Karczma Pod Bezgłową Damą

Miasto to pięknie wygląda w bezchmurne dni, zazwyczaj jednak takowych tutaj brak. Mimo pesymistycznego krajobrazu mieszkańcy Derinie są bardzo przyjaźni i mają niesamowite poczucie humoru. Obróbka wszelkich metali, drewna i kamieni szlachetnych wydobywanych w górach Ikrem przynosi Derinie nie tylko sławę, ale i mnóstwo pieniędzy...</font></p>
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Karczma Pod Bezgłową Damą

22 lis 2011, 23:17

Karczma Pod Bezgłową Damą

Obrazek
Obrazek
Bezgłowa Dama jest karczmą niemałą i bynajmniej nie sztampową. Jej podłoga jest pokryta płytkami, które wyczyszczone pięknie lśnią, a ściany zaś wzniesiono z tajemniczego kamienia o miłej strukturze podobnej do marmuru. Tak więc łatwo sobie wyobrazić, że wnętrze sporego młotka mogło wyglądać bardziej jak środek świątyni, niż gospoda. Mimo to pojawiały się tutaj elementy całkiem normalne dla karczmy, to jest długie stoły z ławami, może dwa czy trzy mniejsze stoliki, które zazwyczaj stały puste, ponieważ w Derin nikt nie lubił samotnie się bawić oraz kontuar, a za nim karczmarka, którą bogowie obdarzyli krągłymi kształtami i całkiem uroczą twarzyczką o pełnych ustach i dużych oczach.
W Bezgłowej Damie liczyły się trzy rzeczy: odpoczynek, zabawa i tańce. Derińczycy nie należeli raczej do ludzi, którzy by się upijali w co drugą noc, dlatego też w Młotku panował zazwyczaj spokój i śmiech. Bo czy było wspomniane, że mieszkańcy właśnie tego miasta są sławni nie tylko za swoje zdolności, ale i za niesamowite poczucie humoru i przyjazne nastawienie?
Drzwi parę metrów po prawej od lady prowadził do ciemnego korytarza, który łączył kilkanaście wolnych pokoi do wynajęcia. Były one schludne, od jednoosobowych do czteroosobowych, od skromnie urządzonych, do tych stworzonych z przepychem.
Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

26 mar 2016, 12:26

MG

Mężczyzna wyraźnie kontent odpowiedzią Tonuryna pokiwał żwawo głową.

- Oczywiście. Uczta będzie się odbywać jutro wieczorem, przygotowania już trwają. Jeśli pojawicie się dziś przed końcem dnia poinstruuję służbę, żeby zapewniła wam nocleg i posiłek z rana. Wszystko będzie się odbywać w posiadłości Artmerów - mieszczanin wyprężył się dumnie na te słowa. - Powołajcie się na mnie Nifalasa Artmera. Kamienicę znajdziecie idąc drogą idącą od targu w stronę jeziora Iqua. Wypatrujcie drzwi otoczonych rzeźbioną winoroślą.

Po tych słowach, jeśli tylko Tonuryn nie miał żadnych uwag, pytań, ani wątpliwości pożegnał się i odszedł pozostawiając znów barda samego sobie. Los ledwie co zgotował mu bitwę, która zaniosła jego imię na usta okolicznych mieszkańców na najbliższe dni. Nie zapowiadało się jednak, aby jego marzenia o staniu się legendarnym wojownikiem, które wędrowały niegdyś za rozbawionym dzieckiem miały się tak łatwo spełnić. Suka sława tym razem rzucała go w miejsce zupełnie inne, podobne temu, w którym marzenia te wykwitły. Zaskakujące jakie koło potrafiło zatoczyć życie.

Jednak do czasu aż postanowi udać się do wspomnianej przez Nifalasa - bo zapewne właśnie na siebie mieszczanin kazał się powołać - musiał zająć się czymś sam. Nawet z natury raczej spokojnemu Tonurynowi powoli nudziło się siedzenie na tyłku w karczmie.

