Gabinet

Miasto to, nazywane przez ludzi Rebelią, jest miastem podziemnym. Mieszka tutaj procentowo najwięcej ras humanoidalnych nie będących ludzkimi. Mieszkańcy Morinhtaru z zasady negatywnie nastawieni do odwiedzających, podróżnych i wszystkich innych gości, żyją w swoim zamkniętym towarzystwie.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Gabinet

06 lis 2012, 20:56

Umieszczony na parterze, skromnie urządzony i oświetlany przez kilka koszy z rozżarzonymi węglami gabinet. Wejście do niego mieściło się niemal na końcu długiego holu Akademii i było niemal niedostrzegalne dla postronnego obserwatora. Drzwi koloru otaczającej je skalnej ściany wchodziły w skład jednego z fresków, włącznie ze złoconą, okrągłą klamką.

Na wyposażenie tego ukrytego pomieszczenia składały się głównie zawalone księgami i pergaminami regały oraz sporych rozmiarów biurko, wszystko wyrzeźbione z ciemnego drewna. Za biurkiem, naprzeciw drzwi znajdował się duży, przedstawiający kilka drzew sosnowych oraz księżyc w pełni obraz. Utrzymany w ciemnych, granatowoniebieskich tonacjach stanowił dość ciekawy (i jedyny) element wystroju gabinetu niespełniający żadnej, poza estetyczną funkcji. Pod przeciwległą ścianą stało kilka prostych krzeseł, jedno było umiejscowione za biurkiem. Ten, kto zwykł tutaj przesiadywać widocznie nie zważał na swą wygodę.


A na to, że ktoś bywał tutaj dość często, wskazywało kilka szczegółów. Choćby biurko, które, niesprzątane widocznie od wielu miesięcy, zawalone było zawierającymi ślady niedawnego użycia narzędziami pracy skryby i matematyka w jednym: księgami, piórami, butlami z inkaustem, suwakami i cyrklami, wszystkie poodkładane wyraźnie losowe miejsca na szerokim pulpicie. Po prawej stronie od wejścia znajdowały się drugie, tym razem zupełnie zwyczajne drzwi prowadzące wgłąb kompleksu Akademii.


MG

Prowadzony przez Opiekuna Anemetius dotarł wreszcie do celu wędrówki. Sala wejściowa Akademii była bardzo długa, nie sposób było przekroczyć jej w kilka sekund. Na szczęście podczas przemierzania tego ogromnego pomieszczenia można było podziwiać piękne, szczegółowe, stworzone wieki temu malowidła ścienne, które umilały czas każdemu, kto zdecydował się na wejście do tego pomieszczenia.

Mylił się jednak ten, który sądził, że elf zostanie poprowadzony do dużych drzwi na końcu korytarza. Opiekun skręcił nagle, zmierzając w stronę jednego z fresków. Jak się przy bliższych oględzinach okazało, w ścianie znajdowały się zamaskowane drzwi. Jeden z elementów wielkiego obrazu okazał się być klamką, za którą niski mag pociągnął silnie, otwierając je na oścież.

- Wybacz, nieczęsto korzystam z tego wejścia – rzekł przepraszającym tonem, pakując się do środka i prędko zasiadając za biurkiem. - Weź sobie, proszę, krzesło – poprosił, wskazując jedne z nich. - I zamknij drzwi - dodał po chwili. Wyraźnie sugerował, że nie życzy sobie być podsłuchiwany. Co zrozumiałe, w pomieszczeniu było niezwykle duszno i, co ciekawe, bardzo ciepło. Anemetius mógł wyczuć wokół swego rozmówcy stosunkowo potężną, lecz całkowicie naturalną dla zwyczajnych magów aurę. Żaden z przedmiotów obecnych w pomieszczeniu jej nie wytwarzał, toteż Anemetius mógł być spokojny – w tym gabinecie nie było żadnych ukrytych niespodzianek czy iluzji.

