Karczemne podwórze

Słynąca z ogromnej tolerancji gości karczma "Pod Pechowym Linoskoczkiem" została umieszczona niedaleko centrum miasta, co sprawiło, że stała się miejscem spotkań dla przedstawicieli wszystkich klas społecznych. Bogaci odnajdą tutaj trunki najwyższej jakości, biedni zaś już za parę groszy mogą kupić najgorszą z wódek.
Erranein
Posty: 383
Rejestracja: 07 lut 2011, 18:59
GG: 41713691
Karta Postaci: viewtopic.php?t=43&highlight=erranein

Weranda karczmy.

02 kwie 2011, 16:54

Opis– chyba zbędny. Znajdujemy się pod karczmą. Dookoła znajdują się lekko podniszczone ławki, w pobliskich krzakach leżą menele.

Krasnolud wybiegł z karczmy. Usiadł na jednej z ławek. Starał się uporządkować myśli. To co zobaczył… śmierć wielu krasnoludów, tyle postaci przewinęło się przez te kilka chwil.
Czekał na nieznajomego.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

21 cze 2012, 00:40

Czekałem na Ayumi, i… nie doczekałem się. Nie będę dłużej spowalniał.
Słowa Infiego wywołały zaskakującą dla niego reakcję obecnych na podwórzu istot. Wojownik nie nawykł do roli mówcy, przewodnika czy przywódcy, a posłuch, z jakim nagle się spotkał, jego bądź co bądź prosty umysł potrafił wyjaśnić tylko w jeden sposób – przeznaczeniem. Wojownik od dawna wierzył, że wydarzenia, które mają miejsce wokół niego muszą mieć jakiś głębszy sens, ale dopiero od kilku dni na własnej skórze odczuwał działanie siły wyższej. Wyruszając w drogę przez Las Cieni rozpoczął najdłuższą podróż w swoim dotychczasowym życiu – poza granice Autonomii, na Pustynię Śmierci, a to, co działo się podczas tej podróży, która, warto dodać, nie osiągnęła nawet półmetku, było wręcz niesamowite. Infi już na samym początku wędrówki napotkał najprawdziwszego satyra mieniącego się imieniem Herubina, który po ich krótkim, acz burzliwym spotkaniu oddalił się w sobie tylko znane miejsce, zostawiając miecznika z Ayumi i burkliwym Ventroxem – driadą i wilkołakiem. Co ciekawe, od tamtego czasu jego kompania, w której przez chwilę znajdował się nawet smok, nie zawierała w sobie żadnej w pełni ludzkiej istoty, a i człowieczeństwo Infinitusa stało obecnie pod znakiem zapytania. Wszystko zaczęło się, gdy spostrzegawcza demonica Arael jako pierwsza zoczyła bladą czerwień tęczówek wojownika na leśnej polanie. Od tamtej chwili Infi zachodził w głowę, co może powodować taką zmianę, w jego, jak sądził, od zawsze ciemnobrązowych oczach, jednak po wydarzeniach z ostatniej nocy, podczas których zdobył miecz Wygnańca, jego pogląd na tę sprawę nieco się zmienił. Mimo podniszczonego ubrania, zadrapań, popalonego przedramienia i krwi ciągle oblepiającej jego ciało w niektórych miejscach, mężczyzna czuł się lepiej. Nie musiał odpoczywać, mimo, że napracował się swoim rzeźnickim mieczem, a pustynia przyciągała go bardziej niż kiedykolwiek. Wiedział, że w tamtym miejscu znajdzie odpowiedzi na dwa ważne pytania – kim jest i do czego tak naprawdę dąży.
Motywy osób, które zbierały się wokół niego pozostawały nieznane. Wojownik zabiegał o ich względy, bowiem wiedział, że nie da rady samemu podołać wyzwaniu, jakie sobie postawił, jednak oni…? Być może szukali przygody, w końcu mało to takich, co ruszą na złamanie karku za każdym, kto rzuci hasło o dalekiej i niebezpiecznej wyprawie? Może chcieli się ukryć, uciec, zyskać ochronę innych, a może po prostu Infi wzbudził ich zaufanie, jak to było w przypadku Ayumi? Póki co ta wiedza pozostawała ukryta, przynajmniej do czasu, aż którekolwiek z nich nie zechce jej wyjawić. Chociaż ostrożniej i po prostu lepiej byłoby poznać motywy swoich kompanów, dla Infiego w tym momencie liczyło się tylko to, że ma silną drużynę, która przynajmniej przez jakiś czas będzie mu towarzyszyła, pomagając w osiągnięciu celu.
