Gaj na polach

Tereny miejskie nie kończą się na jego murach. Do samego Wolenvain należy kilka wiosek, z których najważniejsza leży tuż pod nim. Tutaj znajduje się także częściowo zrujnowana, nadal używana podczas turniejów rycerskich, starożytna arena.
Awatar użytkownika
Lleyrnimehth
Posty: 28
Rejestracja: 28 wrz 2011, 17:15
Karta Postaci: viewtopic.php?t=772

Gaj na polach

23 gru 2011, 20:22

Gaj ten, skupisko dość masywnych drzew liściastych, znajdował się parę staj od murów Wolenvain, na otaczających je polach. Nie był duży ani niezwykły – od, zwykła wysepka drzew wśród rosłych traw. Bliżej mu było do linii pobliskiego lasu niż do samego miasta.

---

Lleyrnimehth, machając gorączkowo skrzydłami, opadła z hukiem na ziemię koło linii gaju. Była podekscytowana, podniecona obecną sytuację. Cieszyła się, obiecując sobie cuda które zaraz powinna była zobaczyć.
Niczym jaszczurka czołgająca się po ziemi, obróciła się łbem w stronę gaju i zanurzyła pospiesznie pomiędzy pierwszymi drzwiami. Na szczęście nie były zbyt gęste, mogła się między nimi przepchnąć, jednak martwił ją nieco fakt, że w takiej sytuacji nie jest to perfekcyjna kryjówka.
To nic, nie miała czasu żeby się tym przejmować. Wolała wierzyć, że nikt nie zbliży się do gaju, w pobliżu którego widziano niedawno lądującego smoka. Oby tak właśnie było.
Zanurzyła się najgłębiej jak mogła, do punktu w którym zdała sobie sprawę, że dalej drzewa umieszczone są zbyt gęsto. Moszcząc się w miarę wygodnie na zbutwiałych liściach, nie mogła odpędzić myśli do Ayumi i jej ciała, w którym miała się zaraz znaleźć. Nie mogła się jednak śpieszyć – najpierw wolała poświęcić parę minut na nałożenie na masywne cielsko kamuflażu. Trudno było jej się skupić, dlatego zajęło jej to też nieco dłużej niż zwykle, jednak w końcu stało się – ciało smoczycy rozpłynęło się i było ledwo widoczne pomiędzy drzewami. Pozostawało mieć nadzieję, że nikt nie nabierze nagłej ochoty na spacerowanie po opuszczonym gaju. Inaczej może nadepnąć na jeden z jej ostrych kolców na ciele…
Gdy była już ukryta, skupiła się na Zielonej, szukając jej myślami gdzieś w pobliżu Północnej Bramy. Na szczęście ta nie poruszała się, dzięki czemu smoczycy szybko udało się ustalić jej położenie. Tylko moment zajęła rozszczepienie się ciała i duszy i wkrótce w gaju pozostało już tylko to pierwsze…