- A więc… Co jesteś gotów zrobić w ramach eksperymentów z Ascendencją? – zapytał Opiekun, opierając łokcie na blacie biurka i stykając ze sobą opuszki palców swych dłoni. Zmrużył lekko oczy, czekając na odpowiedź.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

06 lis 2012, 22:45

Ukryte przejście. No tak. Zapewne miejsce takie jak to posiadało całe korytarze takich niespodzianek, nie mówiąc o podziemiach i innych tajemniczych zakamarkach. Ściany mają uszy, jak to mówią. Wcale by się nie zdziwił, gdyby w holu cały czas ktoś obserwował wszystkich zza obrazu, w którym są tylko dwie dziurki na oczy.

Zrobił, o co poprosił go Opiekun i zamknął drzwi, ruchem dłoni przysuwając krzesło naprzeciw biurka, za którym zasiadł mężczyzna. Pomieszczenie nie należało do tych spełniających najwyższe standardy luksusu, ale nie było co się dziwić. Z racji swego położenia nie zostało przystosowane do wygód, a do użyteczności. Małe, duszne, pewnie nawet nie było co liczyć na kieliszek czerwonego wina. Wszędzie natomiast walały się różnego rodzaju księgi, papiery, zwoje oraz cała reszta przyborów użytecznych dla maga w pracowni. Siadając na krześle postawił dzban na podłodze, obrzucając uważnym spojrzeniem gabinecik. Nie wyczuwał żadnej magii poza tą wytwarzaną przez Opiekuna, dość silną swoją drogą, ale zupełnie normalną. Żadnych barier, żadnych iluzji…hmm.

Nic nie szkodzi – nawiązał do pierwszych słów mężczyzny – Gdybym chciał luksusów wybrałbym się do pałacu – Zarzucił nogę na nogę rozsiadając się wygodniej i kładąc złączone dłonie na kolanie – Co jestem gotów zrobić, pytasz? – powtórzył z namysłem, wykonując typowe dla siebie "hmm".

Uśmiechnął się ukazując proste, śnieżnobiałe zęby. Czyżby ten mężczyzna chciał z niego zrobić królika doświadczalnego, a następnie, zdobywszy wiedzę o Ascendencji, pozbyć jak zbędny materiał? Przyjrzał się uważnie twarzy maga, zwężając pionowe źrenice. Na taką ewentualność również musiał być gotowym. Otwartość i uśmiech to częsta maska, pod którą nie rzadko czai się prawdziwy potwór. Coś o tym wiedział z własnego doświadczenia.

Jako mag w poszukiwaniu wiedzy jestem zdolny przekroczyć każdą granicę – Machnął lekceważąco dłonią – Choć w rzeczywistości te granice to jedynie ograniczenia, które wywiera na nas środowisko i ogólnie przyjęte tematy tabu – Pochylił się w stronę mężczyzny, stukając palcem o swoje czoło – Umysł nie ma granic. Nawet zwykły parobek ma możliwość osiągnięcia Ascendencji. Możliwość – podkreślił – lecz nie środki i odpowiednie zdolności.

Kiwnął głową.

Jednak odpowiadając ściśle na twoje pytanie, Opiekunie. Jestem gotowy przekroczyć każdą granicę – zmrużył brwi – Jak i ty, mam nadzieję. A swoją drogą. Posiadasz jakąś teorię bądź też punkt odniesienia, na którym moglibyśmy się skupić? Jeśli nie chętnie podzielę się swoją teorią i przemyśleniami.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

08 lis 2012, 17:11

MG

Odprowadzany ciekawskimi spojrzeniami Anemetius zamknął drzwi ukrytego gabinetu. Opiekun znajdował się już za biurkiem, lustrując go swoim badawczym wzrokiem. Nie umknęło mu to, że elf posłużył się telepatią do przysuniecia sobie krzesła, jednak nie zareagował na to żadnym wyraźnym ruchem. Z uwagą wysłuchał odpowiedzi Anemetiusa, rozpromieniając się w trakcie wypowiadanych przez długouchego słów. W końcu powstał na równe nogi. Jego krzesło zaszurało ciężko po skalnej podłodze.

