Karczemne podwórze

Słynąca z ogromnej tolerancji gości karczma "Pod Pechowym Linoskoczkiem" została umieszczona niedaleko centrum miasta, co sprawiło, że stała się miejscem spotkań dla przedstawicieli wszystkich klas społecznych. Bogaci odnajdą tutaj trunki najwyższej jakości, biedni zaś już za parę groszy mogą kupić najgorszą z wódek.
Erranein
Posty: 383
Rejestracja: 07 lut 2011, 18:59
GG: 41713691
Karta Postaci: viewtopic.php?t=43&highlight=erranein

Weranda karczmy.

02 kwie 2011, 16:54

Opis– chyba zbędny. Znajdujemy się pod karczmą. Dookoła znajdują się lekko podniszczone ławki, w pobliskich krzakach leżą menele.

Krasnolud wybiegł z karczmy. Usiadł na jednej z ławek. Starał się uporządkować myśli. To co zobaczył… śmierć wielu krasnoludów, tyle postaci przewinęło się przez te kilka chwil.
Czekał na nieznajomego.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Tarnal
Posty: 138
Rejestracja: 04 paź 2011, 07:00
GG: 11616203
Karta Postaci: viewtopic.php?t=842

03 cze 2012, 12:08

Uważnie wsłuchiwał się w słowa siedzącej obok kobiety, podczas gdy coraz to więcej nowych twarzy poczęło zbierać się przed karczmą, miejscem jeszcze niedawno cichym i idealnym na spokojną rozmowę. Czyżby miała to być zbiórka nietypowych osobistości tego miasta? Przez chwilę poczuł się jak przed oblężeniem, gdy równie przeróżne istoty zgłaszały się do kapitana Irona. Tę rolę miał pełnić mężczyzna pozbawiony na chwilę odzienia, do którego zwracał się niemal każdy, a ostatnio – czarnowłosa kobieta obdarzona przedziwnymi ogonami. Gnollica ponownie użyła słów niezrozumiałych dla Tarnala w przerwie między wypowiedzią o Ternadilu. Pewnie pozwoliłby sobie na zwrócenie jej uwagi, lecz połowicznie skupiał się na nowych osobach na podwórzu. Dosłyszał jednak pytanie skierowane w jego stronę, Dziwne Oczy chyba źle go zrozumiała, lub w pierwszej chwili nie domyślała się, jak mogłoby to pomóc minotaurowi. – Pewnie nie, ale miałbym już jakiś trop, jakiekolwiek miejsce na mapie, do którego mógłbym się udać. Poza tym, może zdradziłby twoim braciom dalszy plan wędrówki, zawsze lubił się chwalić, co odwiedzi niedługo… – Ponownie przybrał ściszony ton. Sam nie był pewien, czy naprawdę chce szukać syna, czy po prostu wyprawy pozwalającej mu o nim zapomnieć. Szybko jednak odezwała się gnollica, co wróciło jego zmącony umysł na ziemię. Nie zdążył jednak skwitować tego choć słowem, bowiem do rozmowy wtrącił się mężczyzna, który już z początku wydawał się Tarnalowi kimś ważniejszym od pospolitych pijaczyn i bywalców karczmy. Zdaje się, że proponował im dokładnie to, czego obojgu brakowało, mimo wszystko, minotaur nie zwykł podróżować, a tym bardziej stawać ramię w ramię z kimś, kogo zupełnie nie zna. Zwrócił się całkiem w jego stronę, uprzedzając gnollicę w odpowiedzi, która mogła urazić mężczyznę. Tarnal znał już jej stosunek do ludzi. – Jedną chwilę, drogi człowieku. Mimo woli puszczę to, że nas podsłuchiwałeś, lecz mógłbyś się przynajmniej przedstawić. – Zlustrował go dokładnie wzrokiem, wyczuwając przy tym uderzającą nadal woń krwi zasychającej na całym jego ciele. Napracował się ostatnio bronią, nie ulegało to wątpliwości. Rzekł po chwili namysłu. – Domyślałem się, że coś jest na rzeczy. Dawno nie widziałem takiego nagromadzenia różnych ras w innym miejscu, niż karczmie. Zniecierpliwiona kobieta, o tam, upewniła mnie w domysłach. – Skinął znacząco głową w stronę czarnowłosej, gotowej do wyprawy. Wyglądała na podekscytowaną i zniecierpliwioną, co dodatkowo dało do myślenia minotaurowi. Zwrócił się znów w stronę towarzyszki, chcąc jakby uzyskać jakąkolwiek podpowiedź. – Jaki jest cel.. tej wyprawy? – Spytał wreszcie, ponownie spoglądając w czerwone oczy mężczyzny. Teraz dojrzał ich niezwykłość, choć może po prostu odbijał się w nich nadmiar krwi. Tarnal tylko raz odbył podróż przez śmiercionośne piaski na zachód od autonomii i nie wspomina owej podróży mile, chociaż pogoda i tak nie była tak sroga, jaką śmiałkowie zastaną teraz, na początku lata. Wtedy jednak był sam, a w tym przypadku zanosiło się na wyprawę w towarzystwie dużo większym i bardziej zróżnicowanym. Nie wiedział również, co na tej jałowej ziemi może być tak interesujące, by przyciągać tak wielu. Całkiem zapomniał o tym, że nie ma w tej chwili broni, coraz bardziej ciekawy, czekał na odpowiedź mężczyzny.
Awatar użytkownika
Dziwne Oczy
Posty: 188
Rejestracja: 07 maja 2012, 18:46
GG: 4896516
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1882

