Trakt Południowy

Szlaki lądowe rozchodzące się we wszelkich kierunkach świata. Często uczęszczane gościńce są wybrukowane, ale w świecie gry nie brakuje też wąskich, niebezpiecznych ścieżynek.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Trakt Południowy

03 maja 2011, 20:13

Ta długa droga, prowadząca od bram Varti aż po Khan'Sal, ostatnie średniocywilizowane miasto na południu, charakteryzuje się jednym stałym widokiem: po prawej stronie widać głównie stepy przeradzające się szybko w pustynie, po lewej zaś szczyty strzelistych gór Ikrem. Trakt jest w dość dobrym stanie, chociaż nie jeździ nim wielu podróżnych. Tylko kupcy dbający o interesy troszczą się o przejezdną i łatwą drogę.
Chociaż większość ludzi z Varti ciągnie w stronę północnego-zachodu, a nie na południe, to trudno też nie spotkać na trakcie do Khan'Sal nikogo przez dłużej niż parę godzin. Powietrze tutaj jest zazwyczaj czyste i przejrzyste, a widoczność może ograniczać jedynie lekka krętość traktu, którego dalsze części bywają zasłonięte pagórkami.


~*~*~

W jasny dzień na trakt wstąpiła Niniel, na swoim gniadym koniu. Jechała stępa, ostrożnie – w głowie dudniło jej od teorii na temat jazdy konnej. Doszła do być może błędnych wniosków, że skoro już zna teorię, to przerodzić ją w praktykę może sama. Tak więc o jasnym świcie wymknęła się z siedziby Enklawy, oporządziła konia (co zajęło jej trzy razy dłużej niż myślała) i ruszyła ostrożnie w stronę Varti. Po ponad trzech godzinach zatrzymała się w miasteczku by posilić się jakimś biedakiem, wypiła wino w miejscowej karczmie i wsiadła z powrotem na konia.
Mysiała przyznać, że mięśnie zaczynają ją boleć, jednak nie miała zamiaru ustąpić. Czuła się w koniu coraz lepiej, a to dawało jej motywację.
Mając za sobą Varti na odległość jednej stai, ścisnęła łydkami boki konia i ruszyła wolnym kłusem. Przyjemnie było podnieść głowę i poczuć we włosach wiatr, chociaż z drugiej strony gorący wicherek z pustynnych terenów zrobił się z czasem nieprzyjemny i nasunął złe wspomnienia.
Niniel skupiła się na wczuciu się w konia. Położyła jedną dłoń na jego karku by poczuć bliskość ze zwierzęciem. jednocześnie starała się skoncentrować na wszystkim, co przekazał jej Kelio:, pięty nisko, plecy proste, odpowiednie ruchy miednicą w czasie anglezowania. Jej gniadek był średnio szybkim i posłusznym koniem, idealnym do nauki jazdy. Najada zadowolona z tego, jak łatwo przychodził jej kłus, pogoniła konia lekkim szturchańcem piętą. To było… Nie tak przyjemne uczucie. A raczej, mogłoby być przyjemne, gdyby nie fakt, że poświęciła całą uwagę na wbiciu się w siodło i nie spadnięciu. Do tego odnosiła wrażenie, że zbyt puściła gniadka na wodzy i nie zdoła już nad nim zapanować.
Nie ujechała nawet kilkudziesięciu kroków, gdy zza drzewa przy skraju drogi wyskoczyła tuż przed konia sporych rozmiarów wiewiórka. Niniel szarpnęła panikujące zwierze do tyłu, po chwili czując sój błąd – tylko mu pomogła. Przednie kopyta uniosły się z ziemi a najada zrobiła jedyne, co wydawało jej się słuszne – złapała grzywę i przylgnęła do szyi konia.

