Wieś Hałaśliwa Wólka

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Sigrida
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

Wieś Hałaśliwa Wólka

27 lis 2012, 23:06

Jedna z tych wsi, o których w ogóle się nie słyszy. Tylko uparci kartografowie zaznaczają je na mapie. Hałaśliwa Wólka, często mylona z Głośną Wólką (wiem, o tej też nikt nie słyszał) jest położona na trakcie między Aldhal i Nalin. No, na trakcie to za dużo powiedziane. Mieścinę widać z drogi, ale i tak nikt jej nie odwiedza. Tylko zdesperowani podróżnicy.

Osada prezentuje się bardzo szaro. Kilka budynków, świątynia nieznanego bożka i w centrum (nie mogło jej zabraknąć!) karczma. Gospoda, przybytek miejscowej kultury. Wieśniacy nie wyobrażaliby sobie bez niej życia – była ona miejscem spotkań, wymiany plotek i różnorakich gier hazardowych.

Obrazek
-------------------------------
MG
Blady świt. Wszyscy na nogach, we wsi jest naprawdę hałaśliwie. Wiadomo już skąd taka nazwa.
Kobiety płaczą, starsi panowie chodzą niespokojnie w tą i z powrotem, młodzi klną pod nosem. Panuje okropny rumor i zamieszanie, rozegrało się już kilka bójek. Każdy oskarża każdego, bo… ktoś spalił
karczmę. Jakoś udało się opanować języki ognia, ale siwy dym wciąż wzlatywał wysoko w niebo.

-Co teraz będzie… co to ma do cholery być!?
Krzyczał zdezorientowany wójt. Do jego izby wszedł kapitan straży, kurduplasty młodzik w kolczudze. Ukłonił się wójtowi i zaczął:
-Panie, piwa nie ma gdzie pić, więc w gardle zaschło. Daj pan trochę trunku!
Przedstawiciel wioski tylko spojrzał na niego gniewnie. O nic więcej nie prosił.
- Ekhm… tak, pożar karczmy to zapewne podpalenie. Zalecałbym…
Wójt odchrząknął.
- Łajno mnie to obchodzi! Kolejna próba podpalenia, tym razem udana! Trzeba znaleźć podpalacza. Wzmocnij straże, angażuj ludzi! Zrób coś do cholery, bo niedługo zastaniesz wioskę pustą!
Zbrojny ukłonił się i zabrał do roboty.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Sigrida
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

18 gru 2012, 23:17

MG
Wśród wieśniaków narastał gwar. Byli oszołomieni. Myśleli, że "kobietka z mieczem" jest tutaj po to, żeby ich bronić. Zamiast tego, groziła im. I ochraniała potwora. W ich małych mózgach panowała niezwykła burza.
Przemówiły głosy rozsądku:
-Rzeczywiście chłopy, nie mamy dojwo… do-do… dowodów, o! Zostawmy ogra, jak panienka mówi!
Tłumek zaczął się rozchodzić. Oprócz naszej niezwykle barwnej grupy, zostały tylko cztery osoby.
Wieśniacy z maczugami i wszelkimi prymitywnymi broniami. Jedno było pewne – nie mieli przyjaznych zamiarów.

Jeden z nich wyszedł przed szereg, nabrał flegmy i splunął siarczyście.
-To nic osobistego. Mamy sprawę do pana potwora.
Ręka wieśniaka mocnej zacisnęła się na broni.
-My nie wierzymy, że potwory mają dobre zamiary! One żrą ludzi i palą wsie! Nie będzie się nam to łuskowate coś po wiosce pałętało!
Widać było, że przez chwilę się zawahał. Pokręcił głową, przygotował się do schowania broni. Nie zrobił tego. Później będzie żałował. Możliwe, że poddanie się niesłusznej sprawie było ostatnim błędem jego życia.

Podskoczyli do niej, zanim zdążyła to zauważyć. Widocznie nie byli zwykłymi wieśniakami, raczej przedstawicielami straży wiejskiej czy innej wojskowej organizacji.
-Pożałujesz obrony tego gówna!
Krzyknął jeden z nich, który uderzył mocno, z dołu. Drugi, wykorzystując okazję, wyskoczył w górę i zamachnął się maczugą na głowę Nienazwanej. Kobieta poczuła ogromny ból, obejmujący płat czołowy. Później usłyszała śmiech. Wsiór widocznie dobrze się bawił.
Pozostali dwaj napastnicy byli przygotowani do ataku, ale trzymali się z tyłu.
-Ale jej dokopałeś, szefie!
Dopingował członek "straży tylnej".
Awatar użytkownika
Nienazwana
Posty: 36
Rejestracja: 16 lis 2012, 20:22
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37347#37347

19 gru 2012, 01:01

Słowa wieśniaków z początku potężnie zaskoczyły Córkę Północy, jako, że w tak zacofanym i opuszczonym przez cywilizację, Piętnastkę, oświatę, czy jeden Devouler raczy wiedzieć, przez co jeszcze, miejscu nie spodziewała się w ludziach logiki czy umiejętności chłodnego oceniania faktów. Zbiorowisko poczęło powoli się rozchodzić, jednak Nienazwana nie opuszczała miecza. Trzymając jego zimną rękojeść niemalże czuła, jak niezwykle ostra, twarda i żądna krwi jest smocza brzytwa, którą dane jej było władać. Kiedy jeden z nich wystąpił przed szereg i splunął, widziała w tym znak pogardy. Tak na Farendorze wyrażano pogardę. Była już spięta i gotowa do ataku lub bardzo, bardzo ofensywnej obrony, obejmującej proste parowanie i następującą ułamek sekundy po niej dekapitację agresora. Bez ustanku utrzymywała wzrok na tym, który odważył się postąpić kilka kroków do przodu, przesyłając gryfowi jasny sygnał – zaatakuje nas, zabij. Nie wcześniej. Czuła się jak pantera, szykująca się do skoku.

