Zrujnowana kamienica

Położona w południowo-zachodniej części miasta, z pozoru chaotyczna zabudowa składa się z kamienic należących do obywateli Wolenvain. To tutaj znajduje się znakomita większość zakładów rzemieślniczych stolicy.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 917
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

Zrujnowana kamienica

09 paź 2016, 17:35

Stojący niedaleko południowo-zachodnich murów obskurny budynek. Oddalenie od głównej drogi sprawiało, że był raczej mało odwiedzanym miejscem, otaczały go podobne konstrukcje. Miejsca, w których mieszkała miejska biedota. Ludzie często teoretycznie będący mieszczanami, jednak niemający pieniędzy aby nosić te miana z dumą. Zasiedlali takie miejsca, nieraz legalność ich przebywania w tych budowlach była dość wątpliwa. Czasami żyli w nich tylko dlatego że były porzucone i stały puste, licząc na to że nie przyjdzie ktoś, kto mógłby ich wypędzić. A przynajmniej nie w najbliższym czasie, bo prędzej czy później zawsze przychodził. Niektórzy z nich pamiętali lepsze czasy, częściej ich rodziny pamiętały lepsze czasy. Trzymali się kurczowo szarych, obrośniętych murów które były pozostałością dobrobytu, prześmiewczą karykaturą ich dziedzictwa, które ktoś w pewnym momencie zatracił. Czy byli to oni sami, czy też jeden z ich przodków nie miało już znaczenia.

Kamienny budynek rozkraczony przy ciasnej ulicy z daleka już przedstawiał się wszystkim swoją aparycją. Był właśnie takim siedliskiem biedoty, która zdaniem wielu była plagą dotykającą każde większe miasto. Nieprzyjemne zapachy, brudni ludzie i podejrzliwe spojrzenia były czymś co uderzało natychmiast w jakiegokolwiek odwiedzającego. Ci przyzwyczajeni nawet nie zwracali na nie uwagi, idąc dalej w obranym kierunku. Tych pozostawiano w spokoju, wiedzieli po co tu są. Inni rozglądali się trwożnie, niepewnie stąpając przed siebie i chcąc jak najszybciej ominąć parszywe miejsce - zwierzyna. Uciec. Nie było to takie proste, biedota mieszkała na niemałym obszarze.
Złodzieje, żebracy, rzezimieszki, kurwy, a także szaleńcy. Wszyscy znaleźli swoje miejsce w tej zatęchłej okolicy. Różnymi sposobami trzymali się swoich domostw, a ostatnie wojny, niepokoje i dezorganizacja za rządów Rady znacznie ułatwiły im utrzymanie tych starych budynków w swoich rękach. Napad roskvarów, najazd Imperium - różnorakie wydarzenia przez ostatnie latały sprawiły, że część ze znajdujących się przy murach kamienic opustoszała. Powodem tego opustoszenia mogła być zarówno śmierć, jak i ucieczka. Dzięki chaosie w jakim Wolenvain trwało przez ostatnie lata niektóre z tych budowli umknęły uwadze władz. A tam gdzie nie padały oczy rządzących natychmiast znajdowali się tacy, którzy chcieli uniknąć ich wzroku.


Mająca nad parterem jedno piętro, ewidentnie niezbyt zadbana kamienica była jednym z kilku, jeśli nie kilkunastu takich budynków w okolicy. W popękanych ścianach ziały puste otwory pozbawione czegokolwiek co upodabniałoby je do okien w bogatszych budynkach tego typu. Rzucały się w oczy niczym powybijane zęby w uśmiechu karczemnego półgłówka. Krzywy dach wyglądał jakby zaraz miał opaść na piętro, a co gorsza ział w nim tęgi otwór, jakby powstały w wyniku uderzenia ciężkiego kamienia. I, choć niewielu zaprzątało sobie tym głowę, rzeczywiście tak było. W budynku, na pierwszym piętrze, na popękanej podłodze - a częściowo wsparty o drewnianą podporę, która miała podtrzymywać stanowiące podłoże deski - wbity sterczał niemały kamień. Logika nakazywała sądzić, że spędził w tym miejscu już dobre pięć lat, posłany swego czasu przez imperialną katapultę. Na kamieniu widniały jakieś roskvarskie symbole formujące napis, który niewielu w Wolenvain potrafiło odczytać.


Tak jak i dach, tak i znajdujące się pod nim piętro sprawiało wrażenie zdecydowanie mniej trwałego niż powinno. Już dawno ktoś powinien zadbać o to, aby nie spadło na głowę nieszczęśnikowi, który może znaleźć się na parterze. A na parterze ktoś mieszkał. Zawsze ktoś mieszkał.