[zt – skok czasu o 5 lat, nowa era]
Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Infi;
Vyrn;
Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 760
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

15 sty 2017, 02:56

Widok, który przedstawiała mu pustynia w tym momencie uderzył go niczym kamień w twarz. Nie z tego powodu, że widok masakry był dla niego czymś nowym, lecz to sprawiało, że jakaś struna zaczynała grać w jego duszy, że to nie pierwszyzna dla niego. Jakby kolejne wspomnienia chciały do niego wrócić. Może kiedyś...
Jego ciało przywróciło jego myśli do teraźniejszości, bólem informując, że chociaż został opatrzony wcale nieźle przez Liliannę. Było w tym coś jeszcze. Moc, z której jeszcze przed chwilą czerpał całymi garściami, teraz przypominała ledwie ciurkiem wodę z rynny płynącą, zamiast porywistej rzeki. Jakby ją już maksymalnie wyczerpał i nie był w stanie, przynajmniej w tym momencie, zrobić coś użytecznego z budulca, jakim był otaczający ich piach.
Zresztą, na co mu teraz piach. Teraz siła mięśni, a nie mocy była bardziej wskazana. Dobrze byłoby wstać, ogarnąć się, dojść do siebie. Może wsiąść na wielbłąda a potem zdać się na resztę drużyny, jak da radę. Na pewno nie od razu, najpierw trzeba jakiegoś otrzeźwienia. Klepnął się w twarz, potem drugi raz, mocniej, żeby ból go nieco otrzeźwił. A potem hajda na wielbłąda i czekanie na to, co się stanie. Albo chociaż, żeby stanąć sobie przy jakimś, czekając, co Infi zarządzi.
Wyglądało na to, że jeszcze czeka go wędrówka na pustynię.
Awatar użytkownika
Vyrn
Posty: 58
Rejestracja: 06 sty 2014, 15:04
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46445#46445

Into My Eyes That Are Turning Blue

12 mar 2017, 12:42

Oczy złodzieja świeciły chciwie, kiedy przeszukiwał ciała. Tyle złota nie widział w całym życiu, a do tego dochodziły wszystkie ozdoby i bronie. Nie wierzył własnemu szczęściu. Z tylko tej jednej potyczki cała drużyna mogła być bogata. Vyrn myślał teraz tylko o tym, jak wróci do Wolenvain i tam będzie żył przy pomocy nowych nabytków. W jednej chwili przestał myśleć o Entropii, a cała wyprawa na Pustynię stała się nieważna.

Tak więc w niemym osłupieniu krążył wśród trupów. Gdzieś z tyłu odczuwał ból. Czuł, że zaraz zemdleje. Ale zajęty był zbieraniem monet. Na nich się skupiał, potem przyjdzie czas na cały cięższy ekwipunek. Wpychał złoto i srebro wszędzie, gdzie mógł je wpychać. Jednak już po chwili zachwiał się na nogach, a rozum powoli wrócił.

Rozejrzał się. Drużyna wydawała się być w opłakanym stanie. Potem spojrzał na siebie. Całą rękę miał we krwi i czuł się coraz słabszy. Przymrużył lekko oczy, próbując skupić całą siłę, która mu pozostała. Spostrzegł gdzieś niedaleko Liliannę, która miała ze sobą bandaże. Poczłapał wolno w jej stronę, a kiedy zbliżył się na tyle, żeby go słyszała, odezwał się.

- ...proszę? - wydusił, wskazując na ranę. Opadł lekko na piasek, jako że stanie wymagało zbyt wiele energii. Zamglony wzrok skierował się w kierunku Infiego. Przywódca zmierzał w kierunku wielbłąda. Teraz? Oszalał? Musieli się przynajmniej doprowadzić do porządku.

Jednak coś w tym krajobrazie skłoniło Vyrna do przemyśleń. Po jednej stronie znajdowało się miasto. Po drugiej bezkresna pustynia z niewiadomym końcem. Ten - dla młodzieńca dosyć niewyraźny, bowiem patrzył jedynie przez szparki - widok poruszał w nim jakiś zew przygody i podróży. Bo czyż nie było to to, czego pragnął? Co zrobi w stolicy, jeżeli wróci tam ze złotem? Nie wykupi sobie przecież obywatelstwa, a dobry ekwipunek leżał zaraz obok niego, więc nie będzie musiał go kupować. Też czuł, że musi dorosnąć, nabrać doświadczenia aby stać się kimś w półświatku Wolenvain. Czy wyprawa na pustynię nie była właśnie taką okazją?

I tak wpatrywał się swoim jedynym widzącym okiem w człowieka, który był ich przywódcą. Człowieka, którego tak mocno ciągnęło do pustyni, że prawie umierający zdecydował się jechać dalej. I wolno podejmował decyzję o podążeniu za nim.

