Pomieszczenie ambasadora

Wybudowany w 408EF na gruzach Zamku Jasności duży pałac znajdujący się w północno-wschodniej części miasta. Otoczony jest graniczącym z rzeką murem zawierającym w sobie także budynki wojskowe i stajnie. Stanowi siedzibę królów Autonomii Wolenvain.
Awatar użytkownika
Posty: 551
Rejestracja: 07 wrz 2011, 16:49
GG: 3224957
Karta Postaci: viewtopic.php?t=667

Pomieszczenie ambasadora

04 paź 2011, 19:33

Pokój ambasadora składa się z trzech pomieszczeń – pierwsze, typowo reprezentacyjne. Mahoniowe biurko oraz łącznie cztery krzesła przy nim – jedno z strony przeciwległej do drzwi, pozostałe trzy zaś były widocznie przeznaczone dla interesantów. Za plecami ambasadora – jeśli ten zasiadłby na swoim krześle – znajdowało się dużych rozmiarów okno, skierowane na wschód. Przy lewej ścianie było kilka regałów, ciężko jednak było stwierdzić, co one kryją – wszystkie papiery zapewne zostały pochowane po szafkach i szufladach. Prawa ściana natomiast była ozdobiona dwoma obrazami ("Lorven przynosząca Leviathanowi pokój" oraz "Powstanie Związku Miast Wschodnich".
Drugie pomieszczenie było już typowo prywatne – tam także światło było dostarczane przez duże okno skierowane na wschód. Duże, dwuosobowe łoże (wygodne, jednakże proste) dosyć jasno wskazywało na przeznaczenie tego pokoju. Po jego obu stronach znajdowały się szafki nocne z świecami na nimi. Poza tym, w pomieszczeniu znajdowała się szafa oraz biurko wraz z krzesłem przy oknie. Oraz następne drzwi.
Te prowadziły do ostatniego już pomieszczenia, będącego łazienką wyłożoną płytkami ceramicznymi. Cóż tu opisywać – żelazna wanna, drewniana misa z wodą oraz muszla klozetowa.


Elathorn, wjeżdżając wraz z Alias do miasta, rozglądał się bacznie. W samym mieście pojawił się anonimowo w wieczorowej porze, przekonując strażników, że przybył pomóc w obronie miasta. Nie wiedział co dokładnie się działo, ponieważ nikt go wcześniej nie raczył dokładnie poinformować. Zresztą, wciąż zmęczony po walce i mający chęć najzwyklej w świecie odpocząć, nie miał żadnej ochoty zajmować się swoimi obowiązkami. Zresztą – na co komu ambasador, skoro ludzie już szykują się do wojny? Jadąc przez miasto zdążył usłyszeć, że w stronę miasta zmierzają najeźdźcy.
– Chyba stąd nie wyjedziemy za szybko. – szepnął do Alias, kierując się w stronę pałacu. Strażnikom zostawił zajęcie się Szkiełkiem, używając za argument fakt, że jest ambasadorem i w związku z sytuacją jak najszybciej musi do pałacu się dostać. Pomógł on zsiąść kobiecie jak i prowadził ją – jednak nie do sali królowej, gdzie zapewne w takiej sytuacji znalazłby Nikol, lecz do własnego – o który wcześniej wypytał – pokoju, który został mu przydzielony jako ambasadorowi. Wchodząc do pierwszego pomieszczenia, zamknął drzwi na klucz i wraz z Alias przeszedł do sypialni, gdzie położył ją na łóżku.
– Staraj się nie ruszać bez potrzeby, twoja rana musi się kiedyś zagoić. A póki co nie wygląda na to, żebyś się nią specjalnie przejmowała. – powiedział opiekuńczym tonem. Cóż, Elathorn sam był zdziwiony tym, jak traktuje Alias.
– No i czuj się jak u siebie. – dodał po chwili, uśmiechając się lekko.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

