Targ

Miasto to pięknie wygląda w bezchmurne dni, zazwyczaj jednak takowych tutaj brak. Mimo pesymistycznego krajobrazu mieszkańcy Derinie są bardzo przyjaźni i mają niesamowite poczucie humoru. Obróbka wszelkich metali, drewna i kamieni szlachetnych wydobywanych w górach Ikrem przynosi Derinie nie tylko sławę, ale i mnóstwo pieniędzy...</font></p>

Moderator: MG

Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut. 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Targ

27 lis. 2011, 23:33

Targ

Obrazek
Czym byłoby Derin bez swojego targu? Chociaż nie jest tak wielki jak ten w Wolenvain, to taki się wydaje. Może dlatego, że rządzi na nim prawdziwy chaos, który jest tylko z pozoru chaosem? Z pozoru, ponieważ nic tutaj kupcom nie ginie i nie ma też żadnych problemów ze strażą miejską. Mimo to wszystko wydaje się tutaj być przypadkowe, zarówno położenie straganów jak i kształty uliczek między nimi. Pomiędzy kramami oraz przechadzającymi się ludźmi przepychają się ucieszone dzieci, które zazwyczaj bawią się w chowanego dopóki zirytowani krzykami kupcy ich nie wypędzą.
Targ w Derin charakteryzuje się dużą popularnością, zwłaszcza wśród handlarzy z Wolenvain, którzy fatygują się często aż tutaj by dowieźć do swojego miasta najlepsze towary. Racja, nie można tu znaleźć wszystkiego, ale co od wszystkiego to do niczego, prawda? Na tym targu można znaleźć wszystko, co jest związane z przeróbką materiałów takich jak drewno czy metal. A dalszej części targu, tej najbliższej brzegowi jeziora Iqua, znajduje się więcej straganów rybaków.
Chociaż mimo swojej specyficzności, dzięki oferowaniu najlepszych towarów w swojej dziedzinie, miejsce to przyciąga pod koniec tygodnia wielu podróżnych i handlarzy. Dlatego też trudno w te dni w ogóle przepchnąć się między niektórymi alejkami targu. Trzeba uważać na kieszonkowców, chociaż Deeczeńczyków o lepkie ręce oskarżyć nie można…
Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru. 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