Po oderwaniu wzroku zauważył, że zamiast jego wielbłąda Asim przyprowadził ze sobą dwa konie. Vyrn wzruszył ramionami. Z koniami lepiej się rozumiał i miał więcej doświadczenia. Do juków jednego mógł wpakować wszystkie pieniądze, które znalazł. Na drugim będzie jechał. Zapewne spróbuje jak najbardziej odciążyć tego z monetami, żeby mniej się męczył i potem posłużył jako zmiennik, kiedy pierwszy już nie będzie mógł nieść złodzieja.

Jeżeli zostanie opatrzony, to właśnie zrobi - najpierw zajmie się końmi, a potem wsiądzie na jednego z nich, wyglądającego na silniejszego i podąży za przywódcą w głąb Pustyni Śmierci.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 924
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

29 kwie 2017, 16:03

MG

Chcąc nie chcąc wszyscy wiedli wzrokiem za Infim. Człowiekiem, który... Właśnie. Człowiekiem? Jakimż człowiekiem mogła targać tak potężna obsesja? Jakiż człowiek mógł porwać się na coś takiego? Jaki człowiek mając do dyspozycji zdrowe zmysły podjąłby taką decyzję?

Przywódca Entropii rozpoczął swój mozolny marsz w stronę wielbłąda. Najpierw na czworakach, ledwo będąc w stanie przeć do przodu, później - jakby nabrawszy nowych sił - podniósł się na nogi i kulawym, zataczającym się krokiem dotarł do swego wielbłąda. W końcu stanął przy zwierzęciu i oparł nogę o brzeg siodła próbując się nań wciągnąć. Z hukiem upadł na piasek. Nie miał siły by tego dokonać. Podjął jednak drugą próbę, a później trzecią. W końcu zdołał usadowić się w siodle, ku uldze dość już zdezorientowanego zwierzęcia. Gdy wielbłąd wstawał niewiele zabrakło aby Infi znów skończył na ziemi. Ale jakimś dziwnym cudem zdołał pozostać na swoim miejscu. Nie pozostawały żadne wątpliwości gdzie się chce udać. Nie patrząc na resztę popędził lekko zwierzę, które wolnym chodem ruszyło w stronę pustyni. Nie patrząc na szlaki, wytyczone drogi i bezpieczne miejsca. Po prostu w głąb. Po prostu w pustynię.

- On jest szalony! - Asim krzyknął, wskazując na oddalającego się żółtookiego. - Nie mamy szans przeżyć na pustyni w takim stanie. Konie tam sobie nie poradzą. Musimy wracać! - spojrzał na pozostałych, szukając w ich oczach jakiegokolwiek rozsądku.[/b]

Vyrn jednak zdawał się nie podzielać tego. Opatrzony przez Liliannę resztkami bandaży napakował kosztowności do końskich juków i zbierał się do drogi. W którą stronę chciał iść? Za Infim? Konno? Bez przewodnika? Czy był świadom swej decyzji, w pełni zmysłów? Czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Dokonywał wyboru.

Nikt nie przejmował się już leżącym gdzieś Kenkharem. Ranny mag kaszlnął nagle i w nagłym spazmie przewrócił na bok. Nikt go nie zauważył. Krótki przebłysk świadomości nie dotarł do uszu drużyny, która zbyt zajęta była kwestią swego własnego przetrwania. Czy on też niesiony jakąś manią pragnął pustyni? Czy był w stanie się podnieść? Otaczające Infiego wydarzenia zawsze zakrawały o paranormalne. Ale zdawało się, że im dalej jego podróż zawędruje, tym tylko gorzej.

- Nie ma szans. Nie zabieram was na pustynię! - Asim próbował dalej siedząc na swym wierzchowcu i spoglądając raz po raz to na Vyrna, to na uspokajającą zwierzęta Liliannę, to znów na Ciemnego, który również już dosiadł jedno ze zwierząt i w milczeniu obserwował to wszystko.

