Varti

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Varti

31 sty 2013, 21:03

Widok spalonej wioski nie wydawał się w Autonomii Wolenvain niczym szczególnym. Po wojnie z Imperium Agstusu, która zakończyła się tak szybko, jak się rozpoczęła, wiele siedzib ludzkich nadal pozostało niezamieszkanych, ponieważ nie znalazły się osoby, które chciałyby je odbudować. Im dalej na zachód, tym tego typu obrazków było więcej. Chłopi, co prawda, przywiązani byli do swej ziemi i w ostatecznym rozrachunku zawsze prędzej czy później wracali na stare miejsca, jednak proces ten ciągle był w toku, a chłop nie mógł pracować, jeśli nie miał pana. Każda wojna zbierała swój plon. Spalić wioskę było łatwo, natomiast spalić całe miasto… To już niemała sztuka.

Historia położonego na skraju Pustyni Śmierci Varti zakończyła się niespodziewanie latem roku 410 Ery Feniksa, kiedy to wojska Zachodu wybiły większość jego mieszkańców, przedstawicieli rodu rządzącego oraz wielu okolicznych wieśniaków, cały ten czyn kwitując podłożeniem ognia, który z racji na stosunkowo rzadkie opady w tym miejscu oraz letnią porę w mig się rozprzestrzenił. Pożar objął całe miasto, a oprawcy nie pozwolili, aby próbowano go ugasić. Zresztą, wszelkie próby tak czy inaczej spaliłyby na panewce. Powiadają bowiem, że ogień ten nie był naturalny, a wywołany potężną magiczną sztuką, o której w tym rejonie Lewiatana nie zwykło się mówić głośno. Wszystkie karczmy, stajnie, sklepy i zakłady Varti w przeciągu kilku godzin zamieniły się w popiół razem ze swymi mieszkańcami. Potępieńcze krzyki niosły się w powietrze wraz z prześmiewczymi okrzykami kołujących nad miastem tresowanych sokołów Agstusu.


Przez wiele miesięcy nikt nie odważył się wrócić do tego miejsca czy podjąć się próby jego odbudowy. Autonomia miała zbyt wiele problemów wewnętrznych, aby zająć się tak oddalonym, jak Varti, przyczułkiem. Wkrótce jednak ktoś zainteresował się tym pełniącym niegdyś rolę najważniejszej stacji przeładunkowej przybytkiem. Karawany panów z Wolenvain i okolic musiały krążyć, musiały generować zysk… Był on tym mniejszy, im dalej karawana musiała się udać bez odpoczynku. Decyzja o odbudowaniu Varti zapadła jeszcze w roku 411 Ery Feniksa, kiedy ukształtowało się Konsorcjum – związek zajmujących się szeroko pojętym handlem zagranicznym szlachciców i bogatych mieszczan. Cech wpompował część posiadanych przez siebie pieniędzy, aby miasteczko stanęło na nogi. Zgliszcza ożyły, a spomiędzy nich zaczęły wyrastać nowe chaty, przybytki i targowiska. Póki co było ich jednak niezbyt wiele – ot, jedna główna karczma ze sporym miejscem na postój karawan, sporą stajnią i dwoma zapełnionymi pokojami mieszkalnymi piętrami, kilka drewnianych chat, jedna piekarnia i mały targ, na którym nowi mieszkańcy zaopatrywali się w najpotrzebniejsze, sprowadzane z okolicy dobra.


Do tego dochodziła masa namiotów na obrzeżach miasta, w których to namiotach rezydowali przedstawiciele rozlicznych fachów – od krawców, przez budowniczych, aż po kupców. Najbardziej okazałe, odsunięte nieco od reszty namioty z wystawionymi przed nimi proporcami herbowymi kryły przedstawicieli wysokiej szlachty doglądających całego procesu. Varti stawało powoli na nogi, a prace na rzecz przywrócenia mu dawnej świetności trwały dniem i nocą. Gdzieniegdzie pojawiły się już szkielety nowych, bardziej okazałych domów, przeznaczonych zapewne dla bogatszych, przyszłych rezydentów.


//Opis karczmy napisany przez Arael:
Karczma, będąca jednym z niewielu dostępnych publicznie budynków była, przede wszystkim, nowa. Świeże, wciąż pachnące lasem bale, nieprzeżarte przez stada korników trzymały potężną konstrukcję w jednym miejscu, nadając jej wyglądu solidnego, ciepłego i przytulnego miejsca. Wnętrze prezentowało się niezgorzej – za ladą, gęsto zastawioną czekającymi na spragnionych klientów kuflami, stał łysiejący karczmarz o promiennym uśmiechu i pokaźnym brzuchu, niechybnie hodowanym przez wiele obfitujących w piwo lat. Powietrze wewnątrz, niezależnie od pory roku, było ciepłe, wilgotne i niosło kuszący zapach pieczonego mięsa czy gulaszu. Kilka stołów zbitych z sosnowego drewna zapraszająco wołało gości do siebie, a do pełni karczmianego szczęścia brakowało jedynie…gości. Tutejszych odstraszały ceny, jako, że zdruzgotane wojną Varti musiało liczyć każdy or, a co za tym idzie – wywindować ceny do sprzyjającemu gospodarce poziomu. Popołudniami jednak zbierała się tutaj lokalna szlachta, by przy kuflu przedniego piwa czy kielichu wina porozmawiać o przyszłości odradzającego się miasta.

