Brama Twierdzy z dziedzińcem zamkowym

Chroniona ze wszystkich stron przez wysokie, będące ongiś częścią Zamku Jasności mury, zamieszkana przez elitę społeczeństwa i mieszcząca w sobie Pałac Sprawiedliwości Twierdza zajmuje niemal jedną czwartą Wolenvain i jest najstarszą dzielnicą stolicy. Wstęp za jej masywną bramę mają jedynie przedstawiciele możnych rodów szlacheckich… albo wiedzeni do jej lochów, wysoko urodzeni skazańcy.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Brama Twierdzy z dziedzińcem zamkowym

04 lut 2011, 00:00

Podszedł do strażników, odgarniając ręką włosy i stając przed nimi z wysoko uniesioną brodą.
— Chciałbym dostać się do Pałacu — rzekł, czekając chwilę, by strażnicy rozważyli jego słowa.
Oczywiście spodziewał się negatywnej odpowiedzi (…).
– elf Kot'eleiven przy próbie przekroczenia bramy Twierdzy

Najstarszej części Wolenvain strzegły jasne, sprawiające wrażenie pobielonych mury, wyraźnie odróżniające się od okalających stolicę ze stron północnej, południowej i zachodniej murów miejskich. Były przede wszystkim grubsze i wyższe, zdawały się być zbudowane o wiele solidniej. Także ich faktura była inna – bardziej zwarta i gładsza, z niewielką ilością ukruszeń, co znacząco wyróżniało je na tle innych. Widać było, że powstawały bardzo długo, z nieludzkim wręcz pietyzmem i dokładnością. W miejscu, w którym Twierdza graniczyła z położonym na jej południu centrum miasta, jednolita struktura murów zaburzona została przez solidną, idealnie wpasowaną weń, wysoką na dziesięć metrów bramę ze spuszczaną, stalową broną i blankami na szczycie. Znajdowała się ona asymetrycznie, nieco bliżej wschodnich murów.

Obrazek
(Starcia barbarzyńskich roskvarów z rycerstwem na ulicach Wolenvain, 405EF. W tle brama Twierdzy.)



Dzień i noc pilnowali jej czterej ciężkozbrojni, wysoko urodzeni strażnicy, nie wpuszczając za nią nikogo, czyj strój nie poświadczał o znacznej potędze i przynależności rodowej noszącego. Twierdza była nieosiągalnym, niedostępnym dla większości społeczeństwa sanktuarium, stanowiąc idealną ochronę dla swoich rządzących Autonomią Wolenvain mieszkańców.

Wartę zmieniano dwa razy dziennie – o świcie i o zmierzchu, przy czym ta nocna była właściwie odgrodzona od reszty Twierdzy zamykaną wieczorową porą bramą. Każdy ze strażników miał obowiązek posiadać jedną broń długą, jedną krótką i jedną miotaną. Wybór padał zwykle na halabardę, krótki miecz przy pasie i kuszę na ramieniu, chociaż kombinacji było bardzo wiele. Popularne wśród strażników były także włócznie, łuki, miecze dwuręczne, półtoraki i buzdygany, a nawet drewniane pałki z żelaznymi okuciami oraz cepy bojowe. Niektórzy z nich jako dodatek preferowali stalowe bądź drewniane tarcze, inni za swoją główną obronę mieli wyłącznie złożone z wielu płyt zbroje. Oczywiście w cieplejsze dni większość z nich uciekała się do tej pierwszej ewentualności, pozostawiając części zbroi jedynie w najważniejszych, szczególnie narażonych na atak punktach, co i tak czyniło ich jednymi z lepiej chronionych wojowników.

Prócz uzbrojenia w strażnikach zmieniał się też sposób manifestowania przez nich swojej przynależności. Ich stroje zawsze łączyły w sobie odcienie żółtego i bordowego, kolory Wolenvain. Futrzane, pozbawione rękawów płaszcze, jakie nosili zimą, także utrzymywały się w podobnej tonacji. Latem, kiedy płaszcze stawały się zbędne, każdy strażnik nosił ciemnobordową pelerynę z wyhaftowanym złotą nicią dużym gryfem, symbolem miasta. Żaden z pełniących straż rycerzy nie mógł nosić własnych symboli rodowych na warcie. Jeden z nich zawsze pełnił rolę kapitana, wyróżniając się zazwyczaj typem noszonego hełmu, a raczej jego zdobieniem – pióropuszem, skrzydłami lub kolcami. Pozostali strażnicy nosili zwykle otwarte, gładkie łebki, rzadziej szyszaki z nosalami i karczkami.
Sama brama po swej lewej i prawej stronie chroniona była dodatkowo przez nieco przerastające ją, przysadziste baszty z blankami. Konstrukcja obsadzano zwykle przez kolejnych sześciu lub ośmiu uzbrojonych w kusze i łuki strażników w kolczugach, naramiennikach, nagolennikach i szyszakach. Dzięki ogromnemu zasięgowi swoich broni i zwiększonej z racji wysokości widoczności, trzymali oni w ryzach każdego, kto próbował prześlizgnąć się przez bramę, nawet w przypadku nieobecności strażników na dole.