Każdy musiał podjąć własną decyzję. Iść za Asimem, lub też iść za Infim. Ich drogi były zupełnie różne. Tak różne, jak tylko mogły. Jedna prowadziła do ludzkiego osiedla, ku odpoczynku i lizaniu ran. Druga w głąb pustyni. Najbardziej niegościnnego miejsca jakie znali.

Awatar użytkownika
Lilianna
Posty: 70
Rejestracja: 22 lut 2014, 19:53
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2890

13 maja 2017, 16:24

Patrzyła jak przywódca Entropii upada raz za razem nie mogąc wejść na wielbłąda, w końcu mu się udało i niesiony szaleństwem powoli ruszył w stronę pustyni. Przewodnik stanowczo odmówił dalszej drogi, więc grupa się rozdzielała. Wyszło na to że każdy musi podjąć decyzję za siebie. Więc nie mogła iść za głosem tłumu tylko musiała zdecydować - iść dalej, czy wracać? Umysł rozpatrywał różne "za" i "przeciw", lecz jej własne "ja" było na tyle dumne i uparte, że oszukiwała samą siebie analizując różne opcje. Opcja była jedna - w Varti zdecydowała iść na pustynie z Infim, to dlaczego miałaby nie dotrzymać postanowienia?

Odetchnęła głęboko zapachem śmierci i zaczynającego się w upale rozkładu. Przez jej naturę nie przeszkadzało jej to tak jak innym by mogło, czuła wokół niespokojne dusze chcące się wydostać z tego świata. Stanie się to i bez jej pomocy, więc ignorowała te sygnały. Skończyła kompletować i zawiązywać sakwy. Ruszyła w stronę jednego z wielbłądów i zgrabnie wspięła się na jego grzbiet. Zwróciła go wodzami w stronę pustyni.
- Ruszam dalej.
Powiedziała tylko i pogoniła wielbłąda, by dogonić Infiego. Jak się skończy ta wyprawa? Wróci, czy może zginie w piaskach pustyni? Czy ktoś jeszcze postrada zmysły na tyle, by również jechać?
Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 760
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

Re: Trakt Południowy

14 paź 2018, 21:01

On jest szalony.

To było wręcz niepojęte w umyśle Ciemnego. Żeby w tym momencie jedyną rzeczą, jaką się przejmować jest kieszeń pełna złota i kruszcu. Nie miał zrozumienia dla zachowania Vyrna, lecz nie w jego woli było mu przerywać. Niech jedzie z łupem. Jego broszka i zmartwienie. Obiektywnie jednak patrząc na całą sytuację, to jednak on był bardziej obłąkany niż złodziejaszek. Nie ukazywał typowych oznak szaleństwa, nie miał problemu z głową. Był sprawny, bystry na umyśle i nie miał żadnych omamów ani innych widziadeł przed oczami.
Mówimy wciąż jednak o człowieku, który powstał z "niczego". I zamiast twarzy miał twardą niczym marmur maskę. Nie wiadomo nigdy, co może mu się w głowie zaiskrzyć. Nie wiedział nawet, kim sam jest. Jedyną rzeczą, jakiej był pewien w tym momencie był kierunek, jaki obierze. Mimo że jest ranny. Że teoretycznie nie mają szans przeżycia na pustyni. Spojrzał w kierunku, który obrał Zółtooki i pogonił swojego wierzchowca, żeby ruszył za nim. Poza tym, nawet jakby miał udać się za Asimem, co mógłby dalej począć?

Było dla niego jasnym, że musi się udać na piaszczystą pustynię.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 924
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

Re: Trakt Południowy

15 paź 2018, 00:02

MG

Asim nie mógł uwierzyć własnym oczom. Patrzył jak niemal cała grupa oddala się od niego za Infim. Wiedział, a oni też przynajmniej w jakimś stopniu musieli zdawać sobie sprawę z tego, że nie byli gotowi zmierzyć się z pustynią. Nie w takim stanie, nie po tym wszystkim. Podejmowali potężne ryzyko, które mogło wiązać się nawet z końcem ich życia.

Sokół obserwował, w myślach oceniając ich szanse. Infi był dość poważnie ranny, ledwo trzymał się na nogach, nie mógł nawet sprawnie wejść na wielbłąda. Ich były przewodnik nie życzył mu źle, jednak nie spodziewał się wiele. Słońce dokończy dzieła, głupcze.

