Pożarka

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Pożarka

15 paź 2016, 18:36

Jak wiele wiosek położonych w pobliżu zwanego Wichrowymi Szczytami pasma górskiego, Pożarka nie była szczególnie mocno rozwinięta. Ot, kilka sporych, chłopskich chat przy jednej, dużej drodze, każda z przyległym doń, sporym polem powstałym na wyżarzonym wieki temu lesie. Do tego kapliczka, spory dom sołtysa z chlewem, świeżo stawiany młyn wiatrowy i ze dwie stodoły. Wysunięta na milę w stronę gór wieża rycerska była o wiele bardziej istotna, stanowiąc strażnicę mającą na celu ostrzeganie przed niebezpieczeństwem. Kamienna, przysadzista budowla z dobudówką wydawała się niezwykle wiekowa, ale mimo tego potężna, ze swoimi otworami strzelniczymi pozwalającymi na rażenie łukiem, z mocnymi odrzwiami i dachem z ostrosłupa o czterech ścianach. Przybudówka raziła czerwienią nieukruszonej, nie pokrytej jeszcze zaprawą cegły.

Chociaż faktycznego zagrożenia nie widziano tutaj od lat, ludzie nadal bali się tego, co mogło zejść do nich z Wichrowych Szczytów. Plotkowano głównie o orkach, ale również innych niebezpiecznych stworach, takich jak gryfy, giganty i nawet smoki. Wobec tak wielkiego zagrożenia nawet najpotężniejsza wieża z najlepszymi wojownikami nie wydawała się odpowiednim zabezpieczeniem. Mimo tego zamieszkujący w niej rycerz, pan Beltramund Gonalor herbu Czarna Ręka, pewien był swego, mając na podorędziu pięciu dobrych ludzi. Ostatnimi czasy ich rola ograniczała się głównie do pomagania lokalnemu poborcy podatków i bałamucenia licznych córek sołtysa Pożarki, ale wszyscy znajdowali się tutaj w gotowości bojowej. Wiedząc, że w przypadku niebezpieczeństwa szybka reakcja będzie kluczowa, mieli na podorędziu trzy konie, których doglądał najmłodszy z nich, czternastoletni, niemogący liczyć na pasowanie czy zostanie giermkiem Travion, zwany pieszczotliwie Strzemionkiem.

Korzenie samej Pożarki, choć sięgające do czasów sprzed Ery Feniksa, nie były znane jej mieszkańcom. Owszem – tereny, na których leżała, znajdowały w świadomości tutejszego chłopstwa jako należące ongiś do barbarzyńców zjednoczonych na początku Autonomii przez Wolena Gryfiego Jeźdźca. Historii tej nie odnoszono jednak do teraźniejszości, częściej traktując jako legendę niż opis przeszłych wydarzeń. Nie było czemu się dziwić – ilość podań o różnym stopniu wiarygodności, którymi obrosły te wydarzenia, nie pozwalała na rozróżnienie prostemu ludowi, jaka jest prawda. Nie pomagał w tym lokalny kapłan, Angarfen, często opowiadający o przeszłości tak, by nadać jej wymiar sakralny, krzewiąc tym samym wiarę w Lorven Protektorkę Dusz. Sam miał we wiosce ogromny posłuch, idealnie trafiając w gusta, strachy i nadzieje wioskowych. To on nakłonił pana Beltramunda by od czasu do czasu wpadał do wsi, ucząc jej mężczyzn walki oraz strzelania z łuku.