03 cze 2012, 13:54

Tarnal sprawiał wrażenie nieco zatopionego w myślach, ale jej słowa przywróciły go na szczęście do bardziej znośnego stanu. Nie mieli jednak okazji dłużej porozmawiać na osobności, bo podszedł do nich mężczyzna, który przed chwilą znajdował się nieopodal w towarzystwie miniaturowej blondynki i zielonosierstnej zazdrośnicy.
Tak się składa, że organizuję wyprawę na Pustynię Śmierci. Możecie iść ze mną – jakkolwiek ta niespodziewana i bezpośrednia propozycja zaskoczyła ją, gnollica miała niemalże ochotę uścisnąć z radości nieznajomego. Nim jednak zdążyła się odezwać, inicjatywę przejął minotaur.
Jedną chwilę, drogi człowieku. Mimo woli puszczę to, że nas podsłuchiwałeś, lecz mógłbyś się przynajmniej przedstawić – powiedział Tarnal, a Dziwne Oczy została z rozdziawionym pyskiem, zabierającym się do odpowiedzi. Miała wrażenie, że jej nowy znajomy specjalnie tak szybko się odezwał, by tylko nie dopuścić jej do głosu. Pewnie miał w tym jakiś cel, więc tylko odrobinę poczuła się urażona tym faktem. Co do nieznajomego, to w sumie czuła wdzięczność, że podsłuchiwał, a jego imię zbytnio jej nie interesowało, bo pewnie było równie bezsensowne, co inne małpie imiona. – Domyślałem się, że coś jest na rzeczy. Dawno nie widziałem takiego nagromadzenia różnych ras w innym miejscu, niż karczmie. Zniecierpliwiona kobieta, o tam, upewniła mnie w domysłach – minotaur skoncentrował się na ogoniastej, która wcześniej zwróciła uwagę gnollicy w karczmie.
"Rzeczywiście, napaćkało tu tych małpów do koloru, do wyboru." Łeb jasny, czarny, czerwony, zielony…
Jaki jest cel… tej wyprawy? – spytał znowuż Tarnal, ale ona, zniecierpliwiona, w końcu również zabrała głos.
Nareszcie jakieś konkrety – wyszczerzyła ostre kły w uśmiechu. Czerwone oczy Infiego być może były niezwykłe wśród ludzi, ale nie pośród jej rasy. – Pustynia, mówisz? – nie zwróciła uwagi na drugi człon – "Śmierci" – bo wiedziała, że ludzie mają w zwyczaju straszyć i przesadzać. – Co cię interesuje w Rozległych Piaskach? To teren opuszczony przez Naturę.
Sama nie była nigdy na pustyni, ale jej plemię przed osiedleniem się w okolicy miasta podróżowało również przez Rozległe Piaski. Słyszała z opowieści, że to suche, gorące miejsce. Jednocześnie zdaje się, że to w tamtych okolicach odnaleźli swych wiernych towarzyszy – hieny. Nieistotnym stało się dla Dziwnych Oczu, że wyprawa taka może być niebezpieczna i najpewniej nie przyniesie jej wymiernych korzyści. Chciała podążyć śladami przodków i ruszyć w podróż, jak na gnolla przystało. Oczywiście nie może zdradzać, że ciekawość zupełnie w niej wygrała z rozumem. Postarała się więc wyglądać na zainteresowaną, ale nie podekscytowaną. Wyszło marnie.
Co do Tarnala… a niech pyta, o co chce, może i ona coś z tego wyniesie. Obejrzała się na minotaura i kąśliwie spytała, trochę ciszej, by wiadomo było, że to pytanie kieruje do niego:
Chyba nie tchórzysz, byku?
Hiena na dworze czuła się nieco bardziej swojsko. Choć nadal była uważna, rozluźniła się trochę i nawet nowy rozmówca nie zestresował jej zanadto. Podrapała się tylną łapą za uchem, jednocześnie przeciągle ziewając.
Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

03 cze 2012, 20:48

Dość mocno odczuwał ból głowy. Widać te ich piwo jest nie tylko przepyszne, ale też wyjątkowo mocne! – zawołał w duchu. Chwilę później pomyślał, że może po prostu odzwyczaił się od tego smaku. Było, nie było – podróżował kilka miesięcy. Albo, co gorsze, jego łeb nie jest tak wytrzymały jak kiedyś. Siedział, głęboko się nad tym zastanawiając. Wlepił wzrok w ziemię – zdawało się, że nic nie wyciągnie go z zadumy.

Nagle Kenhkar dosłyszał, jak otwierają się drzwi szynku. Rzucił okiem na osobę, która wyszła. Wyglądała jak istny demon, cała w czerwieni. Przyjrzawszy się dokładniej, mag stwierdził, że to mężczyzna. Takiego rudzielca w życiu nie spotkałem! Chociaż on chyba nie jest rudy, te kłaki są iście czerwone. Cholera, jakby w krwi je maczał! Nieznajomy mocno go zaniepokoił. Kolejny przykład na to, że w Wolenvain można znaleźć całą masę przedstawicieli przeróżnych ras. Zauważył gigantyczny miecz na jego plecach, który to został chwilę później wbity w ziemię. Kenhkar mógł dojrzeć go w całej okazałości. Od tego oręża biła potężna moc, mag miał wrażenie, że gdyby wyciągnął rękę w jego stronę, to mógłby tę siłę bezproblemowo uchwycić. Nie zrobił tego jednak, tylko nadal siedział, oparty o ścianę karczmy.

