Przybytek "Latająca Ryba"

Miasto to jest stolicą stosunkowo niedawno utworzonego Niezależnego Księstwa Lokent, które nie wchodzi w skład Autonomii. Znane jest przede wszystkim z silnej floty handlowej oraz niezbyt otwartej społeczności.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3784
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Przybytek "Latająca Ryba"

22 sty 2012, 20:20

LATAJĄCA RYBA
Obrazek
Jakkolwiek wiele karczm, oberż, domów uciech czy zwykłych szynków znajduje się w samym Lokent, tak znajdująca się przy wyjściu z dzielnicy portowej wielkich rozmiarów budowla stanowiąca przybytek „Latająca Ryba” cieszyła się niesłabnącą i zasłużoną popularnością od lat.
Stanowiąc połączenie pijalni piwa, lokalu z dobrą muzyką, miejsca do załatwiania interesów oraz, nie przymierzając, burdelu, była kwintesencją wieczornych potrzeb każdego uczciwie pracującego obywatela, korsarza czy pijaczka, miejscem relaksu, rozmów, uciech, i przede wszystkim, miejscem przynoszącym swemu szlacheckiemu właścicielowi krocie zysków.
Samo główne pomieszczenie karczmy było ogromne, a stali bywalcy przybytku podzielili je na nieformalne rewiry, zwane „dzielnicami”. Każda z czterech dzielnic miała swoją funkcję, rewiry przenikały się wzajemnie i łączyły, jednak nigdy nie zmieniały miejsca swojego położenia – rogów ogromnej sali głównej.
Na zapleczu załatwiano interesy związane z pokojami na piętrze, czy to czysto mieszkalnymi, czy tez przystosowanymi wyłącznie dla rządnych często niewybrednej uciechy klientów obojga płci i każdej rasy. Bar centralny obsługiwany był przez rubasznego, okrągłego karczmarza, który ze swojej pozycji mógł zobaczyć wszystko i zlustrować niemal wszystkich. Resztę informacji dostarczały mu chadzające po całym pomieszczeniu kelnerki. Mimo pozornego chaosu, każdy szanował karczmarza i nikt nie próbował nawet zajść mu za skórę – prawdopodobnie nie bez powodu. Był on tutaj jedyną prawdziwą władzą, choć rzadko zdarzało się, aby interweniował.

„Dzielnice” utworzyły się samorzutnie, bo jak nie od dziś wiadomo, pewne grupy nijak nie chciały przebywać z innymi.
W najbardziej wystawnym, najbliższym karczmarzowi rogu znajdował się rewir ludzi bogatych, szlachty, burżuazji, ludzi zamawiających wystawne dania i oczekujących szybkiej obsługi – tam też kręciło się najwięcej kelnerek, a niepisane prawo głosiło, że do „Loży”, jak zwykli tę dzielnicę nazywać klienci, należy otrzymać specjalne zaproszenie.
Na przeciwległym do „szlacheckiego” rogu znajdowało się typowe miejsce bójek. Krąg ludzi skandlował hasła, zakładał się, otaczał zwykle dwójkę bądź więcej walczących osób. Często zakłady opiewały niebagatelne sumy, bowiem uczestniczyli w nich właściwie wszyscy bywalcy przybytku. Alkohole, zwykle dość podłej jakości, przelewały się tutaj strumieniami, krzesła i stoły były w większości połamane, a podłoga, zasłana ciałami pijaczków bez świadomości brudna, nie przeszkadzało to jednak amatorom adrenaliny oraz porządnej wódki gromadzić się tutaj w wielkiej ilości. Często bójki wybuchały również pomiędzy nie biorącymi udziału w zawodach klientami, ogarniając całą dzielnicę – ot, wypisz, wymaluj, jak w oberży pod Czarnym Kotem w Wolenvain. Klienci tej dzielnicy zwykle nie kłopotali kelnerek swoimi żądaniami i sami fatygowali się do karczmarza.
Na północ od tego pełnego rubasznej wesołości, otwartego dla każdego rewiru znajdowała się jaskinia hazardu. Mnóstwo ludzi grało tam w karty, kości, szachy i inne, nieznane w szerszym świecie gry. Ze względu na bliskość zarówno dzielnicy pospólstwa jak i szlacheckiej, wśród graczy można było znaleźć przedstawiciela dowolnej klasy, rasy czy majętności. Kelnerek było tutaj nieco mniej niż w dzielnicy szlacheckiej, bo, jak wiadomo, alkohol i wonne potrawy przytępiały umysł, zmniejszając szansę na wygraną.
Ostatni, ale nie mniej ważny róg ogromnego pomieszczenia mieścił wszystkich gości przybytku, którzy nie mogli znaleźć swojego miejsca w innej dzielnicy. Było tu nader spokojnie, burdy należały do rzadkości, a interesy szły gładko i w miłej atmosferze. Tutaj właśnie siadywali ludzie do wynajęcia, czy to jako zbrojni najemnicy, czy też okrętowi majtkowie, tutaj też kapitanowie statków załatwiali wszelkie sprawy z kupcami, przemytnicy oferowali towar, tutaj również siadywali zwyczajni, zmęczeni życiem i chętni tylko na kilka kielichów pracownicy, jak również podróżnicy i przyjezdni (których, notabene, od czasu odłączenia się Niezależnego Księstwa Lokent nie było wielu).
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