Władcy tych ziem, panu Falagartowi z rodu Kawengara bardzo było to na rękę, a wynikiem wzajemnego ocieplenia relacji między mieszkańcami wsi a seniorem była zgoda na budowę młyna wiatrowego. Ta imponująca, nowoczesna budowla powstawała pod okiem dwóch mistrzów cechowych – cieśli i młynarza, oraz ich dwóch czeladników. Czeladnik młynarski miał zostać w Pożarce wraz z całą swoją rodziną, do której obowiązków należeć miało doglądanie wiatraka po wsze czasy. Wykonywana tutaj praca przygotowywała go do majstersztyku, co do którego zdania miał całkowitą pewność. Obserwując jego biegłość i starania nietrudno było w to uwierzyć. Często lubił opowiadać o czasach, gdy odbywał podróż w celu poznania różnych metod wykonywania jego fachu. Zwiedził ponoć całą Autonomię Wolenvain (w skład której wchodziło jeszcze Niezależne Księstwo Lokent), dowiadując się wiele o mechanizmach wodnych i wiatrowych. Chwalił się, że część z pomysłów wcielił w życie na skutek rozmów z Latarnikami i innymi postępowcami z południa. Nie było powodów, by oskarżać go o mówienie nieprawdy, więc Akanor, bo tak było na imię krzepkiemu czeladnikowi, szybko zyskał sobie w Pożarce wielu dobrych znajomych.

Na rozwoju wsi zyskiwał oczywiście jej sołtys, Tesor. Chociaż nie miał szlacheckich korzeni, posiadał pewne kojarzone zwykle z wyższym stanem społecznym ciągoty do wielkości. Często rozmawiał z najbardziej uczonym człowiekiem Pożarki, kapłanem Angarfenem, o różnych nieinteresujących większości chłopów sprawach. Swego najstarszego syna – a miał ich czterech – wysłał na posługę do władcy ziem, pana Falagarta, licząc zapewne na to, że podłapie nieco szlacheckiego życia, być może wykaże się w jakiś sposób i zostanie nawet pasowany. Choć jako sołtys zarabiał najwięcej ze wszystkich mieszkańców wioski, mając udziały w podatkach, jatce i – w przyszłości – młynie wiatrowym, nie był znany z rozrzutności. Nie łożył na byle co, głównie wspomagając swego syna w staraniach, zapewniając mu godny przyodziewek, pieniądze na zachcianki oraz uważnie szukając mu dobrej żony. Lubił rozpowiadać o swych licznych kontaktach z radnymi leżących nieopodal miast, tutejszymi szlachcicami oraz przedstawicielami Świątyni Światła. Niedaleko leżał zresztą klasztor mnisi, z którego sołtys załatwiał całe beczki piwa. Chociaż Pożarce brakowało karczmy, w dużym domostwie sołtysa każdy mógł czuć się dobrze, zjeść coś i się napić, zwykle odpłatnie. Co istotne, Tesor bardzo dobrze traktował kobiety. Wiele chłopskich córek pracowało u niego jako pomoc domowa, opiekunki do dzieci czy w polu i żadna nie narzekała na niegodziwe zachowanie, nieodpowiednie zarobki czy zimną strawę.

Społeczność Pożarki trzymała się razem, spajana przez mocną wiarę, ciężką pracę, klasztorne piwo i ukryty strach.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Aiar przebrany za pomocnika świątynnego;
Artlan przebrany za giermka;
czeladnik młynarski Akanor;
młody, nerwowy szlachcic;
paladyn z mocno poparzoną twarzą;
sołtys wsi Tesor.
Awatar użytkownika
Wierzba
Posty: 65
Rejestracja: 06 lut 2015, 23:14
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 4918905
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3528#53858

Re: Pożarka

26 sie 2018, 00:37

Stojąca przed chatą Wierzba nie wyglądała na ucieszoną nowym zadaniem. Właśnie skończyła przygotowywać swój ekwipunek do łażenia po lesie i przez myśli błysnęła jej chęć ucieczki do sołtysowej chaty. Odgoniła ją jednak tak szybko, jak się pojawiła. Być może pozbyła się z barków ciężaru ślepej towarzyszki, jednak słowa staruszki wciąż tkwiły jej pod czerepem sprawiając, że od czasu do czasu przez kark przebiegał zimny dreszcz.
Ta kobieta wiedziała i widziała zbyt wiele.

