Kamienny Krąg przy Dziwnym Trakcie

Szlaki lądowe rozchodzące się we wszelkich kierunkach świata. Często uczęszczane gościńce są wybrukowane, ale w świecie gry nie brakuje też wąskich, niebezpiecznych ścieżynek.
Awatar użytkownika
Lleyrnimehth
Posty: 28
Rejestracja: 28 wrz 2011, 17:15
Karta Postaci: viewtopic.php?t=772

Kamienny Krąg przy Dziwnym Trakcie

08 wrz 2012, 19:05

Polanka ta jest umieszczona na bardzo niewielkim wzniesieniu, otoczonym przez same lasy mieszane. Trawa na niej jest zielona i sprężysta. Pośrodku tego miejsca został umieszczony wielki (jego średnica powinna mierzyć około 25 metrów), kamienny krąg, wybudowany prawdopodobnie kilkaset lat temu. Skały go tworzące stoją pionowo i są podobnych rozmiarów. Na ich wewnętrznych ściankach zostały wyryte sceny ze smoczej historii, a raczej konfliktów pomiędzy smokami i ludźmi (więcej dokładnych opisów w poście poniżej). Sceny te są równiez opatrzone opisami w starożytnym języku, nie wiadomo do końca jakim. Nawet litery nie przypominają niczym alfabetu Wolnej Mowy. Miejsce to umieszczone jest na odludnym terenie, z pewnością nie jest często odwiedzane. Kamienny krąg nadaje mu ponadto magicznej atmosfery…

~*~*~

Posiłek Lleyrnimehth składał się z trzech średniej wielkości sarn. Nie mogła być z jego wielkości w pełni zadowolona, jednak trudno było wybrzydzać: polowanie w tej okolicy nie było proste. Wiele lasów uniemożliwiało jej powietrzne nurkowanie, tak więc zmuszona była do polowań na tych niewielkich, niezalesionych terenach.

Chociaż nie czuła przyjemnego zaokrąglenia brzucha, który zazwyczaj pojawia się po zjedzeniu kilku łosi, to ten posiłek zaspokoił jej głód i oczyścił myśli. Mogła teraz ponownie skupić się na czymś innym niż jedzenie.

Siedziała właśnie na niewielkiej polanie, oblizując pazury i pysk, a jej myśli krążyły w okół Jego wyprawy. Kierował się, z tego co mówił, na Pustynię Śmierci. Lecz czego tam szukał? Lleyrnimehth nigdy na pustyni nie była, jednak widziała jedną kiedyś z odległości, w locie, i teren ten wydawał jej się wtedy okropnie nieprzyjazny, poza tym miał w sobie wyjątkowo mało uroku. Dlaczego więc w niego wyruszać, skoro ani on piękny, ani też wygodny do życia? Sama nazwa tego miejsca wywoływała w olbrzymiej skrzydlatej dreszcze. Smoczyca długo się nad tym zastanawiała, leżąc i czyszcząc się po posiłku, jednak żadna logiczna odpowiedź nie wpadła jej do głowy. Gdy w końcu każda kropelka krwi zniknęła pod jej językiem, Firletka podniosła swoje masywne cielsko, a spłoszone ptaki z okolicy podniosły się zgodnie w powietrze. Również ona, biorąc z nich przykład, stanęła na tylnych łapach i odepchnęła się silnie od powierzchni, by po chwili znaleźć się już w powietrzu. Początek lotu nigdy nie był łatwy, szczególnie przy rozmiarach Lleyrnimehth, jednak ona przywykła już do tego, wyrobiła swoją idealną technikę no i poza tym, była po posiłku, co dawało jej dodatkowe siły i umożliwiały gładki start bez rozbiegu. Smoczyca powoli lecz systematycznie wzbijała się w powietrze, kierując się w stronę Południowego Traktu.

