Lasek przy Dziwnym Trakcie

Szlaki lądowe rozchodzące się we wszelkich kierunkach świata. Często uczęszczane gościńce są wybrukowane, ale w świecie gry nie brakuje też wąskich, niebezpiecznych ścieżynek.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Lasek przy Dziwnym Trakcie

28 lip 2012, 18:10

Choć niezbyt wielki, niezasługujący właściwie na miano pełnoprawnego lasu zagajnik znajdujący się na północ od znajdującej się pomiędzy Varti a Wolenvain nitki łączącej trakt południowy z północnym nigdy nie należał do szczególnie uczęszczanych miejsc schadzek, zdecydowanie miał swój urok. Rzadko rozmieszone, młode drzewa, mnóstwo polan z gęstą trawą i łagodnie skrzypiące po butami kępki mchu w niczym nie przypominały ciężkiego do przebycia, starego i mrocznego Lasu Cieni. Tutaj każda roślina miała dostateczną ilość miejsca do rozrostu, odpowiednią dozę światła i pokarmu z żyznej gleby. Lasek ten ongiś był domeną wielkich, stadnych zwierząt, jak żubry czy łosie, jednak wysoka popularność organizowanych przez szlachtę z Wolenvain polowań w te rejony znacząco uszczupliła ich populacje. Polowania w tym miejscu przestały być opłacalne i przeniosły się w inne rejony, dając tutejszej faunie i indywidualnym myśliwym nieco wytchnienia.

Z tego miejsca możesz udać się do:
Ruin bramy zachodniej Wolenvain;
Traktu południowego;
Traktu północnego.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

07 gru 2012, 22:13

MG

Towarzysze zbliżyli się do siebie, ale Dziwne Oczy ledwie spostrzegła ruch jakby zarysów sylwetki humanoidalnej istoty, ale nie mogła być pewna. Coraz trudniej, przez niezwykle silny ból, rozróżniała rzeczywistość od wybryków cierpiącego umysłu. Mimo, że obaj znajdowali się jak na wyciągnięciu ręki, to gnollica nie była wstanie ujrzeć postaci Infiego. Ciemność wnętrza jaskini zbyt dobrze maskowała mężczyznę. Czerwonooki wydawał się idealne zlewać z nią. Mrok tego miejsca pochłonął lidera Entropii, a tylko głos zdradzał jego obecność. Żrący kwas przeżarł się przez naturalne osłony łapy, Oczy niemal upadła. Dzierżyciel Opończy nakazał przyjaciółce uciekać. Mrocznej opoce nie spodobało się, że nie będzie miała okazji do kontaktu z kolejnym członkiem drużyny, a Infi szybko wyczuł intencje nierozłącznego kamrata. Niestety, mimo szczerych chęci pochłonięcia energii łowczyni, nie mogła nic z tym zrobić. Dzierżycielowi przez moment zdawało się, iż Opończa smutno westchnęła. Brzmiało to zabawnie, zważając na metaliczną barwę istoty. Nikomu nie było do śmiechu.

Infi raz jeszcze zaufał formie życia, która niemal całkowicie robiła z jego ciałem, co chciała i nic nie mogło jej powstrzymać. Przekształcała swego nosiciela według własnego planu. Jednak nie chciała źle, co udowodniła. Zregenerowała dłoń Ajumi, od samego początku pomagała Czerwonookiemu, biorąc jeno energię jako zapłatę. Dzierżyciel i tak nie miał wyboru. Musiał działać według poleceń cienistej materii, aby cokolwiek czynić. Mogłoby się zdawać, że to Opończa przez krótki moment przejęła stanowisko przywódcy, a poprzednik został zmuszony do wykonywania poleceń nowego szefa. Tak, jak chciała, Infi postanowił pochwycić kamienie za cenę uratowania Dziwnych Oczów. Tak, jak zamierzała, mężczyzna wykonywał zaplanowane ruchy.
Czerwonooki wyciągnął rękę do góry, celując ją na pierwszy kryształ. Mocą wyobraźni i napędzającej determinacji zaczęło się coś dziać. Wyłaniała się kolejna ręka, z nasady dłoni wydłużała się identyczna kończyna. Pierw pojawiły się palce – zakończone niebezpiecznie prezentującymi się czarnymi szponami – potem ukazało się przedramię, a na końcu cała ręka. Takich kończyn wyrosło jeszcze z dwie pary, aż wreszcie miały możliwość pochwycenia kamienia. Pazury wbiły się w mięso, Infi nie wyczuwał żadnych bodźców. Najwyraźniej wydłużenie nie było wstanie przekazywać impulsów nerwowych do mózgu. Ale udało się, kamień został wyrwany z tkanki organicznej, aby scalić się z nową. Obiekt wniknął w mroczną materię, tylko jego mała część wystawała z opoki. Kryształ – jakby płynął w ciemności niczym w wodzie – zmienił położenie. Skierował się do pierwotnego łokcia Infiego. Następne obiekty napełnione energią były wyciągane o wiele szybciej, dzierżyciel bardzo szybko nauczył się używać nowej zdolności. Opończa ułożyła kamienie na całej długości ręki. Nagle, coś zaczęło się dziać.

Ciemność jaskini zawirowała wokół Infiego, co było zjawiskiem niesamowitym. Czerń wirowała nabierając kształtu poruszającego się obłoku. Wybraniec Opończy począł emanować fioletową poświatą, delikatnie rozświetlając bliskie otoczenie. Mrok coraz szybciej krążył. Błyskawicznie, w jednej chwili, kamienie w pełni zagłębiły się w czarnej materii. Niespodziewanie, na klatce piersiowej nosiciela otworzyła się powieka… Źrenica ogromnej gałki ocznej chaotycznie zmieniała punkt obserwacji, nieustanie poruszała się. Tęczówka fioletowa, a same oko było odwrócone w pionie. Zajmowało niemal cały tors. Barwa spojrzenia Infiego stała się bliźniacza do oka trzeciego. Fizyczny umysł zawędrował dalej niż kiedykolwiek…

***

Panowała biel wraz z szarością. Świat wypełniony dwoma kolorami wydawał się bez życia. Zastygnięty, jakby uchwycony tylko w jednej chwili. Niebo ledwie różniło się od ziemi. Drzewa lasku wyglądały na takie same. Trudno było określić porę. Słońce ukrywało się zza chmurami, które nie mogły płynąć po nieboskłonie. W tym spektrum znajdował się intruz, który przybył tutaj za sprawą nieznanych mocy. Czerń zaatakowała ten świat samą obecnością. Infi przybył tutaj, aby poznać prawdę.

