"Pod Wroną i Karoszem"

Miasto to, nazywane przez ludzi Rebelią, jest miastem podziemnym. Mieszka tutaj procentowo najwięcej ras humanoidalnych nie będących ludzkimi. Mieszkańcy Morinhtaru z zasady negatywnie nastawieni do odwiedzających, podróżnych i wszystkich innych gości, żyją w swoim zamkniętym towarzystwie.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

"Pod Wroną i Karoszem"

02 sty 2012, 01:25

"Pod Wroną i Karoszem"

Karczma Pod Wroną i Karoszem jest miejscem pełnych ludzi podejrzliwych, co z resztą mało kogo dziwi biorąc pod uwagę, że każdy mieszkaniec tego miasta taki jest. Nie lubią oni zbyt częstych, hucznych zabaw, dlatego też przytułek ten jest raczej ostoją zimnego spokoju. Każdy tutaj jest obserwowany parami podejrzliwych oczu a atmosfera jest rozluźniona zazwyczaj tylko do momentu przekroczenia progu przez obcą osobę z poza miasta. Jeśli jednak osoba ta zachowuje się odpowiednio w oczach Morinhtarczyków, nie robi niepotrzebnego hałasu ani nie afiszuje się zbytnio swoją osobą, nie ma się czego bać dopóki nie złamie prawa.
Sama karczma charakteryzuje się lekkim półmrokiem, momentami smętną atmosferą i niezwykle urodziwymi służącymi-niewolnicami. Wnętrze jest utrzymane w porządku i to w podwójnym tego słowa znaczeniu, trudno tu znaleźć czy to brud czy burdy.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

15 maja 2014, 14:27

MG

Xariel był gotowy na odwiedziny, a nietypowe raczej zachowanie nieznajomego tylko ułatwiły mu ciepłe przyjęcie, które planował mu zgotować. Od razu wziął się do działania, chwytając wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, starając się zachować przy tym możliwie jak najciszej. W końcu nie chciał płoszyć kogoś, kto pofatygował się do znalezienia go w jednym z karczemnych pokoi, tylko po to aby złożyć mu niespodziewaną wizytę. Czy może raczej spodziewaną, choć nie do końca zrozumiałą.

Udało mu się w spokoju dotrzeć do ściany, gdyż osoba na korytarzu również usilnie starała się zachować dyskrecję, przez co kombinowanie zajmowało jej wyjątkowo dużo czasu. Zdawała się jednak nie wiedzieć do końca, z kim ma do czynienia, bowiem wyczulone zmysły i czujność kotołaków były raczej powszechnie znane i gdzieniegdzie również cenione. Zagadkowy gość pozostawał natomiast dalej w swoim nieuzasadnionym przeświadczeniu, że nikt nie ma pojęcia o jego obecności. A przynajmniej tak to wyglądało, bowiem wszystko co działo się na zewnątrz, wciąż pozostawało okryte mgiełką tajemnicy.

W końcu jednak, komórki mózgowe zaczęły sugerować inne rozwiązania, co po krótkiej chwili ciszy zaowocowało otwarciem drzwi. Najpierw zostały one tylko delikatnie uchylone, by z każdą chwilą pracy nad nimi, ostrożnymi ruchami utworzyć odpowiednio szerokie przejście. Do pokoju wdarło się światło z korytarza, kładąc na podłodze jasną łunę, która padła prosto na spoczywające na komodzie przedmioty, które potwierdziły wątpliwą obecność poszukiwanej osoby. Kąt padania promieni nie był jednak wystarczający, by ukazać czy ofiara śpi smacznie w miejscu spoczynku. Ale prawdopodobnie było to celowe działanie, ponieważ nagły błysk mógłby zbudzić go w niepożądany sposób.

Znów nastała cisza, gdyż nieznajomy nie chciał z miejsca wparować do środka, próbując zapewne przyzwyczaić wzrok do panujących ciemności. Gdy już uznał, że poradzi sobie z małym rozeznaniem, niemal bezszelestnie przedostał się do środka. Nie był to może najwyższy kunszt, i zapewne dobrze nasłuchująca osoba zdała by sobie sprawę z jego obecności, jednak na pewno nie był amatorem w tego typu zadaniach. Po dłuższej chwili oczekiwania, Xarielowi dane było w końcu zobaczyć jego plecy i całą resztę tylnej części, na których znajdował się kubrak w kolorze bardzo ciemnego brązu, wraz ze spodniami tej samej barwy.

Kotołak, nie chcąc już dłużej bawić się w te specyficzne podchody, toteż spokojnym głosem przywitał ją prosto ze skrywających go ciemności. Jako że mężczyzna, bo tym okazał się nieznajomy, nie zdążył jeszcze przyjrzeć się pustemu posłaniu, toteż było to dla niego naprawdę niemałe zaskoczenie. Do tego stopnia, że z wrażenia aż upuścił jakiś bliżej niezidentyfikowany, niewielki, twardy przedmiot, który donośnie uderzył o drewniane deski, kompletnie nieadekwatnie do sytuacji. Sam właściciel zdążył się już obrócić w kierunku z którego dobiegł głos, co zaowocowało ukazaniem się w całej jego okazałości, czy raczej jej braku.

