Zrujnowana kamienica

Położona w południowo-zachodniej części miasta, z pozoru chaotyczna zabudowa składa się z kamienic należących do obywateli Wolenvain. To tutaj znajduje się znakomita większość zakładów rzemieślniczych stolicy.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

Zrujnowana kamienica

09 paź 2016, 17:35

Stojący niedaleko południowo-zachodnich murów obskurny budynek. Oddalenie od głównej drogi sprawiało, że był raczej mało odwiedzanym miejscem, otaczały go podobne konstrukcje. Miejsca, w których mieszkała miejska biedota. Ludzie często teoretycznie będący mieszczanami, jednak niemający pieniędzy aby nosić te miana z dumą. Zasiedlali takie miejsca, nieraz legalność ich przebywania w tych budowlach była dość wątpliwa. Czasami żyli w nich tylko dlatego że były porzucone i stały puste, licząc na to że nie przyjdzie ktoś, kto mógłby ich wypędzić. A przynajmniej nie w najbliższym czasie, bo prędzej czy później zawsze przychodził. Niektórzy z nich pamiętali lepsze czasy, częściej ich rodziny pamiętały lepsze czasy. Trzymali się kurczowo szarych, obrośniętych murów które były pozostałością dobrobytu, prześmiewczą karykaturą ich dziedzictwa, które ktoś w pewnym momencie zatracił. Czy byli to oni sami, czy też jeden z ich przodków nie miało już znaczenia.

Kamienny budynek rozkraczony przy ciasnej ulicy z daleka już przedstawiał się wszystkim swoją aparycją. Był właśnie takim siedliskiem biedoty, która zdaniem wielu była plagą dotykającą każde większe miasto. Nieprzyjemne zapachy, brudni ludzie i podejrzliwe spojrzenia były czymś co uderzało natychmiast w jakiegokolwiek odwiedzającego. Ci przyzwyczajeni nawet nie zwracali na nie uwagi, idąc dalej w obranym kierunku. Tych pozostawiano w spokoju, wiedzieli po co tu są. Inni rozglądali się trwożnie, niepewnie stąpając przed siebie i chcąc jak najszybciej ominąć parszywe miejsce - zwierzyna. Uciec. Nie było to takie proste, biedota mieszkała na niemałym obszarze.
Złodzieje, żebracy, rzezimieszki, kurwy, a także szaleńcy. Wszyscy znaleźli swoje miejsce w tej zatęchłej okolicy. Różnymi sposobami trzymali się swoich domostw, a ostatnie wojny, niepokoje i dezorganizacja za rządów Rady znacznie ułatwiły im utrzymanie tych starych budynków w swoich rękach. Napad roskvarów, najazd Imperium - różnorakie wydarzenia przez ostatnie latały sprawiły, że część ze znajdujących się przy murach kamienic opustoszała. Powodem tego opustoszenia mogła być zarówno śmierć, jak i ucieczka. Dzięki chaosie w jakim Wolenvain trwało przez ostatnie lata niektóre z tych budowli umknęły uwadze władz. A tam gdzie nie padały oczy rządzących natychmiast znajdowali się tacy, którzy chcieli uniknąć ich wzroku.


Mająca nad parterem jedno piętro, ewidentnie niezbyt zadbana kamienica była jednym z kilku, jeśli nie kilkunastu takich budynków w okolicy. W popękanych ścianach ziały puste otwory pozbawione czegokolwiek co upodabniałoby je do okien w bogatszych budynkach tego typu. Rzucały się w oczy niczym powybijane zęby w uśmiechu karczemnego półgłówka. Krzywy dach wyglądał jakby zaraz miał opaść na piętro, a co gorsza ział w nim tęgi otwór, jakby powstały w wyniku uderzenia ciężkiego kamienia. I, choć niewielu zaprzątało sobie tym głowę, rzeczywiście tak było. W budynku, na pierwszym piętrze, na popękanej podłodze - a częściowo wsparty o drewnianą podporę, która miała podtrzymywać stanowiące podłoże deski - wbity sterczał niemały kamień. Logika nakazywała sądzić, że spędził w tym miejscu już dobre pięć lat, posłany swego czasu przez imperialną katapultę. Na kamieniu widniały jakieś roskvarskie symbole formujące napis, który niewielu w Wolenvain potrafiło odczytać.