08 lip 2012, 12:42

MG


Zaiste, występ Eltenebreise nie został przez nikogo dostrzeżony i doceniony. No, może tak nie do końca, bo co bardziej trzeźwi kierowali swój wzrok na kobietę poszukując źródła jazgotliwego dźwięku, po czym beznamiętnie wracali do swoich zajęć: jedzenia, picia, zabawy i interesów. Nikt nie zwrócił uwagi na najdę, na jej muzykę, która nie była tym, czym powinna być. Elt się zirytowała, miała powód, jej palce biegały jak ślepe po strunach nie dociskając ich odpowiednio gdy trzeba było, za lekko szarpiąc, czy też za mocno, a do tego układały się niezgrabie zahaczając o inne cienkie nici, niszcząc czystość dźwięku. Było zupełnie tak, jakby jej palce gubiły się i nie nadążały za myślami srebrnowłosej, że zapomniały…
Kobieta jednak nie miała zamiaru się poddawać. Obniżyła poprzeczkę zaczynając od podstaw. Jej opuszki smyrgały struny. Co rusz któryś się ześliznął, na tą niższą, lecz szybko doszły do wprawy. Raz, drwa, trzy…raz, dwa, trzy, cztery, pięć…Dźwięki proste, lecz czyste zaczęły się wydobywać, a po chwili łączyć w melodię i znów początkowo niezgrabnie, acz co raz pewniej, paliczki tańczyły po strunach. Czyżby Ourelia wysłuchała jej cichego powiernictwa i teraz wspomagała palce, ucząc na nowo tego, co zabrała najdzie? Czyżby chciała przypomnieć, jak ważne są początki, jaką radość dają choć najmniejsze postępy, te najprostsze czynności? Możliwe.
Lecz te proste dźwięki Elt zaczęła przeradzać w coraz to bardziej skomplikowane melodie. Zatraciła się w tym, skupiona na tym, by prowadzić swoje palce po strunach. Pamiętała, a teraz i jej ciało pamiętało, jakie to uczucie, kiedy muzyka wypływa spod opuszków palców i rozlewa się po okolicy, będąc muzyką duszy. Zdarzały się jeszcze pewne niedociągnięcia ze strony najdy w przejściach z jednego tępa do drugiego, lekkie wariacje w rytmie, lecz to była już kwestia dnia, może dwóch ciągłych ćwiczeń. Przecież Elt wiedziała jak grać, umiała, a teraz po raz drugi w swoim życiu znów zaczynała od podstaw.
Srebrnowłosa tak się skupiła, że nie zauważyła, kiedy koło niej zjawił się mężczyzna wydobywający dźwięki z fletu, chcąc tym samym naprowadzić najdę na odpowiednią melodię. Tak, jakby muzyka fletu prowadziła ze sobą lutnię, zachęcając by ta za nią pobiegła. Był to ten sam, który holował blondynkę do lady, a która stała teraz naprzeciw Elt z życzliwym uśmiechem i pijanymi oczkami.
-Ładnieee. Hah. Pewniej moja droga, pewniej! – Zaćwierkała, sięgając w sposób nieco wątpliwy po tamburyno którego blaszki zaraz wprawiła w ruch. Trzeba było przyznać, że choć pijana, rytm wciąż profesjonalnie nadawała.
Zrodziła się muzyka przyjemna dla ucha, do której niebawem dołączył głos blondynki. Kobieta śpiewała o sprawach przyziemnych, a tak ważnych, o marynarzu co rodzinę na brzegu zostawiał, lecz pamięcią ją dnia każdego czcił, o miłości dziatek do ojca, o miłości kobiety do mężczyzny, o przygodach i o pieniądzach…Śpiewała, wirując przy stołach w sposób nieco chybotliwy…Lecz! Głos miała przyjemny dla ucha, wygląd przyjemny dla oka, a głowę najwyraźniej wyjątkowo odporną na alkohol. To ostatnie kwestią zapewne wprawy…
Przechodzili od jednej piosnki, do drugiej. Elt została wciągnięta w grę, mając jednocześnie okazję ciągle grać, będąc prowadzona przez flet i tamburyn.
Grali, grali, grali, aż w końcu nadszedł czas na kolejną przerwę. Blondynka piruetami wątpliwymi przeleciała wokół pobliskich stołów zbierając "uznanie" za występ.
-Zuchwałe stworzenie z ciebie, malutka, prawda? - Odezwał się mężczyzna niskim, rozbawionym głosem, chowając przy tym flet i wyjmując z kieszeni fajkę, którą zaczął nabijać, podpierając się o ścianę. Najwyraźniej jeśli nie dmuchał lubił pociągać.-Acz, czujesz muzykę więc Ci droga miła wybaczę, a nawet! Hah! Pochwalę. Wiedz, że Ron z Lasves nie każdemu komplement taki prawi.
-Nie każdemu, ale każdej już na pewno. – Ofukała go blondynka.
-Lorii…
-Nie Loruj mi tu! A ty droga, haha, paluszki ładnie smyrgały po, po, po…instrumencie. Hah. Więc masz…- blondwłosa piękność, która najwyraźniej zwała się Lorii, pochwyciła niezgrabnie w garść pieniądze z tamburyna. Miedziaki sypały się jej przez palce na podłogę, a potem, niczym nóż, pięść wypełniona garścią monet dźgnęła najdę pod żebro, rozluźniając palce i wypuszczając monety. Jeśli Elt szybko się nie zorientuje by je zacząć łapać to rozsypią się po podłodze…Całe te zdarzenie, mężczyzna skwitował skrzywionym wyrazem twarzy i swego rodzaju pożałowaniem.
-Wybacz mej siostrze…Są chwile dla których przykułbym ją do lutni– Posłał litościwe spojrzenie najdzie, mając nadzieje, że zrozumie, iż Lorii choć piękna i głos miała, każde inne zajęcie prócz grania i śpiewania wychodziło jej wątpliwie i bez jakiegokolwiek wyczucia. Poczynając od prostej rozmowy. Ale przynajmniej tryskała pozytywną energią. Z jednej strony było to urocze z drugiej nieco…kłopotliwe