- Doskonale! - zapalił się słysząc, że elf jest skłonny do przekraczania wszelkich granic w poszukiwaniu wiedzy. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Gdy jego rozmówca skończył, Opiekun powstał na równe nogi, zgarniając część papierów z pulpitu i odnajdując jedno z niewielu niezłamanych piór. Nabazgrał coś na skrawku pergaminu, jednak rozmyślił się i zmiął go w dłoni, pozostawiając na blacie. – Widzę, że doskonale się rozumiemy – powiedział, patrząc po półkach. Chwilę błądził wzrokiem, odczytując tytuły ksiąg. Nie znalazł tego, czego szukał. Zwiesił głowę w zamyśleniu.

- Wybacz, ale będę musiał cię na chwilę opuścić. Muszę zabrać coś ze swej pracowni – powiedział mrukliwie, idąc w kierunku drzwi w głębi pomieszczenia. - Zaraz wracam - dodał, naciskając klamkę. Po chwili Anemetius został w gabinecie zupełnie sam. Miał wiele czasu. Mógł się rozejrzeć, wziąć do ręki co ciekawsze książki, sprawdzić zapiski. Wiedział, że Opiekun nie wróci jeszcze przez jakiś czas.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

08 lis 2012, 19:43

W takim razie poczekam – odpowiedział już do pustego pomieszczenia, gdyż Opiekun był szybszy i opuścił gabinet nie tracąc czasu. Miał coś przynieść ze swojej pracowni. Ciekawe cóż takiego?

Zostawszy sam Anemetius obrzucił szybkim spojrzeniem pomieszczenie. Byłoby głupotą nie wykorzystać takiej okazji. Miał możliwość rozejrzeć się po gabinecie drugiego Czarodzieja, a coś takiego zdarzało się rzadko. Wątpił, by dokonał jakiegokolwiek odkrycia, ale kto wie? Spróbować nie zaszkodzi, a być może znajdzie coś interesującego? Wiedza miał to do siebie, że często się uzupełniała. To, co dla Opiekuna mogło być znane, dla niego mogłoby być niezwykle cenną informacją poszukiwaną przez długie lata, jak i na odwrót.

Sięgną za pomocą telekinezy po zwitek papieru, na którym mężczyzna coś napisał. Wstał z krzesła stając za biurkiem. Zaczął się rozglądać w poszukiwaniu czegokolwiek, co przykułoby jego uwagę. Zwłaszcza przebiegał wzrokiem po tytułach książek w poszukiwaniu czegokolwiek traktującego o Ascendencji lub czymś pochodnym. Również postanowił pogrzebać w szufladach. Robił to jednak ostrożnie i z uwagą, skupiając swój umysł w taki sposób, aby móc wychwycić moment przybycia maga. Nie chciał zostać przyłapanym na gorącym uczynku. Ostrożność i bezpieczeństwo przede wszystkim. Cokolwiek by mu wpadło w ręką szybko przeglądał wyłapując kluczowe słowa takie jak: Ascendencja, moc, egzystencja, świadomość, ogólnie cokolwiek związanego z umysłem. Jeśli ich nie było odkładał przedmiot z powrotem na miejsce.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

10 lis 2012, 22:36

MG

Na miejscu Anemetiusa każdy postąpiłby tak samo. Znajdujący się w nieznanym otoczeniu elf zaczął przeglądać papierzyska osoby mieniącej się mianem „Opiekuna”. Na ile jednak człowiek ten był opiekuńczy… należało sprawdzić na własnej skórze. Długouchy, póki co, nie miał na co się skarżyć. Mag, z którym przyszło mu paktować, wydawał się być idealnym środkiem do osiągnięcia przezeń celu. Otwarty, nieco nieostrożny, lekko zafascynowany potęgą elfa. Podatny na manipulację. Opiekun reprezentował sobą wszystko to, na czym zależało przeglądającemu jego prywatne rzeczy Anemetiusowi.
Czarodziej nie trafił na nic osobliwego ani niezwykłego, jeśli wziąć pod uwagę to, że grzebał w przedmiotach osoby posługującej się magią. Ot, kilka całkiem pospolitych w tych kręgach tomiszczy, trochę specyficznych, właściwych tylko dla magów przyborów, takich jak choćby nasycone odrobiną energii kamienie szlachetne w szufladzie, silnie emanujący energią obraz…

W końcu przyszedł czas na notkę pozostawioną przez Opiekuna. Wyglądała na wynik jego roztargnienia i ekscytacji, jednak zaraz po tym, jak Anemetius rozwinął zmięty pergamin wiedział, że wkopał się po całe swe długie uszy, a cała sytuacja przedstawiała się dokładnie odwrotnie.