W karczmie przybyło nieco ludzi. Niektórzy spokojnie jedli, inni żywo dyskutowali. Uwagę barda zwrócił właśnie jeden taki jegomość. Był tak zaangażowany w swoją przemową, że aż wstał i gestykulując intensywnie roztaczał przed słuchaczami (których zresztą zebrała się nawet niezła, jak na warunki, ilość) jakąś historię. Gdyby wsłuchać się w jego słowa możnaby usłyszeć, że opowiada o niczym innym, a właśnie sławetnym ostatnimi czasy napadzie na karawanę. Mężczyzna podawał się za jednego ze strażników, którzy pilnowali nieszczęsnego transportu. Właśnie opowiadał jak to walecznie rozprawiał się z bandytami, kiedy ten szlachcic - Sadrigal-czy-jak-mu-tam - pokrzykiwał nad ich głowami rozkazy.

Ktoś rzucił kpiący komentarz, na co tamten od razu zareagował obruszony. Pomiędzy opowiadającym, a innym mężczyznom wynikła ostra dyskusja, która coraz bardziej przybierała na sile. Ten pierwszy nadal się popisywał i wytykał drugiemu jakoby na jego miejscu zesrał się jedynie i schował pod wozem, w odpowiedzi otrzymywał kolejne kpiące uwagi. Zebrani wokół ludzie obserwowali tę wymianę zdań jakby było to jakieś widowisko.

// W kwestii dalszych poczynań pozostawiam Ci swobodę. Jeśli postanowisz się udać do kamienicy Nifalasa proszę abyś dał z/t w lokacji, a ja wprowadzę cię w kolejną postem fabularnym.
Awatar użytkownika
Tonuryn
Posty: 132
Rejestracja: 18 wrz 2014, 21:11
Lokalizacja postaci: Kamienica Artmerów
Discord: Youmuu
GG: 52562577
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50324#50324

28 mar 2016, 12:09

Bard, pożegnawszy się z mieszczaninem, rozparł się wygodniej na krześle i chwycił pewniej instrument, wodząc wzrokiem po jego przetartej, drewnianej powierzchni. Ogrzewał go mały skrawek nadziei. Miał zamiar swoje szczęśliwe zrządzenie losu wykorzystać jak najlepiej - już teraz w głowie przetaczały mu się przeróżne scenariusze jeszcze-nie-zaistniałych sytuacji. Nie mógł powstrzymać swojej marzycielskiej natury, która pozostawała jak najbardziej - wbrew wszystkim dramatycznym wydarzeniom ostatnich kilku dni - żywa. Żywa i silna jak nigdy.

Pofatygował się o jeszcze jeden kufel trunku. Sączył go w dziwnie stoickim spokoju, przyglądając się rozkwitającej w karczmie aferze. Wywnioskował, że to nic szczególnie interesującego. Ot, przekomarzanie się. Tonuryn miał wątpliwości co do wiarygodności domniemanego strażnika - ktoś, kto naprawdę stanął twarzą w twarz z tamtą bestią z Czeluści, gadałby inaczej.
Nie było to przyjemne doświadczenie. No, ale kto wie. Wszak żaden zdrowy woj nie puściłby płazem szansy pochwalenia się przed publicznością.

Tonuryn ulotnił się z sali głównej, zanim ktokolwiek z audiencji mógł zwrócić na niego uwagę - bard nie miał najmniejszego zamiaru pakowania się dzisiaj w cokolwiek oprócz wygodnego łóżka pod koniec dnia. Zabrał swój dobytek, załatwił sprawy z oberżystką i niedługo potem szedł już przez szary, chłodny, zimowy wieczór, kierując się wskazówkami Nifalasa. Żałosne resztki pokolorowanego na szkarłat słonecznego światła, w których skąpane było miasto, wprawiały go podczas drogi w zadumę.

Gdzie w tej chwili był Sadrigal, gdzie Drytrak i Nifrea? Prawdopodobnie już nigdy nie będzie mu dane się z nimi spotkać.
Prawdopodobnie. Ostatnimi czasy jego życie pełne było dziwnych, pozornie przypadkowych sytuacji.

