Brama główna

Miasto to, nazywane przez ludzi Rebelią, jest miastem podziemnym. Mieszka tutaj procentowo najwięcej ras humanoidalnych nie będących ludzkimi. Mieszkańcy Morinhtaru z zasady negatywnie nastawieni do odwiedzających, podróżnych i wszystkich innych gości, żyją w swoim zamkniętym towarzystwie.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Brama główna

26 lut 2012, 15:10

Umieszczona nieco w głębi jaskini, brama główna Morinhtaru, stanowiąca jedyne oficjalne, pozamagiczne wejście do tego ciemnego, oświetlonego przez blask nienaturalnych pochodni miasta, stanowiła piękny okaz architektoniczny, nie tylko za sprawą bazaltowych zdobień, ale także wijących się po jej wrotach oraz ościeżnicy pędach bluszczu o drobnych, ciemnozielonych liściach. Bluszcz stanowił pewnego rodzaju symbol – jego kolor nie zmieniał się podczas mijających pór roku, podobnie jak Rebelia nie zmieniała swoich praw i obyczajów od wieków. Wiecznie zamknięte, uchylające się średnio raz na dwa dni wrota stanowiły kwintesencję tego, czym „szczycił” się Morinhtar – wyniosłości, podejrzliwości, tajemniczości, ale też spokoju i ukrytej mocy.
Brama pilnowana była przez trzech ubranych w jakby przydymione, stalowe napierśniki lśniące na granatowo w niebieskawym świetle magicznych pochodni oraz zdobione srebrnymi nitkami szaty w ciemnoniebieskich odcieniach. Uzbrojeni w halabardy i krótkie miecze przy pasie, z twarzami ukrytymi pod hełmami zrobionymi z takiego samego jak napierśniki, ciemnego metalu, nieruchomi strażnicy wyglądali groźnie i nieludzko.
Kilka kroków dalej, przy ciągnącym się przez korytarz jaskini murze, znajdowała się sporych rozmiarów, zamknięta skrzynia, w której przechowywane były pieniądze z cła pobieranego przy każdym przekroczeniu bramy. Reputacja miasta, jak i jego warunki nie były jednak zbyt atrakcyjne dla ewentualnych przybyszów, toteż jeśli w ciągu dnia pojawił się więcej niż jeden wóz czy grupa ludzi, dla obywateli Rebellii było to co najmniej niepokojące.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

31 mar 2014, 02:29

MG

Stojący przy bramie miasta, prawie jednakowi strażnicy w liczbie trzech nie dawali po sobie poznać, że pojawienie się gościa w tunelu prowadzącym do Morinhtaru uważają za coś niecodziennego. Wyglądali niezwykle profesjonalnie w tej swojej pełnej gotowości bojowej i stojący na baczność na stanowiskach. Trudno było uwierzyć w to, że przy tak małym na tej drodze ruchu cały czas przedstawiali sobą tak nienaganny stan. Z pewnością przed chwilą robili zakłady o to, kto będzie następnym gościem miasta i uzgodnili, że przegranemu pozostali naszczają do hełmu.

Jakkolwiek by nie było, teraz wyglądali całkiem odpowiednio, nie kalając dumy obiektu, który chronili. Zatrzymali Xariela, jeden z nich wyciągnął pergamin ze znajdującej się obok skrzyni i położył go sobie na jej zamkniętym wieku.

- Miano, cel odwiedzin - zażądał ten stojący najbliżej gardłowym głosem. – I dziesięć… - zbliżył się - …piętnaście szylingów - sprostował, jakby sobie o czymś nagle przypomniał. Kotołak oczyma wyobraźni zobaczył jego pogardliwy wyraz twarzy. Już wiedział, co się tutaj kroi. Stał przed nim człowiek uprzedzony, choć sądząc po stroju Xariela i jego przynależności rasowej tak czy inaczej miał on szczęście, że ktokolwiek w ogóle rozpatrywał wpuszczenie go do Morinhtaru.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 917
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

31 mar 2014, 15:20

Z daleka już Xarielowi nie spodobał się widok strażników, starał się jednak tego po sobie nie pokazać. Wyglądali na kogoś, komu może się wizyta jakiegoś kotołaka w mieście nie spodobać ani trochę, a konsekwencje tego były trudne do przewidzenia. Strażnicy w bramie Wolenvain przynajmniej wpuszczali każdego jak leci, a ci? Nie zapowiadało się na to.

