Trakt Iquański

Szlaki lądowe rozchodzące się we wszelkich kierunkach świata. Często uczęszczane gościńce są wybrukowane, ale w świecie gry nie brakuje też wąskich, niebezpiecznych ścieżynek.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Trakt Iquański

08 kwie 2011, 19:26

Szlak ten przyjął swoją nazwę od Jeziora Iqua wysuniętego od niego trochę na wschód. Rozciąga się od Wolenvain na południe, aż do samych stóp gór Ikrem. Już od ich podnóża prowadzi przez strome doliny prosto pod bramy miasta Minaloit.

Trakt został zrobiony porządnie i jest odnawiany każdego sezonu. Dzięki temu nie ma w nim zbyt wielu zagłębień a zaprzęgi z wozami mogą poruszać się po nim szybkim tempem, jakkolwiek prowadząca do miasta dolina bywa czasem kłopotliwie wąska.
Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Trefniś
Posty: 62
Rejestracja: 23 sty 2015, 14:23
Lokalizacja postaci: Podnóża gór
Discord: Augustus IV "Poeticus"
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3415

08 sie 2015, 01:01

Trefniś siedział zamyślony. Nie myślał nad niczym określonym, ale myślał. O pogodzie, o Ylu, o przeszłości. Nie miał nic do roboty, więc myślał. Zwykle nie miał problemu nudy, więc myślenie nie zajmowało wysokiego miejsca na liście priorytetów błazna. Zastanawiał się, kiedy dojadą do Wolenvain. Nigdy tak naprawdę nie liczył, ile zajmowała podróż. I nigdy nie miał okazji, bo zawsze gdzieś się zatrzymał, albo zboczył z drogi, żeby przyłączyć się do kogoś w podróży i ją umilić (w jego opinii), lub rozweselić zawsze niepogodnych ludzi w wioskach (którzy wydawali się coraz bardziej niepogodni, wprost proporcjonalnie do czasu, jaki Trefniś spędzał w wiosce, lecz błazen wydawał się jakoś tego nie zauważać).

Niedługo potem na ratunek znudzonemu Trefnisiowy wyszedł jakiś... człowiek. A właściwie ludzie. Kiedy krzyknął "stójcie!", pierwszą myślą grajka było to, że napadli ich bandyci. Po chwili jednak okazało się, że jest nawet gorzej - zostali napadnięci przez kapłanów. Błazen instynktownie chwycił za lutnię, w razie czego mając zamiar użyć jej, żeby przepłoszyć niechcianych przybyszów (nie muzyką, acz i to mogłoby się udać, jeżeli akurat on by grał).

Kiedy zareagował jego nowy przyjaciel-krasnolud, Trefniś niczym dziecko zasłonił sobie usta i wydał odgłos "ooch!". Popatrzył na rudowłosego jak na wariata. Żeby mówić do wyznawców Lorven "do kogo, kurwa?" trzeba być naprawdę niespełna umysłu. Błazen zaczął się obawiać, że dołączył się do jakiegoś samobójcy.

Jednakże, gdzieś tam głęboko, Trefniś obawiał się także tych ludzi, którzy stali przed nimi. Mimo że ten, który mówił, wydawał się bardzo chudy, to grajek miał złe przeczucia. Nie chciał się zatrzymywać. Postanowił dać krasnoludowi dość wyraźny znak, że to może nie czas na prywatną mszę na wozie.

- Eee... Przepraszamy, panowie wyznawcy, ale trochę się spieszymy, więc wychodzi na to, że raczej nie mamy chwili, aby ją poświęcić dla... eee... skromnego wyznawcy. - Wypowiadając te słowa, uśmiechnął się krzywo, jakby w nadziei, że ich zostawią. Był wyraźnie zdenerwowany i jak zwykle miał problemy z ukrywaniem emocji, więc wszystko było widać jak na tacy.

Awatar użytkownika
Drytrak
Posty: 134
Rejestracja: 20 wrz 2014, 21:38
Discord: Brutal
GG: 53864657
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3057

10 sie 2015, 01:43

Drytrak, idąc za śladem Zelera, zatrudnił się jako ochrona karawany. Miał miecz, hełm i kolczugę, wyglądał groźnie i to wystarczyło. Zamiast po prostu siedzieć, mógł siedzieć z ręką na mieczu i brać za to pieniądze, którymi pokryłby koszty podróży. Całe dnie spędzał na włóczeniu się po okolicy i wpatrywaniu się w horyzont, każdą chwilę poświęcał rozmyślaniom i dręczącym go problemom. Jadł rzadko i skromnie, uznając tę i inne przyziemne potrzeby za drugorzędne, zmarniał przez to nieco, ale poza tym nic mu nie dolegało.