03 lut. 2012, 11:43

Szedł powolnym krokiem, obładowany zmarzniętymi skórami, rozglądając się dookoła, chwytając każdy szczegół. Nigdy nie widział miasta! Te wielkie chaty, nie z drewna, a z szarego kamienia, bardziej… solidne. Ludzie, elfy, krasnoludy krzątający się wszędzie, goniąc za czymś, nie zwracając na wilka uwagi. *Nie jest tak źle… Nie próbują mnie zabić* – pomyślał, spoglądając ciekawskim wzrokiem na przechodzącego obok mężczyznę, pędzącego gdzieś przed siebie z jakimś skórzanym woreczkiem, pobrzękującym w rytm jego ruchu…
Charm wkroczył do pierwszego miasta, na jakie natknął się, idąc na północny-zachód. Widział jakieś tablice jeszcze przed jego bramami, lecz nie potrafił ich przeczytać. Po prostu kroczył tam, gdzie wskazywały, mając nadzieję, iż będzie to miasto… i nie mylił się! Już z oddali mógł zobaczyć ogromne koliste zabudowania! To było piękne! Nigdy nie podejrzewałby, że ktoś jest w stanie coś takiego stworzyć! Dla niego zawsze liczyło się, by mieć co jeść, o dom nie dbał. Potrzebował jedynie jakiegoś osłoniętego od wszelkich psikusów natury, miejsca, by się przespać i ruszyć dalej w podróż… Prowadził wędrowny tryb życia, dopiero niedawno przecież dotarł w te okolice i znalazł chatę, którą teraz pragnie odbudować! Jeszcze przed kilkoma laty nigdy nie pomyślałby o czymś takim!!
Zobaczył przed sobą mnóstwo, jak dla niego, stoisk, przy których kręciły się przeróżne istoty w poszukiwaniu potrzebnych towarów, przekrzykując się, kłócąc o pieniądze, jedni o niższą, drudzy o wyższą. Stragany wyładowane były najróżniejszymi przedmiotami, od jakichś dziwnych słojów z zielonymi, niebieskimi i nie wiadomo jakimi miksturami, przez te z jedzeniem, jakimiś księgami, manuskryptami, broniami, zbrojami, przeróżnymi narzędziami, wyrobami, po odzienie– skórzane pasy, spodnie, białe, jakby delikatne tkaniny… coś, czego Charm nie znał. W tym momencie właśnie tych ostatnich miejsc potrzebował. Skoro sprzedają odzienie, to może kupią wilcze skóry?
Podszedł do jednego z mężczyzn, który właśnie kłócił się z jakimś niskim klientem, o cenę za jedną z tych białych koszul.
-To najczystszy jedwab! No, dobra… Niech Ci będzie, że odpowiednio czysty. Ale i tak wart jest w najgorszym przypadku osiem szylingów, a Ty mi tutaj proponujesz marne trzy?? – krzyczał, trzymając koszulę w dłoniach, delikatnie, jakby była wielkim skarbem, gładząc ją dla podkreślenia jej miękkości.
Klient machnął ręką i odszedł dwa stoiska dalej, gdzie kobieta sprzedawała podobne. Sprzedawca tylko posłał ku niemu kilka brzydkich słów i odłożył materiał na miejsce. – Ech… Te głupki myślą, że to tani materiał… O, widzę wilka! Jakże to rzadki widok! Czyżbyś miał ochotę coś zakupić?
Charm spojrzał na koszule, buty, pasy, kamizelki, spodnie… Nie, to nie dla niego. Poza tym przyszedł tu w innej sprawie, miał zarobić pieniądze, a nie je wydawać.
– Witam! Przybyłem tutaj raczej pozbyć się towaru, niźli coś kupować. Zresztą… odzienie tylko by mi przeszkadzało.
-Widać, że masz za sobą spore polowanie!
– powiedział tamten, patrząc raz na skóry, raz na ranę w brzuchu, która nie wyglądała najlepiej. – Nie wiem, czy potrzeba mi skór, raczej pragnę sprzedać te wspaniałe buty! Popatrz! Na pewno nieźle ogrzeją Twoje stopy! Był gotów wcisnąć mu wszystko, bez względu na to, co wilk mówił. Ale nie mógł się teraz poddać… Postara się jednak sprzedać swój towar. Nie wiedział tylko, ile i czego może zażądać… Wcześniej słyszał coś o szylingach… Może to sporo?
– Na pewno przyda się panu skóra białych wilków! Teraz mroźna pora, każdy pewnie chce się cieplej ubrać, czy mam rację?
– No w sumie…
– mężczyzna dał się złapać… choć jeszcze niezdecydowany, ale jednak gotów się skusić – Nie jest najcieplej… ale te Twoje skóry są zmoczone i zamarznięte… a i widzę, że nieelegancko ściągnięte…
– Możliwe, ale co to dla takiego kupca, jak Ty! Dasz sobie radę! Na pewno zrobisz z nich wspaniałe odzienie!
– Wilk i komplementuje obcych ludzi! Znam takie sztuczki, sam je często stosuje, żeby wcisnąć komuś jakiś tani szmelc. Dam ci za to jeden szyling, więcej ode mnie nie żądaj!
– Jeden szyling za sztukę? Chcesz mnie oszukać! Skóry z białych wilków są warte znacznie więcej! Mam nadzieję, że to jednak nie ostatnie Twoje słowo, gdyż na prawdę bardzo się natrudziłem, by je wszystkie zdobyć… Nawet nie wiesz, jak bardzo!