Kopiąc jakiś leżący na ziemi kamień ruszyła przed siebie. Czekało ją małe wyzwanie, które miało zalążki stania się czymś więcej. Wspomniała słowa tego chłopca, którego imię ją rozbawiło, a jednak wypadło jej z pamięci. Słowa, które odkopały wspomnienia o tym miejscu. Pożarka była skąpana we krwi. To nie przypadek, że tak często działy się tutaj niebezpieczne zjawiska, że ludzie szaleli, a leśne zwierzęta się wściekały ganiając za jakimś zielskiem. Potwory kryjące się za drzewami z pewnością były częścią klątwy trawiącej tę małą wioskę. Odgoniła jednak również i te myśli oczyszczając swój umysł.

Z poważną miną szukała miejsc orientacyjnych wcześniej jej wskazanych. Nie umiała tropić, jednak wracając pamięcią do sytuacji, w których ktoś to robił przy niej, ostatnio tą osobą był Drytrak, starała się sobie przypomnieć na co zwracali uwagę i wykorzystują swoje wyostrzone zmysły zważała na różne małe ślady, które mogły świadczyć o obecności wilków czy innych zwierząt.

– Żółty kwiatek z kolcami, też sobie wymyśliła – mruknęła.

Awatar użytkownika
Jagekhr
Posty: 38
Rejestracja: 23 lip 2015, 21:07
Lokalizacja postaci: Pożarka
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3530#53751

Re: Pożarka

30 sie 2018, 17:12

- Jagekhr, sługa Lorven - odpowiedział na przywitanie sołtysa krasnolud. Ktoś mógł ich wszakże słuchać - uwaga paru osób nadal była skupiona na nim, jako na osobie siedzącej na poczesnym miejscu. Nie próbował budować ani przeciągać konwersacji z sołtysem - dał mu tylko znać, enigmatycznie, że "sprawę zna". Nie miał zamiaru komukolwiek tłumaczyć swojej obecności tu - grał mistycznego, poważnego bubka, twierdzącego, że jego obecność tu jest sprawą wyłącznie pomiędzy nim, Boginią i imć Definitorem, i doskonale bawił się, odgrywając tę rolę. Widział wystarczająco napuszonych poczuciem swojej ważności błaznów, by móc udawać jednego z nich, posuwając się nawet do tego, że udawał jakieś maniery, racząc się wieprzkiem. Po skosztowaniu tutejszego piwa zupełnie nie był pod wrażeniem, co sprawiło mimochodem, że pozostał względnie trzeźwy. Kiedy nie wiedział, co powiedzieć, mógł po prostu uśmiechać się tajemniczo i pieprzyć głupoty o niezbadanej i nieskończenie mądrej woli Lorven, śmiejąc się w duchu do rozpuku i wyobrażając sobie siebie opowiadającego tę historię znajomemu kapłanowi Zeatela przy spirycie.

Mniej więcej wiedział, czego się od niego oczekuje, i nie było to trudne, trzymał się więc zadania, jakie miał do wykonania. Ze swojego miejsca widział dobrze wszystkich biesiadników, i kiedy oni go obserwowali, on także obserwował ich. Zwracał również uwagę na trójcę najemników i ewentualne sygnały, jakie mogą mu dawać, i pozostawał w roli nawet wówczas, gdy wyszedł do wychodka się odlać.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

MG-post: Bonum

30 sie 2018, 19:18

MG

Wierzba wiedziała o życiu zbyt wiele, żeby ignorować takie znaki. Jeśli wiedźma nie mogła udać się na poszukiwanie swoich ziół sama, bojąc się wilków, to niechybnie na polance z ziołami będą wilki. Prosta sprawa. Mało to słyszy się o dzielnych awanturnikach, którzy doskonale poinformowani o zakresie swojej misji po prostu szli i ją wykonywali? Bardowie wiedzą co nieco o takich pięknych historiach. Co z tego, że powszechnie uważa się je za przynajmniej lekko podkoloryzowane. Mają być wilki, to będą wilki. Prawda…?