Widział pięć zakapturzonych person, odzianych w ciężkie szaty. Otaczały one nagiego mężczyznę leżącego na plecach. Umieszczono na nim pięć czarnych kamieni: dwa na brzuchu, jeden na mostku i jednego na czole. Ostatniego trzymał zamkniętego w lewej pięści. Wszystkie postacie nawet nie drgnęły.

Cień zaczął wydłużać się ze stóp zakapturzonych.

– Było ich trzech. Zostało dwóch – rzekła Opończa głosem dzierżyciela, lecz ton różnił się. Był obojętny, ale nietwardy. Przypominał szczere wyznanie, w którym nie było emocji. Dzierżyciel, natychmiast usłyszał różnice porównując mowę. Pierwszy raz słyszał jak inaczej mogą brzmieć jego własne struny głosowe. – Gilgernegerów pozostało dwóch przy życiu. Magowie odprawili trzy różne rytuały, a tylko jeden okazał się zgubny. Ja nie widzę różnicy, wszystkie trzy formy zniewolono. Życie, tak..

Cienie pokryły pięć postaci na podobieństwo dzierżyciela. Mroczne siły zdjęły urok, albowiem wszyscy poruszyli się o dwa kroki. Ukłonili się ku leżącemu, pięć rąk dotknęło go. Cień opanował szóstego, który powstał. Wszyscy jakby próbowali przytulić siebie nawzajem, a wtedy cień ich pochłonął. Zbita materia zaczęła się kreować w postać chudego humanoida, z nienaturalnie długi kończynami. Wysoki stwór z parą ślep o fioletowym kolorze. Wpatrywał się w Infiego.

– Jak wszystkie, muszą pożywiać się. Każde z nich ma własny sposób – głos stawał się metaliczny – Chcieli stworzyć istoty zrodzone z magii… Kontrolowanej magii. Głupcy. – Byt uniósł swą prawicę, wskazując na Infiego palcem. – Skoro tutaj jesteśmy, odpowiesz na moje pytanie. Jednak zanim cokolwiek rzekniesz, wiedz, że nie zależy mi na twym życiu. Zanim cokolwiek rzekniesz, wiedz, że moje zadanie zostało wypełnione. Wiedz, że wreszcie posiadłem na tyle energii, iż pozbyłem się ograniczeń. A teraz mów. Mów dlaczego nie miałbym się w tym momencie zabić? Co, Szefie?

Infi pisze posta jako pierwszy. Oczy, nadal wiesz, że Infi przebywa w pomieszczeniu, widzisz delikatnie rozświetlającą otoczenie aurę. <<
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

08 gru 2012, 14:31

Co jak co, ale tego dnia Infi został wystawiony na tak ogromną liczbę często sprzecznych ze sobą bodźców, że jego mózg nie był już w stanie normalnie pracować. Wszystko, co działo się wokół niego wymykało się wszelkim próbom pojmowania, a zmęczony wojownik od kilku godzin szedł przez życie jak przez sen. Zaskakujące, magiczne cuda, których doświadczył jego dość prosty umysł na stałe wryły się w i tak już uszkodzoną psychikę miecznika. Nawet jego ciało nie było dłużej czymś, czemu mógł zaufać. Często bywało tak, że gdy dawał się ponieść, nie wiedział, co robi, jednak teraz wszystko było inne. Teraz to obca jaźń manipulowała jego ruchami, kierując nim jak marionetką. …A on jej na to pozwolił.

Złożone z czystego mroku szpony Opończy wyrwały czarne kryształy z powały jaskini, która, podobnie jak całe pomieszczenie, okazała się być pokryta dziwną, organiczną substancją. Infi wierzył, że jego koszmar zakończy się w ten sposób, a potwór, w którego wnętrzu się znajdował sczeźnie nagłą i bolesną śmiercią. Nic takiego się jednak nie stało. Zamiast tego po raz kolejny tego dnia umysł mężczyzny został zaatakowany przedziwną, niezrozumiałą dla niego wizją. Obserwując kolejne nierealistyczne obrazy, wojownik był już na skraju szaleństwa. Wypowiedziane jego ustami słowa Opończy przeleciały jakby obok, jedyną istotną częścią było jej ostatnie pytanie. Gdyby nie obecny stan Infiego z pewnością miałby jej wiele do powiedzenia, rękami i nogami broniąc się przed zapowiedzianą śmiercią. Teraz jednak wszystko straciło na znaczeniu. Wojownik utracił wszelką nadzieję, choć jeszcze chwilę jedynym, czego pragnął, było wyrwanie się z tego cholernego impasu. Załamał się w sobie, nie wiedząc, co czynić. Życie z Opończą nie jawiło się w różowych barwach. Każda jego myśl była przez nią słyszana, każdy ruch miał w sobie jej wkład. Jej mrok okalał nie tylko ciało, ale i umysł Infiego, gasząc jego jasność i szybko prowadząc ku obłędowi. Entropia, Pustynia, Arael, Asterias, Merratron, Dariane… Wszystko zlało się w jedno, stanowiąc teraz jednolitą, myślową papkę. Wszystko to było w jakiś sposób istotne, ale czerwonooki miecznik nie miał pojęcia, dlaczego. Nie było niczego, na czym mógł się oprzeć, aby złapać psychiczną równowagę. Zaczął łamać się niczym wiekowa brzoza, a tym razem nic nie mogło mu już pomóc. Był zbyt zmęczony, aby wyprzeć wszystkie wydarzenia tego dnia. Jego fizyczna siła i wytrwałość nie równały się niestety odporności umysłowej. Chociaż niecałą godzinę temu nadludzkim wysiłkiem zdołał zabić maga Senkarę, teraz nie potrafił nawet zebrać myśli w choćby najbardziej prymitywne odczucia. Wewnętrzny ogień Infiego zasyczał potępieńczo i zgasł w panującej wokół niego ciemności. Wojownik padł na kolana. Mieszanina strachu, smutku, frustracji i zwątpienia zmieszała się z poczuciem beznadziei i zwaliła na jego skołataną głowę. Nie mógł zrobić nic, jak tylko załkać z cicha, bez łez.