16 sty 2013, 02:37

MG

Dowódca straży miejskiej Wolenvain odwzajemnił spojrzenie nieumarłych, satyrzych oczu. Herubin miał w sobie coś strasznego, jednak równocześnie biła z niego swego rodzaju nieporadność, chaotyczność i głęboko ukryta harmonia. Hermon skonsternował się wielce, słysząc, jak członek Rady nazywa go „panem”, choć pochodził z niskiego stanu. Wyglądało na to, że Herubin chciał mu schlebić, podnosząc jego rangę na czas rozmowy, jednak syn Hedora nie połknął haczyka. Wiedział, że korzenie radnych również nie wskazują jednoznacznie na ich szlacheckie pochodzenie, jednak wolał nie drążyć tego tematu, traktując ich jak należało, więc oczekiwał tego samego. Zaraz po tym, gdy Herubin zakończył swój krótki wywód, strażnik kiwnął krótko głową. Nie było po nim widać poirytowania, które pojawiło się na wzmiankę o domniemanym kłamstwie z jego strony.

- Panie - rzekł tak, aby waga tego słowa dotarła do osobnika, z którym rozmawiał. - Żaden ze mnie możny, czuję się zawstydzony pana zachowaniem - przyznał, choć jego twarz nie zdradzała wstydu, a raczej twarde zasady, którymi się kierował i których również tym razem zamierzał dochować. Nie był człowiekiem nawet w najmniejszym stopniu próżnym, nie zależało mu na pustych zaszczytach. Robił swoje. Pytania zadane przez Herubina zdradzały troskę radnego o sprawy miasta, przy czym nie oszczędzały nawet samych rządzących. Hermon przemyślał swą dalszą odpowiedź i czym prędzej przystąpił do wypełniania woli swego władcy.

- Miasto po wojnie odbudowuje stabilność - rzekł z wolna i w głębokim zamyśleniu, choć, to, o czym prawił, było raczej znaną wszystkim prawdą ogólną. - Dawni bogacze przetracili majątki, a salony weszły inne grube ryby - mówił, nie siląc się na przesadną elokwencję czy takt. Wiadomym było, że do grupy, o której prawił strażnik zalicza się także cała rada regencyjna Wolenvain. – W ciągu ostatnich miesięcy trzykrotnie zmieniał się cech płacący najwięcej za straż. Ostatnimi czasy jest to cech kupiecki… Konsorcjum - dodał, aby wyklarować tę kwestię. - Wyraźnie zależy im na tym, aby być z nami w dobrej komitywie. Nie narzekam - przyznał szczerze. - Mają czym płacić. Varti powoli staje na nogi, podobno otwarto już pierwsze szlaki handlowe.


– Ludzie… Pozmieniało się. Dawni rzemieślnicy są najemnikami u możnych, chłopi pchają się do miasta, uboga szlachta ledwo się w Wolen utrzymuje, a pańczyki robią coraz większe problemy - westchnął, zaraz rozwijając ostatnią kwestię. Było widać, że jest to dla niego szczególnie ważne. - Straż działa też poza miastem, po wsiach i w pościgach - powiedział, znając niewiedzę Herubina na tym polu. - Panowie z rodów Imokurena i Pasczyna zakazali nam wstępu na swe włości, grożąc lochami – rzekł po raz pierwszy w tej rozmowie zdradzając wyraźne emocje. Z jakiegoś powodu mówienie o władykach zdenerwowało go na tyle, że mimowolnie podniósł głos. Po chwili jednak uspokoił się.

- Proszę o wybaczenie - rzekł krótko, zgodnie z obyczajem. - O radzie różne rzeczy gadają. Ja… - przerwał na chwilę, ważąc, co może powiedzieć. - Według mnie problemem rady nie jest już samo miasto, ale Autonomia jako całość. Źle się w świecie dzieje. Chaos.

