Trakt Południowy

Szlaki lądowe rozchodzące się we wszelkich kierunkach świata. Często uczęszczane gościńce są wybrukowane, ale w świecie gry nie brakuje też wąskich, niebezpiecznych ścieżynek.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Trakt Południowy

03 maja 2011, 20:13

Ta długa droga, prowadząca od bram Varti aż po Khan'Sal, ostatnie średniocywilizowane miasto na południu, charakteryzuje się jednym stałym widokiem: po prawej stronie widać głównie stepy przeradzające się szybko w pustynie, po lewej zaś szczyty strzelistych gór Ikrem. Trakt jest w dość dobrym stanie, chociaż nie jeździ nim wielu podróżnych. Tylko kupcy dbający o interesy troszczą się o przejezdną i łatwą drogę.
Chociaż większość ludzi z Varti ciągnie w stronę północnego-zachodu, a nie na południe, to trudno też nie spotkać na trakcie do Khan'Sal nikogo przez dłużej niż parę godzin. Powietrze tutaj jest zazwyczaj czyste i przejrzyste, a widoczność może ograniczać jedynie lekka krętość traktu, którego dalsze części bywają zasłonięte pagórkami.


~*~*~

W jasny dzień na trakt wstąpiła Niniel, na swoim gniadym koniu. Jechała stępa, ostrożnie – w głowie dudniło jej od teorii na temat jazdy konnej. Doszła do być może błędnych wniosków, że skoro już zna teorię, to przerodzić ją w praktykę może sama. Tak więc o jasnym świcie wymknęła się z siedziby Enklawy, oporządziła konia (co zajęło jej trzy razy dłużej niż myślała) i ruszyła ostrożnie w stronę Varti. Po ponad trzech godzinach zatrzymała się w miasteczku by posilić się jakimś biedakiem, wypiła wino w miejscowej karczmie i wsiadła z powrotem na konia.
Mysiała przyznać, że mięśnie zaczynają ją boleć, jednak nie miała zamiaru ustąpić. Czuła się w koniu coraz lepiej, a to dawało jej motywację.
Mając za sobą Varti na odległość jednej stai, ścisnęła łydkami boki konia i ruszyła wolnym kłusem. Przyjemnie było podnieść głowę i poczuć we włosach wiatr, chociaż z drugiej strony gorący wicherek z pustynnych terenów zrobił się z czasem nieprzyjemny i nasunął złe wspomnienia.
Niniel skupiła się na wczuciu się w konia. Położyła jedną dłoń na jego karku by poczuć bliskość ze zwierzęciem. jednocześnie starała się skoncentrować na wszystkim, co przekazał jej Kelio:, pięty nisko, plecy proste, odpowiednie ruchy miednicą w czasie anglezowania. Jej gniadek był średnio szybkim i posłusznym koniem, idealnym do nauki jazdy. Najada zadowolona z tego, jak łatwo przychodził jej kłus, pogoniła konia lekkim szturchańcem piętą. To było… Nie tak przyjemne uczucie. A raczej, mogłoby być przyjemne, gdyby nie fakt, że poświęciła całą uwagę na wbiciu się w siodło i nie spadnięciu. Do tego odnosiła wrażenie, że zbyt puściła gniadka na wodzy i nie zdoła już nad nim zapanować.
Nie ujechała nawet kilkudziesięciu kroków, gdy zza drzewa przy skraju drogi wyskoczyła tuż przed konia sporych rozmiarów wiewiórka. Niniel szarpnęła panikujące zwierze do tyłu, po chwili czując sój błąd – tylko mu pomogła. Przednie kopyta uniosły się z ziemi a najada zrobiła jedyne, co wydawało jej się słuszne – złapała grzywę i przylgnęła do szyi konia.