Wtem stało się coś, czego ani ona, ani gryf, ani sama Piętnastka nie spodziewali się. Dwóch wieśniaków dosłownie teleportowało się! Niemożliwym przecież było przemierzenie odległości trzech metrów w czasie krótszym niż reakcja wprawnego, wypoczętego szermierza, a już na pewno nie byli w stanie zaskoczyć szybkością ruchu jednego z podniebnych łowców, jakim był gryf – a to właśnie uznali za stosowne uczynić uzbrojeni mężczyźni. Doprawdy, niesłychane. Kto wie, może sam Ghan'To uznał za stosowne interweniować, może to pozostałość dzikiego źródła magii, a kto wie, może ci dwaj tylko podają się za strażników, w istocie będąc przedstawicielami najpotężniejszych ze wszystkich bytów Czeluści, może przemierzyli miliardy spektr tylko po to, by wylądować na ziemiach Lewiatana i kopać i obijać czaszki gryfich jeźdźców? Cóż, dzień zapowiadał się nad wyraz dobrze, a walka miała okazać się ciekawą, jako, że magowie, którzy posiedli sztukę wyprowadzania błyskawicznych, poteleportacyjnych ataków zwyczajnie nie mogli być nudnymi oponentami. Jak dotąd Nienazwanej nie było dane spotkać się z kimś, kto tak głęboko posiadłby sztukę manipulacji czasem i przestrzenią, jednak kiedyś zawsze musi dojść do tego pierwszego razu, a ten, jak powszechnie wiadomo, boli.

Nie inaczej było z tą, dla której zabrakło imienia. Czuła przeszywający ból w czaszce, jednak na swoje szczęście nie straciła przytomności. Wiedziała tylko jedno – została zaatakowana, gdy broniła uciskanego. Prześladowcy nie zgodzili się na polubowne rozwiązanie, toteż istniała tylko jedna, ostateczna opcja – anihilacja. Wyłączyć z populacji ras rozumnych wadliwe odrzuty, które śmiały przeciwstawić się Dobru, wyłączyć w sposób szybki, sposób masowy, i przede wszystkim, kurwa, nieodwołalny.
Gryf otrzymał polecenie jeszcze zanim strażnik uznał za stosowne zaatakować. Kątem zaskoczonego oka widziała, jak wielki, ciemnoniebieski (z uwagi na to, że robiło się coraz później i ciemniej, a przez to również temperatura powietrza nieubłagalnie dla wieśniaków, a szczęśliwie dla Bezimiennej spadała) kształt poszybował do przodu. Mogła sobie tylko wyobrażać, jak strażnik, który ośmielił się ją kopnąć jest przyciśnięty potężnymi szponami do ziemi, a silny, twardy dziób uderza w miękkie, ludzkie ciało raz za razem, cios za ciosem, z każdym jednym rozrywając tkankę ostrą końcówką, z każdym jednym miażdżąc zmarznięte kości. Wiedziała, że gryf bynajmniej nie potrzebuje jej pomocy.
Jej ciało było zmarznięte. Miecz niemalże pokrywała cienka warstwa szronu. Normalny śmiertelnik szczękałby z zimna zębami. Nie ona. Nie teraz. Czuła, jak siła rozpływa się po jej ciele, naczynia krwionośne rozszerzają się, serce, którego każde uderzenie dawało jej falę nowej, niespożytkowanej siły, przyspiesza, czuła każde jego uderzenie. Jak pod wpływem masywnego strzału adrenaliny wszystko wokół jakby zwalnia, jej reakcje przyspieszają się. Potrzebowała tylko ułamka sekundy, żeby wiedzieć, co zrobić. Moment po tym, jak zad gryfa zniknął z trasy kolizyjnej z drugim strażnikiem wybiła się lewą nogą, posyłając prawą do przodu, trzymając miecz z tyłu, gotowy do zadania tylko jednego, letalnego ciosu. Widziała go. Obmierzły przedstawiciel rasy ludzkiej, który ma w życiu cele niewiele mniej prymitywne od aspiracji świni. Widziała jego szyję. Widziała, jak rośnie w jej oczach, kiedy odległość zmniejszała się z każdą chwilą. I w końcu czuła, jak jej ręka momentalnie leci do przodu, kiedy tylko złączenie głowy z torsem wsiura znalazło się w zasięgu ostrza. By nadać Smoczej Brzytwie jeszcze większej prędkości, wyciągnęła ciało z szarży, obracając się tak, by w momencie dekapitacji stać plecami do celu. Miało to spełnić trzy zasadnicze cele – raz, nadać ostrzu znacznie większej siły, jako, że zamach szedł wtedy nie z ramienia, a z całego ciała. Dwa, cios w plecy, do którego nie miało prawa dojść (choć w przypadku teleportujących się strażników nigdy nic nie wiadomo, toteż Nienazwana zdecydowała podjąć to działanie), mógł się okazać dalece mniej groźnym od uderzenia w piersi czy brzuch.
I trzy, nie chciała sobie zapieprzyć krwią twarzy. A to przecież priorytet.
Gdyby tylko po rozdziobaniu "szefa" i wykonaniu błyskawicznej egzekucji na drugim strażniku "tych sprzed szeregu" miało się okazać więcej, Nienazwana była gotowa. Wszystkich pokonać w ten sam sposób. Doskok, szybkie sparowanie ciosu z góry i momentalna kontra w dół, w nogi, odskok (bądź odwrotnie, gdyby ktoś okazał się na tyle głupi, by otwierać walkę maczugą ciosem z dołu). Magia zrobi swoje, a wtedy nie będą już stanowili żadnego wyzwania.
Najważniejsze to nie zapieprzyć twarzy i nie pozwolić tym bękartom teleportować się nigdzie dalej.