Mężczyzna wydawał się chwilowo wahać… Patrzył z lekko przymrużonymi oczami na białe skóry, zwisające po obu stronach głowy Charma.
– Dobra, dwa! Ale to moje ostatnie słowo! Więcej nie dostaniesz! Nie za taką robotę!
Po tych słowach Charm zrzucił towar z ramion, na ziemię tuż przed stopami kupca, który jak najszybciej wyszedł zza swego stoiska, by zabrać skóry, zanim ich sprzedawca jeszcze podniesie cenę. Nie mógł unieść wszystkiego na ras, więc robił kilka kolejek, zanosząc je za stoisko.
– Dwadzieścia sztuk… Och, masz dziś farta, wilku! 2 suwereny, to sporo pieniędzy! Proszę, tylko nie zgub! Ech… masz, przyda Ci się. W tym pieniędzy nie powinieneś zgubić, tylko strzeż jej, bo czasami można trafić na jakiego złodziejaszka… Powodzenia!!! – to powiedziawszy wsadził wilkowi jakiś stary i obdarty, mały, skórzany woreczek oraz dwie złote monety w łapę. *Jakie to dziwne… że taki ciężar można wymienić na coś tak lekkiego* Wilk wrzucił monety do woreczka i zaciągnął rzemyk…
– Dziękuję! Bywaj!
Charm ruszył w kierunku powrotnym, sakwę z monetami, do których doszedł dzięki niebezpiecznej walce w lesie, gdzie mógł zginąć… To były jego pierwsze zarobione pieniądze, i pewnie jedyne w taki sposób. No, może i coś jeszcze kiedyś sprzeda, ale czy dwadzieścia wilczych skór na raz? Zdobywając je chwilę po tym, jak był jedną, ba, obydwoma łapami na tamtym świecie?! Raczej nie…
Spodobało mu się tutaj… Nie spodziewałby się, że uda mu się zarobić złoto… że potrafi się targować! Ale może skóra białych wilków była warta więcej, niż jakieś dwa szylingi? Może to sprzedawca oszukał jego? Ech… wątpliwości zawsze będą. Nic na to nie poradzi. Teraz ważne jest, by zarobione monety wykorzystać w odpowiedni sposób.
Wyszedł z targu. Musiał w jakiś sposób odnaleźć kogoś, kto mu pomoże w naprawie chaty…
[z/t]
Awatar użytkownika
Silvatis
Posty: 87
Rejestracja: 26 kwie. 2012, 14:03
GG: 18489908
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27401#27401