Przystanął, kiedy otrzymał takie polecenie. Czekał cierpliwie, aż w końcu poinformują go też mają zamiar zrobić. To była jego pierwsza wizyta w tym nietypowym miejscu. Możliwe też, że ostatnia. Przesunął włócznię opierając ją o przedramię prawej ręki. Grzebanie w sakwie mając do dyspozycji tylko lewą nie było najwygodniejsze, ale raczej nie miał innego wyboru. Wolał nie nadwyrężać nadal jeszcze zranionej kończyny.

Już miał odetchnąć, słysząc opłatę w wysokości dziesięciu szylingów, gdy ta gwałtownie wzrosła o połowę. Kotołak przeżuł przekleństwo, z całych sił starając się nie spojrzeć na parszywy ryj strażnika i nie zademonstrować co o nim myśli. Ścierwo. Począł wyszukiwać w sakwie kolejne szylingi, starając się nie robić tego nadto energicznie i nie sprawiać wrażenia, jakoby był w stanie wygrzebać z sakwy dużo więcej.

- Xariel… – zaczął, zdając sobie przy okazji sprawę, że musi na szybko stworzyć jakiś cel wizyty. Nie spodziewał się, że zostanie o to zapytany, przecież miasto było naturalnym miejscem wypoczynku dla strudzonych podróżnych.
- Chciałbym odpocząć po przedłużającej się podróży w bramach miasta, a także rozejrzeć się za chirurgiem lub zielarzem. – dopowiedział na szybko. Może nieco nerwowo, ale miał dowód na swoje słowa – prawą dłoń. Wątpił, aby strażnik potrafił rozpoznać fakt, że jest to rana na tyle nieświeża, że mógł przejść z nią kawał Autonomii, zresztą, nawet w takim wypadku mógł chcieć zakupić jakiś specyfik, może nabrzmiała, może coś jest nie tak, czego nie widać na pierwszy rzut oka?

Przy okazji ostatnich słów uzbierał piętnaście szylingów z rozrzuconych po sakwie pieniędzy. Może nie był mistrzem rachowania, ale szczęśliwie umiał liczyć na tyle, aby wiedzieć ile pieniędzy się od niego oczekuje, ba, nawet gdyby liczba ta przekroczyła piętnaście dość znacznie. Wyciągnął pieniądze w stronę strażnika, pokazując je na otwartej dłoni, tak, aby ten od razu widział, iż jest to oczekiwana suma. Liczył, że powstrzyma go to od późniejszych oskarżeń, że dostał niewystarczająco monet. Skoro je przyjmie, oświadczy tym samym, że wszystko jest w porządku. Chyba.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

07 kwie 2014, 20:54

MG

Kapitan strażników bramy nadal spoglądał na Xariela dość niechętnie – oczywiście na tyle, na ile niechętnie można było spoglądać spod zasłony hełmu. Jego podkomendny również lustrował sylwetkę kotołaka, jednak nie okazał niczego prócz czujnością. Trzeci kompletnie nie przejmował się gościem, skrobiąc coś na wydobytym z kufra kawałku pergaminu. Dowódca przyjął pieniądze gościa, choć było widać, że niezbyt mu to pasuje. Z pewnością uważał, że Xariel nie powinien mieć tylu pieniędzy, że w ogóle nie ma czego tutaj szukać i że powinien odwrócić się ogonem do Morinhtaru po czym odejść stąd jak najdalej. Niestety, czarnego było stać na wejście do miasta, więc nie było powodów, aby go odsyłać.