Po dotarciu do miasta cały czas podążał za organizatorem wyprawy, który miał zamiar zrekrutować paru dodatkowych ludzi do ich niecodziennej eskapady, póki co była ich tylko trójka, a w takich numerach nie mogli zdziałać wiele.

z/t
Awatar użytkownika
Nifrea
Posty: 87
Rejestracja: 18 wrz 2014, 12:42
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3061

10 sie 2015, 04:22

Gdy tylko zeszli na szlak, Nif od razu przypominała sobie poprzednią podróż, która była dość czasochłonna. Narzekać jednak nie mogła - sama w końcu zgłosiła się na tę wyprawę. Przeżyła jedną, przeżyje jeszcze drugą. Chyba, że skończy się ona nieciekawą niespodzianką, tak jak ostatnim razem. Tym razem jednak - z zaskoczenia.


Czas mijał. Trasa przebiegała równie swawolnie co poprzednio, chociaż była znacznie spokojniejsza.
Każdego dnia myślała o tym, co się stało, a i o tym, co może się stać. O celu. Nagrodzie. Swoich towarzyszach. Szczególnie mężczyźnie bardzo przypominającego Drytraka. Wszystko pasowało do niego jak ulał. Identyczny hełm, podobna sylwetka. Styl bycia. Tylko posiadanie obu rąk stało się przeszkodą do potwierdzenia postawionej przez nią tezy. Trudno było jej uwierzyć, że z dnia na dzień, nawet nie wychodząc z karczmy, udało mu się posiąść ciało, którego tak pragnął.
Pod osłoną nocy, jeszcze przed snem, uważnie obserwowała gwiazdy. Choć robiła to ogrom czasu, nie przypominała sobie, by kiedykolwiek ją to znużyło. Te błyszczące o różnej intensywności kropeczki na ciemnym niebie zawsze ją ciekawiły. Część potrafiła nawet rozróżniać. A przynajmniej tak się jej wydawało.
W wolnych chwilach natomiast - raczej z dala od wzroku swoich kompanów - starała się trenować swoje umiejętności władania wichrem. Po ostatniej wyprawie, po tym, co zrobiła, uznała, że ma znacznie większą siłę niż kiedykolwiek się spodziewała. Choć kompletnie nie rozumiała o co fizyczni, zaczynała powoli rozumieć "pożegnalne" słowa swego ojca. Szczególnie po ciekawej rzeczy, której dowiedziała się o Drytraku. Była jeszcze kwestia nagłej utraty przytomności, związana z jej amuletem. O tym jednak kompletnie nie wiedziała co myśleć. Uzasadnienie jego właściwości nie należało bowiem do najłatwiejszych.
Miała nadzieję, że jak w przyszłości zrobi kolejny ruch, kolejny krok... nie będzie on jej ostatnim. Była pewna, że to kwestia czasu, aż wkrótce ponownie przejdzie przez nią ten - poniekąd niezdrowy - dreszczyk emocji. Choć tym razem miała nadzieję, że jego powód będzie mniej krwawy.

z/t
Awatar użytkownika
Ylzziril
Posty: 58
Rejestracja: 25 sty 2015, 15:00
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=52092#52092

22 sie 2015, 19:35

Krasnolud denerwował się coraz bardziej. Jegomość nie tylko zadawał dziwne pytania, ale też zastygł jak kamień. Zupełnie jakby na kogoś czekał. Yl rozejrzał się nerwowo wokół i splunął w bok. Bał się, że zaraz ktoś wyleci z przydrożnych krzaków i przywali mu w głowę.

Krasnolud zaklął w swoim języku i popędził ciągnące wóz zwierzę. Skoro ten mężczyzna miał zamiar tak po prostu stać i patrzeć, to równie dobrze mógł patrzeć jak odjeżdża. Yl chciał jak najszybciej oddalić się z tego miejsca. Słyszał że ludzie byli dziwni. Ci w Minaloit rzadko kiedy zachowywali się normalnie, ale to była już przesada. Jak on miał wyrobić sobie cierpliwość do tej głupszej rasy, jeśli trafiał na takie ewenementy już któryś raz? Jakby nie starczyło mu jednej osoby z niedowładem umysłowym, która brzdąkała wciąż na tym śmiesznym instrumencie. Żyć się odechciewało. Wszyscy ludzie do zagród, kurwa.