[ Dodano: Nie 10 Cze, 2012 19:50 ]
Lleyrnimehth polubiła Zieloną. Chociaż niektóre jej słowa mocno ją zraniły, to jednak jej wyrzuty sumienia były jak najbardziej prawdziwe i już nimi samymi zdobyła sobie wybaczenie smoczycy. Driada gadała dużo, była ciekawska i niewinna, a jej pytania śmieszyły Firletkę, która nagle poczuła się nie tylko ważniejsza i lubiana, ale też i nieco mądrzejsza. Zazwyczaj to ona była tą, która pytała o najróżniejsze ludzkie wynalazki, a przy Zielonej mogła zabłysnąć swoją wiedzą.
Jednak coś w sypialni na piętrze w Gospodzie Pod Linoskoczkiem poszło nie tak… Wszystko to, niezwykle trudne do opisania, stało się w sekundę i trwało bardzo długo. Smoczyca nie pamięta dokładnie kiedy się zaczęło, nie pamięta nawet ostatnich słów driady. Po prostu nagle wszystko zaczęło miarowo ciemnieć i się rozmazywać, zarówno przed jej oczami jak i w jej umyśle. Gdyby tylko miała w tym momencie świadomość zapewne dostałaby ze strachu zawału, w obawie iż jej ciału grozi niebezpieczeństwo, iż właśnie ktoś atakuje jej smoczą postać… ale świadomości nie miała. Umysł olbrzymiego gada pochłonęła ciemność, a ona nagle goła, krucha i mała spadała w tę głębię. Nie była już potężnym smokiem, była niczym młode smoczątko. Machała kończynami, jej serce trzepotało niczym skrzydła złapanego gołębia, oczy wyszły jej z orbit, jednak… nie mogła krzyczeć. Tak bardzo chciała krzyczeć o pomoc, o litość, jednak ciemność była zimna, a mróz zamrażał jej płuca.
Nie pamiętała jak ten koszmar się zakończył, ani też ile trwał jej dalszy trans. Wiedziała tylko że w tym czasie nie czuła nic, nie była nigdzie, nie miała myśli. Niby jak sen, jednak bez snów… Czuła, że nie istnieje. Czy tak właśnie wyglądała Otchłań? Czy tym właśnie było życie po śmierci?
I tak jak nagle zniknęła, tak też powróciła. Pierwszym co poczuła był ból głowy, drugim – ból brzucha. Smoczyca uniosła powoli obie pary powiek, ale światło poranka było dla niej takim szokiem, aż niemal zasyczała z bólu, zamykając je natychmiast. Teraz będąc bardziej ostrożną uchylała powieki bardzo powoli. Pierwszym, co dostrzegła, były konary drzewek w gaju. Lleyrnimehth uniosła powoli łeb, oglądając się w okół siebie. Była w swoim własnym ciele, leżąc w miejscu a którym je też opuściła. Był poranek, jednak nie wiedziała ile dni minęło. Zdawało jej się, iż jej dusza błądziła całymi tygodniami w poszukiwaniu ciała.
Nie miała wątpliwości co do tego, co się właśnie stało, jednak nie była pewna dlaczego. Jej dusza została wyrwana z ciała Ayumi i na wskutek szoku nie była w stanie wrócić do swojego prawdziwego ciała. Firletka nie raz była już ostrzegana przed mocą Jednego Umysłu, jednak nigdy nie przydarzyło jej się nic, czym straszyło ją Starszeństwo. Jej wrodzona ostrożność nigdy do tego nie dopuściła.
Jednym z powodów tego wypadku mógł być głód. Lleyrnimehth czując kłucie w żołądku uniosła się na łapach i spojrzała na swój wydęty brzuchol. Odłączenie umysłu mogło być reakcją ochronną, ponieważ nie skupiała się dostatecznie na własnym ciele. Czy była już głodna kiedy swoimi myślami znajdowała się w sypialni w Linoskoczku? Czy możliwym jest, że po prostu w wyniku podniecenia o tym zapomniała? A może to nie głód, a wynik jakiejś nieznanej jej magii? Słyszała, iż również zakłócenia magiczne mogą powodować zakłócenia w połączeniu umysłu z ciałem
Żółtołuska sama nie była pewna. Nieco zagubiona potoczyła wzrokiem w okół siebie, ale nie znalazła odpowiedzi, co przybiło ją jeszcze bardziej. Była też jednak też jasna strona medalu: w gaju nie było nikogo oprócz niej. Była sama i bezpieczna.
Smoczyca uniosła wielkie cielsko na czterech łapach i westchnęła głośno. Na jej pięknych łuskach osiadły liście i brud, czasem mieszcząc się w miejscach z których nie tak łatwo je usunąć. Niby drobiazg, ale wystarczył by dostatecznie popsuć jej humor. Stała tam chwile niczym wielka statua, rozdarta pomiędzy załamaniem się, kąpielą, posiłkiem a Zieloną i Nim. Zapewne zastanawiali się co się z nią stało… A może i nie.
Pewnie w cale nie zauważyli. Typowo przybiła sama siebie, jakby na złość chcąc jeszcze bardziej zepsuć sobie humor (jak widać – to było jeszcze możliwe). Ze zwieszoną głową zaczęła wiercić się, by tyłem wyjść z gaju. Jak już się wygrzebie na otwarty teren to podejmie decyzję, co teraz.
Wtedy przyszło jej do głowy, iż przy opuszczeniu Zielonej i jej mogła stać się jakaś krzywda. Że może i ona przeżyła wizję spadania w dół… śmierci. W tym momencie smoczyca zapewne olałaby się zimnym potem, gdyby tylko mogła… A że nie mogła, jęknęła tylko głośno i ignorując już drzewa które mogłaby zniszczyć, odbiła się z całej siły od miękkiego gruntu. Nie wzięła pod uwagi faktu, iż jej mięśnie nie były przygotowane do takiego posiłku po tak długim bezruchu, co spowodowało, że prawie wpadła na większe drzewo przed nią. Na szczęście udało jej się musnąć je jedynie skrzydłem, dzięki czemu zapobiegła sporej katastrofie, którą dostrzegliby zapewne nawet dwunodzy na murach Miasta.
Lleyrnimehth wkładała w machanie skrzydłami całą siłę, mimo to szło jej bardzo wolno. Wielkie cielsko powoli wzbijało się w powietrze, kierując się w stronę Wolenvain. Nawet z ziemi dało się słyszeć głośny oddech smoczycy, która mimo zmęczenia coraz uparciej dążyła do celu.