Gdy komukolwiek udawało się przekroczyć bramę Twierdzy, jego oczom ukazywał się sporej wielkości, brukowany, otoczony zielenią dziedziniec z drewnianym szafotem oraz wypełniający tło, przytulony do północnych murów, niezwykle okazały Pałac Sprawiedliwości. Od strony wschodniej dziedziniec ograniczony był przez stajnie oraz budynek mieszczący siedzibę Gwardii Królewskiej, od zachodniej – przez ogromny kompleks budynków stanowiący siedziby szlachty oraz mieszczący zakłady kowalskie. Piwnice kompleksu stanowiły główny skład żywności w zamku. Budynki starały się zachowywać surowe piękno murów Twierdzy, jednak jasnym było, że większość z nich nie pełniła już funkcji czysto obronnej, będąc tworami o wiele nowszymi i typowo użytkowymi.
Przez dziedziniec codziennie wędrowali tak przedstawiciele szlachty, jak i ich nisko urodzeni słudzy, niechybnie wypełniając zadania ogromnej wagi.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
panna Ficja Ezyhar;
przedstawiciele stanu szlacheckiego obojga płci, z różnych rodów.
Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

16 wrz 2012, 02:09

Towarzyska nie, ale przyjacielska – tak. – powiedział Urlos, kiedy szli z Łajzą przez hol. Morain ciągle rozmyślał gdzie mógł się czegoś dowiedzieć czegoś o prawdziwym obliczu Rady. Fakty przed którymi stał były takie, że był obcy w Wolenvain – nie tylko osobą, ale rasą, poglądami, religią – w zasadzie całym sobą i wszystkim tym co reprezentuje. Zdobycie jakichkolwiek informacji istotniejszych niż występujący w Autonomii klimat pogodowy może być nawet niemożliwe, ale musiał spróbować.
Jego rozmyślania przerwali strażnicy pałacowi, którzy zatrzymali Urlosa i Łajzę tuż przed wyjściem. Wtedy chłopak ruszył w obronie gościa, morain parsknął śmiechem w duchu, jednak przed strażą zachował poważny wzrok i swoją charakterystyczną, beznamiętną w kamieniu ciosaną twarz.
Ten chłopak – zaczął mówić powoli niskim, basowym tonem, robiąc wrażenie jakby próbował siebie samego uspokoić i powstrzymać od tego by z miejsca nie rozszarpać strażników na strzępy – ma rację, wolałbym gdybyście mości panowie mnie tak nie nazywali. – skierował wzrok na drugiego strażnika – W oczekiwaniu na posłańca od Rady, udam się na spacer po mieście. Szanowny waćpan Łajza będzie moim przewodnikiem, póki co również pełni funkcję mojego prywatnego gońca. Uznałbym za grzeczność w stosunku do mojej osoby, gdybyście panowie traktowali go z szacunkiem. – zrobił krótką przerwę, po czym pochylił się nad strażnikami blokującymi Urlosowi drogę, naruszając nieco w ten sposób ich prywatną strefę. Bez gwałtownych ruchów, tak by nie stwarzać wrażenia ataku, złapał swoją olbrzymią z ostrymi pazurami prawą łapą za halabardy, które strażnicy trzymali, tak jakby były to nieco większe wykałaczki, po czym odłożył je na ziemi. Urlos faktycznie był już trochę podirytowany tym, że straż ciągle go ogranicza – najpierw stwarza problemy, by wpuścić go do pałacu, potem następne kiedy chce z niego wyjść. Zachowując się w ten nienaturalnie szorstki dla niego sposób, Urlos miał nadzieję wywołać w tych ludziach nieco strachu przed morain, by nie blokowali mu drogi za każdym razem gdy przechodzi.
Urlos chociaż żył wśród granic tradycji, zwyczajów, miejscami nawet i zabobonów, to wciąż w pełnej wolności, swobodzie. Zachowania ludzi były mu chociaż znane z ksiąg to wciąż nienaturalne. Sam z charakteru nie był ani szorstki ani tak ofensywny, lecz zdawał sobie sprawę, że musi takie wrażenie sprawiać jako osoba która reprezentuje całą jego kilkutysięczną rodzinę. Dodatkowo w grę wchodzi tak przez ludzi zwana polityka, w której Urlos musiał pokazać nie tylko siebie ale wszystkich morain ze stepów jako hardych, inteligentnych, pewnych siebie i stanowczych sojuszników. To była część jego świętej misji, której priorytet przewyższał wszystko inne, nawet samego prawdziwego Urlosa.
A więc panowie, możemy przejść?
Awatar użytkownika
Ari
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

