Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki

Bogaty w słoneczne polany i leśne strumyczki Las Cieni potrafi ukazać się również ze swojej jasnej strony. Jednak im dalej na południe, tym mroczniej i niebezpieczniej.
Awatar użytkownika
Posty: 56
Rejestracja: 30 gru 2011, 23:47
Lokalizacja postaci: Zarośnięte jezioro
GG: 6873872

Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki

14 sty 2012, 18:39

Północno-wschodnie granice Lasu Cieni. Nieco rzadszy niż w gęstwinie, mieszany las, drzewa są tu jednak równie wysokie. Głównie ze względu na to, że nie wycięto tych największych ze względu na brak odpowiednich umiejętności do tego. Jest to część zdecydowanie częściej odwiedzana przez zbieraczy z okolicznych wiosek, drwali, myśliwych, wszystkich którzy korzystają z Lasu Cieni by wyżywić swe rodziny.
Jednocześnie jest to też miejsce, w którym bliżej nieokreślona rzeka, płynąca do tej pory niemal przez cały Las Cieni, wypływa wreszcie z niego i kieruje się dalej ku morzu.
To miejsce jest >tu<.
*

Nieczęsto pozwalała sobie na takie podróże na skraj Lasu, teraz jednak jej plan tego wymagał. Podróżowała wzdłuż rzeki, obserwując ją. Była ona poniekąd dość intuicyjnym szlakiem dla tych którzy chcieli zapuścić się w głąb Lasu, większość gości pochodziło jednak bardziej z północy niż wschodu, a przynajmniej takie statystyki posiadała driada.
Dotarłszy ostatecznie na sam skraj jej terytorium, wspięła się wysoko na drzewo i rozejrzała po rozciągających się poza Lasem pustkowiach. Nigdy nie wyściubiła nosa dalej niż teraz i nie wiedziała co może znajdować się gdziekolwiek dalej. Ale nie bardzo ją to obchodziło, a ostatnie co miała teraz na myśli to opuszczenie swojego domu.
Po takiej chwili refleksji, zeszła z drzewa i wybrała sobie spokojny zakątek przy brzegu rzeki, by mogła tam przygotować się do tego co zamierzała zrobić. Poniekąd zabolało ją, że musiała teraz rozpruć misternie przyszytą do sakwy skrytkę. Była zadowolona ze swej roboty, nie mogła nic zarzucić ani użytym materiałom ani samej robociźnie – okazało się to jednak niewystarczające by kamień umilkł. Jeden zręczny ruch i fioletowy amulecik ponownie trafił do jej rąk. Obejrzała go ponownie z krytycznym spojrzeniem.
"Myślę, że Matka najlepiej zdecyduje co z tobą zrobić." – pomyślała sobie, jednocześnie pozbawiając kamyk sznurka, z którym go znalazła. Następnie wcisnęła go do ciasnej skrytki jaką wykonała na skórzanym pasku, którym potem się przepasała.
W chwilę później zajmowała się już rozplątywaniem i przygotowywaniem sieci, którą zrobiła w głuszy. Składała się ona ze sznurków wykonanych ze zwierzęcego włosia, ich jelit i roślinnych pnączy. Rzadko zajmowała się łowiectwem w ten sposób więc nie miała zbyt dużego doświadczenia, jej umiejętności obróbki skóry przydały się jednak na tyle, że potrafiła przygotować solidną sieć.

Puściła swój warkocz wolno, po czym pokonała zamarznięty brzeg rzeki, a potem wpadła już w głęboką, zimną toń. Ogólnie nie robiłaby tego całego cyrku, gdyby po prostu potrzebowała ryby. Ona potrzebowała ryby żywej, do tego możliwie dużej, a jeszcze do tego, takiej która pływa od czasu do czasu do morza.