22 wrz. 2012, 20:44

Theme: http://www.youtube.com/watch?v=cHJLdF2W ... ure=relmfu
Silvatis wkroczył pewnym krokiem na teren miejskiego targu. Od razu do jego czułych nozdrzy wdał się zapach podgniłych ryb, zjełczałego sera i dym z kowalskiej kuźni. Chłopak pomachał energicznie ręką przed nosem odganiając nieprzyjemne zapachy, po czym wszedł w rzekę ludzi, kręcącą się nieopodal straganów. Po chwili został zaczepiony przez grupkę umorusanych dzieci proszących o pieniądze. Mężczyzna stanowczo pokręcił głową na boki, na co starszy z rodzeństwa zareagował kopniakiem w łydkę smoka.
-Ja cię tu zaraz…! – sarkał pod nosem chłopak odwracając się w stronę uciekającej grupki.
Machnął ręką od niechcenia i rozejrzał się po okolicy, szukając kowalskiej kuźni. Po pół minuty szukania potężny obłok dymu zdradził pozycję poszukiwanej lokacji. Uradowany Silvatis przyspieszył kroku rozpychając przy okazji innych ludzi łokciami.
-Jak chodzisz, błaźnie! Z drogi! Na Bogów, co za ślamazarni ludzie… – narzekał cicho stary smok
Po chwili walki z rzeką ludzi brunet znalazł się przed wspomnianym budynkiem. Obleciał wzrokiem zebranych ludzi, oddzielając czeladników od mistrza. Niestety poszukiwania spełzły na niczym. Na szczęście smoka w jego stronę przepychał się krzepki krasnolud, o bujnej, czarnej brodzie, zaplecionej w jeden wielki warkocz. Wytarł brudne ręce o spodnie, po czym zmierzył wzrokiem Silvatisa mrużąc oczy.
-Fili, Mili, Gimrod! Zajmijcie się tamtymi tarczami, niewdzięcznicy! Nie po to wam płacę, żebym wszystko musiał robić sam, psia mać! – wrzasnął w kierunku zgrai pracowników. Następnie wyszczerzył zęby uśmiechu tak szerokim, że smok mógł dokładnie podać jego braki w uzębieniu. -Draugur, mistrz kuźni Złoty Młot, do usług. Czego jaśnie pan szuka? Młot? Tarcza? Sztylet?
Silvatis podrapał się prawą ręką po potylicy, zastanawiając się jak ubrać w słowa to, czego szuka.
-Poszukuję czegoś, co dostatecznie dobrze osłoni mój tors. Napierśnik, coś podobnego. Nie chcę żeby był skórzany, ćwiekowany, ani stalowy. Na zdrowiu i życiu nie ma co oszczędzać, panie Draugurze. Poszukuję jakiegoś porządnego stopu, który nie będzie zbyt ciężki, ale będzie spełniał swoje funkcje należycie. – mówił Silvatis. Po chwili jednak zaklął pod nosem, spojrzał krasnoludowi w oczy i powiedział tym razem nieco ciszej: -Panie Draugurze, mój zawód niesie ze sobą ryzyko trwałego uszczerbku na zdrowiu. Codziennie ocieram się o śmierć. Walczę za marne pieniądze. Nie mam ani rodziny, ani nikogo bliskiego, żadnych perspektyw na przyszłość, jednak zależy mi na swoim życiu.
Chłopak zastanawiał się chwilę nad wypowiedzeniem następnych słów. Wbił piwne oczy w ziemię, po czym szepnął:
-Jestem zabójcą potworów.
Awatar użytkownika
Ezlur
Posty: 77
Rejestracja: 02 sie. 2012, 01:02
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2080

22 wrz. 2012, 21:47

Zaraz po smoku z kancelarii wyszedł rudy. Tak szybko, jak tylko pozwalała mu na to uszkodzona noga, przedzierał się przez miasto. Jemu jednak wszechogarniający tłum zdawał się się nie przeszkadzać. Mimo swojej laski całkiem płynnie podążał za Slivatisem. Co więcej, Ezlur rozkoszował się wręcz zapachami targu. Tak bardzo to wszystko przypominało mu jego rodzinne miasto, jakiś rybak grał na fujarce melodię, która tak bardzo kojarzyła się podróżnikowi z portem w Aldhal… Nie czas teraz jednak na rozczulanie się nad wspomnieniami, przygoda czeka!

Gdy zauważył, że smok udał się do kowala, on sam oddalił się w innym kierunku. Poklepał się po boku, by sprawdzić czy jego mieszek wciąż tam wisi. Był. To dobrze. Kto jak kto, ale on na pewno wiedział, jak łatwo jest zwinąć sakiewkę w tłumie. Ezlur szukał straganu z warzywami i owocami, chcąc uzupełnić zapas śliwek na drogę. Zamarzył mu się nawet placek z tychże owoców, ale przecież nie było tu nikogo, kto by go upiekł dla rudowłosego podróżnika… Przynajmniej tak mu się wydawało, dopóki do jego nozdrzy nie doleciał słodki zapach świeżo wypieczonego ciasta. Kilka minut później wychodził już z piekarni, trzymając w rękach smakowity wypiek i nie wierząc swojemu szczęściu. Wrócił pod kuźnię, gdzie usiadł na pobliskim murku, by czekać na swego nowego towarzysza.