16 wrz 2012, 20:41

MG

Trzeba było widzieć minę Łajzy! Gdyby nie to, ze miał ręce pełne owoców, z pewnością zagrałby na nosie przed strażnikiem, który osłupiały wpatrywał się to w morain, to w małego szkraba, któremu tak bardzo się upiekło. Strażnik poczerwieniał ze złości i poprzysiągł zemstę na Łajzie, gdy tylko Urlos zniknie z zasięgu wzroku. Drugi strażnik wykazał się większą przytomnością umysłu. Nie rozdziawił ust ze zdumienia, gdy Urlos rozbroił ich z delikatnością najady. Przetrawił za to jego słowa, starając się znaleźć wyjście z tej sytuacji. Nie wiedział, czy gość może tak po prostu wyjść, bo nie dostał żadnej wytycznej w tej sprawie. Poprzedni strażnik albo zapomniał mu coś przekazać, albo też nie otrzymał instrukcji. Z drugiej strony Urlos był gościem, a nie więźniem, więc nie powinien mieć trudności z opuszczeniem pałacu. Z kolei, gdyby radni dziwnym trafem ocknęli się z letargu, w który wpadli jakiś czas temu, z pewnością to im, biednym strażnikom by się oberwało. Z ostatniej strony stał Urlos, który chciał wyjść i dał im do zrozumienia, że nie jest to dla niego trudne. Pytanie tylko, czy będzie musiał uciec się do przemocy, czy wyjdzie za ich zgodą…
Zwiedzanie miasta to chyba dobry pomysł. Tylko proszę uważać, w niektórych miejscach jest niebezpiecznie. Radziłbym nie oddalać się zbytnio od centrum miasta. -powiedział po chwili namysłu "ten mądrzejszy" strażnik. Zrobił przejście i podniósł swoją halabardę. Nie chciał doprowadzić do rękoczynów, w końcu by za to oberwał. Doszedł do wniosku, że to sprawa Rady, ze nie zajmują się gościem. Niech go sobie szukają, biegając po mieście z wywalonymi na wierzch jęzorami.
Łajza, przechodząc przez bramę, ominął strażnika szerokim łukiem. Nie chciał ryzykować niespodziewanego ciosu w głowę. Widać, że był zaznajomiony ze strażnikami. Przed bramą czekało na niego kilku chłopaków, którym oddał owoce, zostawiając sobie tylko dwa jabłka. Ukradkiem sprawdził, czy zawiniątko nadal bezpiecznie spoczywało za pazuchą. Szepnął kilka słów kolegom, którzy najpierw wydali z siebie kilka "ochów" i "achów", gdy ten opowiedział, że lud Urlosa nazywa się morain. W krótkim czasie pewna część mieszkańców powinna znać poprawną, nie budzącą gniewu, nazwę. Odmeldował się im i pożegnał. Chłopcy sobie poszli, kopiąc kamyki na drodze i zajadając się owocami, a Łajza podbiegł do Urlosa, który zdążył w tym czasie przejść przez bramę.
Co chce pan zobaczyć? Jakieś ładne miejsca, czy może raczej te ciekawe? -nie uśmiechało mu się oglądanie zabytków czy oprowadzanie Urlosa po fontannach. Wolałby zaprowadzić go do karczmy, skąd nie zostałby wygoniony mając tak świetnego towarzysza. Wszak Łajza, a od niedawna Szanowny Waćpan Łajza, nie jest teraz byle kim, tylko osobistym przewodnikiem jednego z morain! Tak, dzieciak był zachwycony i dumny. Podał jedno z jabłek Urlosowi.
Proszę, cobyśmy nie opadli z sił. -powiedział tak, jakby wcześniej nie napchał się do granic możliwości. Ale gest był całkiem miły.
Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