Starych, krzywych drzwi wejściowych nie trzymało na miejscu nic oprócz klamki, każdy mógł wejść do środka do dziwacznej pracowni. Walały się po niej cynowe naczynia, w powietrzu zaś krążyła taka gama zapachów, że żołądek momentalnie podchodził do gardła. Szczególnie, że nie wszystkie były przyjemne. Wokół leżały grzyby, zioła, rośliny, kawałki martwych zwierząt, całe zwierzęta, gliniane naczynia o nieznanej zawartości... Na pierwszy rzut oka można było zgadnąć, że to siedziba jakiegoś partacza, który trudnił się wytwarzaniem różnorakich maści, leków i eliksirów. Z reguły niezbyt skutecznych zresztą, ale to nie przeszkadzało ludziom za nią płacić. Może eliksir miłosny, piękna pani? Zapach ziół, gleby i zgnilizny przenikał wszystko co znalazło się w środku choćby i na chwilę.


Wokół zalegał gruz, pajęczyny i stare szmaty. Od czasu do czasu po spróchniałym drewnie przebiegł jakiś szczur - jedno z niewielu stworzeń, które potrafiły poruszać się po nim bez towarzyszącej temu zazwyczaj kakofonii. W kącie była zamknięta na kłódkę klapa prowadząca do piwnicy. Po lewej stronie ziała dziura prowadząca do drugiego pomieszczenia. Zardzewiałe zawiasy klapy pozostawiały pytanie czy da się ją w ogóle jeszcze unieść. Na górę można było wejść po schodach. Ktoś kto znał to miejsce wiedział, że wszystkie skrzypią, jednak trzeci wręcz niemiłosiernie, a czwarty to jedynie cienka deska zakrywająca dziurę i lepiej na nim nie stawać. Tak samo jak lepiej nie wspierać się na idącej wzdłuż schodów barierce, bo czasy gdy była w stanie utrzymać ciężar człowieka dawno już minęły.


W tej pracowni przebywał człowiek. Odziany w brudne, zniszczone i zszarzałe ubrania. Trudno było odgadnąć jego wiek. Głowa była wyłysiała, pozbawiona już praktycznie wszystkich włosów. Twarz pomarszczona, oczy duże i wodzące po okolicy szybko i z niepokojem. Usta były jedynie cienką linią. Postawa jednak zdawała się należeć jednak do kogoś, kto był w średnim wieku. Lekko przygarbione, wychudzone ciało nie sprawiało wrażenia jakby należało do staruszka, choć również i nie do młodzieńca. Ani silne, ani słabe, ani piękne, ani brzydkie. Zdawało się dziwnie... bezpłciowe. Nie dosłownie, oczywiście. Osobnik ten bez wątpienia był mężczyzną. Bez wątpienia można było stwierdzić też coś innego. Czy raczej dostrzec coś innego, jeśliby poświęcić ku temu dość uwagi. W bladoniebieskich źrenicach kryło się coś, czego wielu ludzi się obawiało. Obawiało do tego stopnia, że nie pozwalał im spać po nocach. Iskra szaleństwa.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Virhart
Posty: 24
Rejestracja: 23 sty 2015, 14:15
Lokalizacja postaci: Zrujnowana kamienica
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3494#53120

as he acquired the required advanced knowledge of sword swin

09 paź 2016, 20:12

Virhart rozglądał się po miejscu, w którym się znalazł. Westchnął. Znał tego typu części miasta aż za dobrze. Jako strażnik miejski bywał w nich - jak na jego gust - zdecydowanie za często. Ucichł zupełnie, kiedy zauważył, gdzie przebywają. Wiedział, że nawet teraz musi mieć baczenie na wszystko, co dzieje się dookoła. Tyle razy już w podejrzany sposób zniknęły mu pieniądze, że nauczył się, jak sprawiać, aby zostały przy prawowitym właścicielu.

Kiedy stanęli przed budynkiem, którego szukali, Virhart nie był zaskoczony. Oczywiście, czego niby miał oczekiwać? Wszedł do środka dając znak Zadrze, żeby zanim podążyła. Nie podobało mu się to miejsce i był pewien, że zadanie, którego się podjęli, okaże się najprawdopodobniej czymś zupełnie innym, niż się spodziewali. Miał nadzieję, że jedynie wymysłem.

Wkraczając do budynku, instynktownie na chwilę przestał oddychać. Smród, jaki w niego uderzył był zdecydowanie gorszy od tego na zewnątrz. Rozejrzał się i zobaczył wszystkie brudne specyfiki, których zapach skombinowany z wonią ludzką wytwarzał smród, w jakim teraz się znaleźli. Na chwilę zatrzymał się zdezorientowany, po czym odzyskał pełną świadomość i zaczął szukać człowieka od ogłoszenia.