Wbrew temu co mag mógł podejrzewać, nie była to wizyta starych znajomych, bowiem teraz stał przed nim jakiś przeklęty młodzieniec. Jego twarz pokrywały pierwsze oznaki blond zarostu, a ostre rysy twarzy zamarły w niemym zaskoczeniu. Dopiero teraz można było zauważyć, że jego prawica dzierży bardzo specyficzny sztylet, który przewinął się już parę razy w ciągu ostatnich godzin. A jego posiadacz jakby momentalnie zapomniał do czego ów przedmiot służy, przede wszystkim próbując pojąć dziwne zachowanie stojącego naprzeciwko osobnika.

Ocena jego najbliższych posunięć była niemożliwa, nawet pomimo dość jasnych początkowych zamiarów, gdyż ludzie potrafili być naprawdę nieobliczalni. Mógł zaatakować, podjąć próbę jakiejś rozmowy czy nawet zacząć uciekać w panice. Pierwszym odruchem było jednak kompletne zamarcie, które na pewno nie wróży dobrze jego przyszłości w podobnym fachu. Xariel natomiast czekał z decyzją, jak odnieść się do całej tej typowo złodziejskiej próby. Zapowiadało się więc na to, że dalszy rozwój sytuacji zależeć będzie tylko od niego i jego najbliższej decyzji. Winien się jednak spieszyć, bowiem wyglądało na to, że element zaskoczenia jest paradoksalnie po jego stronie. A był to atut, który mógł niekiedy liczyć się bardziej niż ostrze w dłoni.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 913
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

15 maja 2014, 20:28

Trochę musiał czekać, ale widok był niemal bezcenny. Niedoszły złodziejaszek, zabójca, czy też cholera wie kto jeszcze zapewne srał właśnie pod siebie, nie wiedząc co też poszło nie tak. Towarzysze wrobili go w cały ten kabaret? A może był zwyczajnie tępy? Sądząc po tym ile zajęło mu otwarcie drzwi obie możliwości były prawdopodobne.
- Coś nie tak? – zapytał perfidnie. Wymierzył włócznię w stronę swojego gościa. Miał nad nim sporą przewagę odległości, nóż, nawet niezwykły, był w takiej walce niemal bezużyteczny. A Xariel miał zamiar to wykorzystać, oczywiście. Cały czas mierząc grotem włóczni w pierś chłopaczyny, tak, aby ten zmuszony był do trzymania bezpiecznego dystansu ruszył wzdłuż ściany.

Plan był prosty, miał zamiar odciąć swojego gościa od wyjścia i zmusić wymierzoną weń bronią, aby cofnął się pod ścianę. Zakładając, że chłopak nadal będzie stał w miejscu jak debil, to będzie mógł to spokojnie i powoli zrobić. W innym wypadku prawdopodobnie będzie zmuszony działać szybciej, albo też nieproszony odwiedzający zdoła uciec, jednak byłoby to niepożądane. Kiedy już zamknie drzwi w pomieszczeniu zapanuje większy pomrok, co oczywiście da mu przewagę, gdyż nie miał wątpliwości, że widzi w ciemności lepiej niż jego gość.

- Masz mi coś ciekawego do powiedzenia? – zagadnął, jakby nigdy nic. Skoro już miał okazję, to dobrze by było dowiedzieć się jak najwięcej. Po co przyszedł, o organizacji, do której należy, wszystkiego. O ile będzie chciał w ogóle gadać. Kotołak miał wątpliwości co do tego, co też powinien uczynić. Zabić? Czy to było potrzebne, albo w jakikolwiek sposób korzystne? Raczej nie, zostawienie tutaj trupa prawdopodobnie byłoby kiepskim rozwiązaniem i mogło się zemścić w przyszłości. Z drugiej strony, ciężko mu też było kazać wypierdalać. Kątem oka Xariel starał się zauważyć co chłopak upuścił na podłogę, ciekawość jak zwykle musiała dorzucić coś od siebie do jego zachowania.

Mimo wszystko oczekiwał, że nie zostanie zaatakowany. Raz, że byłoby to zwyczajnie głupie, jeśli jego przeciwnik nie miał w zanadrzu czegoś naprawdę dobrego, próba walki sztyletem z włócznią była bez sensu. W dodatku nadal zdawał się być zaskoczony, a tak bezczelne powitanie go w pomieszczeniu musiało nieźle namieszać mu w głowie. Czyżby dwójka elfów namyśliła się i przysłała do niego zabójcę? Zdawało się to bez sensu, mieli wcześniej okazję, której nie wykorzystali. Teraz ta nieudana próba mogła się na nich zemścić. Choć, może jego zadanie było inne? Miał coś przynieść, zostawić, przekazać, zabrać, ukraść? Nie sposób stwierdzić, póki sam nie powie.

Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

16 maja 2014, 01:37

MG

Xariel zapragnął dostać się do informacji w których posiadaniu był młody chłopaczyna, który teraz stał naprzeciwko niego, raczej kwalifikując się jako ewidentny przeciwnik. Przeciwnik, dzierżący teraz w ręku dość interesującą broń, która jednak wycelowana była gdzieś w podłogowe deski, zupełnie niezgodnie z jego przeznaczeniem. Wydawał się być przy tym kompletnie nieobecny i zagubiony, jak gdyby zapomniał po co właściwie tu przyszedł. Nic tak jednak nie motywuje do działania, jak spory zapas adrenaliny oraz zawiązanie akcji. Gdy więc kotołak powziął pierwsze kroki w celu uniemożliwienia przeciwnikowi ucieczki, ten jakby zbudził się z głębokiego snu, momentalnie unosząc swój oręż wyżej w agresywnym geście.

Podstawowe założenia obejmowały przyciśnięcie go do ściany, dosłownie i w przenośni, by potem gospodarz mógł wpaść w posiadanie wszystkiego co był w stanie mu zaoferować. Sam blondyn raczej nie rozgryzł jego planu, lecz w mig pojął, że jego zadanie jest z góry skazane na porażkę. Ciężko było orzec, jak wiele właściwie udało mu się ujrzeć w ciemnościach, jednak po początkowym zachowaniu można śmiało założyć, że doskonale pojmował grożące mu niebezpieczeństwo. Zdecydował się więc na coś, co przypominało raczej pewien akt desperacji, aniżeli świadome działanie.

Dzierżony w ręce przedmiot uniósł jeszcze wyżej, tylko po to by z głośnym jękiem rzucić nim w kierunku futrzanego celu, stojącego niespełna pół kroku od niego. Mimo, że było to raczej dziwne działanie, zapewne miało na celu wywołanie jakiegoś konkretnego efektu. Reakcja kociego rywala była niemal natychmiastowa i objawiła się w postaci szybkiego usunięcia się z toru lotu, a raczej próby podobnego działania. Nie starczyło mu bowiem czasu, by w pełni ominąć ząbkowane ostrze. Zahaczyło mu o ramię, co jednak przysporzyło mu więcej strachu niż faktycznego bólu, ponieważ dostał zdecydowanie bezpieczniejszą rękojeścią. Sam napastnik wykorzystał tę krótką chwilę na otwarcie drzwi na oścież, tak aby osłonić się przed ewentualnym atakiem ostrego grotu włóczni. Niespełna kilka sekund później był już za drzwiami, a nim Xariel zdążył do nich podejść, jasny korytarz był już kompletnie pusty. Wszystko działo się wyjątkowo szybko, tym bardziej biorąc pod uwagę początkową ociężałość wydarzeń.

Odwiedziny zakończyły się więc wyjątkowo ugodowo, tym bardziej biorąc pod uwagę ich prawdopodobny cel. Sam szczyl zostawił po sobie jedynie dwie rzeczy, które spoczywały teraz na ziemi, teraz widoczne o wiele lepiej niż wcześniej. Upuszczony wcześniej, twardy przedmiot okazał się być niczym innym, jak po prostu karczemnym kluczem do jego pokoju. Ewentualne porównanie go z tym wręczonym od karczmarza nie mogło pozostawiać wątpliwości, bowiem były wykonane niemal idealnie na swoje podobieństwo. Drugim był oczywiście dostrzeżony znacznie wcześniej sztylet, który prawdopodobnie był teraz jego własnością. Po bliższych oględzinach również okazał się być udaną kopią, choć nie miał możliwości porównania.

A świat wokół ponownie zamarł, z dominującym wszędzie brakiem jakichkolwiek dźwięków życia. Był środek nocy, a całe to zamieszanie rozegrało się na tyle szybko, że wszystko pozostało kompletnie niezauważone przez otaczający ich świat. A że skurczybyk nawet uciekał stosunkowo cicho, to na próżno było wypatrywać odwiedzin oberżysty. Wyglądało na to, że reszta nocy będzie już znacznie mniej ciekawa i obfita w niespodzianki. Mógł więc w spokoju wrócić do średnio luksusowego łoża, a by dospać resztę Morinhtarowej nocy. Oczywiście, pod warunkiem, że Xariel w ogóle postanowi kłaść się spać po tej nagłej pobudce, jaką ufundował mu przeklęty włamywacz. Albo jeśli w ogóle będzie jeszcze w stanie położyć się po czymś takim.

>>>Z góry mówię, że przez resztę nocy nie czekają Cię żadne niespodzianki. Oczywiście zależnie od tego, na co się teraz zdecydujesz.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 913
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

17 maja 2014, 20:24

Trzeba przyznać, że jeśli chłopak coś umiał, to spierdalać. Kotołak mimowolnie dotknął swojego ramienia, jednak pod palcami nie poczuł ani krwi, ani też rozciętego materiału. Zapewne ta broń nie była w żaden sposób przystosowana do rzucania, albo też ktoś nie umiał rzucać. Człowiek dość szybko zniknął za drzwiami i popędził korytarzem, raczej nie było sensu go ścigać. Xariel zamknął drzwi i podniósł z ziemi klucz, który to wcześniej został na nią upuszczony. Istniała duża szansa, że chłopak otrzymał go od karczmarza, więc warto będzie się przekonać co też ten osobnik będzie miał z rana do powiedzenia.