Po pytaniu Infinitusa na kilka sekund zapadła cisza. Przerwał ją Asterias, najpierw podchodząc do skrzatki i, podobnie jak czerwonooki chwilę temu, przykucając obok śpiącej istotki. Chwilę coś tam porobił, po czym powstał, oferując przywódcy tworzonej właśnie kompanii swój „miecz”. Chociaż Infiemu nieobce były zdrożne metafory, przez chwilę zachodził w głowę, o co w tej sprawie chodzi Czerwonemu, po namyśle konstatując, że elf zgodził się mu towarzyszyć. Demonoid zamrugał nerwowo i skinął głową z uznaniem. Jedna osoba zdecydowała się kroczyć u jego boku. Cokolwiek potężna osoba. Infi był kontent.
Kolejny do wyprawy dołączył barczysty minotaur bez jednego rogu, zamieniając jeszcze kilka słów ze swoim towarzyszem. Byk przedstawił się jako Tarnal z klanu Żelaznego Rogu, oferując swoją pomoc w kilku dobrze dobranych słowach. Zdecydowanie – ten to umiał przemawiać, wiedział, jak to robić, a swoją wypowiedzią wyraźnie zachęcał inne osoby, aby również zadeklarowały swoją pomoc. Nie wiedząc, co robić wobec jego serdecznej, jak na nieznajomego, deklaracji, Infi ponownie skinął głową na znak uznania. Tym razem zgiął kark nieco niżej, bowiem minotaur wzbudzał w nim większy szacunek niż fircykowaty elf, którego póki co wykorzystywał jedynie do noszenia Wygnańca. Automatycznie wraz z Tarnalem na podróż zgodził się hienowaty stwór, o którym Infi nie wiedział, co myśleć. Powołał się na przodków, mówił o ziołach – wojownikowi to wystarczyło. Zapewne jakiś tropiciel, który nawet się nie przedstawił, widocznie nie uznając tego za konieczne. Mężczyzna spojrzał prosto w oczy tamtego, widząc ich dziwność – jedno było niebieskawe, a drugie żółte, jak u niektórych psów. Do demonoida dotarło nagle, że osobnik, o którym nieopatrznie myślał jako o męskim przedstawicielu jakiejś niespotykanej rasy, jest w istocie kobietą. Miecznik drgnął lekko, nie dał jednak po sobie poznać zaskoczenia.
Tajemniczy osobnik z długą brodą nadał przysłuchiwał się wszystkim wokół i obserwował wydarzenia w milczeniu. Wojownik wiedział, że mógłby go zmiażdżyć, gdyby okazał się kimś innym, niż tylko stałym bywalcem karczmy, który lubi patrzeć na obce osoby, więc nie zaszczycił go ani słowem. Prawdę mówiąc, nawet gdyby chciał to uczynić, od tego zamiaru skutecznie odwiodła go Luna, która, jak się okazało, obudziła się zaraz po tym, jak Aster do niej podszedł, zupełnie jakby ją ocucił. Niuanse magii pozostawały dla miecznika sekretem, toteż w myślach pochwalił jedynie legend godną odporność skrzatki na alkohol. Jej mowa była płynna, kobietka żądała zapłaty, wyrzucając z sobie dziesiątki słów gdzieś w okolicy pępka Infinitusa, który uśmiechnął się szeroko i nachylił się, wbrew pozorom nie tylko po to, aby zbliżyć się do uroczej blondynki. Słuchając jej roszczeń, wojownik grzebał w swoim wielkim worku, w którym znajdował się cały jego dobytek.
- Nie mam pieniędzy, a jedyne, co mogę ci dać, mała istotko, to to - rzekł Infi, wyciągając z torby skórzane zawiniątko, zawierające w sobie sześć przedniej jakości sztyletów do rzucania. - Mi się nie przydadzą, a ich poprzedni właściciel gryzie ziemię. Jeszcze raz, dziękuję. - Uznając sprawę za zakończoną, wojownik podał zawiniątko krawcowej, po czym powstał, nie omieszkawszy z wariacką uciechą zwichrzyć włosów zapewne niezadowolonej z tego powodu skrzatki, omiatając przy tym wzrokiem swoją zebraną w jednym miejscu drużynę. W międzyczasie dołączyła do niej ogoniasta, czarnowłosa piękność, wypowiadając swoje słowa w zadumie i nadal wyglądając na skonfundowaną. Infi miał tylko nadzieję, że Asterias nie rzucił na nią żadnej klątwy, która kazałaby jej za nim podążać.
Podczas, gdy Infi kompletował drużynę, Ayumi cały czas siedziała na ławce nieopodal, nie odzywając się ani słowem. Może się obraziła, wszak nigdy nie wiadomo, co kobietom chodzi po głowach. Wojownik nie miał jednak czasu, aby bawić się w jej gierki, wiedział, że driada na pewno pójdzie z nim prosto do celu. Widział to w jej oczach, gdy rozmawiali, gdy ją całował i gdy kupował jej słodkie bułki. Zielonowłosa była nim oczarowana i zapewne oddałaby wiele, aby przebywać w jego obecności. Nie przejmując się dłużej leśną kobietą, Infi zamarł na chwilę, rozchylając lekko okolone kilkudniowym zarostem usta.