//z/t
Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 378
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

12 mar 2017, 00:10

Derin nie był zbyt wyjątkowym miastem. Ot, kolejny przystanek w podróży. Bez większego znaczenia czy wartości. Przynajmniej w oczach Vereomila. Jednak w momencie, kiedy nadzieja na znalezienie cyrulika dla Enela malała z każdą przebytą milą, elf postawił na jedną kartę i postanowił do niego wrócić, miast przeć wciąż naprzód. Potrzebował informacji i kierunkowskazu, bo ślepe dążenie gdziekolwiek bynajmniej nie mogło się dobrze skończyć. Na szczęście zdążył przed zamknięciem bram, choć przybył, kiedy już niemal zmierzchało.

Naturalnym działaniem w takiej sytuacji jest znalezienie schronienia na noc, co przywodzi od razu na myśl karczmę. Wyglądało na to, że młody bard mógł upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. I to ledwo po przybyciu do miasta. Szybko znalazł karczmę Pod Bezgłową Damą i choć jej nazwa nie była zbyt zachwycająca to jej wygląd wręcz przeciwnie... karczmy w sensie - damy nie zastał. Kamienne ściany i podłoga nie wydawały się codziennością.

Wszedł do izby niczym do własnego domu. Gwar zagłuszał miarowe postukiwanie laski. Vereomil rozejrzał się, lustrując gości i szukając sobie miejsca: na tyle luźnego i widocznego, żeby mógł swobodnie grać na instrumencie i być widocznym dla gości. Już w tym momencie szukał kogoś, kto mógłby mu pomóc, choć zupełnie nie wiedział, co go tak naprawdę powinno interesować.

Enel zaskrzeczał radośnie, wyczuwając znaną atmosferę. Udzieliło się bardowi, który już zaczynał układać w głowie pierwsze dźwięki melodii. Usiadłszy na wypatrzonym siedzeniu, położył na pobliskim stole kapelusz dnem do dołu, chwycił w obie dłonie lutnię i z uśmiechem na ustach trącił chóry. Nie śpiewał. Zamiast tego pozwolił mówić strunom. Muzyka była wysoka, wesoła i skoczna. Tego wieczoru nie było miejsca na zadumę - musiała ustąpić radości i biesiadzie.

Chciał, żeby ludzie się bawili, tańczyli i śmiali. Nie żeby nie potrafili robić tego bez niego, ale przecież muzyka była niczym magia - wprowadzała szczególną atmosferę. Świat w ostatnim czasie był dla Vereomila wystarczająco okrutny, na tyle, że ten postanowił się mu przeciwstawić w sposób, w jaki potrafił najlepiej.

Jednak nie zapomniał o Enelu. I o sobie. Musiał zadbać o jego skrzydło i swoje ramię. Jednak przyjdzie na to czas. A nuż znajdzie się tu ktoś, kto będzie chciał i potrafił pomóc.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

15 mar 2017, 21:30

MG

Wejście do karczmy elfa, w dodatku albinosa, nie pozostało niezauważona. Można powiedzieć, że wprost przeciwnie. Wszystkie oczy natychmiast zwróciły się na Vereomila i raczej nie planowały od niego odrywać. Ale był do tego przyzwyczajony, było tak niemal zawsze. Ba, było mu to niezmiernie na rękę, bo oznaczało że za chwilę każdy będzie równie skupiony na jego muzycznym występie.

Mógł uważać Derin za zwykły przystanek w podróży, jednak nie mógł odmówić temu miastu wielkości i majestatu, które wyróżniały go spośród wielu innych w Autonomii. Znał ludzkie legendy o Vainie, zwanym Lwem ze Stepów. To miasto w swej historii powoływało się właśnie na niego jako fundatora i pierwszego władcę. Wędrując ulicami Derinu łatwo było natrafić na różnoraką symbolikę zawierającą, lub też nawiązującą w swojej strukturze do lwów. Miasto to było odwieczną konkurencją dla Wolenvain, tak jak namiestnictwo pozostawało odwieczną konkurencją dla prowincji stołecznej. Jakby wszczęty setki lat temu konflikt dwóch legendarnych postaci nigdy nie wygasł, a jedynie zmniejszył do rozmiarów wątłego płomyka.

Nie na rozważania o Autonomii jednak był czas. Vereomil miał dużo bardziej przyziemne sprawy do przemyślenia. Jak choćby poskładanie do kupy siebie i swojego towarzysza. Derin był oczywiście do tego idealnym miejsce... Jeśli miało się na to pieniądze.