[ Dodano: Nie Sty 15, 2012 3:59 pm ]
Szamotanie się z siecią, w zimnej wodzie nie należało do najprostszych. Rozstawiła ja jednak w poprzek nurtu rzeki i po dość długim czasie oczekiwania udało jej się schwytać odpowiedni gatunek ryby, co do którego była pewna, że podróżować może po całej długość rzeki, wędrując też poza Las – w stronę morza, czymkolwiek ono było. Nie chciała skrzywdzić ryby, jednak musiała ją wykorzystać, tak by przetransportować kamień jak najdalej stąd. Skoro sama nie bardzo chciała i mogła się stąd ruszać, liczyła że Matka Natura pokieruje rybą zgodnie z tym co będzie najlepsze dla niej samej.
Unosząc się na wodzie, trzymała mocno rybę, nie pozwalając jej uciec. Zręcznym ruchem sięgnęła do pasa i wyciągnęła stamtąd skryty, fioletowy amulet. Brutalnym gestem, bez mrugnięcia okiem, nakarmiła nim rybę, upewniając się, że zrobiła to dokładnie. Zwierzęciu nie powinno z tego tytułu przydarzyć się nic złego, a zalegający w jego żołądku kamień powinien być tam dość bezpieczny, do czasu… Z czułością pożegnała się z rybą, po czym oddała ja nurtowi rzeki. Przyłożyła dłoń do ust i zamknęła na chwilę oczy, wnosząc do Matki Natury cichą modlitwę.
Czym prędzej wyszła z wody, od razu wskakując w najbliższe drzewo, po to by się ogrzać. Nie było już tu dla niej nic i pozbierawszy swoje rzeczy, mogła wracać do głuszy.

zt.
Pozbywam się tu amuletu.
Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Posty: 10
Rejestracja: 29 gru 2014, 16:32
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
GG: 37850199
Karta Postaci: viewtopic.php?p=51543#51543

22 lut 2015, 18:23

Darsamo podążał ciągle za Arkilem wraz ze swoim koniem, któremu kazał iść wolniej by nie przestraszył zwierzyny. Po chwili myśliwy coś zauważył, a po chwili zagadnął paladyna. "Niedźwiedzia!? Nie byłem gotów na coś takiego, ale cóż jego skóra na pewno się nam sprzyda." Darsamo odpowiedział po chwili:
– Nie, nie jadłem, jesteś pewien, że chcesz się porywać na coś takiego? Osobiście nie mam nic przeciwko, ale pozwól mi się przygotować. – Szept paladyna mógł usłyszeć tylko Arkil, kltóry stał obok niego. Pielgrzym podszedł do konia by wziąć swoją tarczę, gdy podszedł do rumaka odwiązał pas, który był przewiązany przez grzbiet konia by bez problemu pochwycić tarczę. Darsamo stanął za myśliwym, który miał dawać dalsze wskazówki, a sam był gotów by posłuchać jego rozkazu co do polowania. W lewej ręce zacisnął uchwyt tarczy, natomiast prawą ręką chwycił rękojeść by szybciej zareagować na słowa Arkila, które miały poprowadzić do upolowania zwierza. Pielgrzym rzekł szeptem do myśliwego:
– Prowadź.
Awatar użytkownika
Posty: 8
Rejestracja: 21 sty 2015, 22:27
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
GG: 15995773
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3403

25 lut 2015, 15:57

Wybacz, że dopiero teraz, ale jak Ci zostało przekazane, niestety miałem dwudniową przerwę w dostawie Internetu.
#justneostradathings

Arkil uwielbiał się popisywać, starał się przy tym robić to jednak jak najbardziej naturalnie. Podobnie teraz – polowanie na niedźwiedzia to niezłe wyzwanie. Nie mniej, półkrasnolud miał świadomość, że by znaleźć tego potwora należy wykazać się nie lada cierpliwością. Sama jednak zaskoczona mina Darasma dawała mu satysfakcję.

– Spokojnie – rzekł uśmiechając się bokiem i nie odrywając oczu od horyzontu. Łucznik wytężał wzrok i starał się dostrzec jakiekolwiek tropy. Patrzył raz to w lewo, raz w prawo, aż w końcu zmarszczył brwi i zatrzymał się.
Spojrzał na kompana przez chwilę, po czym skinął głową lekko w prawą stronę, w kierunku, w którym dojrzał… drzewo obdarte z kory.
– To nie dzieło matki natury.

W tym momencie mina Arkilowi zrzedła. Skonsternował się poważnie, po czym zmrużył oczy. Nie trzeba było być w tym momencie wprawnym myśliwym, by dostrzec wyraźne ślady niedźwiedzich łap na gruncie. "Ciekawe, jak wielki jest…" – zastanawiał się w myślach; i mimo wszystko miał nadzieję, iż niezbyt.

Łowca ściągnął łopatki, wypiął klatkę piersiową, po czym wziął głęboki oddech i chrząknął. Wziął w garść łuk i naprędce przeliczył strzały.
– Bądź szybki – pouczył Darasma, a następnie ją kierować się wolniej, na nieco ugiętych kolanach, w stronę, w którą najprawdopodobniej udał się ich cel.