Zapadał już zmierzch, kiedy pozostałości Entropii dotarły wreszcie do Varti. Przewodnik drużyny narzucił ostre tempo, jednak nie zamierzał odstąpić od swego zamiaru. Karczma, do której zdążała ocalała u jego boku trójka śmiałków miała być ostatnim porządnym przystankiem przed wyruszeniem na owianą złą sławą Pustynię Śmierci. Ostatnim głębokim oddechem przed zanurzeniem się w prawdziwe odmęty. Miecznik mocno wciągnął pachnące ciosanym drewnem, popiołem i chlebem powietrze w swe pojemne płuca. Jego twarz rozjaśnił szczery uśmiech. Wreszcie dane będzie mu odpocząć w prawdziwym łóżku. Spojrzał po swych towarzyszach. Arael, Asterias (który dogonił drużynę po jakimś czasie), Kenhkar. Niewielu ich zostało, ale dobre i to. Jeśli zaszli tak daleko, musieli być zdeterminowani. Pełni mocy sprawczej i chętni przeżycia przygody swego życia bez względu na konsekwencje. Niechaj tak będzie. Czwórka drużynników, przed którymi zadrżeć miały senne koszmary.

Przed samym wejściem do karczmy Infi zatrzymał się jak wryty. Właśnie przypomniał sobie o jednej szczególnie ważnej kwestii. Prócz dobrej dziczyzny, ostatków chleba, kilku kawałków suszonego mięsa, miecza i paru innych drobiazgów nie miał przy sobie niczego. Jego kiszki zagrały marsza, więc przegryzł suche mięso, zapychając się nim i ciamkając przez dłuższą chwilę, podnosząc jeden palec, aby pokazać swym towarzyszom, że pragnie przemówić.

- Ma ktoś… - przełknął. – Pieniądze…? – zapytał wprost, choć głupio mu się zrobiło, że wcześniej o tym nie pomyślał. Wszak miejsce do spania i owies dla konia swoje kosztowały. Zapewne ceny w Varti będą dość wygórowane, a Entropia nie wyglądała na szczególnie majętną. W ostateczności pójdą do karczmy zjeść coś ciepłego z wyżebranych u bywalców srebrników i udadzą się na spoczynek gdzieś w okolicy namiotów, których wiele minęli po drodze, a z których dochodziła czasem spokojna muzyka oraz inne biesiadne dźwięki. Lepiej jednak było najpierw zapytać. A nuż któryś z drużynników jeszcze go zaskoczy…?

//Przyjąłem, że jeśli Ajumi (bądź ktokolwiek inny) zechce odpisać, to po prostu dogonił(a) Entropię nieco później.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

07 mar 2013, 18:33

MG

Nagłe osłabienie Arael zaniepokoiło elfa do takiego stopnia, ażeby zmusił się do przeszukania sali biesiadnej. Ubzdurał sobie, że wśród – skonsternowanych niespodziewanym upadkiem tancerki, jak i zachowaniem maga – bywalców czaił się nieprzyjaciel, który pragnął rychłej zguby Entropii. Zważywszy na przeszłość Czerwonego, skrytobójczy atak, w tej chwili, miałby sens…

Asterias nie odnalazł niczego konkretnego. Jego krótkie poszukiwania jedynie wzbudziły podejrzenia, co u niektórych.

Zasnął, oparty o drzwi komnaty Arael…

Łowczyni przebudziła się. Głowa ją irytująco bolała, czaszkę przeszywało charakterystyczne kucie. Miała gorączkę, a bynajmniej nie było to spowodowane wczorajszą hulanką. Cóż, mimo to kobieta nie miała aż, tak złego humoru. Choroby dopadały nawet takich zawodowców jak ona. Wykąpawszy się w ciepłej wodzie, zmieszanej wraz z przeróżnymi olejkami – najpewniej południowego pochodzenia – poczuła się o wiele lepiej. W końcu, może pierwszy raz, doświadczyła ludzkiej gościnności. Mimo, że kupionej za złoto… to było nieważne.

Postanowiła przeczekać ostatnie godziny nocy…

* * *

Nastał wczesny ranek.

Kenhkar obudził się. W jego czerepie szalała czeluść. Rozgrzane gardło domagało się wody, mięśnie odmawiały posłuszeństwa – skatowane niedawną biesiadą – oczy widziały wirującą wizję rzeczywistości… a uszy gnębił niemiłosierny szum. Taak…. cena za ciemne piwo.

Jeśli wojownik zechciałby naprawić swój kostur miał ku temu okazję. Był względnie trzeźwy, lecz każda myśl przechodziła mu z trudem. Cóż, przypominał obecnie ożywieńca – oboje byliby bezmyślnymi istotami. Ken musiał doprowadzić siebie do porządku.

Po upojnej nocy, Ajumi i Infi otworzyli swe oczy. Łóżko należało całkowicie do nich, służki znikły w najodpowiedniejszym momencie. Zielonowłosa czuła się, o dziwo, dobrze. Czerwonooki natomiast… miał się paskudnie. Doskonale wiedział, co przeżywał. Wypił… za dużo. Mimo to – podświadomie nie żałował. Drużyna zasłużyła na zabawę przed niebezpieczną podróżą. Chociaż raz spożyli porządny posiłek. Razem. Lider, w głębi serca, doznał spełnienia. Układało się… na razie.

Łowczyni zajmowała się sobą. Najwidoczniej lubiła spokój i chwilowe nieróbstwo. Większość, z całą pewnością nudziłaby się przez resztę nocy… ale nie ona. Ujrzała za oknem wschodzące słońce i śpiew koguta. Prawdopodobnie Asim niedługo przybędzie… po JEJ pieniądze.

W tym czasie Asterias nadal spał jak zabity…

* * *

Drewniane stopnie schodów trzeszczały pod ciężkim butem. Kroki stawały się coraz głośniejsze, istota była blisko piętra. Nadchodził olbrzym… istny olbrzym…

Aster wylądował na ramieniu bydlaka. Drzwi otworzyły się, a Arael natychmiast się odwróciła. Ujrzała go…

Do opustoszałej karczmy wszedł Asim. Co prawda, zostało tam kilku takich, którzy spali pod stołami, albo przy piecu – jednak przybytek świecił, jak na jego popularność, pustkami. Goście rozeszli się i zapewne odsypiali mieniony wieczór.