Czasami bywa tak, że lepsze czy gorsze pomysły po prostu wpadają ludziom do głowy. Ba, niektórzy przedstawiciele innych ras również twierdzą, że doznawali tego typu wrażeń, czy to błyszcząc w towarzystwie za sprawą celnie rzuconej riposty czy to udatnie targując korzystną cenę rzadkich przepiórczych jaj na wolenvainskim rynku. Infi nie był wyjątkiem od tej niepisanej zasady, jednak nigdy wcześniej w jego życiu nie podjął tak ważnej decyzji tak spontanicznie, tylko dlatego, że jego myśli przypadkiem trafiły na nieodwiedzone wcześniej rejony. W jego rozedrganym, natchnionym atmosferą podniosłej chwili umyśle pojawiło się słowo. Nazwa, nic nie znaczący zlepek liter, dobrze brzmiące głoski. Irracjonalnie, czerwonooki po prostu wiedział, że pasują, czuł to wewnątrz, tak, jak czuje się miłość czy rozpacz. Nie ignorując swojej podświadomości, postanowił kuć żelazo póki gorące.
- Cieszę się, że tak wielu jest gotowych mi pomóc - rzekł, zaiste przywołując szczery uśmiech na swoje spierzchnięte wargi. - Będziemy podróżować miesiącami, a drużyna z celem potrzebuje przecież nazwy. Czegoś, co ją określi - prawił, dumając nad własnymi słowami, nie będąc pewien, czy czyni słusznie, lecz jak zwykle poddając się przeczuciom, które nigdy jeszcze go nie zawiodły, czy to w walce, czy to w innych aspektach. W ułamku sekundy podjął ostateczną decyzję. - Powiązaliście swoje przeznaczenie z moim. Od teraz na zawsze, jesteśmy Entropią. - Infinitus odetchnął, drżącym głosem wypowiadając kolejne patetyczne słowa. - Obyśmy wszyscy znaleźli to, czego szukamy. W drogę - to mówiąc, wojownik odwrócił się, wychodząc na ulicę. Wiedział, że pójdą za nim. Wreszcie miał swoją drużynę.

z/t
KS powstanie niebawem.
Awatar użytkownika
Luna
Posty: 76
Rejestracja: 16 mar 2012, 21:22
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26310#26310

24 cze 2012, 18:47

Na podwórzu zrobiło się jakoś dziwnie patetycznie. Wyglądało na to, ze skrzatka jest światkiem czegoś istotnego. Co ja właściwie przespałam? Ważniak w pocerowanej koszuli, za którą nie miał nawet czym naprawdę zapłacić, najwyraźniej próbował stworzyć coś na kształt kompani ze zgromadzonych przed karczmą dziwadeł. Czegoś podobnego Luna jeszcze nie widziała, a widziała już wiele. Przez sto lat z górką, w większości spędzonych na wędrówkach po świecie można naprawdę wiele zobaczyć. Widziała już na przykład najprawdziwszą na świcie kobietę z brodą, stanowiącą atrakcję w jednej z przydrożnych spelunek, widziała ludzi przenoszących przedmioty za pomocą siły spojrzenia, eliksiry, które mogły wprowadzić kogoś w stan zakochania i obrzydliwe dziecię zrodzone z krzyżówki harpii orka, właśnie dzięki działaniu wspomnianego specyfiku. Och, widziała wiele więcej, jednak nie wszystko nadaje się do opowiadania. Wystarczy powiedzieć tyle, że szczegóły anatomii niektórych stworzeń z którymi przyszło dzielnej skrzatce dzielić łoże potrafiły nieźle zaskoczyć. Tak więc, mimo sporego bagażu doświadczeń utworzenie sprawnej drużyny z byka, czerwonowłosego elfa, kobiety obdarzonej przez naturę puszystymi ogonami, stwora z twarzy przypominającego psa i obrażalskiej zielonowłosej driady pod przewodnictwem miecznika który najwyraźniej był bez grosza nie mieściło się w jej rozczochranej głowie.
Chowając do torby sztylety od Infiego zastanawiała się, czy dołączyć do jego drużyny. Brzmiało kusząco, zważywszy, że skrzatka uwielbiała przygody. Trudno jednak podróżować bez jedzenia i bez złota, a tych podstawowych rzeczy Infi nie mógł jej zapewnić. Zmierzyła go wzrokiem. Zdawał się darzyć ją sympatią. Uśmiechnęła się pod nosem, widząc na jego twarzy cień niepewności. Najwidoczniej zdawał sobie sprawę z mankamentów swojej oferty. "Hej, pójdźcie ze mną, będzie fajnie. Nie wiem po co, nie wiem dokąd, wiem, że przez pustynię." Tak to mniej-więcej brzmiało. Jednak jakaś dziwna, drzemiąca w mieczniku siła ciągnęła za nim (nie)ludzi. Utworzenie kompanii stawało się całkiem realne. Poza tym driada wydawała się jakby nieobecna, co dla skrzatki było dobrą wiadomością. Może nie zyska sławy ani pieniędzy ale zawsze ma szanse na romans z przystojnym wojownikiem. Czy jednak towar wart jest swojej ceny? Niech pomyślę, seks z miecznikiem z wielkim napisem BYĆ MOŻE kosztem tyłka poparzonego przez pustynny piach. Skrzatka nie zastanawiał się dłużej, za bardzo lubiła swój tyłek.
No cóż, pozostaje mi życzyć wam szerokiej drogi, chociaż tego na pustyni na pewno nie zabranie. Z drogą właściwie może być kiepsko, za to nie będzie problemu z szerokością. Trzymaj się, malarko. – Zwróciła się do Dariane, jedynej osoby z całej drużyny którą odrobinę poznała. – Także… no, ruszajcie, przygoda czeka, czy co tam chcecie. Jak by ktoś potrzebował drobnej krawieckiej interwencji i miał w zamian do zaoferowania prawdziwe pieniądze to jestem do usług. – Uśmiechnęła się szeroko. – Tam gdzie idziecie chyba obowiązują specyficzne zwyczaje co do ubioru.
Spodziewała się, że raczej nie będzie chętnych, pusta sakiewka i brak jedzenia nie pozwalały jej jednak przynajmniej nie spróbować. Potrzebowała gotówki by choć na chwię móc odnaleźć się w tym parszywym mieście. Miała przecież tyle do zrobienia, tyle do odkrycia.
Awatar użytkownika
Ajumi
Posty: 153
Rejestracja: 04 wrz 2011, 18:12
GG: 7575125
Karta Postaci: viewtopic.php?t=653