Awatar użytkownika
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

26 lut 2015, 20:28

MG:

Trudno było zgadywać, gdzie na skraju lasu podział się instynkt wojownika, wielkiego stratega i członka podobnie szanowanego zakonu. Nikt nie wiedział, co kierowało Darsamem, gdy ten postanowił podjąć się samotnego polowania na zająca… mieczem.

Choć oręż należał do tych imponujących, a jego właściciel zawsze nosił go z ogólnie rozumianą dumą, dzisiaj posłużył jedynie za marne narzędzie zajęczej zbrodni, poważnie degradując. Nie było to jednak ostatnie z cudacznych zachowań pielgrzyma. Cóż bowiem z tego, czym zabił swój posiłek, skoro nie skupił się na szczególnie ważnej cesze ofiary?

Należało zadać sobie wpierw pytanie: który zdrowy zając dałby się tak łatwo złapać?, miast cieszyć ze swych zgrabnych umiejętności.

Brak odpowiedniej uwagi, potrzeba zaspokojenia głodu, a może zwyczajna satysfakcja na myśl o szybkiej strawie – powodów mogło być kilka, efektem zostało jedno. Darsamo upolował zwierzę słabe, stare i, czego można było się łatwo domyślić, schorowane. Sprawił je bez żadnych podejrzeń i zjadł ze smakiem.

Niedługo musiał czekać na efekty swojego fatalnego niedopatrzenia.

Udając się na kolejne polowanie z nowopoznanym towarzyszem (ciągnąc za sobą obładowanego konia i tym samym płosząc wszelką wrażliwą na hałas zwierzynę), poczuł pierwsze objawy nieumiejętnie dobranego zająca. Ból brzucha przywitał się spokojnie, regularnymi falami rozchodząc we wnętrzu myśliwego-amatora. Początkowo nie dokuczał za bardzo, a jedynie sygnalizował, że coś było nie tak.

Rosły, dojrzały mężczyzna w sile wieku nie powinien przecież tak reagować na byle jakiego zająca.

Problematyczne stały się coraz głośniejsze odgłosy dochodzące z brzucha Darsama, co mogło irytować jego towarzysza – wszak zaznaczył, jak ważna jest w tym momencie cisza. Wnętrze wojownika nie robiło sobie jednak wiele z tych wytycznych, burcząc i bulgocząc złośliwie oraz coraz boleśniej. Trwało to kolejną chwilę – zaraz potem Darsamo mógł zacząć podejrzewać, że ktoś mu zaszył dorodną cietrzew w środku, tak bardzo się tam kotłowało.

Poczuł nagłą, ostrą potrzebę wydalenia z siebie przeklętego posiłku, co do którego nie miał już najmniejszych wątpliwości – był niezdatny do spożycia. Musiał to zrobić… natychmiast. Śmierdzące, kłopotliwe gazy dekoncentrowały.

Jak miało się jednak okazać, nawet to nie pozwoli mu zapomnieć o zasłużonym bólu, na który zapracował swoją lekkomyślnością.

Awatar użytkownika
Posty: 10
Rejestracja: 29 gru 2014, 16:32
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
GG: 37850199
Karta Postaci: viewtopic.php?p=51543#51543

28 lut 2015, 17:25

Ból brzucha Darsama był nieznośny po czym Lorveniusz stwierdził, że musi iść załatwić czynność, której nie zdarzyło mu się jeszcze robić w lesie.
– Poczekaj, Arkilu. – Rzekł Darsamo do towarzysza. Po chwili pielgrzym poszedł za drzewo, które znajdowało się kilka metrów od niego, by mógł spokojnie wydalić z siebie posiłek, który był nieświeży. Paladyn zdjął płaszcz, po czym przewiesił go przez konia, tak samo uczynił z tarczą. Nie położył jej na ziemi, a przewiązał przez grzbiet zwierzęcego towarzysza. Pielgrzym opuścił spodnie, oraz bieliznę, chwilę później przykucnął. Arkil mógł usłyszeć ciche jęki Darsama, które spowodowane był bólem brzucha. "Psia mać… To nie ma końca. Czy długo będę musiał jeszcze tutaj siedzieć?" Ale było coś co sprawiało, że paladyn mógł się oderwać od wydalania jakże rzadkiego stolca. Były to otaczające rośliny i ich woń. Zapach roślin był silniejszy niż odchody pielgrzyma. Darsamo doszedł do wniosku, że już z jego odbytu nic nie wyjdzie, po czym postanowił wziąć wielki liść by mógł się nim podetrzeć. Lorveniusz założył z powrotem bieliznę, oraz getry, ściagnął płaszcz z konia i przewiązał go przez szyję. Po chwili paladyn zauważył, że obładowany koń tylko płoszy zwierzynę, więc stwierdził, że lepiej będzie jeśli opuści myśliwego i zostawi go samego by mógł zapolować. Darsamo podszedł do Arkila i rzekł:
– Przykro mi, mój koń płoszy zwierzynę, więc muszę cię opuścić. Oczywiście mogę poczekać aż coś upolujesz, lub po prostu możesz ruszyć ze mną.
Awatar użytkownika
Posty: 8
Rejestracja: 21 sty 2015, 22:27
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
GG: 15995773
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3403