Zaraz potem kolejna zaskakująca persona opuściła Linoskoczka. Na twarz Kenhkara zawitało niemałe zdziwienie. Niby zwykła dziewka, lecz… miała ogony. Nie można więc było nazwać ją zwyczajną, prędzej: dziwaczną. Przyjrzawszy się dokładniej, mag dostrzegł, że jest niczego sobie. W tym samym momencie dziewczyna zniknęła, by wrócić skądś po chwili. Zastanowił się, jak mógł przeoczyć tę dwójkę w środku. Takich istot trudno było nie zauważyć. Doszedł do wniosku, że długotrwała rozłąka z piwem i równie długa podróż mocno go zmęczyły. Przynajmniej na tyle, aby przegapić tę dwójkę.

Prawym uchem wyłowił zawołanie małej istotki. Popatrzył na nią, uśmiechając się. Było w niej coś urokliwego, sympatycznego. Kenhkar rozejrzał się: na podwórzu zebrała się całkiem niezła mieszanka przeróżnych istot. Nie wiedział dlaczego, ale cieszyło go, że nikt do tej pory nie zwrócił na niego uwagi. Nagle zobaczył, że dziecko łapie się za głowę i robi coś całkowicie niespodziewanego. Mianowicie: rzuciła kamieniem w bliżej nieokreśloną stronę, a pocisk trafił czerwonego jegomościa. Śmiejąc się w duchu, Kenhkar zastanowił się, jak zareaguje pokrzywdzony. W tym samym momencie istotka oparła się o ścianę gospody. Wyglądała niepokojąco. Mag nie czekał na nic więcej, tylko bojąc się o szkraba, wstał i ruszył w jego stronę.

Bał się bowiem, że coś jest z nim nie tak. Gdy dzieliło go od niej niewiele ponad metr, zatrzymał się. Chrapała, jednakże Kenhkar nie zwrócił na to uwagi. Skupił się na jej aparycji. Momentalnie dostrzegł fatalną omyłkę – to nie było dziecko. Toż to dziewczyna, co prawda młoda, ale na pewno nie dziecko! Nie wiedział, jak mógł popełnić taką omyłkę. Skojarzył fakty. Dziwne zachowanie, spanie o tej porze. Chyba się bidulka spiła. Zaraz sięgnął po sakiewkę, w której to zawsze nosił najpotrzebniejsze zioła. Poszukiwania nie trwały długo, prędko znalazł to, co chciał. Korzonek, który pomagał, gdy ktoś przesadził z alkoholem. A niewielka niewiasta w jego mniemaniu miała do czynienia z wieloma ilościami tego środka.

Nie był jednak tego pewny. Dostrzegłszy jakikolwiek patyk, pochwycił go i napisał na ziemi obok: "Korzonek ten bardzo pomaga na negatywne skutki spożywania alkoholu. Zażyj go, proszę, jak najprędzej". Po czym położył specyfik na ziemi obok skrzatki. Odwrócił się na pięcie i znów usiadł na ławce, opierając się wygodnie o ścianę. Naraz dostrzegł bezsensowność swego działania. Przecież istniała opcja, że młódka nie potrafi czytać. Albo że nie będzie zażywać czegoś, czego nie zna. Wyliczył też o wiele więcej wad, ale niespecjalnie się tym przejął, zakładając, że zrobił to, co mógł.

Znów spojrzał na niebo, nawołując instynktownie chłodne podmuchy wiatru do swej osoby.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3784
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