Awatar użytkownika
Nevek
Posty: 49
Rejestracja: 23 paź 2012, 09:32
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2353

19 gru 2012, 14:52

Co prawda – nie na taki rozwój wydarzeń liczył Nevek, jednak lepsi czterej wieśniacy po minimalnym treningu, niż rzucanie się na pierzastą bestię w pojedynkę. Gdyby cała wioska rzuciła się na nieprawdopodobną trójkę, stratowane mięsko spokojnie czekałoby na uroczyste zebranie przez zamaskowanego. A tak? Oczywiście, nie mógł zdać się na umiejętności chłopów: ich niewielka przewaga liczebna w żadnym wypadku nie zapewniała im zwycięstwa. Właściwie, mężczyzna liczył na jedno: urżnięcie bestii w czasie walki, niezależne od ostatecznego wyniku; komiczna moralizatorka i troll-dyplomata nie obchodzili go w najmniejszym stopniu. "Czas dopomóc szczęściu", szepnął do siebie pod nosem.

Trudno powiedzieć, czy był jakikolwiek sens rozpoczynania walki wręcz – tym bardziej, że na trakcie Nevek rzadko miewał okazję do używania swoich mocy i jego pokłady energii były na zadowalającym poziomie. By zdążyć zrobić cokolwiek, nim bitka rozpocznie się na dobre, zamaskowany pospiesznie sięgnął do swej torby i wyjął talię kart z prowizorycznej kieszonki. Poświęcił kilka sekund na upewnienie się, że żadna z kart nie raczyła zagubić się w czeluściach sakwy – byłoby niemiło tracić swe wewnętrzne siły przez tak idiotyczny powód. Nieco skostniałe, jednak wciąż zręczne ręce mężczyzny sprawnie przetasowały talię, by zadowolić Chaos elementem ryzyka. Był gotów. "Zobaczymy, komu dziś karta miła".

Ryzyko zawsze szło w parze z magią zamaskowanego. Nieraz zadał sobie niewyobrażalne pokłady bólu, próbując zranić przeciwnika – wbrew pozorom – całkiem nieskomplikowanym zaklęciem. Zawczasu rozluźnił mięśnie i przymknął oczy, przygotowując się na najgorsze. Skupienie uwagi na skrzydlatym cholerstwie, okraszone kilkoma złowieszczymi myślami, wystarczyło, by Nevek poczuł, jak jego wewnętrzna energia powoli spływa do noszonej maski oraz trzymanych w dłoni kart. Delikatne, charakterystyczne mrowienie przeszyło jego palce. Czasem zastanawiał się, czy to przypadkiem nie wyniszcza jego organizmu, lecz w tym momencie – zwyczajnie nie miał na to czasu. Tym bardziej, że donośne "GŁUPIEC" zabrzmiało w jego umyśle, odbijając się irytującym echem. Nie, nie przestał czarować. Od dawna przywykł do ignorowania sugestii masek.

Gdy energia ustała, błogim spokojem oznajmiając gotowość czaru, Nevek wyciągnął pięć kart z wierzchu talii. "Co my tu mamy", pomyślał, powoli spoglądając na wylosowane figury…

[mod]Używam mocy "Poker" na gryfie. Nie obraziłbym się, gdybyś faktycznie losował karty. ;)[/mod]
Awatar użytkownika
Azur
Posty: 317
Rejestracja: 13 gru 2012, 21:38
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2374

