Kamienica Patriotów

Położona w południowo-zachodniej części miasta, z pozoru chaotyczna zabudowa składa się z kamienic należących do obywateli Wolenvain. To tutaj znajduje się znakomita większość zakładów rzemieślniczych stolicy.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Kamienica Patriotów

31 mar 2015, 17:02

Położona pośród plątaniny wąskich uliczek dzielnicy mieszkalnej kamienica mieszcząca siedzibę Patriotów nie odstawała od innych pod względem konstrukcyjnym. Jedynym wyznacznikiem pozwalającym rozpoznać ją jako kwaterę główną tej organizacji był mały szyld z malunkiem zwiniętej w pięść, stalowej rękawicy stanowiącej symbol kompanii. Podłoże budynku stanowił wydłużony ku jego tyłowi (a tym samym mieszczącemu się za nim podwórzu) prostokąt, zaś sama kamienica miała trzy kondygnacje: parter oraz pierwsze i drugie piętro.

Drzwi frontowe otwierały się na szeroką, przestronną sień, która zamieniona została na kwaterę mieszkalną dla tych członków Patriotów, którzy tymczasowo nie mogli sobie pozwolić na inne lokum. Pod obiema ścianami ciągnęły się łóżka, a pośrodku ustawiono duży stół, przy którym można było spokojnie zjeść. Dodatkowym wyposażeniem były kufry, miednice i nocniki znajdujące się przy niektórych łóżkach oraz kominek ogrzewający i oświetlający całe wnętrze. Na tyłach sieni mieściła się mała kuchnia z wyjściem na podwórze, do której wchodziło się pod schodami prowadzącymi na wyższy poziom. Widać było, że kuchnię całkiem niedawno zmniejszono, dzieląc ją na dwa pomieszczenia i wydzielając wąską komórkę na posiadane przez Patriotów wyposażenie. Trafić można było do niej tylko z sieni, a jej mocne, zamykane na dwie zasuwy wrota dawały wrażenie, jakby przechowywano w niej coś dalece ważniejszego od paru zużytych tarcz i wyszczerbionych mieczy.

Obrazek
Kamienica Patriotów

Prowadząca na górę klatka schodowa otwierała się na z rzadka używaną salę obrad, co do której wielu członków kompanii miało spore wątpliwości. Jej rolę idealnie spełniała sień, a raczej mieszcząca się w niej jadalnia, a mimo tego pan Brigord Berkwist (przywódca formacji) zabiegał o ustanowienie dodatkowego pomieszczenia przeznaczonego na organizowanie odbywających się raz na ćwierć roku zebrań. Choć niektórzy uważali to za przejaw typowo szlacheckiej rozrzutności, nie można było odmówić sali obrad pewnego rodzaju elitarności. Zwykli członkowie Patriotów tylko od święta widywali umiejscowiony tutaj, okrągły stół odsłoniętym. Wszyscy ci, którzy dostąpili tego widoku, wiedzieli, że znajduje się na nim duża, skórzana mapa Autonomii Wolenvain oraz wiele różnego rodzaju pionków i figurek: zupełnie tak, jakby Patrioci obserwowali i planowali ruchy w kampanii wojennej. W rzeczywistości to za ich pomocą pan Berkwist był w stanie obrazowo wyjaśnić sytuację w państwie, pokazując, które ziemie przeszły w minionym kwartale do jakich rąk, kto na tym stracił, a kto zyskał. Za ich pomocą odgrywane były również różne, nawet najbardziej pokrętne scenariusze, nawet takie z rodzaju wojny Autonomii Wolenvain z Niezależnym Księstwem Lokent lub ataku na Półwysep Kaendry. Przeciwnie do stołu na parterze, przy tym znajdującym się w sali obrad raczej się nie siadało – wymagana była pełna szacunku postawa stojąca, pozwalająca również lepiej widzieć rozłożoną na nim mapę.

Z sali ruszyć można było na wąski, wychodzący na ulicę, zabudowany balkon lub do prywatnych komnat zarezerwowanych dla wysoko postawionych dowódców Patriotów. Pokoje były trzy, ale tylko jeden był obecnie zajmowany. Zakwaterował się w nim Ajen Firaar i niewiele było wiadomo o tym, co znajduje się wewnątrz. Prawdą było jednak, że sypiał w tym miejscu i z pewnością trzymał tutaj swój ekwipunek oraz ubrania, więc po jego izbie spodziewać można było się całkiem bogatego wyposażenia. Wielu wiedziało, że pan Firaar mieszka na stałe w Twierdzy, gdzie znajdowała się również jego rodzina, jednak częściej widywało się go właśnie w siedzibie kompanii, gdzie szkolił rekrutów, przyjmował nowych i zajmował się sprawami organizacyjnymi.

Najwyższa, trzecia kondygnacja budynku zamknięta była na klucz i w całości zajmował ją przywódca Patriotów, pan Brigord Berkwist. Czasem zapraszał tam swych wysoko urodzonych gości oraz ważne dla miasta persony, co często kończyło się podpisaniem umów na szczególnie intratne, duże zlecenia.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Aerndal, Patriota;
Butalt, Patriota;
Litkor, Patriota;
Sietna, Patriotka – śmiertelnie ranna;
kapitan Patriotów, Ajen Firaar;
przywódca Patriotów, Brigord Berkwist – śmiertelnie ranny.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