04 cze 2012, 14:27

Na podwórzu zakotłowało się, jakby ruch Infiego w stronę siedzacej na ławce dwójki wielkich stworzeń był jedynie małym kamykiem poruszającym górską lawinę. Z karczmy wyszły kolejno trzy osoby: nieznany miecznikowi z imienia, zarośnięty mężczyzna, wyposażony w coś na wzór włóczni o długim grocie, czerwonowłosy elf Asterias, który, dzięki bogom, wziął ze sobą Wygnańca, oraz jego ogoniasta towarzyszka, wyglądająca na nieco zdezorientowaną, ale gotową do drogi. Infi miał tylko nadzieję, że jej towarzystwo pomoże Czerwonemu szybciej przebierać nogami podczas wyprawy. Krwisty fircyk już wcześniej zdawał się być zainteresowany osobą czarnowłosej, turlając się z nią po drewnianej podłodze karczmy, więc demonoid nie przewidywał, aby miało się to szybko zmienić.
Elf wyglądał, jakby zbierał mysli przed wyruszeniem w drogę, przykucnął bowiem, uprzednio wbiwszy wielki miecz w ziemię, co przyszło mu z niezwykłą, jak na jego cienkie ramiona, łatwością. Ciemne, runiczne ostrze było nienaturalnie wręcz ostre, piękne i kuszące, do tego stopnia, że Infi nie po raz pierwszy i nie ostatni zaczął żałować, że nie może go dotknąć. Przypalone prawe ramię przypominało o karze za przywłaszczenie sobie miecza pochodzącego prosto z Czeluści, miecza, który tak bardzo zmienił nie tylko aparycję Infiego, ale także jego wnętrze, o czym już wkrótce miał się przekonać na własnej skórze.
Ogoniasta przedstawiła się, a wojownik odwrócił się na chwilę w jej stronę, pozdrawiając nową towarzyszkę podróży skinieniem głowy i ponownie doznając wrażenia, jakby już wcześniej gdzieś ją spotkał. Dariane wyglądała na nieco skonfundowaną, do tego stopnia, że Infi począł zastanawiać się, czego Asterias użył, aby przekonać ją do wyruszenia w tak niebezpieczną podróż właściwie bez przygotowania. Rzut oka na gładkolicego elfa wyczerpał temat. Miecznik nigdy nie miał pojęcia, na jakiej zasadzie kobiety oceniają atrakcyjność mężczyzn, szczególnie w tym ciągle zmieniającym się świecie, ale trzeba było przyznać, że gładkie jak pupcia niemowlęcia, nie przyprószone nawet odrobiną zarostu elfie policzki cieszyły się ogromnym, niesłabnącym mimo upływu czasu powodzeniem wśród dam. Infi westchnął, gładząc swoją przydługą, dość niechlujną bródkę.
Cóż, wojownik nie wzbraniał nikomu wyruszenia wraz z nim. Wręcz przeciwnie – uważał, że im większa kompania, tym lepiej dla sprawy. Dodatkowo wierzył on, że wszystkie te osoby spotkały się tutaj nieprzypadkowo i każda z nich odegra ważną rolę w nadchodzących wydarzeniach, jeśli tylko zdecyduje się w nich uczestniczyć. Okazało się, że towarzysz minotaura, co było oczywiste, również potrafi mówić, a na dodatek jest całkiem bezpośredni i szczery. Infi podziękował mu skinieniem głowy, po czym nabrał powietrza i już miał odpowiedzieć na słowa swoich rozmówców, z których jeden, trzeba przyznać, był całkiem rozgadany i elokwentny, za jego plecami odezwał się cienki, acz barwny głos cerującej koszulę kobietki, która oznajmiała wszem i wobec, że zakończyła swoją pracę.
Miecznik, chcąc nie chcąc, przywołał na swą twarz tak ostatnio rzadki, pogodny uśmiech, zapominając na chwilę o Dziwnych Oczach i Tarnalu. Cokolwiek by Luna nie zrobiła, wychodziło jej to tak słodko i uroczo, że nie sposób było się nie uśmiechnąć, choćby słysząc jej posapywania i piski. Wojownik chciał do niej podejść, jednak ubiegł go mężczyzna z włócznią, który podniósł leżący nieopodal patyczek, nabazgrał coś na ziemi, a potem położył na niej coś, czemu Infi nie mógł się dokładnie przyjrzeć. Wyglądało na to, że odprawia jakieś gusła, a zważywszy na jego dziki wygląd nie byłoby to niczym dziwnym. Gdy tamten skończył i bez słowa wrócił na swoje miejsce, zaniepokojony Infi przestąpił kilka kroków w stronę, jak się okazało, drzemiącej skrzatki, spoglądając na wyrysowane przez niego znaki. Okazało się, że to wiadomość dotycząca leżących obok kobietki korzonków. Demonoid wielce zdziwił się, że brodacz po prostu jej nie obudził, ale gdy tylko jego wzrok padł na uśpioną sylwetkę, mężczyzna zaraz zrozumiał taki stan rzeczy. Sam Infi nie miał serca budzić uśpionej blondynki, nie chcąc przerywać jej błogostanu. Zamiast tego ukucnął i delikatnie wyciągnął z jej dłoni własną, brudną koszulę, teraz przynajmniej elegancko połataną.
– Dziękuję - szepnął, gładząc krawcową po policzku, po czym powstał i założył przyodziewek przez głowę, przekładając swój oręż z dłoni do dłoni, zupełnie jakby był wykonany z lekkiego drewna. Stary miecz wojownika ponownie wylądował na jego plecach, a Infi znów pomyślał, że o stokroć bardziej wolałby, aby w pochwie leżał nie jego wierny przyjaciel, ale wbity w ziemię obok Asteriasa Wygnaniec.
Wojownik odwrócił się tak, aby być dobrze widocznym dla wszystkich zgromadzonych, bowiem jego wyjaśnienia należały się im wszystkim, nie tylko świeżo poznanej, siedzącej na ławce parze wielkich istot. Infi odchrząknął, zapinając sprzączki skórzanych pasów przecinających jego pierś.
– Jestem Infi - zaczął kulawo, nigdy nie będąc mistrzem retoryki. – Moim celem jest udanie się na Pustynię Śmierci. - Zaczął od oczywistych informacji tak, aby wśród członków kreującej się właśnie drużyny nie było niedomówień. – Muszę sprawdzić pewne… przeczucia. Wspomnienia… – rzekł, przerywając na chwilę i od razu się poprawiając. Coś tam na mnie czeka, i to od dawna. - Demonoid zadarł głowę, a w jego czerwonych tęczówkach wyraźnie odbiło się światło słońca. – Nie wiem, co tam znajdziemy, ani jak długo będziemy szukać. Wiem tylko, że muszę to zrobić, a wyruszenie samotnie byłoby głupotą. Jesteście ze mną? - Nikt nigdy nie nazwałby Infiego charyzmatycznym, ale mimo wszystko niewiadomym sposobem udało mu się ściągnąć w jedno miejsce tyle skrajnie różnych istot, od driady, przez elfa, po dziwną istotę o psiej twarzy i nie zamierzał rezygnować z żadnej z nich. Miecznik skończył swoje krótkie przemówienie, które przy jego cichym usposobieniu mogło wydawać się niejako słowotokiem, oczekując na reakcję swoich towarzyszy i swego rodzaju deklarację na przyszłość.
Awatar użytkownika
Asterias
Posty: 255
Rejestracja: 12 paź 2011, 14:48
Lokalizacja postaci: Pustynne Wyżyny
GG: 4014804
Karta Postaci: viewtopic.php?t=887