19 gru 2012, 18:54

Poczuł wzbierającą w nim wściekłość. Nienawidził gdy ktoś uważał się za wyższego tylko ze względu na urodzenie. To rzecz która ścigała go całe życie. Obudziła się w nim gorycz oraz wspomnienia wypadów do wiosek. Praktycznie za każdym razem kończyło się tak samo. Małe mózgi wieśniaków nie były w stanie pojąć rzeczy tak trudnej jak neutralność wielkiego trolla wobec nich. Ich zachowanie doprowadzało go do szału. Nie może być zwykłym poszukiwaczem, zwykłym podróżnikiem? Wbił wzrok, mroźny niczym lodowe ostrze, w wieśniaków. Poszukiwał jakiegokolwiek celu dla którego miałby nie zabić wszystkich wokoło. Nie znalazł go. Nigdy go tam nie było, zawsze sobie wmawiał. Nienawidził ich z całego swego serca. Chodź czy właściwie je posiadał? Nawet tego nie wiedział, nie dali mu odnaleźć odpowiedzi. Skoro postrzegają go jako bestię to on nią dla nich zostanie. Ten jeden jedyny raz. Jego natura sprzeczała się z samą sobą. Nie potrafił opanować drżenia. Myśl o zabiciu wszystkich naokoło było tak przyjemnym celem. Położył masywną łapę na maczudze. Zimny metal który poczuł pod palcami wydał mu się krzepiący. Wyszczerzył się niedorzecznie. Wiedział, że to nierozsądne okazywać swe pierwotne instynkty. Wiedział także jak to się skończy.

Chwilę później kobietę przed nim złapało dwóch wieśniaków. Byli szybcy niczym światło lecz niewystarczająco szybcy dla wzroku wprawionego łowcy. Lata spędzone na obserwacji najszybszych zwierząt tego świata poddały je niezwykłej zaprawie. Poruszali się niczym zwierzyna, niczym małe króliczki, bezbronne króliczki. Te ich marne bronie wydały się niczym drewienka którymi zdarzało mu się wydłubywać kości spomiędzy zębów. Uśmiechnął się, lubił zabijać. Wyciągnął maczugę do końca i przyjrzał jej się z uwielbieniem. Była tak pięknie przyprószona szronem. Mógł się w niej niemal przejrzeć. Zauważył odbicie swych pomarańczowych oczu. Były takie… niespokojne. Krew, krwawa wizja zalewała go. Poczuł to dziwne podniecenie które czuł gdy miał zabijać. Jednoczesna wściekłość zaczęła niknąć przytłaczana wizjami mordu. Czy powinien w tej chwili się wycofać? Nie, musiał zabijać. Obrazili go, ma powód. Wszystko przestało się liczyć, jedynie ta cholerna żądza mordu. Zaczął się śmiać dość przeraźliwym maniakalnym głosem. Mógł ich wszystkich zabić. To było takie proste. Wystarczy machnąć maczugą i te muchy padną u jego stóp. Wciągnął zimne powietrze w nozdrza. To dobry dzień, naprawdę dobry dzień. Pomyślał i cofnął jedną nogę tak aby przygotować się do natarcia.

Ruszył, śmiejąc się niczym świr, ruszył. Maczugę uniósł nad głowę gotów zmiażdżyć wroga jednym ruchem. Nie będzie patrzył na przeszkody, nie będzie patrzył na to, że jego obrończyni jest między wrogami. Właściwie kogo to obchodzi? Ważny jest tylko mord, jedyne co się liczy. Cel najwyższy! Nigdy więcej nie ugnie się pod stopami wieśniaków, nigdy więcej nie zniesie poniżania, wyśmiewania czy też atakowania go tylko ze względu na wygląd. Jeśli będzie trzeba uderzy w dziewczynę jako pierwszą, nie zrobi mu to większej różnicy. Jeśli się postawi rozgniecie jej czaszkę niczym jajko. Tylko śmierć się liczy. Opamięta się dopiero wtedy gdy pożałują.
Awatar użytkownika
Sigrida
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

20 gru 2012, 21:04

MG
[/oldsize]

Wbrew przemyśleniom Nienazwanej, wieśniacy nie byli bogami, ani innymi podróżnikami w czasie. Widać, że nie raz już na kogoś napadali. Możliwe, że byli członkami sławnych bojówek chłopskich, którzy oprócz wszelkich bitek parali się w kradzieżach i pozostałych szelmostwach.
Nie było czasu na przemyślenia. Zaskoczyli ją, dostała w łeb. Zdarza się. Jednak, nie mogła im tego przepuścić. Tak dumna osóbka prędzej wyrżnie całą wioskę w pień niż wybaczy takim jak oni.
Gryf zabrał się do roboty. Wydał z siebie wściekły odgłos i rzucił się na bandytę, który trafił jego panią. Niewiele z niego zostało. Tej, której nie nadano imienia nie wypadało zostawić całej "zabawy" dla podopiecznego. Doskoczyła do drugiego, najbliższego agresora. Miecz przeleciał po jego tętnicy szyjnej, trysnęło krwią. Ciało opadło bezwładnie, a głowa wieśniaka potoczyła się po ziemi.

Zdawało się, że nikt nie zauważył istoty uważnie przyglądającej się całemu zajściu.
Nikt nie widział, że używał czaru, którego celem był gryf. Wyjął karty, przetasował je dokładnie. Spojrzał na pięć z nich, które wylosował.
Dziewięć trefl
Dziesięć pik
Dama karo
Król trefl
As karo
Nevek wyczuł przepływającą energię, która po chwili zgasła. Nic się nie stało. Chyba nie tego oczekiwał. Znajomy śmiech rozległ się w jego głowie.