Tak jak i dach, tak i znajdujące się pod nim piętro sprawiało wrażenie zdecydowanie mniej trwałego niż powinno. Już dawno ktoś powinien zadbać o to, aby nie spadło na głowę nieszczęśnikowi, który może znaleźć się na parterze. A na parterze ktoś mieszkał. Zawsze ktoś mieszkał.


Starych, krzywych drzwi wejściowych nie trzymało na miejscu nic oprócz klamki, każdy mógł wejść do środka do dziwacznej pracowni. Walały się po niej cynowe naczynia, w powietrzu zaś krążyła taka gama zapachów, że żołądek momentalnie podchodził do gardła. Szczególnie, że nie wszystkie były przyjemne. Wokół leżały grzyby, zioła, rośliny, kawałki martwych zwierząt, całe zwierzęta, gliniane naczynia o nieznanej zawartości... Na pierwszy rzut oka można było zgadnąć, że to siedziba jakiegoś partacza, który trudnił się wytwarzaniem różnorakich maści, leków i eliksirów. Z reguły niezbyt skutecznych zresztą, ale to nie przeszkadzało ludziom za nią płacić. Może eliksir miłosny, piękna pani? Zapach ziół, gleby i zgnilizny przenikał wszystko co znalazło się w środku choćby i na chwilę.


Wokół zalegał gruz, pajęczyny i stare szmaty. Od czasu do czasu po spróchniałym drewnie przebiegł jakiś szczur - jedno z niewielu stworzeń, które potrafiły poruszać się po nim bez towarzyszącej temu zazwyczaj kakofonii. W kącie była zamknięta na kłódkę klapa prowadząca do piwnicy. Po lewej stronie ziała dziura prowadząca do drugiego pomieszczenia. Zardzewiałe zawiasy klapy pozostawiały pytanie czy da się ją w ogóle jeszcze unieść. Na górę można było wejść po schodach. Ktoś kto znał to miejsce wiedział, że wszystkie skrzypią, jednak trzeci wręcz niemiłosiernie, a czwarty to jedynie cienka deska zakrywająca dziurę i lepiej na nim nie stawać. Tak samo jak lepiej nie wspierać się na idącej wzdłuż schodów barierce, bo czasy gdy była w stanie utrzymać ciężar człowieka dawno już minęły.


W tej pracowni przebywał człowiek. Odziany w brudne, zniszczone i zszarzałe ubrania. Trudno było odgadnąć jego wiek. Głowa była wyłysiała, pozbawiona już praktycznie wszystkich włosów. Twarz pomarszczona, oczy duże i wodzące po okolicy szybko i z niepokojem. Usta były jedynie cienką linią. Postawa jednak zdawała się należeć jednak do kogoś, kto był w średnim wieku. Lekko przygarbione, wychudzone ciało nie sprawiało wrażenia jakby należało do staruszka, choć również i nie do młodzieńca. Ani silne, ani słabe, ani piękne, ani brzydkie. Zdawało się dziwnie... bezpłciowe. Nie dosłownie, oczywiście. Osobnik ten bez wątpienia był mężczyzną. Bez wątpienia można było stwierdzić też coś innego. Czy raczej dostrzec coś innego, jeśliby poświęcić ku temu dość uwagi. W bladoniebieskich źrenicach kryło się coś, czego wielu ludzi się obawiało. Obawiało do tego stopnia, że nie pozwalał im spać po nocach. Iskra szaleństwa.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Virhart
Posty: 25
Rejestracja: 23 sty 2015, 14:15
Lokalizacja postaci: Zrujnowana kamienica
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3494#53120

Re: Zrujnowana kamienica

21 lis 2018, 12:31

Virhart ciągnął nieprzerwanie do przodu, w większości ignorując wszystko, co napotykali po drodze. Chciał po prostu dotrzeć do celu, mało obchodziły go wnęki z czaszkami. Co jakiś czas oglądał się za siebie i spoglądał na pochodnię. Marsz okazał się dłuższy niż myśleli, więc bardzo możliwe było, że zaraz utracą światło. Na szczęście napotkali latarnię, którą Zadra od razu chwyciła i spróbowała odpalić. Najemnik od razu zwrócił się z powrotem w stronę tunelu i kontynuował chód.