MG‐post: Pilot the Dune

28 lip 2017, 23:07

MG

Patrioci byli najwyraźniej zbyt pijani i zmęczeni, aby zamienić jeszcze choć słówko. Zagadywał tylko niezawodny Aerndal, ale nawet jego zaczepek nikt nie uznał za godne odpowiedzi. Wkrótce i on zamilkł, wlokąc się w kierunku kamienicy Patriotów razem z pozostałymi. Biwekir zamienił kilka słów z Ajenem, który wyraźnie rad był, że ma kogoś, kto pomoże mu ogarnąć sytuację. Pan Berkwist, dotychczasowy dowódca Patriotów, z oczywistych względów nie mógł w tym momencie sprawować swojej funkcji. Być może nie dane będzie mu jej sprawować już nigdy. Ajen Firaar nie nadawał się natomiast na jego bezpośredniego zastępcę. Miał dobre pomysły, jeśli spojrzeć na nie ze względu taktycznego, ale poza bitwą żaden był z niego przywódca. Nie umiał załatwiać spraw na mieście i gubił się w papierach, a teraz doznał na dodatek ogromnej straty, co zmniejszało jego przytomność. Wśród mieszkańców Twierdzy wyrobił sobie opinię solidnego wykonawcy – nie inicjatora. Brakowało mu subtelności, kombinatorstwa oraz zrozumienia dla niuansów. Pewnie właśnie dlatego tak dobrze dogadywał się z Biwekirem. Spotkanie ze starym przyjacielem było dlań niczym powrót do dawnych, lepszych czasów, gdy wszyscy dawni towarzysze żyli, a pan Berkwist gładko prowadził Patriotów.

Po przybyciu do kamienicy Ajen pożegnał się krótko i udał do swoich komnat. Aerndal ułożył się na jednym z łóżek i szybko zasnął, podobnie jak wybudzony chyba tylko na spacer Litkor. Po niedługim czasie do drzwi ktoś zapukał. Sądząc z tego, jak mocne było to pukanie, był kto ktoś bardzo zdesperowany. Uderzenia miały w sobie coś nagłego, pospieszającego do działania. Co znamienne, ich dźwięk, zamiast poruszać wrotami w zawiasach, rył czaszkę wysokim tonem. Osoba odpowiedzialna za ten hałas nie czekała, aż ktoś jej otworzy – wparowała do środka i nie witając się z nikim, ruszyła na schody. Była to kobieta, definitywnie szlachcianka. U jej pasa, obok mieszka i noża w cieszącej oko pochwie zwieszał się masywny klucz na długim rzemieniu. Bogata klamra zdradzała wysokie urodzenie, a bordowa, obszerna suknia, choć codzienna, uszyta została kunsztownie i bez uchybień. Żona Ajena Firaara, bo zdecydowanie musiała to być ona, ukryła swe włosy pod haftowaną w brązowe sokoły chustą, ale kilka kosmyków wymsknęło się spod niej, ujawniając, że jest szatynką. Jej również brązowe oczy pałały za to żądzą mordu. Pałający wzrok, wraz z gniewnym wyrazem twarzy oraz prędkością, z jaką przebiegła przez główną salę sprawiły, że trudno było dokładnie skupić się na rysach jej twarzy.

Nie sposób było zatrzymać tej machiny. Trzask drzwi szybko uzupełniony został wrzaskami, z których niewiele dało się zrozumieć tu, na parterze. Nie można było się dziwić – Ajen wrócił do Wolenvain wczorajszego wieczoru i zamiast ruszyć na spotkanie z żoną, wyspał się, nachlał i pochędożył w łaźniach. Serce osamotnionej na całe tygodnie kobiety musiało stwardnieć do tego stopnia, że nie współczuła swemu mężowi ani trochę – niezależnie od tego, ilu kompanów oraz krewnych stracił. Nie obchodziło jej też to, że w pobliskim pokoju przebywali umierający ludzie – Sietna i Brigord. Musiała powiedzieć, a raczej wykrzyczeć, swoje.

Kłótnia trwała długo, choć niewiele było w niej udziału męskiego głosu. Ajen nie wydawał się zbyt porywczy, a teraz z pewnością był jeszcze zmęczony pijatyką. Sam zresztą czuł, że źle zrobił i zasłużył sobie na to wszystko. Wyglądało na to, że nie stanowią z żoną zwyczajnej pary, w której za takie ekscesy kobieta dostałaby po prostu w twarz. Z drugiej strony – mało która szlachecka żona pozwoliłaby swojemu mężowi mieszać się w organizację taką jak Patrioci.

Wkrótce małżeństwo chyba się jakoś dogadało, bo odgłosy rodem z Czeluści umilkły. Mimo tego wracająca na parter kobieta nie wyglądała na udobruchaną, w pośpiechu opuszczając kamienicę. Nie wydawało się, że bywała tu często – jej ruchy nie były pewne, a mina wyrażała raczej obrzydzenie niźli akceptację. Wyszła stąd tak szybko, jak weszła.


Wieczorem, gdy Patrioci odpoczęli już nieco po łaziebnych wojażach, Ajen przyszedł do nich, nie komentując sprawy. Poprosił do siebie Drasima i Anante. Mogło to nieco dziwić, ale po głębszym zastanowieniu jego decyzja wydawała się racjonalna. W końcu w ogóle ich nie znał, a oboje byli dość specyficzni. Drasim był medykiem, który utrzymywał, że mógłby zajrzeć do Brigorda, a Anante wyglądała jak nie z tego Spektrum. Oczywistym było, że to najpierw z nimi chciałby pogadać. Omival wydawał się mniej niepewny, chociaż sądząc po wtopionych w jego ciało kryształach, które bez większego wstydu pokazywał w łaźni, też nie był całkiem normalny. Takie dzikie karty mogły się w Patriotach przydać, ale trudno było im zaufać, szczególnie bez znajomości. Dlatego ważna była rozmowa.

Pokój Ajena oświetlało światło zachodzącego słońca przesączające się przez szybę z rogu. Widoczne było tutaj wąskie łóżko, spory kufer i kilka zydli, a także grubo ciosany stołek z glinianym dzbanem i takimż kubkiem. Widać było, że Ajen nie mieszka tutaj na co dzień – brakowało tu wielu przedmiotów codziennego użytku. Być może kwatera ta służyła mu wyłącznie jako miejsce ucieczki przed żoną i lecznica na kaca.