Kiedy zobaczył tego człowieka, nie przestraszył się. Widział takich zbyt wiele, żeby go zaskoczyli. Spiął się jednak i wiedział, że trzeba być gotowym na wszystko. Stał przed nim człowiek zupełnie nieprzewidywalny.

-W sprawie ogłoszenia - rzucił krótko, nie zważając na przywitanie. Nie z tą osobą. - Duchy w piwnicy. Przyszliśmy pomóc. O co dokładnie chodzi? - wyrzucił z siebie wolno, ale stanowczo, patrząc w oczy rozmówcy. Teraz czekał.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 917
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

11 paź 2016, 11:45

MG:

Pracujący w pomieszczeniu mężczyzna zastygł. Wbił swój wzrok w Virharta, przez dłuższą chwilę nie odzywając się słowem i po prostu chłonąć go niejako spojrzeniem. Jego duże, nieco wyłupiaste oczy mimo doświadczeń mężczyzny wzbudzały pewien niepokój. Łysy żebrak przechylił nieco głowę w bok, niczym zaciekawione kocię, w końcu otrząsnął się.

- Piwnica! Tak, tak, tak, tak, tak, ta... W piwnicy straszy... Dziwne rzeczy tam słychać, ja mizerny jestem, to się bałem schodzić, tak, tak, tak, tak - zastygł ponownie, tym razem wbijając wzrok w klapę. Jego chrapliwy, dość nieprzyjemny głos ginął nieco w gęstym powietrzu, jednak był zrozumiały.

- Bo! Bo to pewno jest żona moja dawna... - zaczął, podchodząc do najemnika i ściszając nieco ton. Szaleństwo w jego oczach odeszło na krótką chwilę, gdy skrzywił się z niesmakiem. Jego miejsca zajęły iskry szczerego, pierwotnego gniewu. Emocji tak prostej, że nawet pokręcony umysł nie miał problemów z odtworzeniem jej. Jak wielu w tym człowieku było jeszcze rzeczywistej wiedzy i logiki, a jak wiele pożarły już pomioty Nicości? Tego Virhart nie potrafił powiedzieć. Może na swój pokrętny sposób mówił prawdę, a może to były już tylko wytwory jego imaginacji.

- Zazdrosna jest, kurwa. Wszystkie kobiety takie są, zazdrosne i mściwe... - ściszył głos jeszcze bardziej, przechodząc do szeptu.

- Ona jest zazdrosna! O błogosławieństwo! Tak, tak, tak, tak. Obdarzony zostałem błogosławieństwem! Nie wierzycie? - obruszył się widząc minę Virharta, który nie wytrzymał tego słowotoku. - Mogę wam pokazać! Starczy wejść na górę! - podreptał w stronę schodów i wyciągnął wychudzoną rękę, wskazując na górę.

- Zazdrosna o moje błogosławieństwo.

Najemnik stanął przed krótkim, prostym wyborem. Mógł wejść na górę z mężczyzną i dowiedzieć się cóż to było za błogosławieństwo, albo też przejść od razu do sprawy związanej z piwnicą. Jego nowy przyjaciel wyglądał na bardzo ożywionego ideą pokazania komuś swojego "błogosławieństwa", czymkolwiek było. Niemniej, zapewne gdyby postanowił się od razu zająć piwnicą nie stanowiłoby to dla nikogo z obecnych większej różnicy. Stał właśnie przed jednym z wielu prostych wyborów, których dokonał w życiu już tysiące. Niezależnie od tego co zrobił, tak naprawdę jego decyzja nie miała większego znaczenia. Mógł zobaczyć co jest na wyższym piętrze tego domostwa, lub też nie. Ostatecznie i tak lądował w piwnicy.

Awatar użytkownika
Virhart
Posty: 24
Rejestracja: 23 sty 2015, 14:15
Lokalizacja postaci: Zrujnowana kamienica
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3494#53120

Ain't Your Window Open Wide

11 paź 2016, 17:30

Virhart patrzył w oczy tamtego, kiedy został obdarzony przeciągłym, zastygłym spojrzeniem. Zwierzęcy gest tamtego wydał się najemnikowi niezwykle trafny. Może właśnie to przed nim stało, a nie człowiek? Mimo że miał doświadczenie z takimi ludźmi, coś w ich spojrzeniu zawsze poruszało. Zdawał sobie sprawę, że to człowiek na skrajnej krawędzi, po którym nie wiadomo, czy na ciebie skoczy, czy rozpłacze się u twoich stóp.