Awatar użytkownika
Asterias
Posty: 255
Rejestracja: 12 paź 2011, 14:48
Lokalizacja postaci: Pustynne Wyżyny
GG: 4014804
Karta Postaci: viewtopic.php?t=887

08 gru 2012, 20:46

Asterias leczył zwierze jeszcze przez pewną chwilę. W tym czasie zdążył poznać imię poobijanego człowieka, który wyraźnie zdawał się być zainteresowany oddziaływaniem Astera na Wyjca, którego stan ulegał poprawie. Już po chwili jego stan był stabilny. Mniejsze ciało, mniej ran do wyleczenia, mniej energii do zużycia. Wyglądało na to, że pod wpływem relaksu wywołanego ulgą zwierzak przysnął. Czerwony stwierdził, że teraz powinien już przeżyć bez najmniejszych wątpliwości.
Jednak jego umysłem zawładnęło pytanie dotyczące poczynań Infiego. Wiedział, że poszedł ratować Dziwnooką, jednak czuł, ze coś może być nie tak. Kiedy był z kimś związany jakąś nierozerwalną więzią, wiedział, kiedy dzieje się coś dziwnego z tą osobą. Nie, nie mógł mieć pewności, to było jakby… przeczucie. Nigdy jednak to przeczucie nie zwiodło go z tropu. Z Infim zaś łączyło go coś o wiele silniejszego niż z kimkolwiek innym… Był jednak zbyt słaby, by móc pomóc mu w jego misji.
Kenh zadał mu wcześniej pytanie, na które przez zamyślenie nie odpowiedział przez dość długi czas.
– Tak, stabilizowałem jego stan. Teraz powinien nieco odpocząć – odrzekł z wielkim opóźnieniem w stronę maga.
Czuł się jeszcze dziwnie, było mu trochę niedobrze i miał delikatne zawroty głowy, jednak było o wiele lepiej niż na początku. Nie miał już drgawek i niemalże był w stanie bez problemu chodzić. Wyglądało to jednak nadal jakby był nieco wstawiony.
- Kenhkarze, myślę, że powinniśmy jakoś pomóc Infiemu i Dziwnookiej – rzekł ponownie w stronę maga, po czym postanowił wstać. Było to trudniejsze niż zwykle, a kiedy się wyprostował musiał na chwilę zamknąć oczy, przez towarzyszące jeszcze zawroty, które po krótkiej chwili ustały.
– Ja jestem zbyt słaby, by ruszyć z wami, zbierz kogo się da i spróbuj im pomóc, ja zaś powrócę na trakt po rzeczy Infiego - dodał po krótkiej chwili przemyśleń. Wiedział, iż to, że worek miecznika nadal leży na trakcie było wielce wątpliwe, jednak postanowił spróbować. W końcu to on miał go pilnować, a wyszło jak zwykle… Miał pilnować worka, a doszło do tego, że sklejał martwego elfa i omalże nie zginął dwa razy. Ciekawe do czego dojdzie, jak ktoś da mu jakieś trudniejsze zadanie…
Chwiejnym krokiem ruszył w stronę głównej drogi. Z pewnością będzie musiał się nieco cofnąć, zaś padający śnieg mógł utrudnić jego podróż…
Dopiero teraz tak naprawdę zdał sobie sprawę, że lubi śnieg. Jedno z nielicznych dobrych wspomnień z jego dzieciństwa kojarzyło się ze śniegiem, nie był pewien, dlaczego. Jego pamięć była niczym stara księga, z powyrywanymi stronami.
Wiedział, że nadchodząca zima wiąże się z czymś ważnym, wiedział też, że dotyczy to jego osoby. Tak, zbliżały się urodziny.
Nie było teraz jednak czasu na błąkanie w odmętach swego umysłu, miał zadanie, które sam sobie postawił.

z/t

Wybaczcie za słaby post. Coś dzisiaj opornie to idzie :<
Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

09 gru 2012, 00:15

Kenhkar patrzył, jak futrzasty zwierzak zdaje się przysypiać, będąc już w nieco lepszym stanie. Zapadła długa chwila milczenia, którą wreszcie przerwał elf, odpowiadając pokrótce na pytanie brodacza. Ludzki członek Entropii nie zadowolił się tak krótkimi wyjaśnieniami. Wiedział, iż musi spytać Asteriasa o jego metody leczenia. Przynajmniej będę wiedział więcej — pomyślał. Niestety, nie było mu pisane poznać tychże sposobów już teraz, gdyż Czerwony prędko zmienił temat na Infiego i zaginioną Dziwnooką, po czym odszedł w stronę obozowiska.

Mag powietrza niespecjalnie wiedział, co teraz robić. Był niemalże bezbronny i potwornie zmęczony. Nie miał też żadnego wsparcia. Stan każdego z okolicznych towarzyszy nie pozwalał im na stoczenie jakiejkolwiek walki, nawet najdrobniejszej potyczki. Uczeń Badrika wydedukował więc, że musi radzić sobie sam. Po chwili namysłu ruszył w stronę, gdzie — według niego — leżała owa pieczara, nieopodal której stracił swoją broń. Chciał odzyskać poszczególne części oręża, a także w miarę możliwości poszukać gnollicy i Infiego.

Już w trakcie drogi pomyślał, że to wysoce nierozważne, jako że grota mogłaby go znowu zaatakować. Kenhkar jednak czuł, że jeśli chce odzyskać Glamaithila, to musi udać się tam bez najmniejszej zwłoki.