Obrazek
Ajen Firaar

Sam kapitan stanął na tle światła, nie siadając i krzyżując ręce na piersi. Miał na sobie sfatygowaną, ale czystą przeszywanicę w brudnoczerwonym kolorze pikowaną w kwadraty szerokie na dwa kciuki, ze stalowym, lewym naramiennikiem o kunsztownym grawerze. Sięgała mu prawie do kolan, gdzie zaczynały się nakolenniki połączone z nagolennikami i stalowymi trzewikami. Pas mieczowy ze srebrnymi blaszkami przesunął tak, że broń obijała mu się o lędźwie. Widać było, obciążony jest także sztyletem, znacznie lepiej teraz dostępnym. U drugiego pasa pyszniła się pokaźna sakwa. Zaczesane do tyłu, dobrze wypielęgnowane w łaźni włosy i zmrużone oczy w połączeniu z posępną miną i strojem Ajena nadawały jego postaci dość uroczysty, poważny wygląd. Skończył się bowiem czas ucztowania, a nadszedł czas pracy – postawa pana Firaara zdradzała gotowość do działania.

– No dobra… – zaczął kulawo Ajen, zaraz po tym zwracając się po kolei do Drasima i Anante. – Powiedz mi, jak możesz pomóc Brigordowi. A ty, co za demon wpadł w reformy twojej matki.

Awatar użytkownika
Anante
Posty: 187
Rejestracja: 30 gru 2013, 10:08
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46352#46352

Re: Kamienica Patriotów

31 lip 2017, 09:38

Zmęczenie, niczym nieproszony gość zakradło się w serca Patriotów, nie oszczędzając sobą nawet rudej półdemonicy. Nieodłączny kompan każdej zabawy, gdy alkohol zaczynał wietrzeć z głowy, a wspomnienie niedawnych harców przeradzało się w ból mięśni i ćmiące otępienie. Nie znaczyło to bynajmniej, że zniknęło gdzieś samozadowolenie, czy dobry humor, wręcz przeciwnie. Była to po prostu naturalna kolej rzeczy.

Na pewno też nie rozmyślała w tej chwili o ważkich sprawach; nie znała dobrze struktury organizacji, do której należała, a kolejne nazwiska i imiona niewiele jej jeszcze mówiły. Wszystkiego słuchała tak w zasadzie jednym uchem, bez żadnego konkretnego celu błądząc myślami. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość mieszały się w nich swobodnie ze sobą, przeplatając w niemalże hipnotycznym tańcu. Marzenia, sny i wspomnienia; momentami ciężko jej było odróżnić je od siebie. Czasem rozglądała się wokół siebie, próbując dostrzec znajome miejsca. Wiele lat temu mieszkała tutaj przez jakiś czas. Znała to miasto i nawet najciemniejsze zakamarki, które skrywało, a przynajmniej tak kiedyś sądziła. Teraz... czuła się jakby znalazła się w zupełnie innym miejscu. Nawet dawniej stałe punkty nie wydawały się jej już takie same. Jakby po wszystkim co przeżyła, coś się w niej zmieniło. Może dorosło, albo... do reszty mi odbiło. Anante westchnęła cicho, potrząsając głową, kiedy jej oczy zmieniły kolor z mglistej szarości, na matowy błękit.

Po powrocie do kamienicy nie przejmowała się za bardzo innymi. Przez długie lata swojego życia nauczyła się doceniać chwile nieskrępowanego niepokojem wytchnienia i teraz nawet nie myślała tracić jednej z nich. Przez to właśnie z cieniem zainteresowania obserwowała szturm czarnowłosej damy, którego nie powstydziłby się niejeden oddział kawalerii. Pełne werwy kroki, wściekłość i gorycz wypisana na twarzy; wychodziło na to, że jej aktualnego zleceniodawcy nie czekał spokojny wieczór. Wciąż, kłótnie małżeńskie były ostatnim na co miała ochotę, zresztą właśnie przez to nawet nie myślę się ustatkować. Szpiczaste i niezbyt ludzkie kiełki błysnęły w kącikach jej ust, kiedy uśmiechnęła się ciut złośliwie narzucając sobie kamizelkę na oczy.

Tak czy tak, awantura ciągnęła się jeszcze dłuższą chwilę, nie pozwalając jej zasnąć. Leżała wiec tylko, wsłuchując się dwa, czy w zasadzie jeden głos. Ajen Firaar nie wydawał się jej pantoflarzem, a wręcz sprawiał dokładnie przeciwne wrażenie. Z drugiej strony dobrze było wiedzieć, że w jakimś stopniu szanuje swoją żonę i nie ucieka się do przemocy wobec niej. Pytanie tylko czy przekładało się to na relacje z innymi kobietami? Szczególnie podobnymi do Anante. W końcu... przekonam się w swoim czasie. Westchnęła cicho, przewracając się na bok. Okazja miała nadejść szybciej, niż się spodziewała.

Nie zdziwiła się też specjalnie, kiedy mężczyzna wezwał ją do siebie wraz z Drasimem. Bądź co bądź nie wyglądała jak "normalny" człowiek, a na pewno nie zwykła kobieta i bogowie jedni wiedzieli co za nią stało. Idąc w stronę ajenowych komnat rzuciła jeszcze przelotne spojrzenie na wężookiego medyka. Wcześniej zdawał się bardziej niż nieswój; zmizerowany i wymęczony, przypominał cień człowieka, którego poznała na początku wyprawy. Teraz jednak... chyba jest trochę lepiej. Nie wiedzieć czemu poczuła cień ulgi na tą myśl. Nie znali się za dobrze, jednak to co razem przeszli sprawiało, że przynajmniej w jej wypadku narodził się cień emocjonalnej więzi.

Pokój nie wywarł na niej szczególnego wrażenia; ot izba jak każda inna. Prosta, niemal pustelnicza nuta dawała tylko do myślenia na temat tego jak często mężczyzna zeń korzystał, czy raczej w jakich okolicznościach. Teraz jednak nie miało to najmniejszego znaczenia, kiedy sam kapitan dużo pewniej przyciągał do siebie jej wzrok. Jego ubiór niczym nie odbiegał od tego, co znała ze swojej przeszłości; prosty strój wojownika, którego stać było na zapewnienie sobie porządnego sprzętu. Niemłoda, okryta pierwszymi zmarszczkami twarz i siwiejące włosy przydawały mu tylko powagi, choć co zabawne, w tym pomieszczeniu najpewniej to Anante była najstarszą osobą. Mimo wszystko jednak uległa atmosferze pomieszczenia, prostując się nieco i podpierając dłoń na rękojeści miecza, z którym znów się nie rozstawała. Była gotowa do działania.