- Mam cię! - głosiło pochyłe pismo. Jak na komendę zza zamkniętych drzwi w głębi pomieszczenia począł wydobywać się bladoniebieski, niemagiczny dym. Trucizna sunęła powoli w powietrzu, wypełniając całe pomieszczenie. Elf niemal od razu poczuł, jak stępieniu ulegają wszystkie jego zmysły, a czas reakcji spowalnia się. Musiał znaleźć drogę ucieczki, jeśli nie chciał zemdleć w tym miejscu.

//Jak zapewne się domyślasz, drzwi (zarówno te ukryte jak i te, zza których wydobywa się dym) są zamknięte. Powodzenia.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

11 lis 2012, 00:36

To, co się wydarzyło zaskoczyło Anemetiusa, ale nie odebrało mu trzeźwości myślenia. Bladoniebieski dym z charakterystycznym sykiem powoli sunął w jego kierunku, wypełniając mozolnie pomieszczenie. Zasłonił rękawem twarz i cofnął się w stronę drzwi, którymi weszli i które on sam na początku zamknął. Skoro był w stanie to rozrobić, powinien móc je z powrotem otworzyć. Jednak okazało się, że są zamknięte. Szarpnął klamką – nic z tego. Spiął brw odwracając się z portowemu w stronę biurka.

Ciekawiło go, w jaki sposób odczytanie słów na kartce papieru wywołało taki, a nie inny efekt. Papier nie był zaklęty ani w żaden sposób podłączony do czegokolwiek, co wykluczało możliwość aktywowania jakiejkolwiek pułapki. Pozostawało tylko jedno racjonalne wytłumaczenie. Nieznajomy wcale nie udał się po jakiś tam przedmiot, a zwyczajnie uruchomił mechanizm, który sprawił, że do gabinetu zaczął napływać gaz, a drzwi się zamknęły.

Wiedziałem, że coś kombinujesz, człeczyno – pomyślał, uśmiechając się w duchu. To było oczywiste. Spodziewał się takiego obrotu spraw, więc wcale go to nie zszokowało. Miał jednak nadzieję, że razem skupią się na badaniu Ascendencji i ewentualnie dopiero po odkryciu jej sekretu rzucą się sobie do gardeł, ale cóż. Najwidoczniej człowieczek miał inne plany względem jego osoby. Tylko jaki miałby w tym interes, by go zabić lub też obezwładnić? Zastanawiające, lecz na chwilę obecną bez znaczenia. Priorytetem było wydostanie się z gabinetu i ruszenie w poszukiwaniu maga.

Anemetius wziął swój dzban pod pachę, skupiając wzrok na drzwiach, za którymi zniknął mężczyzna. Mógłby uwolnić swoją magię i z łatwością zniszczyć nie tylko drzwi, ale także i gabinet, lecz to przykułoby zbyt dużo uwagi, no i mogłoby mu zawalić sufit na głowę. Zamiast tego wybrał prostsze i skuteczniejsze rozwiązanie. Telekineza. Za pomocą mocy umysłu postanowił wyważyć drzwi oraz planował wytworzyć prostą barierę ochronną w kształcie bąbla z tą właściwością, że nie przepuszczałby bladoniebieskiej trucizny. Tak zabezpieczony miał w planie odszukać mężczyznę.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

16 lis 2012, 19:58

MG

Trzeba było przyznać, że walka z czarodziejem pokroju Anemetiusa pozamagicznymi środkami była całkiem zmyślnym pomysłem. Elf nie mógł posługiwać się swoimi mocami w pełnym wymiarze, nie mając przed sobą żadnego namacalnego przeciwnika. Dym, który dostawał się do pomieszczenia sprawiał, że długouchy stawał się senny i otępiały, a jego proces myślowy uległ znacznemu spowolnieniu. Być może właśnie to tłumaczyło w jakimś stopniu jego niezbyt adekwatne postępowanie.