Tym razem zakluczył drzwi, zastanawiając się, czy też dysponuje ktoś do nich jeszcze jednym kluczem, czy też właśnie odciął się od świata zewnętrznego, a biedny właściciel musiałby wywarzyć drzwi. Hm, "biedny". Niemniej jednak, nie miał zamiaru pozostać tu dłużej niż było to konieczne. Albo raczej wygodne.

Położył włócznię i oba posiadane przezeń noże obok łóżka. Rozbawił go fakt, że zarówno nowy nabytek, jak i jego stary nóż są w różnym stopniu ząbkowane. Niemalże przeznaczenie. Przysiadł na łóżku nie wiedząc co tak właściwie robić. Ta wizyta spędziła sen z jego powiek dość skutecznie, z drugiej strony chętnie odpocząłby póki miał okazję. Oparł się o ścianę i półsiedząc, półleżąc na posłaniu przymknął oczy. Coś jednak nie dawało mu spokoju, spędził tak może kilkanaście minut, pogrążony bardziej w myślach niż faktycznej drzemce. W końcu otworzył oczy i westchnął cicho. Sięgnął po zgubiony przez chłopaka nóż i począł obracać go w palcach przyglądając się tej broni. Materiałowi z jakiego jest wykonana, wszelkim śladom, dziwnemu kształtowi ostrza. Widział już jej zastosowanie, był ciekaw jak wiele drzwi jeszcze jest w stanie otworzyć.

Niewątpliwie ktoś upomni się o tę broń, zapewne była dla całej tej organizacji zbyt wiele warta, aby tak po prostu go z nią zostawili. Nie mieli nawet pojęcia czy i jak może ją wykorzystać, ile wie, skąd się wziął, co ma zamiar robić. Przyjdą jeszcze dziś w nocy? Jutro? Trudno wiedzieć czego w ogóle oczekiwali, skoro przysłali chłopaka, aby go zabił. Pewne było, że byli niemożebnie tępi, gdyż mogli spróbować zrobić to wcześniej, a on posłany był, może nieco doświadczonym, ale nadal spanikowanym chłopakiem.

Minęło sporo czasu nim Xariel w końcu usnął, z dziwnym nożem na kolanach. Z rana musiał zebrać wszystkie swoje rzeczy i zejść na dół karczmy, w końcu wynajął pokój na jedną noc. Ząbkowany nóż już w takim wypadku był źródłem kłopotów, gdyż nie miał na niego żadnej pochwy. Będzie musiał nieść go w ręce i zwracać na siebie uwagę. Ale cóż, zaradzi temu jakoś gdy wyjdzie na miasto. Tymczasem wiedział już, że pierwszą rzeczą jaką zrobi będzie podejście do kontuaru, położy na nim dwa identyczne klucze i spojrzy na karczmarza wyczekująco. Może tym razem zdoła dokopać się do jakichś wyjaśnień.

Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

21 maja 2014, 00:11

MG

Reszta pozornie niespokojnej nocy, jak i specyficzny, bo Morinhtarowy poranek, minęły już swoim własnym tempem. Właściciel nie przybiegł wraz z pierwszymi promieniami magicznych świateł za oknem, a ilość ludzi grzebiących przy zamkach ograniczyła się do zera. Nie oznaczało to jednak, że o niedawnych wydarzeniach można było tak po prostu zapomnieć, tym bardziej, że leżąca na kolanach kotołaka broń, dobitnie przypominała mu o zaistniałej niedawno w tym miejscu sytuacji.

Obita ciemnobrązową skórą rękojeść, dość szeroka jak na sztylet zresztą, wykonana była pieczołowicie i dokładnie. Widać było, że ktoś dołożył wszelkich starań, aby prezentowała się nienagannie oraz zgodnie z pewnymi założeniami. Dalej wychodziło długie na około dwadzieścia centymetrów, wykonane z błyszczącej i porządnej stali ostrze, ze wspomnianymi już wielokrotnie ząbkami po jednej stronie. Broń była jednosieczna, choć jeśli był to ten sam, dobrze znany mu przedmiot, to jego przeznaczeniem wcale nie była walka. Cała reszta prezentowała się raczej normalnie, na próżno było szukać jakichś wskazówek dotyczących właściciela bądź szczególnych inskrypcji. To był po prostu sztylet.