Trudno się było domyślić, czy pojawienie się bladego elfa wywołało pozytywną, czy też negatywną reakcję. Na pewno pewnym minusem był fakt, iż nie był człowiekiem. Tak to już grało w społeczeństwie tego kraju i każdy nieludź był tego świadomy.

Miejsce, które sobie upatrzył było dobrze widoczne. Zresztą, jakie miało to znaczenie, skoro prawie każdy i tak się na niego gapił? Szybko zauważono, że sięgnął po instrument. Jak nietrudno zgadnąć, od razu spojrzano na niego wtedy przychylniejszym wzrokiem. Ktoś kto umilał czas gościom - jeśli tylko robił to dobrze - zawsze był mile widziany. A Vereomil grał na lutni bardzo dobrze. Trącane jego palcami struny wydawały przyjemne, czyste dźwięki, a melodia była przyjemna dla ucha i pełna radości. Śpiew nie był konieczny, aby gościom się spodobało. Nie poderwała ich ona co prawda zaraz do tańca wbrew jego oczekiwaniom. Najwidoczniej w większości nie chcieli oddawać się frywolnej zabawie, zbyt dumni, lub też zbyt zmęczeni własnymi sprawami. Nie wątpił jednak w jedno - słuchali.

Karczma do której trafił była jedną z bogatszych w mieście. Doskonale to zresztą wiedział i nieprzypadkiem nogi przywiodły go właśnie tutaj. Do jego kapelusza już po chwili trafiło kilka monet, z których większość świeciła srebrem - coś, czego nigdy nie mógłby się spodziewać w gorszym lokalu. W lokalu zrobiło się jakoś luźniej i nieco z panującej dotąd powagi uleciało, jak gdyby korzystając z okazji że ktoś uchylił drzwi wybiegła na zewnątrz i nie chciała wracać.

Dostał za darmo posiłek i napiwek, co było dość częstym zwyczajem okazania w karczmach bardowi, że jego obecność jest zauważona, doceniona i pożądana. Nie była to w gruncie rzeczy strata pieniężna, do karczmy już zdążyło wkroczyć kilku gości, którzy zdawali się żywo zainteresowani muzyką, a więc zapewne to właśnie ona ich przyciągnęła. A skoro już weszli, to coś zamówią.

Po pewnym czasie dostarczania gościom tej rozrywki przysiadł się do niego mieszczanin. Nie wyglądał na nikogo szczególnie charakterystycznego. W średnim wieku, ogolony, o krótkich, brunatnych włosach. Odziany był w zieloną suknię z nienajwyższej półki, jednak widać było, że nie jest biedny. Skorzystał akurat z okazji, że Vereomil zrobił przerwę w swoim występie i zaczął go zagadywać.

- Wyglądacie jakbyście z podróży przyszli. Co się w świecie dzieje? Coś ciekawego widzieliście? - ach, kolejna pożywka bardów. Historie z bliskich i dalekich okolic. Ciekawe wydarzenia, nowe informacje... A może jedynie plotki i podkolorowane historie? Mógł mówić co chciał, ludzie na to czekali. Prawdę wyłapią, choć zapewne wyolbrzymią, a o kłamstwa nie będą mieli pretensji. W końcu to wszystko dla ich rozrywki.

Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 378
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

19 mar 2017, 17:46

Zaproszenie do tańca było tylko zaproszeniem, nikt nie musiał z niego skorzystać. Jednak rozluźnienie się atmosfery było Vereomilowi na rękę. We wcześniejszej z pewnością trudno byłoby zagaić rozmowę z kimś z tego towarzystwa. Muzyką sprawił, że to oni chcieli pomówić.

Po chwili, kiedy z dobroci gospodarza otrzymał strawę i napitek, odstawił lutnię i rozwiązał chustę wiszącą na szyi. Enela postawił na stole, wcześniej przygotowawszy mu posłanie z rozwiązanej chusty, w której wcześniej się znajdował. Upił łyk postawionego przed nim napoju i już miał się zabrać za jedzenie, kiedy przysiadł się do niego pewien mieszczanin. Kiedy ten mówił, elf dyskretnie zlustrował jego sylwetkę, lecz nie znalazł w nim niczego ciekawego. Pomimo tego niezbyt mądrym byłoby spławienie kogoś, kogo się nie znało. A nuż mogło się okazać, że mieszczanin był przydatny.