Czekał, aż Silvatis dokona transakcji. W międzyczasie zjadał śliwkowy placek z drewnianej deseczki. Gdy smok już wyjdzie z kuźni, Ezlur podejdzie do niego i witając go słowami "Witaj, mam nadzieję że zakupy były udane. Ja już zdążyłem się przedstawić, ale nie znam twojego imienia, co jest niewskazane, zważywszy na to, że przyjdzie nam razem pracować. Kim ty jesteś?" Podróżnik będzie miał nadzieję na rozpoczęcie rozmowy, zapominając jednak, że nie powinien mówić z ustami pełnymi placka.

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1187
Rejestracja: 29 paź. 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

22 wrz. 2012, 23:47

MG

Karnolud Draugur od dawna rezydował w Derin, prowadząc swój kowalski interes – wielce opłacalną działalność rzemieślniczą. Założył swą kuźnię na targu, a raczej zanim ów targ powstał. Zakład cieszył się dobrą renomą wśród mieszkańców i… bohaterów. Kowal sprzedał najwyżej jakości oręż i zbroje. Większość produktów wykuwał według tajemniczej krasnoludzkiej receptury kowalskiej, wielu zapłaciłoby majątek, by poznać wiedzę ukrytą w łbie Draugura. Wielu zapłaciło majątek, coby otrzymać mistrzowskiej roboty opancerzenie. Niewielu dostało po łbie, gdy chcieli oszukać starego krasnoluda.

Smok zawitał w kuźni sławnego kowala, który od razu zauważył Silvatisa. Chytrze uśmiechnął się, miał nosa do ludzi, a gość na pewno zajmował się jedynym słusznym rzemiosłem – zabijaniem, zabijaniem w dobrej wierze, oczywiście. Brodacz zbliżył się do klienta, wcześniej zdrowo motywując swych czeladników do pracy. Bytowali tu od dawna, ale nadal nie poznali choć jednego kowalskiego sekretu swego mistrza. Domena krasnoludów – powoli obdarzają kogoś zaufaniem… Szczególnie, gdy chodzi o wiekowe umiejętności, wymieniane najczęściej w obrębie własnego klanu. Ta rasa trzyma język za zębami. Ci, którzy uzyskali ich zaufanie oraz ich widzę, mogą nazwać się szczęściarzami, albowiem zdarza się to niezwykle rzadko. Mistrz przedstawił się – przy tym proponując kilka asortymentów – i wysłuchał mowy smoka.

- Aaa! Psia mać, pancerz zacnemu panu potrzebny. Zważając na profesję… – Odwrócił się. Niczym jastrząb, począł wypatrywać swego czeladnika. Błyskawicznie zauważył wyłaniającą się sylwetkę z wnętrza magazynu. Pierw wyszedł but, a Draugur już wiedział, kto wyjdzie – rozpoznał dzieciaka po obuwiu. - Janek, ty gównojadzie! Dawaj tu Żelaznego Protektora. Tempo, kurwa! – Ryknął, a Janek natychmiast zawrócił, został zmuszony do odnalezienia Żelaznego Protektora w niemałym bałaganie. Po chwili wyszedł, niosąc pancerz. Była to kolczuga, idealnie pasująca na Silvatisa. Kolor metalu był nienaturalnie błękitny.

- Widzisz, panie? To kolczuga wykonana z krystalicznej stali. Idealnie chronić będzie tułów, ramiona do łokci oraz górną część pachwiny. Porządny pancerz, będzie długo służyć. Tylko… Osiem suwerenów. – Rzeczywiście, kolczuga wydawała się dobrą inwestycją. Oczy wojownika nie zdołały wyłapać żadnych wad konstrukcyjnych, jednak nie znał się na kowalstwie, więc do końca pewnym być nie mógł. - Normalnie sprzedałbym za dwanaście, ale szanuję pana i panu podobnych… – Dodał ciszej.