Troll pokazał swoją bestialską naturę. Przez chwilę bił się z destrukcyjnymi myślami, ale to nic nie dało.
Złapał za maczugę. Poczuł przyjemny ciężar. Mogło się wydawać, że od broni bije dziwny chłód… a może to od tej tajemniczej kobiety? Kto wie… Teraz liczyła się tylko walka.
Z bitewnym okrzykiem na ustach zaszarżował przed siebie. Na jego drodze stanęła Nienazwana.
Jego szał nie pozwolił mu się zatrzymać. Gdyby kobieta nie odskoczyła, zostałaby zmieciona przez tą niszczycielską siłę.
Potwór wpadł prosto w tylną straż. Jeden z nich oberwał maczugą, odleciał na metr i upadł na ziemię.
Drugi, oszołomiony nagłą stratą towarzysza, poczuł na sobie pięść trolla. Jego bezwładne ciało spotkało się ze zmrożonymi resztkami trawy..
Bestia zaczęła gwałtownie oddychać. Widać było, że starała się odzyskać spokój.
Awatar użytkownika
Nevek
Posty: 49
Rejestracja: 23 paź 2012, 09:32
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2353

20 gru 2012, 22:49

Mogło być lepiej, mogło być gorzej. Czy to otępiający chłód, czy relatywnie wysoki układ – efekty uboczne niebezpiecznej magii maski zostały zminimalizowane. Kilka chwil i misterny plan poszedł się kochać: o ile cała wioska rozwścieczonych chłopów mogłaby rozgromić trolla, zwierzaka i panienkę bawiącą się w mężczyznę, czterech rzezimieszków to jednak trochę za mało. Rzucenie się w wir bezpośredniej walki z tą drużyną równałoby się może niekoniecznie samobójstwu, lecz z pewnością widowiskowej ucieczce. Morale chłopstwa wyraźnie spadły, a zamiary zwycięskiej trójki pozostawały tajemnicą: Nevek nie był w stanie odgadnąć, czy przypadkiem nie rzucą się na resztę wioski w przypływie gniewu. Pozostało mu zadać sobie pytanie, po której stronie barykady woli stać.

Cóż, wieśniacy nie mają pieprzonego trolla w zanadrzu.

Cztery ciała, makabrycznie ozdabiające ubity śnieg, były najlepszym przykładem, jak najczęściej kończą się próby użycia zdolności dyplomatycznych – koniec końców, wygrywa ten z najostrzejszym mieczem i największą maczugą. Psia mać z takimi negocjacjami… Wraz z przypływem myśli, dylemat wioska-albo-trójka zamienił się we wcale nie łatwiejszy problem trójka-albo-ucieczka. Ale ile można, do cholery, uciekać? I – przede wszystkim – gdzie? Nevek nabrał pełne płuca zimnego, nieprzyjemnego powietrza, po czym schował karty do torby, pospiesznie upychając je w niewielkiej, specjalnej kieszonce.

"Przeskrobaliście, panie, panowie i zwierzęta" – powiedział mężczyzna, powolnym krokiem zbliżając się w stronę krwawego pobojowiska. Upewniając się, że nie usłyszą go już chłopi, rzekł półszeptem – "Zaraz rzuci się na was pół wioski i wiem jedno: wolę mordować chłopków, niż walczyć z, kurwa, trollem". Po chwili dodał – "Albo uciekać w tę zimnicę". Nie liczył na wiele: jeżeli trójka jeszcze nie zauważyła jego niezbyt miłych zachowań sprzed chwili, mógł przynajmniej poczekać na odpowiedni moment i ujść z życiem bez zbędnego zaprzątania sobie głowy bijatykami czy bieganiem.

Czy to była odpowiednia decyzja? Pewnie nie. Chociaż zdecydowanie jedna z bardziej interesujących, biorąc pod uwagę alternatywy.
Awatar użytkownika
Azur
Posty: 317
Rejestracja: 13 gru 2012, 21:38
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2374

20 gru 2012, 23:52

-Kurwa, znowu.– Zaklął siarczyście i przyłożył łapy do głowy. Maczuga upadając wbiła się w ubitą ziemię wydając przy tym bliżej nieokreślony dźwięk. Osunął się na kolana. Wydawało mu się, że wypłynęła z niego cała energia. Znów to zrobił, znów zabił tych którzy niszczyli go przez cały dotychczasowy żywot. Tylko dlatego, że byli nimi… Zakrył oczy jakby nie mogąc znieść widoku krwi na ziemi i swych palcach. Starał się pozbierać myśli, znaleźć spokój… Ale jak można odnaleźć ostoję w swych zmaganiach z życiem bez wyraźnego celu zakreślonego na horyzoncie. Poczuł ciepło pod palcami. Czy to krew czy też łzy, nie był w stanie powiedzieć. Trząsł się cały, jak zawsze po tym czymś. Z jego ust schodził powoli grymas mający udawać śmiech a pojawiał się smutek. Niezwykle silny i bolesny smutek. Miał nadzieję już nikogo nie zabijać. Miał nadzieję na zmianę, na odnalezienie celu. Nie udało się… Musi się poddać… Chociaż… Nie zabił wszystkich. Dwoje z nich jeszcze tam jest, pewnie go obserwują. Patrzą na szkaradną bestię całą we krwi Patrzą na trolla który zabił 2 osoby bez mrugnięcia okiem. Dlaczego to zrobił? Dlaczego jak zwykle wszystko spieprzył? Miał zacząć nowe życie, życie z celem. A tutaj znowu to samo.