26 cze 2012, 01:10

przepraszam, że nie odpisywałem tak długo. powiedzmy, że wyjątkowo nie miałem ochoty. zresztą w/e… i sorki, że ten post jest dość krótki/dziwny/nieczytelne/etc, ale się zgubiłem :c

Ayumi siedziała osamotniona na ławce przy karczmie, z której dopiero co wyszła i zaczęła zarówno przyglądać, jak i przysłuchiwać się sytuacji na podwórzu. Tyle dziwnych istot. Od zwykłych ludzi, po elfy i skrzatki, a na jakichś bykach i gnollach kończąc. Oczywiście, nie wspominając już o demonach. – pomyślała ze sceptycznym nastawieniem, a następnie spoglądnęła w wyjątkowo błękitne, bezchmurne niebo czerpiąc równocześnie przyjemność z delikatnego wiatru powiewającego swobodnie przez podwórze.
Po chwili drobnej istotce, do której driada nie była zbyt pozytywnie nastawiona udało się całkiem przyzwoicie zszyć koszulę Infiego. Huh, rzeczywiście wygląda lepiej. Ciekawe czy to trudne takie szycie. Pewnie nie, skoro zrobiła to tak szybko. Kiedy Infi założył koszulę, nie wyróżniał się już tak strasznie od reszty osobników, choć samej driadzie było to obojętnie. W końcu Matka Natura wcale nie wymaga ubrań, do których cywilizowani ludzie – i jak się okazuje, nie tylko oni – byli bardzo przyzwyczajeni, a wręcz uzależnieni. Zresztą, Infi był całkiem przystojny i bez koszulki prezentował się całkiem nieźle. Jednak za swoją robotę, oczekiwała jakiejś nagrody czy może lepiej powiedzieć – zapłaty. Jak się okazało, Infi nie bardzo miał czym zapłacić, bowiem pieniądze zostały roztrwonione – czy to na bułki czy kompot dla niej. I w sumie również na alkohol, choć nieświadomie to co prawda nieświadomie. Mężczyzna jednak nie zostawił uroczej dziewczyny na pastwę losu i obdarował ją kilkoma… żelaznymi sztyletami. Driada wątpiła czy taka nagroda by się jej spodobała, choć po jej reakcji nie myliła się – nie spodobała się. No nic, nie mogła jej pomóc. Sama mogłaby jej dać jedynie swój wisiorek, jednak był on dla niej zbyt cenny dla kogoś pokroju Luny.
Ciekawe czy ta wyprawa na pustynie to na pewno dobry pomysł. – pomyślała, licząc przy okazji ilość ludzi, z którymi wyruszają. To będzie tak… Infi, ja, Aster… ta ogoniasta dziewczyna… ach i ta kobieta z czerwonymi oczyma, Arael. Nagle jednak coś zaczęło się dziać. Kobieta dostrzegła, że w gromadę zbiera się większa liczba osób niż przewidywała. Więc ten minotaur i gnoll też idą? – pomyślała nieco ze strachem. W końcu obydwie istoty były dużo masywniejsze postury od niej i wydawały się strasznie obce, nawet pomimo tego, że driada jako leśna istota miała kontakt z naprawdę wieloma stworzeniami. Całkiem spora gromadka się zebrała. Na pustyni… chyba nie powinno być problemu.. Chyba. – podsumowała nieco optymistycznie, jednak z nutą niepewności. Ze względu swojej ciągle dużej nieśmiałości do obcych, bała się trochę przedstawić swoim nowym towarzyszom czy choćby przyjrzeć im się bliżej. Po prostu pobiegła za Infim i Asteriasem – dwóm osobom, którym w tej grupie póki co potrafiła zaufać. No i zaczęło się. – wywnioskowała, wypuszczając oddech.

zt
Awatar użytkownika
Tarnal
Posty: 138
Rejestracja: 04 paź 2011, 07:00
GG: 11616203
Karta Postaci: viewtopic.php?t=842