[z/t]

Wyjaśnienie: dusza Lleyrnimehth była cały czas z Ayumi w Sypialni I w Linoskoczku (przynajmniej do ostatniego posta smoczycy). Potem Ayumi i tak wyszła z tematu teoretycznie razem z duszą Firletki, więc nie widzę powodu, by pisać tam po czasie, zwłaszcza że opisane wydarzenia nie mają nic wspólnego z tamtym miejscem. Dusza i ciało smoczycy są teraz jednym i lecą do Wolenvain =3 Wdzięczna będę jeśli dla formalności jakiś MG
w tym temacie, w ostatnim poście Ayumi dopisze też [z/t] smoczycy.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

29 wrz 2012, 18:41

MG

Noc była jasna. Gwiazdy i księżyc o to dbały oświetlając ścieżki białą poświatą. Oddech zamieniał się na wietrze w obłoczki pary, zaś mróz szczypał zdrowo twarz. Tak, było czuć, że to już początek zimy. Lecz Fappelowi to nie przeszkadzało.
Chłopiec prowadził kobietę i mężczyznę za miasto. Ba! Ostatecznie wyprowadził na obrzeża, lecz i tego było mało. Szedł ciągle równym, żwawym krokiem, zarzucając w pewien dziwny sposób ramionami i nie odzywał się. Najwyraźniej nie widział takowej potrzeby. Szedł dalej i dalej. Zaczęli zapuszczać się w niewielki gaj.
-Jeszcze trochę. Zaraz będziemy na miejscy…-Rzucił i prowadził dwójkę przez bezlistne krzaki i chaszcze, gdy nagle…
Jezbel poczuła nagłe szarpnięcie prawej kostki, a po chwili…cały świat wywrócił się do góry nogami. Ciało jej uniosło się do góry. Krótka spódnica opadła na dół wraz z halką prezentując nieprzyzwoite pantalony, których biel była eksponowana przez światło księżyca przedzierające się przez nagie drzewa. Sakiewka kobiety zagościła na ziemi wraz z nakryciem głowy. Jeśli Hevan się odwróci by zlustrować co się właściwie stało, na wysokości oczu ujrzy właśnie element kobiecej bielizny, a gdy spojrzy na wszystko z szerszej perspektywy to przed oczami będzie układał mu się widok wiszącej do góry nogami Jezbel. Rzecz jasna wisiała na linie, która zacisnęła jej się na kostce nie wiedzieć kiedy. Musiała być to pułapka, której kobieta nie mogła uniknąć. Fakt towarzyszyło jej dziwne przeczucie, że coś jest nie na rzeczy z tą całą wyprawą lecz pułapka były zbyt misternie skonstruowana. Z tego też powodu – Jezbel aktualnie wisiała.
To nie koniec! Nim ktokolwiek zdążył pomyśleć "pułapka" znikąd pojawiła się nagle grupa trzech młodzieńców. Byli w wiekiem i wzrostem podobni do Fapa. Dwóch zwinnymi ruchami znalazło się szybko za Jezbel, jakby kryjąc się za jej wiszącym ciałem przed Hevanem. Jeden złapał jej sakiewkę i chował się za drugim towarzyszem. Drugi swoimi małymi dłońmi zakneblował ją. Trzeci siedział na uboczu i celował w kobietę z procy z odległości dwóch metrów od niej.
Fappel stał na przodzie, tak, że jeśli Hevan się by do niego w pełni odwrócił, za swoimi plecami miałby Jezbel.
-Wyskakuj z sakiewki, Panie! – zawołał i wycelował "ostrze" swojej broni w rycerza.
Awatar użytkownika
Jezebel
Posty: 92
Rejestracja: 24 lip 2012, 22:07
Karta Postaci: viewtopic.php?p=31602#31602