Tamten w dziwnej masce zbliżył się do pobojowiska. Powiedział coś… krzepiącego. Chciał stanąć po jego stronie. Czyżby miał w tym jakiś cel? A jeśli miał jakikolwiek cel to czy podzieli się nim z beznadziejnym trollem? Otrząsnął się. Jeśli ma znaleźć cel to nie może wiecznie się nad sobą użalać. Podniósł maczugę i położył ją na swe olbrzymie ramie. Podniósł się i otarł ręką czoło. Popatrzył smutnym wzrokiem na tego dziwnego jegomościa.
-Jeśli masz jakiś cel podziel się nim ze mną. Pomogę Ci wtedy z chłopami i nie roztrzaskam Twojej czaszki. Jeśli cel będzie wystarczająco dobry bym za nim podążył wezmę Cię za członka stada. Gdy nim zostaniesz będziesz miał we mnie wiernego sojusznika. Co do tej śmierdzącej na całą wioskę kobiety i jej ptaka… Nie mam do was nic, jeśli chcecie zabić chłopów pomogę w zamian za wasz cel. Ostrzegam jedynie, że jestem was w stanie zabić a przynajmniej zginąć próbując. Oznacza to także, że będę walczył przeciwko wam jeśli zaczniecie walkę. Jestem w stanie także obronić was przynajmniej częściowo od chłopów. Jestem dla nich w końcu przerażającym trollem. I wiecie co? Gdybym miał flet to bym wam teraz na nim zagrał jedną z mych najsmutniejszych melodii… ale, że mam maczugę to chciałbym przypierdolić kilku chłopom. Mam nadzieję, że wyraziłem się jasno.
Skinął znacząco głową. Nie wiedział czy te słowa nie są zbyt odważne ani czy zdradzają, że jest kimś myślącym a jednak dodały mu otuchy i chęci do walki. Uznał także za stosowne opuścić broń co uczynił natychmiastowo. Jego zmarszczone brwi i krzywy wyraz twarzy wyrażały skruchę. Zapatrzył się w tych dziwnych ludzi oczekując odpowiedzi. Po chwili podszedł do trupów i począł wyciągać z nich co cenniejsze dla niego elementy ich ekwipunku.

-Nic ciekawego.– Podniósł się znad ciał i rozejrzał wokoło. Doszedł do niego dość nietypowy zapach, ktoś przybył z głębi lasu. Coś go tknęło. Ktoś obserwował tą całą masakrę. Może jakieś ludzkie dziecko? Może to byli jego rodzice? Nie był w stanie się ruszyć. Zamarł na chwilę i zaczął wąchać. Nie mógł rozpoznać tego zapachu, nie był w stanie stwierdzić kto to. A jednak chciał zabijać dalej… Czy to znów to piekielne zboczenie? Nie może tu zostać, nie wśród ludzi. Popatrzył na zebranych tu ludzi. Popatrzył na gryfa. Jego ślepia wpatrywały się w niego jak w mordercę. Nienawidził zabijać. Chciał z tym skończyć raz a dobrze a znów to zrobił. Zebrał się w sobie. Myślał co ma zrobić, gdzie uciekać. Uciec jak najdalej od ludzi, przed chwilą powiedział im, że będzie zabijał. Nie chciał być niesłowny a jednak jeśli znów zacznie to się nie powstrzyma… I ich także zabije. Nie chciał tego. Poderwał się i rozejrzał. Przestał oczekiwać jakiejkolwiek odpowiedzi od zamaskowanego jegomościa. Chciał jedynie znaleźć się jak najdalej. Popatrzył na wszystkich zgromadzonych, na swe ręce. Ręce mordercy.
-Przepraszam… ja, ja nie chciałem ich zabijać… Wybaczcie, jestem jedynie trollem, nigdy nie zrozumiem… Nie znajdę tutaj celu. Jedynie śmierć, nie jej oczekuję. Ja, ja nie mogę zostać tutaj ani chwili dłużej… Przepraszam!
Po tym stwierdzeniu zaczął biec, uciekać, biegł przed siebie, biegł jak najdalej od tej przeklętej wioski. Nie chciał już ranić, łzy same cisnęły mu się do oczu. Zostawił ją za sobą, nigdy tu nie wróci. Nie może dalej zabijać. Nie może niszczyć ludzkich żyć. Koniec!

z/t
Awatar użytkownika
Da'ran
Posty: 138
Rejestracja: 13 gru 2012, 17:44
GG: 37632965
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2372