Otóż: wilków nie było. Dojście do wskazanego przez lokalną mądrą miejsca zajęło Wierzbie chwilę czasu. Kilkukrotnie traciła przez ten czas ochotę na dalszą wędrówkę. Zaszła głęboko w las, ale wskazówki wiedźmy okazały się bardzo przydatne. Szkoda tylko, że nie poinformowała o odległości, jaką będzie trzeba przemierzyć. Ślady zwierzyny, owszem, były, ale niezbyt świeże. Łuczniczka wiedziała, że nic jej nie zagraża. Takie spacery przez dzikie knieje nie były dla niej pierwszyzną. Mimo wszystko prawdopodobnie ominęłaby właściwe miejsce, gdyby nie facet, na którego znienacka natrafiła. Z początku w ogóle jej nie zauważył, zajęty ostrożnym zbieraniem łodyg kolczastej rośliny o żółtych, drobnych kwiatkach i wkładaniem ich do parcianej torby. Ubrany był niezbyt schludnie, w cerowaną bodaj setki razy, długą zżółkłą koszulę i rozlazłe bure nogawice. Przy pasie kołysał mu się nóż i kilka sakw, a na szyi lekko połyskiwał brudny srebrnawy naszyjnik niknący pod koszulą. Splątane włosy i ogorzała twarz jegomościa zdecydowanie nie zachęcały do podjęcia przyjacielskiej rozmowy. Tym bardziej, że mężczyzna wreszcie spostrzegł nadchodzącą Wierzbę. Zląkł się, podskoczył niemal, zmroziło go na moment, po czym… zaczął uciekać prosto przez las. I chociaż jego reakcja była co najmniej dziwna, teoretycznie nie było powodów, aby go gonić. Nie zerwał wszak wszystkich kwiatów.


Pod chatą sołtysa zaciekawieni obecnością Ylzzirila chłopi przeglądali jego towary. Gorzałka bardzo ich zaciekawiła. Najwyraźniej nie była powszechna w tych stronach. Krasnolud szybko zrozumiał, że w Autonomii Wolenvain nie wszyscy zajmują się wytwarzaniem tego przedniego alkoholu, co niewątpliwie nim wstrząsnęło. I nawet nie było tak, że nie znali sposobów. Światły zwyczaj codziennego picia wódki chyba jeszcze tutaj nie dotarł. Podobno tylko najmędrsi z ludzi pozamykani w klasztorach przyrządzali destylaty, którymi raczyli się w zamkniętych murach.

Mimo nawału szokujących dlań informacji. Ylzziril nie poczuł w sobie misji krzewiciela wiedzy na temat pozytywnego wpływu mocnych alkoholi na życie. Mieli tutaj swoje piwo i wino, które wydawało się im wystarczać. Co natomiast Ylz poczuł? Możliwość dobrego zarobku. Tak zachwalał swoją gorzałkę, że chłopi poszli po bodaj najbogatszą osobę we wsi – sołtysa. Chwilę ich nie było. W międzyczasie do wozu przytoczył się porządnie odziany, starszy już nieco człek. Zawiązał pas i fachowo poklepał drewno. Zerknął do środka wozu, po czym gwizdnął cicho pod nosem. Rzemieślnik rzemieślnika pozna.

– Hakesiusz z Lasves. Mistrz ciesielski – przedstawił się nie bez dumy, wyciągając sękatą dłoń. – Młyn tu stawiam. Ale coś mi się zdaje, żeście z dalszych stron przybyli, panowie krasnoludy. Z całym inwentarzem. Narzędzia do robienia w drewnie macie? – zapytał, chcąc najwyraźniej wymienić doświadczenie.


Wewnątrz domu sołtysa Jagekhra pozostawiono przez jakiś czas samemu sobie. Sołtys w mig zrozumiał jego miejsce w całej maskaradzie, szybko ulatniając się po wymienieniu standardowych uprzejmości. Nie dał po sobie niczego poznać, a przynajmniej Jag niczego nie zauważył. Nie zauważył też, że nieco nieudolnie wciela się w rolę gorliwego wyznawcy Lorven. Mimo wszystko jego rozmówcy słuchali go z uwagą i nikt nie śmiał niczego mu zasugerować. Oczywiście utwierdziło to brodacza o jego wysokich zdolnościach aktorskich. Biesiadnicy czuli się jednak nieswojo przy krasnoludzie, nie mając na co dzień z przedstawicielami jego rasy.