10 cze 2012, 15:48

Aster kucając jednocześnie podtrzymując się na wbitym obok mieczu rozmyślał o sprawie jego dawnych pracodawców. Cieszył się, że Infi znalazł tak wielką grupę, to uchroni ich przed jakimkolwiek atakiem, chyba, że jedna z osób uczestniczących w wyprawie okaże się kretem…
W każdym razie musiał mieć się na baczności, czy to dla siebie, czy dla nowego przywódcy. Czuł, iż ich przeznaczenie jest ze sobą mocno splecione, jednak nadal nie wiedział w jaki sposób, a odkrycie tego postawił sobie za nowy, główny cel w przyszłości.
Praca nad swymi umiejętnościami była kolejnym pomysłem, na który wpadł. Nie mógł dać się zaskoczyć, dlatego wypadało przygotować kilka tak zwanych "asów", aby w czarnej godzinie ich użyć i przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Chwilę później oberwał kamieniem, który zdawał się nadciągać od strony skrzatki. Nie można było nazwać bólem, Aster jako mag krwi był przyzwyczajony do zupełnie innej skali odczuwania bólu, w jego przypadku była to kwestia przyzwyczajenia i siły woli.
Kiedy zamierzał coś powiedzieć w jej stronę usłyszał chrapanie.
Czyżby zasnęła? – pomyślał elf, prawdopodobnie mając rację.
Skrzatka wyglądała na nieźle spitą, jedna z ciekawszych osobowości w tym gronie położyła przed maluczką jakieś zioła i nabazgrała coś na ziemi przed nią, prawdopodobnie sposób użycia.
Czerwony również zamierzał jej pomóc, jednak jego pomoc miała być o wiele szybsza.
Lekko nakłuł kciuk o sztylet przy pasie, nie zwracając na siebie uwagi, podszedł do spitej istotki, przyjrzał się jej uważnie po czym dotknął jej dłoni. Krew na kciuku utworzyła bardzo cienką i krótką igiełkę, która bezboleśnie i bez trudu przebiła się przez naskórek dając dostęp do krwi.
Chwilę tak ją potrzymał, wyciągając z jej krwi nadmiar alkoholu, używając swojej posoki jako magazynu, po czym odszedł nieco bardziej chwiejnym krokiem, starając się nie dać tego po sobie poznać.
Powrócił na swoje pierwotne miejsce obok miecza, znów się o niego opierając i przykucając nieco. Na dłoni skrzatki nie było żadnego śladu ukłucia, a jak to się mówi "czego nie widać, tego nie było".
Spojrzał na miecznika, który odwzajemnił jego spojrzenie. Było ono pełne siły, pełne… pewności. To kazało Czerwonemu wierzyć w to, co wierzy sam wojownik. Kiwnął tylko głową w jego stronę na znak, że może na niego liczyć. Przynajmniej póki co…
Rzucił także okiem na driadę, która nadal wyglądała na spłoszoną i zagubioną. Uśmiechnął się, aby dodać jej otuchy, po czym zaczął przyglądać się największym uczestnikom tej wyprawy.
Minotaur, potężny, wielki byk, był zdecydowanie świadkiem wielu bitew, co równocześnie kazało okazać mu należyty szacunek, zaś jego towarzyszka, gnollica, wydawała się być "w gorącej wodzie kąpana", co jednocześnie ukazywało na podobieństwo między nią, a Czerwonym.
Wilczyca przedstawiła się wszystkim, co jednocześnie stało się dla Infiego znakiem, aby cokolwiek przekazać swym nowym towarzyszom. Przedstawił się i wspomniał o celu wyprawy. Pustynia Śmierci. Przeczucie.
Tak głupie powody, a jednak, elf mu ufał. W jakiś beznadziejny sposób nie potrafił mu odmówić.
– Masz mój przysłowiowy miecz, wojowniku – rzekł głośno i wyraźnie, tak aby wszyscy włącznie z Infim go usłyszeli.
– Moje imię to Asterias, w skrócie Aster – dodał, przedstawiając się wszystkim krótko.
Zaczynało być ciekawie, Pustynia Śmierci, huh? Dreszczyk emocji zatrząsł znów nieco pijanym ciałem Czerwonego.
Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

11 cze 2012, 17:26

Ledwo usiadł na ławie, a do skrzatki już ktoś podszedł. Był to nikt inny jak – co okazało się parę chwil później – przywódca wyprawy na Pustynię Śmierci. Kenhkar nie zdążył zareagować, kiedy to wojownik ze sporym ostrzem na plecach odebrał swą koszulę, teraz prezentującą się o niebo lepiej, choć nadal brudną. Widząc, że skrzatce nic nie zagraża, Kenhkar ponownie oparł się o ścianę karczmy, gdyż chwilę wcześniej był gotowy do natychmiastowej interwencji, gdyby młodej mogło coś się stać. Chwilę później sam zaśmiał się z siebie po cichu. Spójrz na jego twarz – rzekł w myślach. – Ma taką minę, że za żadne skarby świata nie uczyniłby jej żadnej krzywdy. Uśmiechając się, patrzył wciąż na sytuację, która miała miejsce na karczemnym podwórzu.