Co więc mu pozostało? Musiał iść na dół, dzierżąc ten dość nietypowy przedmiot w dłoni, i oddać karczmarzowi jego klucz. Czy może nawet dwa jego klucze, jako że udało mu się wpaść w posiadanie jeszcze jednej jego kopii. Jak więc zaplanował tak zrobił, a po paru minutach był już na dole, rozglądając się uważnie po głównym pomieszczeniu. Pora była wczesna, co wywnioskować można było po bardzo niewielkiej liczbie gości. Jednak Ci, którzy postanowili odwiedzić ten przybytek jak najwcześniej, bądź najzwyczajniej w świecie również spędzali tu noc, stłoczeni byli zaraz przed głównym wejściem. Jedynie stojący za ladą mężczyzna nie ruszał się ze swojego ukochanego miejsca, niezainteresowany zbieraniną.

Gdyby uważniej przyjrzeć się powodom owego zamieszania, dostrzec można było dobrze widoczną kałużę krwi, wokół której zgromadziły się najróżniejsze osobistości. Właściciela posoki nie było widać, jako że prawdopodobnie został przed chwilą wyniesiony, raczej w charakterze trupa, sądząc po ilości czerwonego cieczy. Jednak jak to zwykle bywa, ludzie i nieludzie bardzo lubili się w plotkowaniu, toteż nietrudno było parę rzeczy usłyszeć. Rozchodziło się o jakiegoś faceta, który leżał niemal do samego rana pośród własnej krwi, ze strzałą wystającą z posiniałego gardła. Co ciekawe, nikt nawet nie zastanawiał się jakoś szczególnie nad sprawcą owego morderstwa. Większość pytań dotyczyła powodu, dla którego jegomość został "ukarany".

Zbiorowisko rozeszło się jednak stosunkowo szybko, toteż Xariel mógł w spokoju udać się do głównego celu swojej porannej wycieczki. Klucze trzasnęły głucho o blat, zwracając tym samym uwagę ich prawnego posiadacza. Oberżysta tylko spojrzał na oba przedmioty, by niespiesznie podejść i jednym ruchem zagarnąć oba w swoje ręce. Na tym najwyraźniej miał zamiar skończyć całe spotkanie, napotykając jednak tym samym wyczekujący wzrok klienta, postanowił łaskawie się odezwać.

- Rad jestem, że znalazłeś drugi klucz, od dawna się za nim rozglądałem. Będę o tym pamiętał, gdybyś chciał jeszcze kiedyś nas odwiedzić – powiedział, znów odwracając swoją uwagę od kociego rozmówcy, niemal momentalnie po wypowiedzeniu swojej kwestii. Zdecydowanie nie zależało mu na dalszym kontynuowaniu wymiany zdań, co zresztą starał się ukazać paroma charakterystycznymi gestami. Nie wyglądało to jednak jakby próbował w dziwny sposób się wywinąć, a przypominało bardziej próbę zatuszowania czegoś, tyle że w wyjątkowo niezwykły sposób. Kompletną ignorancją.

Zerkał więc już tylko nań przelotnie, obsługując przy tym poranne zamówienia reszty gości. W pomieszczeniu było jedynie kilka osób, w tym żadnej "znajomej" elfiej twarzy. Jakiś długowłosy mężczyzna w długiej szacie jadł coś ze sporej misy, dwóch zwykłych mieszczuchów zażarcie o czymś dyskutowało, a jeden ze strażników miejskich dokładnie lustrował pomieszczenie, raz po raz obracając głowę w kierunku zaschniętej plamy przy wejściu. Nie minęło zbyt dużo czasu, nim jego bystre spojrzenie przykuł pewien trzymany na widoku sztylet. Ściągnął krzaczaste brwi, posyłając kotołakowi bardzo jednoznaczną wiadomość. Nie ruszył się jednak ze swojego miejsca, wciąż doglądając reszty pomieszczenia i obecnych w nim osób, jakby nie chcąc wyciągać pochopnych wniosków. Niewątpliwe jednak, że w końcu prawo zainteresuje się tą zdobyczą, a wtedy może zrobić się już znacznie mniej ciekawie.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 913
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

25 maja 2014, 01:33

Kurwa. Niewątpliwie karczmarz od bardzo dawna rozglądał się za zgubionym kluczem, konkretniej od ostatniej nocy. Zachowanie tego typa było co najmniej dziwne, a jak na razie kotołak nie miał pomysłu w jaki sposób mógłby podejść osobę tak nieprzejętą czymkolwiek o obojętną. Musiał się pogodzić z faktem, że tym razem niczego się nie dowie. Następnym też zapewne nie, jeśli taki nastąpi.

Tymczasem uwagę jego zwrócił inny fakt, ślady po, jak mniemał, morderstwie, które musiało dokonać się tutaj w nocy. Trzeba przyznać, że był to temat interesujący, a czysta ciekawość nie pozwalała mu nie zbliżyć się tam i nie posłuchać co też mówi się na temat tych zdarzeń. Może był to ktoś ważny? Ba, zapewne był to ktoś ważny. Któż przejmowałby się zabijaniem żebraka w karczmie? Pytanie jednak, w jaki sposób osoba ta była ważna.