Lejące się strumieniami piwo z czasem rozsupływało jednak języki, a widzący zdolności Jaga w zakresie jego konsumpcji mężczyźni pozwalali sobie na coraz więcej. Wkrótce temat przy stole zszedł na roszczenia siedzącego przy stole młodziana. Okazało się bowiem, że tyczą się one nośnych dla wszystkich spraw matrymonialnych. Pozostali biesiadnicy niby to uspokajali gniewnego szlachetkę, ostatecznie prowokując go do dalszych wyznań. Wszystkich jego sprawa nieco bawiła. Nie dlatego, że była niepoważna, ale dlatego, że perorujący młodzian był nią tak bardzo zaaferowany.

– Bo widzisz, mości krasnoludzie, narzeczoną mu uprowadzili. Prosto z domu rodzinnego. Jaja jak smocze – dodał ciszej giermek Artlan na chwilę przed tym, jak sołtysa Tesora dobiegły słuchy o krasnoludzkiej gorzałce oferowanej na zewnątrz. Przeprosił biesiadników i pospiesznie wyszedł z domu, zabierając ze sobą jednego z mnichów.

– Tak było! – jęknął młodzian kręcąc koło ucha świńskim żeberkiem. – Była jak ten płatek śniegu, nienaruszona, nieskalana, tylko prawdziwy podlec śmiałby…! – Aż się zapowietrzył, oczywiście ku uciesze gawiedzi. – Takiego czynu nie puszczę płazem! Ani mój ojciec! – zadeklarował, zbierając aprobujące zamiar, choć nieco rozbawione pomruki. Z tego, co Jagekhr wiedział, za uprowadzenie kobiety z dworu szlacheckiego – a niechybnie musiała być to tego typu kobieta – groziły dotkliwe kary. Wyglądało na to, że biedny młodzian stał się ofiarą historii miłosnej dwojga ludzi, którzy najwyraźniej nie przejmowali się konwenansami i postanowili uciec daleko stąd. Trop doprowadził go aż do Pożarki, choć nie wydawało się, że pochodzi z daleka. Zapewne udał się po pomoc do lokalnych władz wioski, chcąc uzyskać więcej możliwości i informacji.

Jagekhr znał takie sprawy – zdarzało się nawet, że jako najemnik tropił takie krnąbrne parki lub nawet całe drużyny rycerskie. Nie zawsze chciały poddać się bez walki, ale damę zawsze udawało się przyprowadzić do domu. Czasem brzemienną, co rodziło tylko dalsze komplikacje i roszczenia od strony porywacza. Sprawy miłosne szlachciurów bawiły krasnoluda, szczególnie, gdy rozgrywały się w tak dramatyczny sposób. Mimo wszystko starał się słuchać młodziana ze spokojem i udawaną wyrozumiałością, trzymając się swej roli jako bogobojnego wyznawcy Lorven. W przeciwnym razie z pewnością byłby go już wyśmiał.

Przy stole siedzieli także mieszczanie zajmujący się w Pożarce budową młyna. Czeladnik ciesielski nie uczestniczył w rozmowach, woląc gadać z młynarskim pod nieobecność jego mistrza. Cieśla natomiast nie strofował go, bo sam wolał zajmować się podglądaniem roześmianych córek sołtysa, korzystając z chmielu i wolności, jaką zapewniła mu realizacja prac poza rodzinnym miastem. Rodzina sołtysa bawiła się świetnie z rodziną czeladnika młynarskiego przy sąsiednim stole. Córki sołtysa nie pracowały tego dnia, powierzając wszystko krzepkim chłopkom zatrudnianym przez ich ojca. Młodsi, podchmieleni wieśniacy poczęli przebąkiwać powoli coś o tańcach, ale ich ojcowie pozostawali póki co nieugięci. Wydawało się, że biesiada dopiero się rozkręca, a już Jagekhr mógł mieć jej dość. Dopiero za trzecim kubkiem piwa spostrzegł, że uzupełniająca go służka bardzo mocno napiera nań swoim rozłożystym ciałem przy dokonywaniu tejże czynności. Wreszcie zwróciła jego uwagę, ale trudno było powiedzieć, jak zinterpretuje całe zajście gruboskórny, a przy tym – a jakże! – bogobojny krasnolud.