Awatar użytkownika
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

07 lut 2013, 22:10

Obserwacja, teraz była teraz niebywale ważna, a nic nie mógł wyczytać z kamiennej twarzy podwładnego. Próbował rzeczy prawie niemożliwej, zetrzeć granice między panem a sługą, co było w społeczeństwie ludzkim prawie niemożliwe, a dla satyra naturalne. Pojęcie wyższości mówiło o sile, a ją sprawdza się w walce, różnica polegała na tym że tutaj polem bitwy był papier, a bronią słowa nie znane dla istoty leśnej. To właśnie jego mentalność stała się jego największym wrogiem w tym pełnym niedorzecznych zasad świecie, lecz może nadejdzie czas, że stanie się sojusznikiem?
Zdobył wiele dzięki tej rozmowie, źle się działo, stabilnie jak w chacie nad krawędzią klifu. Jeden nieostrożny krok i stanie w miejscu mogły pochłonąć wszystko w otchłań. Z tego powodu jedynie słuchał z ciekawością i lękiem wymalowanym na twarzy. Mimo wszystko wydawał się mimo strachu być zdecydowany, by podjąć… konkretne kroki. Wstał od stołu i podszedł do okna, zaciskając dłoń na framudze. Odwrócił twarz w stronę rozmówcy utrzymując stonowaną kulturę.
- To… niedopuszczalne. Panami z obu rodów zajmę się osobiście, nie będą tak niegodnie łamać prawa, którego egzekwowaniem powinna zająć się rada. Wyruszy niedługo, acz będę potrzebować rachunków, czas na kare dla tych którzy wykorzystują naszą słabość. Konsorcjum natomiast…- wstyd mu było przyznać, że pierwszy raz słyszał nazwę, tak potężnej organizacji, brak udziału w zebraniach zbierał żniwa w postaci skutków– póki pomaga miastu stanąć na nogi, niech rośnie w siłę i módlmy się do Bogów by byli nam przychylni.
Kolejne zdania musiał przemyśleć, cały ten chaos w autonomii jak to pięknie strażnik ujął był wielce niepożądany i ogromnie kłopotliwy jeśli miała się nim zająć jedna osoba. Potrzebował pomocy, może u namiestników innych miast zyska poparcie. Lecz do tego czasu musiał załatwić kilka spraw, a pierwsza z nich dotyczyła zadania korcącego i niekomfortowego pytania.
- Dziękuje Ci za szczerość, proszę o jedną bardziej ważną i delikatną sprawą, wiem że jako oddany sługa korony nie zdradzisz tajemnic wypowiedzianych w tych pokojach, oczywiście nie mówię tu o moich współbraciach z radu. Potrzebuje jeszcze jednego składnika układanki, ludzie pragną czegoś, oczekują tego lub tli się w nich nadzieja… czy ktokolwiek znasz jakiekolwiek godnego szlachcica z tego parszywego chlewu jakim jest miejscowa arystokracja? Kogoś na tyle potężnego i honorowego, jednocześnie…. dobrego, kogo nienawidzą nasze bogate głowy rady?
Każdy, nawet głupiec domyśliłby się o co chodzi. Możliwe, że człowiek który przed nim stoi powie pierwsze lepsze imię, myśląc że jego zdanie się nie liczy i jedynie spojrzy na niego ze zdziwieniem. Możliwe, że nigdy nie zbliżył się do szlachcica na odległość mniejszą niż dwadzieścia kroków. Jednak w oczach satyra tliła się wiara, któż miał mu wskazać osobę godną tronu? Potrzebował honorowych i szczerych patriotów, tylko gdzie ich szukać. Nie mógł nikomu ufać więc zwrócił się do osób najbardziej pokrzywdzonych przez gierki możnych… do niższych stanów…
Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

09 lut 2013, 22:04

MG

Zabawnie było tak słuchać satyra, który mając jeszcze mech na kopytach starał się posługiwać wycyzelowaną, dworską mową. Inny zaśmiałby się mu w twarz, ale nie Hermon. Dowódca straży miejskiej zachował powagę, choć jego twarz nie przypominała kamiennej. Posłuszeństwo i takt zdawały sie być jego drugim i trzecim imieniem, jakby został stworzony po to, aby służyć swym panom. Nie sposób było wydobyć z niego większych emocji, chociaż nie ukrywał ich na siłę, jak czynili to kłamcy i oszuści. Tego typu brak reakcji był dla niego naturalny jak naturalnie niektórym przychodziło rządzenie czy prowadzenie politycznych intryg.

Lico dowódcy straży rozjaśniło się na wieść, że Rada zajmie się wreszcie krnąbrnymi szlachcicami, których zachowanie jako wasali władców Wolenvain było niedopuszczalne. Uwierzył Herubinowi, mając go za najbardziej otwartego i szczerego decydentów. Skłonił się poważnie, wyrażając swoją wdzięczność jedynie tym gestem, bowiem radny ciągle przemawiał, więc niegodnym byłoby mu przerwać.