[zt – skok czasu o 5 lat, nowa era]
Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Infi;
Vyrn;
Awatar użytkownika
Trinn
Posty: 75
Rejestracja: 24 cze 2012, 18:19
Lokalizacja postaci: Sala
GG: 8800133
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2008

26 lip 2012, 11:54

Trinn wyszczerzyła się jeszcze bardziej widząc jak otwartą i bezpośrednią osobą jest nowo poznana kobieta, jednak wieść o podróży w stronę pustyni nieco zaniepokoiła zmiennokształtną. Zmarszczyła brwi, zaciskając usta tak, iż znaczyły one jedynie cienką, ledwie widoczną linię pod nosem.
-Nie mam zielonego pojęcia, gdzie chcę iść. – szepnęła , bardziej do siebie, niż do rozmówców, zerkając na odwracającą się Dariane. Wilczyca wołała, do minotaura głosem radosnym, lekkim – jakby bestia była jej najlepszym przyjacielem. Brązowowłosa przypatrywała się jednak tańczącym w powietrzu ogonom. Kim była ta niesamowicie zwinna, pełna gracji dziewczyna? Czyżby reprezentowała inny rodzaj zmiennokształtności? Jej rozmyślania przerwał otępiały męski głos.
Miecznik łaskawie zgodził się na pomoc dziewczęcia, także zwróciła się ona w jego kierunku. Zmęczona, podirytowana twarz mężczyzny mówiła więcej niż Trinn miała ochotę wiedzieć. Dobry nastrój uleciał z niej w przeciągu sekundy, poczuła jak zielona plama na ręce powiększa się rogowaciejąc. Świetnie! Rozmawiała z nim przez nie więcej niż pięć minut i już zdążyła go do siebie zrazić. Otworzyła usta, aby coś powiedzieć, jednak nic nie przychodziło jej do głowy. Zachowanie nieznajomego stało się impulsem do rozmyślań nad sensem posiadania jakiegokolwiek towarzystwa oraz braku możliwości powrotu do jedynego świata jaki znała. Nie pasowała do otaczającego ją społeczeństwa – czy w mieście, czy na trakcie. Jedynie gorliwosć i sympatia jaką przejawiała ogoniasta dodawała jej otuchy. Odprowadziła swą tymczasową kompankę wzrokiem na powrót odzywając się, niepewnymi słowy do Infiego.
Dziękuję za wszystko. - posłała mu zawstydzony, niemal dziecięcy uśmiech rzucając się za tymczasową towarzyszką. W tle jej pośpiesznych, rytmicznych kroków dało się usłyszeć ciche "Przepraszam." niczym szept odległego wiatru.

z/t
Awatar użytkownika
Ansgar
Posty: 41
Rejestracja: 26 lip 2012, 14:33
GG: 8554351
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2053

26 lip 2012, 20:27

Mhm, ten cholerny wieśniak mnie wychujał…. Miałem iść na północ przez około sześć dni….. Do cholery ! Mija dziesiąty dzień, dziesiąty ! – Poirytowany krasnolud wrzeszczał sam do siebie, z daleka mógł wyglądać jak wariat jednak zżerały go nerwy, w końcu nie co dzień przeprowadza się z dworu, w którym się pracowało do jakiejś chaty w mieście, którego nie znasz – a co lepsze, co już w ogóle jest rzadkością, jesteś oszukiwany przez wieśniaka, który prawdopodobnie nie zna drogi a chce wyłudzić od Ciebie pieniądze.
W pewnym momencie krępy nieczłowiek zatrzymał się w miejscu i włożył obie ręce pod swój płaszcz, począł ruszać ramionami co wyglądało jak gwałtowne ruchy, mogło to wyglądać nadzwyczaj…. dziwnie. Jednak po kilkunastu sekundach uporczywych poszukiwań w końcu wyciągnął ręce spod nakrycia, a w swych ogromnych dłoniach trzymał trochę tytoniu, starą drewnianą fajkę i paczkę zapałek.
Nabił fajkę, włożył ją do ust, mocno ścisnął wargi, a wewnątrz ust jeszcze docisnął drewno ogromnymi zębami zostawiając na fajce kolejny ślad użytkowania. Wreszcie zabrał się za odpalanie, najgorszą część tego rytuału, który czasem zajmował nawet kilkanaście minut przy małym szczęściu. Tak też zapowiadało się teraz, jego wielkie palce nie były w stanie wyciągnąć tych drobnych zapałeczek z pudełka.
Nosz kurwa, znowu. – Warknął przez zęby coraz bardziej poirytowany zaistniała sytuacją człekokształtny.
Druga… piąta…. siódma…
No nareszcie ! – Wrzasnął znów do siebie.
Zaciągnął się mocno po czym rozejrzał w okół, nieopodal przyuważył drzewo – czas na przerwę – stwierdził tym razem nie nadwyrężając strun głosowych, po czym przycupnął przy drzewie, ściągnął z ramienia torbę, a z pleców broń i tarczę, które go uwierały już od dłuższego czasu. Wszystko trzymał blisko siebie, w końcu nigdy nie wiadomo co może się wydarzyć w tej chorej krainie.
Jeden, drugi i tak dalej – zaciągał się łapczywie, ustępując z czasem. Po kilku minutach robił to już spokojnie, tak jak należało. Nie niczym nowicjusz, który chce pokazać swoim znajomym, że potrafi zjarać cały tytoń z fajki w kilkanaście sekund – a robiło się takie rzeczy w młodości, robiło…
Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