/kwota jaką ci wciska kobieta to lekko ponad 2 szylingi większości w miedziakach więc się strasznie ten "dobytek" sypie
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

15 sie 2012, 15:25

W pewnym momencie najada wprost wpadła w trans podczas gry. Faktycznie, nawet nie zauważyła, że ktokolwiek stanął koło niej. Zwróciła uwagę jedynie na dźwięki, tak niezwyczajne dla lutni, rozdzierające powietrze wokół niej. Nie przerywała, wciąż ciągnęła melodię. Dopiero zawołanie blondynki wyciągnęło ją z zamyślenia nad instrumentem. Posłuchała rady dziewczyny i kontynuowała to, co robiła wcześniej. Pomyślała tylko, że dopiero na nią klęła, a teraz gra tak, jak pijana mówiła. Zaśmiała się pod nosem, ignorując swoje problemy moralne.

Zgrywała się doskonale z resztą zespołu. Palce śmigały po strunach, niczym po gładkim jedwabiu, prawie w ogóle się nie myliła. Wiedziała już teraz, gdzie docisnąć, co zrobić, aby dźwięk był taki, a nie inny. Krzyknęła triumfalnie, dodając piosence rubasznej śpiewaczki dodatkowe słowo i przyciągając wzrok niektórych gości. Uśmiechała się od ucha do ucha, dziękując w duchu Ourelii, że przypomniała jej choć to, bo, póki co, w jej wspomnieniach nie było niczego, co świadczyłoby o innych umiejętnościach, pozyskanych w przeszłości.

Po zakończeniu repertuaru, jakiś mężczyzna z zespołu zagadał do niej. Na tym zależało jej najbardziej, bowiem pomyślała, że skoro oni podróżują, to byłaby szansa na ucieczke z tej dziury pełnej szkodników – Latarników. Najważniejszym zadaniem było teraz dotarcie do Niniel, Serghia, Tarretha, czy choćby Samaela, o ile ten gdzieś nie wyjechał po tym, co się stało. Nie mogła być pewna, że ktokolwiek będzie chciał jej pomóc, więc nadal wmawiała sobie, że jest zdana tylko na siebie.

W rozmowie z nowopoznanym człowiekiem zdawała się być nieco nieufna, jednak na tyle sympatyczna, na ile pozwalał jej jej charakter.
- Cóż, zuchwała może jestem, ale cóż innego może czynić zdesperowana kapłanka? – zażartowała, kłaniając się lekko – Miło mi pana poznać, moje imię to Eltenebreise.

Gdy do rozmowy wtrąciła się śpiewaczka, białowłosa miała ochotę jedynie parsknąć śmiechem na temat jej obecnego stanu, ale zdecydowała się powstrzymać, bo takie zachowanie mogłoby okazać się sporym nietaktem, więc przysłuchiwała się wymianie słów pomiędzy muzykami i starała się nie śmiać.