09 mar 2015, 22:10

Arkil kazał być paladynowi szybkim; ten zaś… faktycznie – szybkim był, jednak miast dobyć w ten sposób broni – chyżo pobiegł w krzaki. Półkrasnolud nie wiedział z początku jak zareagować, acz po krótkiej chwili zdecydował się udawać, iż nic się nie stało. Spuścił wzrok i zaczął szturchać nogą jakiś przypadkowy kamień. Długo nie został już postawiony w tak krępującej sytuacji. Udawał, że stara się coś wypatrzeć między drzewami, cicho zagwizdał, a następnie oglądał bród pod paznokciami.
Gdy rycerz stękał, Arkil zaciskał oczy i wykrzywiał usta w grymasie i kręcąc głową; nie chcąc tego słyszeć. Gdy czas zaczął się łucznikowi dłużyć, przykucnął sobie i już jął się zastanawiać, czy nie zaoferować Darasmowi pomocy; ten na szczęście poradził sobie sam i znów dołączył do kompana.

Pielgrzym, dzięki Lorven, nijak nie skomentował zaistniałej sytuacji. Półkranolud również nie miar zamiaru, a z jego jego przymrużonych ślipi wynikało, iż zostanie to między nimi.
- Koń… – zamyślił się, a po chwili otrząsnął. - Faktycznie. Szkoda, że tak się złożyło. Nie chcę, żebyś musiał na mnie czekać – odrzekł. W myślach przewinęło mu się tylko: "tak, jak ja na ciebie przed chwilą…". - Ruszaj śmiało, jeśli los będzie nam sprzyjał, być może nasze ścieżki znów się przetną – może w tym lesie, może w innym, a może w Wolenvain. – Mówiąc to miał już z tyłu głowy, gdzie będzie chciał się udać po polowaniu.

Łucznik żałował w głębi swego szczerego serca, że tak krótko dane mu było obcować z samotnym wędrowcem, a najbardziej wyraźnym śladem po nim w jego pamięci zostanie luźny stolec… gdzieś tam pod drzewem, obok którego Arkil na pewno nie będzie miał zamiaru się przechadzać. Oby to wspomnienie szybko uszło mi z głowy… – powtarzał sobie w myślach.
- Żegnaj, panie. I oby bogowie ci sprzyjali – ukłonił się z serdecznym uśmiechem, po czym nie oglądając się jął kierować się dalej w las, w kierunku, w którym najprawdopodobniej pierzchnął jego obiad.

Awatar użytkownika
Posty: 46
Rejestracja: 08 maja 2012, 17:54
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
GG: 4052074
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1883

17 lis 2015, 21:42

Miał wrażenie, że świat wokół niego przyspieszył. Mrugnął raz i pąki zmieniły się w kwiaty. Wiosna przeistoczyła się w lato. Pory roku gnały niczym koń w galopie po bezkresnych polach. Ile to już czasu błąkał się po tym lesie. Zapomniany, porzucony, niemogący przypomnieć sobie nawet skrawka tego, kim był za życia. Właśnie, tego faktu nie mógł w żaden sposób podważyć. Był martwy, zjawą, która z jakiegoś powodu została skazana na tułaczkę. Z każdym kolejnym dniem coraz bardziej nienawidził tej puszczy. Nikt go nie widział, nie mógł zaznać ciepłego dotyku żywego ciała. Jego głos był tylko niczym ledwo słyszalny świst wiatru, którego nikt nie potrafił zrozumieć. Dlatego milczał i tylko bogowie wiedzą, od jakiego czasu. Po co zresztą otwierać niematerialne usta skoro twego krzyku nikt nie usłyszy? Duch osoby, która kiedyś zwała się Basilusem. Tylko tyle wiedział o sobie.