Tym bardziej więc nie zaskoczyło jej pytanie mężczyzny, przywołując tylko cień uśmiechu na drobne usta. Nawet nie wiedział jak bliski był prawdy, chociaż... nie ma sensu odkrywać niepotrzebnie kart; starczy że dowie się tyle, ile trzeba. Rzuciła jeszcze krótkie spostrzeżenie Drasimowi i jeśli ten się nie odezwał podjęła rozmowę.

-Czy demon nie wiem, na pewno niektórzy mogli tak o nim mówić.-Słowa gładko i spokojnie spłynęły z jej ust melodyjnym tonem.-Mój ojciec był najemnikiem i nie znałam go za dobrze. Mimo to poszłam w jego ślady.-Wzruszyła lekko ramionami, przechylając delikatnie głowę. Cały czas przyglądała się swojemu rozmówcy, badając jego reakcję. Nie kłamała; po prostu nie mówiła całej prawdy.-Jeśli pytacie Panie skąd pochodzę, to urodziłam się w Autonomii. Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego tak wyglądam...-Nieco bezradnie rozłożyła ręce.-Na to nie potrafię wam jasno odpowiedzieć; nigdy zresztą szczególnie mnie to nie interesowało. Za to chyba co dla was, Panie ważniejsze mogę powiedzieć co potrafię i mogę zaoferować.-Odetchnęła cicho, starając się poukładać własne myśli.-Najlepiej czuję się w walce; potrafię władać mieczem i... Posiadam inne, szczególne zdolności, którymi mogę wesprzeć swoich kompanów. Poza tym umiem czytać, pisać i przez jakiś czas dowodziłam niewielkim oddziałem.

Jakkolwiek wydawało się to nierealne, patrząc na nią, dziewczyna nie żartowała. Po prostu stwierdzała kolejne fakty, z zupełnie opanowaną miną, niczego nie zabarwiając, ani celowo nie pomijając. Starała się brzmieć jak ktoś kompetentny, a przy tym konkretny; szanujący swojego rozmówcę i jego czas, nawet jeśli brakowało jej szlacheckich manier. Do tego sposób w jaki mówiła; w jaki na niego patrzyła i jaki się zwracała bardziej zdawał się pasować do tego, czego można było spodziewać się po mężczyźnie, niż kobiecie, przynajmniej w miejscu i czasach których żyli. Tym trudniej więc było nie brać jej na poważnie.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 522
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

Re: Kamienica Patriotów

31 lip 2017, 18:32

Spotkanie z gburowatym Biwekirem nie należało do przyjemnych, ale nie było to zaskoczenie dla Drasima. Większość szlachty już taka była, co wiedział z opowieści matki. Mężczyzna odebrał swoje rzeczy w znacznie lepszym stanie niż je zostawił i z zadowoleniem stwierdził, że torba nie była ruszana, a w środku dalej znajdowała się smoczyca. Medyk uspokoił ją kilkoma słowami przekazanymi telepatycznie i ruszył za resztą. Szybko jednak się odłączył od grupy, nie mówiąc nic nikomu, udając się wgłąb parku. O tej porze było tutaj spokojnie i cicho. Drasim trzy razy upewnił się, że nikogo nie ma w pobliżu i otworzył swoją torbę, wypuszczając zielonołuską. Popatrzył jej głęboko w oczy i łagodnie przekazał, że powinna odlecieć stąd i trzymać się daleko od ludzi. Wytłumaczył, w którym kierunku ma się udać, choć pewien był, że sama najlepiej odnajdzie przeznaczenie. Drasim nie wiedział czy zrozumiała wszystko, ale więcej nic nie mógł zrobić. Miasto nie było miejscem dla małych smoków. Roia posłusznie odleciała w mrok nocy, a uzdrowiciel podążał za nią jeszcze wzrokiem jakiś czas i skierował się w końcu w stronę kamienicy.
Drasim zobaczył jak do budynku dobija się jakaś kobieta. Nie burzyła się długo, sama otworzyła sobie drzwi i wparowała do środka niczym burza. Medyk swoim tempem doszedł do kamienicy i wszedł. Usłyszał kobiecy gniew i stwierdził, że położy się na jednym z wolnych łóżek. Uśmiechnął się pod nosem, słysząc kłótnie i zasnął, gdy kobieta wyszła. Nic mu się nie śniło, a normalny, spokojny sen okazał się zbawienny dla jego organizmu. Później został poproszony na pogawędkę z Ajenem i ochoczo na nią się udał. Bezczynność trochę zaczynała męczyć półczłowieka.

Gabinet kapitana był prosto urządzony i brakowało w nim pewnych rzeczy codziennego użytku, co zresztą wcale nie dziwiło. Drasim spokojnie wysłuchał Ajena i pozwolił swojej towarzyszce udzielić wpierw odpowiedzi. Zyskał tym samym czas na zastanowienie się nad własną. Medyk spojrzał kapitanu w oczy, gdy Anante skończyła mówić i wziął głęboki oddech.

- Zaskoczony jestem panie, że nie interesuje cię również moje pochodzenie. - Zaczął Drasim. - Ale na to narzekać nie powinienem i nie zamierzam. - Mówił uzdrowiciel, wiercąc spojrzeniem Ajena. - Nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie. Nie widziałem Brigorda, jego ran, nie mam pojęcia w jakim stanie się znajduje. Mogę tylko powiedzieć, że użyję wszystkich dostępnych mi środków, żeby uratować jego życie. - Wyjaśnił uzdrowiciel. - Oprócz umiejętności, które nabyłem przez lata mojego życie, dostaję też czasem pomoc od bogów. - Rzekł nieco tajemniczo Drasim, mając nadzieję, że ta odpowiedź wystarczy Ajenowi. Po ostatnich słowach spuścił wzrok z kapitana i czekał na jego reakcję. Medyk nie mógł oczywiście powiedzieć wprost o swoim darze, zresztą niekoniecznie nawet mijał się z prawdą.