Ylzirril starał się zmusić ciągnące wóz zwierzę do jak najszybszego kroku. Co prawda ciągnięcie w pojedynkę całej tej budy było dlań pewnym wysiłkiem, jednak każda sekunda w tym miejscu pozostawiała w jego piersi nieprzyjemny ciężar, który zwiastował nieszczęście. Niewiele czasu było potrzebne, by wóz Yla zaczął znikać na horyzoncie.

// z/t
Awatar użytkownika
Trefniś
Posty: 62
Rejestracja: 23 sty 2015, 14:23
Lokalizacja postaci: Podnóża gór
Discord: Augustus IV "Poeticus"
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3415

23 sie 2015, 22:23

Trefniś, widząc, co zdecydował Yl, nie protestował (a był pewien, że krasnolud w odpowiedzi na jego protesty zatrzymałby wóz i uprzejmie wysłuchał kapłana). Nie był religijny, chociaż szanował wyznawców (głównie dlatego, że potrafili nieźle napsuć życie, jeżeli się ich nie szanowało). Nie miał nic przeciwko wyminięciu tych dziwnych ludzi. Gdyby chociaż mówił! Teraz zastygł jak kamień. Kto wie, co się dzieje w głowach tych ludzi. A więc wzruszył ramionami i rozglądając się wokół siebie, dał się ponieść razem z wozem krasnoluda.

z/t
Awatar użytkownika
Hrux
Posty: 86
Rejestracja: 26 maja 2014, 20:57
GG: 760737
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2986

27 sie 2015, 19:29

Nieumarły przemierzał trakt Iquański kierując się w stronę Lasves. Pod osłoną nocy bez większych problemów udało mu się wymknąć ponad murami Wolenvain. Jego cel podróży był jasno określony: zmierzyć swoje nowe możliwości. Miał nadzieję, że po ostatnim eksperymencie na własnej duszy jego kontrola nad ciałem uległa znaczącej poprawie i bez problemów dotrze choćby do Wichrowych Szczytów. Na razie jednak nie miał pojęcia jak bardzo jego esencja uległa zmianie i jakie to ponosi za sobą konsekwencje. Mógł tylko domniemać, a jego nowe zdolności pozostawały dla niego zagadką.

Nim jednak wyszedł na otwartą przestrzeń starał się zrobić wszystko by nie przykuwać swoją osobą więcej uwagi niż to konieczne. Zaczął od wyrwania kolczyka, który znajdował się w jego brodzie - dzięki jego zdolnościom rana bardzo szybko się zagoiła i po kilku minutach nie było nawet po niej śladu. Jego ciemne włosy opadały po obu stronach jego czaszki niemalże do łokci i wraz z kapturem skutecznie zasłaniały większość jego podejrzanego oblicza. Reszta jego pozszywanego ciała była starannie ukryta pod warstwą ubrań, bandaży i zarzuconego płaszcza. Przez całą podróż jednak skupiał się na tym by choć trochę poprawić wygląd swojej zdeformowanej facjaty. Mianowicie rozpoczął od leczenia wszelkich pomniejszych ran i blizn, spośród których najpoważniejsze to dawno poranione usta oraz szrama z prawej strony głowy. Nie miał pojęcia jak ostatecznie wygląda, ale miał nadzieję że choć trochę przypomina człowieka którym niegdyś był.

Wędrówka przebiegała bez większych trudności, Hrux trzymał się w pewnej odległości od traktu, tak by nie zgubić drogi i nie być zaczepianym przez rzadko mijanych osobników. Większość podróżowała jednak w grupkach i próba napadnięcia na nich w celu kradzieży jakiegoś wierzchowca była dalece zbyt ryzykowna. Jednak bycie nieumarłym podczas takiej podróży z pewnością miało liczne zalety. Nie trzeba było się zatrzymywać, jeść, pić czy chociażby spać. Ponadto uczucie zmęczenia, podobnie jak reszta fizycznych dolegliwości nie występowały u Hruxa. Szedł więc równym tempem, podpierając się kijem, który dzierżył w prawej dłoni i rozmyślając nad swoimi kolejnymi poczynaniami. Wahał się między założeniem jakiejś sekty wyznawców Eeskara, a zwyczajnym wywoływaniem zamieszek przy pomocy ożywieńców. Tak czy siak efekt jaki zamierzał osiągnąć to panika w całym Wolenvain, dzięki której będzie mógł je przejąć.