Padły ostre słowa na temat możnych Wolenvain, jednak i one nie wywołały na twarzy Hermona większych emocji. Mimo wszystko nie dawał się zwieść, nie potwierdzając słów Herubina choćby najmniejszym pomrukiem czy gestem. Nigdy nie wiadomo, czy przypadkiem całe to spotkanie nie było swoistym testem mającym na celu sprawdzenie, czy dowódca straży jest lojalny względem panujących oraz ich otoczenia. Teraz zaś został poproszony o wytypowanie najlepszego z nich.

- Nie mogę mówić za wszystkich, panie, jednak… - zaczął dość ostrożnie i niepewnie, uciekając wzrokiem. - Ajen z rodu Firaara to honorowy, szanowany człek. Dowodził obrońcami na bramie zachodniej, jest jednym z gwardzistów królewskich… - powiedział, przerywając raz po raz, ważąc swe słowa. – Jest potężny… ale nie wpływowy. Jest rycerzem bez ziemi, uznając Wolenvain za swój dom. Poszedłbym z nim na śmierć - powiedział na koniec, ostatecznie deklarując swe oddanie. Od razu powróciła jego dawna nieugiętość i pewność, z jaką wymawiał poszczególne słowa. Odrzucił strach, patrząc Herubinowi prosto w oczy. - Czy to wszytko, panie? – zapytał, słysząc jakiś ruch na korytarzu. Widocznie przybył kolejny gość radnego, zaproszony tutaj mroczny elf o wdzięcznym pseudonimie „Lustro”.

//Zmieniłem miano znanego Ci NPC z „Iron Phiraar” na „Ajen Firaar”.
Awatar użytkownika
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

10 lut 2013, 17:01

Nawet nie zauważył, że próbował na siłę mówić w iście dworskim stylu. Ba, on nawet nie wiedział, że w z jednego języka może wyrosnąć tyle odnóży o skrajnie różnych charakterach. Długie nauki go czekały nim opanuje odpowiednią giętkość języka, tymczasem mógł jedynie polegać na własnej opinii, śmianie się w twarz radnego należało do odważnych i jak Herubin chciał w przyszłości pokazać głupich czynów. Spojrzał na lico poddanego, gdy rozjaśniło się na wieść o załatwieniu problemu. Satyr zawahał się przez moment, a co jeśli właśnie dał kolejną obietnice, taką samą jaką dał Tarrethowi, że zajmie się magią? Cóż, w tej chwili nie można było myśleć o skutkach, trzeba było działać.
Nie można się oprzeć wrażeniu, że napełniła go wiara i radość. Może jednak uda mu się coś zmienić w tym miejscu, ciekawe co porabiają teraz reszta towarzyszy. Musiał przygotować się na długą podróż, odwiedzić wszystkie największe miasta autonomii, sprawdzić księgi rachunkowe, ukarać krnąbrnych szlachciców i oszustów. Musiał wezwać urzędnika z ratusza, będzie trzeba zorganizować transport, zbędną według enta ochronę, na tyle małą by nie zaskoczyć… wszystkich.
Ucieszył się na wskazaną osobę przez strażnika. Idealnie, weteran bitwy, na dodatek tej samej w której uczestniczyła rada. Żołnierz, lojalny i silny, może trzeba by… tutaj z rozmyślań oderwało go pytanie. Delikatnym kiwnięciem zezwolił, lepiej będzie nie rozmawiać z tymi dwoma naraz, kolejna rozmowa będzie już bardziej niebezpieczna. Usiadł wygodnie, wsłuchując się w kroki i oczekiwał kolejnej figury w tej grze o przetrwanie autonomii…
Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

13 lut 2013, 22:35

MG

Dowódca straży miejskiej ukłonił się nisko, ale nieprzesadnie. Widać było, że robi to tylko dlatego, że wypada. Nie był niczego Herubinowi winny, nie miał też powodów, aby szanować go za coś więcej, jak tylko za pozycję. Cóż, satyr zamierzał to zmienić, ale do osiągnięcia przezeń celu miało minąć jeszcze wiele dni. Hermon wyszedł, zostawiając nieumarłego sam na sam ze swymi myślami. Szczęściem, że znajdowali się w Wolenvain, bowiem w innym miejscu wynaturzenie, jakim stał się ten trzeci, nieco zapomniany członek rady regencyjnej szybko powędrowałby na stos.