21 gru 2012, 09:23

Da'ran miał dosyć Isista. Nie chciał dłużej przebywać w mieście. Chciał udać się na odludzie, gdzieś gdzie spokojnie przemyśli całe zajście. Po przejściu wielu mil zobaczył w oddali wielkiego trolla. Bestia taka wywołała w nim zachwyt. Jej siła… Widział coś takiego pierwszy raz w życiu. Nie mógł się napatrzyć na tak wspaniałe zwierze. Może dlatego, że widział trolla pierwszy raz w życiu. Słyszał o tych stworzeniach różne żeczy od swojego opiekuna, jednak żaden opis nie mógł dorównać realiom. Widział też zszokowanych wieśniaków, którzy patrzyli się na trolla który stał przy zwłokach wieśniaków. Da'ran ukrył się w krzakach niedaleko wioski. Był w idealnym miejscu. Mógł obserwować całe zdarzenie bez narażania się na wykrycie jego obecności przez trolla. Czekał w gotowości ze strzałą nałożoną na jego piękny cisowy łuk. Nie był pewny po której stoi stronie. Czy pomoże przestraszonym wieśniakom. Czy wielkiemu trollowi. Mógłby bez problemu oddać kilka strzał w jego kierunku. Lecz bardziej skłaniała go druga myśl. Ile można zyskać za przyjaźń z takim stworzeniem. W końcu zdecydował… Zabije każdego wieśniaka który żuci się na trolla. Da'ran zauważył jeszcze jednego mężczyznę, kryjącego się w tłumie wieśniaków. Był inny niż reszta. Na twarzy miał maskę… Wieśniacy nie zauważyli najwidoczniej tej tajemniczej postaci. Jakie ona miała zamiary? Czy ktoś to wie? Nic więcej nie umiał wywnioskować z danej sytuacji. Zostało mu tylko czekać i mieć nadzieję, że troll nie wyczuje jego zapachu. Ale przecież Da'ran nie pachnie jak inni ludzie… Owiele za mało przebywa w mieście aby przesiąc zapachem alkocholu. Co więc wyczuje troll? I czy wogólę wyczuje Da'rana?

Da'ran zauważył, że troll po przeszukaniu ciał, wstał i uciekł. Czyżby nie chciał plądrować tej wioski? Może czegoś szuka? Da'ran pomyślał, że dobrze byłoby zobaczyć co planuje owo stworzenie. Próbując nie żucać się w oczy oddalił się od wioski i ruszył za trollem. z/t
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

21 gru 2012, 20:18

Anemetius jako forma światła lewitował nieznacznie w powietrzu, cały czas wyłapując chociażby same opary energii magicznej, jej ślady, drobinki. Każda cząsteczka była przez niego spijana jak krew przez wygłodniałego wampira. Był niczym wędrująca anomalia wchłaniająca wszystko na swej drodze (magię), której jedynym zadaniem było zaspokojenie głodu. Niekończącego się pragnienia odczuwanego przez niego. W pewnym momencie wyczuł większe niż zazwyczaj skupisko energii. Mgiełka zatrzymała się w miejscu. Niewiele się zastanawiając sięgnął w tamtym kierunku swoją myślą, odczytując aury. Dostrzegł je i modulując ukształtował obraz. Była to wieś. Kompletne odludzie. Odludzie, które emanowało energią żywiej niż cokolwiek innego w okolicy. Nie mógł przegapić takiej okazji.

Świetlista istota zadrżała, uniosła się nieznacznie w powietrze, a promienie przenikającego się światła zmieniły swoje ułożenie. Białe, jarzące się centrum stanęło, a blask uformował enigmatyczną formę przynoszącą na myśl rozmyty krzyż, od którego emitowały pojedyncze promienie. Wśród wielu mało znaczących aur dojrzał cztery silniejsze. Na tyle, by były czymś więcej niż byle przekąską.

Momentalnie struktura światła rozpadła się przeistaczając w coś podobnego do rozproszonej, słabo dostrzegalnej mgły, sunącej ledwo nad ziemią niczym jakaś chmura gazów. Spłynął z niewielkiego pagórka i zatrzymał pomiędzy zgromadzonymi istotami. Mgiełka rozczepionych kolorów złączyła się w jedną, białą kulę, dookoła której zaczęły krążyć pojedyncze punkciki świateł, oświetlając twarze zgromadzonych niczym różnobarwne pochodnie. Wyczuwał umysły tych istot. Myśli płynące jak rzeka. Takie proste, takie przyziemnie, takie nieskomplikowane. Przybył jednak w innym celu – zaspokojeniu swego głodu energii. Co go nieco zaskoczyło –wśród aur wyczuł aurę trolla. Prymitywne stworzenie. Rzadko kiedy spotykane w ucywilizowanych miejscach…o ile słowo cywilizacja pasowała do tego miejsca. Intrygujące, ale pozbawione znaczenia.

Światła krążące wokół jaśniejącej bielą kuli zatrzymały się i wniknęły w nią, na nowo formując pierwotny kształt. Po chwili namysłu jednak zdecydował inaczej. Nie ma czasu na kłopoczecie się w tym stanie. Musi dotrzeć do Wichrowych Szczytów. Kiedy indziej znajdzie czas. Mgiełka skręciła i równie szybko co się pojawiła, równie szybko zniknęła za pobliskim pagórkiem

z/t
Awatar użytkownika
Nienazwana
Posty: 36
Rejestracja: 16 lis 2012, 20:22
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37347#37347