Awatar użytkownika
Silvatis
Posty: 87
Rejestracja: 26 kwie. 2012, 14:03
GG: 18489908
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27401#27401

23 wrz. 2012, 07:55

Chłopak podrapał się po głowie widząc Żelaznego Protektora. Był piękny, podobał mu się. Zagwizdał pod nosem widząc dzieło krasnoludzkiego rzemiosła. Chwycił za kolczugę i przełożył ją sobie przez głowę. Pasowała idealnie. Powyginał się trochę na boki, kucnął i wywinął niewidzialnego młyńca nad głową. Nie ograniczała jego ruchów i nie wydawała niepotrzebnych dźwięków. To było to. Silvatis uśmiechnął się pod nosem czując,że znalazł to po co przyszedł. Niestety uśmiech spełzł mu z ust, gdy usłyszał cenę pancerza.
-Cholera jasna, osiem suwerenów? Nie mam tyle… Chooociaż… Karmazyn coś wspominał o zniżkach. Sprawdźmy moc jego wpływów.
-Zacny panie, to jest to, czego szukam. Jednakże osiem suwerenów? Za dużo… Czy wspominałem jednak, że przychodzę tu z polecenia jaśnie namiestnika Derin – szanownego pana Jakurena? Wspominał on, iż zostanie udzielona mi hojna zniżka na lokalne towary. Szepnę o panu kilka dobrych słów po powrocie. Sądzę, że brak opłat za targowisko zwróci Panu zniżkę. – powiedział Silvatis, unosząc kąciki warg w uśmiechu. -Gdyby jednak i to nie starczyło…
Po wypowiedzeniu tychże słów Silvatis wyciągnął z wewnętrznej kieszeni jedną, małą monetę, na której awersie była sporych rozmiarów głowa smoka, a na rewersie kaligrafowany napis "Wszyscy zginą". Położył ją na blacie i podsunął w stronę krasnoluda.
-Gdy kiedyś będziesz potrzebował pomocy, przekaż tę monetę komukolwiek w Wolenvain mówiąc "Ostrze łaknie krwi". Zjawię się w przeciągu kilku dni od wezwania. – powiedział smok nieco ciszej, po czym uśmiechnął się do Draugura, mówiąc: -To jak będzie z ceną?
Awatar użytkownika
Infia
Posty: 122
Rejestracja: 18 sie. 2012, 03:30
GG: 2608032
Karta Postaci: viewtopic.php?p=33157#33157

23 wrz. 2012, 13:40

Infia wychodząc z komnat namiestnika, miała ochotę spotkać się z Silvatisem. Miała mu do zaproponowania coś, na co miała nadzieję przystanie. Wydawało jej się, że to właśnie z nim ma największe szanse na znalezienie zguby i dopadnięcie Wrony. Był dobrze zbudowany, wyglądał na silnego i pewnego siebie człowieka. Był również przystojny, co także przemawiało za chęcią współpracy – szczególnie dla tak atrakcyjnej, młodej kobiety jaką była Infia.
Do takiej współpracy reszta przybyłych podróżników raczej jej nie pod pasowała. Rudowłosy jegomość wydawał się bardzo miły jednak uważała, że nie był on typowym łowcą skarbów – chodzący o lasce mężczyzna, wielbiący się w śliwkach bardziej pasował do konkursu na najlepszego ojca czy dziadka. Złotooka… no cóż. Ona była mroczną elfką. Sam ten fakt średnio jej pasował. W teorii Infia miała od jakiegoś czasu być milsza dla elfów i elfopodobnych istot, ale mroczne elfy… to byli tacy odmieńcy. I gdyby nie ten fakt, Złotooka byłaby idealnym partnerem – w końcu jeżeli wyglądała na taką łuczniczkę na jaką wyglądała, tworzyliby z Infią idealny duet. Był jeszcze bezuczuciowy koleś, ale z nim Infia nie chciała mieć w ogóle do czynienia. Zresztą i tak pewnie nie chciałby współpracować, wydawał się on typowym samotnikiem. Podobny do niego facet i kobieta, którzy również siedzieli w kancelarii zdawali się już lepszymi kandydatami, ale wydawali jej się tacy… nijacy, bez charakteru. No i smok – kto by chciał współpracować z malutkim jak pies jaszczurem, u którego nie wiadomo nawet było czy zieje płomieniami. Z drugiej strony – pewnie nie chciałby pieniędzy. Zawsze plus. Zostawał Silvatis.
Mężczyzna już w kancelarii powiedział, że udaję się na targ. Tam też, zaczęła go wyszukiwać wzrokiem. Ludzi było sporo, dlatego niełatwo było go znaleźć. W końcu jednak to jej się udało – niestety w towarzystwie jednego z uczestników wyprawy – Ezlura. Och, ten śliwkojad. Znowu ze śliwkami. Jakież to zaskakujące. I poniekąd urocze. – pomyślała z równie uroczym uśmieszkiem na twarzy.
Postanowiła podejść do obu panów znajdujących się przy kuźni. Zauważyła, że Silvatis przymierzał jakąś kolczugę, w której prezentował się całkiem nieźle. Ciekawe ile taka kosztuje. I ciekawe czy go na nią stać… – pomyślała. Poszła dalej, podchodząc do kuźni.
Dzień dobry panom. – odezwała się uroczym głosem, przymykając nieco oczy i uśmiechając się serdecznie. Następnie jej oczy, nienachalnie, powędrowały w kierunku dość zajętego w tej chwili Silvatisa.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1187
Rejestracja: 29 paź. 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