Xariel już miał najzwyczajniej w świecie się tam zbliżyć, gdy zaszło pewne nieoczekiwane zdarzenie, które sprawiło, iż miał ochotę kląć na samego siebie i wszystkich wokoło. Sztylet, który zdobył na niedoszłym złodzieju, mordercy, czy bogowie wiedzą kim najwyraźniej był czymś szeroko rozpoznawalnym i zwrócił uwagę strażnika miejskiego. Co jak co, ale strażnik miejski był ostatnią osobą, której uwagi pragnął kotołak. Miał dość problemów i bez tego. Odetchnął z ulgą, gdy obecność broni nie wywołała natychmiastowej reakcji. Może nie było tak tragicznie?

Tym razem Xariel postanowił przezornie schować sztylet pod swoją szatę, problemem jednak pozostawało jak tez ma zamiar to zrobić, aby nie stanowił on większych problemów. Ostatecznie stwierdził, że upchnięcie go za pas może nie było rozwiązaniem najwspanialszym z możliwych, jednak biorąc pod uwagę jego budowę w miarę bezpiecznym. Do czasu, aż nie znajdzie się coś lepszego będzie musiał zdzierżyć obecność nagiego żelastwa przy swoim boku.

Po ukryciu noża, z braku lepszych opcji wrócił do poprzednich planów, wstał i zbliżył się nieco do plam krwi, oraz obecnych tam osób. Chciał usłyszeć coś interesującego, bardzo chciał.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

24 cze 2014, 21:03

MG

Wizyty w Morinhtarze, kotołak nie mógł na razie zaliczyć do zbyt udanych. Zaraz po rozpoczęciu jego starań o zdobycie informacji, został ogłuszony i dostał przykaz by nie wciskał nosa w nie swoje sprawy. Jego duma została urażona, gdyż dał się złapać naprawdę łatwo. Póki co, postanowił jeszcze zostać w karczmie, a przy okazji dowiedzieć się więcej o morderstwie, które miało tutaj miejsce. Najwidoczniej nie tylko Xariel miał w nocy jakieś problemy.

Strażnik miejski co jakiś czas zerkał w stronę maga, który zdążył już ukryć charakterystyczny sztylet by nie przyciągał więcej nieproszonej uwagi. Każde wydarzenie przyciągało gapiów, którzy teraz zastanawiali się na głos, za co został ukarany nieszczęśnik, którego krew zdobiła teraz podłogę karczmy. Kotołak zbliżał się powoli do pięciu dyskutujących mężczyzn. Na pierwszy rzut oka, wszyscy wyglądali na przedstawicieli rasy ludzkiej. Żaden z nich nie wyróżniał się ubiorem lub jakimiś innymi cechami. Gdyby Xariel przyjrzał się uważniej, mógłby zauważyć, że wszyscy są obywatelami Morinhtaru. Podchodząc coraz bliżej, wprawne, kocie ucho mogło wychwycić niewielką część rozmowy.

– …młodzik, sprzątał w Akademii.

– Widocznie nie spełnił ich oczekiwań. – Usłyszał kotołak. W tym samym momencie, w którym już był przy plamie posoki, jeden z mężczyzn, spostrzegł nadchodzącego futrzastego osobnika i natychmiast zamknął gębę, z której najprawdopodobniej miały się wydostać kolejne słowa na temat zmarłego nieszczęśnika. Pozostali rzucili niezbyt przyjemne spojrzenia w stronę Xariela i po prostu się rozeszli, zmierzając do jednego ze stolików by kontynuować rozmowę w spokoju. Najwyraźniej nie mieli ochoty na pogawędkę z przybyszem z zewnątrz. Kotołak teraz mógł sobie dokładnie obejrzeć teraz krew na podłodze lub podejść i pogawędzić ze strażnikiem, który znajdował się niedaleko plamy i co jakiś czas zerkał w jego stronę. Mógł też powrócić do wcześniejszej taktyki i spróbować podsłuchać jakąś rozmowę. Wyboru nie miał zbyt dużego, przy jednym ze stolików dwóch jegomości dyskutowało o czymś, a przy drugim siedziała wspomniana wcześniej piątka mężczyzn. Co jakiś czas w stronę futrzastego osobnika były rzucane spojrzenia niechętne, ale i wyrażające pewną ciekawość.

Xariel mógł również opuścić karczmę, ale gdzie by się udał? Wypełnianie postawionego zadania nie szło mu na razie najlepiej, chociaż nie przebywał w tym mieście długo. Dostał jednak poważne ostrzeżenie już na samym początku. Pytanie tylko, czy brał je pod uwagę, czy też zamierzał zaryzykować i dalej próbować jakieś informacje. Mimo początkowych niepowodzeń, coś jednak miał. Choćby to były tylko dziwny nóż i przemyślenia, wnioski, które mógł wyciągnąć po poprzedniej nocy.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 913
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

25 cze 2014, 15:32

Kotołak zignorował rozmawiających mężczyzn i przystanął nad plamą krwi, przyglądając się śladom zabójstwa. A przynajmniej udawał że to robi, przecież nie mógł przyznać się, że właśnie ich słuchał. Podobnież był to ktoś z Akademii… interesujące, ale Xariela bardziej zajmował teraz nowo zdobyty nóż i organizacja, która się z nimi obnosiła. Kim byli, na co liczyli przysyłając doń tego chłopaka?