Okazało się jednak, że ten nie miał zamiaru robić ani tego, ani tego. Po zastanowieniu zaczął mówić. Na początek mniej więcej z sensem, potem było gorzej. Virhart dał się wygadać tamtemu słuchając o jego żonie o podejrzeniach. Wzruszył ramionami do siebie, chociaż musiał przyznać, że zaczynał być ciekaw, co tam jest.

- A kapłani, wchodzili? Było napisane, że byli - zagadnął do mężczyzny zastanawiając się nad zadaniem. Mało szczegółów, ale to zadanie od początku miało takie być. Oczekiwając na odpowiedź, odwrócił się w stronę Zadry.

- Co myślisz? Poszedłbym zobaczyć to jego błogosławieństwo, a potem do piwnicy. Niewiele to zmieni, tak naprawdę, ale jestem ciekaw - zagadnął, uważając, że nie może sam podjąć decyzji o przebiegu zadania.

Oczekiwając na odpowiedź badał otoczenie, zastanawiając się, czy nie wyłapie czegoś, co jakkolwiek określałoby naturę stojącego przed nim człowieka lub zadania, które go czekało. Mimo że wydawało się błahe, zawsze wolał być dobrze przygotowany - nie zaszkodzi. Skoro byli tu kapłani to albo uznali go za szaleńca i wyszli, albo faktycznie próbowali coś robić i im nie wyszło, a wtedy to mogło być coś.

Awatar użytkownika
Zadra
Posty: 19
Rejestracja: 17 sty 2016, 08:35
Lokalizacja postaci: Zrujnowana kamienica
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3567#55679

11 paź 2016, 19:13

Podążając za mężczyzną Zadra weszła do rozpadającej się kamienicy w dzielnicy, w której spędziła swoją zimę. Wspomnienia cierpiących przez choroby i zimno ludzi lekko ją rozbudziły. Nie podzieliła się tym oczywiście z Virhartem, mimo iż pytał. Zacieśnianie więzi najwidoczniej jej nie interesowało.

Uderzona przez przykry zapach zakryła dłonią pół twarzy i zmrużyła oczy. W środku wyglądało to jeszcze gorzej niż na zewnątrz. Kawałki martwych zwierząt, gruz, jakieś stare ubrania, szmaty, rośliny i grzyby. Kiedy woń przestała już być wyczuwalna, rozejrzała się po pomieszczeniu nieco dokładniej, tylko na chwilę zatrzymując spojrzenie na łysym nieznajomym.

Wrażenie, jakie na niej wywołał było trudne do określenia. Ciekawość pomieszana z niechęcią i lekki strach wywołany tym dziwnym, zamglonym spojrzeniem. Błysk, jaki w nim ujrzała w jednym momencie pozbawi ją zainteresowania rozmową, która rozpoczęła się między mężczyznami. Co prawda słyszała ją jednym uchem, jednak zajęła się czymś bardziej interesującym. Przynajmniej dla niej. Nie spodziewała się bowiem, że trafią w miejsce zamieszkania jakiegoś podrzędnego alchemika, albo chociaż kogoś, kto się w odmianę alchemii bawił.

Zaciekawiły ją niektóre wywary i grzyby, spróbowała choć pobieżnie rozpoznać, co też się w tych garnkach znajdowało. Sama przecież w jakimś stopniu parała się tego rodzaju tworzeniem i może wśród tych śmieci odnajdzie coś przydatnego. Krótko jednak trwało jej rozglądanie. Rzuciła nieufne spojrzenie na schody, po czym na starca i przypomniała sobie, dlaczego się tu znaleźli.

- Zobaczmy to błogosławieństwo - Podeszła do właściciela ruiny i delikatnym ruchem dłoni dała znać, że ruszy za nim. Jednocześnie otworzyła swój umysł na nieoczekiwane doznania, szukając jakiegokolwiek znaku bytów niematerialnych w tym domu.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 917
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

11 paź 2016, 21:02

MG:

Wejście Zadry za Virhartem wywołało mieszaną reakcję alchemika, jeśli można było rzeczywiście go tak nazwać. Skrzywił się, coś stęknął, coś wyseplenił, ukazał zęby - a przynajmniej te, które jeszcze miał - w jakimś niezbyt miłym wyrazie. Najwyraźniej jego awersja do kobiet nie ograniczała się wyłącznie do wspomnianej żony. Albo też miał inne powody, aby nie polubić zobaczonej dziewki już od pierwszego wejrzenia. Wyglądał jakby chciał podzielić się jakimiś komentarzami, ostatecznie jednak zastygł obserwując po prostu jej ruchy. A Zadra nie śpieszyła się, rozglądając uważnie po pracowni. Nie dostrzegła nic nadzwyczajnego, same dziwaczne wywary o wątpliwym działaniu.