17 wrz 2012, 01:38

Urlos zatrzymał się na chwilę, gdy udało mu się w końcu dostać poza pałac, by w spokoju zastanowić się gdzie powinien teraz się udać żeby zdobyć informację o Radzie. Trzymając głowę dumnie i wysoko, spoglądając gdzieś w dal, chociaż nie patrząc na nic konkretnego mężczyzna mógł sprawiać wrażenie, jakby wdychał powietrze, rozkoszując się nim, jakby tak naprawdę był zupełnie gdzieś indziej.
Informacje o samej Radzie jako o instytucji nie były interesujące dla morain, nieważne jak Rada działa, pomijając fakt, że nie działała zbyt dobrze, a przynajmniej tak to wygląda. Rada składa się z trzech person – Herubin, Niniel i Tarreth, Należało się o nich czegoś dowiedzieć. Bazując na wszystkim co do tej pory widział i słyszał, Urlos uznał, że Rada jest czymś co ma zastąpić prawdziwą władzę, również raczej nieudolną – królową. Z dwóch osób które poznał, radny Herubin najbardziej przypominał rządzącego. Niniel zdaje się uzurpowała sobie pozycję głowy Rady, chociaż, tak jak morain słusznie założył, jedynie przed samą sobą, bo faktycznie okazuje się, że rządzi Tarreth – wilkołak. Wilkołak w polityce to nie jest coś normalnego, więc kolejny wniosek Urlosa był taki, że Rada została powołana po jakiejś tragedii, kiedy nieobecność królowej była najbardziej bolesna, wtedy też dostrzeżono, że jakaś władza jest potrzebna. Po takich wydarzeniach kogo lepiej wybrać niż bohaterów tragedii? I oto oni – Herubin, Niniel i Tarreth, trzej herosi, którzy ratując ongiś Wolenvain, dziś prowadzą je prosto do upadku. Najlepszym wyjściem będzie biblioteka, możliwe, że miejscowe wpisy w księgach będą poruszały nieco osobowość i to kim byli wcześniej, szanowni radni.
Urlos zdawał sobie również sprawę z tego, że Łajza nie potrafił czytać, więc również biblioteka będzie dla niego czymś niezrozumiałym, a zarazem ostatnim miejscem do którego chciałby się udać. Gdy chłopak delikatnie trącił centaura, ten jakby obudził się i natychmiast spojrzał na niego. Ha! Niech mi sztylet ze smoczego kła przebije serce jeśli na jego twarzy właśnie nie pojawił się uśmiech.
Dziękuję, ale tobie jest bardziej potrzebne, jeśli kiedyś chcesz dorównać mi krzepą. Masz w sobie już magiczną moc, którą dał ci tamten owoc, teraz musisz jeść i dużo ćwiczyć. Kto wie, może jeśli dłużej zostanę w Wolenvain to cię czegoś nauczę. Teraz słuchaj, zrobimy tak – zaprowadzisz mnie do biblioteki, o ile jakaś tu w ogóle istnieje, – dodał pod nosem – potem zaniesiesz nierozpakowany – wyraźnie zaznaczył – dar dla swojej matki. Pamiętaj o czarze, który wciąż nad tobą czuwa, dopóki nie dasz tego podarunku matce. Aha i dobrze by było gdyby nikt nie widział jak go będzie rozpakowywać. Po wszystkim wrócisz do mnie, wtedy powinienem już skończyć pobyt w bibliotece, zgoda? No to prowadź, szanowny waćpanie Łajzo.
Chłopak szedł, a Urlos obok niego, po kilku krokach centaur wspomniał:
Aha, i co powiesz na to, żeby zmienić twoje przezwisko na bardziej adekwatne do twojej nowej pozycji społecznej? Z czasem, zobaczymy co da się zrobić, chyba, że wolisz zostać przy aktualnym?
z/t
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

21 wrz 2012, 18:17

Wieści w mieście bardzo szybko się rozchodzą. Kotetsu nie potrzebował dużo czasu, bądź jakichś specjalnych środków, by dowiedzieć się, co działo się w mieście, podczas jego nieobecności. Większość z tych rzeczy, uznał za bezsensowne, nic nie wnoszące plotki, bądź zwykłe, wydumane bzdury. Znalazła się jednak pewna informacja, która sprawiła, że Kotetsu zrozumiał, co powinien w tej chwili zrobić. Mianowicie, doszły do niego słuchy, że w karczmie, odbyła się niedawno walka, według większości plotkujących, było tam pełno krwi, i leżących na ziemi trupów. Nie było by w tej informacji nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że wśród pojmanych, znajdował się Bruno Saviano. Tak przynajmniej uważał elf, jako że opis był nad wyraz trafny, i pasujący do tego starego skurczybyka. A on w końcu był mu coś winien. Chodziły słuchy, że to właśnie on był tym, kto zrobił tam największą rzeźnię, i opisywany był także, jako bezwzględny morderca i psychopata. W sumie, opis całkiem trafny. Tak czy owak, Kotetsa coś tchnęło, by go odwiedzić, i spróbować pomóc, w jakikolwiek sposób. Było też coś jeszcze. Ciemnowłosy elf od dawna zastanawiał się nad wkroczeniem do rady. Odkąd przybył do WV, elfy wydały mu się rasą, która nie otrzymała należnych jej praw. Elfy chowają się po kątach, przesiadują w domach, a gdy już wyjdą, to są na ogół nieśmiałe oraz ciche. Tak nie może być, potrzeba im kogoś, kto będzie w stanie powalczyć o ich prawa. Te dwa powody zdecydowały właśnie, że udał się w stronę pałacu, stukając kosą o bruk, i zbliżając się do bramy prowadzącej do pałacu.
Podszedł do strażników, odgarniając ręką włosy, i stając przed nimi, z wysoko uniesioną brodą.
- Chciałbym dostać się do pałacu – rzekł, czekając chwilę, by strażnicy rozważyli jego słowa. Oczywiście spodziewał się negatywnej odpowiedzi, więc zanim cokolwiek odpowiedzieli, zaczął kontynuować. - Gwoli ścisłości, chcę odwiedzić więźnia, jeśli to nie byłby problem. Jeżeli moja propozycja nadal Wam nie odpowiada, możecie posłać po Herubina – powiedział, prostując się, i zerkając na nich z góry. Nie był pewien, czy wpuszczą go bez żadnych problemów, tym bardziej że jego wygląd oraz wyjątkowo agresywne wyposażenie. Sam zapewne nie zdecydował by się na wpuszczenie takiej osoby. Ale fakt, że znał Herubina, powinien trochę zmienić ich nastawienie do niego. Jedynym problemem mógłby być fakt, że on sam nie ma pewności, czy Herubin go wpuści. W końcu nie łączyło ich zbyt wiele, poza wspólną walką, i podjętym przez Kotetsa ratunkiem. Ale zapeszanie w tej sytuacji było po prostu bezsensowne, tak więc elf rozwiał swoje wątpliwości, i swoim czujnym wzrokiem przypatrywał się straży, czekając na odpowiedź.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