Awatar użytkownika
Omival
Posty: 73
Rejestracja: 27 gru 2013, 22:00
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 43348566
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2832

Re: Kamienica Patriotów

02 sie 2017, 19:06

Wiele wyzwań Omival miał już za sobą, a teraz czekało go kolejne – marsz do Kamiennicy Patriotów. Wydawać by się mogło, że to błaha sprawa, jednak kiedy to półprzytomny mózg robi sobie żarty z nóg, taka podróż okazać się może nie do przebycia. Chwiejny był jego krok i gdyby nie pomocne ramię równie wstawionego towarzysza, tylko kwestią czasu byłoby osiągnie poziom bruku. Prosta ścieżka sprawiała wrażenie porywistej, meandrującej rzeki, której nurt znosił Omivala i Litkora, a to do lewego, a to do prawego brzegu. Choć nie zdążyli się nawet poznać, w ciszy, nieco z tyłu kolumny wlekli się jeden mąż do kwatery Patriotów, tym samym wtaczając się za jej próg jako ostatni. Oczy Litkora odmawiały posłuszeństwa, jedynie na chwilę zdołał podnieść powieki, aby zlokalizować najbliższe łóżko. Bez namysłu ruszył w jego kierunku, ciągnąc wciąż przyległego do siebie maga wody. I tak legli brodacze na łoże... Duże i wygodne... Niestety już zajęte... Przez Aerndala, który momentalnie zasnął, zresztą tak samo jak Omival i jego nowy ziomek – bez żadnej krępacji.

Tego popołudnia wydarzyło się jeszcze wiele, jednak na razie nic nie było w stanie wybić Omivala ze snu.

– Nie każdy może tknąć mych klejnotów – mówił ciepłym i filuternym głosem, pucując swoje precjoza. – Trzeba na to zasłużyć – uśmiechnął się lubieżnie. – Jednak dla ciebie mogę zrobić wyjątek, przybliż się proszę... – Nie trzeba było długo czekać, by rozpalone ciało Omivala znalazło się w namiętnych objęciach. – Właśnie tak... – dodał i magia chwili prysła.

Donośne trzaśnięcie rozległo się po kamiennicy wyciągając maga wody z krainy fantazji, która to pozostawiła po sobie jedynie twardy wzgórek w górnej części jego skórzanych spodni. Miał tylko nadzieję, że nikt tego nie zauważył, a co gorsza nie poczuł. Otwarcie oczu wpędziło go w niemałe zakłopotanie. Leżał bowiem na krawędzi łóżka, na którym wciąż spało dwóch mężczyzn, z czego jeden był niemal w niego wtulony. Co istotne – Omival nie do końca pamiętał jak się tu w ogóle znalazł. Pamiętał wyjście z łaźni i spoczywające obok niego twarze, jednak do kogo należały były nie lada zagadką, a łupanie w przepitej głowie wcale mu nie pomagało w jej rozwiązaniu. Ilość wypitych wcześniej trunków trochę go przerosła. Mimo snu czuł się fatalnie i chociaż rozum wrócił na swoje miejsce, to ciało potrzebowało jeszcze odpoczynku, dlatego przeniósł się tylko z i tak przeludnionego legowiska na podłogę.

Wieczorem, gdy Patrioci zaczęli się podnosić, również Omival zwlókł się z podłogi i z grymasem na twarzy szukał chociaż odrobiny wody, którą znalazł dopiero w kuchni. Ugasiwszy pragnienie przysiadł w sieni, do której wszedł po chwili Ajen, prosząc do siebie Drasima i Anante, bez konkretnego powodu. Początkowo nie zwróciło to większej uwagi Omivala, jednak kiedy dostrzegł, że w pomieszczeniu brakuje również Darriana, nieco go zastanowiło, dlaczego jako jedyny ze zwiadowców został pominięty. Ciekawość wygrała i kiedy tylko wezwani Patrioci ruszyli za Firaarem, sam odczekał krótki moment i mimo przytłaczającego samopoczucia pomknął po schodach pod komnatę kapitana, mając nadzieję, że czegoś się dowie.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 522
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

Re: Kamienica Patriotów

28 sty 2018, 21:07

Ciężko było wyczytać z twarzy kapitana jakiekolwiek emocje, gdy dwoje osobników odpowiedziało na jego pytania. Drasim spodziewał się podobnej odpowiedzi po Anante, która również wiele nie wyjaśniała. Oboje znaleźli się tutaj z jakiegoś konkretnego powodu i opowiadanie o swoich korzeniach mijało się z celem.

Mętne wyjaśnienia uzdrowiciela najwyraźniej niezbyt usatysfakcjonowały Ajena, który przez dłuższy czas wydawał się nieobecny. Zdradzał oznaki zdenerwowania bądź zmieszania, ręce niespokojnie błądziły czasem po biurku i wyraźnie zdawał się wahać przed jakąkolwiek odpowiedzią. W końcu jednak się odezwał, a jego głos był pewny i stanowczy.

- Zgoda. Chyba bardziej nie możesz zaszkodzić, a dowiodłeś już swej przydatności. Lustro nie wybrał cię bez powodu – odpowiedział Ajen, wzdychając cicho na koniec. - Patrioci są wdzięczni za waszą pomoc. I będą wdzięczni jeśli zabawicie tutaj dłużej – dodał, co można było zrozumieć jako jego akceptację. Kapitan i tak zamierzał ich przyjąć, rekrutów nie zgłaszało się zbyt wielu, a ponadto niedawna bitwa poważnie przetrzebiła szeregi Patriotów. Poza tym tych dwoje udowodniło swoją wartość.