- Tu jest glejt – powiedział znudzonym, acz uprzejmym tonem trzeci ze strażników zaraz po tym, jak skończył pisać. - Pozwala na odwiedzenie większości budynków w mieście. Zapewnia też nietykalność w jego obrębie. Nieposiadanie go przy rewizji może poskutować odpowiednią karą – dodał jakby po namyśle, z pewnością również mając na uwadze wątpliwą reputację członków kotołaczego rodu. W końcu jednak Xariel został wpuszczony do miasta, a jego wyczulone zmysły wyczuły słaby, magiczny impuls w trakcie przekraczania jego bramy. Zgodnie z planem Anemetiusa jego podkomendy trafił do Rebelii.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 917
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

07 kwie 2014, 22:07

Nie czekał aż strażnicy zmienią zdanie, mogło im strzelić do głowy jeszcze wiele rzeczy, a zdecydowanie nie pałali do niego miłością. Podszedł i odebrał glejt, skinąwszy przy tym głową w podzięce. Oj, nie wątpił, że nieposiadanie go przy rewizji dostarczy nieprzyjemnych konsekwencji. Podejrzewał zresztą, że w jego wypadku posiadanie go mogło wcale nie pomóc w oddaleniu tych konsekwencji. Z myślę, że lepiej nie rzucać się w oczy wkroczył do miasta.

Już na wejściu powitała go magia. Nie był pewien co o tym myśleć. To dobrze? Źle? Czym tak właściwie było zaklęcie w bramie? Czy jest teraz śledzony? A może nadto się przejmuje? Pełen niepewności ruszył wprost w czeluście jaskini, w której czaiła się Rebelia. Miasto magii, liczył na to, że ujrzy coś, co zasługuje na tę opinię. Szkoda byłoby, gdyby przeżył zawód. Nieco nerwowo ściskał w lewej dłoni włócznię, glejt bezpiecznie włożył do swojej sakwy, prawą rękę nadal starał się w miarę możliwości oszczędzać, choć mimowolnie nabrał nawyku zaciskania jej delikatnie w pieść i rozluźniania ponownie co kilkanaście, kilkadziesiąt sekund. Przynajmniej palce nie zesztywnieją.

Nie był pewien gdzie teraz powinien się udać. Gdzie może spotkać kogoś, kto ułatwi mu osiągnięcie celu? A otrzymał przecież cel niebagatelny. Protektor musiał być kimś bardzo ważnym w mieście, w innym wypadku jego zadanie nie miałoby sensu. A teraz też zdawało się nie mieć. Trudno było nie dopuszczać do siebie wątpliwości w sytuacji kiedy trafił do tak dziwnego miejsca z tak dziwnym zadaniem. Przed nim rozpostarło się miasto. Duże, magiczne. Chłonął wzrokiem otoczenie, magiczne światła, nikły blask pochodni, nietypowy zapach jaki panował w tym miejscu, a także równie nietypowe dźwięki, które niosły się po okolicy. Czasami spotęgowane echem, czasami czyste, jednak brzmiące zgoła inaczej niż na powierzchni. Sam nie potrafił określić co myśli o tym mieście. Z jednej strony powodowało wrażenie zamknięcia, odcięcia od świata, z drugiej jednak… podobało mu się. Ciemność nie przeszkadzała jego kocim oczom, czarne futro chroniło go przed chłodem podziemi, czuły słuch nie był teraz zakłócony odgłosami otaczającej okolicę natury. Natury nie było. Podejrzewał, że swoje poszukiwania powinien zacząć od karczmy, czy podobnego przybytku.

// z/t
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

11 maja 2014, 04:52

MG

Podróż do Morinhtaru zajęła Maunowi i Elten kilka ładnych dni. Mężczyzna starał się, jak mógł, zdobywając pożywienie przez kłusownictwo, handel z mieszkańcami mijanych wiosek i karawan oraz zbieractwo. Ponownie okazało się, że trakt to jego żywioł. Doskonale wiedział, jak zachować się podczas podróży, unikając wzroku paniczy, których zwierzynę przetrzebiał i w których lasach spał. Jego sakiewka wydawała się dla najady studnią bez dna, jakby fundusze, które zebrał za młodu, były nieskończone. Mentor nie popędzał białogłowej, która przestała miewać swoje dziwaczne sny na jawie. Oczywiście nadal zdarzało jej się obudzić z krzykiem, ale niewiele po tym pamiętała i przynajmniej po otwarciu oczu znajdowała się w tym samym miejscu, w którym się kładła. Nie ma co, Ourelia musiała nieźle namieszać jej w głowie.