23 wrz 2012, 06:41

MG
Chłopak z Linoskoczka nadal patrzył na Madramixa, gdy ten… rozpłynął się w powietrzu. Młodzian zamrugał kilka razy, spojrzał na stojącego nieopodal ogra, do którego, zdawałoby się, starzec przed zniknięciem mrugnął, po czym zbladł, cofnął się i nabrał powietrza w swe pojemne płuca.
- ZŁODZIEJ! - wydarł się, przyciągając natychmiastową uwagę strażników przy bramie. Ten bardziej pyskaty zdecydował się odezwać.
- Czego się drzesz?! Gdzie ten dziadyga? - zapytał, z powątpiewaniem patrząc na Golfega, gotów do natychmiastowego zrejterowania, gdyby stwór przypadkiem nabrał ochoty na ludzkie mięso. - Ukradł ci co, e?
- W karczmie nie zapłacił… - wydukał tamten, błądząc oczami po całej ulicy. - …A teraz go nie ma! - dodał od razu, pewien swego, acz taktownie spuściwszy wzrok.
- Zniknął, psi syn! WIDZIAŁEM TO! Cholerna magia! - ryknął ktoś z murów. Wtórowały mu inne, podniesione głosy, które wyraźnie aprobowały tę historię.
- Chciał wejść do Twierdzy… - rzekł strażnik w zamyśleniu, przezornie odsuwając się od ogra. - Ożesz…! - wymamrotał z emfazą. - Może być wszędzie! - zawołał, potwierdzając oczywisty fakt. Na szczęście żołnierze na murach robili nieco więcej. Krzątanina zaowocowała wydostaniem się przed bramę małego, złożonego z sześciu ludzi oddziału strażników, który szczelnie zablokował całą drogę wjazdową do Twierdzy.
- Ogrze! - warknął niemrawo jeden z grupy, unosząc swoją długą pikę i niemal dotykając jej ostrzem klatki piersiowej Golfega. - Co o tym wiesz? Gdzie twój znajomek? – wypytywał drżącym głosem, mimo wszystko nie ustępując ani na krok. – Radzę ci się nie ruszać! - zagroził.
I wtedy zjawił się Kotetsu. Nonszalancko postukując drzewcami swojej niezwykłej kosy przemierzał główną ulicę Wolenvain, natychmiast zwracając uwagę. Chęć odwiedzenia Bruna w jego celi była widocznie ważniejsza, niż cokolwiek innego, co sprowadziło elfa do stolicy Autonomii. Mimo zamieszania przy bramie, Kotetsu wygłosił swoją kwestię. Któryś ze strażników z głębi grupy prychnął.
- Rada jest zajęta. Mamy tu problem z magiem, nic tu po tobie – napuszył się, po czym rozejrzał w poszukiwaniu zbiega. Dwóch strażników, którzy uprzednio pilnowali bramy, przeczesywali okolicę. Póki co – bez skutku.
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