Awatar użytkownika
Ylzziril
Posty: 58
Rejestracja: 25 sty 2015, 15:00
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=52092#52092

27 sie 2015, 21:56

Yl oderwał fajkę od ust wypuszczając w powietrze chmarę dymu i zaśmiał się krótko.

- Ha! To nasze kobiety zdaje się mają więcej rezonu te ludzkie - skwitował słowa idącej przy wozie Wierzby, choć musiał przyznać że i w jego stronach to od mężczyzn oczekiwało się raczej wypraw i wystawiania się na niebezpieczeństwo. Ale jak trzeba było, to sobie poradzić umiały. Co jak co, ale krasnoludzkiej kobiety lepiej było nie denerwować. Przypieprzyć potrafiła zdrowo, a na pewno zdrowiej niż taki chudziutki człowieczek.

- Nie wydaje mi się zresztą, byś chciała ludzi na taką wyprawę prowadzić. Popatrz na nich - Yl objął gestem dłoni, czy raczej fajki, idąca przed nim drużynę. - Czy to twoja wymarzona drużyna? - zapytał retorycznie i znów zatkał usta zaciągając się zielem. Wokół zaczynała się powoli roznosić pochodząca z fajki, lekka ziołowa woń. Trudno powiedzieć jak innym, ale Ylowi dodatkowo uprzyjemniała ona podróż.

- Yl Spod Wielkiego Kamienia. Brzmi jak cholernie dużo niepotrzebnych słów. Nasza moda jest inna, dziecino - kontynuował chwilę później, gdy już wypuścił kolejną chmurę dymu. Taka tytulatura brzmiała, jakby ktoś próbował długim imieniem nadrobić małego kutasa. Owszem, krasnoludy też nadawały różnorakie tytuły czy przydomki, ale były one wynikiem czynów i osiągnięć, a nie sypały się od tak, bo ktoś się pod drzewem urodził. Wspomnienie domu wprowadziło go w lekkie zamyślenie, z którego jednak szybko się otrząsnął. Nie opuścił przecież swoich braci aż tak dawno temu. Właściwie, minęła ledwie chwila. Kilkanaście dni? Kilkadziesiąt? Cóż to było przy ogromie jaki miał jeszcze przed sobą. Wróci do domu za jakiś czas, powitają go, wypije z przyjaciółmi. Oby tylko miał o czym opowiadać, bo inaczej stanie się źródłem drwin ze strony innych. Ale nie, oczywiście że będzie miał o czym opowiadać. Chociażby już mógłby opowieść roztoczyć jacy ci ludzie dziwni.

- A on... No ma zajęcie. Ale nie mam dość bułek, żeby go nimi zatykać całą drogę.

Awatar użytkownika
Varame
Posty: 44
Rejestracja: 23 lip 2015, 18:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3526#53631

27 sie 2015, 22:25

Podążając za słodkim dźwiękiem konwersacji, Varame podeszła bliżej do krasnoludzkiego wozu, gdzie z jego właścicielem rozmawiała Wierzba. Wyglądało na to, że mieli tam świetną zabawę. Cóż, nie ma wielu lepszych rzeczy od pogadania sobie, jeśli przed kimś długa droga.
Krasnolud palił fajkę. Na ile Varame znała tę rasę krzepkich, pracowitych, małych ludzi, jemu humor również dopisywał.

Mielibyście coś przeciwko, gdybym się dołączyła? Nie pamiętam, byśmy się wcześniej sobie przedstawiali — zagadała, kierując drugą część swojej wypowiedzi do Ylzzirila i jego kompana — Jestem Varame.

Z jednej strony jej drużyna składała się z ludzi typu Nifrea i Wierzba, a z drugiej — Hełmogłowego. Krasnolud wydawał się jej kimś pomiędzy, osobą trudną do odczytania, i to nie tylko z powodu owłosienia na twarzy. Nieczęsto miała szansę na pogawędkę z krasnoludem, więc co do tego spotkania miała już pewne nadzieje. Być może uda jej się odkryć, co oznacza błysk w oku kogoś takiego, jego westchnięcie czy inny szmer.