29 wrz 2012, 21:09

Noc taka sama jak wszystkie. Nie było jej ani zimno, ani ciepło. Nie zachwycały jej widoki oświetlane czarującym blaskiem księżyca. Nie. Nie była jedną z tych kobiet, które zachwycały się wszystkim i z otwartą buzią chłonęły urzekające krajobrazy.
Czuła, że coś jest nie tak. Delikatne mrowienie śiadczyło o tym, że nie wszystko jest w porządku. Ale cóż… nie miała zamiaru nagle się wycofać, tylko dlatego, że miała przeczucie. Postanowiła poznać Hevana, gdyż wydał się jej interesujący. Wyglądał na takiego co umie walczyć, ba, wydawał się być typem człowieka, który nie złamie danego słowa. Więc jeśli zawarłaby z nim układ, byłaby pewna tego, że wypełni to, czego się podjął.
Wszystko stało się tak szybko. W jednej chwili dosyć chybotliwie stawiała kroki starając się wybierać te równiejsze fragmenty ścieżki, a w drugiej wisiała do góry nogami. Całe szczęście w tym zamieszaniu nie wypuściła parasolki z dłoni. Ba, mocniej zacisnęła palce na rączce. Pierwsze co zrobiła, to zamachnęła się parasolką. Miała nadzieję, że uda się je komuś przygrzmocić i że nie będzie to Hevan. Skoro jej pantalony były na jakże rozkosznej wysokości jego twarzy, parasolką powinna trafić Fapa w okolice głowy, lub też Hevana w strategiczne częsci faceta… Co z tego wyniknie?
Nadal ściskając parasolkę, drugą stopę postanowiła owinąć o sznur na którym zawisła. Tak, aby odciążyć prawą nogę, która w tej chwili dźwigała całe ciało. Jeśli to by się jej udało, mogłaby próbować podciągnąć się do góry. Mogłaby użyć do tego parasolki, która jak widać jest użytena w każdej sytuacji. Gdyby udało się jej zahaczyć linę, prościej byłoby jej złapać się drugą, wolną ręką za linę. Wtedy miałaby cień szansy, żeby próbować zdjąć trzewika. Zsunięcie go wisząc do góry nogami wydawało się być trudne, ale skoro pętla zacisnęła się jej na kostce, to znaczy, że zacisnęła się jej na buciku. Pozbycie się obuwia byłoby równoznaczne z upadkiem na ziemię i odzyskaniem wolności. O ile młodzieńcy, którzy ją zaatakowali, nie mieliby innego planu w tym samym czasie.
Złapana przez bandę dzieciaków z drewnianymi mieczykami -warknęła zdenerwowana na samą siebie.– Niech tylko się z tego uwolnię…
Byłoby o wiele prościej, gdyby opadająca suknia nie zasłaniała jej widoczności. Tak, to wszystko, co robiła, wykonywała to na ślepo. Kto wie, może akurat jej się uda?
Awatar użytkownika
Hevan
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

30 wrz 2012, 16:18

Spacer mijał im w ciszy. Fap nie czuł się zobligowany do żadnych wyjaśnień, Jezebel wyglądała na znudzoną, a Hevan, jak to Hevan, zabłądził gdzieś myślami. Wrócił do siebie dopiero gdy ich przewodnik przerwał milczenie.
Weszli w jeszcze bardziej zarośniętą część lasu. Wtedy Hevan zaczął podejrzewać, że coś tu jest nie tak. Wiele razy podróżował po okolicznych bezdrożach w poszukiwaniu rzadkich roślin, potrzebnych mu jako ingrediencje do licznych medykamentów i trucizn, ale nigdy nie natrafił w dziczy na ślady życia jakichś humanoidalnych form. Medyk pomyślał, że chłopiec na prawdę jest chory, może nie odróżnia snu od jawy, mógł mieć również halucynacje, ostatecznie diagnozą mogłoby być opętanie. Ale nie spodziewał się, że skurczybyk założy na niego pułapkę!
Od momentu w którym Jezebel zadyndała na linie, wszystko potoczyło się dość szybko, możliwe że to nie był pierwszy atak tej młodocianej szajki. Oprócz Fapa pojawiło się trzech innych rabusiów, na szczęście żaden z nich nie miał broni, która mogłaby im zagrozić. Chociaż, guzy po kamieniach z procy nie są czymś przyjemnym.
Hevan zastanawiał się, jak potraktować tych czterech karzełków. Nie wzbudzali strachu, raczej litość, ale kiedyś przez przypadek mogliby zrobić komuś prawdziwą krzywdę. A co jeżeli staną się kiedyś szajką na prawdę niebezpiecznych przestępców?
Hevan błyskawicznie odrzucił płaszcz z lewej strony, łapiąc za rękojeść miecza prawą dłonią, i lekko ukazując ostrze. Prawa ręka, od palców do ramienia pokryła się białym płomieniem.
Przyjął bojową postawę, ustawiając się tak, żeby widzieć wszystkich przeciwników, jednocześnie uważając żeby nie dostać od Jezebel, w jej podniebnym tańcu z parasolem w ręku.
Przybrał najbardziej podłą minę, i wydał z siebie najstraszniejszy głos, na jaki mógł się zdobyć. Wszystko to żeby przestraszyć małych rabusiów i uniknąć walki.
Natychmiast rzućcie broń i na kolana, albo posmakujecie prawdziwej stali.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