- A o czym chcielibyście posłuchać? Na trakcie niemały ruch ostatnio, bo szlachta zmierza tłumnie do Wolenvain. Zbierają się jak muchy do łajna. A skoro już mowa o łajnie to też ciekawa sprawa, bo właśnie w tym samym mieście nagle na rynku pojawił się wielki jaszczur. Nie zagrzał tam zbyt długo, bo szybko odleciał, tylko właśnie łajno po sobie zostawił. I ślad pozostawił na mnie i moim pupilu. - Podniósł na wysokość wzroku mieszczanina dłoń opasaną szmatą. - Na wschód od Derinu też ciekawe rzeczy, bo w Mirran Toilt, wiosce nieopodal traktu, jakoby upiór straszył i chłopów ciemiężył. A potem okazało się, że to zupełnie inna para kaloszy.

Bard nie wchodził zbytnio w szczegóły, jakby spieszno mu było do podanej strawy. W istocie tak było - po całym dniu chętnie zjadłby coś, zanim zacznie opowiadać o sprawach usłyszanych i napotkanych na trakcie. Właśnie dlatego, kiedy skończył mówić, napoczął strawę, słuchając odpowiedzi swojego rozmówcy.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

28 mar 2017, 17:56

MG

- Że ślad... łajna? - mieszczanin zapytał ze zdezorientowaną miną. W końcu jednak uznał chyba historię Vereomila za bajkę, której nie chciał teraz wysłuchiwać. Wolał skupić się na wieściach ważniejszych. Widać było, że łaknie informacji o tym, co dzieje się poza miastem, a najwidoczniej mu ich brakowało. Czy było to wiedzione zwyczajną ciekawością, czy też może jakimiś planami było niemożliwe do stwierdzenia z nikłą wiedzą, jaką miał bladolicy. Jego rozmówca nie miał w sobie tego spojrzenia, gestów i ruchów często charakterystycznych dla osób nadmiernie wścibskich i ciekawskich. Z drugiej strony, jakież to interesy mogły sprawić, aby mieszczanin wyciągał od barda informacje o świecie? Wysłał jakieś kosztowności do innego miasta i bał się czy tam dotrą? Jego rodzina mieszkała gdzieś daleko? Oczekiwał przybycia kochanki? Pozostawało tak wiele możliwości.

- Jaka inna para kaloszy, bardzie? Coś się w Mirran Toilt stało? - mężczyzna ewidentnie znał to miejsce. Na sprawne oko elfa nie wyglądał na kogoś, kto mógłby mieć coś wspólnego z tą wioską, ale pozory mogły być mylące. Mógł być w jakiś sposób związany w tamtejszą szlachtą. Może był handlarzem, lub rzemieślnikiem i znali się? Albowiem wątpliwym było, aby łączyło go coś z zamieszkującymi tamto miejsce chłopami.

Mieszczanin zamilkł po swoim pytaniu pozwalając Vereomilowi jeść. Widać było, że łaknie wieści, jednak najwidoczniej nie śpieszyło mu się na tyle, aby odrywać barda od strawy. Zwłaszcza, że widać było iż elf jest głodny. Jego stan w połączeniu z naturalnie bladą cerą sprawiały wręcz wrażenie wygłodzonego wypłosza, który pierwszy raz od dawna dorwał porządny posiłek. Trudno było mu go zabierać sprzed ust.

Pozostali ludzie w karczmie wrócili do swoich spraw, co jakiś czas zerkając jedynie w stronę Vereomila. Zapewne wielu spośród z nich rozmawiało właśnie o jego osobie i występie jaki dał. Może opowiedzą o obecności barda innym. Raczej go pochwalą, a przynajmniej tak mu się wydawało. Kiedy grając na lutni spoglądał po twarzach obecnych wyglądali na zadowolonych.

Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 378
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

11 kwie 2017, 19:17

Vereomil wyrobił sobie zdanie o swoim rozmówcy, który opacznie zrozumiał jego słowa. Z delikatnym uśmiechem wyrażającym jakby rozbawienie i powątpiewanie w zdolności umysłowe osoby siedzącej obok, podniósł owinięte szmatą ramię. Nie trwał jednak w tej pozycji zbyt długo, gdyż o wiele większym zainteresowaniem darzył jadło niż to, co mógł o nim pomyśleć byle mieszczanin.

Zaspokoiwszy pierwszy głód, elf podniósł się znad strawy, coby zagaić dalszą rozmowę.

- Widzę, żeś ciekaw wieści z tamtych stron. Jak już napomnąłem: upiór tam straszył. Ze sobą watahę psów ciągnął, co chłopom w pracy przeszkadzały, strachów im pędziły. Tylko się pojawiały, a lud w popłoch wpadał i ledwo co się nie tratował. Też śmiałków, coby terror ukrócić było wielu, ale mało który w tej sprawie mógł coś zrobić. Zapytasz pewnie: dlaczego? Otóż ten jakby upiór wcale upiorem nie był, a tylko młodzieńcem, któremu w smak było zabawić się kosztem prostych ludzi. Któż to był faktycznie, trudno mi stwierdzić, bom patrzył z daleka, ale wyglądało, jakby dobrze się z nim obchodzili, więc pewnie ktoś ważny. Może syn czy inny krewny pana tamtejszych ziem. Za dużo opowieści starych nianiek się nasłuchał i zachciało mu się zabawić w ciemiężyciela może? Jużci lepiej by było, gdyby chciał cnym rycerzem zostać, których też w bajaniach nie brakuje. - Pokręcił głową Vereomil pełen dezaprobaty. - Mnie za to ciekawi pewna rzecz: czemuż się tak zaciekawił tą sprawą? Czyżbyś wierzył w upiory? Przecie to tyle co bujdy chłopów.

Pociągnął łyk napitku, słuchając odpowiedzi mieszczanina. Już mówiąc obserwował jego reakcje, mając nadzieję, że uzyska z nich przydatne informacje.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

29 kwie 2017, 15:43

MG

Mieszczanin skrzywił się lekko na pytanie Vereomila. Nie do końca chyba w smak mu było, że ktoś taki pyta o sprawy, które były dla niego w jakiś tam sposób prywatne. Ale poza tą lekką zmianą w jego wyrazie twarzy nie dał po sobie tego pokazać. Na jego nieszczęście oko Vereomila było wprawne, a lata zabawiania ludzi i wrodzona spostrzegawczość pozwalały mu chwytać takie rzeczy w mig i odgadywać z dokładnością, o którą nikt by go zapewne nie podejrzewał. Natychmiast był w stanie odnotować w pamięci, że pytanie to wzbudziło w jego rozmówcy krótki moment niezadowolenia, czy może niepokoju. Aczkolwiek nie świadczyło to jeszcze o niczym szczególnym. Wielu było ludzi, którzy nie lubili o sobie opowiadać obcym nawet i w błahych sprawach.

A już szczególnie lepiej było unikać opowiadania zbyt wiele na swój temat bardom. Wiadomym było, że zawodem tych osobników było opowiadać bajki. Nieszczęśnik taki mógł więc się w tej bajce znaleźć. Pół biedy jeśli bez swego miana, aczkolwiek po cóż ryzykować.

- Brat mój swego czasu udał się tam w interesach. Dawno nie miałem od niego żadnych wieści - mieszczanin udzielił mało konkretnej odpowiedzi. Vereomil nie przypominał sobie, aby w Mirran Toilt zginął ktokolwiek ważny, a więc zapewne po prostu wspomniany brat zabawił na szlaku dłużej niż było to oczekiwane. Zdarzało się, a wieści nieraz nie wędrowały po Autonomii tak szybko jak można było tego oczekiwać. No, chyba że były to plotki.

- Mówiliście, że waszemu ptakowi się coś stało. Poważnego? Znam człowieka, co to tutaj sklep prowadzi z egzotycznymi zwierzętami, zna się na ptakach. Jak posiłek skończysz, to możemy się tam udać do niego. Może co by mógł doradzić, albo pomóc - mieszczanin wtrącił zaraz po swojej odpowiedzi.