Gdy znalazła się już na odpowiedniej wysokości sprostowała swój lot i szybowała w stronę celu, leniwie, od czasu do czasu, poruszając masywnymi skrzydłami. Jej łeb zwisał trochę poniżej jej cielska, ponieważ Firletka z zainteresowaniem oglądała najbliższą okolicę, skupiając jednak myśli bardziej na czekającej ją wyprawie niż na tym, co zaobserwowała. Dlatego w pierwszej chwili, kiedy jej różnokolorowe oczy padły na krąg dziwnie ułożonych kamieni na ziemi, praktycznie ich nie zauważyła. Dopiero po krótkim momencie zorientowała się, co właśnie dostrzegła, i wróciła spojrzeniem do tego miejsca. Była to polanka większa od tej, którą właśnie opuściła, a w jej środku ułożone zostały wielkie głazy, tworząc mniej lub bardziej równomierny krąg. Zainteresowana smoczyca skręciła nieco, by z bliska przyjrzeć się tej anomalii i zanim się zorientowała, kręciła już nad nią koła. Miejsce wyglądała wyjątkowo zwyczajnie i spokojnie, jednak nie było ono przecież dziełem natury. Przecież skały same nie układają się w tak dokładne wzory. Ale dlaczego dwunodzy mieliby tworzyć coś takiego? Kamienny krąg całkowicie opanował myśli Firletki. Zaintrygowana smoczyca, sama nie zdając sobie z tego sprawy, cały czas zniżała lot. W końcu znalazła się tuż nad polanką. Krąg był na tyle duży, że mógł pomieścić jej wielkie cielsko, tak więc bez zastanawiania osiadła na ziemi, czemu towarzyszył lekki wstrząs powierzchni. Nie miała jednak zaraz aż tak dużo miejsca, otaczające ją głazy znajdowały się właściwie tuż przed jej nosem. Jej głowa kręciła się to w lewo, to prawo, jakby nie wiedząc od którego kamienia zacząć, zaś jej ogon drgał i kołysał się lekko, niczym u rządnego przygód psiaka. W końcu zdecydowała się obejrzeć najpierw najbliższy głaz. Przysunęła do niego pysk, a jej oczy poszerzyły się ze zdumienia i zaintrygowania. Skały wokół niej, jak się spodziewała, nie były zwykłymi skałami. Na ich powierzchni wyryto wzory, liczby, słowa i obrazki.

Smoczyca przekręciła zabawnie łeb, gapiąc się na nie i nic nie rozumiejąc. Po chwili wciągnęła głęboko powietrze, widząc po prawej, górnej stronie, lecącego smoka. To ja, to ja!, pomyślała podekscytowana i aż zadreptała w miejscu z podniecenia. W jej kraju wizerunki smoków widziała często, lecz tutaj się z nimi jeszcze nie spotkała. Nawet nie wiedziała dokładnie, jak smoki są tutaj postrzegane, chociaż zdążyła już zaobserwować mieszane reakcje – bardzo często bardziej negatywne, niż pozytywne. Smoczyca zmrużyła lekko oczy i obserwowała dalej. Po lewej stronie na dole dostrzegła kolejnego smoka – ten jednak nie leciał, lecz przycupnął na ziemi, a pomiędzy jego łapami tkwiła góra czegoś, co wyglądało na łańcuchy, puchary i kamienie. Czyżby kosztowności? Po chwili zorientowała się, że te patyczaki stojące pomiędzy smokami, to nikt inni jak ludzie, a w ich rękach tkwiły długie włócznie. Smoczycę przebiegł dreszcz, praktycznie paraliżujący całe jej ciało. Uczucie, którego właśnie doznała, można porównać do uczucia bycia spoliczkowanym. Czyżby traktowano tu smoki jakby były zwykłymi złodziejami bydła i złota?, pomyślała złota, opanowując drżenie swojego ogona. Czując zdrętwienie w łapach przesunęła się nieco w bok, by obejrzeć kolejną skałę – na tej wcześniejszej i tak stały same niezrozumiałe dla niej słowa i znaki.

Drugi kamień, któremu poczęła się przyglądać, był nieco większy od pierwszego i przedstawiał też (przynajmniej na to wyglądało) trochę więcej. Tutaj widoczne były trzy smoki. Dwa z nich leciały nad wioską – jeden trzymał w pazurach krowę, zaś drugi dmuchał swym demonicznym ogniem w zabudowania. Firletkę przeszedł kolejny dreszcz. Nigdy nie spotkała osobnika innej podrasy niż jej własna, jednak słyszała, że jej bracia znani byli za dmuchanie ogniem, a nie wiatrem, tak jak robiła to ona. Przymknęła lekko oczy, nie chcąc patrzeć na ten obrazek ani się z nim pogodzić. Przecież to niemożliwe, dlaczego smoki miałoby palić ludzkie osady? Może tylko się broniły? Przecież na poprzednim kamieniu widziała właśnie ludzi w roli agresorów, a nie swoich pobratymców. Po chwili otworzyła ponownie oczy i dostrzegła trzeciego smoka – był w tyle, na czubku stromej góry, tkwiący na niej niczym posąg. Nie wiedziała co miało to oznaczać, nie rozumiała również kolejnej linii znaków i słów zapisanych pod wyrytą sceną. Przesunęła swoje masywne cielsko w bok, by przyjrzeć się trzeciemu kamieniowi.