Anemetius zaraz po tym, gdy do gabinetu zaczęły wlewać się bladoniebieskie opary chwycił za klamkę drzwi prowadzących do holu głównego Akademii. Jak mógł się spodziewać – wrota były zamknięte. Z pozoru niezrażony tym mag począł używać czystej mocy swego umysłu, aby wyważyć drzwi w głębi pokoju. Coś jednak sprawiło, że ilość użytej przez niego energii magicznej nie wystarczyła do osiągnięcia przez niego celu. Drzwi zatrzęsły się silnie, popękały przy zawiasach… i tyle. Widać było, że wystarczy jeszcze jedno podobnej siły pchnięcie, aby całkowicie je wyważyć, jednak zdawało się, że Ane nie ma czasu na użycie kolejnego zaklęcia.

W desperackiej próbie oddalenia groźby zatrucia dymem, elf spróbował czegoś niekonwencjonalnego. Gdyby tylko głębiej przemyślał strukturę swego czaru, jego plan mógłby w pełni się powieść. Zamiast tego przy jego twarzy pojawiła się ledwo widoczna mgiełka stworzona z czystej energii magicznej, która zamiast całkowicie przefiltrować wdychane przez niego powietrze ledwie osłabiła stężenie trucizny. Czarodziej wiedział, że zaraz zemdleje. Cały gabinet wydawał się wirować, nie pozwalając na zebranie myśli. Jeżeli długouchy chciał mieć choć cień szansy na udaremnienie niecnych planów Opiekuna, musiał zadziałać w kilku kolejnych sekundach.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

16 lis 2012, 21:12

Poczuł się jakby całe pomieszczenie zaczęło wirować. Nieznacznie, ale jednak. Musiał nieco się skupić, by wzrok nie błądził mu ślepo po ścianach. Bladoniebieskiego dymu cały czas przybywało. Co prawda wciąż miał czas, lecz ten umykał niczym woda przez palce. Przeklęty Opiekun. Niech go czeluść pochłonie! Używał pospolitych środków jak zabój. Żaden szanujący się Czarodziej nie zniżyłby się do takiego poziomu. Dorwie go w swoje ręce.

Anemetius kaszlnął zasłaniając twarz rękawem szaty. Bariera nie zadziałała w taki sposób, jaki to sobie zaplanował. Zapewne winny temu był gaz, który utrudniał mu koncentrację. Na szczęście drzwi prawie zostały wyważone. Wystarczyło tylko ponowienie wysiłku, lecz nie chciał przeciążać i tak już nieco obciążonego umysłu.

Spiął gniewnie brwi. Czy ten żałosny Opiekun myślał, że pokona go w taki sposób?! Pokaże mu co znaczy prawdziwa potęga magii!! Jeżeli to obserwuje niech patrzy i podziwia, bo oto uświadczy cudów prawdziwej, najdoskonalszej, najczystszej magii.

Wystawił przed siebie prawą rękę kierując ją ku drzwiom, wypowiadając nazwę zaklęcia w myślach.

– Mistyczna Sfera.