26 lip 2012, 20:27

Jeszcze przed chwilą było tak spokojnie – westchnął w duchu Kenhkar. Wszystko działo się powoli i jednostajnie: przemowa Infiego – jeszcze na podwórzu Linoskoczka – pościg za Entropią, a wreszcie opuszczenie miasta i podróż traktem. Wszystko było takie, jakie powinno być. Do czasu.

Nagle – jakby znikąd – pojawiła się młoda dziewczyna. Niby zwykła podróżniczka, lecz już kilka sekund później cały spokój, którego Kenh w tej chwili pragnął jak najwięcej, prysnął. Nieznajoma zaczęła coś mówić o zbrojach. Była atrakcyjna, prawda, lecz mag wolałby spotkać ją w karczmie, gdzie mogliby porozmawiać na osobności. Oczywiście przy kufelku. Co dziwne, jej głos zachwiał całkowicie błogostanem, który dotychczas władał umysłem Kena. Ku jego jeszcze większemu ubolewaniu, temat pancerza Astera podchwyciła Dariane. Człowiek miał dość, więc odsunął się parę kroków na bok, okrutnie pozostawiając – jak się chwilę później okazało – Infiego na pastwę dwóch niewiast, łowiąc prawym uchem, że został wybrany do załogi myśliwskiej. Stety, czy niestety, Arael zrezygnowała. Pozostała więc ich trójka.

Merratron postanowił zostać i chronić bagażu, choć ten nie zdawał się być zbyt wielki. Elf wziął też w swą dłoń worek Infinitusa, lecz przeniesienie go przyszło mu z gigantycznym trudem. Kenh uśmiechnął się nieznacznie. Czyżby towarzysz Arael był aż tak słaby? – tu spojrzał na lekki miecz, który elf nosił u pasa. – Albo to Infi ma aż taką siłę? To by potwierdzało, że… – przygryzł wargę. – Nie, opanuj się Ken. Wpadasz w paranoję. Postanowił odłożyć te rozważania na później.

W międzyczasie Aster poważył się na bardzo ryzykowny gest, wykonany w kierunku Wilczycy. Kenhkar nie zdążył mrugnąć okiem, a artystka już potraktowała Czerwonego jednym ze swych ogonów.

- Uu, to wyglądało boleśnie – mruknął Ken. Elfowi udało się jakoś doczłapać do Merra. Kenh zauważył tylko, jak Czerwony wbija swój potężny miecz w ziemię i odwrócił głowę, patrząc, jak Dariane i Trinn dyskutują w pobliżu przywódcy. Ten w pewnym momencie schował twarz w dłoniach w akcie desperacji.