26 wrz. 2012, 22:25

MG

Krasnolud zamyślił się, albowiem klient posiadał polecenie Jakurena – namiestnika Derin. Sytuacja nieco się zmieniła, nikt nie ośmieliłby przeciwstawić się jego woli. Poszukiwacz przygód musiał więc być tym, który miał odnaleźć zgubę szlachcica, oczy Draugura błysnęły. Miał okazję wykorzystać Silvatisa.

- Hm… To zmienia postać rzeczy, definitywnie. Cóż, dam ci tą zbroję za cztery suwereny, ale… Możesz ją otrzymać za darmo, jeżeli coś dla mnie zrobisz. – Pokręcił głową, wychwycił wiele nieproszonych osobników… - Pewna osoba na targu posiada posążek Lorven… Wykonanego z platyny. Chcę mieć ten posążek – znacząco zniżył głos, aby tylko smok mógł usłyszeć jego pomruk.

- Persona jest wróżbitą, bytuje w charakterystycznym namiocie… Szybko znajdziesz. Co ty na to?

Awatar użytkownika
Silvatis
Posty: 87
Rejestracja: 26 kwie. 2012, 14:03
GG: 18489908
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27401#27401

27 wrz. 2012, 12:07

Chłopak uniósł kąciki ust w szerokim uśmiechu. A więc ten cały Karmazyn ma duże wpływy w tym całym mieście. Mógł być w sumie namiestnikiem-marionetką, a patrzcie go! Jedno zdanie, a kolczugę z kryształowej stali mogę dostać za zwykły posążek?
-Do zrobienia. Bywaj, Draugurze.
Silvatis schylił głowę w geście pożegnania, po czym skierował się ku wyjściu z kuźni. Gdy tylko przeszedł przez drzwi ujrzał czekające na niego dwie persony – Infię i Ezlura. Uśmiechnął się po nosem, a następnie wykonał dostojny ukłon w kierunku kobiety.
-Zwę się Silvatis Voro z'Aeterus Flagrantia z Taserval. – powiedział spokojnym, ciepłym głosem. Kiwnął głową w stronę Ezlura w geście przywitania.
Po chwili przeniósł swój wzrok na kobietę, uśmiechając się szeroko.
-Moje imię już znasz, pani. Czy mogłabyś zdradzić nam swoje?
Po usłyszeniu odpowiedzi na zadane pytanie, smok kontynuuje swą wypowiedź.
-Udam się teraz do namiotu wróżbity. Wrócę tu za ćwierć obrotu. Wtenczas możemy udać się wprost w kierunku północnej bramy Derin. – powiedział Silvatis. -Cóż, komu w drogę, temu czas. Bywajcie.
Kiwnął głową w kierunku rudowłosego mężczyzny i skłonił się w stronę kobiety. Odszedł kilkanaście kroków od kuźni i rozejrzał się w poszukiwaniu wspomnianego namiotu. Bez problemu go odnalazł, bowiem wyróżniał się ze względu na swój kształt pośród innych straganów. Spiczasty dach, wszystko powleczone skórą wymalowaną na czerwony i żółty kolor. Cóż, prezentował się dość ekstrawagancko. Silvatis przyspieszył kroku. Uchylił poły namiotu i wszedł do środka. Wzrokiem zaczął szukać platynowej figurki. Gdzie jesteś, do cholery? Potrzebuję cię, Ty głupia figurko…. Po chwili smok zlokalizował przyszłą zdobycz na stoliku pośrodku pomieszczenia. Pochylił głowę i powoli, niczym pantera począł zbliżać się do zdobyczy.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie. 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