Awatar użytkownika
Dziwne Oczy
Posty: 188
Rejestracja: 07 maja 2012, 18:46
GG: 4896516
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1882

09 gru 2012, 14:26

Z bólu zacisnęła zęby, ledwo trzymała się na nogach. Nie miała jednak zamiaru pokazywać tego miecznikowi. Tak samo, jak nie miała zamiaru pozostawać tu ani chwili dłużej. Jego polecenie pójścia tam, skąd przyszła, było nieco irytujące. Nie po to przedzierała się do tego przeklętego żołądka, żeby jedynie poparzyć sobie łapy. Ale skoro jemu udało się tu z powrotem wejść, to widocznie przejście na powrót tam istniało. Cóż miała zrobić? Pokiwała łbem, nie zastanawiając się, czy Infi zauważył ten gest, i zaczęła boleśnie człapać w stronę, jak mniemała, wyjścia.
Stawiała kolejne kroki, zastanawiając się, dlaczego małpiaty nie kroczy wraz z nią.
Czerwonooki, idziesz – zamiast pytać, właściwie stwierdziła ten fakt, dając do zrozumienia, że to właśnie powinien był robić. Obróciła się, nie zwalniając chodu. Zauważyła dziwną poświatę, ale w dalszym ciągu nie zatrzymała się. Szła dalej w kierunku godnego pożałowania, w jej mniemaniu, odczucia nadziei.
Czy uda jej się wreszcie wyjść z wnętrza tej przeklętej bestii, do którego zaprowadziła ją jej chora duma myśliwego? Przecież Wyjec musiał potracić zmysły w tym czasie…

Nie wiem, czy tam rzeczywiście jest to wyjście, więc nic o tym nie napisałam. Ale jeśli istnieje możliwość wyjścia, to nie omieszkam tego zrobić, tak jak i zabrać moją torbę, którą Wyjec porzucił pod wyjściem, kiedy zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Potem pozostaje czekanie na Infiego.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

10 gru 2012, 00:52

MG

Infi upadł. Jego psychika nie nadawała się już do niczego. Nie potrafił pomóc Opończy, nie był wstanie. Mroczna istota beznamiętnie wpatrywała się w oblicze dzierżyciela, w którym przebudziło się szaleństwo. Jego jaźń znajdowała się gdzieś w dalekiej przeszłości, w zamrożonym konkretnym momencie. Pochłonięci ludzie byli symboliką, jednakże to nie miało żadnego sensu. Mało kto byłby wstanie odgadnąć myśli cienistej istoty, które kreowały się jako wizje. Czerwonooki przeżył dziś wiele ataków na wrażliwszy od mocnego ciała umysł, a ostatnia przecięła wstążeczkę poczytalności, stracił całkowitą kontrolę nad ciałem, która przemieniło się w swoiste centrum reakcji jaka miała nadejść po wchłonięciu kryształów. Opończa przez swój krótki czas zjednoczenia się z liderem Entropii, aby uwolnić się od jarzma kontroli. Wybrała Infiego nie z własnej woli. Gdyby mogła, odeszłaby już dawno. Przeczytała swego nosiciela jak księgę, zaplanowała odpowiednie posunięcia, aby słuchał się jej. Chciała dopełnić wolę Senkary, a potem wreszcie się zabić. Ale jakim kosztem? Kiedyś należała do grona emocjonalnych istot. Wiedziała, że odbierając swoje zbierze i cudze. Miała dość niewoli, ale widok upadłego Infiego przypomniał jej o czymś…
– Wróć. – Rzekła, a czerń pokrywająca Infiego opuściła ciało. Cienie błyskawicznie zjednoczyły się z istotą. Spojrzała na niebo… W następnej sekundzie zmaterializowała się zza plecami uwolnionego szaleńca. Swą nienaturalną kończyną dotknęła głowy miecznika. Bynajmniej nie aby mu pomóc…
– Żal mi siebie. To wszystko mogło wyglądać inaczej… ale byłem głupi. Nie masz nic wspólnego z moimi grzechami, szefie. – Fioletowa aura pokryła całe ciało miecznika, który wreszcie mógł ją doświadczyć. Zimna, wzbudzająca wrogość. Ale coś w niej umierało… Gdyby Infi przez chwilę skupiłby się, wyczułby zanikający mrok, a wrogość przemieniała się w uczucie spokoju. – Dwa ciała, ale jeden umysł. Zaprzestanę nad tobą panować, odnowię cię do pierwotnej postaci. Jednak nadal będziemy połączeni i nawet ja nie mogę tego zmienić. – Czerń na Infim wracała. Pokrywała skórę miecznika nie jako jednolita materia, lecz setki wzorów. Całe ciało – prócz głowy – pokryło się misternymi tatuażami symbolizującymi wijące się ciernie. Wszystkie łączyły się, tworząc chaotyczny wzór. Niezwykle uważne oko zauważyłoby, iż owe tatuaże mozolne poruszają się – odejmując stare lub nakładając nowe wzory. Zmniejszając czy zwiększając swój rozmiar. Przekształcały się, ale nie rozszerzały, ciągle pokrywały tyle samo skóry, ni więcej ni mniej. Opończa skurczyła swoją wysokość. – Może odkryjemy sposób. A teraz zapomnisz. Zapomnisz o mnie! – Ostatni raz Opończa wpłynęła na świadomość dzierżyciela. Zmieniła wspomnienia. Od tej chwili Infi wiedział, że Senkara przeklną go jakimś nieznanym zaklęciem. Przez cały czas używał własnych talentów, aby uratować Oczy. Wiedział, że nabyte symbole nie wróżą niczego dobrego. Cóż, nowa pamięć wyglądała na idiotyczną, bowiem Asterias i Arael widzieli wcześniejszą formę swego Lidera, ale Infi oczyścił się od złych myśli. Cała nawałnica emocji wyłączyła jego umysł, zamieniając go przez krótką chwilę w roślinkę. Oryginalne wspomnienia mogły powrócić, ale było to nikłe. Wierzyć, a wiedzieć to dwie zupełnie inne aspekty. Mimo wszystko świadomość Opończy przetrwała…
Wirująca ciemność pożerała strukturę jaskini od środka. Cała moc zebrana w Infim uwolniła się jako forma przeistaczająca formacje skalne w własną materię. Tysiące cieni pochłaniało wnętrze, ignorując inne formy życia. Kwas stał się mrokiem, tkanki wraz ze skałą zdzierały się. Jaskinia znikała z powierzchni ziemi. Sufit ujawnił niebo, a ziemia jakoby wyrównała się i znów była leśną ściółką. Fale ciemności zakończyły swoje zadanie… scaliły się z naturalnym cieniem. Jedynie nagie ciało Senkary jak i połamany kij na dwie części, oraz pamięć – jedyne pozostałe dowody po jaskini.
Infi obudził się. Szumiało mu w głowie. Nie miał zielonego pojęcia dlaczego jaskinia zniknęła. Czuł się nawet dobrze, albowiem nie poniósł żadnych fizycznych obrażeń. Lekkie zdezorientowanie. Klątwa na jego skórze nie zmieniła się. Tatuaże nadal stanowiły świadectwo po potyczce z Senkarą. Ajumi straciła rękę, a Kenhkar powstrzymał szał lidera, płacąc śmiertelnym wycieńczeniem. Nie pamiętał, że ktoś nazywał go Szefem… Cholernie dziwny dzień.