Mag zaczynał odczuwać ból głowy, który nasilał się z każdą minutą. Pogubił się w tych wszystkich wydarzeniach. Każdy coś robił albo z kimś rozmawiał – a robili to na tyle głośno, że dźwięki mieszały się jeden z drugim. Wiatr zaczął hulać bezładnie, nie mogąc wybrać tej jednej, słusznej strony, oddając całkowicie nastrój Kenha. Tarnal, Wilczyca i Trinn ruszyli na poszukiwanie ziół. Gdy tylko oddalili się na jakieś trzydzieści metrów, w "obozowisku" zapanował spokój. Nareszcie. Nie miał nic przeciwko dwóm znawczyniom pancerzy, nie, lecz w tym akurat dniu nie miał ochoty na wysłuchiwanie damskiego trajkotania.

Infi ogłosił nagle, że czas ruszać, toteż Kenhkar nie zwlekał ani chwili, tylko ruszył za liderem, podobnie jak on zagłębiając się w dzikie ostępy. Miał nadzieję, że upolują na kolację coś treściwego, bo żołądek zaczynał dawać znać o sobie. Błagam, tylko nie teraz – jęknął do siebie mag.

[z/t]
Awatar użytkownika
Ansgar
Posty: 41
Rejestracja: 26 lip 2012, 14:33
GG: 8554351
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2053

27 lip 2012, 19:41

Ostatnie, mocne zaciągnięcie fajki przez czarnowłosego brodacza zakończyło się kasłaniem, w końcu jak to miał w zwyczaju zaciągał się fajką kiedy zostawała mu reszta, aż do momentu kiedy w jego płucach powietrze z tlenem będzie stanowiło zdecydowaną mniejszość. Wytrzepawszy tytoń z fajki wstał i założył na plecy swój jakże sentymentalny ekwipunek. Schował jeszcze fajkę i zapałki, z czym nie miał większych problemów, a następnie znów wszedł na trakt i powolnym krokiem ruszył przed siebie. Po drodze nie napotkał niczego niezwykłego, a instynkt podpowiadał mu że do Wolenvain jeszcze zaledwie kilka godzin drogi, tak też się stało, już wyczuwał awantury w których będzie brał udział, w końcu miasto do spokojnych nie należało – bynajmniej z tego co słyszał.
Jeszcze parę kroków i….. już widział Wolenvain, ogromne miasto otoczone ogromnym murem dziwna woń i aura otaczała to miejsce, z pewnością krasnolud nie był przyzwyczajony do takich klimatów. Po dłuższej przerwie i przyjrzeniu się miastu czas było ruszać.
Komu w drogę temu czas…
Podsumował swoje wszystkie myśli i ruszył dość żwawym krokiem w stronę bram miasta…

z/t
Awatar użytkownika
Dziwne Oczy
Posty: 188
Rejestracja: 07 maja 2012, 18:46
GG: 4896516
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1882

27 lip 2012, 22:44

Dziwne Oczy była wyraźnie zniecierpliwiona sytuacją. Nowa samica okazała się zbyt terkotliwa, by gnollica potrafiła ją zaakceptować. Co gorsze, Cztery Ogony zdawała się być zachwycona nieznajomą i wtórowała jej z pasją. Trinn okazała się być kolejną chętną do towarzystwa i kolejną zbieraczką. Dziwnooka (jak sama siebie by nie nazwała) byłaby stała obrażona na cały świat, gdyby nie fakt, że miała całkiem niemały ubaw, obserwując jak minotaur wybiera się w towarzystwie dwóch roześmianych gaduł. Może Żelaznemu Rogowi uda się wreszcie porozmawiać z kimś, kto nie będzie odburkiwał odpowiedzi. Myśl ta wielce śmieszyła gnollicę, bo mimo wszystko nie widziała Byka w roli bawidamka.
Kiedy usłyszała wezwanie Infiego do ruszenia na polowanie, wyszczerzyła kły w rozkosznym uśmiechu, tym razem rzeczywiście pełnym radości i wręcz błogostanu. Schyliła się do hieny i czule czochrając jej łebek łapą powiedziała:
Nareszcie będziesz mógł odpocząć od tego zgiełku.
Zadowolona ruszyła przed siebie, a Wyjec z wywieszonym jęzorem truchtał przy jej boku.