Tego dnia tułał się jak zawsze bez celu. Przelatywał swoim niematerialnym ciałem przez drzewa. Nie pamiętał, kiedy w ogóle przestał je unikać. W pewnym monecie dostrzegł, że dotarł do skraju lasu. Miejsca, które praktycznie nie odwiedzał. Bo, po co? Co by to zmieniło?
Raptem zauważył jakiś ruch. Podleciał w tamtą stronę i natrafił na człowieka w jednoznacznej sytuacji. Nie pamiętał dokładnie, czym była owa czynność, ale zdawał sobie sprawę, że żywi muszą od czasu do czasu ją wykonywać by pozbyć się zbędnego balastu. Gdy tak przyglądał mu się dłuższą chwilę coś zaczęło swędzić jego martwą już duszę. Jakby stara, dawno temu zadana rana. Basilus miał jednak pewność, że to nie z winy tego człowieka. Zjawa, która nienawidziła wszystko, co żywe czuła względem owego osobnika… sympatię. Nie miłość, a coś na zasadzie braterstwa. Tylko dlaczego. Nagle duch zamarł w powietrzu. Przed jego pustymi oczyma pojawiła się postać w złotej zbroi, która dosłownie lśniła w blasku chwały. Chciał dostrzec jego twarz, ale nie mógł.

Gdy się ocknął zauważył, że owy człowiek zaczął odchodzić, a Basilus poleciał tuż za nim. Coś przyciągało go do niego. Coś dzięki temu osobnikowi sobie przypominał.

Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 382
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

MG-post: Skraj lasu cieni - brzeg rzeki

20 sty 2019, 18:06

MG

Basilus tułał się po Lesie Cieni, podążając za każdym, kto znalazł się w zasięgu jego percepcji. Jednak przy żadnej z napotkanych istot nie udało mu się pozostać na tak długo, by jakkolwiek się z nimi porozumieć czy na nie wpłynąć. Niektórzy posiadali wierzchowce, za którymi nie był w stanie nadążyć, inni za to powodowali u niego niezrozumiały niepokój i gniew - szczególnie jak wyglądali nieco inaczej niż normalni ludzie.

Zresztą i tak największym problemem było porozumiewanie się. O ile był w stanie usłyszeć i zrozumieć ludzi i inne istoty, to komunikacja w drugą stronę w ogóle nie działała. Nieważne jak głośno by krzyczał, nikt nie był w stanie go usłyszeć. Mogło to doprowadzić do szewskiej pasji.

Zrezygnowany spoczął nad rzeką, tuż u skraju Lasu Cieni - bo cóż tu zrobić, jak nic zrobić się nie da. Wtem nagle usłyszał:

- Jak można cię wydać za mąż, siostro, jak za każdym razem taki ambaras?! I teraz jeszcze zamiast jechać traktem, musimy się tułać bezdrożem! Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, kogo obraziłaś?! Zdajesz sobie?!

Dopiero po chwili dało się usłyszeć cichutkie rżenie koni, próbujące zachować równowagę na mokrym i grząskim brzegu rzeki, w której górę szły. Basilus ujrzał dwoje ludzi - liczącego sobie ponad 20 lat młodzieńca odzianego w taki sposób, że nie sposób było w nim rozpoznać szlachcica - oraz nieco młodszą białogłowę, której jazda konna zdecydowanie nie służyła. Tym bardziej, że ubrana była raczej w suknię, która zdecydowanie do jazdy przystosowana nie była.

- Ale cóż mogłam zrobić, jak to nie ja?! Na Lorven, bracie, przysięgam! To nie ja!

- Tak?! Więc kto wylał wino na jego głowę, co?! Bo nikogo oprócz ciebie w jego pobliżu nie widziałem! I jak cię mamy wydać za mąż, jak za każdym razem coś takiego się wydarza?!

- Ale to naprawdę nie ja!... - Krzyk dynamicznie przemienił się w jęk, który dalej przeistoczył się w głośny szloch. Jej koń wyuczony najwyraźniej doświadczeniem nic sobie z tego nie robił, a jedynie podążał śladem swojego poprzednika.