Nie mógł powstrzymać się od delikatnego uśmiechu, gdy mężczyźni oddalili się w stronę stołu. Nie uciekną przed kocim słuchem, nawet tam zapewne mógłby uch usłyszeć. To też miał zamiar zrobić, jeszcze przez krótką chwilę, może wspomną coś ciekawego. Przystanął nad plamą krwi, szukając jakiejkolwiek aury, która świadczyła by o tym, że użyto tutaj jakichś zaklęć. Głęboko wciągnął powietrze, jakby miało mu to pomóc, rozejrzał się.

Czuł na sobie wzrok innych, w Morinhtarze odczuwał go nawet bardziej niż zazwyczaj, ale ludzie zawsze się gapili. Kotołak, niecodzienny widok. Pewnie złodziej, morderca i bogowie wiedzą co jeszcze. Dalekie od prawdy, choć ostatnimi czasy zadziwiająco zaczął się do tego stereotypu zbliżać. Mimowolnie powędrował myślami do leżących zapewne nadal w jaskini zwłok, oraz posiadanego noża. Tak, coraz bardziej.

Chcieli by spędził tu noc, teraz już wiedział, że po to, aby przysłać tego gówniarza. Co prawda był to kiepski wybór, nadal nie rozumiał co też było ich celem. Zabicie go? Wątpliwe, byłoby to nielogiczne i zwyczajnie bardzo głupie. Mieli okazję wcześniej, teraz już ją stracili. Tym razem będzie musiał być ostrożniejszy. Zapewne będą chcieli odzyskać pozostawiony przez tego głupka nóż.

Tymczasem Xariel po obejrzeniu śladów morderstwa ruszył do drzwi wyjściowych, nie było sensu dalej tu siedzieć. Chcieli, żeby został na noc, trzeba przyznać, iż trochę liczył na to, że złożą mu wizytę i czegoś ciekawego się dowie. Nic z tego nie wyszło. Wszystko jednak ma swoje plusy, miał teraz dostęp do tuneli pod miastem, zakładając, że wszystkie przejścia były otwierane tym właśnie "kluczem". Pytanie, czy warto było tam schodzić i ryzykować napotkanie kolejnych członków dziwnej organizacji.

Powietrze przed karczmą niewątpliwie było niewiele świeższe niż wewnątrz, była to przecież cholerna jaskinia. Zadziwiające, że jeszcze się tutaj nie podusili, czyżby to też była zasługa sławetnej Akademii? Kotołak mimowolnie uniósł wzrok, rozglądając się za wykutym w ścianie potężnym gmachem szkoły. Widać go było niemal z każdego miejsca w mieście. Ogromna mozaika zamku osadzona w skale. Jak wiele korytarzy i pokoi się tam kryło? Czy podziemne tunele prowadziły również do tego miejsca? Czy ktoś tam o nich wiedział? Tyle pytań, a nie miał gdzie szukać odpowiedzi.

Postanowił przejść się po mieście, a nuż trafi na coś ciekawego. Cokolwiek wartego uwagi, podsłucha jakąś ciekawą rozmowę w którejś z bocznych uliczek, wyczuje jakiś niecodzienny zapach? Biedni ludzie, nawet przez myśl im nie przechodziło jak marne są ich zmysły. Nawet pod tym względem częstokroć okazywali się gorsi. Dla niego to miasto żyło milionami szmerów, a niemal każdy mógł wyłowić, zrozumieć, odnaleźć jego źródło. Słusznie się bali i zerkali nerwowo w jego stronę.

Paradoksalnie ostatnie wydarzenia sprawiły, iż zaczynało mu się tu podobać. Jego duma co prawda ucierpiała, jednak tylko ona. Może będzie miał jeszcze okazję się odegrać na tej dwójce. Tymczasem Xariel ruszył główną ulicą, powolnym krokiem przemierzając miasto, zerkając po bocznych uliczkach i nasłuchując.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

27 cze 2014, 22:46

MG

Kotołak zbliżył się do plamy krwi i zaczął się jej przyglądać. Nie wyczuł jednak w pobliżu niej żadnej magii. Sama posoka, która już zdążyła dawno wsiąknąć w deski, też nie wyglądała jakoś nadzwyczajnie. Rozejrzał się dookoła powoli, ale nie zauważył żadnych, innych śladów, które mogłyby podpowiedzieć cokolwiek Xarielowi. Dopiero wciągnięcie powietrza coś dało. Niemal niezauważalny, delikatny zapach, unosił się nad plamą krwi, dla większości osobników, niemożliwy do wyczucia. Był zdecydowanie inny od powietrza w karczmie, nieco drażnił zatoki, jednak już zanikał. Istota o czarnym futrze, nie mogła go jednak rozpoznać. Sama obecność dziwnej woni na miejscu morderstwa mogła być co najmniej zastanawiająca.