[z/t]
Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

29 lip 2012, 07:38

Chwilowe zamroczenie. Co? Ach, dotarło. Gnollica pytała o sposób przyrządzania jaj. Wielka szkoda, że obdarzonej nieco mniej majestatycznym niż jeden z należących do Dariane ogonem już nie było u boku Łowczyni. Uznała swój brak odpowiedzi za cholernie niekulturalny i wymagający sprostowania. Może nie niezwłocznego, bo znacznie większym nietaktem byłoby spłoszenie zwierzyny i narażenie się na niechęć głodnej Entropii. Poza tym, cholernie nie chciałabym zostać zjedzona, nie chcę być jakąś owcą przeznaczoną na rzeź. Miała tylko nadzieję, że drużyna zechce "przehandlować" część dziczyzny na jaja. Nie znała się na kucharstwie. Nie miała pojęcia, co można przygotować z jaj, jak gotować mięso, nie wiedziała absolutnie nic o kuchni. Nawet tej najbardziej prymitywnej, polowej. Tam, gdzie się udawała zawsze miała pod dostatkiem pożywienia jako, że teatrami jej działań najczęściej były wielkie miasta, a jeżeli trafiała się jakaś dalej wysunięta misja za prowiant służyło suszone mięso. Była jednak pewna, że ktoś z tak zacnej gromadki, jaką stanowiła Entropia potrafił gotować. Była pewna. Niepewności nie wybaczyłby jej żołądek.

Popatrzyła na to, co dzieje się dookoła. Niektórzy rozmawiali, trójka jej towarzyszy już poszła w swoją stronę. Znikąd przyszła jej do głowy myśl, że w obecnej sytuacji nie musi okrywać swojej twarzy półcieniem, że może spokojnie zdjąć kaptur. Ściągnęła go jednym, płynnym ruchem uwalniając kaskadę włosów, która spłynęła po plecach. Lekko przeczesała je palcami. Lubiła swoje "pióra", tak niepotrzebne w jej fachu. Jako ladacznica zrobiłaby pewnie niemałe pieniądze, chociaż z takim charakterem…klient pozbawiony przyrodzenia raczej nie byłby zbyt szczodry, prawda?

W międzyczasie minął ją czarnobrody, sądząc ze wzrostu, krasnolud oraz kobieta, która poprzednio rzuciła się na odzianego w kaszankę tragarza Infiego. Odeszli w swoich kierunkach. Arael doszła do wniosku, że powinna zrobić to samo – iść i zająć się swoim zadaniem. Pomagając sobie ostrzem zamocowanym na karwaszu odczepiła kaptur od reszty ubioru, może nie prezentując swoim dziełem szczytu krawieckiego kunsztu, jednak miała teraz nieosłoniętą głowę, przez co nie czuła się, jakby na siłę próbowała się ukrywać, oraz trzymała w ręce spory kawałek czarnego materiału, który idealnie nadawał się na niesienie w nim jajek i nie potłuczenie wszystkich po paru krokach.

Mijając resztę drużyny bez słowa ze względu na sporą odległość dzielącą ją od towarzyszy udała się w poszukiwaniu jaj. Nie ukrywała dokąd idzie, toteż potencjalni towarzysze, którzy chcieli udać się za nią mogli zrobić to bez problemu.

z\t
Skrót : Arael przytomnieje bo zdarzyło jej się przymulić, zdejmuje kaptur i idzie szukać jajek z zamiarem użycia kaptura jako worka. Nie nawiązuje interakcji z nikim.
Awatar użytkownika
Merratron
Posty: 33
Rejestracja: 05 lut 2012, 01:53
GG: 3224957
Karta Postaci: viewtopic.php?p=23256#23256

