znalazł przyczynę nawiedzającego obecnie Minaloit kataklizmu, wskazał ją. Obwiniał siebie. Czuł, że elfickie medium sądzi inaczej. Jej uczucia były jasne i przebijały się do istoty alchemika, udzielając się także jemu. Nawet w tej przestrzeni poza przestrzenią, gdy oboje zdolni byli do komunikacji na poziomie niedostępnym śmiertelnym, Elain nie hamowała emocji. Wydarzenia, które zaowocowały śmiercią tego, którego kochała, musiały nią ogromnie wstrząsnąć. Aleksis zrozumiał to mocniej niż kiedykolwiek. Od kiedy znalazła się z niewiadomego powodu w Minaloit, doświadczyła wielu gwałtownych zdarzeń. Mimo tego zachowywała dużą dozę spokoju, próbując odnaleźć się w tym szaleństwie. Sądząc z tego, co przekazała, stała się jedną z jego centralnych postaci.

– Mogłam działać prędzej – wypłynęło z niej, a słowa te stanęły w opozycji do tego, co wyrzucił z siebie Aleksis. – Twój brat nosi wewnątrz to, co i ja kiedyś nosiłam. Pod sercem – dodała, wspominając dawne czasy. – Szaleństwo Morka wszystko ułatwiło. Nie umarłbyś, gdybyśmy nigdy się nie spotkali. Gdyby Lorinel… Ach! – urwała nagle ze smutkiem, dalej brnąc w minione dzieje.

Potwierdzało to, że sprawa musiała być dla niej wybitnie bolesna. Pierwszy raz spotkała Aleksisa Bentruma i jego ucznia, Dahharda, na Pustyni Śmierci. Wydarzenia, które towarzyszyły temu spotkaniu, zmieniły żywoty całej trójki, doprowadzając ostatecznie do wszystkiego, czemu świadkowało właśnie Minaloit. Splot zdarzeń, w jaki nieświadomie popadli, zbierał właśnie swój plon. Przekładał się na los całego górniczego miasteczka, mając potencjał do wyjścia poza nie.

Przez umysł Aleksisa przebiegły chaotycznie poskładane wspomnienia. Nadgryzione zębem czasu obrazy powoli łączyły się w całość. Pamiętał wiele, choć był wtedy w ogromnych nerwach. W rozpamiętaniu sytuacji z pewnością pomogła obecność Elain, która popadła w podobną zadumę. Nie kryła się z tym przy Bentrumie, który podzielał jej mieszane, choć z gruntu negatywne uczucia. Strach, smutek i stres uderzyły w alchemika. Przypomniał sobie, jak poszukiwania cennej szkarłatnej agawy się zakończyły. Spodziewał się znaleźć ten przydatny składnik alchemiczny u jednej z oaz. Dążył do niej wraz z Dahhardem i swoim golemem. To wtedy na horyzoncie ukazał się zwiastun tragedii. Kryty wóz z obstawą.

Od razu było widać, że coś jest nie tak. W okolicy nie przebiegały żadne często uczęszczane szlaki, a mimo tego wóz zdawał się sunąć wprost na alchemików. Sunął niemal dosłownie, bowiem zdawał się lekko osiadać na trudnej do przemierzenia powierzchni pustyni. Wehikuł ciągnięty był mozolnie przez dwa dziwaczne, bykopodobne stworzenia, której nazwy ani Aleksis ani Dahhard nie znali.

Wśród obstawy były elfy, ludzie, a nawet jeden krasnolud. Ku alchemikom zbliżył się jeden z długouchych, najwyraźniej przywódca karawany. Upatrzył sobie w poszukiwaczach agawy ostatnią deskę ratunku dla swej pani, leżącej w malignie wewnątrz wozu. Poprosił pilnie o pomoc, mając naiwną nadzieję, że jeden z napotkanych mężczyzn będzie w stanie jej udzielić. Zrządzeniem losu trafił dobrze, bowiem Aleksis znał się odrobinę na medycynie.