Tymczasem w innej stronie karczmy, grupka mężczyzn siedziała przy stoliku i starała się rozmawiać przyciszonymi głosami. Najwyraźniej nie chcieli by ktoś ich podsłuchiwał, ale nie mogli wiedzieć, że kotołaki mają lepszy słuch niż ludzie. W końcu byli tylko prostymi mieszczanami. Do uszu Xariela doleciała ich rozmowa, jednak nie zawierała zbyt wielu interesujących szczegółów. "Lubią rozgłos, ale lepiej o nich za dużo nie mówić."; "Młody musiał bardzo zawalić sprawę, ale sam się o to prosił"; "Tutaj można zginąć za byle błahostkę." – To były jedyne, godne uwagi zdania. Mężczyźni po chwili zmienili temat i zaczęli rozmawiać o interesach i innych nieistotnych dla kotołaka rzeczach.

Po obejrzeniu miejsca zbrodni i podsłuchaniu rozmowy, kotołak ruszył do wyjścia. Nim jednak zdążył dotrzeć do drzwi, drogę zastąpił mu strażnik miejski, który wcześniej okazał zainteresowanie przedmiotem, w którego posiadanie wszedł nie tak dawno czarnofutry. Nie wyróżniał się jakoś specjalnie spośród innych strażników, których Xariel już widywał w swoim życiu niejednokrotnie. Twarz też miał bardzo pospolitą, nie wyróżniająco się niczym. Szybkie oględziny mogły wykazać pałkę, która była okuta na końcu metalem jako uzbrojenie. Mężczyzna był nieco niższy od kotołaka, ale szerszy w barkach.

- Pokaż mi swój glejt. – Rzekł beznamiętnym głosem, gdy Xariel stanął przed nim. Żadnej prośby, po prostu rozkaz. Straż nie przywiązywała większej wagi do uprzejmości, zwłaszcza, gdy nie miała do czynienia z ważną osobistością lub obywatelem miasta. Mężczyzna nie wyrzekł swego żądania zbyt głośno, nie mniej jednak, kilka osób obejrzało się w stronę dwójki osobników, którzy stali przy wejściu. Jedynie karczmarz nie zwracał na nic uwagi, zajmując się swoimi sprawami. Niektórzy mogliby być nieco zaskoczeni powodem rewizji, ale kotołak mógł się domyślać dlaczego został zatrzymany. Póki co, nie był jednak w poważnych tarapatach. O ile tylko posiadał glejt, który dostał na początku przy bramie.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 913
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

28 cze 2014, 23:22

No pięknie. Właśnie ściągnął na siebie uwagę straży miejskiej, czyli ostatnią rzecz, jakiej pragnął w tym mieście. Ba, ściągnął na siebie uwagę zarówno straży miejskiej, jak i środowiska przestępczego za jednym razem. W gruncie rzeczy mógłby to uznać za pewien sukces. Gdyby nie stało się to w tak marny i niekontrolowany sposób.

Szczęśliwie strażnik nie zadawał zbędnych pytań, ani nie robił nic głupiego. Zażądał jedynie glejtu, który przecież Xariel miał przy sobie, bez niego pewnie wypieprzyliby go z miasta na zbity pysk. Na krótką chwilę go zmroziło. A jeśli ta dwójka elfów rąbnęła mu glejt? Nie, to niemożliwe. Sami chcieli, aby został w mieście, inaczej by go sprzątnęli i gdzieś schowali. Musiał być na swoim miejscu.

Kotołak pokiwał głową i sięgnął do swojej sakwy, szukając tam wydanego przy bramie papieru. Gdy go odnalazł, bo przecież musiał tam być, pokazał go strażnikowi, niezbyt nachalnie, jednak uważnie obserwując jego reakcję. To, że Xariel miał glejt wcale nie oznaczało końca jego problemów, zapewne nie oznaczało nic, a mężczyzna pytał bo taki był jego obowiązek. Jeśli bardzo chciał udupić napotkanego nieludzia, to, glejt czy nie, zrobi to.

Rewidowany miał jednak nadzieję, iż jego nowy przyjaciel nie będzie szczególnie upierdliwy i widząc glejt pozwoli mu opuścić karczmę i wrócić do poprzednich planów, jakim było zwiedzenie okolicy i, być może, trafienie na coś ciekawego, lub też przydatnego. Xariel chętnie rozejrzałby się za jakimiś śladami niedawnych działań magicznych na zewnątrz, lub też powędrował za dziwnym zapachem, jeśli ten oczywiście był na tyle silny, aby gdzieś go zaprowadzić. Chodź trzeba przyznać, że pierwsza opcja pozostawiała więcej nadziei… i mniej szans na jej zaistnienie.

Ostatnio zmieniony 19 lip 2018, 20:25 przez Gość, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: Poprawka zepsutego BBcode'a [p].

Wróć do „Morinhtar”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 10 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 10 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1041
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Lel
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.