Przewodnik porozumiewawczo spojrzał na gospodarza, który w odpowiedzi kiwnął jeno głową z aprobatą. Nomad usiadł na krześle, przy stoliku Entropii i czekał. Niedługo później dziewka służebna przyniosła mu drewnianą fajkę. Sokół zapalił aromatyczne zioła. Łagodna woń rozprzestrzeniała się po gospodzie w postaci niebieskawego dymu…

Arael ujrzała orka. Masywnego bydlaka o dobrych siedmiu stopach wysokości. Szerokość talii czerwonookiej odpowiadała szerokości przedramienia jegomościa. Facjatę miał przeoraną bliznami. Dwa białe kły wystawały z dolnej – nieco wysuniętej – szczęki. Ubrany był w czarny habit… Asterias leżał na prawym ramieniu orka.

- Ja być znachor – przemówił potężnie, głos miał hardy. - Ty chorować, niedobrze! – Dosłownie wypluł z siebie to zdanie.

Podszedł do łóżka i miótł elfem w nie. Szyszka powoli przebudzała się.

- Musisz pić napar. Pić go dużo. Każdego ranka i każdej nocy. Przed spaniem. Rozumieć? – zapytał się, a brzmiało to raczej jak dziwna groźba. Fachowym wzorkiem spoglądał na dziewkę. - Nie możesz się przemęczać, to niedobre. Bardzo niedobre. – Wysunął mocarną dłoń z szerokiego rękawa habitu. Trzymał woreczek. - Gorącą wodą to zalać. Śmierdzieć, to wtedy pić. Pić wolno. Rozumieć?

Do pokoju weszły dwie służki, przyniosły ekwipunek elfa. Położyły osprzęt przy łóżku… i znikły w podskokach.

Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

07 mar 2013, 20:08

Śpiący do niedawna Kenhkar przebudził się, natychmiastowo odczuwając skutki biesiady mającej miejsce dzień wcześniej. Przysiadłszy na skraju łoża, aż złapał się za czerep, tknięty bezlitosnym i przeszywającym całą jego owłosioną czaszkę bólem. Słyszał jakieś piski w uszach, powodujące jeszcze większe katusze. Na dodatek ledwo co ruszał ciałem.

– O bogowie – mruknął ledwo, chowając twarz w dłoniach. – Dajcie mi wody. Dajcie mi snu. Chociaż chwilkę, nawet króciutką.

Powalony bezsilnością padł na łóżko, przysypiając ponownie. Znaczy się – próbując. Obleśny i niemiły ból nie pozwalał mu na takie przyjemności. Nagle, tknięty iście genialnym pomyślunkiem, wysilił się niepomiernie, aby sięgnąć po zioło otrzymane od nowego znajomka Entropii. Męcząc się z przygotowaniem fajki, marszczył brwi, chcąc uzyskać choć strzępy skupienia, lecz takie próby skutkowały tylko jeszcze większym chaosem w jego zdezelowanej głowie.

Ostatecznie odniósł ten niewielki sukces i mógł już raczyć ciało południowym, mocnym i orzeźwiającym specyfikiem – istny cud. Będę musiał podziękować Sokołowi – myślał Kenh, choć z wielką trudnością. Skojarzenie danej osoby z imieniem stanowiło niemal niemożliwą do pokonania poprzeczkę, jednak mag jakoś wybrnął z tej sytuacji.

Nie minęło dużo czasu, gdy Kenhkar myślał już o wiele trzeźwiej i przejrzyściej. Przypomniał sobie, czym chciał się zająć w nocy, więc pochwycił zaraz swój kostur, bojąc się, że przypadkiem uszkodził go jeszcze bardziej, naprawiając po pijaku. Na szczęście, nic takiego się nie stało. No, wystające pasma żelaza dałoby się usunąć nieco sprawniej, toteż najsampierw brodacz poprawił ten kosmetyczny zabieg.

Gdy dopieścił już drewno, ułożył obie części połamanego Glamaithila na stoliku. Zlustrował je czujnym – w miarę – wzrokiem. Równe co do długości, swego rodzaju miecz oraz buława. Nie posiadał obecnie środków, które umożliwiłyby ponowne złączenie obu fragmentów, ale czemu by nie spróbować ponowić przesyłu magii wiatru?

Chwytał oba człony, nakłaniając subtelnie wiatr do przepływania przez nie. Czasem na chwilę je łączył, by wygenerować najmocniejszy obieg, na jaki pozwalały mu umiejętności. Ta czynność całkowicie go pochłonęła. Liczył, iż kostur, który naturalnie kumulował w sobie wietrzną magię przez tyle długich lat, szybko podchwyci to, co zawsze robił bez zarzutu i z taką wydajnością.

– No, mały – zwracał się do broni – pokaż, że nadal żyjesz. Wiem to. Wielki bydlak nie sprawi, że sczeźniesz jak jakiś bandyta w rynsztoku.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

08 mar 2013, 15:40

Pokój żył własnym życiem. Jego pulsujące, łagodnie migoczące, drewniane ściany przywodziły na myśl oddychający spokojnie, śpiący organizm. Infi spoglądał na nie zafascynowany, a jego głowa rytmicznie sprawiała mu coraz większy ból. Wlewające się przez okno promienie słoneczne wydobywały fantazyjne barwy z pozornie zwyczajnych przedmiotów. Ich migotanie przypominało nieco…

Firletkę.