27 cze 2012, 23:32

Miał już świadomość, że wzniosła mowa, jakie w ojczyźnie zrobiła z niego sławnego, szanowanego wodza, tutaj nie zdaje się na nic, wydając się wręcz zbędną i kłopoczącą samego mówcę, ze względu na fakt, że nikt nie zwraca na niego uwagi. Z całego tłumu jedynie Infi jakkolwiek zareagował na jego słowa i gest powitalny, czym oczywiście zyskał nieco w oczach wojownika. Z drugiej strony, nie mógł nadto się dziwić zachowaniu istot, które minotaura być może widzą po raz pierwszy, a Tarnala nie znają z całą pewnością, mimo jego popularności wśród Nizin Szmaragdu. Gnollica zdawała się być wyraźnie zniesmaczona pobudkami przedstawionymi przez przywódcę kreującej się drużyny, jednak ku radości minotaura – również zgodziła się uczestniczyć w wyprawie, czego nie potrafił pozostawić bez komentarza. – Tak trzymaj, może jednak będzie z kim pogadać. – Skwitował z uśmiechem na ustach, patrząc jak nie dająca się zbyć skrzatka nadal domaga się swojej zapłaty, wreszcie otrzymując ją w postaci drobnych jak na dłonie minotaura noży. Mógł sobie nimi co najwyżej wyczyścić zęby po posiłku, lecz dla tak małej istotki posłużą zapewne o wiele lepiej jako prawdziwa broń. Tak czy inaczej, Luna przyjęła zapłatę, pewnie w tylko sobie znanych celach. Kolejne osoby pragnące przeżyć przygodę z bardzo różnych względów, wyrażały swoją chęć towarzyszenia Infiemu, lub jeszcze się zastanawiały, gdy postanowił przemówić ponownie, w pewnym momencie wyraźnie czymś poruszony. Jego ton z chwili na chwilę coraz bardziej wyrażał jego chęć połączenia tych jakże odmiennych postaci w jedną, oddaną sobie wzajemnie drużynę, której nawet przypisał już nazwę. Entropia, było to niezaprzeczalnie jedno z tych tajemniczych słów, których znaczenia mimo wszystko prosty wojownik nie potrafił pojąć, nie wiedząc nawet, czy ono je posiada. A mimo wszystko wydawało się od razu, bez kombinowania pasować do grupy idealnie, będąc oczywiście odpowiednio przyzwoitym i pełnym wzniosłości, którą Tarnal cenił. Nadal siedząc, chwilę obserwował oddalającego się miecznika, któremu towarzyszyła nadzwyczaj cicha kobieta o zielonych włosach, nie racząca nawet przedstawić zebranym swego imienia. Nie było to taktem w mniemaniu minotaura, lecz mając na uwadze wcześniejsze zdarzenia, wcale go to nie zdziwiło. Infi zdawał się być nieco narwany, chcąc z miejsca, bez przygotowania, od tak po prostu wyruszyć na pustynię wypełnioną nie tylko gorącym piaskiem, ale i niebezpieczeństwami nocy. – Chyba nie będzie na to czasu.. cóż, w drogę. – Stwierdził również przyciszonym głosem, w odpowiedzi na słowa gnollicy, po czym postanowił zbierać się do drogi. Choć perspektywa długiej i owocnej we wrażenia przygody kusiła niesamowicie, niemal zagłuszając głos rozsądku minotaura, dobrze wiedział, że bez zgrania i zaufania, żaden z nich daleko nie zajdzie, co w tym przypadku nie dodawało mu entuzjazmu. Jedynie Dziwne Oczy znał odrobinę lepiej, niż z samego imienia, toteż postanowił póki co trzymać się właśnie gnollicy i jej hienowatego pupila. Mając nadzieję, że ta będzie kroczyć u jego boku, kierował się za Infim, w stronę bramy zachodniej.

Z/T

Brak weny, już od jakiegoś czasu… W dodatku przestój niemiło wybił mnie z fabuły.
Awatar użytkownika
Dziwne Oczy
Posty: 188
Rejestracja: 07 maja 2012, 18:46
GG: 4896516
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1882

28 cze 2012, 01:04

Na skrzatkę zwróciła uwagę dopiero przy okazji jej propozycji usług krawieckich. Dziwne Oczy miała jedną tylko koszulę, którą nosiła… bo takie były zwyczaje. Osobiście uważała, że to kłóci się z jej gnollą naturą. Skoro ma sierść, to po co nosić ubrania? Co innego ozdoby, takie jak kolczyki. Tych nie wypadało nie mieć, pełniąc taką funkcję w plemieniu, jaką pełniła. W każdym razie nie widziała potrzeby szycia czy cerowania koszuli, chroniło ją futro. Przy okazji tej myśli, nasunęło się jej pytanie: jak będzie znosiła upał na Rozległych Piaskach? Ale to się okaże w praktyce.

Słowa minotaura miło ją zaskoczyły. To znaczy wątpiła, by rzeczywiście mieli być dla siebie wspaniałymi kompanami do rozmów, ale przynajmniej to, co on powiedział, sprawiło, że poczuła się gdzieś chciana. Tak po prostu, jako ona – a nie tylko jako dwumetrowa kreatura, która może ewentualnym wrogom porozdzierać kłami gardła. I choć prędzej spodziewała się, że wzniosłe słowa byka po pewnym czasie zaczną ją nużyć, to przynajmniej pachniał on ładniej niż reszta. No, może trochę przypominał zapachem zwierzynę, ale to też było przyjemne, choć nieco rozpraszające. I może z jego mowy wyniosła jednak coś użytecznego, bo Żelazny Róg brzmiał bardziej swojsko niż Thare… Thal… już zapomniała. Imiona, których znaczenia nie rozumiała lub – co gorsza – nie posiadające znaczenia, były dla niej bez sensu i nie zaprzątała sobie nimi głowy. Sama nawet się nie przestawiła, w końcu nikt jej o imię nie pytał.

Cóż dopiero mówić o dziwnej nazwie, którą przywódca grupy wybrał dla swej drużyny… właściwie lepszym określeniem była zbieranina. Jeśli komuś zależało, by specjalnie to nazywać, to jego sprawa. Towarzystwo mogło uchodzić za ciekawe, ale raczej nie w mniemaniu gnollicy. Wiedziała, że łyse rasy różnią się miedzy sobą, ale zdawała się nie zawracać tym swojej głowy. Gdyby ktoś powiedział jej dosadnie, że samica o zielonej sierści na głowie to driada, żyjąca wśród drzew jak ona, pewnie zapałałaby do niej większą sympatią. Gdyby ktoś ją ostrzegł, że czerwone oczy miecznika zwiastują, że ma coś wspólnego z demonem, być może nie udałaby się z nim na tą wyprawę. Ale dla niej były to po prostu ogołocone z sierści małpy różniące się kolorem oczu i tego, co mają na głowie.