Chciałam zapytać was o coś, od kiedy zobaczyłam waszą dwójkę razem — uśmiechnęła się, widząc jego minę — Jak ze sobą wytrzymujecie? — skinęła w stronę jegomościa od bułki.
Awatar użytkownika
Ylzziril
Posty: 58
Rejestracja: 25 sty 2015, 15:00
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=52092#52092

27 sie 2015, 22:59

Zajęty konwersacją Yl właściwie nie zwrócił uwagi na zbliżającą się do wozu Varame. Mimo faktu, że wyróżniała się ona przecież spośród wszystkich obecnych jako jedyna dysponując koniem. Głównym atutem konia Varame był fakt, że wół Yla intuicyjnie podążał za innym zwierzęciem i krasnolud jeszcze mniej musiał się przejmować prowadzeniem go niż zazwyczaj.

Niestety atut ten zmienił swoją pozycję i krasnolud nie mógł już na to liczyć, sama właścicielka zaś zaczęła ich zagadywać. Yl jedynie wzruszył ramionami w odpowiedzi na pierwsze pytanie. Nie miał nic za, nie miał nic przeciwko. A przecież wolnym człowiekiem była i robiła co chciała.
- Yl jestem - odparł zaraz po tym jak ona sama się przedstawiła, tym samym powiększając liczbę osób znających jego miano do niesamowitej ilości trzech sztuk. Jakoś nie w głowie mu było przedstawiać się komukolwiek jako pierwszy.

Zaraz po tym powędrowało kolejne pytanie. Ot, ciekawska osóbka. Zadawała sporo pytań. Póki pytania te nie były trudne, to Ylowi to nie przeszkadzało. Gorzej gdyby zaczęła dopytywać o rzeczy, których wiedzieć raczej nie powinna. Yl odwrócił się i przez krótką chwilę patrzył na Trefnisia, po czym wyjął fajkę z ust, wypuścił powoli powietrze i stwierdził:

- Ja z nim nie wytrzymuje.

Awatar użytkownika
Trefniś
Posty: 62
Rejestracja: 23 sty 2015, 14:23
Lokalizacja postaci: Podnóża gór
Discord: Augustus IV "Poeticus"
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3415

27 sie 2015, 23:05

- Hmff - mruknął Trefniś, kiedy jego kompani rozmawiali o nim w taki sposób. Taki sposób! Że co, że niby trzeba mu było zatykać usta, tak? Zaczął agresywniej naśliniać i przeżuwać bułkę, żeby im pokazać, jak bardzo się mylą. Przynajmniej w kwestii tego, że bułka na niego wystarczy. Na razie zwyczajnie słuchał rozmowy Wierzby i Yla. Nie zdawali się o nim mówić dużo, a więc Trefniś też jakoś bardzo nie czuł potrzeby zwracania uwagi na siebie. Na szczęście (albo i nieszczęście, zależy z kogo punktu widzenia) zaraz podeszła jeszcze jedna kobieta i Trefniś znów mógł wtrącić swoje trzy ory.

- Czołem! Jestem Trefniś, a to mój kompan w doli i niedoli i okazjonalny sprzedawca skamieniałych bułek, Yl - po czym Trefniś ucichł (tak właśnie!) na chwilę, słuchając (naprawdę!) pytania Varame. Zastanowił się chwilę, po czym odpowiedział wesoło. - Nie sądzę, że powinnaś być taka okrutna dla mojego przyjaciela. Rozumiem, że z krasnoludami ciężko czasem wytrzymać, ale on nie jest wcale taki zły, rozumiesz. Sądzę, że jestem osobą o wyjątkowo silnym charakterze i dam sobie radę w przyjaźni nawet z najbardziej gburowatymi ludźmi, rozumiesz.

- Skąd pochodzicie, drogie panie? Z krain dalekich? Co was na niebezpieczną wyprawę zagnało? - dodał po chwili Trefniś, po połowie chcąc się dowiedzieć czegoś o tych kobietach, a po połowie szukając jakiegoś materiału na pieśń. Kto wie, kto wie. Rymy czekają za każdym rogiem, jak to mówią ludzie. Polubił historię o nadaniu imienia Wierzbie. Doda trochę chędożenia, jakąś wojnę i może wyjść całkiem znośna pieśń.

Wróć do „Trakty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 4 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 3 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu, Kerreos, Loki, Viridar
Liczba postów: 52214
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1048
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Kerra z Derinu
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.