Wtem do dawnych pomieszczeń ambasadora wszedł dość niski, odziany w dopasowany doń skórzany pancerz mężczyzna. Jego brązowy płaszcz powiewał przy każdym kroku, lekki niczym piórko, a przy tym znakomicie spełniający swą ochronną rolę. Długi sztylet kołysał się u pasa elfa, którego nie wiedzieć dlaczego nazywano „Lustrem”. Wyjątkowo zdjął kaptur, z którym go utożsamiano, zachowując powagę sytuacji. Białe, krótkie włosy i broda wyraźnie odznaczały się na jego ciemnej skórze. Czarne oczy spoglądały na Herubina z ciekawością, której gibki długouch nie okazywał niczym innym. Jego kroki były długie i pełne gracji, a urękawiczone dłonie pełne skomplikowanych ruchów. Jeden z nich wykonał, gdy ukłonił się głęboko przed swym panem. Nie wiadomo, co przedstawiały jego migi, ale nie można było odmówić im płynności i wyrazistości.

- Niechaj Yridiar ma nas w opiece - rzekł, prostując się i wypinając swą wątłą pierś. Ręce oparł na biodrach, a z jego postawy emanowała przemieszana ze swobodą czujność. - Jakie są twe rozkazy, panie? - zapytał, deklarując tym samym swą gotowość do wypełniania zachcianek Rady.

Awatar użytkownika
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

17 lut 2013, 22:18

Herubin westchnął powoli, cóż liczył że będzie mógł niedługo zabrać swą zacną osobę z tego przeklętego miejsca lecz poczucie obowiązku było silniejsze od łańcuchów. Tyle pracy, musiał przygotować dla niepoznaki prowiant, transport, ludzi, heh naprawdę potrzebował w tej chwili pomocy Niniel i Tarretha aczkolwiek wątpił w nich. Nie mogąc jednak wpłynąć na otaczającą go rzeczywistość wpatrywał się w przestrzeń. Kolejny gość, aż żal serce ściska że nie przygotował żadnych przekąsek, ponoć tego wymaga etykieta, w lesie wystarczyło po prostu dać komuś więcej słońca.. heh.. Pomyślał czy można by uprościć wszystkie ich zwyczaje i prawa, zmienić je na bardziej naturalne.
Wtem do komnaty wszedł jegomość, mianowicie zarządce wywiadu. O tak, brakowało mu stanowczo kontaktu, przecież nie znał nawet imienia tak ważnej osoby jaką jest jego własny szpieg! Cóż, dziwy nad dziwami że to miasto jeszcze się samo nie wykończyło. Spojrzał na elfa z równą ciekawością jak on na niego. Nigdy nie widział przedstawiciela jego rasy, miał skórę niczym przeklęty, taką jak on sam lecz z pewnością oddychał, a w jego żyłach krążyła krew. Na dodatek bogobojny, może jednak jest nadzieja dla tego miejsca.
- Tak… rozkazy… niedługo wyjeżdżam zadbać o interesy miasta, odwiedzę wiele miast acz mam prośbę– w której bardziej pobrzmiewało echo polecenia- jak zapewne wiesz, w moim dawnym życiu spotkałem jegomościa zwanego Etoilesem- nagle jego wzrok się zmienił, obudziły się dawne, negatywne uczucia, automatycznie zaczął gładzić swoją martwą skórę– który zostawił po sobie pamiątkę, lecz zabrał coś dla mnie bardzo cennego, lirę darowaną od Bogów, tak cenna pamiątka została mi siłą odebrana i chciałbym ją odzyskać, moja wdzięczność będzie nieoceniona… każda choćby najmniejsza informacja wspomoże nie tylko mnie ale i całą autonomie
Dużo wymagał, a podał mu chwile później jedyne informacje jakie miał– wygląd, statek, dokładnie zapamiętany obraz liry i inne drobnostki. Prawie nic lecz wierzył, że uda mu się chociaż wpaść na trop pięknego artefaktu. Obawiał się o nagrodę, odzyskanie instrumentu powinno kosztować fortunę, nie znał się na zasadach. Czy sama pozycja starczy by dziecię informacji mu pomogło? W głębi serca liczył, że dług nie będzie się zanim ciągnął niczym smród nadgniłego trupa.
Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