Miecznik ledwo odszedł na parę kroków, gdy – ku zdziwieniu Kenhkara – do niewielkiej istotki podszedł czerwonowłosy. Co on tam majstruje? – zastanawiał się wojownik. Otóż ten cały "on" w rzeczywistości pomagał skrzatce i to w błyskawicznym tempie. Niestety – kosztem siebie samego. Kenhkar jednakże nie wiedział o tym, dla niego całe działanie szkarłatnej istoty pozbawione było najmniejszego sensu.

Dosłyszał ptaki nad swym prawym uchem. Obrócił głowę w tamtą stronę, dostrzegając sporych gabarytów drzewo. Samych śpiewaków nie zauważył, ale niezbyt się tym przejmował. Boją się, maluchy. Po chwili ciszy miecznik rozpoczął swą przemowę. Kenhkar słuchał go, marszcząc brwi. Chciał wyłowić z tonacji jak najwięcej o tym intrygującym człowieku. O ile był to człowiek. Lustrując ponownie całe podwórze nie mógł jakoś w to uwierzyć. Minotaur, pies, zielona kobieta, istota z ogonami, czerwonowłosy – nie, przywódca też nie mógł być człowiekiem. Biła od niego wielka siła, pożądanie, skierowane w niewiadomym dla Kenhkara kierunku.

Ten jegomość przemawiał słowami prostymi, aczkolwiek przekonującymi. Wszyscy słuchali go uważnie, wychwytując chciwie każde słowo. Ciekawe jak właściwie wygląda ta cała pustynia? A może to tak tylko z nazwy? Nigdy tam nie byłem.

Chwilę później czerwonowłosy przedstawił się. Asterias, w skrócie Aster. Zapamiętam. Kenhkar przyglądał się bacznie właśnie jemu. Też go intrygował. Nagle mag zdał sobie sprawę, że każdy tutaj jest swego rodzaju niezwykły, że ma swoje przeżycia i odpowiednie umiejętności, właściwe cechy. On sam wydawał się sobie zwyczajnym człowiekiem, choć życie miał dość niezwykłe.

Siedział, nie wydając najcichszego odgłosu.
Awatar użytkownika
Luna
Posty: 76
Rejestracja: 16 mar 2012, 21:22
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26310#26310

13 cze 2012, 23:01

Oh, jakże ciężko było otworzyć oczy. Luna nie miała pojęcia, kiedy zasnęła i jak długo spała. Śnił jej się jakiś przystojny facet z zamazaną twarzą… tak, to był miły sen. Ze snu wyrwało ją jednak dziwne uczucie, nie potrafiła go nazwać, było bowiem całkowicie nowe. Jakby cały wypity alkohol wyparował. Albo spała cholernie długo, tak długo by przespać niebotycznego kaca, albo stało się z nią coś dziwnego. Pierwszym co zobaczyła przez przymknięte powieki była spora czerwona plama. Kiedy nareszcie udało jej się złapać ostrość spostrzegła, że czerwona plama w istocie była elfem, którego poznała w karczmie. Miała wrażenie, że to on ją obudził, nie była jednak pewna.

Skrzatka przeciągnęła się niespiesznie głośno ziewając. Obok miejsca w którym siedziała zobaczyła nabazgrany na ziemi napis i korzeń… hm, komuś należałoby za niego podziękować mimo, ze teraz nie był jej już potrzebny.

Nagle spostrzegła, że nie ma koszuli którą cerowała dla miecznika. Panicznie zaczęła jej szukać. Przetrzasnęła torbę, do której wcześniej włożyła korzeń, koszuli jednak nie było. I nic dziwnego, bo po chwili zauważyła ją na Infim, który robił z siebie ważniaka. Stał i przemawiał, jeśli można nazwać przemową kilka nieporadnie wypowiedzianych zdań. Mimo, ze nie był on mistrzem retoryki istoty zgromadzone na podwórzu słuchały go uważnie.

Luna poczuła na plecach spojrzenie. Obróciła się, by sprawdzić, kto ją obserwuje. Był to postawny mężczyzna o śniadej cerze. Nie był zbyt wysoki ( jak na nie-skrzata) Mierzył najwyżej stopę więcej od kwateronki. Sprawiał miłe wrażenie. Być może to on podarował jej leczniczy korzeń? Nie zastanawiając się nad tym dłużej podeszła do mężczyzny.

Witaj. Czy to tobie zawdzięczam moje cudowne otrzeźwienie? – uśmiechnęła się i przycupnęła na ziemi. Ślad jej pośladków nie zdążył się nawet odbiec na piasku, gdyż niemal od razu skrzatka poderwała się jak oparzona. Cóż ona robiła? Nie mogła przeciecz tak po prostu przyjąć, że jej pracy nie wynagrodzono.
Wybacz na moment. – bąknęła tylko odchodząc, a właściwie odbiegając w kierunku miecznika.