- Byli kapłani... Byli, byli... Ale to nic nie pomogło... Nie wystarczyło, tak, tak, tak...

- Tak, tak, tak, tak... To coś, co trzeba zobaczyć! - mężczyzna skwitował słowa Zadry, choć już pozbawiony w dużym stopniu entuzjazmu. Zaczął wspinać się po schodach na górę, przy okazji w swój bełkotliwy i nieco piszczący sposób ostrzegając przed czwartym stopniem i oszczędzając im zapadnięcia się w tę wątpliwej jakości konstrukcje. Zadra po drodze próbowała doszukać się w domu czegoś, co wzbudziłoby jej zainteresowanie, jednak nie była w stanie. Nawet jeśli faktycznie coś czaiło się w piwnicy, to jej umiejętności najwidoczniej nie były dostateczne by przebić się przez pokłady drewna, kamienia i ziemi pomiędzy nimi.

Na górze niemal w podskokach zbliżył się do wbitego w podłogę kamienia wielkości bardzo dorodnej dyni, na którym wyryte były jakieś runy. Nad kamieniem ziała wielka dziura, dzięki której nikt z obecnych nie miał najmniejszego problemu ze stwierdzeniem jak coś takiego zdołało dostać się do środka. Był ociosany i wyglądał na wytworzony w konkretnym celu, w gruncie rzeczy przypominał pocisk do katapulty. Ale skąd w tym miejscu miałoby się wziąć coś takiego? Oprócz kamienia na górze było jedynie rozpadające się łóżko. Po podłodze leżały porozrzucane ubrania, w kącie Zadra dostrzegła kilka kolejnych glinianych naczyń, były puste jednak w środku można było dostrzec ślady po krwi. Widok był bez wątpienia kurozialny, a emocje jakie wspomniany kamień wywoływał w mężczyźnie co najmniej... niepokojące? Runy wyryte na obiekcie jego miłości nie były zrozumiałe ani dla Virharta, ani dla Zadry. Nie była to Wolna Mowa, nie przypominało też języka elfickiego, który oboje mieli okazję raz czy dwa w życiu zobaczyć na jakiś drobnych pozostałościach po dawnych mieszkańcach tych ziem.

- Tu jest! Tu jest! Moje błogosławieństwo, które przyszło z samego nieba! Zesłane przez Wspaniałego z samego nieba! - szaleniec wskazał na wspomniany kamień, po czym pogładził go z czułością, o którą ciężko było go posądzać. Młody mężczyzna zbliżył się, próbując coś powiedzieć, jednak nie było mu to dane.

- On tam jest! Jego cząstka! Strzeże... Dlatego wredna żona nie wyszła z piwnicy tylko tam siedzi... Tak, tak, tak, tak, tak! - mamrotał dalej. Począł kiwać się nerwowo, gładząc kamień i bełkotając. Trans ten chwilę trwał, ale szczęśliwie w końcu się z niego wyrwał. W dodatku wyglądał jakby nabrał zupełnie nowych sił.

- Ale piwnica! Wy do duchów, tak, tak, tak, tak, tak! Trzeba zobaczyć piwnicę! - zszedł szybko po schodach, prowadząc dwójkę z powrotem na dół. Tam wygrzebał jakąś pochodnię i począł pieczołowicie odpalać od jednej ze świec.

- Ale wy musicie iść pierwsi, ja pierwszy nie pójdę... Ona tylko na to liczy! - wymamrotał wyjątkowo składnie, skupiony w pełni na swojej robocie. Gdy szmata, którą okręcone było drewno wreszcie się zajęła uniósł wysoko źródło światła i wskazał na klapę.

Gdy Virhart ją uniósł, co kosztowało go zresztą chwilę walki ze zardzewiałymi zawiasami ze środka uniósł się zapach wilgotnej ziemi. Powietrze piwnicy, choć zatęchłe, zdawało się wręcz odświeżające w porównaniu do tego co można było wyczuć w pomieszczeniu. W środku było zupełnie ciemno, jedyne co dało się niewyraźnie dostrzec to idące w dół schody.

Awatar użytkownika
Virhart
Posty: 24
Rejestracja: 23 sty 2015, 14:15
Lokalizacja postaci: Zrujnowana kamienica
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3494#53120

The Shoots Are Low

11 paź 2016, 23:41

Virhart lekko zmarszczył brwi na odpowiedź tamtego o kapłanach. Żadnych konkretów. Z chwili na chwilę całe miejsce i ten człowiek podobały mu się coraz mniej. Nie wycofywał się jednak. Tacy ludzie zawsze wzbudzają niepokój. Nadal mówił sobie, że to prawdopodobnie nic, chociaż w duchu zaczynał w to lekko powątpiewać.