Przywódca Entropii przebudził się nagle, miotając oczami dookoła. Od razu je zamknął, bo patrzałki bolały go niemiłosiernie, podobnie jak głowa i inne, niekoniecznie związane z samym faktem przepicia, części ciała. Dla przykładu, wyjątkowe cierpienie sprawiały mu lewy nadgarstek, prawa łydka, kark i lędźwie. Nie pamiętał dokładnie, co robił w nocy, wiedział tylko, że było w tym chędożenie. Dużo chędożenia. Prawdopodobnie z kilkoma kobietami naraz. Nie wiedział, czy leżąca obok niego Ajumi uczestniczyła w tej orgii, a jeśli tak, to czy jej się podobało. Teraz spała, a jej miecznik miał złudną nadzieję, że nie zbudzi się nadąsana bądź z wyrzutami sumienia.

Driada wypiła znacznie mniej, jej wspomnienia z pewnością nie były zatarte. Infi czuł, że z jej strony nie będzie czekać go już nic dobrego. Wydawało mu się, że nie poświęcił jej dostatecznej ilości uwagi, na jaką zasługiwała. Cóż, znał siebie. Wiedział, że po alkoholu stawał się wielkim egoistą. Dążył do własnej przyjemności, czego ponownie miał pożałować. Póki co jednak zwlókł się powoli z łóżka i z mozołem rozejrzał po pokoju, w którym przyszło mu przebywać. Od razu rzucił mu się w oczy bałagan: splątane ubrania, resztki jedzenia na stole i nadal wypełniona wodą balia. Przez chwilę przez głowę wojownika przebiegła myśl, aby się z niej napić, ale szybko ją odrzucił. Nigdy nie wiadomo, co mogło w niej wcześniej pływać.

Większą uwagę Infiego przykuł nieopróżniony kufel na stoliku, przeto wstał i najszybciej jak mógł podszedł do niego. Był ociężały, obolały i rozdrażniony, a wypicie znajdującego się na dnie szklanicy cierpkiego trunku nie poprawiło mu humoru, choć pomogło nieco jego spierzchniętemu językowi. Czerwonooki wreszcie zauważył poobdzieraną szatę oraz resztę swego skromnego dobytku – worek z zapasami i półtoraręczny miecz. Sprawy nie polepszał brak pochwy i godnego przyodziewku, który w niewiadomy sposób wojownik stracił trochę ponad dzień temu.

Bogowie musieli być niezłymi żartownisiami. Cyklicznie zabierać pamięć niewinnemu człowiekowi z mieczem, dawać mu w zamian jakieś dziwne tatuaże i czerwone oczy, męczyć wizjami, które kazały mu iść Indrumon wie gdzie… Ktoś, kto układał przeznaczenie Infiego był, lekko mówiąc, popaprany. Miecznik jeszcze raz spojrzał na swe pokryte pajęczyną skomplikowanych, czarnych symboli dłonie. Zamrugał. Przyjrzał się znowu.

- No, żeż kurwa – stwierdził, przykładając wierzch dłoni do swych bolących oczu. Ktoś tutaj nieźle popił. Tatuaże na jego ciele układały się w nieco inny wzór niż dnia poprzedniego, jakby same poruszały się po jego ciele. Prawdopodobnie źle się im przyjrzał albo kazał sobie dorysować nowe. Wyglądało na to, że przed snem zrobił więcej, niż myślał, że zrobił. Ponownie.

Otulając się szczelnie jedynym posiadanym przez siebie ubraniem – brązową, brudną, zaniedbaną jopulą z oddartymi rękawami, wojownik wziął w jedną łapę miecz, a w drugą swój pakunek. Kompletnie zapomniał o wyszabrowanym od martwego Merratrona odzieniu, zostawiając je porzucone na podłodze pokoju. Nie budząc Ajumi zszedł do sali biesiadnej, gdzie nie zastał prawie nikogo. Przy dawnym stoliku drużyny siedział tylko ich przyszły przewodnik. Infi z brzękiem miotnął na ławę swój miecz, z pewnością przyciągając uwagę wszystkich znajdujących się w pomieszczeniu osób. Nie zamierzał ukrywać tego, że źle się czuje, ale paradoksalnie nie robił niczego, aby sobie ulżyć. Było mu wstyd za wczorajszy wieczór.

- Pochwy mi trza - warknął, niezbyt przejmując się konwenansami. - I ciuchów, dla mnie i dla mojej kobiety - zażądał, siadając naprzeciw Asima, wbijając w niego nienawistne spojrzenie swych czerwonych gał. – Demonica zapłaci – rzekł, krzywiąc się z powodu bólu głowy.

- Karczmarz, piwo! - zawołał, machając ręką w stronę usadowionego za szynkiem mężczyzny.

Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

09 mar 2013, 13:05

Z rozmyślań wyrwało ją skrzypnięcie drzwi, ostro przecinające gęsto skłębioną w pokoju ciszę. Do komnaty wparował… ork. Ot, zwykły ork. Jedyną rzeczą faktycznie wyróżniającą go spomiędzy rzeszy innych orków był trzymany Asterias, który już po chwili został miotnięty na łózko, upadając nań iście zgrabnie i miękko, szczególnie jeżeli weźmiemy pod uwagę różnicę postaw elfa i orka oraz to, że ten pierwszy spał.

Wielki zielonoskóry przedstawił się wciąż jeszcze zszokowanej Łowczyni jako znachor. Znachor. Ktoś, kto leczy, więc biorąc pod uwagę jej wczorajszy "odlot" został niechybnie przysłany właśnie do niej. Doceniała co prawda gościnność miasta-ruiny, jednak w tym momencie miarka delikatnie się przebrała. Nie wiedziała, czy bardziej zirytował ją fakt bycia nachodzoną przez niechcianą pomoc medyczną – wszak czuła się wcale nieźle – czy brutalne potraktowanie elfa.