Akcja z rozsypywaniem pieniędzy wywołała w najadzie potężne zaskoczenie, ale cóż, skoro płacą, to trzeba zbierać. Około połowy z tego, co rozsypała Lorii najada złapała w dłonie, reszta pospadała na podłogę.

Spojrzała na Rona wzrokiem osoby błagającej o litość.
- Panie, jeżeli mogłabym pana prosić… Ma pan może jakiś wolny mieszek, woreczek, cokolwiek, abym mogła przetrzymać w tym ten… prezent od pani? – uczyniła lekki ukłon w stronę blondynki, po czym spojrzała jeszcze na rozsypane pieniądze, pragnąc w najbliższej przyszłości wyzbierać to, co pospadało.
Komentarz na temat śpiewaczki zignorowała, bo po pierwszych oględzinach stwierdziła, że nie warto denerwować tak roztrzepanej osoby, jak ona. Uśmiechnęła się tylko w duchu i pomyślała: "Szczęście i Ourelia mi sprzyjają, tak trzymać."

Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

07 wrz 2012, 10:20

MG

Po tym jak Eltenbrisse się ukłoniła, przedstawiła, nie koniecznie w tej kolejności, Ron zlustrował ją uważnie od stóp po czubek białej czupryny, zatrzymując się dłużej na klatce piersiowej, dopatrując się kształtów, czy też zarysów piersi. Charkną, naprowadzając wzrok na błękitne ślepia kapłanki i kontynuował dalej ciąg wydarzeń, jakimi było wtargnięcie Lori, sypiące się monety, prośba Elt…
-Achm, naturalnie, chwileczkę piękna…-obudził się po pewnej chwili dłuższej i zaczął przeszukiwać zakamarki swojego odzienia, które posiadało sporą ilość kieszeni, skrytek, jak i warstw. Młodzieniec przeszukiwał je w pośpiechu i mało zgrabnie. To ostatnie to zapewne z powodu alkoholu, którego opary unosiły się w całym przybytku. Ron jednak osiągnął swój cel. Fakt musiał kilkakrotnie schylać się po dzwonki, ustniki, piszczałki i inne szpargałki które leciały mu na ziemię, acz ostatecznie z lewej, wewnętrznej kieszeni odzienia od strony serca, wyciągną strzępek bawełnianej chusty w kolorze brudnej szarości, a następnie wręczył go Elt.
-Proszę bardzo. – Jego siostra w tym czasie resztę monet wcisnęła do tylnych kieszeni swojego brata, sprawiając, że ten wygiął się nieco zaskoczony wydobywając krótkie "oj", po czym odwrócił się do swojej siostry, ta zaś szepnęła mu coś na ucho i skocznym krokiem powędrowała w kierunku "dzielnicy interesów" do grupki kupców, z którymi podróżowała. Ron omiótł swoją siostrę jeszcze wzrokiem, po czym westchną z nijaką ulgą, że w końcu się jej pozbył i na nowo całą swoją uwagę skupił na kapłance, poprawiając włosy. Prezencja przede wszystkim.
-Achm, więc panienka Ourelii służy. Rad bym był więc…przed kolejną podróżą pobłogosławiony zostać, zwłaszcza, że lico panienki takie gładkie, iż łatwo panience będzie wybłagać łaskę, za takiego nieszczęśnika, jak…ja - Skończył wywód swój ukłonem lekkim, zaś jego twarz się zaczerwieniła. Trudno powiedzieć czy to z powodu alkoholu, czy też może z powodu śmiałości, jaką okazywał kapłance Ourelii…Młodość! Hah!
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

08 wrz 2012, 20:40

Obserwowała pijanego mężczyznę z uśmiechem. Wiele w swoim życiu już widziała, wiele przeżyła. Widok roztargnionego muzyka nie zdziwił jej wcale, choć wyglądało to nieco komicznie. Pomyślała, że chciałaby podróżować z taką kompanią. Nawet to, że Ron prawie rozbierał ją wzrokiem nie zniechęciło najady.

Otrzymawszy sakiewkę, wsypała swe miedziaki do niej i spojrzała tęsknie na resztę pieniędzy, które Lorii włożyła bratu do kieszeni. "Cóż, trzeba cieszyć się, że cokolwiek zarobiłam." Woreczek miała teraz w lewej ręce.
Panie, błogosławieństwo otrzymać można zawsze. Chciałabym jednak prosić pana o przysługę, a mianowicie szukam pracy, najlepiej na morzu. Czy byłby pan tak uprzejmy dla biednej służki Ourelii, matki wszelkich wód, i zapytałby pan swoich pracodawców w moim imieniu? Mogłabym robić w zasadzie wszystko, prócz fachu kurtyzany. Potrafię sprzątać, trochę gram na lutni, a dawniej strzelałam z łuku, jednak… – przerwała w pół zdania. "Strzelałam z łuku? No tak, kiedyś… Kiedyś coś takiego było." – jednak ostatni raz robiłam to dosyć dawno, ale myślę, że po paru próbach znów wróciłabym do formy. – Dokończyła, ponownie lekko kłaniając się rozmówcy.