Podążył wzrokiem na górę, gdzie właśnie wbiegał szaleniec. Ruszył za nim wolnym, ostrożnym krokiem. Kiedy weszli na piętro, spojrzenie najemnika od razu spoczęło na kamieniu. Zamyślił się na chwilę próbując wyobrazić sobie okoliczności, w których się tam dostał. Jako że nie szło mu to zbyt dobrze, prawie natychmiast wrócił do rzeczywistości. Patrzył na zielarza, który oblepiał pocisk takim spojrzeniem, jakby go wielbił co najmniej jak boga.

Zastanawiał go dobór słów tamtego. Niechybnie obwiniał kamień za problem z piwnicą, a jednak nazywał go swoim “błogosławieństwem”. Dlaczego, co ten przedmiot mógł mu takiego dawać? Nie czuł żadnej siły, niczego oddziaływującego na niego, co mogłoby wskazywać na obecność jakiejkolwiek magii. Zerknął na Zadrę pytająco - może ona, jako bardziej wrażliwa na te rzeczy, cokolwiek wykryła.

Najprostszym rozwiązaniem tego wszystkiego był po prostu dziwak, który zamknął żonę w piwnicy i o tym zapomniał, uznał ją za dawno zmarłą, lub coś podobnego. Całkiem prawdopodobne, że właśnie tak było i znajdą tylko ciało biednej kobiety. Kiedy mężczyzna znów ruszył na dół, Virhart wyprostował się i podążył za nim.

Nie był zbyt zaskoczony, kiedy tamten kazał im iść przodem. Spojrzał na pochodnię i wyciągnął rękę, mrucząc tylko coś o tym, że potrzebuje światła, jak ma prowadzić. Już z źródłem światła zaczął brnąć wgłąb, dając znać drużynie, żeby szła za nim. Uważnie badał wyłaniające się otoczenie wzrokiem, w każdym momencie gotów na zryw. Pochodnię trzymał w lewej ręce, żeby móc łatwo sięgnąć po miecz.

Awatar użytkownika
Zadra
Posty: 19
Rejestracja: 17 sty 2016, 08:35
Lokalizacja postaci: Zrujnowana kamienica
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3567#55679

12 paź 2016, 01:27

Skrupulatnie przędzie welon srebrzystej sieci, kryjąc się przy tym w mroku. Oczy jej szalone, a pysk nienasycony - toczy ślinę przez wieki. Czeka na posiłek tak strasznie nie straszna.

Zadra podniosła podbródek, rozglądając się po górnym pomieszczeniu w domu starca. Głęboki, kobiecy głos nie słyszany już od tak dawna lekko wybił ją z rytmu przez co zatrzymała się na chwilę nieruchomiejąc w miejscu. Kątem oka zauważyła kolejne garnki, puste, co prawda, jednak brudne od substancji dość charakterystycznej i dobrze jej znanej. Kobieta spojrzała się na gładzącego tajemniczą kulę starca i przypomniała sobie szczątki zwierząt, które leżały na dole. W jednej chwili ze zwykłego szaleńca stał się kimś zupełnie innym. Jej oczy są krwiste.

- Kapłani może byli, nie wiem tylko, czy wyszli z tego domu cało - mruknęła do Virharta jeszcze przed tym, jak zeszli z powrotem na dół, podążając za zleceniodawcą. Runy na kuli nic jej nie mówiły, jednak postanowiła tu wrócić, spróbować je odrysować i może znaleźć kogoś, kto znał się na takich znakach.

Zamienia dni w wodę, patrząc jak bez śladu, przelatują jej przez palce i czeka. Czeka.
Tym razem odezwał się inny, lekko piskliwy głos, przez co Zadra poczuła się bardziej zaniepokojona i postanowiła wkroczyć, zanim wszystkie znowu postanowią jazgotać jej do ucha. Zamilcz.

Cisza, jaka zapanowała w jej umyśle była niczym chłodna woda na oparzenia. Powracając do świata rzeczywistego spojrzała wprost w ciemną dziurę, którą starzec zwał swoją piwnicą. Wbrew jej wcześniejszym przemyśleniom nie śmierdziało tam tym, czym się spodziewała. Propozycja pójścia przodem była wręcz wyzwaniem, na które zareagowała lekkim uśmiechem.
Była prawie pewna, że na jej plecy zaraz po przejściu pięciu stopni zwali się ta drewniana klapa, z którą przez chwilę mocował się Virnhart. Widząc jednak, jak mężczyzna dziarsko, zdało by się bez przemyślenia sytuacji, wkracza w ciemność piwnicy zacisnęła zęby i ruszyła za nim. Jednak zaraz przed wkroczeniem zatrzymała się przy mężczyźnie i wskazała na miecz jej towarzysza.