Awatar użytkownika
Jagekhr
Posty: 38
Rejestracja: 23 lip 2015, 21:07
Lokalizacja postaci: Pożarka
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3530#53751

Re: Pożarka

12 paź 2018, 15:37

Jagekhr stopniowo stawał się coraz bardziej obrzydzony ludzką biesiadą. Znajome bardziej były mu karczemne pochlewiska, gdzie mógł zaznać trunku skądinąd bardziej upajającego niż tutejsza breja, walnąć sąsiada w gębę, kiedy ten się krzywo spojrzał, i skończyć dzień byciem wyrzuconym chwalebnym kopniakiem na bruk, gdzie witała go ciepła, znajoma breja rynsztoka. Zamiast tego ugrzązł teraz w tym głębokim jak błoto nudziarstwie, nękany podpitymi opowieściami o wujku babci stryjka kuzynostwa po siostrzenicy siedemnastego stopnia po kądzieli przez hodowane wsobnie kartoflane rumiane obsrane mąką trocinami pierzem ćmami twarze z każdym łykiem coraz to i bardziej nieznośne i jak przez sen walnął grubą dziewkę po dupie i mocno i wstał i wyszedł i dał znać że lać ale nie lał i chciał komuś dać po ryju i czuł chorobę i brzydotę i niechęć. Otrząsnął się i oparł się o ścianę a niebo było szare i wędrowała po nim chmura w kształcie nerki i zauważył w ręce kufel i wylał zawartość i nie beknął i piwo zmieszało się z błotem w złotobrązową pustynię z białą wydmą piany i padł na kolana i złożył ręce ale nie było słów, trwał. Do karczmy wrócił w milczeniu i zachował je długo.

Awatar użytkownika
Wierzba
Posty: 65
Rejestracja: 06 lut 2015, 23:14
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 4918905
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3528#53858

Re: Pożarka

13 paź 2018, 23:03

Mała wycieczka po leśne ziele nieco się wydłużyła, jednak otoczenie mocno niwelowało niechęć, która bez niego prawdopodobnie przeważyłaby dobre chęci na stronę udania się do sołtysa okrężną drogą i zapomnienia o wioskowej zielarce i wieśniaczce na rzecz ciepłego posiłku i suchego kąta. Tak właśnie działała na Wierzbę ta przedziwna leśna atmosfera. Pozorna samotność, pozorna cisza i piękno, które różniło się z każdym mrugnięciem. Pozostawała jednak czujna, nie tylko wypatrując śladów zwierzyny, ale również żółtego koloru, który miał oznajmić początek końca tej lawiny przysług, które prawdopodobnie nigdy nie zostaną spłacone.

W pewnym momencie zastygła w miejscu zaskoczona widokiem męskich pleców poruszających się pod wpływem mechanicznego ruchu zrywania kolczastych łodyg rośliny. Najprawdopodobniej tej samej, którą właśnie teraz powinna zrywać ona. Mężczyzna nie wyglądał na kogoś, kto mieszkał w Pożarce. Przypominał bardziej leśnego dziadka z opowieści opiekujących się Wierzbą kobiet. Zarośnięty, odziany w niezbyt miłe dla oka ubrania z ukochaną przez słońce twarzą był być może trzecią, bądź czwartą osobą, którą łuczniczka chciałaby spotkać podczas tej samotnej wyprawy do lasu. Pocieszeniem był fakt, że nie ostatnią.