Wędrówka była względnie wygodna i dość powolna, dzięki czemu Elten miała czas, aby porozmawiać ze swoim nauczycielem w cztery oczy. Ten zaś zdawał się młodnieć w oczach, z każdą chwilą odzyskując sprężystość kroków i wigor. Stał się też nieco bardziej otwarty, co radowało dziewoję zatroskaną o jego stan. Wiedziała, że zależy jej na starym Mauno, tak samo jak jemu zależało na niej, jednak żadne z nich nie przekroczyło subtelnej granicy przyjaźni, jaka ich łączyła. Co prawda Elten widziała czasem, jak jej dawny gospodarz przygląda się jej dłużej, niż można to było uznać za stosowne, ale nie widziała w tym nic złego. Wszak poznała go tylko dlatego, że przypominała jego żonę, której losu nadal nie dane było jej poznać. Mroczna przeszłość Mauna nie psuła jednak tego, co ich łączyło, a uczucie to było dość trudne do sklasyfikowania, narastając w nich przez długi czas. Jedno było pewne – mogli na sobie polegać, a na gościńcu nie było nic ważniejszego.

Wejście do Rebelii było widoczne już z daleka. Ogromna dziura w jednej ze skalistych gór Wichrowych Szczytów ziała w nich niczym paszcza ogromnego smoka. Wejście do niej oznaczało jeszcze kilkadziesiąt minut spaceru przez ciągle przewężający się, zakończony solidną bramą tunel. Zdający się okropnymi, zawsze gotowymi do działania służbistami strażnicy dopełnili procedury, skutecznie blokując drogę.

- Miano i cel wizyty - wymruczał jeden z nich zza zasłony hełmu. Ciemne oczy błysnęły krótko w blasku magicznej, niebieskawej latarni, gdy mąż łypnął podejrzliwie na wyróżniającą się spośród znanych mu kobiet Elten. Mauno trzymał wnętrza dłoni na widoku tamtego, ukazując, że nie ma nic do ukrycia. - Mauno z Wolenvain i Elten, również stamtąd. Chcieliśmy odwiedzić starego znajomego… - Nie dokończył. Drugi strażnik przerwał mu, podchodząc niebezpiecznie blisko białogłowej. - Niech dziewka mówi za siebie – warknął w jej kierunku, wyraźnie okazując, jak bardzo zły miał nastrój. Dłoń Mauna drgnęła, jednak ruch ten był prawie niezauważalny. Znając jego biegłość w walce, zdolny był do powalenia strażnika celnym bełtem, nim jego koledzy w ogóle zdążyliby zobaczyć kuszę. Mimo napiętej sytuacji zachował spokój, nie ośmielając się jednak poradzić tego samego swojej wychowance.

Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

20 maja 2014, 23:17

Podróż upłynęła dwójce na wielu rozmowach, zwłaszcza o przeszłości Elten. Nic nie radowało jej bardziej niż fakt, że mężczyzna się przed nią otworzył. Ciągle pozostawała jednak ta plama w jego życiorysie, bowiem po dzień dzisiejszy nie miała pojęcia, co się stało z żoną Mauno. Nie miała nawet szczególnych podejrzeń co do tego, co mogło się wydarzyć, bo przecież albo umarła, albo go zostawiła z tego czy owego powodu. Innego wyjaśnienia kobieta nie widziała. W sumie rozwodzenie się nad tym nie miało szczególnego sensu, liczyło się tu i teraz, a tu i teraz stanowiło miasto tajemnic – Morinhtar.