Na propozycję zdiagnozowania chorej kobiety alchemik przystał nie bez ociągania. Pragnął wybadać czy Lorinelowi, jak przedstawił się elf, naprawdę zależy na sprawie. Szybko okazało się, że znajduje się on na granicy wybuchu, jakby walczył sam ze sobą. Decyzja, którą powziął, zaczepiając nieznajomych podróżników, musiała być dlań ogromnie trudna. Dziw brał, że sam nie spróbował pomóc swojej pani, choć mógł nim powodować zwyczajny strach. Gdyby sam wziął się do dzieła, ewentualne niepowodzenie byłoby na jego barkach. Możliwe też, że zwyczajnie bał się prawdy.

Powierzenie losu tak ważnej osoby nieznajomym zakrawało o głupotę, ale gdy Aleksis dostał się do wnętrza wozu, szybko ocenił, że z leżącej w skrwawionym barłogu elfki niewiele zostało. Lorinel postawił go w trudnej sytuacji. Wydawało się, że po diagnozie wcieli się w rolę zwiastuna śmierci, obwieszczając jedynie, że kobiety nie da się uratować. Mimo tego przystąpił do niej tak rzetelnie, jak tylko umiał. Wyniszczona elfka nosiła znamiona obłędu. Pokaleczyła się, drżała z niewiadomego wysiłku i bólu, majaczyła. Krew pochodząca z jej łona dawno przemoczyła poszarpany materiał, którym się owinęła. Na imię jej było Elain.

Im bardziej próbował jej pomóc, tym w większy wpadała popłoch. Widać było, że od dawna nie miała w ustach nic poza zagryzanym z bólu rąbkiem splamionej pościeli. Wydawało się, że walczą w niej dwa pragnienia. Jedno nakazywało zachowanie spokoju, gdy dłonie alchemika przeprowadzały badanie. Drugie miotało ciałem ledwo żywej elfki, wyrzucając z niego pozornie niepowiązane ze sobą słowa. Przez szaleństwo przebijały się czasem niepokojąco trzeźwe słowa, utwierdzając Aleksisa w przekonaniu, że jest tutaj co ratować. Wydawało się, że chora sama wie, co jej dolega. Była w ciąży.

Zbierający informacje alchemik czuł, że rzeczywistość wokół niego zaczyna się zmieniać. Dziwna duszność utrudniała mu oddychanie, a jego ruchy straciły na stanowczości. Biegły umysł mężczyzny zaczął działać nad wyraz powoli, z trudem konstatując. Wszystkie te rzeczy były jednak niczym w porównaniu z Czeluścią, która rozgrywała się poza granicami wozu.

Zaczęło się spokojnie, choć bardzo niepokojąco. Z piasku w pobliżu wehikułu wydostały się nagle dziesiątki małych skorpionów. Na niebie pojawiły się niemożliwe do przepłoszenia sępy, zupełnie jakby znały przyszłość. Gdy Aleksis zrozumiał wreszcie, co należy czynić, wynurzył się z wozu i poprosił o pomoc. Lorinel złamał się wreszcie, obwieszczając w krótkich słowach, że żaden z karawaniarzy nie może zbliżyć się do Elain. Alchemik otrzymał narzędzia chirurgiczne i zaczął działać. Wiedział, że należy pozbyć się płodu wyniszczającego swą matkę. Ranił ją od środka, a jej organizm nie był zdolny do jego spędzenia. Sama bredziła w gorączce, utrzymując, że dziecko nie jest jej.

Im Czarny Kamień bliższy był swego celu, tym większe anomalie wykrzywiały rzeczywistość w pobliżu wozu. Sama Pustynia Śmierci stanęła przeciwko Dahhardowi, golemowi Aleksisa oraz obstawie karawany. Nieludzkie pokazy, którym wówczas świadkowano, szybko znalazły swe źródło w szafującym sztuką magiczną Lorinelu. Rozpacz pożerała go z chwili na chwilę, a on poddawał się jej. Nie wydawało się, że potężna moc, którą zaczął wtedy dysponować, należała całkowicie do niego. Nie panował nad tym, co działo się wokół niego.

Skorpiony połączyły się w jedną całość, chmarą atakując śmiertelników. Z niebios spadły na nich sępy, a w piaski uderzały wyładowania. Nieznana siła posługiwała się wszystkim, byle tylko unieszkodliwić żyjących, którzy przystąpili do beznadziejnej z nią walki. Wielu szybko poległo, nie doczekując chwili, gdy zwierzęta padły bez życia. Lorinel zakończył swe lamenty, uprzytamniając sobie fakt, który przemocą wrył się w umysły wszystkich jego ofiar.