29 lip 2012, 16:56

Ale to kiepsko wyszło…

Wszystko wskazywało na to, że Merratron miał uniknąć tej szopki, która była wokół Asteriasa. Elf bezproblemowo odszedł od kobiet, a te nie wydawały się go ścigać aby podziwiać jego zbroję. Żołnierz miał nadzieje, że ich dziwne zainteresowanie wartościami obronnymi pancerzy było chwilowe, zdjął więc z sporą ulgą płaszcz i wpakował go ponownie do juków. Jedynie Arael samą swą obecnością powstrzymywała Merratrona przed tym, aby odwiązać konia i pojechać siną w dal. Nie znał tu nikogo. Ba, nawet nie czuł jakieś szczególnej ochoty, aby kogokolwiek poznać. Chociaż trzeba przyznać, że półelf pasował do tej grupy niemalże idealnie. Pokręcił lekko głową. Mieli nawet smoka. To wszystko było dziwne. A niskie morale wcale nie pomagało tego zrozumieć.
Oparł się o drzewo do którego przywiązał konia i skierował wzrok w niebo. Białe chmurki wyróżniały się na błękitnym tle. Zapewne Merratron podziwiałby je aż do powrotu reszty drużyny z polowania, gdyby nie to, że został zaczepiony przez innego osobnika z Entropii. Przeniósł wzrok na niego. Dopiero teraz, gdy ten stał tuż przy nim, dokładnie zobaczył jak wygląda jego zbroja. A wyglądała dziwnie.
Tak, zdecydowanie jest imponująca. – odparł krótko, nie wykazując jakiegoś specjalnego zainteresowania kontynuowaniem rozmowy. Asterias jednak nie rezygnował, wbił dźwigany przez niego miecz tuż obok półelfa i odezwał się ponownie. Cóż, wypadało odpowiedzieć, jednak aż nadto widoczne było, że wzrok Merratrona częściej skupia się na będącej gdzieś z boku Arael niż na rozmówcy.
Moja wiedza o mieczach ogranicza się tylko do tych, których używam. A i tych nie było wiele. Jedyne, co jestem w stanie powiedzieć o tej broni, to tyle, że jest zbyt wielka i nieporęczna jak na moje potrzeby, a więc kompletnie mi niepotrzebna. Przykro mi, ale więcej powiedzieć nie jestem w stanie, a zapewne spodziewałeś się jakieś… bardziej fachowej analizy. – mówił wolno, jakby bojąc się, że jego skupienie nie wystarczy na szybką rozmowę i zerkanie non stop w kierunku Arael, która wyraźnie zabierała się za wyprawę do lasu.
Skoro nie idziesz na polowanie, to czy mógłbyś oddać mi tą przysługę i przypilnować tego wszystkiego? – zapytał Merratron, teraz mówiąc szybko. Uśmiechnął się jeszcze lekko i nie czekając na odpowiedź, obrócił się na pięcie i ruszył za Arael, nie chcąc jej zgubić pomiędzy drzewami.

z/t
Awatar użytkownika
Shahrazad
Posty: 67
Rejestracja: 15 cze 2012, 11:47
GG: 5928711
Karta Postaci: viewtopic.php?p=30425&highlight=#30425