23 wrz 2012, 13:09

Elf długo wpatrywał się w strażników, którzy zaczynali akcję poszukiwawczą. Madramix, jak go zwali, był uważany za złodzieja, a teraz dodatkowo odkryto jego talenty magiczne. Kotetsu zaśmiał się na samą myśl, że strażnicy robią taki harmider, tylko dlatego, że pewien osobnik nie zapłacił w karczmie. Ale cóż, prawo to prawo, należy mu się. Ważniejsze jednak od niego, były teraz jego własne sprawy, które przedstawiały się teraz w trochę gorszym świetle. Dlaczego miałby go obchodzić fakt, że rada jest zajęta? Niech sobie robią co chcą, mogą sobie nawet próbować zrównać Autonomię z ziemią, ale niech go do cholery wpuszczą!
Chciał się jeszcze z nimi kłócić, powiedzieć im, co o nich myśli, ale na szczęście w ostatniej chwili się opanował, darując sobie wypuszczenie wiązanki słownej w stronę straży. Nie miał siły ani tym bardziej ochoty, na bezsensowne sprzeczki ze strażnikami, którzy i tak pewnie by go nie wpuścili do środka. Zdenerwowany szepnął tylko wulgaryzm pod nosem, po czym obrócił się na pięcie, i odszedł kawałek od bramy. Nie miał zamiaru tego zostawiać na dobre, ale w tej chwili po prostu nie był w stanie zrobić nic innego. Mógł tylko odejść, i przyjść w bardziej dogodnej chwili. Nekromanta będzie musiał trochę zaczekać.
Nasunęło się jednak błyskawicznie pytanie: co teraz? Nie miał gdzie się udać, czym się zająć ani z kim się spotkać. Mógłby spróbować jakiejś dorywczej roboty, ale przecież nadal miał swoje 10 suwerenów, które otrzymał za uratowanie kupca, więc nie było potrzeby, by po raz kolejny się przemęczać. Z każdym krokiem ogarniało go coraz większe zmęczenie. Spojrzał na swój splamiony krwią i brudem strój, na swoją poharataną skórę, oraz na wiele innych części ubioru oraz ciała, które zdecydowanie nie wyglądały tak, jak wyglądać powinny. Nie posiadał stałego miejsca zamieszkania w WV, więc pójście do domu odpadało. Może znów udać się nad jezioro… Nagle przez jego umysł przebiegła myśl, która ukazała mu idealne miejsce, w które powinien się teraz udać. Trzeba mu było odpoczynku, relaksu. Trzeba mu było Gorących Źródeł.
W trochę lepszym nastroju, przyspieszył kroku, i skierował się w stronę wyżej wymienionego miejsca, by nareszcie dać odpocząć zmęczonym mięśniom i wykończonemu organizmowi. Z/t.
Awatar użytkownika
Madramix
Posty: 26
Rejestracja: 21 cze 2012, 08:10
GG: 12378359
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1990

25 wrz 2012, 11:59

Mag zaklął pod nosem.
Nie zbyt to przemyślał, ale taki już jest. Świr. Postradał zmysły. Niestety tak.
Jedynym sposobem dostania się do zamku było teraz pojmanie. Skrzywił się na myśl o tym, że znów będzie zmuszony odwiedzać zawilgocone cele, w których szczury i recydywiści, grają w jedne karty. Nie chciał się przemęczać. Wiedział że siły będą mu teraz potrzebne. Teraz i później.
Ruszył wprost do strażników którzy wyszli z bramy. Pojawił się znikąd i od razu wystawił ręce, tak aby można go było łańcuchami wygodnie związać. Świr to mało powiedziane.
Jakiż mamy dzisiaj piękny dzionek!– Tylko tyle był w stanie powiedzieć. Teraz czekał.
Najlepiej jakby wzięli go od razu do majordomusa. Jeśli wsadzą go do lochów, też źle nie będzie. Będzie musiał wtedy sie mocniej postarać, aby ten, który rządzi tutaj wszystkim, o nim usłyszał.
Uśmiechnął się, najlepiej jak mógł, ukazując wszystkie zęby, jakie jeszcze miał, a było ich nie wiele, i spojrzał na strażników.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

25 wrz 2012, 23:20

MG

Uciekinier zdecydował się wreszcie na ujawnienie. Dość spektakularne, chciałoby się rzec. Materializujący się z powietrza Madramix wywołał dość gwałtowną reakcję zebranego tutaj tłumku strażników oraz chłopca na posyłki z Linoskoczka. Niemal wszyscy cofnęli się o krok, a stojący przed nim mąż krzyknął krótko i w mgnieniu zdzielił dziadygę rękojeścią miecza w skroń, natychmiast pozbawiając go przytomności. Mag padł jak długi, jego laska zastukotała o bruk. Wydano rozkazy, Madramixa wyniesiono przez bramę i dziedziniec w stronę lochów. Strażnicy popchnęli Golfega halabardami, zmuszając go do współpracy. Chcąc nie chcąc, ogr udał się za swoim złodziejskim, szalonym towarzyszem.

- No, idziemy! - zakomenderował jeden ze strażników. - Nie próbuj żadnych sztuczek, poczwaro!

Za bramą korowód rozdzielił się. Golfega poprowadzono do innego miejsca, prawdopodobnie dość dużego, żeby go pomieścić, podczas gdy ciągle uśpionego Madramixa poniesiono prosto do celi. Zabrano mu jego podporę i oczyszczono kieszenie. Z jego palców zniknęły trzy złote pierścienie, oddane w ramach rekompensaty młodzianowi z Linoskoczka. Zachwycony stręczyciel od razu pobiegł do swojego pracodawcy. Czarodziej tak czy inaczej miał trafić do więzienia, dobytek nie był mu już potrzebny, a ci, którzy ujęli przestępcę mieli pełne do niego prawo. Po kilku chwilach sytuacja przed bramą wróciła do normy, a przejścia na powrót zaczęło pilnować dwóch ciężkozbrojnych wojów.