Infi, koszula pasuje? Zrobiłam cos dla ciebie. Co dostanę w zamian? Nie żebym była pazerna, ale aktualnie jestem skrzatem bez środków do życia. Ciężkie czasy. Trzeba sobie jakoś radzić. Więc, co masz dla mnie?

Wiedziała, że pewnie przeszkadza w czymś ważnym. Mówiąc szczerze, nie bardzo ją to jednak obchodziło.
Awatar użytkownika
Tarnal
Posty: 138
Rejestracja: 04 paź 2011, 07:00
GG: 11616203
Karta Postaci: viewtopic.php?t=842

14 cze 2012, 19:41

Podwórzu do wnętrza karczmy brakowało już tylko uderzającej woni pieczonego mięsa oraz posługujących dziewek, które by krzątały się między tłumem gości, o który właśnie tutaj nie było trudno. Minotaur chyba nie doczeka w najbliższych dniach spokojnej rozmowy z towarzyszką, która na dodatek zdawała się wyrażać nadzwyczajne chęci uczestniczenia w wyprawie. Czy była na tyle głupia? Zastanawiając się nad tym moment, doszedł do wniosku, że chyba nie. Sam z chwili na chwilę dawał się coraz bardziej ponosić wizjom eskapady dorównującej przeżyciom obronie miasta, czy innej wygranej przez Tarnala bitwie. A towarzystwo sprawiało zaskakująco pozytywne pierwsze wrażenie, choć może to sentyment minotaura do nie-ludzi, z którymi współpracuje mu się najlepiej. O ile patrząc prosto w krwiste oczy mężczyzny, wahał się z podjęciem ostatecznej decyzji, o tyle kolejna zaczepka gnollicy stała się paradoksalnie decydującym powodem, dla którego Tarnal uda się na wyprawę, z bronią, lub bez. O minotaurach mówi się różne rzeczy, lecz plotki o ich tchórzostwie są zaiste jedynie plotkami, z miejsca negowanymi przez minotaury, jeśli dojdą ich uszu. Jej wypowiedź poruszyła go na tyle, iż nie zwracał większej uwagi na wydarzenia przed nimi, szczęśliwie dla niej, nie wziął tego za realną zniewagę. – Ha! Prędzej dam sobie odrąbać drugi róg, niż stchórzę przed pustynią! Już raz tam byłem! – Ryknął dość hałaśliwie, lecz wcale nie przerażająco, przynajmniej w jego mniemaniu. Wtem ponownie skierował wzrok na Infiego, przyciągnięty jego donośnym głosem i.. czymś jeszcze. Mogło to być niezbyt trafne porównanie, lecz ów przemawiający mężczyzna, widać nieobeznany jeszcze ze sztuką krasomówstwa i jakby niepewny reakcji słuchaczy, przypomniał mu jego samego sprzed lat. To zapewne dziwne, ujrzeć w ludzkiej postaci, niższej i mniej masywnej, barczystego minotaura, o dwóch prawdziwych rogach i byczych kopytach. Mimo wszystko, tak właśnie się stało, a Tarnal przypomniał sobie swoje pierwsze dni na stanowisku generała, pierwsze chwile bitew, w których z początku podobnie przemawiał do towarzyszy broni. Choć ta chwila niewątpliwie nie była aż tak wzniosła, miała w sobie pewną tajemnicę, którą minotaur chciał odkryć. Doskonale pamiętał swój początek oraz oddanie pobratymców, postanowił wesprzeć Infiego tym samym, co z racjonalnego punktu widzenia nie byłoby stosowne. Paradoksalnie, jego mowa przekonała go szybciej, niźliby zrobił to któryś z doświadczonych generałów, porywając się na górnolotne monologi. Oczywiście nie licząc gnollicy, której miał coś do udowodnienia. Wreszcie, popchnięty dodatkowo wypowiedzią elfa w posiadaniu tajemniczego ostrza, odparł z uśmiechem, mając na myśli swoją bardzo dawną podróż. – W rzeczy samej, samotna przeprawa przez piaski nie była mądrym pomysłem.. ale grupowa? Takiej kompanii nie powstydziłaby się sama królowa Wolenvain. – Chciał nieco pomóc w decyzji pozostałym, jednak zupełnie nie miał pojęcia o tym, że miasto już od jakiegoś czasu królowej nie posiada. Cóż, może nie potraktują tego dosłownie, tak, czy inaczej minotaur kontynuował niewzruszony. – Pomogę ci. – Ton skierowany do miecznika zmienił się diametralnie od czasu pierwszych zdań wypowiedzianych w jego kierunku. Jakiegoś rodzaju przychylność mógł wyczuć w tych słowach, z pewnością treściwych, choć zwięźle zwartych. W tym samym momencie posłał mu przenikliwe spojrzenie, po chwili uświadamiając sobie, że stosownym byłoby przedstawić się wobec zabranych. – Tarnal, klanu Żelaznego Rogu, witajcie. – Nigdy chyba nie pozbędzie się zwyczaju wysławiania swojego pochodzenia, choć od dawna nie miał okazji odwiedzić rodzinnych stron, by choćby uświadomić poddanych, że nadal żyje i ma się stosunkowo dobrze. Skinął głową, głównie w stronę Infiego, choć gest powitalny z pewnością kierował do wszystkich. Gdy nieco piskliwy, lecz nadal przyjemny dla uszu głos zabrała niska kobieta, właściwie przypominająca młódkę, minotaur zaśmiał się jedynie pod nosem. Zdaje się, że wojownik zadłużył się nieco, a nie wygląda na bogatą personę.
Dariana
Posty: 50
Rejestracja: 05 lut 2012, 21:02
Karta Postaci: viewtopic.php?p=23323#23323