05 sie 2012, 23:11

Jej podróż zaczęła się już dawno temu. Jej nogi przyzwyczajone były do długich marszów, dlatego mimo wielogodzinnej wędrówki jej stopy dalej pewnie dotykały ziemi, a jej oddech był regularny i spokojny. Nie wiedziała dokąd zmierza, ale to jej bardzo odpowiadało. Każda niewiadoma nadaje życiu pewną niestałość i nieprzewidywalność. Dlatego niekończąca się droga Traktu Południowego zaczęła ją już irytować. Przeszkadzało jej to, że widziała, co jest przed nią.
Na jej twarzy pojawił się mały grymas, który mógłby przez nielicznych zostać nazwany uśmiechem, gdy jednolitość traktu została zakłócona przez człekopodobną sylwetkę, jak zauważyła, męską.
Nawet nie zauważyła, kiedy to przyspieszyła kroku. Dół zapiętej dokładnie peleryny zaczął kołysać się na boki. Ten kawałek zwykłego materiału zakrywał to, co kobieta miała pod nim. A raczej, czego nie miała…
– A cóż to za zgromadzenie? – powiedziała głośno do nieznajomego z niewielkiego oddalenia. W jej głosie można było wyczuć kropelkę ironii, lecz starała się także, by brzmieć jak najbardziej przyjaźnie. W tym momencie zwolniła krok, nie wiedziała bowiem, jak mężczyzna zareaguje na jej towarzystwo.
Zbliżyła się do mężczyzny na odległość kilku metrów. Na jej twarzy ciągle widniał miły uśmiech. Cieszyła się, że napotkany przez nią podróżny mógł pochwalić się wyjątkową urodą. Zawsze to było przyjemniej rozmawiać z przystojnym nieznajomym niż z jakimś oblechem. Błyszczące drapieżnie oczy obserwowały dokładnie nieznajomego, a kilka sekund później uśmiech ledwo zauważalnie zmalał. Wyczuła aurę elfa, była niepokojąco negatywna. I chociaż Shah nie obawiała się ewentualnej walki, to nie chciała marnować energii na bitkę.
Awatar użytkownika
Asterias
Posty: 255
Rejestracja: 12 paź 2011, 14:48
Lokalizacja postaci: Pustynne Wyżyny
GG: 4014804
Karta Postaci: viewtopic.php?t=887

07 sie 2012, 14:57

Najwyraźniej to jego postanowili wykorzystać do brudnej roboty i wszyscy się zmyli w odmęty lasku niedaleko traktu. Cholera. Pilnować worka. To takie przykre, chociaż w ten sposób owy czas można wykorzystać na odpoczynek. Długo minęło od kiedy Asterias miał czas, aby chwilę odsapnąć. Ostatnim razem naprawdę wypoczął w przytułku, gdzie leżał przez kilkanaście dni ledwo ratując się od śmierci.
No nic, słonko przyjemnie prażyło, cień i drzewo było wyjątkowo przyciągającym miejscem. Dobrze, że Merr położył tu worek i przywiązał wierzchowca, to ułatwiło robotę o kilkanaście minut, które można o wiele lepiej wykorzystać wylegując się na trawce. O tak, to zdecydowanie był dobry pomysł.
Kiedy jednak Aster zamierzał się położyć, zauważył, że ktoś nadchodzi w jego stronę traktem. Istota znajdowała się coraz bliżej, i ona również zauważyła elfa. Wygląda na to, że była kobietą. Wyjątkowo urodziwą i dziką. Jeśli chodzi o towarzystwo dam, ostatnimi czasy, Czerwony miał naprawdę sporo szczęścia, gdyż każda z nich była w inny sposób piękna i niepowtarzalna. Ta jednak wyglądała zdecydowanie… młodziej od pozostałych. Jej aura była niespotykana, można by nawet określić jej kolor, co mogło wydawać się nieco dziwne. Energia ta była bardzo wyraźna i silna, tak więc elf potrafił określić ją bez większego problemu, nawet przy swojej dopiero rozpoznanej umiejętności wykrywania magii w innych.
Z początku wydawała się pewna siebie, jednak na jej twarzy zawitała nutka niepokoju, kiedy zbliżyła się do niego. Powód był nieznany, jednak Aster podejrzewał, jaki mógł on być.
Zapytała go, co to za zgromadzenie.
– Zgromadzenie? Jestem aż tak rozległy, że nazywa się mnie zgromadzeniem? Aż nie wiem jak to odebrać - odrzekł z uśmiechem w stronę dzikiej piękności.
– Co sprowadza tak piękną Panią na ten trakt? - kontynuował elf, starając się zaskarbić jej zaufanie. Nie miał nic złego na myśli, czysta uprzejmość, nie miał ochoty na bitkę.
– Mam tylko nadzieję, że nie ma pani lepkich rączek, gdyż wtedy mogę stać się niemiły - ostrzegł z nutką grozy w głosie. Nie zamierzał jej atakować, jednak nie zamierzał również pozwolić na to, by go okradziono, nie ważne jak śliczna buzia by to zrobiła.
Słońce zostało zakryte przez chmury, co dało odrobinę uczucia ulgi, domniemane napięcie pomiędzy podróżnikami zdecydowanie malało, przynajmniej takie poczucie sytuacji miał młody mag.
Postanowił pozostać jednak czujny, moment nieuwagi mógł go przybliżyć do utraty prowiantu i innych rzeczy swoich nowych sojuszników, co mogło źle wpłynąć na ich przyszłe relacje i chociaż naprawdę nie chciał walki, był gotów ją rozpocząć niemal natychmiastowo.
Póki co, wszystko zależało od nowo przybyłej.
Awatar użytkownika
Shahrazad
Posty: 67
Rejestracja: 15 cze 2012, 11:47
GG: 5928711
Karta Postaci: viewtopic.php?p=30425&highlight=#30425