//Madramix, Golfeg – z/t.
Madramixie – w przedsionku lochów przejmie Cię MG Sarl. Do niego pisz o w sprawie dalszego prowadzenia sesji. Proszę o wpis w zmianach dotyczący utraty całego (prócz szaty) dobytku przez postać.
Golfegu – jeżeli zechcesz odpisać, rozmówimy się prywatnie.
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

05 paź 2012, 10:44

Kotetsu jest doprawdy niezłomną osobą. Od zawsze był uczony, by nigdy nie dawać za wygraną, niezależnie od sprzyjających okoliczności. Mimo tego, że strażnicy odprawili go za pierwszym razem, ten nie miał zamiaru tak po prostu odpuszczać, i po raz kolejny chciał spróbować dostać się za tę cholerną bramę, choćby skutym łańcuchami i prowadzony przez uzbrojonych wojowników.
Szedł spokojnie w kierunku bramy, jak gdyby nic się wcześniej nie stało. Jego twarz nie wyrażała absolutnie niczego, żadnych emocji, po prostu szedł w stronę bramy, powoli, wpatrując się uważnie w pilnujących jej strażników. Chciał sprawić wrażenie osoby, dla której podobne sytuacje nie były niczym nowym. Sam nie był do końca pewien, jak powinien to wszystko rozegrać, jednak pewnym było, że musiał zagrać kogoś, kim nie był w rzeczywistości. Zatrzymał się dopiero, gdy stanął na przeciwko dwójki uzbrojonych piechurów, stając niemalże przed nimi. W jego głowie rodziły się dziesiątki pomysłów, w jaki sposób mógłby dostać się środka, i co ciekawe, większość z nich nie obejmowała rozlewu krwi. Mimo wszystko, najpierw chciał załatwić to zwyczajnie i pokojowo, próbując skorzystać z naturalnej perswazji, w końcu kłopoty z prawem nie były mu zbytnio na rękę. "Grę" zaczął od eleganckiego ukłonu, oczywiście z typowym, bezczelnym uśmiechem, ewidentnie oznaczającym, że robi to dla czystej prowokacji, aniżeli z szacunku do stróżów prawa.
- Witam szanownych panów – rzekł głośno, po czym spojrzał najpierw na pierwszego, potem na drugiego ze strażników. Gdy zaczął im się uważniej przyglądać, zauważył że nie byli to Ci sami, którzy poprzednio nie zezwolili mu na wejście. To była dobra informacja, teraz powinno pójść trochę łatwiej, albo przynajmniej bez zbędnych problemów. - Koniecznie muszę dostać się do środka. W lochach znajduje się osoba, z którą koniecznie muszę się zobaczyć. Poprosił bym przyjaciela z rady, ale… Są zajęci, prawda? – Zapytał retorycznie, po czym uśmiechnął się szyderczo, starając sprawić wrażenie osoby, która jest poinformowana o wszystkich szczegółach, jakie dzieją się w pałacu. Musiał odegrać rolę kogoś znanego, albo co najmniej zasłużonego, jeśli chciał zdobyć ich zaufanie, i dostać się do środka.
- To jak, dogadamy się jakoś, co? – Postanowił wymusić na nich szybkie podjęcie decyzji. Wiedział, że nie może tak zwyczajnie stać tutaj, i dyskutować, musiał zmusić ich do podjęcia szybkiej decyzji, tylko wtedy mogli okazać się na tyle głupi, żeby wpuścić go do środka. Oczywiście, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że na pierwszy rzut oka, nie budził ani krzty zaufania, ponieważ jego uzbrojenie, oraz charakterystyczna blizna, skutecznie odstraszały ewentualne osoby, które chciałyby go zaczepić na ulicy. Choć mógł to wykorzystać też na swoją korzyść, blizna dodawała lat, i pozwalała przypuszczać, że spędził dużo czasu walcząc z przeciwnikami Autonomii. Niezależnie od tego, co o nim myśleli, musieli mu odpowiedzieć, a on miał zamiar wykorzystać wszystko, co powiedzą, i użyć tego przeciwko nim samym.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