Elf. Asterias. Skąd on się tu, Armena jego mać, wziął? Przecież znachor nie poszedł do jego izby tylko w celu miotnięcia nim w araelowe łóżko. Podobniez, gdyby elf padł na sali, zostałby przetransportowany do własnej komnaty, tak, jak w jej przypadku.

Konkluzja spadła na nią jak łapa Tarretha na nieświadomego walki nieszczęśnika. Elf czuwał. Musiał czekać gdzieś obok drzwi do jej komnaty, by w końcu uległszy zmęczeniu i wódzie osunąć się w miękkie objęcia snu.

Rozgniewana brutalnym potraktowaniem nad wyraz troskliwego mężczyzny, Łowczyni powstała, przybierając pozycję która nie była groźbą, jednak umożliwiała orkowi dokładne przypatrzenie się każdemu z ostrzy z osobna.
- Nie potrzebuję pomocy. Odejdź – wycedziła przez zaciśnięte zęby, głosem twardym jak stal i oczami przepełnionymi jej araelciowym płomieniem, płomieniem, w którym miało już nieszczęście spłonąć tylu ludzi, że razem mogliby stworzyć małe miasteczko.

Miała nadzieję, że ork nie ośmieli się wszczynać burd i nie zmusi jej do brudzenia nad wyraz czystych i błyszczących ostrzy.

Awatar użytkownika
Asterias
Posty: 255
Rejestracja: 12 paź 2011, 14:48
Lokalizacja postaci: Pustynne Wyżyny
GG: 4014804
Karta Postaci: viewtopic.php?t=887

09 mar 2013, 19:48

Elfisko nawet nie zdawało sobie sprawy, na jak długo i na jak silny sen zapadło. Drzemał o różnych różnościach. Sen był bardzo tajemniczy i wręcz ociekający smutkiem. Aster przyglądał się swoim dokonaniom jakby z trzeciej osoby. Był obserwatorem własnych poczynań. Całe życie przedstawione w kilku urywkach. Dzieciństwo, w którym bawił się sam na sam ze swoim odbiciem w iście pięknym jeziorku. Rzucał doń kamieniami, chcąc sprawić, by odbiły się od powierzchni wody. Raz zauważył jak robi to jego rówieśnik chwalący się, że nauczył go tego ojciec. Ojciec. Tak znane, a jednocześnie tak niezrozumiałe słowo. Gdzie był jego ojciec? I dlaczego nie nauczył go tak zabawnych rzeczy? Dlaczego to właśnie on musiał być nieco inny. I wreszcie, dlaczego nikt nie zaryzykował zbliżenia się do niego bliżej niż na kilka metrów? Patrzył na swoje odbicie i nie widział tam niczego, co mogłoby zrazić innych do jego wyglądu. Po prostu nie potrafił pojąć czym został napiętnowany. Jaki był powód jego samotności…

Obraz się rozmył. Już miał pojawiać się następny, kiedy Asterias ujrzał znaną mu twarz. Twarz, która wydawała mu się przyjazna i niezauważająca jego odmienności. Arael. Ujrzał elf także orka.
I tym razem zaskoczyła go masywność istot tej rasy. Nie wiedział jednak dlaczego znajduje się w pokoju Arael, na jej łóżku podczas rozmowy z orkiem, który zdawał się być jakimś znachorem. (z tego co udało mu się wyłapać i poukładać we wspólną całość podczas pobudki)Postanowił zmienić pozycję na siedzącą i rozejrzeć się nieco po pokoju. Siedział odwrócony plecami do wyraźnie wytrąconej z równowagi Łowczyni.

Twarz zwrócił na orka, który wydawał się nad wyraz spokojny. Następnie spojrzał na Arael. Jej twarz wskazywała na to, iż ma zamiar zrobić z tego dużego stwora szaszłyk, co jednocześnie mogło się okazać złym pomysłem.
- Arael, moja droga… Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, czyż nie? – rzekł siedząc w pozycji pijaka, lub rzezimieszka, z głową pochyloną w dół w taki sposób, że jego włosy kompletnie zakrywały jego twarz. Nie bolała go głowa, wczorajszego dnia nie pił tak dużo jak inni drużynnicy, a to co wypił, wytańczył w swym szalonym i energicznym tańcu z Łowczynią.

– Daj mu zrobić swoje, a potem my zrobimy swoje – dopowiedział prędko, nie dając właściwie możliwości odpyskowania na poprzednią wypowiedź.
- Już właściwie wstał nowy dzień, trzeba ogarnąć pozostałych.
Awatar użytkownika
Ajumi
Posty: 153
Rejestracja: 04 wrz 2011, 18:12
GG: 7575125
Karta Postaci: viewtopic.php?t=653

11 mar 2013, 11:34

Zielonowłosa w końcu otworzyła oczy. O dziwo czuła się bardzo dobrze, wypoczęta, nieobolała a nawet słynny i jeszcze jej dobrze nieznany kac nie raczył zaszczycić jej swoją obecnością. Przeciągnęła się leniwie na łóżku po czym z lekkim zadowoleniem stwierdziła, że jest sama. Pozwoliła sobie na dość ślamazarne i długie wybudzanie się. Miała tą chwilę przyjemności tylko dla siebie.

Mogłaby tak przeleżeć pół dnia ale nie zamierzała znowu jako ostatnia dołączyć do Entropii ani co gorsza nie chciała by ją tutaj zostawili. Wszystko co piękne musi się skończyć. Może wyjdzie z tej wyprawy cało i jeszcze kiedyś będzie miała okazję wyspać się na takim miękkim łożu.