15 cze 2012, 02:25

Prowadziły go wspomnienia… Wspomnienia… Wspomnienia… Dariane takowych nie posiadała. Skarby śmiertelnych, świadectwo ich życia, sukcesów, błędów – ich doświadczenie i mądrość. To było coś, czego czarnowłosa po prostu nie miała. Ponadto nie miała pojęcia, jak te wspomnienia odzyskać. I w tym miejscu zazdrościła Infiemu, który musiał jedynie udać się na tą pustynię. Tam leżały jego wspomnienia.
Ogoniasta pogrążyła się w zadumie, rozmyślając nad swoją przeszłością. Jaka była? Kim kiedyś była? Miała rodzinę? Co to za las i czemu w nim była?
Nie wiedziała. W międzyczasie kilka osób odpowiedziała mężczyźnie bardziej, lub mniej na temat. Jednak artystka nie bardzo słuchała, co mówili. W tym momencie była tylko ona i jej myśli. Dopiero po dłuższej chwili rozmyślań – tak często towarzyszących artystom, uniosła głowę. Wielu artystów cierpiało na rzadką przypadłość: huśtawkę nastroju. I tutaj delikatna dziewczyna padła jej ofiarą. Wszyscy mogli ujrzeć smutek, tęsknotę i strapienie na jej twarzy i oczach. Jakby czuła ogromny ból.
Idę… – odparła jedynie dość cicho, bez przekonania. Jednak czemu się zgodziła? Czy to przez fascynację podejrzanie znajomym Infim?
Nie.
Tym razem czerwonooki miał być jedynie przykładem. Wzorem i przewodnikiem po jej własnej przygodnie, związanej z jej własnymi wspomnieniami.
Nie zwracała uwagi na nikogo. Nie było to może miłe, ale nie było też zamierzone – Wilczyca po prostu nie czuła się najlepiej.
Awatar użytkownika
Dziwne Oczy
Posty: 188
Rejestracja: 07 maja 2012, 18:46
GG: 4896516
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1882

15 cze 2012, 20:16

Gnollica zamknęła pysk, przez co przybrał on ponury wyraz. Zerknęła na miecznika spode łba, a jej spojrzenie wskazywało co najmniej na rozczarowanie słowami Infiego. Słuchając zapewnień czerwonosierstnego, ogoniastej i byka, prychała pod nosem ze wzgardą. Jedni gadali głupoty, drudzy wymawiali wyniosłe słowa, a inni przyjmowali dumny ton. Totalny bezsens. Chyba za wcześnie cieszyła się na ruszenie dupska z tego śmierdzącego miasta. Właściwie to czego ona spodziewała się po bezmyślnych małpach? Że oto nadadzą nowy sens jej nudnemu żywotu? Pokręciła z niedowierzaniem łbem, niemalże teatralnie przykładając do jego boku łapę.

Zupełnie zignorowała skrzatkę wtrącającą się do rozmowy, jakby ciągle w niej uczestniczyła i wcale nie chrapała przed chwilą na ławce. Widać taki już był zwyczaj małych istot, że były nachalne i bezczelnie się wciskały w każde towarzystwo. Zapewne inaczej nikt nie zwracałby na nie uwagi. A taki właściwie był zamiar Dziwnych Oczu. Blond miniatura chwilowo dla niej nie istniała.

Czyli mamy kąpać się w Piaskach, bo masz przeczucia. Nikt nie wie, po co tam lezie, ale wszyscy chętni. Na śmierć – powiedziała tak pogardliwie, iż wydawało się, że machnie na nich łapą i odejdzie, przeklinając ich wszystkich głośno. Zamiast tego przestąpiła z nogi na nogę i warknęła: – Skoro tak – i nawet bykowi na rozum padło – ja również idę. Przez wzgląd na mych przodków, którzy wędrowali przez tamte tereny.

Wbiła wzrok w ziemię. Na brak odwagi narzekać nie mogła. Po prostu była rozsądniejsza, niż komukolwiek mogłoby się wydawać. Z jednej strony czuła wściekłość, że decyduje się na coś takiego, choć prawdopodobnie na nic jej się to nie zda. Z drugiej doskonale wiedziała, że nic jej w tych stronach nie trzyma – może z wyjątkiem Natury. Ale ta jest stała i łaskawa, więc może poczekać na powrót swojej córki. Może niektórych zdziwiła jej zmiana nastawienia z podniecenia na rezygnację, ale były ku temu powody. Zwyczajnie potrzebowała konkretów, a dostała przypuszczenia.

Trzeba będzie narwać dużo ziół – dodała, bardziej mówiąc do siebie, niż do reszty.

Wróć do „Pod Pechowym Linoskoczkiem”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 16 użytkowników online :: 3 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 13 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Aleksis Bentrum, Grynfa, Kerreos
Liczba postów: 52179
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.