06 paź 2012, 01:07

MG

Zmiana warty, jaka nastąpiła z samego rana, zmusiła Janosa, jednego z wartowników pałacowych, do zwleczenia się z łóżka, ubrania zbroi i mentalnego przygotowania na cały dzień stania w bramie, nie mając nic konkretnego do roboty. A robota, no cóż… Każdy orze jak może. Jedynym plusem w tym nudnym zajęciu było to, że mógł dotlenić się na świeżym powietrzu. Cieszył się, że nie wywalili go na przykład do takiej służby więziennej. Gnicie w zatęchłym pomieszczeniu przez pół dnia nie było na jego głowę. Co ciekawe, nie zdawał sobie sprawy, że jego koledzy po fachu z więzienia myśłą dokładnie odwrotnie, co on. Sam powoli, z racji zmian pogodowych, zaczynał w to wątpić. Robiło się coraz zimniej, często lał deszcz, a niedługo pojawi się śnieg. Ale trzeba było nastrajać się pozytywnie, prawda? "Zawsze mogło być gorzej", to sobie powtarzał, od niepamiętnych czasów.
Minęło kilka minut, zanim pozbierał się do reszty i rozruszał na tyle, by wreszcie zająć się swoją robotą. Poranny wiatr uderzył go w twarz, gdy tylko opuścił koszary. Mimo uprzedniego rozgrzania i pełnej przytomności przeszedł go dreszcz. Nienawidził chłodu i rannego wstawania, ale nie mógł na to wiele poradzić.
Te pierwsze parę godzin nie było wcale takie nudne, jak się spodziewał. Dużo krzyku się zrobiło. Pojawił się jakiś cholerny ogr z dziadem, a za nimi jakiś dzieciak, drący ryja i nazywający ich złodziejami. Cholera wie, o co chodziło, Janosa to nie obchodziło.Koniec końców dziadek, zapewne jakiś czarownik, po prostu zniknął i pojawił się gdzieś indziej. Sytuacja się rozbujała, trzeba było zorganizować ludzi, więc musiał ruszyć dupę. Zajęło to na pewno z pół godziny. Skończyło się chyba na pojmaniu i zaprowadzeniu obydwu panów do pierdla, tego większego chyba do bardziej odpowiadającego jego rozmiarom, ale nie brał w tym udziału i wrócił na swoje stanowisko. W międzyczasie, jak słyszał, ale nie widział, przewinął się ktoś jeszcze, ale został odprawiony z kwitkiem. Nie dopytywał się konkretów, bo po co?
Gwardzista nie liczył czasu, jaki mijał. Wtedy, kiedy pojawił się elf, mogło być wciąż rano, jak i równie dobrze południe. Nie mógł zobaczyć słońca – było po przeciwnej stronie i nie mógł go dojrzeć ze swojego stanowiska, ale musiało stać jeszcze nisko. Ale kogo to tak naprawdę obchodzi? Przybysz nie zrobił na nim specjalnego wrażenia. No, może oprócz jego broni. Wyglądała jak kosa, bo to była kosa. Narzędzie rolnicze wyglądało na umagicznione i nieco bardziej przysposobione do walki. Ciekawe, czy wygodnie było mu ją tak wszędzie nosić. Lepiej o tym nie myśleć. Albo też należało się nad tym głębiej zastanowić. I tak nie było nic lepszego do roboty.
Elf na dobry początek wykonał małą szopkę. Ukłonił się szyderczo, nie zdejmując głupiego uśmieszka z twarzy. Ten jeden gest wystarczył, by Janos wyrobił sobie zdanie o nowoprzybyłym. Błazen, ot co. Owszem, wysłuchał jego żądań, ale gdyby tamten podszedł do sprawy poważnie, mógłby spotkać się chociażby z dozą chęci i zrozumienia. Ale cóż.
Widząc ewidentną prowokację wartownik splunął na ziemię i obdarzył elfa spojrzeniem, w którym wyrażał się dystans. Znaczny dystans. Może nie taki, jakim obdarza się osobników niespełna rozumu, ale temu tutaj niewiele brakowało.
A ja witam szanownego błazna. Co, rolniczy cyrk się znudził, że zachciało się pozaczepiać ludzi na służbie?
Odpowiedź była wyrażona w neutralnym tonie, co tylko potęgowało drwinę. Na twarzy gwardzisty próżno było szukać szyderczych uśmieszków.
Chcesz dostać się do lochów, tak po prostu, pogadać. I masz przyjaciela w radzie. Ciekawe. Cholernie ciekawy zbieg okoliczności, ale jakoś… nie wierzę. Umówmy się tak, panie błazen. Zrób tak, żebym uwierzył, wtedy pomyślimy. Przyjaciół poznaje się w biedzie, zajęty czy nie zajęty powinien poświęcić ci chwilkę.
Przerwał, dalej patrząc na rozmówcę. Spojrzenie nie wyrażało żadnych skrajnych emocji. Janos nie należał do wylewnych ludzi.
Dogadamy, się, ale to zależy od ciebie – dodał jeszcze, dalej opierając się o mur. Jemu się nigdzie nie śpieszyło. Jeśli typek naprawdę ma kumpla w radzie, który weźmie odpowiedzialność za ewentualny dym na siebie, wtedy zapomni o całej sprawie.
Bez tego… jakoś nie miał ochoty na interesy, w których zarobić można tylko po głowie.

Wróć do „Twierdza”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.