08 sie 2012, 22:16

Szamanka zdawała się zupełnie nie słuchać nieznajomego. Stała tylko nieruchomo, co mogło wyglądać bardzo nietypowo, a nawet dziwnie. Jedynie peleryna falowała delikatnie u jej stóp, poruszana przez spokojnie unoszącą się i opadającą przy oddechu i wdechu klatkę piersiową. Wyglądała jak drapieżnik wybierający sobie ofiarę i oceniający swoje możliwości.
Badała uważnie cała sylwetkę czarnowłosego. Zaczęła od twarzy, pięknej i mogącej wzbudzać pożądanie. Zwróciła szczególną uwagę na jego oczy. Miała wrażenie, że jeszcze nie raz zobaczy ich młodzieńczy blask. Mężczyzna nie wyglądał na silnego fizycznie. Był bardzo wysoki, o wiele wyższy od niej, chociaż, prawdę mówiąc, większość była wyższa od Shah, ale za to szczupły, niemalże chudy. Zapewne nie jeden stracił już zdrowie i życie przez ten niepozorny wygląd. Ten, kto nie mógł wyczuć tej złowrogiej i tajemniczej aury bijącej od elfa, pewny swojej tężyzny fizycznej mógł się nieco zdziwić. Czuła, że musi uważać, jeśli nie chce walki.
Szamanka milczała przez dłużącą się chwilę. Nie odpowiedziała na pytanie od razu, wręcz przeciwnie, mogło się wydawać, że nawet go nie słyszała.
Błyszczące spokojnie oczy i zimna, nie wyrażająca żadnych emocji twarz zostały nagle zastąpione przez rozweselone spojrzenie i lekki i nieznaczny, lecz zadziorny uśmieszek. Widziała, że mężczyzna nie jest do niej wrogo nastawiony, więc mogła się rozluźnić. Czarnowłosy mógł zauważyć, że szamanka rozluźniła mięśnia, a napięcie z jej ciała zniknęło tak, jak gdyby nigdy nie istniało.
– Nie potrzebuję obciążać się zbędnym bagażem, możesz być spokojny – odpowiedziała przyjaznym kobiecym głosem. Podeszła bliżej do nieznajomego tak, by nie musiała podnosić głosu. Uśmiechnęła się szerzej, pokazując przy tym zęby. Nie była zadowolona z tego, że aby spojrzeć nieznajomemu w oczy musi unosić głowę tak wysoko. Drażniło ją to.
– Co mnie sprowadza? – powtórzyła pytanie, odwracając wzrok od twarzy czarnowłosego, a w blask jej oczu wdarło się zamyślenie. – Właśnie, co mnie sprowadza… – wyszeptała sama do siebie. – Hmmm… – tutaj ponownie uniosła wzrok i spojrzała prosto w oczy mężczyzny. – A dokąd dojdę idąc tym traktem? I co tam ciekawego znajdę? – zapytała. Jej głos i wzrok zupełnie w tej chwili nie pasował do jej wyglądu, kłócił się z nim.

Wróć do „Trakty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 0 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 12 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 11 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52251
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.