24 gru 2012, 02:17

Wszystko poszło absolutnie po myśli Bezimiennej. Szybki wypad do przodu, całkowity brak fechtunku – jeden cios, jeden trup. Niosła śmierć, bezkompromisową, bezlitosną. Podniósł na nią rękę. Ostatni raz. Ostatni raz sprzeniewierzył się Dobru, ostatni raz skrzywdził kogokolwiek. Ostatni raz. Nienawidziła leżącego pod nią truchła z całego serca, gdyby tylko posiadła arkana sztuki władzy nad śmiercią, wskrzesiłaby go i zabiła raz jeszcze, i jeszcze, i jeszcze, tylko po to, by pojął, jak bardzo zasługiwał na opuszczenie Lewiatana. Nie unosiła się gniewem. Gniew był jednym z ciepłych uczuć, rozpalających serce i zabijających rozsądek, czego zdecydowanie wolała unikać. Nienawiść była zupełnie w porządku – pragnęła bowiem tylko cierpienia paskudnego przeciwnika, ewentualnie zakończonego zgonem.
Czuła swoją siłę. Czuła ostrość swojego miecza. Wiedziała, że skoro zamachnęła się co prawda mocno, lecz nie osiągając swoich górnych limitów, i przecinając kark nie poczuła większego oporu, nic nie stanie jej na drodze. Absolutnie nic.

Poczuła w swoim umyśle jeszcze coś – radosną satysfakcję, bardzo własną, a jednak zupełnie obcą, jakby nie pochodziła od niej, będąc jednocześnie nierozerwalną częścią jej samej. Po chwili o mało co nie zwymiotowała, kiedy poczuła w ustach obrzydliwy smak, przypominający nie tyle niedogotowane, co zupełnie nieprzyrządzone, twarde i żylaste mięso, ohydnie chrupkie i kruche. Była niezwykle bliska skonstatowania, iż niechybnie odczucia te pochodzą od gryfa, który w podobnej czasowo, jednak dalece bardziej widowiskowej metodzie rozprawił się z drugim strażnikiem, jednak jej zmysł wojowniczki podpowiedział jej, że są w życiu momenty, w których należy zrobić unik, I TO JEST TEN MOMENT. Nie zastanowiwszy się, ile ma to sensu, odskoczyła, słysząc, jak coś dosłownie łupie o ziemię bardzo, bardzo ciężkimi stopami. Po chwili śnieg poplamiony krwią, na którym wcześniej stała został sprasowany do warstwy grubości paru centymetrów przez olbrzymią nogę trolloogroolbrzyma, szarżującego w stronę, nieszczęśliwie, już martwych przeciwników.
Prawie że zadowolona stwierdziła w duchu, że ta akcja poszła jej wcale nieźle. Przeciwnicy padli trupem bez żadnych strat poniesionych przez nią czy jej gryfa. Niemalże uśmiechnęła się do siebie i już miała wracać do gryfa, kiedy usłyszała głos. Trochę bardziej cywilizowany i niosący ze sobą znacznie więcej sensu i treści niż "jebaaaać trolla!". Szybko przeszukała wzrokiem okolicę w poszukiwaniu jego źródła (co, nawiasem mówiąc, było coraz trudniejsze – z każdą chwilą było coraz ciemniej), i odnalazła je – swoim słodkim głosikiem raczył zaszczycić ich mężczyzna w masce. Maska. Miał coś do ukrycia. Może chciał być tajemniczy, może miał wyjątkowo krzywy ryj, a może po prostu taka moda. Wiedziała jedno – ktoś, kto ukrywa swoje oblicze, nie zasługuje na zaufanie. Nie zamierzała się na razie odzywać, i dobrze, bo przerwałby jej troll. Zaczął od przekleństwa. Jak to prymitywne stworzenia miewają w zwyczaju. A później…później zaczął mówić o sensie istnienia. O poszukiwaniu celu. O smutku i graniu na flecie. Gdyby nie to, że Ta, której pradawni nie nadali imienia nie potrafiła się śmiać, właśnie tarzałaby się po śniegu, rechocząc do utraty tchu. Cała sytuacja wydała jej się tak groteskowa i komiczna, że czuła się poniekąd zagubiona. Troll, istota z założenia prymitywna. Nagle niespodzianka – akurat TEN troll ma głęboką osobowość i potrzebuje w życiu więcej niż napieprzanie pałką przypadkowych istot. Zatoczyła wąski, oszczędny, jednak bardzo szybki młynek, po czym schowała miecz do przytroczonej do pasa skórzanej pochwy, mając nadzieję, że niestandardowo ostry, zlodowaciały miecz nie przetnie jej.

Zdecydowała, że nie zrobi nic. Jej żelazny spokój zakłócił tylko jeden, mały detal. Jako, że była biegła w manipulowaniu zasobami czystej energii, miała również zdolność wyczuwania jej pływów i obecności w pobliżu – słowem, coś, co potrafi każdy, nawet adept. Poczuła w pobliżu sporą ilość czystej, nieograniczonej energii, jednak nie była ona skupiona w żadnym ciele – najpodobniejsza była dzikiej, nieokiełznanej energii. Uznając, ze to pewnie pozostałość po jakimś źle wymierzonym zaklęciu, nie pozwoliła, by tak mało istotny szczegół zakłócił jej uwagę.
Czekała na rozwój wydarzeń na linii troll-zamaskowany byt, wysyłając do gryfa znak, by zbliżył się do niej.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 22 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 21 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52244
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.