To właśnie wtedy elf zrozumiał, że decyzja zejścia z traktu nie była do końca jego. Że większość tego, co ostatnimi czasy robił, nie wynikała z jego osobistych przekonań. Że ktoś inny od dawna władał jego podświadomością, podszeptując rozwiązania, które Lorinel skwapliwie wdrażał. Racjonalizował przed sobą wszystkie szaleństwa, dając sobą kierować w sposób najdoskonalszy z możliwych. Świadomość ta spadła na niego wraz ze słabością, która została skwapliwie wykorzystana. Rozpacz została zniweczona, a umysł elfa zmiażdżony. Mógł tylko obserwować dzieło zniszczenia, w którym jego ciało stanowiło wyłącznie narzędzie. Cudza jaźń całkowicie wzięła go w swoje posiadanie. Umysłowa batalia została przegrana, poczucie winy było zbyt silne, a Lorinel stał się wrogiem swych towarzyszy. Magia, która przez niego przebiegała, karmiła się siłami życiowymi. Sępy i skorpiony padły jako pierwsze.

Pierwszy oprzytomniał jedyny w obstawie karawany krasnolud, który rzucił się bez wstępów na Lorinela. Niestety, cios toporem nie sięgnął celu, bowiem siła magiczna miotnęła brodaczem bez problemu, nie gasząc jednak jego zapału. Teraz miał jednego przeciwnika, domyśliwszy się, że to właśnie on wszystkiemu zawinił, że zdradził ich wszystkich, tłumacząc swe decyzje racjonalnymi pobudkami. Jego cel był jednak jeden: umożliwić dziecku wydostanie się na świat. Kosztem pożeranej przez nie Elain.

Aleksisowi udało się wreszcie odsłonić żyjącego dotychczas w ciele elfki potwora. Jego brunatnoczerwona, łuskowata skóra i pazurki dotkliwie poraniły kobietę. Wystawienie demonicznego bękarta na świat zewnętrzny silnie zaburzyło jego koncentrację, co odbiło się na postępującym szaleństwie Lorinela, który padł na moment na kolana, ściskając swoją głowę i wrzeszcząc wniebogłosy. Po chwili opanował się, przechodząc do walki i sukcesywnie wyżynając członków karawany. Elf był niezatrzymany – strzały sterczały z jego piersi, ciosy spadały na jego głowę, miecz w jego dłoni spadał jak młot.

Tymczasem Czarny Kamień sięgnął po najbardziej zaawansowane, znane mu narzędzie alchemiczne. Z pomocą posiadanych przez siebie, potężnych artefaktów, przystąpił do przeprowadzania skomplikowanej operacji. Zamierzał dokonać magicznej syntezy na potworze z wnętrza elfki, przetwarzając go na substancję alchemiczną. Połączona z nośnikiem syntezy rękawica dotknęła demonicznego bękarta. Wznosząc modły do niebios Aleksis pozostawił sukces operacji w rękach bogów. Nie mógł zrobić nic więcej.

Proces zakończył się śmiercią potężnego, nienarodzonego bytu, skondensowanego do postaci małego słoiczka z brunatną substancją. Zaraz po tym Lorinel oprzytomniał na chwilę, wyrwany ze szponów obcej jaźni oraz magii. Zdążywszy jeszcze wyrazić swą skruchę wydał ostatnie tchnienie. Zabrał ze sobą wielu, pozostawiając wykrwawiającego się Dahharda, obróconego w perzynę golema i ciała wszystkich swych towarzyszy.

Uwolniona od plugawego dziecięcia Elain oprzytomniała, mimo ran wykazując chęć pomocy swym wybawcom. Choć nie była w stanie przywrócić nikomu życia, okazała się być biegła w leczniczej sztuce magicznej. Nienarodzony demon wykorzystywał jej moc przeciwko niej od kiedy zagnieździł się w jej ciele. Wkrótce na jaw wyszło, że Elain od dawna wiedziała o tym, co pochłaniało Lorinela. Opowiadając z cicha swą historię pragnęła wyjaśnić alchemikom, w co się wplątali. Opowiedziała swą historię.