Lilianna. Nie mógł odmówić młodej kobiecie swego rodzaju piękna. Jednak zdawała się delikatna i krucha. Nawet jeśli potrafiła jakoś tam o siebie zadbać i pokazać pewien pazur, to spiekota, brak wody i trudne warunki musiały odcisnąć na niej swoje piętno. Może nawet jako pierwszej, jeśli Infi okaże się tak uparty i twardy jak do tej pory. Asim widział już takich jak ona. O takiej białej, delikatnej skórze. Gdy uderzał żar i piaski zmieniała się ona w czerwoną, piekącą i rozpaloną. Aby potem przemienić się w nierówne, brzydkie plamy słonecznych poparzeń skazując na cierpienie i majaki. Cóż za szkoda, zapewne w głębi kraju mogłaby znaleźć sobie dobrą partię i żyć bezpiecznie.

Vyrn. Popędzając swojego konia pognał za pozostałymi. Konia. Asim nie miał wątpliwości, że zwierzę prędzej czy później padnie i złodziejaszek będzie musiał poruszać się pieszo. Albo zostanie pozostawiony na pastwę losu, zagubiony i wodzony przez pustynię różnorakimi majakami w końcu zapadnie się w piaski... Albo wlokąc się za pozostałymi będzie non stop ich spowalniał, utrudniał podróż i w zastraszającym tempie pozbawiał zapasów wody. W obu przypadkach był przegranym. Na nic mu było złoto, które zebrał. Młody głupiec, który marzy o przygodzie.

I ten dziwny człowiek w masce. Jego Asim nie potrafił do końca rozszyfrować. Co potrafił? Do czego był zdolny? Co sobą przedstawiał? Ciężko było to stwierdzić. Ale zapewne i on nie mógł przetrwać samotnie w takim miejscu.

Sokół zagrodził Vyrnowi drogę, kręcąc głową. Wskazał gestem ręki na pozostałe, zgromadzone razem wielbłądy. To jest zwierzę, które dosiadał wcześniej Kenkhar, oraz czwórkę jucznych zwierząt, które stanowiły część ich karawany, niosąc cenne zapasy wody, jedzenia i wszelkich materiałów, które mogły być przydatne w podróży. Zapewne nie wszystkie będą w stanie wykorzystać nie mając przewodnika.

- Zapłaciliście za nie, zabierzcie je. Konie mi zostawcie - powiedział, w jego głosie wyjątkowo wyraźnie przebrzmiewał obcy dla większości Autonomii akcent pustynnych ludów. Sokół nie marnował już więcej czasu na rozmowy. Zabrał oba konie i swojego wielbłąda. A także Kenkhara, u którego szczęśliwym trafem zobaczył jakieś oznaki życia. Tak przygotowany wyruszył w drogę powrotną do Varti, pozostawiając upartych podróżników samym sobie.

Do Vyrna dotarł sens wypowiedzianych do niego słów. Chciał udawać się konno w podróż, która dla wielbłąda nawet była ogromnym wyzwaniem. Zabrał zwierzę Kenkhara, starając się jakoś zachęcić pozostałe, juczne zwierzęta do pójścia za nim. Nie miał w tym zbytniego doświadczenia, w końcu poradził sobie jakoś przytraczając uzdy wielbłądów do siodeł kolejnych sprawiając, że szły gęsiego. Było to dla niego dość nieporęczne i nie w pełni spełniało swoją funkcję, jednak wyglądało na to, że będzie w stanie zmusić w ten sposób zwierzęta do pójścia za nim. Kiedy dogoni pozostałych mogą jakoś się nimi podzielić. Kosztowało go to jednak dużo czasu i pozostała trójka dość mocno się oddaliła. Nie miał już czasu przepakowywać wypchanych jego zdobyczą końskich juków, jeśli chciał ich dogonić. Dosiadł wielbłąda i ruszył za resztą, modląc się aby jego pokraczna karawana nie spowolniła go do tego stopnia, że za nimi nie nadąży.