Białogłowa czasem do dziś miała problem z określeniem swoich własnych uczuć. Pamiętała, że w kwestii Samaela jednoznacznie stwierdziła, iż go kocha, ale w zasadzie przeliczyła się. Kwestia bogini ją zaślepiła, bo przecież to, co, jak niegdyś wydawało się Elten, Ourelia powiedziała było świętością i nie miała prawa tego kwestionować. Teraz to wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Zmieniła się ona, ale także i otoczenie uległo pewnej modyfikacji. Całe postrzeganie rzeczywistości przez białogłowę stało się zdecydowanie dojrzalsze, potrzebowała kogoś, komu mogła ufać i tym kimś był Mauno. Tyle, że to nie była jedyna trapiąca ją sprawa.

No właśnie, magia. Po to przecież przybyli do Morinhtaru. Cała otoczka tego miejsca przytłaczała i nieco przerażała kobietę. Plotki, które krążyły na temat Rebelii jeszcze potęgowały ten efekt. Zresztą słusznie, bywało przecież tak, że Ci, którzy tam weszli już nie wychodzili w całości. Po karczmach bajano też, że miejscowi magowie są na tyle bezwzględni, że dla samych niezbędnych im utensyliów i ingrediencji są skłonni wymordować całą wieś. Dopiero miało się okazać ile jest prawdy w tych słowach.

Znaleźli się pod bramą. Jak się spodziewała, strażnicy sprzed bramy zaczepili ich o miano i cel wizyty. Nie sądziła jednak, że nie wystarczy im tłumaczenie Mauno. Kazali jej wylegitymować się samej, co nie było do końca normalne, przecież często kobiety stanowiły własność mężczyzn. Chociaż… W Autonomii wszystko było odwrotne, niż wszędzie, a już zwłaszcza w tak dziwnym miejscu, jak Morinhtar.

- Dobrodzieju, ja i mój narzeczony jesteśmy zmęczeni, chcielibyśmy się posilić i przespać. Jeżeli ma Cię to ukontentować, to jestem Elten, pochodzę z Wolenvain i niebawem mam wziąć ślub z obecnym tu Mauno. On za mnie odpowiada. Czy muszę mówić coś więcej? – Skłamała. Uznała, że jeżeli powie, że jest przeznaczona towarzyszącemu jej mężczyźnie, to straże nie będą robić większych problemów. Tym razem jednak patrzyła wojskowemu prosto w oczy, bowiem sytuacja w Lokent nauczyła ją, że nie może się wywnętrzać się z emocjami, kiedy mówi coś niezgodnego z prawdą. Liczyła tylko na to, że nauczyciel nie obrazi się za to niewinne kłamstewko, bo przecież i tak nie planowali się rozłączać. Tak jej się przynajmniej zdawało.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

24 maja 2014, 20:50

MG

Jawne kłamstwo Elten wywołało na twarzy Mauna niejaką konsternację. Na jego twarzy odmalowało się zdziwienie, a następnie dezaprobata. Odruchowo wyciągnął rękę w kierunku swej towarzyszki, ale szybko zamaskował ten ruch, przestępując kilka kroków i dość niepewnie obejmując ją w ramionach. Nie wydawało się, żeby strażnicy cokolwiek zauważyli, podobnie zresztą jak białogłowa, wpatrzona w tego, który ją przepytywał. Reakcja weterana z łatwością mogła ujść jej uwadze, ale od pierwszej chwili, gdy poczuła jego dotyk, wiedziała, że wesprze ją w tej wymyślonej naprędce historyjce. Trzeba było przyznać, że najada kłamała bardzo dobrze – albo przynajmniej na tyle dobrze, aby przekonać odźwiernych Morinhtaru. Strażnik skinął głową i odwrócił się. Najwyraźniej nie było mu nic więcej potrzebne, choć z pewnością nie wiedział, o jakim znajomym mówił Mauno i co tak naprawdę para będzie robić w tym miejscu.