Wyjęci spod prawa, zhańbieni miłością, którą do siebie wzajemnie żywili, wyklęci przez ich rodziny, Elain i Lorinel uciekli z domu. Ona – dobrze sytuowana w elfickiej społeczności – była medium magicznym, on – odszczepieniec i buntownik – zajmował się niebezpieczną, pogardzaną przez wielu sztuką. Jego badania zaszły zbyt daleko, pałał się zbieraniem wiedzy na żywych organizmach, zgłębiając tajniki nekromancji. Miłość trafiła ich znienacka, a romans, w który się wdali, szybko wyszedł na jaw. Daleko nie uszli.

Zbudzona pewnej nocy Elain wiedziała, że jest w ciąży, jednak jej radość szybko się ulotniła. Wpadający powoli w szaleństwo Lorinel nie dopuszczał do niej nikogo, odpychając ciekawskich nie tylko rozkazem, ale również siłą mięśni, a nawet magią. Demoniczny bękart od momentu poczęcia posługiwał się nim niczym szmacianą lalką, żerując na mocy tak jego jak i swej matki. Gdyby dorósł, zatopiłby świat we krwi. Gdyby nie Aleksis.

Kopiący groby alchemicy szybko zrozumieli, że wśród nich jest jeszcze jeden ocalały. Krasnolud Greg trzymał się jeszcze, co niezwykle uradowało Elain. Wśród osobistych rzeczy Lorinela znalazła się szkarłatna agawa oraz fragment cennego pergaminu. Elf zanotował, że istnieją jeszcze dwa podobne, a odszukanie ich wszystkich może zaowocować zdobyciem ogromnej wiedzy.

Niestety, Aleksisowi nie dane było rozwikłać tej zagadki. Rozstał się z Elain i Gregiem, podążając z Dahhardem w kierunku Minaloit, ich domu. Nie dane było mu długo cieszyć się spokojem. Stracił swój magiczny nośnik, niezbędną do jego używania rękawicę, miksturę stworzoną z demonicznego dziecka, fragment pergaminu i – nade wszystko – swoje życie.

Esencja Lorinela przetrwała w nim, a bękarta w jego nieznanym mu wcześniej bracie. Mork, bo tak właśnie się zwał, był kompletnym szaleńcem, który umyślił sobie zabicie Aleksisa. Nie wiedząc, że jego ruchami powoduje plugawa istota pomiotu unicestwionego przez Bentruma, dokonał rzezi na rynku miasteczka. Sam postradał przy tym życie, ożywiony przez plagę i grasując właśnie w kanałach pod Minaloit, świadomy tylko na tyle, by móc dalej siać zniszczenie.

Aleksis zaczął postrzegać Morka. Zauważył też Rowenę, którą ścigał. Uczucia, które żywił do tej kobiety trafiły weń z intensywnością, której nie mógł się spodziewać. Powoli jego jaźni ukazywało się coraz więcej szczegółów kompleksu, który zwiedzał swym magicznym zmysłem. W tunelach było dużo zła, a także spora grupa krasnoludów rozmawiająca żywo z jakąś elfką. Śmiałek, który rzucił się do jeziora, walczył o swe życie. Bentrum postanowił pokrzepić Elain, która nie odpowiedziała na jego słowa. Doceniał ją, jednak ta nie mogła oddalić od siebie poczucia winy.

Rozumieli się doskonale. Ratowała mu życie, ponieważ tak należało zrobić. On bez zawahania zrobił to dla niej, wtedy, na Pustyni Śmierci. Liczył się dla niego tylko ten cel. Nie wiedział, że przy okazji uratował znaczną część świata przed demonicznym wpływem. Elain miała tę przewagę, że wiedziała, z kim walczy o życie Aleksisa. Mimo swego ogromnego potencjału traciła siły, prowadząc batalię na metafizycznym poziomie. Batalię, która manifestowała się Dworem Pomiędzy Spektrami i która powstrzymywała kolejny wielki kataklizm.