Szli długo, a przynajmniej takie mieli wrażenie. Niepewni tego co zobaczą za każdą wydmą. Skwar palił niemiłosiernie, niemal pozbawiając ich zmysłów i odbierając wszelkie chęci do rozmowy. Czasami na horyzoncie zdawały się majaczyć różne obrazy, jednak gorące, falujące powietrze sprawiało, że niewyraźne kształty w oddali były równie niepewne, co kolejne, stawiane w gorącu kroki. Woda była w tym miejscu zbawczo orzeźwiająca, jednak wszyscy wiedzieli, że muszą ją oszczędzać. Gorąc dawał się im we znaki, pocili się, czuli jak ich odzienie jest nieprzyjemnie nagrzane. Nie byli nawykli do takich podróży.

Infi parł przed siebie. Nie miał doświadczenia, ani wiedzy potrzebnej w takiej wędrówce przez pustynię. Miał jedynie niesamowitą determinację. I choć wszystko wokół wyglądało tak samo, to zdawał się wiedzieć gdzie zmierza. Parł przed siebie z uporem maniaka. Z przekonaniem, jakie mógł osiągnąć tylko ktoś szalony, lub beznadziejnie uzależniony. Jak gdyby gdzieś w oddali dostrzegał narkotyk, którego jego organizm domagał się i potrzebował, bez którego każda sekunda była istnym cierpieniem. Nie sposób było stwierdzić, czy docierają do niego jego własne zmysły. Tylko on sam to wiedział, tylko on sam mógł stwierdzić czy jest w stanie się otrząsnąć. Temperatura w połączeniu z jego ranami sprawiała, że momentami wręcz odchodził od zmysłów. Czasami już tylko sprytna konstrukcja siodła ratowała go przed upadkiem w piasek. Ale chciał iść. Musiał iść.

Lilianna faktycznie dość szybko zaczęła odczuwać pocałunki słońca. Wszechogarniający gorąc i padające na nią promienie dawały się mocno we znaki, pomimo tego że pod okiem Asima przygotowali swój ubiór do podróży. Mogła dziękować bogom, że odzienie, które miała na sobie przynajmniej przez jakiś czas uchroni ją przed niemiłosiernymi promieniami. Gdyby nie ono, jej skóra zapewne faktycznie zmieniłaby w czerwoną, nabrzmiałą papkę. Vyrn i Ciemny mieli się nieco lepiej, jednak im też pustynia dawała się we znaki. Było im gorąco, pot lał się z nich strumieniami, wiatr ciskał w twarz piaskiem, a całe ciało bolało od ciągłej jazdy w siodle. Pustynia była okropnym miejscem, nie sposób było temu zaprzeczyć.

Ich wędrówka trwała jeszcze przez jakiś czas, w końcu słońce zaczęło zbliżać się do horyzontu, a nawet nieco już za nim chować. Nadchodził wieczór, a oni musieli zdecydować co dalej. Czy Infi miał dość siły, aby się opamiętać? Czy miał zamiar przeć dalej przed siebie, nie rozbijając obozu, nie podejmując żadnego odpoczynku, dopóki nie zamęczy na śmierć siebie, zwierząt i swoich kompanów? Może ktoś miał szansę przemówić mu do rozsądku. Wiedzieli, że noc będzie równie zimna, co dzień był gorący. Musieli ją jakoś przetrwać, a odpoczynek był im w tym momencie wręcz już niezbędny. Musieli wreszcie porozmawiać ze sobą i dojść do jakichś wniosków. Jeśliby zdecydowali się zatrzymać, był to czas na rozbicie obozu. Każdy z nich musiał dobrze przemyśleć jak się tym zająć i jak na nadchodzącą noc przygotować. Co mógł zrobić, aby pomóc sobie i reszcie.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3793
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Re: Trakt Południowy

15 paź 2018, 00:36

Znajdujący się pomiędzy jawą a snem – czy może pomiędzy życiem a śmiercią…? – Infi nie odczuwał wiele. Wielbłąd prowadził go dokładnie tam, dokąd powinien, skąd dobywał się nieposkromiony zew.

Rany śmiałka już dawno powinny całkowicie pozbawić go przytomności, a być może nawet wyprawić na tamten świat. Od dawna wiedział, że jest bardziej odporny od innych ludzi. Nie był całkowicie normalny także pod innymi względami. Od kiedy pamiętał, jego oczy mieniły się czerwienią – wystarczyło się przypatrzeć. Do niedawna mógł podjąć próbę maskowania tego faktu i ludzie nie panikowali na jego widok. Ten dziwny defekt dawał o sobie znać z całą mocą wyłącznie wtedy, gdy nad sobą nie panował – co zdarzało mu się wcale często.