02 paź 2012, 11:59

MG

Krupa młodocianych rzezimieszków potrafiła najwyraźniej być kłopotliwa, zwłaszcza, kiedy na jej czele stał Fap. Widać było, iż chłopak posiada bystry umysł, lecz źle go wykorzystywał. W cały plan rabunku zdawał się być misternie zaplanowany, gra aktorska zacna ,a zgranie grupy odpowiednie, jednak dalej brakowało wszystkim doświadczenia…
Chłopak kneblujący kobietę poczuł się zdezorientowany gdy ta zaczęła się miotać, a jej suknia nie tylko jej utrudniała widoczność, jak również i młodocianemu przestępcy, który spodziewał się raczej, że zakładniczka będzie sobie spokojnie wisiała – Mylił się. Nie minęła chwila, a oberwał śmiercionośną parasolką, co też zresztą dało się posłyszeć. Puścił kobietę i zamroczony upadł na tyłek, chwytając się za przeciekający w tym momencie nos. Od kneblowana Jezbel mogła wyrazić werbalnie swoje oburzenie co też uczyniła nie zaprzestając wymachiwania swoją bronią. Hevan jednak również nie tracił czasu i też podjął pewne kroki, a mianowicie – wystraszenie szajki. Wyjął miecz, złowrogo wycharczał kolejne słowa, wyglądał jak kolos…Nastąpiła chwila ciszy. Chłopak z procą puścił kamienny pocisk, który uderzył w opancerzony tors Hevana nie robiąc mu żadnej krzywdy to sprawiło, że dzieciak spanikował i uciekł, nie inaczej było z drugim koleżką trzymającym sakiewkę Jezbel. Najzwyczajniej w świecie się spłoszył, odwrócił i zaczął zanikać w ciemności gaju. Brunet z krwawiącym nosem, siedział na tyłku i patrzył na uniesione ostrze.
Całą grupę najzwyklej obleciał strach. Pouciekali. Na placu boju został przestraszony dzieciak z uszkodzonym nosem i Fap również mierzący rycerza swoim mieczem. Widać było, że też go omiótła go trwoga, lecz z oczu biła złość i swego rodzaju zawziętość. Zacisnął mocniej dłoń na rękojeści miecza i rzucił się z krzykiem bojowym na Hevana, mierząc swą bronią w tułów rycerza. Nie podda się!
W czasie trwania tego całego zamieszania Jezbel wprowadzała w życie swój plan. Parasolką zahaczyła odpowiednio o linę, dzięki czemu mogła się podciągnąć na tyle, by wolną dłonią złapać sznur i oswobodzić trzewik. Trzeba dodać, że trochę szamotaniny było gdyż cała sylwetka kobiety się bujała, trzeba było się podciągać, używać siły, by ostatecznie upaść na pupę i obtłuc sobie korzonki…
Co było dalej?
Awatar użytkownika
Jezebel
Posty: 92
Rejestracja: 24 lip 2012, 22:07
Karta Postaci: viewtopic.php?p=31602#31602