Kiedy natrafili na dziwny totem, który zasłonił im drogę, zatrzymał się. Przeszło mu przez myśl, że to dziwny sposób, żeby oznaczyć wyjście. Wiadomo było również, że kultyści wiedzieli, że Zadra i on tu są. Pomyślał to samo, co Zadra zaraz wypowiedziała na głos - to mogła być pułapka. Spróbował, bez zbędnego dotykania niczego, wyjrzeć za kości w stronę wyjścia i zobaczyć, co tam jest.

- Możliwe - mruknął Virhart. - Nie ma chyba jednak sensu się teraz wracać. Zawsze możemy udać się z tym do straży, ale... - urwał, dając znać, że nie ma ochoty teraz się zawracać, jak już zbadali spory kawałek nawiedzonego domu.

Jeżeli niczego by nie zobaczył za totemem, to uważnie by go zbadał upewniając się, że bezpiecznie można go dotykać. Później postarałby się kukłę przesunąć. Jeżeli była nieszkodliwa, nie widział sensu w przeciskaniu się - mógł po prostu rzucić na ziemię i zapewnić im dogodne, bezpieczniejsze przejście. Jeżeli można było obok niej normalnie przejść to nie wiedział, dlaczego miałaby być w jakiś sposób niebezpieczna. Mimo tego jednak, zachował ostrożność i nie dotykał kukły, póki nie był pewien.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

Re: Zrujnowana kamienica

25 lis 2018, 13:16

MG:

Niepokojący twór, który napotkali mógł mieć wiele powodów swojego istnienia. Pierwszą myślą było, że może miał po prostu ich odstraszyć, albo oznaczyć konkretny korytarz. Może miał być swojego rodzaju pułapką? Ciężko było to stwierdzić. Jego podstawa było wbita w ziemię.

Zadra zabrała się za to, co potrafiła najlepiej. Zabawy magią. Jej poszukiwania przyniosły dość nieoczekiwane efekty. Całe to miejsce zdawało się w jakiś sposób być... magiczne? Nie była tego pewna, ale już od samego wejścia odczuwała niepokój, a teraz skupiając się na tych poszukiwaniach uzmysłowiła sobie, że w tych tunelach coś tak jakby wisi w powietrzu. Jakiś rodzaj mroku, ciężka, duszna atmosfera, która była odczuwalna w pewien magiczny sposób. Nie potrafiła powiedzieć co to jest. Jakaś ogólna aura tego miejsca? Jakieś mroczne zaklęcia? Coś zupełnie innego? Czuła jednak, że nieco ją to rozprasza i dezorientuje, bo zdawało się być obecne wszędzie. Za nimi, przed nimi, wszędzie.

Virhart ostrożnie zaczął badać dziwaczną figurę. Nic się nie stało kiedy jej dotknął, zdawała się nie sprawiać żadnych problemów. Mimo wszystko powodowała u niego niepokój. Potrzebował przyłożyć sporo siły, aby coś z nią zrobić. Nie chcąc dotykać kości naprał po prostu na całość nogą, a po chwili podstawa pękła z suchym trzaskiem, a figura rąbnęła o ziemię częściowo się rozsypując. Virnhild odetchnął.

Zapewne mogła to być forma oddania czci jakimś mrocznym bogom, którym Ci kultyści składali ofiary. Czymkolwiek było leżało teraz powalone, a najemnik czuł sie z tym faktem świetnie. Jego nerwy nieco się uspokoiły bez tego dziwacznego widoku przesłaniającego mu część wizji. Nawet Zadra poczuła, że mroczna presja magiczna jakby trochę opadła. Czymkolwiek był napotkany przedmiot prawdopodobnie stał się jedynie kupą śmieci.

Virnhart postąpił kilka kroków do przodu, jednak jedynie co dostrzegł to świece stojące na ziemi, prawie na przeciwko wejścia. Zauważył również fakt, że sala odchodziła w lewo od tunelu, jego prawa ściana nadal kontynuowała wędrówkę do przodu i zanurzała się w znajdującym się naprzeciwko przejściu dalej. Oznaczało to, że po jego prawej stronie nikt nie mógł się zaczaić, nie było takiej możliwości. A przynajmniej wymagałoby to magii, lub jakichś zaawansowanych sztuczek, o które raczej tych kultystów nie podejrzewał.