- To nie duchy są twoim największym problemem starcze.- I ruszyła. Ruszyła lekko zaciekawiona, badawczo szukając w otoczeniu czegokolwiek co posiadało w sobie magiczną energię, przygotowana na szybką reakcję.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 917
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

12 paź 2016, 11:58

MG:

Virhart począł schodzić do piwnicy powoli rozjaśniając panujący tam mrok. W przeciwieństwie do Zadry robił to w gruncie rzeczy bez większego zastanowienia, badając stopą kolejne stopnie, słusznie nie ufając wytrzymałości i konsystencji starego drewna, z którego były zbudowane. Jego towarzyszka na swoje groźby otrzymała jedynie krótkie spojrzenie, w którym to dostrzec można było odbicie zniewolonego szaleństwem umysłu alchemika. Nie słuchał jej, albo nie zrozumiał. A może po prostu zignorował. Trudno było stwierdzić. Ścieżki, którymi krążyły myśli tego typu ludzi często były tak dziwaczne i nietypowe, że nie sposób było aby zdrowy człowiek zdołał to naśladować.

Niemniej jednak, gdy poczęła schodzić na dół słyszała go cały czas za sobą, wbrew jej oczekiwaniom żadna klapa nie opadła, wprost przeciwnie - pozostała otwarta. Mężczyzna stąpał tuż za nią, tupiąc lekko i nie mogąc spokojnie ustać, co chwila nerwowo ruszając rękami, wywołując coraz to kolejne szumy, czy szmery swoich ubrań. Jeśli mieli zamiar się skradać, to raczej nie było to możliwe z nim tak blisko. Choć teoretycznie nie tak głośny, to jednak jego mamrotanie i nerwowe ruchy były wyraźnie słyszalne w tak odciętym od świata miejscu jak tamta piwnica.

Zeszli kilka stopni, strop był nisko. Wysoki dość Virhart praktycznie ocierał się głową o sufit nie mogąc się swobodnie wyprostować. Więcej szczęścia miała Zadra, która była od niego niższa o dobre pół głowy, a więc mogła poruszać się bez większych problemów. Idący za nią właściciel piwnicy cały czas coś mamrotał.
- Wspaniały nas błogosławi, tak, tak, tak, tak, tak... Wspaniały nam zawsze pomaga, jest cudownym przywódcą...

Gdy wreszcie postawili nogi na ziemi mieli okazję rozejrzeć się po pomieszczeniu. Było prostokątem, nieco większym niż znajdująca się wyżej pracownia. Wokół panował zapach wilgotnej ziemi i wyczuwalna tylko dla osób o czułym węchu woń rozkładu. Powietrze nie było tak zatęchłe jak można było się spodziewać, piwnica musiała mieć jeszcze jakiś kontakt z powierzchnią oprócz widniejącej u góry klapy. Delikatny przeciąg, który czuli na swoich twarzach tylko to potwierdzał. Przy jednej ze ścian były poukładane jakieś beczki i skrzynie, oprócz tego właściwie nie było złożone w niej prawie nic.

Obrazek

Prawie, albowiem uwagę zarówno Virharta jak i Zadry przykuło coś zupełnie innego niż jakieś stare beczki. W piwnicy znajdowało się jakieś źródło światła, które było jednak skryte za schodami i na tyle nikłe, że nie można było dostrzec go wcześniej z góry. Ukazało się obojgu dopiero, gdy postąpili kilka pierwszych kroków. I było dalekie od tego, co spodziewali się zastać. Przy jednej ze ścian stał dziwaczny ołtarzyk, składający się ze sporej metalowej misy osadzonej na drewnianym podeście, od strony ściany z podestu wystawały różnorakie zaostrzone kości, większość długości ludzkiego przedramienia. Również na ziemi u jego stóp złożone były różnorakie czaski. I bynajmniej nie wszystkie wyglądały na zwierzęce. Przed ołtarzem rozłożony był duży materiał, pozostawał pusty, jednak gdyby zbliżyć się doń z pochodnią możnaby dostrzec czarne plamy posoki obecne w bardzo wielu miejscach. Podobny materiał wisiał przy ołtarzu na ścianie.