Zaklęcie polegało na wytworzeniu spłaszczonej sfery będącej anomalią czystej magii. Z początku w dłoni Czarodzieja pojawiała się niebieska kula złożona z cząsteczek energii. Następnie zgodnie z wolą rzucającego kula kierowała się w dane miejsce, przechodząc w krótkim czasie niezwykłą metamorfozę. Każda cząsteczka energii magicznej miała swoją wartość. Potęga magów polegała na zgromadzeniu jej jak największej ilości. Większa ilość magii oznaczała większą potęgę. W tym przypadku cząsteczki budujące zaklęcie zwiększały swoją pierwotną wartość gromadząc się w niebotycznych ilościach w jednej. Można to byłoby porównać do sprężenia krytycznego. Przeciążenia. Każda cząsteczka wchłaniała z najbliższej okolicy magię niebędącą magią rzucającego zaklęcie. W ten sposób mag miał pewność, że jego własny atak nie zwróci się przeciw niemu. Ta reakcja powodowała, że cząstki magii nie były w stanie dłużej utrzymać swojej formy i kula przeistaczała się w spłaszczoną, wręcz rozgniecioną sferę, wewnątrz której wirowała cała energia. Ta energia oddziaływując ze sobą osiągała krytyczne maksimum. Sama się napędzała. Wszystko trwało niezwykle szybko i było błyskawiczne. Czas od wyrzucenia kuli do przemiany wynosił zaledwie kilka sekund. Kruchość "życia" zaklęcie opłacało swą potęgą. Gdy sfera osiągała swój cel cała energia dokonywała implozji. Zderzała się ze sobą w potężnym uwolnieniu mocy. Na dodatek elf miał zamiar uformować ochronny płaszcz – bąbel, który wykorzystując siłę samonapędzającej się energii wessałby cały gaz niczym smok biorący głęboki wdech pełną piersią. Dzięki temu gaz znalazłszy się w pobliżu centrum sprężonej energii powinien w momencie implozjo zostać zniszczonym lub przynajmniej rozrzedzonym w wystarczającym stopniu, by stracił swoje przynajmniej negatywne włąsciwości.

Anemetius nigdy nie użyłby tego zaklęcia gdyby w okolicy nie było cudzej energii magicznej. Samemu musiałby zużyć zbyt dużo mocy. Potrzebował wspomagacza. Tutaj natomiast energii było w samo raz. Ani za mało, ani za wiele. Silnie emanujący magią obraz, nasycone magią kamienie szlachetne, no i nieco wkładu własnego. To powinno pomóc, by siła zaklęcia była w sam raz.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

19 lis 2012, 12:18

MG

Przeświadczony o swojej potędze Anemetius stracił cierpliwość. Wiedział, że ma niewiele czasu, zanim niebieskawy dym całkowicie go otumani, więc zdecydował się na użycie jednego z potężniejszych znanych mu zaklęć – Mistycznej Sfery. Kula czystej energii magicznej pojawiła się w rozpostartej dłoni sennego już elfa, zgodnie z jego rozkazem błyskawicznie absorbując moc z otoczenia. Zmiana natury cząstek mocy nadwyrężyła nieco siły długouchego, ale utrzymał on efekt, w ułamku sekundy odzyskując stabilność. Gdy w grę wchodził triumf nad Opiekunem nie liczyły się koszta.

Naprędce wytworzony wokół Sfery bąbel energetyczny spełnił swoje zadanie tylko połowicznie. Przyciągając cięższe części gazu do Anemetiusa przysporzył mu nie lada problemu, osłabiając jego ciało do cna. Być może to sprawiło, że elf nie wypuścił z dłoni mocno spłaszczonej, niebieskiej kuli. Lżejsza część gazu pozostała w powietrzu gabinetu, wirując w rytm pulsującego, potężnego zaklęcia. Moc z kamieni szlachetnych została wessana w całości, obraz z księżycem przyblakł…

Później mówiono, że w Akademii wydarzył się nieszczęśliwy wypadek. Plotki o eksplozji rozeszły się po Autonomii jak szczątki domniemanych jej ofiar po gabinecie na parterze. Szeptano, że w Rebelii prowadzi się niebezpieczne eksperymenty mające na celu opracowanie straszliwych zaklęć o wielkim zasięgu, takich, które sterroryzują ludność i uczynią magów Morinhtaru władcami tej części świata. Ile było w tym prawdy…?

Cóż, wtajemniczeni wiedzieli, że wybuch nie był wcale tak potężny, aby kogoś zabić. To, że całe miasto zatrzęsło się w posadach było spowodowane nie siłą zaklęcia, ale jego konsekwencjami, z których najbardziej znaną był ubytek w bezcennym fresku holu wejściowego Akademii. Ukryte, skalne drzwi od wewnętrznego gabinetu nagle popękały malowniczo, dając adeptom pretekst do zebrania się w kupę i przedyskutowania najbardziej prawdopodobnych koncepcji. Zaraz po tym cała jaskinia drgnęła silnie, zwalając niektórych magów z nóg. Za ukrytymi drzwiami zawaliło się całe pomieszczenie, wywołując hałas niesłyszany tutaj od wieków. Nikt nigdy nie dowiedział się, co spowodowało załom, a spekulacjom nie było końca nawet, gdy udało się już odbudować gabinet.