Kiedy tak trwała w bezruchu zastanawiając się co począć dalej, jej wzrok natrafił na spojrzenie nieznajomego i kiedy podniosła obie ręce, a jej usta już chciały wypowiedzieć jakieś szybkie przywitanie, mężczyzna podskoczył przestraszony, przez co Wierzba również wykonała ten ruch i obejrzała się szybko za siebie spodziewając się jakiegoś ukrytego za krzakiem niebezpieczeństwa. Nie odnalazłszy tam jednak nic jej zmieszanie pogłębiło się, kiedy to obcy zakasał rękawy i dał dyla w krzaki dając jej do zrozumienia, że to właśnie jej skromna osoba była tym skłaniającym do ucieczki zagrożeniem.

Znieruchomiała na chwilę nie będąc pewną co czynić dalej. Potrzebne jej kwiaty rosły w końcu pięć kroków dalej. Mogła je zerwać i wrócić do chatki. Uwolniłaby się, znalazła sobie jakąś pracę, pobyła trochę z ludźmi, może i zapuściła korzenie w jakimś ładnym miejscu? Te wszystkie rzeczy były bardzo kuszące, jednak równałyby się z tym, że nigdy nie odkryłaby kim był ten tajemniczy leśny mężczyzna i czemu tak szybko zaczął przed nią uciekać.

Nawet nie zauważyła, jak jej prawa noga aktywowana przez zwierzęcy instynkt ścigania uciekającej zwierzyny ruszyła do przodu ciągnąc za sobą lewą. Po tym początku łatwo jej było już po prostu się poddać i wpaść w coraz to bardziej zwiększające się tempo biegu.

– Poczekaj! – Krzyknęła z nadzieją, że powstrzyma go przed dalszym biegiem – Potrzebuję pomocy! – Na usta Wierzby mimowolnie wkradł się delikatny uśmiech. Leśne biegi zawsze kojarzyły jej się raczej z przyjemnością, niż ściganiem być może niebezpiecznego osobnika w stronę nieznanej lokacji, ale właśnie ten przypływ adrenaliny był czymś, co lubiła najbardziej.

Awatar użytkownika
Ylzziril
Posty: 58
Rejestracja: 25 sty 2015, 15:00
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=52092#52092

Re: Pożarka

19 paź 2018, 17:00

Yl był kompletnie nieświadom dziejącego się wewnątrz budynku dramatu, czułych wspomnień o narzeczonej i całego tego ckliwego, dziewczęcego skowyczenia, które tam zachodziło. Miał teraz swoje zajęcie - to jest utargować jak najlepszą cenę. Jakkolwiek szokująca wiedza była o tym, że porządna gorzałka była dla tutejszych czymś niecodziennym, tym bardziej krasnolud chciał dostać za nią dobre pieniądze. Jeszcze mocniej począł mówić o tym jaka to cudowna jest porządna gorzoła, jak pięknie wypala gardło i wyciska łzy z oczu niezwyczajnym młodzikom. Jakkolwiek faktycznie motywowała go chęć zarobku, a nie niesienia zbawiennej wiedzy o mocnych alkoholach chcąc nie chcąc uskuteczniając jedno, uskuteczniał też drugie.

- Dzień bez gorzoły, dzień stracony! - podsumował uparcie podczas zażartej dyskusji, gdy widział że jego rozmówcy nie podzielali opinii o tym, jakoby trunki z dużą zawartością alkoholu były absolutnie koniecznym dla normalnego funkcjonowania elementem społeczeństwa.

Zadowolony walnął otwartą dłonią w drewno, kiedy chłopi polecieli po sołtysa. A nuż kupi całą beczułkę, żeby poczęstować biesiadujących i pochwalić się prawdziwym, krasnoludzkim trunkiem! Yl miał świadomość, że nieprzyzwyczajeni i cherlawi ludzie mogą niedocenić potęgi jego gorzałki i zwyczajnie okaże się dla ich słabych główek zbyt mocna... Ale co sprzedane, to sprzedane, ha!

Tymczasem kiedy Yl cierpliwie (jak na krasnoluda) czekał na przybycie sołtysa napatoczył się jakiś inny człowiek. Przedstawił się... Jakoś się przedstawił. Imię były dla jego stron na tyle obce, że krasnolud zaraz zgubił jego dokładny wydźwięk, specyficzny w dodatku dla tutejszego języka. Kahe... Hafe... Hafecjusz? Haficjusz? Kahecjusz? Hakesusz! Czy jakoś tak. Nie dopytywał.