22 lut 2013, 23:30

MG

Z elfami nigdy nic nie wiadomo. Szczególnie z tymi mrocznymi. Lustro mógł właśnie naigrawać się z Herubina, planować donos do przeciwników Rady, szczerze jej pomagać albo zwyczajnie udawać zaangażowanie, aby jak najszybciej oddalić się do swoich spraw. Może akurat cyzelował swój kunszt aktorski albo w przemyślny sposób manipulował nieumarłym satyrem, aby w przyszłości osiągnąć własne, pokrętne cele. Herubin siedział za swym biurkiem, mając przed sobą jedynie przedawnione dokumenty. Starał się wyglądać na ważnego i takiego, który pociąga za sznurki, co było oczywistą, dość marną mistyfikacją.

Tak jak Hermon wyglądał na bezgranicznie oddanego swej ojczyźnie, tak Lustro już wcale takim pewniakiem nie był. Jego jasne włosy opadały mu na oczy i twarz, gdy słuchał słów najmniej chyba rozpoznawalnego i władnego członka rady regencyjnej, który paradoksalnie jako jedyny wziął się w końcu do roboty. Zdecydowanie, należała mu się za to pochwała. Niektórzy obywatele Autonomii oceniali rządzących po efektach prac, nie samych chęciach, więc wszystko nadal leżało w rękach Herubina. Zaczął dość dobrze, lecz nikt nie wiedział, czy równie dobrze sprawę zakończy.

- Ostatni raz Ceritiem widziano w Jaśminowym Parku, w świątyni Urag'Mala - powiedział, uśmiechając się bezczelnie. Wiedział, że posiadana przez niego wiedza może zaskakiwać i najwyraźniej to lubił. - …Zanim jeszcze Biała Mścicielka ją opuściła. Nie ma jej przy sobie, a nie ma jej też na miejscu.

Pewność siebie, jaka emanowała z Lustra była niespotykana. Wiedział, co mówi, był pewien swego w ten specyficzny, nie budzący wątpliwości sposób.

- Jeżeli taka wola rady, mogę przeprowadzić odpowiednie… poszukiwania. Nie będzie to jednak tanie - zaznaczył, jasno dając do zrozumienia, że nie zamierza skłonić swej głowy niżej, niż wymagają tego konwenanse.

Awatar użytkownika
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

09 mar 2013, 13:21

Słuchał ze zdumieniem, widać nie doceniał sił szpiegowskich autonomii i to w umiejętnościach i to w cenie ich usług. Położył głowę na dłoniach opartych łokciami na biurku. Jego martwe oczy wpatrywały się w elfa. Odkąd wszedł Herubin wiedział, że źle robi, acz musiał wykorzystać wszystkie możliwości. Uśmiechnął się ciepło słysząc kolejne informacje, ta jego pewność siebie, aż miło patrzeć. Ent nie należał już do takich co by im przeszkadzała przesadna arogancja, niech się chełpi.
Przez kilka sekund cisza zapanowała w pomieszczeniu, stało się tuż po pewnym magicznym zdaniu, o zapłacie. Jak już satyr wiedział nic za darmo nie jest, wszystkim obraca ta malutka złota moneta. Nie miał pojęcia czy stać go na taki wydatek, nie miał pojęcia żadnego jak się ma gospodarka krajowa aczkolwiek spróbować musiał. Duże nadzieje wiązał z leniwymi szlachcicami, którzy albo ugną się pod władzą rady, albo zostaną pozbawieni tytułów i … majątków. Wykorzystywał władze dla własnych celów? Bardziej niż pewne. Przytaknął beznamiętnie głową potwierdzając i myślał o konsekwencjach swego czynu.
- To już wszystko, mam nadzieje że nasza umowa będzie korzystna dla obu stron…
Rzekł prawie szeptem, by potem zaczekać aż tajemniczy osobnik wyjdzie. Kolejnej audiencji nie było, acz musiał się śpieszyć wezwał sługę by przygotowano dla niego powóz, strój i nieco straży. Zamierzał ruszyć do niecnych szlachciców i ujarzmić ich zapędy. Nie mógł pozwolić by tak blisko pałacu szerzyły się zdradzieckie poglądy.
Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