Każdy w temacie zauważył potężną falę ciemności, która zmiotła jaskinie i jej wszystkie elementy. Kij leżał nieopodal drugiego otworu. Dzięki za sesje, była zła – wiem o tym. Na końcu wszystko wróciło względnie do normalnej postaci. Niejasne i naciągane… Ale dokończone. Możecie dodać, że upolowaliście coś po jaskiniowej przygodzie. Niech to będzie dzik…

Wszelakie błędy poprawię rano<<
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

12 gru 2012, 20:15

Pozwoliłem sobie na małe podsumowanie sesji dla potomnych. Część właściwa posta rozpoczyna się po gwiazdeczkach. Jeżeli Aleksisowi nie podoba się moja interpretacja zaistniałej sytuacji to poproszę o PW.

Jeszcze parę godzin temu Infi był szczęśliwym człowiekiem. Zebrał grupkę osób, które zgodziły się towarzyszyć mu w wyprawie jego życia, co wprawiło go całkiem niezły nastrój. Wyruszył wraz z nimi, nie oglądając się wstecz, widząc przed sobą tylko upragniony od wielu miesięcy cel – Pustynię Śmierci. Pochopna decyzja udania się w podróż bez większych przygotowań szybko odbiła się na jej efektywności. Nazwana Entropią, naprędce sklecona drużyna pilnie potrzebowała jedzenia, a jej przewodnik postanowił je zapewnić. Wyruszając na polowanie nie miał pojęcia, jak mało zabraknie, aby okazało się ono jego ostatnim. Wszystko szło gładko do czasu, aż Infi nie zasłabł nagle, niemal tracąc przytomność. Już wtedy mógł odebrać ten sygnał jako zapowiedź przyszłych porażek. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się tak po prostu stracić sił, jednak nie było czasu na roztrząsanie tego faktu, bo oto w pobliżu pojawiła się pierwsza zwierzyna – dzik. Towarzyszka wojownika, gnollica Dziwne Oczy czym prędzej za nim podążyła, rozpoczynając tym samym serię nieprawdopodobnych zdarzeń. Odyniec, przecząc typowemu zachowaniu przedstawicieli swego gatunku umknął do z pozoru zwyczajnej jaskini. Z pozoru, bo wkrótce okazało się, że jaskinia ta to tak naprawdę magiczne wynaturzenie, zwany gilgernegerem podły stwór, który pożywiał się, udając formację skalną, do której wchodziły niczego nie spodziewające się, prędko fagocytowane istoty. Dziwnooka nie spostrzegła pułapki, pakując się do niej z buciorami niczym bezmyślny niedźwiedź szukający w gilgernegerze schronienia na zimę. Jaskinia zamknęła się za jej plecami zanim ktokolwiek zdążył do niej dołączyć. Gnollica była uwięziona.

Na nic zdały się próby dotarcia do wnętrza jaskini. Ani Infi ani jego drużynnicy mimo najszczerszych chęci nie potrafili przełupać się przez litą skałę, która dosłownie pochłonęła ich włochatą przyjaciółkę. Lider Entropii postawił sobie za punkt honoru uratowanie jej, toteż czym prędzej przystąpił do działania, szukając alternatywnej drogi do środka krwiożerczego stwora. Jego uwagę przykuł znajdujących się po przeciwnej stronie potwora, obły, w wyraźny sposób połączony z gilgernegerem kształt. Organiczna kula pulsowała, raz po raz wydalając z siebie nieprzetrawione szczątki poprzednich ofiar jaskiniowego potwora. Nie myśląc wiele, wojownik zaatakował ją, co po czasie wcale nie okazało się tak dobrym pomysłem, jak z początku myślał.

Skała natychmiast rozstąpiła się na wzór paszczy drapieżnego zwierza. Miała nawet zęby. Co ciekawe, nic oprócz nich się w niej nie poruszało, toteż nieposiadający kończyn ogromny stwór nijak nie potrafił pochłonąć swoich ofiar. Cała sytuacja byłaby dość zabawna, gdyby nie to, że pomagały mu inne, mniejsze wynaturzenia. Wychodzące spod ziemi, wężowate potwory miały za zadanie siłą doprowadzić przekąski do pyska gilgernegera. Nawiązała się krótka walka, podczas której bliska sercu Infiego driada Ajumi utraciła kilka palców, a on sam, nie wiedząc, co czynić, użył znanej tylko jemu, tajemnej sztuki komunikowania się. Chciał poznać intencje jaskiniowego żarłoka i w jakiś sposób nakłonić go do zaprzestania procederu pożerania jego towarzyszy. Otworzył przed nim swój umysł i… dał się opętać jak dziecko poświęcone na ołtarzu demona Lhanista. Okazało się, że gilgerneger to istota inteligentna, potrafiąca rozmawiać za pomocą przesyłanych telepatycznie wizji. Wizje te w silny sposób wpływały na umysły „rozmówców” stwora, dzięki czemu mógł on niemalże sterować słabszymi od siebie istotami, o ile wpuściły go one do swoich głów. Infi znalazł się w sytuacji bez wyjścia, ledwo kontrolując własne ciało.

Przejęty przez obcą świadomość, owładnięty zimną furią umysł Infiego kazał mu zaatakować jednego z członków Entropii, brodatego Kenhkara. Ten ostatni omal nie postradał przez to życia, tracąc zamiast niego swój cenny kostur. Nie wiadomo, jak potoczyłyby się dalsze losy pojedynkujących się mężczyzn, gdyby do gry nie wkroczył kolejny pionek – otoczony nieprzenikalną barierą mroku mag Senkara.