Wreszcie Bentrum zaproponował przywołanie swego mistrza. Pokładał w nim ogromne nadzieje, wiedząc, że stary Quintus poradziłby sobie ze wszystkim. Cokolwiek Aleksis wiedział, nauczył się od niego. Trafiając do niego jako sierota miał ogromne szczęście.

– Pan plagi działa nieczysto. Nie mogę cię opuścić, Aleksisie. Jeszcze nie – przekazała Elain, kierując swoją uwagę na topiącego się mężczyznę. Ostatecznie udało mu się wyrwać na brzeg, jednak bytująca w podziemnym jeziorze potwór wodny poranił go dotkliwie. Nie wydawało się, że przeżyje.

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

10 sty 2017, 23:07

Przeszłość przypomniała o sobie, kiedy Elain i Aleksis rozmawiali. Wydarzenia na Pustyni Śmierci zmieniły drogę alchemika, która wcześniej dążyła do prostego celu - badań. Bentrum nie zamierzał walczyć przeciw siłom, których nie rozumiał, raczej zamierzał spędzić większość życia w spokojnych warunkach, oddając się pasji odkrywania tajemnic budujących wszechrzecz - świat fizyczny Lewiatana. Spotkanie karawany Lorinela zmieniło wszystko i to od niej rozpoczęła się ścieżka ku niechybnej śmierci i cierpienia. Koniec końców bohaterstwo pozbawiło Czarnego Kamienia ręki, a porzucona rodzina zgasiła życie.

Długo zajęło Czarnemu Kamieniowi pozbieranie się po burzy emocji. Nie dało się beznamiętnie patrzeć na niesamowite zdarzenia, nawet jeśli należały one już do historii. W końcu zielonooki odetchnął, kiedy odzyskał spokój. Poczucie równowagi nie trwało zbyt wiele czasu, bowiem mistyczne zmysły Aleksisa dostrzegły kolejne osoby. Tym razem człowiek spojrzał na nieumarłego brata oraz Rowenę. Widok ukochanej przywołał milsze wspomnienia, niemniej obserwowanie jej wędrówki ku niechybnej śmierci zdenerwowało umęczoną duszę odkrywcy Dworku Pomiędzy Spektrami. Potwór pod postacią zdechłego brata, odważny śmiałek znajdujący się blisko ostatecznej granicy i niedoszła żona narażona na okropne niebezpieczeństwa - chujowo.

Bentrum postanowił zająć myśli rozmową, bo patrzenie w milczeniu na to, co się mogło za chwilę stać, za bardzo nadwyrężało jego kondycję psychiczną.

- Elain. Wspomniałaś o łasce bogów krasnoludów, dzięki której śmiertelni przekroczyli jedną z bram - zaczął wątek. - W jaki sposób moc Dworku wpływa na świat żywych? Każde moje zwycięstwo przy próbach dawało ci siłę, żeby pomóc bohaterom?

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3761
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

MG-post: Fiend

04 cze 2018, 20:49

MG

Racjonalny umysł Aleksisa Bentruma nie zostawił go nawet po śmierci ciała. Pragnął zrozumieć rzeczywistość, w której się znalazł, mimo że wybiegała ona poza percepcję śmiertelników. Jego podejście było niemal pragmatyczne – chciał zająć się rozmową, by nie musieć patrzeć na zmagania w przedsionku Dravenghr. Byli tam ludzie, którzy walczyli za niego, choć większości z nich nawet nie znał. Było mu z tym niezbyt dobrze, zatem przeszedł do tego, co znał najlepiej – wywodów myślowych. Jego istota łaknęła wiedzy i informacji nawet wtedy, gdy znajdowała się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Pogoń za nią stanowiła na tyle fundamentalną cechę Aleksisa, że wykazywał ją nawet jako metafizyczny cień żywego organizmu.