Tak, to była jej szansa. Może… Może oni wybierają się do Wolenvain? A nawet jeśli nie, to przecież wystarczyłoby, aby zeszła z oczu Latarnikom, bo w granicach Księstwa Lokent nie miała wielkich szans na przetrwanie, szczególnie teraz.

Kapłani Ourelii… Chciałaby do nich przynależeć, ale trafił ją los taki, a nie inny. Pomyślała, że Latarnicy i jej niewyparzony język to śmiercionośne połączenie dla jednej ze stron. Rozpoczęła modlitwę:

[color=33ddb7]"Ourelio, opiekunko wód, proszę daoj mi jakiś znak, choćby najmniejszy. Pragnę i pożądam Twej uwagi, Twej miłości. A jeżeli nie jestem godna Twych słów, to pomóż mi chociaż przetrwać wśród otaczającego mnie światła Latarni."

[/color]
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

09 wrz 2012, 17:03

MG


-Ohoh…Moja droga…nie potrzebuję ich zgody, bo nie pozwolę by kapłanka Oureli i piękna dama wykonywała ciężką pracę. Dołączysz do nas i będziesz tworzyć muzykę. Dołączysz.– Powtórzył się, jakoby zostawiając Elt przed faktem dokonanym, jednocześnie podchodząc, a następnie wymijając białogłową, przycupną przy śpiącym na bębnach grubasie, który ciągle się tu znajdował, a jednak żaden hałas nie zmusił go do zmiany swojej pozycji czy też podniesienia choćby jednej powieki na chwilę jedną. Ron poklepał człowieka znacznych gabarytów po głowie, lecz ten dalej spał.
-Knur, Lori i ja – to nasza grupa. Dla dodatkowej niewiasty znajdzie się miejsce. Ci ludzie, kupcy, w zamian za muzykę dają nam nocleg i wyżywienie. Zobaczysz. Grać i pływać po morzu Ourelii…to jest życie!– Mówił, zachęcał. Z jakiegoś powodu zależało mu bardzo by mieć w trupie Elt. Dlaczego? Przecież nie zostawi kobiety samej, kiedy ta potrzebuje pomocy, zwłaszcza, kiedy widział w niej muzę, która by go natchnęła do napisania kolejnych ballad.
Ogólnie rzecz ujmując, Ron zajęty wizją wspólnych podróży po okrętach i morzach z nową towarzyszka, którą uważał już za członkinię grupy, nie potrzebując od niej nawet słowa zgody, czy odmowy…zapomniał o swojej siostrze, która miała najwyraźniej słabszą głowę od brata i już szalała przy stole z kupcami, pokładając się na nich i rozkładając, skacząc i tańcząc, a ogólnie rzecz ujmując – przeszkadzała. Ron złapał się nagle za głowę, mimowolnie ze stęknięciem wypuszczając krótkie acz jakże treściwe w tym momencie "cholera".
-Mam taki pomysł. Spróbuj dobudzić Knura, a ja poratuję kupców od Lori, zanim stracimy przez nią jutrzejszy posiłek, a potem pójdziemy razem na statek. Skoro świt będziemy wypływali, a coś mi się zdaje, że do świtu będziemy tam się transportowali z takim…towarzystwem. – Wzdychał lustrując smacznie śpiącego Knura, który co jakiś czas tylko mruknął, charknął bądź chrapnął. Ron podciągnął rękawy. Stwierdził, że "zaraz wraca" i pokierował się po siostrę. A knur -gruby chłop, o zaroście gęstym i upodabniającym go do zwierzęcia niż człowieka– spał.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

09 wrz 2012, 20:22

Najadę zaskoczyła reakcja Rona, ale również niezmiernie ucieszyła, bowiem dopiero teraz mogła powiedzieć, że faktycznie ucieka. I robi coś, co potrafi. Zapomniała nawet o zemście i pragnieniu odzyskania krzyżyka do zamku Anagorax. Wspomniała jedynie Niniel, która może już wiedziała, że młodsza siostrzyczka, mała Anti zniknęła. Że słuch po niej zaginął. Co się tyczy Samaela… Nawet nie tęskniła. Gdyby się jednak okazało, że umarł, pewnie zapłakałaby. Na pewno by to zrobiła. Ale żal skończyłby się po kilku dniach. Teraz była na posługach Ourelii, więc tylko ona powinna była być w sercu Elten. Dlatego też skupiła się na swojej przyszłości.