Później było już tylko gorzej. Jego temperament uległ jeszcze większemu rozognieniu, a ostatnie wydarzenia, w których uczestniczył, zmieniły go na zawsze. Posiadł władzę nad legendarnym mieczem, Wygnańcem, co mocno nań wpłynęło. Jak gdyby wewnętrzny gniew przejął nad nim całkowitą kontrolę. Stał się brutalnym chamem pozbawionym empatii, rębajłą, którego jedynym przeznaczeniem była szybka śmierć w głupiej walce. Jego oczy jasno ukazywały wnętrze – stały się wściekle żółte, co było już nie do ukrycia. Wprawdzie wzrosły jego umiejętności – stał się bardziej nieposkromiony, mniej wrażliwy na ból czy zwyczajnie silniejszy, ale poświęcił całą swą wrażliwość i sporą część inteligencji.

Nie zastanawiał się, czy dążenie do celu i brnięcie w Pustynię Śmierci ma jakikolwiek sens. Pragnął tego od bardzo dawna i nie zamierzał się poddawać. Gdyby był zdolny do abstrakcyjnych rozmyślań, z pewnością zweryfikowałby swoje postępowanie – równie dobrze u kresu podróży mógł pogłębić efekt wywołany przez Wygnańca i zmienić się w umysłową amebę. Tak skomplikowane rozważania nie przebiegały jednak przez umysł Infiego, który miałby z nimi trudność nawet wtedy, gdyby był w pełni sił. A zdecydowanie nie był.

Gdy zaczął zapadać zmrok, Infi po prostu przechylił się na bok i spadł na piaski, rozkładając się na plecach. Przez cały dzień nic nie jadł i nic nie pił – nie dbał też o swojego wierzchowca, który wcześniej wielokrotnie próbował odmówić posłuszeństwa, a od niedawna ledwo się snuł. Infi chciał się nawet poruszyć, ale miał siły tylko na lekkie podniesienie lewej ręki, niemrawo wznosząc ją ku gwiazdom. Ledwo widział osoby wokół siebie. To był kres jego wędrówki.

Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 760
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

Re: Trakt Południowy

16 paź 2018, 22:59

Podróżowali już jakiś, a Ciemny zdążył się już nieco oswoić z bólem i spiekotą. Wciąż doskwierały, jednakże znużony umysł wypierał ból fizyczny z pamięci. Jakby był obok niego, a nie w nim. Jakby to nie on to czuł, tylko osoba obok. Co było też wielce prawdopodobne, ponieważ towarzysze byli pokiereszowani po ostatniej walce. Zwłaszcza Infi. Z jednej strony był w opłakanym stanie. Ranny, na pewno wyczerpany, zapewne głodny i spragniony jak diabli. Jednocześnie jednak w jakimś amoku. Coś obowiązkowo go ciągnęło w sam środek Pustyni. W zasadzie go rozumiał, prawdopodobnie najlepiej z całej kompanii. W końcu, Ciemny ma najwięcej wspólnego z pustynią. Nawet jeżeli nie było to oczywiste na pierwszy rzut oka. Co mogłoby też znaczyć, że mają ten sam cel. Kto wie, czy ich tajemnica na pustyni nie jest czasem wspólna.
Jednakże reszta towarzyszy już nie miała tego szaleńczego przebłysku w oczach, raczej zmęczenie wypisane na twarzy.
W końcu jednak Infi spadł z konia, na piach, a sam wierzchowiec również był w opłakanym stanie. Był to moment na odpoczynek, w końcu.
- Powinniśmy się tutaj rozbić, jeżeli chcesz dotrzeć do celu.
Ktoś musiał to powiedzieć, padło na Zamaskowanego.
Awatar użytkownika
Vyrn
Posty: 58
Rejestracja: 06 sty 2014, 15:04
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46445#46445

Re: Trakt Południowy

17 paź 2018, 10:04

Vyrn czuł wpływy uporczywego słońca, które widocznie źle działało na jego miastowy umysł. Na przykład mógłby przysiąc, że przecież nabył mieście wielbłąda, a przecież jechał na koniu. Szybko jednak odpędził te myśli, zabierając się do pracy - skinął głową w stronę byłego przewodnika, zabierając się za ogarnianie wielbłądów, które po chwili za lekką pomocą jego niezwykle sprawnych rąk były gotowe do drogi, w którą od razu wyruszyli.