- Ylzziril z Wędrujących Wichrów! - odpowiedział z dumą i wyjątkowo głośno, niesiony jeszcze na fali ostatniej rozmowy.

- Z daleka, z daleka! - - potaknął na słowa cieśli - Ta, no mam. Może nie cały warsztat, ale coś się znajdzie. Z dawna moja rodzina w drewnie robi - potwierdził dalej domniemania rozmówcy. Nie był pewien do czego ten cały mistrz ciesielski, jak to siebie nazwał się przymierza. Chce coś kupić? Chce żeby go czegoś nauczyć? Z tego co Yl przez ostatnie tygodnie pobytu w Autonomii zauważył, to kunszt ludzi raczej nie dorównywał temu, który znał z domowych stron. O ile w jego rodzinnym mieście mogłoby się znaleźć sporo krasnoludów lepszych od niego, w końcu był jeszcze bardzo młody i dużo przed nim, to tutaj już tym było gorzej.

Rakczadra
Posty: 18
Rejestracja: 06 lis 2014, 19:10
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 39820077
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3090

Re: Pożarka

31 paź 2018, 12:15

Nie zważając na pozostałe aktualne, z pewnością zdecydowanie ważniejsze wydarzenia mające miejsce w Pożarce, Rakczadra kontynuował swój spacer po wiosce wraz z tutejszymi dziećmi. Te z pewnością wolałyby zaczepiać teraz zupełnie nieznane im i z tego względu egzotyczne krasnoludy, ale aktualnie wydawało się to poza dziecięcym zasięgiem i musiały się one zadowolić byle góralem.
- Rozszarpały? - powtórzył, jakby chciał się dopytać, chociaż w gruncie rzeczy nie sądził, by dziecko umiało mu doprecyzować cokolwiek. Należało jednak podejrzewać, że w wyniku wspomnianego „rozszarpania” wuj stracił życie. Delikatnym, aczkolwiek sprytnym i energicznym ruchem zdjął chłopczyka ze swoich barków i postawił przed sobą, by następnie przykucnąć i spojrzeć mu w oczy.
- Hmm... Coś mi się wydaje, że wujowi nie byłoby przyjemnie, gdyby wiedział, że tak radośnie opowiadasz o jego nieszczęściu. - Rakczadra pokiwał smutno głową i trącił palcem wskazującym nos malucha. Trochę moralizatorstwa nie zaszkodzi. - Ale dobrze, że mi powiedziałeś. - uśmiechnął się wreszcie, swoim oczywiście krzywym uśmiechem. Wstał na nogi i zaczął wydawać z siebie dźwięki, które miały przypominać dzieciakom odgłosy wydawane przez wielkiego, złego niedźwiedzia, uniósł ręce do góry i przez moment zamaszystymi gestami udawał, że próbuje schwytać jedno z kręcących się wokół dzieci. Długo udawał, że nie może żadnego z nich złapać, aż wreszcie pewnym ruchem pojmał kolejne dziecko i ponownie posadził sobie na barana, uspokajając tym samym całą hałastrę.
- A co to za psy były? Nie pamiętam, żeby wcześniej jakoś koło Pożarki kręciły się zdziczałe psy. Jeszcze komuś stało się coś złego? - zdawał sobie sprawę, że być może zaczął wypytywać o zbyt wiele naraz i że pewnie prościej byłoby zasięgnąć wiedzy dorosłych, ale ci pewnie w większości albo brali udział w świętowaniu u sołtysa, albo co najmniej kręcili się wokoło tamtego wydarzenia. Z drugiej strony, warto było chociaż trochę zainteresować się tematem, bo w końcu nawet jeżeli dzieci przekoloryzowały sprawę, to zapewne rzeczywiście ktoś ucierpiał.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 20 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 18 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu, Kerreos
Liczba postów: 52217
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.