Oddelegowany do zniszczenia efektów pewnego magicznego eksperymentu czarodziej w mig pojął, co się święci. Widząc potencjał czerwonookiego mężczyzny Senkara natychmiast zapomniał o swym zadaniu. Z łatwością unieruchomił obu walczących, po czym zabrał Infiego ze sobą w gęstwiny, śledzony przez Ajumi z odgryzionymi przez wężowatego stwora palcami. Spętany wojownik trafił z deszczu pod rynnę, bowiem mag, który upolował go niczym gnuśnego jelonka nie zamierzał się patyczkować. Interesowało go kilka spraw, zadawał pytania na temat pochodzenia i tożsamości Infiego. Z użyciem magii wymuszał prawidłowe odpowiedzi. W swej niepohamowanej ciekawości przebił delikatną barierę w umyśle przesłuchiwanego przez siebie miecznika, wyzwalając w nim nieznane, ukryte dotychczas siły. Na nic zdały się próby unicestwienia nagle nieskrępowanego fizycznymi ograniczeniami czerwonookiego, który mimo wypalenia całej skóry ze swego ciała nie zatrzymał się, dopóki nie wyrwał Senkarze serca.

Wtedy wydarzyła się rzecz najdziwniejsza. Ciemność, która okalała całe ciało maga przeszła na jego zabójcę, pobierając całą moc z martwego ciała i przedmiotów swego dawnego dzierżyciela. Ukoiła ból poparzonego do mięśni Infiego, sprowadzając na jego skołatane nerwy chwilowy spokój. W głowie drużynnika odezwał się obcy, metaliczny głos, przedstawiając się jako Mroczna Opończa. Ciemność była istotą świadomą, inteligentnie rozmawiającą z tym, którego ciało aktualnie pokrywała. Przewodnik Entropii zyskał nowego towarzysza. Kumpla, który scalił się z nim na stałe. Z braku lepszych perspektyw oraz ewidentnego zaniku zdrowego rozsądku w swym skrzywdzonym umyśle Infi postanowił współpracować, bez zastanowienia robiąc wszystko, co podpowiadała mu Opończa.

Najpierw dotknął Ajumi, która w międzyczasie wyszła spomiędzy drzew. Nowy, bardzo przywiązany do Infiego członek grupy przywrócił zielonowłosej dziewoi palce, upewniając tym samym swego nosiciela o dobrych intencjach. Nie miało znaczenia to, że driada zemdlała od tego wszystkiego, wbrew woli swojej i czerwonookiego karmiąc Opończę siłami życiowymi. Miecznik zabrał ją ze sobą, zdążając ku kolejnemu źródłu energii – elfowi Asteriasowi, innemu członkowi Entropii. Mroczny towarzysz Infiego nastawał na to, aby i jego dotknąć, wysysając tym samym energię magiczną długouchego. Okazało się, że tego typu moc była Opończy potrzebna, tak, jak człowiekowi potrzebne jest jedzenie, jednak jej możliwości znacznie przewyższały wszystko, czego Infi kiedykolwiek dokonał. Potrzebował paliwa, aby z jego pomocą zrealizować swoje najdziksze żądze.

Asterias mimo interwencji swojej towarzyszki Arael zdecydował się lekkomyślnie oddać swojemu przywódcy część własnej, magicznej krwi, co skończyło się dla niego znacznym osłabieniem i silnymi drgawkami. Opończy nie było dość. Zmanipulowała Infiego, grając na jego emocjach. Dziwne Oczy nadal była w jaskini, być może już martwa. Wojownik wiedział, że przed podjęciem kolejnych decyzji trzeba najpierw ją wyciągnąć, a jego cienisty znajomek doskonale o tym wiedział. Korzystając z niepojętych, iście demonicznych mocy dostał się wraz z Infim do wnętrza gilgernegera w poszukiwaniu zaginionej gnollicy… i większej ilości mocy do wyssania.

Misja ratunkowa nie poszła tak, jak miała pójść. Prawdą było, że miecznik dotarł wreszcie do żołądka jaskiniowego potwora, spotykając tam ciągle żywą Dziwne Oczy, ale mimo wszystko nie wiedział, jak się w to miejsce dostał, nie wspominając już o wydobywaniu stamtąd kogokolwiek. Była jednak nadzieja… Infi ponownie zaufał Opończy, ponownie robiąc dokładnie to, co mu przemyślnie podsuwała. Sięgnął do źródła energii samej jaskini, absorbując ją do cna. Mroczna istota, która okalała jego ciało zyskała tyle mocy, ile było jej potrzebne. Mogła rozpocząć autodestrukcję.

Cienista Opończa miała swoje pragnienia, potrzeby i emocje. Będąc od wielu lat zdaną wyłącznie na swoich nosicieli, stłamszoną istotą nienawidziła swojego życia tak bardzo, jak wampiry nienawidzą światła słonecznego. Pragnęła popełnić samobójstwo zaraz po uzyskaniu odpowiedniej ilości energii. Przed tym jednak postanowiła wyrzec kilka słów do swego ostatniego dzierżyciela, Infiego, którego mózg z przestał w końcu poprawnie funkcjonować. Nie wiadomo, co pokierowało jej dalszymi decyzjami. Strach, odwaga, współczucie czy może zwykła litość…? Coś sprawiło, że Opończa nie zrealizowała pierwotnego planu, uwalniając całą zebraną energię w postaci fali czystego cienia. Fali, która pochłonęła całego gilgernegera. Wiele ją to kosztowało. Esencja nocy zmniejszyła swoją powierzchnię, redukując się do poziomu wijących się po ciele swego nosiciela mrocznych tatuaży. Ostatkiem sił zrobiła coś jeszcze – wymazała ostatnie wspomnienia Infiego i na powrót uczyniła jego ciało sprawnym, przywracając jego umysłowi pełną równowagę.