Uwaga Tarnala, że nie będzie czasu na zebranie ziół wyrwała ją z rozkojarzenia. Cóż, ona poradzi sobie z tym co ma, ale na tą całą gromadę, która pewnie nie raz zrobi coś głupiego i wpakuje się w kłopoty, z których będzie trzeba ich wyciągać, jej ziół nie starczy. No cóż. Sami dokonali wyboru, by iść na pustynię, a jeśli nie są przygotowani… ich strata.

Wzruszyła ramionami, cmoknęła na hienę, która jak zwykle wstała w tempie godnym nadpobudliwego zwierzęcia, i przygarbiona poczłapała za Tarnalem.

[z/t]
Awatar użytkownika
Asterias
Posty: 255
Rejestracja: 12 paź 2011, 14:48
Lokalizacja postaci: Pustynne Wyżyny
GG: 4014804
Karta Postaci: viewtopic.php?t=887

30 cze 2012, 17:18

Entropia. To miała być nazwa zbieraniny istot, która miała być drużyną gotową poświęcić swe życia dla swoich towarzyszy. W tym momencie nikt sobie nie ufał, jednak każdy uczestnik miał w sobie coś potężnego. Ayumi, driada, o jeszcze nie do końca Asterowi znanych umiejętnościach, Tarnal, minotaur, który wygląda na doświadczonego na wielu bitwach, gnollica, która już z natury była uzdolnionym łowcą, Dariane, kobieta o wielu ogonach i zupełnie nieznanych umiejętnościach i pobudkach oraz Infi, ten który zebrał wszystkich tych dziwaków, z zaklinaczem krwi włącznie, i postanowił ich zabrać ze sobą na być może dla niektórych ostatnią wyprawę, a oni się zgodzili. Zgodzili się. Nikt nie wiedział co go czeka, nawet sam miecznik, nie był do końca pewien po co wyrusza na pustynię.
Czerwonemu spodobało się słowo opisujące drużynę, która powstała właśnie tutaj, przed karczmą.
Infi zaczął iść, za nim pobiegła zielona istotka, zwana Ayumi, która w swojej nieśmiałości nawet się nie przedstawiła i szybko ustawiła się niedaleko Astera i Infiego. Tarnal i jego towarzyszka trzymali się razem, tak więc grupa wyglądała na podzieloną na dwa obozy… póki co. Sama nadal pozostawała Wilczyca.
Asterias podszedł do niej, postarał się zwrócić na siebie jej uwagę.
– Wyruszamy, wilczyco. Samotność jeszcze nikomu nie wyszła na dobre, ruszaj za mną, jeśli masz taką ochotę, do niczego nie będę Cie zmuszać - powiedział zachęcająco i dodając otuchy elf do demonoida.
– I jeszcze jedno. Jesteś pewna, że chcesz wyruszyć z nami? Pamiętaj, że to ostatnia okazja, żeby zrezygnować. Ruszam przodem, nie będę szedł szybko, lecz nie zwlekaj długo – rzekł mag po czym odwrócił się i choć dla niego powolnym, to dla innych dość żwawym krokiem ruszył za Infim i driadą.
Grupa minotaura i gnollicy szła nieco odcięta od reszty, jednak nadal w tym samym kierunku. Zaufanie innych – to rzecz, którą drużyna musiała zdobyć jak najprędzej. Patrząc cały czas za swoje plecy nie zauważa się niebezpieczeństwa stojącego naprzeciw, a wyprawa kierowała się na Pustynię Śmierci, której nazwa na pewno miała jakiś związek ze śmiercią i niebezpieczeństwami na niej czyhającymi.
Pozytywne, napędzające uczucie opanowało Astera, który wyglądał na ucieszonego z myślą o "wycieczce", na którą się udał. Zamierzał tutaj zdobyć także kilku oddanych towarzyszy, gdyż nawet on, zwykle pracujący sam łowca głów, teraz potrzebował pomocy.
Szczęście do tej pory mu dopisywało, jednak wiedział, że to nie będzie trwało wiecznie. W końcu magowie go znajdą, a wtedy będzie musiał być gotowy na walkę. Znali już kilka z jego asów w rękawie, tak więc pewnym było, że może nie poradzić sobie sam.