Zadra postępowała powoli za nim. Jej magiczne wyczucie mówiło, że aura w kolejnym pomieszczeniu jest taka jak i wszędzie. Nawet jeśli ktoś tam był, to raczej nikt kto przejawiałby większe zdolności magiczne.

Ostrożnie zbliżali się do wejścia, krok po kroku. Im bliżej go byli, tym więcej mogli dostrzec ze znajdujących się po lewej stronie rzeczy. Więcej świec... Jakaś kamienna konstrukcja, która miała być stołem, lub też ołtarzem, pusta... Spora, drewniana skrzynia z metalowymi okuciami. Najemnik przystanął na chwilę łypiąc na nią chciwie. Mogło tam być coś cennego. Jednocześnie zatrzymując się usłyszał kilka cichych kroków. Tak, ktoś był w tamtym pomieszczeniu z całą pewnością. Ktoś się tam czaił, prawdopodobnie będąc świadomym ich obecności. Dźwięki był zbyt krótkie i ciche, aby dokładnie je zlokalizować, ale zdawały się dochodzić z głębi pomieszczenia. Cóż, zdecydowali się nie zawracać? Prawda? Poczuli się pewniej, ruszając dalej i depcząc resztki kukły.

Virhart i Zadra wpadli jednocześnie do pomieszczenia, wreszcie stając twarzą w twarz z tym, co się tam kryło. Nie byli zaskoczeni, że ktoś tam jest. Podobnie zaskoczenia nie było widać we wpatrzonych w nich oczach. Napotkali kolejną trójkę ludzi.

W jednym z nich rozpoznali kultystę, który wcześniej im uciekł. Wyglądał blado, jego ruchy były nieco nieskoordynowane i nerwowe. Jednak tym razem miał nowych kolegów. Naprzeciwko Virharta stanął ogolony na łyso mężczyzna o nagim torsie, od pasa w dół okrywało go dziwne odzienie wyglądające jakby owinął się po prostu spinanym, przepasanym kawałkiem materiału. Opadał on do wysokości połowy jego łydki. Strój, który najemnikowi bardziej skojarzył się z dziwaczną, kobiecą odmianą codziennego ubioru. Nie miał jednak czasu na rozważania na ten temat. Stojące naprzeciw niego bydlę w dłoni trzymało stary, nieco podrdzewiały mieszczański tasak. Niemal identycznie ubrany, o pół głowy niższy, acz nadal słusznej postury jegomość stał tuż obok. Jego głowa również była wygolona, choć na jego twarzy można było dostrzec kilkudniowy zarost, w świetle świec zdawał się mieć perfidnie rudy kolor. Jego broń - siostrzana do drugiego tasaka - wyglądała na jeszcze bardziej pordzewiałą, jakby chciała swój kolor dopasować do twarzy właściciela.

Szybka ocena sytuacji pozwoliła najemnikowi stwierdzić, że mógł dobyć własnej broni. Pomieszczenie było lekko ciasnawe, ale na tyle duże, że jeśli będzie w miarę ostrożny, to powinien być w stanie bez większych przeszkód używać swój oręż. Tasaki jednak nadal były niebezpieczne. Fakt, że były krótsze niż jego miecz, jednak w tej dość ciasnej sytuacji niekoniecznie dawało mu to wiele przewagi. Na szczęście miał inną przewagę - to nie miecz trzymał teraz w rękach.

Zwolniona cięciwa kuszy zawyła cierpiętniczo, wyrzucając nałożony bełt. Ten trafił wprost w pierś wyższego mężczyzny, wbijając się głęboko. Ten zatoczył się do tyłu padając na plecy, jednak prawdopodobnie nadal jeszcze żył i należało się spodziewać, że spróbuje pozbierać się z podłogi.

Drugi z brutali nie czekał na nic. Natychmiast rzucił się w stronę Virnhild, a dzieliło ich zaledwie kilka metrów. Najemnik rzucił kuszę na ziemię. Miał ułamki sekund, żeby zdecydować co teraz. Wiedział, że nie ma czasu na dobywanie miecza. Mógł zapewne mieć nadzieję, że może pomoże mu stojąca tuż obok Zadra.

Wróć do „Dzielnica mieszkalna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 26 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 25 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52244
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.