Złodziejaszek zdecydowanie czuł się zmęczony po długiej podróży - nawet trochę mu ulżyło, kiedy lider wreszcie padł na ziemię. Nie chciało mu się sprawdzać, czy jest żywy, więc po prostu zatrzymał jego małą karawanę i zaczął oporządzać zwierzęta, ignorując w większości współpodróżników. Słyszał, że zamaskowany proponuje odpoczynek. Wzruszył ramionami, chyba ciężko im iść dalej, jak przywódca uznał, że zaśnie z twarzą w piasku. Mało im pomogło, że ktoś coś wspomniał o przerwie.

Vyrn zajął się swoimi zajęciami - przygotowywał zapasy, sprawdzał wszystko, co pozbierał z wcześniejszej walki i zajmował się zwierzętami. Skoro nikt z drużyny nie mówił na razie nic przełomowego, to postanowił po prostu siedzieć cicho. Nie było po co robić cokolwiek innego.

Awatar użytkownika
Lilianna
Posty: 70
Rejestracja: 22 lut 2014, 19:53
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2890

Re: Trakt Południowy

17 paź 2018, 12:07

Stało się. Ruszyli w głąb pustyni w większym składzie niż Lilianna się spodziewała. Nie powiedziałaby, że rozumie intencję Ciemnego, bo czy ktokolwiek potrafi powiedzieć o nim cokolwiek? Stanowczo jest na tyle specyficznym indywiduum, że zaskakujące, decyzje przestają być takie zaskakujące. Kobieta zastanawiała się jednak jaką motywację do dalszej drogi miał złodziejaszek. Sam pokazał na czym zależy mu najbardziej grabiąc trupy. Jednak coś to ciągnęło na pustynię na tyle, że łup pozostawił w sakwach koni, sam dosiadając wielbłąda i zabierając resztę jucznych zwierząt. Ich przewodnik się wycofał w stronę bezpiecznych osiedli ludzkich zostawiając drużynę samą sobie. Dziewczyna się mu nie dziwiła. Bo w końcu w imię czego miał narażać życie na pustyni z garstką szaleńców.
Posuwali się krok za krokiem.

Zwierzęta zaczynały się męczyć i powłóczyć nogami. Każda minuta tego marszu w zabójczych promieniach pustynnego słońca była dla niej ciężka. Gorąc piekł jej twarz, oczy łzawiły podrażnione. Umysł płatał figle, bo czy za tą wydmą nie widać kępy drzew? Jednak nie. I to samo rozczarowanie za każdym razem.

Zapadał zmrok temperatura znacznie się obniżyła, co na początku było ulgą lecz szybko zmieniło się w dreszcze. Wszyscy byli już wykończeni. W końcu po tylu godzinach wędrówki Infi się zatrzymał i jak długi runął na piach. Na dziś koniec wędrówki. Lilianna zbyt pochopnie zsunęła się z grzbietu wielbłąda, bo nogi nie wytrzymały jej ciężaru i padła na kolana opierając się dłońmi o wciąż ciepły piasek. Dała sobie chwilkę na zebranie sił. Nie mogła przecież się poddać niemocy to dopiero początek.

Wstała, napiła się łyczka wody i szybko oceniła sytuację. Byli zmęczeni i w większości ranni. Vyrn zajął się zwierzętami. Ona więc zajęła się przygotowaniem ziół by zmienić opatrunki swoich towarzyszy jak już się pozbierają. Co do Infiego miała wątpliwości czy jest przytomny. Żeby to sprawdzić przewróciła mężczyznę na plecy żeby nie leżał twarzą w piasku. Ona również nie przerwała milczenia.

Wróć do „Trakty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 6 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Viridar
Liczba postów: 52209
Liczba tematów: 2974
Liczba użytkowników: 1048
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: WielkaNiewiadoma
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.