27 wrz. 2012, 20:47

Anemetius powolnym krokiem przemierzał targ. Postanowił w międzyczasie nieco pozwiedzać miasto i być może kupić coś użytecznego na potrzeby wyprawy. Nie miał jednak czegoś specjalnego na myśli, więc chodził od stoiska do stoiska zatrzymując się, przyglądając towarom i odchodząc. Bardziej interesowały go informacje. Chciał wiedzieć, kto rozmawiał z namiestnikiem i jakie decyzje u niego zapadły. Nienawidził być niedoinformowanym. Zamierzał poznać tożsamość osób, które zgłosiły się do zadania. Wybadać grunt i ocenić wstępnie sytuację.
Irytujące bachory – mruknął z niesmakiem, kiedy uderzył w niego kolejny dzieciak i wybąknąwszy niezrozumiałe "przepraszam" zniknął w tłumie. Nie przepadał za tłumami, choć z jednej strony czuł się w nich anonimowo, ale działało to w obie strony. Nigdy nie można było być pewnym, kto czai się z tyłu lub wychodzi zza rogu. Należało mieć oczy wokół głowy i wytężony słuch, aby usłyszeć nawet najmniejszy szelest. Zwłaszcza w okolicach sakiewki, którą od samego początku otoczył niewidzialną barierą. W najgorszym wypadku złodziej straci dłoń.
Nagle zupełnie odpłynął tracąc kontakt z rzeczywistością. Zdawała się być jedynie szarym, rozmazanym tłem pozbawionym w tej chwili dla niego jakiegokolwiek znaczenia. Pogrążony w myślach zastanawiało się z jakimi przyjdzie mu zmierzyć się przeciwnościami podczas podróży oraz z kim będzie dzielić trudy. Czy będą tam osoby potężne, potężniejsze od niego, czy też może wręcz przeciwnie? Jak powinien się zachowywać? Jakkolwiek by nie było, jedna rzecz nie ulegnie zmianie – zgarnie wszystko tylko dla siebie.
Podczas tych rozmyślań nie zauważył zajadającego się śliwkami mężczyzny naprzeciwko. Wpadł na niego i gwałtowne zderzenie natychmiast przywróciło go do rzeczywistości. Zdenerwowany, że jakiś człowiek ośmielił stanąć mu na drodze, chociaż to on na niego wpadł, krzyknął na niego.
Uważaj jak chodzisz! – Przyjrzał się mężczyźnie z początku z gniewem, ale gniew szybko ustąpił zaciekawieniu. Coś wewnątrz podpowiedziało mu, że nie był to pierwszy lepszy człeczyna, jakich pełno na targu.

Wróć do „Derin”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 5 użytkowników online: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 3 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Ropień, Zadra
Liczba postów: 51989
Liczba tematów: 2958
Liczba użytkowników: 1034
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: kika2121
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.