Niech Ourelia Ci błogosławi za ten uczynek, panie, albowiem wyciągasz mnie z opresji. Jest jeszcze coś, o czym koniecznie muszę pana poinformować, ale zrobię to, jak już będziemy wychodzić.
Spojrzała na wskazaną przez Rona dziewczynę. Początkowo z niej kpiła, ale teraz, gdy miały być razem w trupie muzycznej postanowiła traktować ją z szacunkiem. Chwilę później przeniosła wzrok na owłosionego bębniarza. Jej zadaniem na tę chwilę było go obudzić. Rozejrzała się najpierw wokół. Ron poszedł zająć się swoją siostrą, a więc tymczasowo została sama.

Najpierw delikatnie szarpnęła grubasa, co z pewnością nie dało zbyt wiele. Następnie spróbowała poklepać go po plecach i głowie, co raczej też nie zadziała. W końcu zdecydowała się na bardziej radykalny krok. Wzięła stojący obok kufel i rąbnęła go nim w głowę. Pomyślała, że jeżeli to nie poskutkuje, to już chyba nic nie będzie w stanie zrobić, aby wybić Knura ze snu.

Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

10 wrz 2012, 09:15

MG


Hah! Ron czuł się jak rycerz, kiedy posłyszał kolejne słowa kapłanki. Brakowało mu jeszcze tylko rumaka, zbroi, oręża i paru, a raczej wielu innych atrybutów by stać się w nim w pełni, lecz ta wizja w zupełności go satysfakcjonowała. Nie musiał i nie chciał jej realizować do końca bo w końcu prawdziwym powołaniem chłopaka była muzyka, a nie wojowanie ze smokami i brania udziału w krwawych bitwach…choć o tym drugim to jeszcze napisze, na pewno, lecz nie teraz. Wszak siostra jego czyniła istne spustoszenie.
-Tak, tak, jak będziemy wychodzić…O ile wyjdziemy, psia mać! – stękną, jękną, pomarudził i poleciał.
Elt została sam, na sam z Knurem i jak się okazało przyjęła zadanie jakie powierzył jej Ron. Dalikatne szarpnięcie sprawiło jedynie iż ciało bębniarza zakołysało się tak, jak łajba rybaka na spokojnym morzu – lekko. Poklepanie po plecach i głowie, kobiecą dłonią, sprawiło, że Knur zamruczał gardłowo, niczym kotołak. Najwyraźniej takie metody nie działały na śpiącego wieprza…pobudzająco. Ale, ale! Kapłanka również nie zamierzała być wiecznie delikatna. Oczy jej bowiem zlustrowały kufel, a w myślach kreował się nowa metoda na obudzenie Knura i nie była ona szlachetna, lecz kto wie, a nóż skuteczna?
Nie czekając więc dłużej białowłosa chciała sięgnąć kufla, gdy na jej dłoni zacisnęła się z brutalną siłą męska ręka, znikająca zaraz w kaskadzie czarnej szaty. Nie czekając ani chwili, ręka szarpnęła silnie kobietę, tak, że w mgnieniu oka Eltenebreise stała tyłem do mężczyzny, czując na plecach jego tors. Ciągle trzymał jej dłoń teraz wykręconą do tyłu.
-Bez pajacowania. Wychodzimy. – Powiedział ostro i zaczął prowadzić kobietę do wyjścia.
Wszystko działo się tak szybko i nagle. Dziewczynie towarzyszyło zdezorientowanie, lecz kiedy była prowadzona do wyjścia mogła łączyć fakty. Latarnicy? Znów została złapana? Znów miała zostać pojmana, gdy to ucieczka i możliwość wydostania się z tego miasta była niemal w zasięgu ręki?
Była prowadzona do wyjścia. Nikt jej nie zamierzał pomóc. Napastnik w czerni i o nieznanej twarzy zrobił wszystko na tyle elegancko, że śmiałość której się dopuścił nie została przez nikogo zauważona. Zamierzał wyjść równie niezauważalnie z tym po co tu przyszedł – Eltenebreise
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

12 wrz 2012, 07:48

Już miała w dłoni kufel, już miała go podnosić, gdy nagle jej dłoń zatrzymał silny uścisk, z początkowo niezidentyfikowanego źródła, które okazało się mieć męski głos.
"Latarnik. Znaleźli mnie, skurwysyny."
Nie miała zbyt dużego pola do manewru. Jedyne, co teraz mogła zrobić, to się wyrywać i krzyczeć, co też zaczęła czynić. Gdy została pociągnięta do wyjścia, odwróciła się i spróbowała uderzyć oprawcę w krocze. Kiedyś, w przeszłości udało jej się w ten sposób uciec, więc założyła, że tym razem również się powiedzie. Gdyby faktycznie tak się stało, spróbowałaby uciec tylnym wejściem, wskoczyć do najbliższego zbiornika wodnego i… płynąć przed siebie. No chyba, że Ron coś wymyśli. Właśnie, Ron. Wpadła na pewien pomysł.