[z/t]
Awatar użytkownika
Sabryn
Posty: 25
Rejestracja: 24 maja 2012, 23:11
Karta Postaci: viewtopic.php?p=29602#29602

30 cze 2012, 17:46

Odziany na czarno kapłan wyłonił się z otwartych drzwi karczmy i narzuciwszy na głowę kaptur odetchnął powietrzem nominalnie świeższym na zewnątrz niż w budynku.. Czekały na niego jeszcze obowiązki i nie mógł spędzić za wiele czasu w tym radosnym przybytku. Skierował swoje kroki w stronę świątyni, ale nagle wpadło na niego trzech podpitych robotników wychodzących za nim z karczmy. Przypadek jakich wielu, gdy alkohol przymroczy już zmysły i złośliwie plącze nogi, jeden z nich upadł i złapał się pierwszego co napotkała jego ręka. Silne, robotnicze palce zacisnęły się na rękawie Sable'a. Rozległ się odgłos dartego materiału gdy rękaw czarnej szaty puścił poddawszy się ciężarowi mężczyzny. Ten klnąc nieskładnie wylądował twarzą na bruku, a kumple zaraz schylili się by pomóc swojemu towarzyszowi niedoli w walce z nikczemną oraz zdradliwą grawitacją. Porechotali, poklęli nieco i zdołali go jakoś podnieść. Dopiero potem trzy pary oczu z pewnym trudem zogniskowały się na poszkodowanej postaci kapłana stojącego spokojnie i obserwującego ich jak umiarkowanie ciekawe okazy okolicznej fauny. Ten, który nadal trzymał w dłoni sporą część rękawa, stęknął coś i puścił materiał. Pospiesznie wytarł dłoń w koszulę, jakby bojąc się że coś złapie.

Ożkurnaolek – wymamrotał, gdy koledzy pospiesznie odciągali go na bok. Wyglądali na nieco przestraszonych i niepewnych tego jak zareaguje kapłan i zachowywali się jakby nagle miał się na nich rzucić z pięściami.

Tymczasem sam Sable schylił się by podnieść naderwany rękaw. Co prawda miał takich szat kilka sztuk właśnie na takie okazje, ale zawsze żal kapłańskiego przyodziewku, zwłaszcza zniszczonego w taki przypadkowy sposób. Jednak nie było po nim widać oznak gniewu, a jedynie lekka nuta żalu gdy wysłużony element garderoby został tak zwandalizowany. Spojrzał na pijaczków, ale oni byli zbyt zaaferowani tym że jeden z nich pośpieszył za róg uwolnić niedawno spożyty posiłek na wolność. Nawet nie przeprosili. Cóż, chamstwo w państwie.

Awatar użytkownika
Luna
Posty: 76
Rejestracja: 16 mar 2012, 21:22
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26310#26310

01 lip 2012, 23:00

Wszyscy członkowie nowopowstałej drużyny, dowodzonej przez Infiego, odeszli nie zwracając uwagi na ofertę skrzatki. Trudno, prawdę powiedziawszy, żaden z członków Entropii nie wyglądał na fana mody. Niestety nie zawsze i nie z każdym da się ubić interes. Brak środków do życia nieco pogorszył humor skrzatki. Nie stać jej było nawet na bułkę, a jej ambicje, w brew pozorom, sięgały znacznie wyżej, niż torba pełna pachnących, dobrze wypieczonych kulek z pieczywa… z chrupiącą skórką… i miękkim środkiem….

Z rozmarzenia wyrwało ją pojawienie się na podwórzu kilku hałaśliwych pijaczków. Przed karczmą pojawił się także mężczyzna odziany w czarną szatę. Wglądał dość tajemniczo, nie tylko za sprawą nietypowego jak na lato odzienia, ale także dzięki jakiemuś wewnętrznemu spokojowi, który skrzatce wydał się niecodzienny, zgłasza po tym, jak jeden z pijaczków uszkodził szatę mężczyzny i odszedł, bez poniesienia żadnych konsekwencji. Skrzatka wdałaby się w takiej sytuacji w co najmniej pyskówkę, ale cóż, czy nie na tym polega piękno tego świata, że każdy żyjący na nim stwór jest inny? Pewnie w normalnej sytuacji skrzatka zapytałaby przybysza, dlaczego nie zareagował, teraz jednak nie miała na to czasu, uszkodzony ciuch stanowił dla niej szansę do ubicia interesu.

Witaj, jestem Luna, mogę ci pomóc. – Powiedziała pewnie, patrząc znacząco na spore rozdarcie. Zazwyczaj sięgnęłaby po prostu po igłę i zaczęła szyć, nie pytając o zapłatę z góry, jednak sytuacja z miecznikiem, który okazał się spłukany i nie mógł jej zaoferować w zamian za usługę nic wartościowego, nauczyła ją czegoś. – Muszę jednak najpierw wiedzieć, czy stać cię na moją usługę. – Uśmiechnęła się smętnie – Takie niestety mamy czasy, że trudno coś dać z dobrego serca, lub dostać za ładną buzię… nie przejmuj się jednak, potrzebuję tylko tyle, by wystarczyło mi na godny posiłek. No i coś do popicia, oczywiście. – Uśmiechnęła się zawadiacko, wyciągając z torby przyrządy do szycia.

W jednej ręce trzymała przygotowaną igłę, druga usiłowała ujarzmić swoją blond czuprynę. To miecznik, przywódca Entropii, charyzmatyczny Infi był winny nieładu na głowie i w głowie skrzatki. Kompania już wyruszyła, Luna zdecydowała, ze nie przyłączy się do tych narwańców, idących prawdopodobnie na śmierć, cały czas jednak zastanawiała się "co by było, gdyby?". "Pustynia, to nie miejsce dla skrzatów, pustynia, to nie miejsce dla skrzatów…" przekonywała sama siebie. Dość, ogarnij się dziewczyno, masz tu interesy do ubicia, mężczyzn do kochania i trunki do wypicia, w końcu przeznaczenie nie mogło cię wepchnąć do tego przeklętego miasta bez powodu. A powodem na pewno nie jest tamta dziwaczna, szalona zbieranina. Masz tu coś ważnego do zrobienia! Gdyby tylko skrzatka potrafiła to "coś" sprecyzować, gdyby umiała wypędzić z swoich myśli nagi tors przystojnego miecznika…
To co, szyjemy? – posłała właścicielowi zniszczonej szaty przyjazny uśmiech, wystarczyło jednak spojrzeć jej w oczy, by wiedzieć, że skrzatka myślami jest zupełnie gdzie indziej.