- Dobrze więc, zobaczmy co możesz zrobić dla pana Berkwista – rzekł Ajen i wstał. Nie zamierzał zwlekać skoro już podjął odpowiednią decyzję. Doskonale rozumiał, że liczy się każda godzina. Im szybciej dowódca Patriotów dostanie pomoc i wróci do pełnej sprawności, tym lepiej.

Kapitan grzecznie wyprowadził wszystkich z gabinetu, polecając Anante, żeby zaczekała w głównej izbie. Po drodze natknęli się na Omivala, któremu Ajen rzucił zaciekawione spojrzenie, a na jego twarzy pojawił się zagadkowy uśmiech. Kapitan poprowadził uzdrowiciela do komnaty, w której leżał Berkwist.

Po wejściu do pomieszczenia Drasima uderzył w nozdrza dobrze znany mu zapach życia i śmierci. Nie zrobiło to na nim większego wrażenia, zaczął rozglądać się po pokoju, szukając wzrokiem Berkwista. Jego wzrok przemknął po ziołach, fiolkach i innych instrumentach, które tutaj się znajdowały. Dołożono zapewne wszystkich starań, żeby wąsaty mężczyzna, położony na zdobnym łóżku przeżył jak najdłużej. Ajen wyprosił łysiejącego mistrza i czeladnika. Na początku wydawało się, że będą protestować, ale najwyraźniej zwątpili i szybko opuścili pomieszczenie.

Drasim bez słowa podszedł do Brigorda i odkrył koce, którymi ranny był zakryty. Przygryzł mocno wargę, gdy zobaczył brzuch mężczyzny i zaczął się zastanawiać się czy jest sens w ogóle zaczynać robić tutaj cokolwiek. Uzdrowiciel powiedział jednak Ajenowi, że dołoży wszelkich starań i tak zamierzał uczynić.

- Zostaw mnie z nim samym. Nie pozwól też, żeby ktokolwiek wszedł tutaj, aż do rana – rzekł wężooki – wszystko rozstrzygnie się tej nocy. - Drasim uklęknął przy łożu Brigorda, wiedząc, że kapitan Patriotów wykona polecenie, nawet jeśli mu ono nie za bardzo pasowało. Ajen widział niejedną ranę bitewną i musiał mieć świadomość, że to wszystko wygląda po prostu źle.

Po zamknięciu drzwi, uzdrowiciel położył delikatnie dłoń na ramieniu Berkwista i zamknął oczy. Konwencjonalne metody zostały wyczerpane, nie zamierzał kroić Brigorda, więc sięgnął po magię. Dłuższy czas się koncentrował, aż w końcu rzucił zaklęcie Rozpoznania. Cały proces przeprowadził powoli, sterując precyzyjnie mocą. Musiał dokładnie wiedzieć co w ciele dowódcy Patriotów jest do naprawy. Nie zdziwiłby się, gdyby czegoś potrzebnego brakowało, ale miał nadzieję, że wszystko jest mniej więcej na właściwym miejscu.

Po dokładnym zbadaniu problemów, Drasim mógł przejść do działania. W tym przypadku będzie musiał zrobić jednak coś więcej, niż zwykle czynił przy użyciu swojej sztuki. Uzdrowiciel zaczął od naprawy rzeczy, które były mu znajome, ale stanowiły zagrożenie dla życia i zdrowia Brigorda. Zielonooki sięgnął po magię i ostrożnie nią manipulując, wysłał wgłąb ciała pacjenta. Zachowując maksymalne skupienie, bardzo powoli rozpoczął regenerację uszkodzonych tkanek, korzystając wyłącznie z własnych zasobów energii. Po naprawie jednej rzecz robił krótką przerwę i przechodził do następnej. Musiał rozłożyć swoją pracę na kilka etapów, nie chcąc wszystkiego robić za jednym zamachem.

Nie miał pojęcia jak długo jest przy Berkwiście. Drasim raz prawie stracił przytomność, gdy źle wymierzył zużycie mocy i musiał dłuższy czas odpocząć. Coraz gorzej szło mu zachowanie skupienia, co jeszcze bardziej spowalniało proces leczenia, gdyż nie chciał popełnić żadnego błędu. Zbyt dużo już wysiłku włożył w zachowanie tego człowieka przy życiu. Skończył, gdy uznał, że stan Brigorda nieco się poprawił, a jego szanse wzrosły. Uzdrowiciel rzucił jeszcze raz na koniec czar Rozpoznania, żeby upewnić się, że ranny ma się lepiej niż przed zabiegiem. Drasima bolały wszystkie kości, nie czuł też, że byłby w stanie wstać w tym momencie, więc oparł się plecami o łóżko głowy Patriotów i zasnął.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

MG‐post: Backyard Ritual

17 paź 2018, 04:35

MG

Jedno było pewne – pan Ajen Firaar nie był człowiekiem szczególnie wylewnym, ale przy całym swoim profesjonalizmie nie mógł zapomnieć o tym, jak ważne są relacje w grupie najemników. Patrioci natomiast taką grupę stanowili. Profil ich działalności był oczywiście zgoła odmienny od innych tego typu band, jednak struktury były podobne. Jego ludzie musieli dobrze się ze sobą dogadywać, a on musiał mieć co do nich pewność. Dlatego też zaprosił ich do łaźni po tym, jak wrócili wreszcie znad Lwiego Brodu. I dlatego wziął Anante i Drasima na spytki.

Żaden z nowych rekrutów nie mógł liczyć na przydzielenie odpowiedzialnego zadania, jeśli nie dowiedzie uprzednio swojej wartości. I chociaż to, co przeżyli z Lustrem, powinno być wystarczającym potwierdzeniem ich zdolności, Ajena przy tym nie było. No i zarówno Anante jak i Drasim zdecydowanie nie byli przeciętni.