GWAŁCĄ! GWAŁCĄ KAPŁANKĘ! RATUNKU! – wrzasnęła, usiłując się wyrwać. Nie mogła sobie pozwolić na pojmanie. Nie po tym, co zrobili dla niej Niniel, Andreo czy teraz Ron.
Szubrawcy! Macie czelność krzywdzić służącą Ourelii, matki wszystkiego, co wodne? Skąd wiecie, świętokradcy, że nie wypełniam jej woli? Skąd wiecie, że nie spotka was zaraz jej gniew? Także tych, którzy pozwolą tknąć kapłankę, spotka surowa kara! – W miarę możliwości rozejrzała się za Ronem, który z pewnością musiał zauważyć to zamieszanie. Gdy go ujrzała, spojrzała błagalnie i jednocześnie przepraszająco. Chciała pływać z kupcami, grać im na lutni, a gdyby wrócili do Lokent… Może do tego czasu Latarnicy zapomnieliby o nietakcie najady?

Później pomyślała, że Ourelia nie wysłuchuje jej modlitw. Nadal jednak była wierna swej bogini. Nadal wewnętrznie dukała słowa modlitwy:

[color=33ddb7]"Pozwól przetrwać w świetle Latarni. Pozwól przeżyć w świetle Latarni. Pozwól uciec ze światła Latarni. I przeklnij tych, którzy nie pozwalają mi kontynuować Twego dzieła."[/color]

Jej dzieła? Elten nadal nie miała pojęcia, co właściwie miała na celu bogini, wysyłając ją do tego przeklętego księstwa. Najada miała czekać na wskazówki Ourelii. Odkąd pojawiła się w świątyni nie dostała żadne informacji. Nie była opuszczona, ze względu na siłę jej wiary, ale dlaczego?

[color=33ddb7]"Dlaczego się nie odzywasz? BŁAGAM. Umrę bez Twoich słów, Twego głosu, Matko."[/color]

Ogarniała ją frustracja. Poświeciła przecież wszystko, nawet tożsamość po to, aby wypełniać wolę Ourelii. Ale jaka to była wola? Czego też życzyła sobie Pani Mórz od śmiertelniczki? Odpowiedź na to i wszystkie inne pytania miała czekać, ale jakim sposobem? Gdyby czekała i nie próbowała ucieczki z Lokent, wówczas zostałaby skazana na łaskę Latarni. Nie wiedziała, czego chcą, ale przewidywała, że raczej nie mają zbyt dobrych zamiarów.

Jean, jak z tą boginią :<? Elt miała dostać jakiś znak i chciałam to do dyspozycji MG zostawić.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