Awatar użytkownika
Sabryn
Posty: 25
Rejestracja: 24 maja 2012, 23:11
Karta Postaci: viewtopic.php?p=29602#29602

02 lip 2012, 00:24

Młody kapłan spojrzał na niewysoką istotkę, która tak niechybnie zwietrzyła w jego nieszczęściu szansę na zarobek Przez chwilę spoglądał na nią, jakby się nad czymś zastanawiając, ale zaraz skłonił się grzecznie.

Witam. Jestem Sable, skromny kapłan. – powiedział z szacunkiem dla nowopoznanej. To "skromny" może nie wróżyło najlepiej, ale ilu spasionych kapłanów też tak o sobie mówiło? – Widzę więc szczęście w moim nieszczęściu, że od razu napotkałem osobę zdolną mi pomóc.
Chociaż na twarzy nie pojawił mu się uśmiech, oczy stały się nieco mniej chłodne. Kapłan wydawał się traktować z szacunkiem i powagą każdą napotkaną osobę, łącznie z pijaczkami sprzed chwili. Nie zaskoczył go też niewielki metraż rozmówczyni ani jej potarganej czuprynce. Wręcz przeciwnie, sprawiał wrażenie że zaakceptował ją od razu, o ile nie jeszcze zanim ją spotkał.
Oczywiście, za uczciwą pracę należy się odpowiednia zapłata. – potwierdził. – Jednak szycie na mnie nie będzie raczej wygodne a zdjęcie przeze mnie szat nie było by odpowiednie. Zapraszam do świątyni gdzie mieszkam. Przebiorę się i oczywiście ugoszczę posiłkiem.
Cóż za oferta. Zjeść za darmo i jeszcze mieć w kieszeni pieniądze za szycie. O ile poznany mężczyzna nie okaże się członkiem jakiegoś obłąkanego kultu. Albo psychopatą. Albo jeszcze gorzej.
Oczywiście, jeżeli to pani nie odpowiada, można zorganizować coś innego. – dodał po chwili jakby uspokajająco. Luna nie wiedziała też pewnie, że Sable przyjął śluby ubóstwa i nie posiadał ani jednej monety. Można mieć tylko nadzieję, że mimo wszystko znajdzie sposób aby jej zapłacić za jej nieocenione usługi.
Dariana
Posty: 50
Rejestracja: 05 lut 2012, 21:02
Karta Postaci: viewtopic.php?p=23323#23323

02 lip 2012, 03:17

No właśnie – kim była tutaj Dariane? Wszyscy mieli jakiś cel tej wyprawy. Wszyscy mieli osoby, z którymi chcieli na te wyprawę iść. Nowi przyjaciele, związani różnymi okowami przyjaźni, jak na przykład minotaur Tarnal i Dziwne Oczy. Kochankowie, starzy znajomi. Wszyscy mieli konkretne miejsce w Entropii, która została ochrzczona przez Infiego.
I nagle pojawia się Dariane – kobieta z czterema ogonami, artystka bez żadnych specjalnych umiejętności. Obcy, przybysz, nieznajoma. Zgodziła się ruszyć na pustynię… Tylko dlatego, bo coś czuła, bo mogła czegoś się dowiedzieć. Czy można było sobie wyobrazić bardziej bezsensowny powód? Czy na prawdę to była jedyna opcja? Przecież nie było problemu, by odmówić, zrezygnować.
A może… Był problem? Może taka natura artystów? Pchać nos wszędzie, gdzie będą mieli okazję uwiecznić coś, co – brońcie bogowie – mogłoby minąć bez echa, zniknąć w czasie bez chwili refleksji, zadumy, bądź zachwytu. Każda grupa posiadała kogoś, kto spisywał dzieje i przygody, by pobratymcy i potomkowie mogli poznać tą samą historię, by mogła ich inspirować, dawać siłę. Czy taka była rola czarnowłosej? Najwidoczniej, chociaż nie bardzo ją to cieszyło.
Opuściła głowę, a wraz z nią, opadły jej ogony. Stała tak zamyślona, podczas, gdy wszyscy zaczęli odchodzić w stronę bram Wolenvain. Musiała wszystko przemyśleć. To jest ta słynna chwila zwątpienia – znienawidzona przez wszystkich poszukiwaczy przygód. Tylko Ci najlepsi jej nie czują.
I wtedy odezwał się Asterias – Czerwony Elf. Jedyna osoba, która prawdziwie rozmawiała z artystką podczas ostatnich wydarzeń. Jedyna osoba, która prawdziwie interesowała się czteroogoniastą. To dodało jej trochę optymizmu. Uniosła lekko ogony, a w kącikach jej ust pojawił się cień nadziei, uśmiechu. Skocznie i dośc radośnie ruszyła za nim – w stronę reszty Entropii.

<z/t>

Wróć do „Pod Pechowym Linoskoczkiem”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 24 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 23 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52244
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.