Podniosła się do siadu wodząc po pomieszczeniu wzrokiem. Pamiętała wszystko z poprzedniego wieczoru i nocy. Odczuwała dziwną ulgę, że Infiego nie było z nią w pokoju sam na sam. Pomimo dobrego wypoczynku niebyła w najlepszym nastroju i o dziwo nie miała ochoty na rozmowy z nim. Szkoda, że nie wypiła więcej bo z chęcią wymazałaby niektóre szczegóły tej biesiady z głowy. Nie wiedziała czy to złość a może zazdrość albo co gorsza żal. Nie roztrząsała tego. Zapamiętałaby oczywiście te przepyszne smakołyki jakimi wczoraj zapełniła żołądek do oporu i dość zabawny efekt wypicia piwa. Podobał jej się stan pozytywnego humoru i huśtawka. Mogłaby do śniadania wypić kufel na poprawę samopoczucia ale obawiała się, że sprawiałaby w tym dość niestabilnym stanie same kłopoty.

Najwyższy czas się doprowadzić do porządku i dołączyć do reszty drużyny. Liczyła, że czekają na dole i niedługo wyruszą w dalszą drogę. Nie przyszło jej nawet na myśl by ktoś czuł się źle. W końcu ona nie odczuwała efektów ubocznych tej zabawy więc była przekonana, że reszta jest wypoczęta tak samo jak ona.

Przeczesała dłońmi zielone włosy doprowadzając je jako tako do porządku. Wstała w końcu rozglądając się za swoją zniszczoną suknią. Narzuciła ją na siebie, chodź wcale skutecznie nie zakryła ona jej nagości. Zdecydowanie potrzebowała nowego ubrania. Oberwała postrzępiony dół sukni nieco ją wyrównując i skracając o sporo centymetrów. Ważne, że wciąż zakrywała najwstydliwsze części ciała.

Ponownie się przeciągnęła przecierając zaspane jeszcze oczęta po czym opuściła pokój. Udała się na dół do stołu gdzie jeszcze niedawno wszyscy ucztowali i upijali się. Dziwna cisza panowała tu w porównaniu do poprzedniego wieczoru. Przy stole znajdował się nieznajomy oferujący im swą pomoc jako przewodnik i Infi. Obdarzyła ich spokojnym spojrzeniem po czym zajęła miejsce obok Asima z charakterystycznym piskiem przysuwając krzesło. Niezbyt miły dźwięk dla osób przybitych kacem. – Dzień dobry akurat na wyprawę!- Powitała ich z entuzjazmem po czym dodała z dużym zainteresowaniem– Jak nasze przygotowania do wyprawy? Wiadomo już kiedy dokładnie ruszymy?- Mina czerwonookiego mówiła wiele, chodź tylko przez moment starała się coś z niej wyczytać. Unikała kontaktu wzrokowego starając się skupić uwagę na przewodniku. Zielonowłosa wydawała się wręcz rwać do kolejnej wyprawy. Chodź nie zawsze pozytywne emocje wiązały się z ich podróżą to naprawdę spodobało jej się poznawanie tego świata. Nawet od tej brutalniejszej, ciemnej strony. Poprosiła przy okazji o owoce i wodę gdy podawano piwo Infiemu. Miała ochotę na drobny posiłek przed wyprawą a skoro on zamówił piwo to najwyraźniej jeszcze miała na to czas by coś przegryźć, bo jedyna dolegliwość jaka dokuczała jej po tej zabawie to był właśnie głód.

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

11 mar 2013, 20:52

MG


Orkowy znachor zmrużył swoje zasłużone oczy. Wydawało się, że przyjął do siebie złowieszcze słowa Arael. W ślepiach zielonoskórego nadal dominował spokój. Spotykał i takich, którzy za pomoc odwdzięczali się wrogością. Zaprawdę, niewielu lubiło niepatyczkowe metody orków.

Znachor westchnął cicho i pomyślał przez chwilę. Mimochodem spojrzał na uzbrojenie czerwonookiej. Przemówił:

- Żegnajcie. – Podszedł do pobliskiego stolika i położył na nim mieszek wypełniony leczniczą rośliną. Odwrócił się i ruszył do wyjścia. Wyszedł.

Wczorajsi tancerze pozostali sami w komnacie.

* * *

Asim Sokół delektował się ostrym, fajkowym zielem, przy tym myśląc intensywnie. Wczorajsze słowa Infiego wzbudziły w przewodniku mieszane uczucia. Zapragnęli ruszyć rubieżami pustyni, wędrować traktem ku południu. Szukali miejsca, stamtąd mieliby udać się… no, właśnie – gdzie? Dlaczego Entropię interesowała Pustynia Śmierci?

Niebieskawy dym wydobywał się kominka drewnianej fajki. Wypełniał niemal całą salę.

Nomad usłyszał kroki. Spojrzał na schody. Infi zszedł na dół, wyglądał okropnie. Fajkowy znawca w ciszy obserwował ruchy wielkoluda. Miecznik miotnął swym ostrzem na stół. Każdy usłyszał metaliczny szelest broni uderzonej o drewno. Asim z dezaprobatą przyglądał się ponuremu wojownikowi, który usiadł właśnie przy stole. Naprzeciw Sokoła.

- Wszystko jest przygotowane – rzekł cicho, po długim milczeniu. - Czy wy sami jesteście przygotowani? – dodał nagle. - Byliście kiedykolwiek na pustyni? – zapytał się opanowanym tonem, lecz nie patrzył się w czerwone oczy rozmówcy. Złe oczy kazały zniżyć wzrok. Asim, gdy mówił, wpatrywał się w klingę Infiego.

Dziewka służebna przyniosła piwsko. Postawiła kufel zimnego, ciemnego trunku na zatłuszczonym drewnie. Zalotnie spojrzała na Infiego, racząc go cichym chichotem. Kurtyzana po chwili wróciła do swoich obowiązków.