//Anemetius – z/t. Dziś bądź jutro utworzę nową lokację dla Ciebie.
Awatar użytkownika
Kerreos
Posty: 35
Rejestracja: 06 maja 2015, 16:10
GG: 35260981
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3491#53102

MG-post: Przebudzenie

10 lis 2018, 23:26

MG:
Ciemności powitały Elten, gdy odzyskała wreszcie przytomność. W pierwszej chwili ogarnęła ją zupełna panika, bo sądziła, że oślepła. Szybko jednak uświadomiła sobie, że jej oczy musiały po prostu na nowo się otrząsnąć i przy okazji przywyknąć do wszechobecnego półmroku.

Nadal jednak czuła ogromny niepokój. Gdzie się znajdowała? Co się stało? Dlaczego jej umysł przypominał rozbitą mozaikę, której fragmenty porozrzucano po całej sali?

Kolejne zmysły budziły się chaotycznie, atakując świadomość Elten niczym nieskoordynowane szarże demonów. Jednocześnie najada zaczęła powoli rozglądać się po pomieszczeniu. Nawet leżąc na twardym biurku – co tym mocniej ją dezorientowało – łatwo było się zorientować, że znajdowała się w jakimś gabinecie. Gdyby jakimś cudem spadła z tego ewidentnie zaimprowizowanego miejsca spoczynku, najprawdopodobniej wtoczyłaby się na jeden ze stosów porozrzucanych losowo książek. Przewrócone krzesło i kilka zbiorów roztrąconych bardziej niż pozostałe sugerowały, że panował dość niecodzienny bałagan, nawet jak na przypuszczalne standardy gabinetu. Potwierdzały to lekko porozlewane buteleczki z inkaustem czy inne przybory typowe dla uczonego.

Spojrzała w inną stronę. Obraz. Jedyny poza nielicznymi meblami przedmiot zdobiący ten zawalony księgami i pergaminami pokój. Przedstawiał kilka drzew na tle księżyca, wszystko w dość ciemnej tonacji. Do Elten zaczynały powoli docierać wspomnienia – a może to były projekcje jej umysłu, wywołane potężniejszymi niż zwykle magicznymi turbulencjami?
W każdym bądź razie przez jej skołatany umysł przemykały obrazy przemykania przez mniej uczęszczane przez nią okolice. Gdzieś się spieszyła? Ciężko było rozpoznać, jako że czuła się tak, jakby była tylko w charakterze obserwatora, który patrzy na kogoś z zewnątrz. Przemyka przez korytarze, w pobliżu krząta się Mauno… którego nie było nigdzie w pobliżu. Uczucie samotności zaczynało do niej docierać coraz mocniej, pogłębiając wewnętrzną panikę. Miała ochotę krzyczeć, ale z niewiadomych przyczyn milczała. Jej mięśnie były odrętwiałe, a jej samej doskwierało dziwne poczucie zrezygnowania.

- No i obudziłaś się, śpiąca królewno – usłyszała suchy męski głos z rogu pokoju. Póki co widziała tylko fragment czarnej szaty. Nie wiedziała, jakim sposobem nagle pojawił się tak bezszelestnie. – To miłe. Twoja… wizyta – zrobił efektowną pauzę – postawiła na głowie cały mój dzień, że już nie wspomnę o gabinecie, bo gdzieś trzeba cię było na szybko ułożyć. – ciężko było powiedzieć, czy mężczyzna mówi to z rozbawieniem, czy przyganą. Póki co stał niemalże bez ruchu, jedynie parę razy zmieniając nogę postawną. – Możesz mówić?

Wróć do „Morinhtar”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 25 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 25 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52244
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.