* * *

Ziemia była jeszcze ciepła. W miejscu, w którym poprzednio znajdował się udający jaskinię potwór gleba nie zdążyła jeszcze się zmrozić, chociaż nadchodząca wichura i o to miała wkrótce zadbać. Infi podniósł się z klęczek. Szmaty, którymi przewiązał się w pasie, a które teraz stanowiły jego jedyne odzienie nie były zbyt dobrą ochroną przed zimnem, toteż mężczyzna wzdrygnął się mimowolnie. Tak oto bowiem czerwonooki ponownie poczuł na swojej odnowionej, nieokolonej już Opończą skórze temperaturę powietrza. Jego cienisty towarzysz nie odzywał się, być może tracąc tę umiejętność na zawsze, toteż wojownik nawet nie zdawał sobie sprawy z jego istnienia. Nowe wspomnienia miecznika nie przewidywały obecności dodatkowego, przylepiającego się do ciał i wykazującego wielkie zapotrzebowanie na energię członka Entropii. Czerwonooki wiedział, że umierający Senkara obłożył go jakąś klątwą, ale wierzył, że dotarł do tego momentu tylko dzięki własnym talentom, a nie ingerencji obcej świadomości. Wiele rzeczy było niejasnych. Mężczyzna czuł, że w całym zdarzeniu maczała palce jakaś potężna magia, jednak z braku wiedzy na ten temat nawet nie próbował się nad tym zastanawiać. Zobaczył Dziwne Oczy, zapewne tak samo skonfundowaną, jak on sam. Gilgerneger w niewiadomy sposób został po prostu usunięty z tego świata. Do dwójki zagubionych istot dobiegł wreszcie Kenhkar, poszukując odłamków swego kostura. Z pewnością zauważył, że coś jest nie w porządku, ale mógł wbrew logice uznać, że to Infi po prostu zlikwidował całe zagrożenie tak, że nie został po nim nawet pyłek. Przewodnikowi drużyny pozostawała tylko nadzieja, że brodaty, posługujący się magię wiatru mąż nie będzie miał mu niczego za złe. Nawet gdyby – nie wyglądał on w nastroju na zwady.

Wojownik spojrzał na swe dłonie, przyglądając się uważnie wyrysowanym na nich tatuażom. Skomplikowane wzory męczyły jego i tak już wyczerpany umysł, toteż szybko zrezygnował z wpatrywania się w nie. Gdzieś nieopodal musiał znajdować się jego miecz… Czerwonooki w milczeniu podszedł do swej wiernej klingi, odruchowo próbując schować ją do pochwy, której już nie miał. Zaklął z cicha, patrząc na nowe szczerby, które zdobiły teraz wiekowe ostrze. Zatrzymał się na chwilę, spojrzał po swoich towarzyszach. Chciał z nimi porozmawiać, wyjaśnić im wszystko, uspokoić ich, jednak… nie potrafił. Westchnął tylko z cicha, zastanawiając się, ile jeszcze razy przyjdzie mu zetrzeć się z nieznanymi, pojawiającymi się znikąd przeciwnikami. Prawdą było, że uwielbiał mordobicie, ale zbyt częste wymachiwanie półtorakiem i jemu już zbrzydło. Zabijanie stało się męczące i nudne.

- Po prostu stąd chodźmy - rzekł w kierunku Dziwnookiej i Kena, chcąc jak najszybciej opuścić przydrożny lasek. Zdążał ku gościńcowi, mając nadzieje znaleźć tam pozostałych członków swej drużyny, której mimo najszczerszych chęci nie potrafił zapewnić jadła. Liczył na ich pomoc w kwestii ubrania i obozowiska, które zamierzał założyć. Wszak – zbierało się na śnieżycę.

Z/t.
Awatar użytkownika
Dziwne Oczy
Posty: 188
Rejestracja: 07 maja 2012, 18:46
GG: 4896516
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1882

13 gru 2012, 23:33

To, co się przed paroma chwilami wydarzyło, nie mieściło się (nawet w tym wielkim) łbie gnollicy. Podejrzewała, że to mogło mieć związek z magią, której nie pojmowała i pojmować nie chciała, czując (na własnej skórze zresztą), że nic dobrego z niej wyniknąć nie mogło. Moc mogła pochodzić jedynie od Natury, aby służyć w słusznej, czyli gnollej, sprawie.
Siedziała na ziemi, starając się nie przeciążać łap, i grzebiąc w torbie, czy nic nie przepadło. Ale przepadł Wyjec, zostawiając jej rzeczy bez opieki. Pewnie jej szukał i kręcił się teraz wokół jaskini, albo "ten od wiatru" zaraz ją do niego zaprowadzi.
Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, ujrzała Czerwonookiego. Ale to nie jego oczy przykuwały jej uwagę, tylko rysunki na jego ciele… chyba szybko trzeba będzie mu znaleźć nowe imię.
Teraz nie miała jednak ochoty o tym rozmawiać. O niczym, oprócz jednego. Wstając, zagadnęła do Kena:
Gdzie Wyjec? – mimowolnie w jej głos wkradł się niepokój.
Dłużej nie będzie, jadę won. Do nd wieczorem nie odpiszę. :{
Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

14 gru 2012, 19:40

Kenhkar przedzierał się przez chłodny lasek w poszukiwaniu jaskini, nieopodal której stracił swoją broń. Przy okazji zamierzał rzucić okiem, czy nie ma tam zaginionych członków drużyny. Wydychane powietrze parowało, dreszcz wstrząsał jego osłabionym ciałem – dzisiejszego dnia naprawdę użył sporo swych talentów, co przełożyło się na potworne zmęczenie, panujące nad ciałem maga już od dłuższego czasu. Na dobrą sprawę nie mógł być niczego pewien, ostatnie, co pamiętał, to walka z oszalałym Infim. Nie miał pojęcia, co się dzieje, co z Dziwnooką, co z przywódcą. Jako że jaskinia była jedynym miejscem, które miało coś wspólnego z obojgiem zaginionych, mag zmierzał właśnie tam.

Nagle coś się wydarzyło. Kenhkar… po prostu przestał widzieć. Nastała całkowita ciemność, nieprzenikniona i nasycona magią. Brodacz nie miał pojęcia, co się dzieje. Muszę się przyzwyczaić do działania po ciemku – mruknął do siebie. Przykucnął, wyczuwając iż mroki zdają się rozpraszać, ulegając resztkom dziennego światła. Chwilę później było po wszystkim. Kenhkar ruszył więc ku grocie, do której to dotarł po kilku minutach niespiesznego marszu.

Dotarłszy na miejsce, dostrzegł Infiego i gnollicę, całych i zdrowych. Wyglądali na wycieńczonych dzisiejszymi wydarzeniami. Po pieczarze śladu nie było. Mag minął towarzyszy bez słowa, szukając swej broni. Wkrótce ją znalazł. Wziął odłamki w ręce, przepraszając w duchu swego wuja za utracenie jej. Powstał, przygarbiony. Tak, potrzebował snu. Długiego snu. Nie potrafił teraz skupić myśli na niczym innym, nawet nie próbował dociekać, co się właściwie stało. Na to przyjdzie czas później. Chociaż musiał przyznać – uważał na Infiego. Nic dziwnego, przywódca próbował go zgładzić i prawie mu się to udało. Kenhkar nie miał pojęcia, co o tym myśleć. Postanowił trzymać jednak bezpieczny dystans.