- A w drodze byście mi mogli coś więcej o tym Mirran Toilt opowiedzieć. Słyszeliście coś o kupcu, który tam zawędrował niedawno? Upiór, czy nie upiór, mniejsza. Jeśli ktoś ludzi tam napadał, to się o brata martwię.

Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 378
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

27 cze 2017, 21:23

Choć zauważył grymas na twarzy mieszczanina, niespecjalnie się tym przejął. Domeną bardów była ciekawskość, a co za tym idzie i zadawanie pytań. Przywilejem pytanych była za to możliwość nieudzielania odpowiedzi. Było to dla Vereomila całkowicie zrozumiałe, choć za każdym grymasem mogła się kryć ciekawa historia, więc nie tracił czujności. Elf uśmiechnął się przyjaźnie, chcąc uspokoić swojego rozmówcę.

- Skrzydło ma złamane, to i z niego marny pożytek. Ale przyjaciela nie sposób opuścić, choćby miał być tylko dla towarzystwa. – Warto tu wspomnieć, że właśnie kończył strawę, a w kubku też świeciło pustkami. - Chodźmy więc! Jak dobrze: nadzieja mi wróciła, że wszystko się dobrze skończy.

Schował zebrane pieniądze, zawiązał chustę, w której leżał Enel, na swojej szyi. Zebrawszy cały swój dobytek, coby nic w karczmie nie zostało, zwrócił się do mieszczanina:

- Prowadź. A o Mirran Toilt opowiem, jakżeś mnie poprosił, już po drodze.

Wyszedłszy z karczmy, począł mówić to, co wiedział. Nie było tego wiele: opowiedział, jak wieś wyglądała, jakie w niej panowały nastroje. Zrelacjonował też całą historię z upiorem, co wcale upiorem nie był. Na koniec jeszcze dodał, że nie słyszał o żadnych zaginięciach, a szczególnie o żadnym kupcu. Pewnie na nic się zdało mieszczaninowi gadanie Vereomila, ale cóż miał zrobić? Powiedział, co wiedział.

z/t
Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 378
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

Re: Karczma Pod Bezgłową Damą

30 wrz 2018, 21:22

Po powrocie z targu Vereomil musiał jeszcze zająć się sprawą noclegu. Co prawda nie miał przy sobie zbyt wielu pieniędzy, ale na jedną noc w dobrej karczmie zdecydowanie mógł sobie pozwolić. Zresztą nie zamierzał próżnować przez cały wieczór – usiadł przy jednym ze stołów, położył na nim swój kapelusz i począł trącać struny swojej lutni. Miał nadzieję, że choćby kilka szylingów jeszcze dziś uzbiera. Przed pójściem na spoczynek zjadł jeszcze kolację i zainteresował się, kiedy zaczyna się pora śniadania – jeśli będzie następować później niż odjazd, poprosi już o prowiant, coby nie wyjeżdżać o pustym brzuchu. Bard miał nadzieję, że prowiantem na kolejne dni zajmie się już Azidor. Następnie udał się do swojego pokoju i pozwolił zmorzyć się snowi.

Obudził się chwilę przed świtem. Na tyle długą, by pozwolić sobie nabrać wody ze studni i zażyć porannej toalety, a także zjeść śniadanie. Po oporządzeniu samego siebie i Enela postanowił poczekać w sali karczmy na pierwsze promienie słońca wpadające przez okiennice i towarzyszy podróży do miejsca, które ledwo co opuścił.

Czekając tak przyszły mu do głowy wątpliwości, czy będzie w stanie pomóc w jakikolwiek sposób w poszukiwaniach brata Tadrigala. Zmartwił się nieco, gdyż tak naprawdę niewiele widział możliwości pożytku jego osoby w tej całej wyprawie. Z drugiej strony jednak zgodził się już towarzyszyć mu, a na dodatek miał u niego dług wdzięczności za tak dużą pomoc. Szybko więc postanowił przestać o tym wszystkim myśleć i postarać się o to, by być tak pożytecznym, jak tylko będzie w stanie.

Wróć do „Derin”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 16 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 15 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Ciemny
Liczba postów: 52251
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.