– Bezpośrednia walka z panem plagi, gdy ten trzymał w objęciach twą duszę, mogłaby cię zniszczyć. Przekonałam go… zmusiłam… do ustanowienia reguł. To była moja jedyna szansa. Zrozum – to był pakt. Spodobało mu się. Lubi takie gry. Wystawił czempiona, moim byłeś ty. Z każdym twoim sukcesem pan plagi musiał się wycofywać. Pozwalał mi działać. Otwierałam drzwi, naprowadzałam. Pan plagi wiedział, że może przegrać. Gra stała się brudna. Zdołałam cię wyciągnąć – dzięki tym w dole – przekazała jednym tchem Elain, zaraz po tym koncentrując swą uwagę na staraniach śmiertelników. Chwilę zajęło Bentrumowi zrozumienie, co się wydarzyło. Każdy przekaz od elfiego medium rozbrzmiewał w nim po stokroć, przekazując nie tyle słowa, ile obrazy i uczucia, a przy tym całą masę dodatkowych szczegółów. Rozumiał pobudki Elain i wiedział, że nie mogła postąpić inaczej – że uratowała go w sposób, w jaki nie mógłby nikt inny.

Sokolnik rozjarzył się nienaturalnym światłem, rozświetlając nie tylko mrok, ale także dobrze widoczne dla Aleksisa strumienie nieczystych sił. Stanowił istną latarnię dobra w miejscu pełnym pierwotnego zła. Za nim poruszał się ostrożnie Nessir. Rowena wygrała swój pojedynek i zastygła w bezruchu, niepewna, co należy dalej zrobić. Wspomniany przez medium pan plagi był dla Bentruma niewidoczny. W miejscu, w którym zniknął Sokolnik, ziała tylko czarna plama. Istota alchemika, tak samo jak istota Elain, nie miały tam wstępu. Wszystko należało teraz do tych, którzy byli w przedsionku Dravenghr.

Ostateczna śmierć Morka wywołała w Aleksisie ulgę. Oto wspomniany czempion pana plagi dokonał żywota, gdy dosięgnęła go sprawiedliwość. Martwiła jednak nieobecność demonicznego pomiotu, który jeszcze niedawno kierował ruchami brata Bentruma. Nie dostrzegały go nawet wyostrzone, metafizyczne zmysły ogołoconego z ciała alchemika. Wiedział, że rozegrała się bitwa – gdy demony Roweny stanęły do walki ze sternikiem Morka – ale obecnie nie było po niej ani śladu.

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

Re: Dwór Pomiędzy Spektrami

05 cze 2018, 18:44

Gdyby alchemik posiadał ciało z krwi i kości, skrzyżowałby ręce na piersi, a potem zmusiłby umysłowe tryby do zrozumienia przekazu Elain. Chwilę zajęło mu przyswojenie informacji, które niedługo później zrodziły w nim pytania. Zanim mężczyzna podjął się próby wypytania elfki, najpierw spojrzał na wydarzenia mające miejsce w świecie żyjących.

Rowena wygrała pojedynek z Morkiem. Widok pokonanego w walce brata przyniósł ulgę Bentrumowi. Wcześniej nienawistne uczucia względem krewnego zmieniły się w poczucie spokoju, w końcu ten opętany szaleniec zginął, oby śmiercią ostateczną. W dalszej części podziemi Sokolnik odsłonił mroczną kurtynę tajemnicy, światło bohatera ujawniło źródło zła. Niestety, obserwator nie był w stanie określić konkretnego wyglądu tego zła. Świecący się śmiałek wkrótce znikł za mgłą mocy pana plagi, której nadprzyrodzony wzrok Aleksisa Bentruma nie mógł przejrzeć. Zniknęła również siła napędzająca zwłoki Morka, wyparowały demoniczne duchy gnębiące Rowenę. Postrzeganie rzeczywistości zostało ograniczone, czyżby pan plagi nie pozwalał czempionowi medium dalej oglądać wydarzeń, a może Aleksisowi po prostu kończył się czas umożliwiający trwanie jako świadomy duch?

- Elain, przybyłaś do Minaloit, aby powstrzymać pana plagi. Krwawa Róża ci to uniemożliwiła. Znasz tego potwora i wiedziałaś, w jaki sposób przekonać go, aby podjął się gry o moją duszę. Istoty takie jak ty znacznie dłużej żyją od nas, ludzi - alchemik starał się przemawiać spokojnie i zrozumiale. - Znasz tego potwora. Czym on właściwie jest? Czy wcześniej miałaś z nim styczność, być może nawet za czasów pierwszego burmistrza Minaloit?

Wróć do „Minaloit”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 20 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 19 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52122
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1038
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.