* * *

Kenhkar obudził się, jego głowa cierpiała męki. Widziany obraz świata wirował niemiłosiernie w czaszce maga, przez co biedak niemalże uwolnił zawartość żołądka. Odruchy wymiotne gnębiły go… aż sięgnął po ziele. Zapalona mieszanka roślin od Sokoła kojąco wpłynęła na brodatego palacza. Cóż, nadal czuł się beznadziejnie, ale mógł myśleć.

Mag przystąpił do naprawy kostura.

Zabawa przy żelazie zajęła więcej czasu Kenhkarowi, niż było to w jego planach. Udało się mu usunąć paski i odpowiednio przystosować dwie połówki do użytku. Niestety – gdy użytkownik Glamaithila łączył jego połówki – broń była cieniem dawnego siebie. Złączony kostur utracił kontakt z domeną powietrza. Kenhkar potrzebował zaklinacza, coby przewrócić swojej borni utraconą moc.

* * *
Motyw muzyczny<<

Po schodach schodziła Ajumi. Leśna istotka kątem oka, gdy wychodziła z pokoju, zauważyła wysokiego jegomościa w czarnym habicie, który również postanowił zejść na dół.

Dołączyła do siedzących mężczyzn. Przesunęła swoje krzesła bliżej stołu, szorując nim głośno po ziemi. Zaiste, dźwięk ten był torturą dla uszów miecznika. Asim uśmiechnął się łagodnie.

- Widzę, że humor dopisuje. To dobrze, bowiem wyprawa ciężką będzie – mężczyzna przemówił spokojnie do zielonowłosej dziewki. - Wyruszymy dopiero wtedy, gdy będziecie na to gotowi – odpowiedział jakby z obojętnością. – I, gdy ujrzę złoto. – Dodał, koncentrując wzrok na Infim. - Jeżeli chodzi o uzbrojenie to mój przyjaciel winien zaraz się tu zjawić.

Do stolika zbliżała się, jakby na potwierdzenie słów Asima, olbrzymia – dobre na siedem stóp – istota. Był to ork w ciężkiej szacie. Jego facjatę zdobiły liczne blizny. Zdrowo przeorana morda. Stanął za plecami siedzącego lidera.

– Witaj, przyjacielu. – Sokół powstał i przywitał się z zielonoskórym w zwyczaju ludu pustyni. Ork skinął głową.

- Jam być Znachor. Tak mnie wy nazywać – odezwał się potężnie, zapewne każdy usłyszał mowę Znachora. - Ta broń być bezużyteczna. Miecze nie na pustynię. – Ocenił bez ogródek przydatność miecza Infiego w ekstremalnych warunkach panujących na gorących piaskach. - Obuchy, nie ostrza. – Wypowiedziawszy się, stanął u boku Asima.

- Oczywiście Znachorowi chodziło o to, że pustynne bestie są niezwykle odporne na ciosy. – Asim sprostował mowę orka, coby nie doprowadzić do niepotrzebnego konfliktu. - Na trakcie nie spotkamy większych niebezpieczeństw, toteż wszystko powinno być w porządku. – Nagle przewodnik spojrzał bezpośrednio na oczy pracodawcy. - Walka to ostatnie czego byśmy chcieli – zdania południowca było wypowiedziane niezwykle poważnie. Tym razem to Infi zechciał uciec swym wzrokiem od wyzywającego wejrzenia Sokoła. - Rzeknijcie mi, gdzie konkretnie mam was zaprowadzić. Nie idziecie do Khan'Sal, więc gdzie? Co ukrywa pustynia, że chcecie to odnaleźć?

Ajumi, twoje zamawiane jedzenie zostanie ci przyniesione w następnym MG poście<<
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

11 mar 2013, 21:45

Poczucie winy ukłuło Infiego, gdy ten spojrzał spode łba na schodzącą powoli po schodach Ajumi. Do jego uszu doszły wypowiadane cicho słowa Asima, który wyraźnie się nie spieszył. Miecznik nie wiedział, czy bardziej denerwuje go jego lakoniczność czy to, że zadawał zbędne pytania. Szczęściem Infiemu nie było dane na nie odpowiedzieć, bowiem do akcji wkroczyła zielonowłosa.

Radość przywódcy Entropii była jednak chwilowa. Trajkotanie kobiety, choć sprawiało mu egzystencjalny ból, było niczym wobec niepotrzebnego hałasu, jaki wokół siebie robiła. Przesuwane głośno krzesło sprawiło, że Infi skrzywił się mimowolnie. Miecznik zaczął podejrzewać Ajumi o to, że wszystko to robi specjalnie, tylko dlatego, żeby sprawić jego skacowanemu umysłowi większe cierpienie. Sokół rzucił coś o uzbrojeniu, a zanim wojownik zebrał myśli, aby zaoponować, do akcji wkroczył ogromny ork, Znachor. Wszystko działo się zbyt szybko jak dla czerwonookiego, co wcale mu się nie podobało.

Ork głośno wydarł mordę, a jego słowa, choć wypowiedziane w dobrej wierze, rozeźliły miecznika nie na żarty. Infi podniósł się z siedziska i szybkim, jak na jego stan, ruchem, chwycił dłoń zielonoskórego. Zniżył ją z użyciem swej ogromnej siły, zmuszając wielkoluda, aby wygiął się nienaturalnie. Jego twarz zbliżyła się do orczego pyska.

- Dotkniesz miecza, a zobaczymy, kto jest bezużyteczny – powiedział prosto z mostu, wypowiadając te słowa prosto w paszczę Znachora. Sprostowania Asima nie trafiły do niego z taką mocą, z jaką powinny. Niewiele się nimi przejmował, gdy z pogardą odepchnął Znachora i usadowił się z powrotem na swym miejscu. Nikt nie zmusi go do przesiadki na obuchy.