Miecznik rzucił jednym, krótkim zdaniem i po prostu odszedł. Skonfundowany Kenhkar ruszył za nim. Wtedy też spotkał się z pytaniem Dziwnych Oczu. Wbrew swej woli, mag zmarszczył brwi w skupieniu. Wyjec. Wyjec. Zwierzak. W końcu sobie przypomniał.

– Nie martw się – rzekł – elf się nim zajął. Powinien być w miejscu, w którym się ocknąłem. Chodźcie, pójdziemy tamtędy.

Właśnie, jak właściwie się tam znalazł? Cóż, musiał poczekać na odpowiedzi. Teraz trzeba było znaleźć tę hienę – mag skierował więc towarzyszy w stronę, z której przyszedł.

z/t
Awatar użytkownika
Ajumi
Posty: 153
Rejestracja: 04 wrz 2011, 18:12
GG: 7575125
Karta Postaci: viewtopic.php?t=653

15 gru 2012, 01:25

Gdyby może trochę później wybrała się na poszukiwania drużyny, może byłoby nieco inaczej. Doświadczyła dziś naprawdę bardzo wiele, doświadczyła coś czego wciąż nie była w stanie pojąć. Pełno krwi, zagrożenie, zdecydowanie nadmierna dawka adrenaliny i do tego ten ból. Jednak najgorsze z tych wszystkich negatywnych odczuć dla zielonowłosej był strach. W jednej, krótkiej chwili mógł nastąpić koniec jej egzystencji. Była naprawdę niedaleko tej paszczy pełnej przerażających zębisk, potem ta dotkliwie pogryziona ręka a jako subtelną posypkę tej makabrycznej mieszanki można było dopisać podskok ciśnienia w momencie gdy jej towarzysze ocierali się o śmierć. Bardziej przerażała ją cudza strata niż własna.

Teraz leżała nieprzytomna a chłód od podłoża dokuczliwie odbijał się na jej ledwo odzianej skórze. Właśnie to ją wybudziło z tego całego amoku, spory spadek temperatury. Czuła jak jej kończyny drżą ale powieki wciąż były zbyt ciężkie by je otworzyć. Może to tylko jej podświadomość tak oddziałuje wysyłając mylne sygnały do mózgu. Nie mogła w pierwszej chwili rozróżnić snu od rzeczywistości. Chwilę czau zajęło jej odzyskanie świadomości i pełne wybudzenie się. Majaczyła coś pod nosem po czym zerwała się do siadu łapiąc nerwowo oddech niczym ryba wyrzucona na brzeg. Zwykły szok. Kompletnie nic nie pamiętała i nic do niej nie docierało. Wiedziała, że jest zimno… za zimno. Rozejrzała się w około z przerażeniem w oczach. Czy ja umarłam? Pierwsze pytanie jakie przez myśl jej przeszło. Dostrzegła Arael popijającą wódkę nieopodal i nikogo więcej.
– Gdzie… gdzie są wszyscy – – Wymamrotała w stronę kobiety po czym znowu odpłynęła myślami starając się krok po kroczku sobie wszystko przypomnieć.

Ręka! Jej dłoń wciąż była owinięta resztkami materiału, które zastępowały opatrunek. Nietrudno było nie zapomnieć o tym, że straciła palce. Złapała za nadgarstek i … to chyba dalej szok, bo miała wrażenie, że rusza palcami? Zdjęła pospiesznie materiał i ujrzała dłoń w całości. Jak do tego doszło nie była w stanie sobie przypomnieć. Kompletna ciemność. Przecież to nie był sen… można by rzec o ironio, ze dałaby sobie rękę uciąć ale po co znowu tracić to co wróciło. Otworzyła lekko usta z niedowierzaniem i zacisnęła dłoń w pięść. Cała i zdrowa… niezbitym jednak dowodem na wszystkie te zdarzenia był chociażby stan jej ubioru. Podarta suknia… właśnie. Teraz skojarzyła kolejny fakt. Jakiś dziwny dziad porwał Infiego a ona znaczyła drogę rwąc kawałek po kawałku swa suknie i zawiązując ją na gałązkach. Ponownie rozejrzała się po okolicy jak zagubiona sarna… zero śladów tamtego dziwnego kręgu, zero śladów jaskini. Złapała się za głowę wplatając palce w kosmyki włosów. Za dużo tego wszystkiego na raz. Może Arael piła, bo wszyscy zginęli i topiła żal w alkoholu?

Zbyt wiele jak na tak przyjaźnie nastawioną driadę, która przywykła do życia jedynie w harmonii i spokoju. Jedyne co udało jej się przypomnieć to Infiego, który wyciągał w jej stronę dłoń i prosił o pomoc. Dalej film całkowicie się urywa zielonowłosej. Ajumi podniosła się z ziemi. Nie odzyskała trzeźwości umysłu całkowicie ale na tyle by stwierdzić, że im dłużej tak siedzi tym bardziej znowu traci czucie w palcach… tym razem od chłodu. Była zmęczona, zmarznięta i roztrzęsiona. Marzyła o zacisznym i ciepłym miejscu do odpoczynku ale jeszcze silniejsze było pragnienie poznania prawdy co się stało z resztą? Nie mogli od tak rozpłynąć się w powietrzu. Poza tym wiele pytań w jej główce się układało, na które chciała jak najszybciej odpowiedź poznać. Czy wydostali Dziwne Oczy z jaskini, czy ktoś zajął się nieprzytomnym Kenhkarem… to ostatnie rzeczy jakie zapamiętała przed tą masakrą. Objęła dłońmi swe ramiona zaciskając mocno zęby. Zniosła gorszy ból to i mróz zniesie. Nie chciała na razie przyjmować postaci eterycznej, dzięki której by nie odczuwała chłodu, bo nie byłaby w stanie wtedy rozmawiać. Liczyła na jakieś wskazówki lub najlepiej konkretne odpowiedzi ze strony Arael. Chociażby, w którą stronę miałaby się udać by ich odnaleźć. Ajumi sama wyglądała aktualnie jak obraz nędzy i rozpaczy ale targnęła się do upewnienia chociażby czy ktoś tej pomocy nie potrzebuje bardziej.

Wróć do „Trakty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 26 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 25 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52244
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.