Dopiero po chwili Basilus zauważył jeszcze jedną postać, która najwyraźniej towarzyszyła tej parze podróżników. Powoli poruszał się za nimi lewitując z miną, która zdecydowanie wskazywała rozbawienie zaistniałą kłótnią. Duży brzuch i ogromny wąs podstarzałego pana wskazywały zdecydowanie na wysokie urodzenie… Tylko dlaczego lewitował?

Najwyraźniej i jemu chwilę zajęło spostrzeżenie Basilusa. Jednak kiedy już to się stało, ochoczo podleciał do niego i zaczął mówić.

- Ho, ho! Kogo my tu mamy? Dawnom nie spotkał nikogo w moim… stanie! - Zaśmiał się gromko, by po ułamku chwili zadać pytanie - Jak się zwiesz?

Wyglądało na to, że starzec raczej nie był osobą, którą bawią konwenanse.

Awatar użytkownika
Basilus
Posty: 46
Rejestracja: 08 maja 2012, 17:54
Lokalizacja postaci: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki
GG: 4052074
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1883

Re: Skraj Lasu Cieni - brzeg rzeki

27 sty 2019, 21:40

Nie wiedzieć czemu para bawiła Basilusa. Coś mu to przypominało, ale nie był wstanie przywołać żadnych wspomnień. Jak zwykle mgła, która otaczała jego umysł uniemożliwiała przywołanie czegokolwiek związanego z jego poprzednim życiem. Przyzwyczaił się do tego. I nawet, jeśli nie pamiętał nic, to ta chwila rozrywki, jakim było przysłuchiwanie się dwójce żywych zawsze było ciekawym dodatkiem do nieżycia.

Zastanowiła go jednak postać, która była za ową dwójką. Miał dziwne wrażenie, że nie był taki jak ludzie, którym towarzyszył. Potem zdziwił się, gdy ten podleciał do niego i się odezwał. Basilus raptem zerwał się z miejsca, unosząc się w powietrzu na poziom równy obcemu. Ocenił go swoim zaskoczonym wzrokiem, nie odzywając się nic. W głowie szalał mu nawał myśli i nadzieja, że może nie będzie taki samotny jak do tej pory.

Basilus pokłonił się dworsko. Nie potrafił tego wytłumaczyć niczym innym jak intuicją lub nawykiem, o którym nawet nie miał pojęcia. Jakby miał to we krwi, a właściwie w ektoplazmie, która teraz składała się na jego osobę.

- Zwę się Basilus. – odpowiedział, prostując następnie i spoglądając obcemu w oczy.

Nie czuł się speszony w obecności tego osobnika. Właściwie miał wrażenie, że stoi przed kimś równym sobie. Również nie potrafił tego wytłumaczyć. Może wydawało się mu, że wobec śmierci wszyscy są równi? Tylko najznamienitsi mędrcy mogliby teraz na to pytanie odpowiedzieć.

Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 382
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

MG-post: Ancestral

06 lut 2019, 21:14

MG

Choć Basilus niezbyt wiele pamiętał ze swojej przeszłości, kiedy jeszcze miał ciało i doznawał związanych z nim ograniczeń, możliwości i przywilejów, podskórnie wiedział, jak się zachować i na jakiej pozycji postawić się wobec przybysza. Na równi - jawiło mu się to oczywiste.

Wszystkie gesty, które poczynił wobec ducha były pokierowane intuicją, aniżeli wiedzą na temat etykiety. Jednak niezależnie od źródła, z którego pochodziły zachowania Basilusa, zdecydowanie spodobały się mężczyźnie. Na jego twarzy zagościł uśmiech. Po chwili począł się powoli oddalać w kierunku jadącej konno pary.

- Pozwolisz, że będziemy podążać za moimi wnukami? Nieco gorzej się czuję, gdy się od nich oddalam. - Machnął ręką w kierunku Basilusa w geście przywołania. - Widzę przeto, że dworskie masz maniery, lecz w imieniu, które przedstawiłeś, brak pochodzenia. Ni to rodu, ni miasta, z którego miałbyś się wywodzić. Mógłbyś mi je zdradzić, cobym wiedział, z kim mam do czynienia?

Trudno było już słyszeć szloch młódki. Szemrząca rzeka skutecznie go zagłuszała, a odległość także nie pozwalała na to, by usłyszeć, co dzieje się przed Basilusem i duchem, za którym prawdopodobnie podążał.

Wróć do „Las Cieni”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 22 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 20 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Kerreos
Liczba postów: 52308
Liczba tematów: 2980
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.