12 wrz 2012, 17:07

MG


Najda miała prawo czuć się opuszczona przez boginię. Zwłaszcza, gdy ta wysłała ją do nieznanego miejsca, a następnie, można rzec, zostawiła na pastwę losu. W końcu nie zbadane są ścieżki boskie, tak samo jak plany tych istot do ludzi i nie ludzi zamieszkujących Leviathana. Może to była kolejna próba? A może Ourelia chciała pokazać, jak pozbawione wolności stało się miasto będące miejscem jej kultu? Elt mogła się teraz jedynie domyślać, gdyż jej patronka milczała, a białogłowa musiała działać, co też zresztą natychmiast zrobiła. Nie mogła odwrócić się twarzą do napastnika, bo ten trzymał ją mocno, lecz miała jedną wolną rękę, co wykorzystała. Zaatakowała krocze mężczyzny. Efekt nie był imponujący ale w pewnym stopniu skuteczny. Napastnik nie skulił się i nie płakał turlając po podłodze, co było zapewne spowodowane odpowiednią warstwą odzienia, oraz sposobu w jaki Elt uderzyła – na oślep i słabo, lecz mimo to sprawiła, że na chwilę uścisk się poluźnił, a sam latarnik przeklął siarczyście. Nie spodziewał się takiego zachowania po drobnej kobiecie, która teraz prawie mu się wyrwała! Prawie! Gdyż zakapturzony natychmiast naprawił swój błąd. Chwycił za materiał jej szaty, przyciągając ją natychmiastowo do siebie, a następnie do pobliskiej ściany. Szamotała się! To nic poprawił uścisk. Chciała zacząć się drzeć! A jak! Zaczęła! Lecz ledwo wydobyła jedną głoskę, która stopiła się z hałasem sali, tak równie szybko chłodna stal przyległa do jej ust. Nikt nie dostrzegł ostrza. Stali w końcu twarzami do ściany. W tym harmidrze przybytku wyglądało to tak, jakby jakiś tutejszy się schlał i dobierał się do kurtyzany, bądź nękał kobietę.
-Parszywa suka…Jeszcze jeden taki numer, a nie ręczę za siebie. I chędoży mnie to…-Agresor urwał, nie kończąc zdania, a towarzyszył temu też głośny trzask. Kapłanka została obryzgana gorzałą, a dookoła zatańczyły odłamki ceramiki. Człowiek w pelerynie padł z jękiem na ziemię. Białogłowa była wolna. Na pewno wielkie musiało być jej zdziwienie, kiedy zobaczyła człowieka większego od siebie o głowę. Masywnego, grubego z można by rzec sierścią na twarzy, jak i klacie, gdyż tors miał obnażony. Był to Knur, który z zaspanymi oczami spoglądał na drobną kobiecinę, trzymając w ręku resztki kufla.
-Na damę, ręki się…Nie unosi. Ot. – Mówił wolno, akcentując specyficznie każde słowo, a następnie spojrzał ze smutkiem na resztki naczynia. – A było takie, hm, pełne.– Odstawił szczątki na stół pobliski, parę osób co widziało całe zajście i które zwróciły na nie uwagę pokiwały przytakująco głową Knurowi. Takie rzeczy często się zdarzały w takich miejscach. Latarnika nikt nie rozpoznał. Wszyscy go wzięli za jednego z klientów, ponieważ nosił zwykłe odzienie, zakryte peleryną. Wszystko dlatego, że zadaniem latarnika było "po cichu" wykonać zadanie. Jak widać nie wyszło.
Knur podrapał się po brzuchu, w tedy, kiedy akurat podszedł Ron niosąc na ramionach półsenną siostrę i nie był z tego zadowolony. Pytająco spojrzał na leżącego na ziemi człowieka, a następnie na towarzyszy, zwłaszcza na zalaną gorzałą twarz kapłanki. Wzdychnął, poprawiając ciążącą mu Lori. Myślał właśnie jaka to droga go czeka długa, i o tym jak mu ciężko, i o tym jak nogi odmawiają posłuszeństwa od alkoholu co w siebie wpompował. Mordęga się zapowiadała więc Ron resztki humoru stracił.
-Cóż…jak na razie nie mam zamiaru dociekać, co się działo bo zaraz padnę, więc pogadamy sobie w wygodnej kajucie. A i Knur, ta białogłowa będzie nam towarzyszyć od dziś. Bądź dla niej miły, jak i dla mnie bądź miły i z łaski swej -zabierz instrumenta. Wychodzimy…Uważajcie tylko by się nie potknąć o tego tu leżącego osobnika. Doprawdy zasypiać tak podłodze… – Poprawił jeszcze raz siostrę. Ron nie miał krzepy, zaś kapłanka można by rzec, że dzisiejszej nocy miała wyjątkowe szczęście. Bowiem tak, na zewnątrz panowała już noc. Cała czwórka wyszła z przybytku, a wśród nich znalazła się kapłanka. Wszyscy udali się w kierunku portu.

z/t Elt, muzycy
Awatar użytkownika
Jaromir
Posty: 21
Rejestracja: 15 wrz 2014, 19:10
Lokalizacja postaci: Przybytek "Latająca Ryba"
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3073

01 gru 2014, 19:27

Wchodząc do knajpy Jaromir nie miał żadnego konkretnego celu. Planował co prawda podpytać o tutejsze ceny czy jakąś pracę, ale nie liczył na cuda w żadnej z nurtujących go kwestii. Przybytek był całkiem zacny i od samych drzwi łatwo mu było stwierdzić, że znajdzie się tutaj miejsce dla mężczyzny takiego jak on. Swoje kroki skierował ku oberżyście, czy też względnie "gospodarzowi" jak to niektórzy mieli w zwyczaju na nich wołać. Sprawdzając na oko czy pierwsze z brzegu krzesło utrzyma jego ciężar rozsiadł się opierając swój kij o ladę i zagadał.
Dzień dobry gospodarzu, uświadczę tu u Ciebie miodu i talerza porządnej strawy? Tylko na wprzód, zanim mi nałożysz racz powiedzieć, ile taka przyjemność kosztuje w tych rejonach.. Tylko mi kręcić nie myśl, bo pamiętać będę a i innych zapytam.
Na pracę czas jeszcze przyjdzie a, tymczasem mężczyzna potrzebował jako takiej wiedzy jaka płaca mu wystarczy na zadowalające dlań życie. Bójki w niedalekim rogu karczmy wyglądały naprawdę zachęcająco i pachniały łatwymi pieniędzmi. Wiele się tak tu pewnikiem nie zarobi, ale zawsze to jakaś rozrywka i sposób na rozsławienie swojego imienia wśród tych co mają zajęcia dla ludzi z ciężką ręką. Rzecz jasna znaleźć jakieś tutaj zajęcie w kowalskim fachu było, by wspaniale jednak sądził, że taką możliwość dadzą mu, dopiero kiedy przestanie być tu obcym.

Wróć do „Lokent”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 14 użytkowników online :: 3 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 11 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot], Dahhard, Google [Bot]
Liczba postów: 52178
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.