- Trzydzieści szylingów - rzucił tylko, na co twarz mentora białogłowej zbladła. Wydawało się, że ma dość dużo funduszy, ale jeżeli już na wejściu do Rebelii żądano od nich aż tyle, ich dalszy pobyt mógłby okazać się niezbyt kolorowy. Nie było jednak sensu kłócić się z wojskowymi, którzy nie mieli obowiązku wpuszczać do Morinhtaru byle kogo. Gdyby byli źle nastawieni, mogliby po prostu wykopać Elten i jej nauczyciela z tunelu. Mauno skwapliwie wyciągnął sakiewkę, której ponad połowę wysypał na ochoczą rączkę żołnierza. Nie wiedział, ile z tego trafi do jego przełożonych, a ile było tak naprawdę łapówką, której zmuszony był udzielić. Przezornie wolał nie zadawać takich pytań.

Trzeci, dotąd niezbyt rzucający się w oczy strażnik przystąpił do pary rzekomych narzeczonych. Spisanie imiennego glejtu nie zajeło mu zbyt długo. Wykorzystał po temu stojącą przy murze skrzynię.

- Tu jest glejt, który umożliwi wam wstęp do większości części miasta. Proszę go nie zgubić. - Jego głos był miły, acz znudzony. - Zapewnia nietykalność w Morinhtarze, a nieposiadanie go przy rewizji skutkować będzie odpowiednią karą – dokończył formułkę. Pismo było jedno, a gości odwiedzających Rebelię – dwóch. Jasnym było, że nie dane im było się rozdzielić. Bramy Rebelii otworzyły się jak na komendę, choć nikt nie wydał odpowiedniego rozkazu. Mauno popchnął lekko Elten w stronę podziemnego miasta. Przejście pomiędzy ciężkimi skrzydłami wrót było dla najady niczym przejście pod cieniutkim strumieniem wody. Oczywiście pozostała całkowicie sucha, pozostało tylko wrażenie czegoś chłodnego, co jeszcze chwilę ją dotykało. Jasnym było, że przeszli przez coś na kształt ochronnej bariery.

Nie sposób było ocenić, czy Mauno jest na najadę zły. Ciągnął ją za rękę, nie odwracając się i stawiając szybkie, zdecydowane kroki. W pewnym momencie wciągnął ją w jakiś ciemny zaułek.

- Co ty sobie wyobrażałaś? - zapytał gniewnym szeptem. Jego twarz majaczyła w półmroku tuż przed jej gładkim licem. Jego silne ręce trzymały jej nadgarstki, przyciskając ręce do zimnej ściany pobliskiego budynku. – Dowiedzą się i będzie po nas! – syknął, jednak nie dane mu było kontynuować. W to samo miejsce wszedł bowiem jeden z patrolujących ulice strażników miejskich. Mauno zrobił pierwszą rzecz, jaka przyszła mu do głowy – pocałował swoją towarzyszkę. Drab, który na nich wpadł, zmieszał się i odstąpił, udając, że nie zauważył całego zajścia. Okazało się, że weteran jest całkiem dobry w te klocki, nie utrzymując jednak pocałunku dłużej, niż było to konieczne. Z drugiej strony – niekoniecznym było również używanie języka, który w pewnym momencie lekko dotknął warg Elten. Jej mentor wydawał się być nieco wstrząśnięty, jednak zachował zimną krew.

- Przepraszam - mruknął, spuszczając wzrok, zupełnie jak nie on. Gotowy był na reprymendę i cios otwartą dłonią w twarz, czyli rzeczy całkowicie w takiej sytuacji na miejscu. Oczywiście udało mu się oddalić zagrożenie, jednak ktoś taki jak on z pewnością miałby setki pomysłów, aby zrobić to w mniej inwazyjny, nienaruszający osobistej przestrzeni białogłowej sposób. Być może sprawiły to nerwy przy próbie przekraczania bramy Morinhtaru. Prawdą było, że mężczyzna w miarę podróży stawał się coraz bardziej spięty, jakby Rebelia spędzała mu sen z powiek. Właściwie nie było czemu się dziwić, bo mało kto lubił to miasto, jednak nawet to nie tłumaczyło jego gwałtownego i zupełnie niepodobnego do niego zachowania.

Wróć do „Morinhtar”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 11 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 10 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Vereomil
Liczba postów: 52170
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.