Ona – z niesamowitymi, rudymi włosami i zmieniającymi kolory oczami, on – z wąskimi szparkami źrenic, utrzymujący, że zna się na leczeniu, choć nie nosił narzędzi chirurga. Para zwróciła uwagę Firaara, a on musiał upewnić się co do ich intencji. W intymnej atmosferze jego pokoju rozwiązały się języki. Padły szczere, nieobliczone na poklask słowa. W łaźniach wszyscy mówili, co im ślina na język przyniosła. Cieszyli się, że żyją. I taki był cel. Teraz jednak trzeba było przekonać przełożonego co do czystych zamiarów.

Odpowiedź Anante najwyraźniej w jakiś zadowoliła Ajena, który – nawet jeśli był ciekawy, o jakich umiejętnościach mówiła – nie drążył tematu. W zasadzie to odetchnął z ulgą, z pewnością rad, że spełnił swój obowiązek. Nie pierwsza i nie ostatnia osoba reagowała napięciem na obecność Anante, podchodząc do niej z ostrożnością i nie wiedząc, czego dokładnie się spodziewać. Rozmowa z rudą musiała być dla Ajena stresująca.

– Dobrze. Lustro ci ufa, a ja ufam jemu. Mam nadzieję, że użyjesz swojego miecza w słusznej sprawie. Pokaż, na co cię stać, to szybko awansujesz – powiedział dość ogólnie Ajen, dając jednak do zrozumienia, że nawet na wykazanie się w dowodzeniu jest tutaj szansa. Patrioci z pewnością mogli skorzystać z całego doświadczenia i wszystkich umiejętności Anante, jednak nie od razu.

Słowa Drasima szlachcic przyjął z równą stoickością, nie okazując po sobie, że oto kolejna osoba opowiada mu – wprawdzie niebezpośrednio, ale zawsze – o tym, że używa magii. Stojąc tak wysoko w szeregach Patriotów z pewnością był przygotowany na wszystko. Kompania przyjmowała każdego, nawet dziwadła i odszczepieńców, byle byli użyteczni dla jej sprawy. Taka była polityka Patriotów i póki co zdawała się sprawdzać. Zadania, których się podejmowali, wymagały odpowiedniego podejścia, a tego mogło brakować zwyczajnym najemnikom, nawet tym najbieglejszym.

Reakcja Ajena przyszła dopiero po chwili. Zdradził, że się waha, myśli o czymś intensywnie, bije się z myślami. Wszystko to było czytelne w jego ruchach – Drasim dostrzegał to wyraźnie. Wreszcie zwyciężyła pragmatyczność. Chcąc ocalić przywódcę Patriotów, pana Brigorda Berkwista, musiał postawić na niekonwencjonalne środki. Najlepsi chirurdzy w Wolenvain już odwiedzili rannego. I nie wróżyli mu długiego życia. Przyszedł zatem czas Drasima.

Ponownie powołując się na osobę Lustra i wiarę w jego zdolność do oceniania osób, Ajen zaprosił Drasima za sobą, do pokoju rannych. Anante serdecznie podziękował i skierował z powrotem na parter. Nie spodziewał się tego strzyżący uszami na korytarzu Omival, którego na szczęście nie spotkała żadna reprymenda. Mimo wszystko najlepiej byłoby dla niego, gdyby poszedł z Anante do głównej sali.

Ajen z pewnym wahaniem zamknął za sobą drzwi komnat Brigorda, zostawiając medyka sam na sam z umierającymi Patriotami. Leżącą wśród szmat na podłodze kobietę Drasim zmuszony był zignorować. Liczył się wyłącznie Brigord Berkwist, którego śmierć byłaby znacznie bardziej dotkliwa dla świata.

Magiczne sondowanie jamy brzusznej przywódcy Patriotów ukazało obraz jak po pożarze. Pomocy potrzebowały rozległe obszary, jakby ktoś wraził włócznię we flaki mężczyzny i dobrze nią potrząsnął – być może nawet tak było. Znając jednak konwencjonalne metody leczenia Drasim wiedział, że zadziałali lokalni mistrzowie chirurgii, wycinając zainfekowane i szkodliwe tkanki.

Jeśli ich kunszt był rzeczywiście tak godny podziwu, jak utrzymywano, wewnątrz Brigorda nie powinno już znajdować się gnijące mięso. Przy mniej rozległych ranach takie działanie oznaczałoby, że wystarczy poczekać, aż chory w naturalny sposób się zregeneruje. W tym przypadku nie można było na to liczyć – chirurdzy zrobili wszystko, co mogli, jednak śmierć już czekała na Brigorda. Raną zajęto się po prostu zbyt późno i aż podziw brał, że mężczyzna przeżył tak długo.

Sytuacja nie była idealna dla Drasima, ponieważ najczęściej zajmował się on leczeniem jasno zdefiniowanych ran. Znacznie łatwiej było mu działać zaraz po ich zadaniu, rozpoczynając proces od tkanek położonych głębiej i kończąc na skórze, praktycznie niwelując całe obrażenia. Tutaj wszystko było już pozszywane, zasklepione, a nadto potraktowane narzędziami chirurgicznymi.

Koncentrując jednak swoją wolę na przyspieszeniu regeneracji wewnętrznych obrażeń, Drasim był w stanie dopiąć swego. Kosztowało go to jednak znacznie więcej energii, niż podejrzewał. Rzadko zajmował się aż tak fatalnymi ranami, rzadko też pracował na rannych, których już ktoś pozszywał. W pewnym momencie poczuł już, że nie da dłużej rady. Musiał przerwać dla swojego dobra. Wiedział, że stan Brigorda znacząco się poprawił, ale nie mógł zagwarantować, że powstrzymał śmierć. Równie dobrze mógł ją tylko odsunąć w czasie. Z tak niewesołymi myślami zasnął tam, gdzie usiadł.


Cały proces trwał do późnej nocy. Wieczór zleciał Patriotom szybko. Większość z nich zwlekła się z łóżek wieczorem, zmęczona łaziebnymi wojażami oraz intensywnymi dniami poprzednimi. Od czasu masakry nad Lwim Brodem nie mieli czasu porządnie się wyspać. Teraz wszyscy byli nadal nieco zardzewiali, ale przynajmniej czyści i w dość dobrych humorach. Cienkie piwo lało się strumieniami, skutecznie lecząc kaca. Omival wody nie znalazł – byłoby to dziwne, zważywszy na to, że niemalże nikt jej tutaj nie pił.