- To, po co i gdzie idziemy, jest naszą sprawą – powiedział warkliwie, racząc się piwem, które w międzyczasie pojawiło się na ławie. Nawet, gdyby wiedział, gdzie Entropia powinna się teraz udać, nie powiedziałby o tym nieznajomemu bliżej nomadowi. Traktował go z potęgowaną kiepskim nastrojem rezerwą, był wręcz opryskliwy. - My płacimy, ty robisz robotę. Jeżeli coś zobaczymy, zabijamy to. Rozumiesz? – powiedział, uśmiechając się paskudnie pomimo złego samopoczucia. Wiedział, że może w ten sposób zrazić swego przyszłego towarzysza, jednak nie dbał o to.

Jestem gotowy na to, że moja akcja wywoła skutki, które każą Mistrzowi Gry odrzucić część wydarzeń, które tutaj opisałem.
Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

11 mar 2013, 23:18

Próbował wytrwale i nieustępliwie, emitując coraz to większe dawki magii wiatru, lecz kostur zginął. Czujący się przegranym, obolałym, wręcz zdeptanym przez konia, Kenhkar przysiadł przy oknie, patrząc w dal. Co on tu właściwie robił? Życie rzucało nim po wielu zakątkach Autonomii, ale po raz pierwszy dotarł tak daleko na zachód. A miał udać się jeszcze dalej, na wyprawę, która mogła pochłonąć wszystkich jej uczestników. Chciał złota? Sprzymierzeńców? Sam nie wiedział. Żałował tylko, iż już teraz przyszło mu zapłacić tak wielką cenę za tę wyprawę. Nie dość, że będzie musiał się przyzwyczajać do nowego sposobu walki, to jeszcze kontrolowanie wiatru bardziej go zmęczy. Ale nie wolno się poddawać, nigdy. Nigdy.

Napełniony optymizmem mag ogarnął się na miarę swych możliwości, po czym zatargał powoli na dół swe toboły. Zadziwiające, iż zarówno Infi i Ajumi zasiadali już przy stole. Musieli mieć… mnóstwo roboty wieczorem. Takie z nich poranne ptaszki? Heh.

Kenh usadowił się wygodnie na ławie, rzucając nieopodal swe rzeczy. Spojrzał po twarzach zgromadzonych.

– Dzień dobry. – Próbował mówić lekko, wesoło, ale czy mu się to udało, pojęcia nie miał. Obrócił się ku przewodnikowi Entropii. – Naprawdę, uratowałeś mnie z tym zielem. Jestem Twoim dozgonnym dłużnikiem.

Wypowiadanie słów męczyło go. Oparł się łokciami o blat stołu, kryjąc twarz w dłoniach. Westchnął cicho, obolały. Przegapił incydent z orkiem. W ogóle zaczął przegapiać wszystko, bo najzwyczajniej w świecie przysnął, racząc się przytłumionymi teraz dźwiękami, już nie tak bardzo inwazyjnymi.

Westchnął ponownie, tym razem z błogością.

Awatar użytkownika
Ajumi
Posty: 153
Rejestracja: 04 wrz 2011, 18:12
GG: 7575125
Karta Postaci: viewtopic.php?t=653

12 mar 2013, 17:04

Driada faktycznie zauważyła wysoką postać w czarnym habicie gdy wychodziła ale nie przywiązywała do nikogo większej uwagi. Chciała jak najszybciej znaleźć się wśród osób, do których zdążyła się już dość mocno przywiązać. Najbezpieczniej czuła się w ich towarzystwie tym bardziej, że dopiero poznawała ten świat.

Szukać długo nie musiała, bo zastała znajome twarze przy stole i dość szybko pojawił się Kenhkar, brakowało jej jeszcze tylko Arael i Asteriasa. Może jeszcze się nie wybudzili ze snu. Przysłuchiwała się słowom przewodnika po czym kiwnęła głową na potwierdzenie owego humoru. Wcale nie dopisywał ale zamierzała przynajmniej stwarzać takie pozory i chyba dobrze jej to wychodziło. Uśmiechnęła się spuszczając wzrok gdzieś na blat stołu.

Faktycznie w jej małych nieznaczących gestach kryła się odrobina złośliwości. Komuś przy tym stole się to należało. Driada może i była istotą, która chciała żyć w zupełnej harmonii ale pewna psotliwa podświadomość nakłaniała ją do takiego zachowania. Przychylna była jej sytuacja, bo wiedziała, że nikt jej nic nie zarzuci a Infi nie poruszy tematu w towarzystwie. Mogła więc brnąć w to dalej ale tymczasowo się powstrzymała.

- Witaj Kenhkarze.– – Powitała z uśmiechem maga wiatru, który dość szybko ponownie odpłynął. Wymruczał coś pod nosem i.. chyba był niewyspany. Skoro ta dwójka była w dość niedysponowanym stanie to ciekawe jak się mieli Arael i Aster. Chyba z powodu takich niedyspozycji wyprawa niezostanie przełożona. Ajumi fascynował świat a jeszcze ciekawsza była tego co zastaną u celu podróży. Wiadomo, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła… to doskonale pasowało na podsumowanie tej wyprawy jak dotąd. Krwawe przeszkody, natura testowała ich sztukę przetrwania a teraz wyprawa na pustynię. Zielonowłosa nigdy nie była w takim miejscu. Odstawiła na moment swoje uszczypliwości względem wojownika skupiając wzrok na orku. Zdziwiła ją reakcja czerwonookiego. Musiał mu chyba mocno dokuczać ból głowy, bo nie wydawał się być przyjaźnie nastawiony do Znahora, który raczej nie chciał być złośliwy a jedynie udzielić Entropii dobrych rad. Nie wtrąciła się do tego zajścia. Odwróciła głowę wodząc wzrokiem po pomieszczeniu.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 24 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 23 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52244
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.