03 paź 2012, 19:46

Wyrżnięcie tyłkiem o ziemię istotnie mogło być źródłem dotkliwego bólu. Upadek wprost na rzyć i kość ogonową, nawet z małej wysokości, nie należał do najprzyjemniejszych czynności. Jednakże w obliczu tak dziwnej sytuacji i zamieszania wywołanego przez Fapa i jego koleżków, każdy zapomniałby o wiciu się z bólu i potępieńczym zawodzeniu. Tak, Jezebel wypadło z głowy, że powinna przynajmniej dla przyzwoitości pisnąć z bólu. Zamiast tego szybko zdjęła buty, podniosła się. złapała swój niezawodny parasol i popędziła za smarkaczem, który uciekał z jej sakiewką. Nie chodziło o to, aby odzyskać pieniądze, których w sakiewce była zdecydowanie śladowa ilość. Nie. Kobieta chciała dać nauczkę dzieciakowi, który odważył się obrabować damę. Damę!
Nie zważając na patyczki, kamyki czy cokolwiek innego takiego jak ślimaki, pokrzywy, sarnie bobki i wiele innych, pobiegła niczym rącza łania za uciekającymi. Miała niecny plan powyrywania im tych małych, dziecięcych nóżek aż przy samych tyłkach. Tak, żeby nie mieli jak uciec. Potem poucinałaby im te złodziejskie dłonie, a na koniec może i języki? Musiałyby dobrze smakować w potrawce, a ona miałaby zadośćuczynienie za doznany uszczerbek na dumie.
Pozabijam… utłukę jak psy… -powtarzała sobie po cichutku. Tak, żeby mogła podsycać gniew, ale jednocześnie, żeby Hevan nie słyszał. Pogoń za skradzioną własnością mógł zapewne jeszcze jakoś przyjąć do wiadomości, pomimo tego, że nie pasowało to do wizerunku panienki z dobrego domu. Pogróżki pod adresem zwykłych dzieciaków mogłyby zostać źle odebrane, a tego nie chciała.
Awatar użytkownika
Hevan
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

04 paź 2012, 21:35

Hevan raczej zdziwił się niż przestraszył, gdy młodzieniec wystrzelił do niego z procy. Niewielki kawałek kamienia z stłumionym stuknięciem uderzył w jego szatę( HEVAN NIE NOSI NA CO DZIEŃ ZBROI, NA MIŁOŚĆ BOSKĄ ON JEST MEDYKIEM) po czym spadł na ziemię. W miejscu uderzenie pozostał lekki, tępy ból, z gatunku tych, które szubko ustają. Pozostała jeszcze sprawa Fapa, małego gówniarza, który teraz śmiał atakować Hevana! Cholerny bachor, za to co teraz robi powinien stracić głowę!
Taka myśl przez chwilę zagościła w głowie medyka, jednak znikła tak szybko jak się pojawiła. Nie mógł zabić dziecka, nawet tak bezczelnego jak to. Zamiast tego schował szybko broń do pochwy, i wycelował silne uderzenie z prawej strony w biegnącego smarkacza. Starał się uderzać płazem tak, żeby ogłuszyć na chwilę chłopaka, ale nie pozbawić go przytomności.
Potem pozostawała jeszcze Jezebel. Jeżeli poprzednia akcja uda się Hevanowi, pomoże wstać damie, spyta grzecznie o jej samopoczucie. Potem zaproponuje przesłuchanie Fapa, w celu namierzenia kryjówki młodocianych bandytów, i odzyskania skradzionych przez nich oszczędności.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

05 paź 2012, 17:38

MG

Fappelowi źrenice się rozszerzyły do wielkości dwóch suwerenów, kiedy to w jego kierunku ze znaczną siłą i nie lichszą prędkością zbliżała się broń, którą dzierżył Hevan. Blond chłopaczek nie miał za wiele czasu na jakąkolwiek reakcję bo po prostu go…zmiotło. Po uderzeniu odepchnęło go do tyłu, a następnie rzuciło na ziemię. Drewniany mieczyk upadł gdzieś dalej, poza zasięg łapek chłopaka, który teraz złapał się nimi za twarz i rozryczał się przekręcając się ostatecznie na brzuch by schować twarz w brudnej, lecz chłodnej ziemi. Chwilę po obezwładnieniu smarkacza Hevan chciał dopomóc pannie, lecz ta już nie leżała na swej zacnej pupie tylko rzuciła się na bosaka za złodziejem. Mężczyzna widział jej osobę i nie trudno mu było pobiec za nią w końcu nie winno się chyba spuszczać kobiety z oczu…chyba.
Zaś Jezbel widziała małą sylwetkę swojego "oprawcy" wśród krzaków, które szarpały jej ubiór w czasie biegu. W brew pozorom nie miała zamiaru odzyskać swej "zguby", lecz dać nauczkę bachorowi. Toteż gnała za nim uparcie. Dzieciaka to przeraziło więc w akcie przerażenia się rozpłakał, a co za tym idzie histeryczne kwiczenie niosło się po lesie, a za nim podążała żądna zadość uczynienia zła kobieta…i podążała by dalej, gdyby nagle bezczelny korzeń nie potkną się o osobę Jezbel. Mogło być równie dobrze na odwrót, lecz kto by dociekał? Liczył się fakt, że kobieta poleciała jak długa na ziemię…A właściwie leciała…Czy Hevan był dostatecznie blisko by poratować sytuację?