09 mar 2013, 15:14

MG

Widać było, że Lustro wolałby ustalić szczegóły bezpośrednio z Herubinem, jednak radny miał dzisiejszego dnia zbyt wiele na głowie, więc szpieg oddalił się posłusznie. Mroczny elf nie był w ciemię bity – wiedział, że dostanie zapłatę dopiero po robocie. Być może informacje, które zdobędzie, pozwolą mu dyktować warunki. Wszak jego pracodawca nie ustalił żadnych szczegółów. Choć nikt nie posądzałby rady regencyjnej o składanie obietnic bez pokrycia, przydałaby się chociaż jakaś zaliczka. Mimo wszystko Lustro westchnął przeciągle dopiero na korytarzu. Chyba wszystkim trudno przychodziły kontakty z osobnikami rządzącymi obecnie miastem. Elf minął się w progu ze sługą, którego zawezwał radny. Chłopiec na posyłki przyjął rozkazy satyra i wyszedł z komnat ambasadora, cały w ukłonach. Po dwóch kwadransach w pomieszczeniu zjawił się brat Ajena Firaara, Wulfgar, znany głównie z tego, że służył w chorągwi dyplomatycznej. Jego pojawienie się dobrze wróżyło na przyszłość. Być może panowie ze zbuntowanych rodów nie zmuszą Rady do rozlewu krwi.

- Wóz już czeka, panie - rzekł chorąży łagodnym głosem zaraz po przywitaniach. Jego gładko ogolona, okolona lekko splątanymi, długimi, ciemnoblond włosami twarz wzbudzała naturalne zaufanie. - Dwudziestka rycerzy Gwardii Królewskiej czeka konno na dziedzińcu.

Awatar użytkownika
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

09 mar 2013, 15:39

Gdy otoczony aurą niepewności elf wyszedł na korytarz ent także odetchnął z ulgą. Miły dla oka sługa, który uginał się nienaturalnie by zadowolić radnego. Dziwne mieli zwyczaje, dziwne i obyczaje, a etykiety raziła oczy samotnego drzewca. Jednakże był częścią natury, martwej acz natury która miała zdolność do ewolucji, wpasowania się w każde środowisko, nawet zalewanego ciągłymi wymiotami, sztucznymi perfumami i zniszczonego. Po zapewnieniu, że zachcianki władcy zostaną spełnione, pozwolił sobie na nieco komfortu. Plecy wreszcie wygodnie oparły się o krzesło, a ręce swobodnie wisiały. Kilka minut rozmyślań, sekundy na nabranie oddechu, potrzebował tego bo niedługo czas który był dla niego tak mało ważny wcześniej, teraz stanie się rzeczą najbardziej istotną. Resztę czasu przeznaczył na zabawę swą magią, dłoń jego poszybowała wyżej gromadząc magiczną, naturalną energie. Słabł, jego moce kiedyś dużo potężniejsze teraz ledwo działały, przykre uczucia skuły jego serce, lecz wiedział że robi coś dobrego.
Odgłos kroków na korytarzu wyrwał go z letargu, wyprostował się, a następnie przywitał się według zasad zapamiętanych. Musiał znaleźć nauczyciela etykiety… stanowczo…
Znajoma twarz, lecz nie mógł połączyć jej jednak z mianem. Naturalne, miłe dla oka lico spowodowało, że usta satyra wygięły się w uśmiech. Po chwili zawahania, odpowiedział z werwą i siłą, mnogość skutków opanowała jego umysł, lecz musiał zacząć myśleć jak człowiek, bez strachu w sercu.
- Tak, jedźmy jak najszybciej, trzeba rozwiązać problemy nękające naszą kochaną autonomie…
i ruszył z wizją by zmieniać choć cząstkę świata. Szedł krokiem żwawym, liczył w głębi duszy że mu się uda i że pomogą mu w tym Niniel i Tarreth, w końcu to oni powstrzymali go przed odejściem.

z/t

Wróć do „Pałac Sprawiedliwości”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 16 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 16 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52248
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.