Wokół tego wszystkiego stało co najmniej kilkanaście świec. Co najbardziej przykuło uwagę dwójki? Sama metalowa misa. Nie była ona pusta, widniał w niej rozkładający się kawał mięsa, na oko leżący tam dzień, może maksymalnie dwa. Jego zapach ginął w wilgotnym pomieszczeniu. Zarówno Virhart, jak i Zadra nie mieli jednak wątpliwości czym jest, choć nie mogli go dokładnie dostrzec. Serce. Domniemania tej ostatniej nawet posunęły się krok dalej, ludzkie serce.

Nie mieli wiele czasu, aby oglądać ten dziwaczny twór. Wpatrzeni w niego przez sekundę, która zdawała się wiecznością zorientowali się, że coś tutaj nie gra. Po bokach ołtarza stała dwójka mężczyzn. Byli ogoleni na łyso, a ich twarze pełne blizn. Odziani byli w dziwne szaty, które w nikłym świetle piwnicy zdawały się szare. Obwieszeni byli jakimiś przedmiotami, w dłoniach zaś trzymali poskręcane rytualne sztylety. Minęła kolejna sekunda, która zdawała się wiecznością.

... Ale Wspaniały potrzebuje krwi! - rozległ się wrzask zza ich pleców. Kultyści niczym na sygnał ruszyli do ataku.

Zadra zatoczyła się nagle do przodu, wpadając na Virharta. Jej lewa łopatka stała się eksplodującym przy każdym ruchu ogniskiem bólu. Niespodziewane uderzenie, którego uświadczyła mogło mieć tylko jedno, oczywiste źródło. Właśnie próbowano ją złożyć w ofierze.

Awatar użytkownika
Virhart
Posty: 24
Rejestracja: 23 sty 2015, 14:15
Lokalizacja postaci: Zrujnowana kamienica
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3494#53120

12 paź 2016, 16:36

Virhart pociągnął nosem. Wyczuwał jakąś woń, która mu nie pasowała, ale nie był do końca pewien, z czym mu się ona kojarzy. Nie rozpoznał od razu, chociaż podświadomość krzyczała, żeby zawracał. Najemnik brnął naprzód, mówiąc sobie, że nie napotkają niczego, czemu nie daliby we dwójkę rady. Miał pełną wiarę w umiejętności zarówno swoje, jak i Zadry.

Kiedy szaleniec odezwał się po raz kolejny, Virhartowi w głowie wszystko zaskoczyło. Wyznawca jakiegoś pomniejszego boga, którego też zapewne sobie wymyślił. I zapach teraz przywiódł mu na myśl stare, martwe ciało. Nie miał zamiaru zawracać, był przekonany, że człowiek za nimi to zdecydowanie nie jest nikt im przyjazny.

Wolną ręką siegnął po sztylet, trzymając pochodnię przed sobą, ale tak naprawdę uważając tylko na podążającego za nimi mężczyznę. Kiedy zeszli, wiedział, że nie da rady walczyć mieczem w tak małej przestrzeni. Będzie musiał polegać na broni, która spoczywała w jego ręce.

Rozejrzał się po nowo napotkanym pomieszczeniu. Przez sekundę lub dwie patrzył na serce, a później jego wzrok błyskawicznie powędrował ku dwóm kultystom. Najemnik natychmiastowo stanął w pozycji bojowej, nie czekając nawet na ich atak. Wiedział, jak to się skończy.

Zarejestrował, że szaleniec coś krzyczy, po czym dwaj nożownicy ruszyli ku niemu. Już miał wyjść im na spotkanie, ale od tyłu wpadła na niego Zadra. Na chwilę wybiła go z pozycji, ale atakujący nie zdążyli do niego dopaść. Znów stanął naprzeciw im, ale teraz bez zamiaru ruszania się, tylko stał pomiędzy napastnikami a zranioną kobietą. Chciał jej dać jak najwięcej czasu, żeby się pozbierała i mu pomogła.

Począł błyskawicznie analizować ruchy tamtych. Nie byli zaprawieni w boju, nie umieli walczyć. Zaatakują go i będą po prostu pchać sztyletami, aż umrze. Wiedział, że jest silniejszy, szybszy i lepiej wytrenowany, jednak oni mieli przewagę liczebną i przed zwyczajnym, prostym nożem nie było wcale tak łatwo się obronić.

Upuścił pochodnię na ziemię i przystąpił do walki. Potrafił walczyć bez broni, więc dążył do starcia wręcz. Próbował rozbroić przeciwników i zawsze się którymś zasłaniać, żeby nie musieć kontrolować dwóch naraz.

Wróć do „Dzielnica mieszkalna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 13 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 13 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52169
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.