W Wolenvain nawet picie ze studni owocowało ostrą biegunką, a o jakości wody z rzeki Iqui szkoda było w ogóle gadać. Fekalia i garbarskie trucizny spływały doń z niezliczonych miast leżących nie tylko nad samą rzeką, ale także nad połączonym z nią jeziorem Iqua oraz dopływami. Iqua była potężną arterią wodną, ale z racji, że była końcowym odcinkiem całego biegnącego przez cały kraj cieku, była też najbardziej zanieczyszczona. Wodę to pili może w Minaloit, bliżej górskich źródeł, ale na pewno nie tutaj.

Wracająca wraz z Omivalem do głównej sali Anante zebrała zaciekawione spojrzenia. Włócznik Aerndal, obandażowany Butalt i zarośnięty Litkor chcieli wiedzieć, czego też Ajen chciał od niej oraz Drasima oraz gdzie jest ten ostatni. Anante oczywiście nie musiała się im spowiadać, ale sądząc z reakcji najemników również wśród nich wzbudzała ciekawość. W zasadzie nie było takiego, który nie zawieszałby wzroku na jej ciele, mimowolnie konsumując samczym wzrokiem jej wspaniałą figurę.

Pikanterii sprawie dodawał fakt, że dziewczyna zdecydowanie nie wydawała się zwyczajna – jej wygląd od razu budził skojarzenia z demonami, a stąd nietrudno było przejść do sukubów. Ponadto Patrioci nadal pamiętali, jak niedyskretnie zabawiała się Anante ze służebnymi w łaźni.

Lubieżne spojrzenia były zatem w pewnym sensie uzasadnione, a Anante z pewnością była do nich przyzwyczajona – żyła już wszak dość długo i chociaż takie zachowanie od strony mężczyzn nie było zazwyczaj przyjemne, nie mogła z nim walczyć. W wielu przypadkach nauczyła się je wręcz wykorzystywać na swoją korzyść. Mimo wszystko Patrioci pozostawali dość nieśmiali w jej obecności, swoimi pytaniami zyskując pewien pretekst do przełamania lodów.

Omival podsłuchał wszystko, co działo się w komnatach Ajena, więc też mógł wszystko opowiedzieć, ale uprzejmość nakazywała przekazać pierwszeństwo Anante. Gdyby tego nie zrobiła, najemnicy zaczęliby męczyć Omivala. Nie co dzień nowi rekruci wzywani są do komnat kapitana, szczególnie po pierwszym dniu, gdy nie zdążyli jeszcze niczego zepsuć. Musiało chodzić o coś więcej.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 522
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

Re: Kamienica Patriotów

22 paź 2018, 19:18

Zadanie przerastało możliwości uzdrowiciela i miał on tego pełną świadomość. Do tej pory zazwyczaj zajmował się świeżymi ranami, mogąc stopniowo zasklepiać poszczególne warstwy i próbować naprawiać na bieżąco wszystko. Teraz miał przed sobą dobrze wykonaną robotę chirurgów, którzy niewątpliwie przyczynili się do tego, że przywódca Patriotów żyje, choć sporą zasługą tego była też ogromna wola życia samego Berkwista.

Drasim zrobił wszystko co było w jego mocy i zasnął jak zabity. Nie było czasu na eksperymenty, nowe rozwiązania, myślenie. W dodatku nie doszedł jeszcze do siebie po pobycie w Lesie Wisielców i wędrówce. Uzdrowiciel zrobił co mógł, doprowadzając się ponownie na skraj sił.

Wiedział, że śnił, choć wszystko dookoła było tak bogate w detale, że mógłby przysiąc jakby były to jego wspomnienia z dawnych lat. Nie mogło tak jednak być przecież, nigdy nie brał udziału w uczcie, a tymczasem znajdował się w sporej sali, siedząc po lewej stronie jakiegoś szlachcica. Mężczyzna wstał ze swojego miejsca i unosząc kieliszek, oznajmił, że Drasim jest w ciąży. Nie mogła to być jednak prawda, cyrulik doskonale wiedział co ma między nogami i bynajmniej nie służyło to do rodzenia dzieci. Drasim chciał obrócić głowę, ale nie mógł tego zrobić, biernie jedynie obserwował wydarzenia w sali. Ludzie wznieśli toast, a on poczuł jak kąciki jego ust wykrzywiają się jedynie w lekkim uśmiechu. Wzrok jego padł na osobę siedzącą po prawej stronie szlachcica, która obdarzyła uzdrowiciela spojrzeniem pełnym nienawiści.

Po tym krótkim wydarzeniu nastąpiła seria różnych obrazów, w których Drasim zdawał się być żoną tego szlachcica z uczty. Półczłowiek doszedł dość szybko do wniosku, że przeżywa jakby nie swoje wspomnienia, ale niezależnie od tego jak bardzo chciał się obudzić, nie mógł. W pewnym momencie leciał wysoko, a jego wzrok omiatał góry, w których rozpoznał Wichrowe Szczyty. Sen nie zmienił się, Drasim dalej krążył nad górami, jakby latał dla samej przyjemności tylko. Nagle jednak poczuł silne wezwanie, które dobiegało go gdzieś z głębi Wichrowych Szczytów. Było to to samo wołanie, które usłyszał w chacie Ainodaena, tym razem było jednak silniejsze. Poczucie zagrożenia i niebezpieczeństwa ogarnęło uzdrowiciela, coś wzywało go do interwencji. Drasim pragnął odpowiedzieć na wezwanie. Czuł, że ma to związek z jego pochodzeniem, korzeniami, które były bardzo, bardzo stare. Czuł, że dawno temu coś stracił i chciał spróbować to odzyskać.

Wróć do „Dzielnica mieszkalna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot], Majestic-12 [Bot]
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1047
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Nightmare
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.