//Daję wam wolną rękę. Jak Jezbel chcesz polecieć na błotko pisaj pierwsza, jeśli Hevan chcesz ją popchnąć czy też uratować to piszaj w trybie dokonanym xP
Awatar użytkownika
Hevan
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

06 paź 2012, 21:19

Wyglądało na to, że Fappel już zaczynał żałować tego co zrobił. I dobrze. Do dzieci trzeba mieć twardą rękę, szczególnie kiedy parają się czymś nielegalnym. W tym wieku! Cóż to dzieje się z dzisiejszą młodzieżą.
Hevan chciał zapytać Jezebel, czy wszystko w porządku ale jej już nie było. Medyk widział tylko oddalający się kontur panienki w szerokiej, furkoczącej od pędu sukni, goniącej za ryczącym bachorem. Mimowolnie na jego twarzy zagościł uśmiech, bo wyglądało to dość zabawnie. Nie zwlekając dłużej pobiegł złapać bachora, zanim suknia jego nowej znajomej zmieni się w siatkę do łowienia ryb, pod wpływem gwałtownej styczności z każdą napotkaną gałęzią. Puścił się więc pędem, i nie trwało długo, gdy doścignął Jezebel, akurat gdy zdradziecki korzeń wszedł w bliższy kontakt z jej pantofelkiem. Złapał ją zaraz nad ziemią, przyklęknął, posadził ją i wystrzelił jak pocisk z kuszy w kierunku małego zbira. Temu nie miał zamiaru robić nic złego, no, może poza przyciągnięciem rzezimieszka do damy, którą okradł, by mogła sama wymierzyć mu kare.
Awatar użytkownika
Jezebel
Posty: 92
Rejestracja: 24 lip 2012, 22:07
Karta Postaci: viewtopic.php?p=31602#31602

07 paź 2012, 15:58

Kiedy jej bosa stopa Skoro nie chcesz, żeby wszyscy wciskali ci zbroję na siłę, uszanuj to, że post wcześniej zdjęłam buty, ot co. zahaczyła o zdradziecki kamień, niemalże w zwolnionym tempie i z wyrazem szczerego zdziwienia na twarzy, rozpoczęła swój upadek. Jej osoba coraz bardziej zbliżała się do podłoża, które akurat w tym felernym miejscu pokryte było błotem. Biednemu zawsze wiatr w oczy.
Nie upadła. Nim się zorientowała, złapał ją nie kto inny jak Hevan. Istniało duże prawdopodobieństwo, że nadział się na parasolkę, na której Jez cały czas kurczowo zaciskała palce. Zamiast postawić ją na nogi, żeby mogła kontynuować pościg, posadził ją na tyłku, jak porcelanową laleczkę, która powinna jedynie dobrze wyglądać i pachnieć. Ale skoro już pobiegł pojmać małego złodziejaszka, wykorzystała wolną chwilę aby poprawić to i owo w swoim wyglądzie. Na nowo upięła włosy, wcześniejsza fryzura została haniebnie zniszczona zdradziecką pułapką bandy Fapa. Próbowała tez jakoś uładzić suknię, która po dzisiejszym wyjściu nadawała się jedynie na szmaty. Po chwili, gdy wyglądała już mniej więcej tak, jak zwykle, wolnym i niezwykle spokojnym krokiem ruszyła za Hevanem. Zastanawiała się przy tym, jak załatwić całą sprawę. Próbowała wymyślić sposób jak zabić bezczelne dzieciaki, ukrywając to przed Hevanem. Z tego co opowiadał, był medykiem. Osoba ratująca życia mogłaby mieć trudności z zaakceptowaniem mordu na kilku miejskich dzieciakach…

Wróć do „Obrzeża miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 15 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 15 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52251
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.