Ten przedstawiał oczywiście następną scenę, która może w ludziach wywołałaby dreszcz podniecenia, u niej był to jednak jedynie dreszcz niechęci. Po jednej stronie stał rycerz z wielką halabardą, a na swym ciele nosił zbroję zrobioną z czegoś, co do złudzenia przypominało smocze łuski. Po drugiej zaś stronie stał smok wyglądający na naprawdę rozwścieczonego. Jego pozycja zdradzała chęć skoku na przeciwnika, zaś paszcza była tak rozwarta, że zaraz powinna buchnąć ogniem. Lleyrnimehth zamrugała, zaś w jej oczach pojawił się cień smutku. W jej kraju ludzie i smoki nigdy ze sobą nie walczyli.

Kolejne kamienie łudząco przypominały poprzednie, a wszystkie one zdawały układać się w historię. Ludzie zaczęli dominować nad smokami, zaś te poczęły uciekać i osiadać się w odludnych miejscach. Firletka właściwie tylko pobieżnie je oglądała, mając już dość tak okropnej historii. Jednak coś zdołało na powrót przyciągnąć jej uwagę – nagle stanęła jak wryta przed jednym z ostatnich kamieni. Jej łeb pochylił się jeszcze bardziej, a oczy rozszerzyły w zdziwieniu. Nie mogła zrozumieć, a gdy już zrozumiała, nie mogła uwierzyć. Płaskorzeźba przedstawiała ludzką kobietę, lecz nie taką znowu zwykłą. Posiadała ona bowiem smocze cześć ciała… Z jej pleców wyrastały błoniaste skrzydła, okrągłe źrenice zastąpione były pionowymi, a na miejscu paznokci miała długie pazury. Kobieta była złapana w łańcuchy, a ludzie naokoło niej mieli oblicza dumne i pewne siebie. Poniżej była podobna scena, lecz tym razem kobieta nie miała żadnych smoczych atrybutów. Koło niej zostało wyryte jednak jedno, krótkie słowo. Czyżby oznaczało to smok?, zapytała się w myślach Lleyrnimehth, dotykając jednocześnie czubkiem nosa znaku. Czy to prawda? Smoki miałyby przyjmować ludzkie postacie? Firletka potrząsnęła łbem z niedowierzaniem. Musiała to źle zinterpretować. Jednak co innego mogłaby oznaczać ta scena?

Ruszyła do kolejnej skały, a na niej ujrzała samych ludzi. Jednak koło wielu z nich tkwił ten sam znak, który dostrzegła przy uwiązanej kobiecie. Ci osobnicy zazwyczaj wyglądali na wyjątkowo silnych, a ich oblicza były okrutne. Firletka szybko minęła tę skałę, podchodząc do ostatniej. I na niej ujrzała ludzi ze znakiem 'smok', mieszkających w domku na odludziu, gdzieś w górach. Pod tym obrazkiem tkwił jeszcze jeden inny, przedstawiał on jednego z takich ludzi oraz smoka. Ta dwójka stała koło siebie, a pierwszy z nich z czułością dotykał nosa drugiego.

Lleyrnimehth odwróciła głowę, położyła się wygodnie na trawie i uniosła wysoko szyję, czując ból od tego ciągłego jej schylania. Była w głębokim szoku, nie wiedzą kompletnie czy dobrze rozumiała płaskorzeźby i czy w ogóle jest w nich trochę racji. Czy smoki szlachetne potrafiły przyjąć ludzką postać? Nigdy o czymś takim nie słyszała, więc na pewno nie. Mimo to wyglądało na to, że jej bracia z południa potrafią tego dokonać. Chociaż istniała oczywiście możliwość, że zostali po prostu zaczarowani, lecz Lleyrnimehth nie potrafiła znaleźć wyjaśnienia czemu ktoś miałby ich tak krzywdzić. Być w ciele człowieka po wieki wieków… Złota smoczyca wzdrygnęła się na samą tę myśl.

Słońce chyliło się ku zachodowi, ostatnie promienie odbijały się na jej błyszczących łuskach, doskonale komponując się z ich różowym odcieniem. Lleyrnimehth, nadal pogrążona była w rozmyślaniach, raz po raz zerkała na otaczające ją kamienie, lecz wiedziała, że te nie przyniosą jej już żadnych innych odpowiedzi. Czy taki mechanizm obronny smoków mógł być skuteczny? Oczywiście zakładając, że po przemianie w człowieka smok straciłby wszystkie typowe dla swojej rasy atrybuty, taki mechanizm byłby idealny. Chroniłby smoki przed nienawiścią dwunogich. Lecz gdy o tym myślała, pytała się na powrót czemu właściwie ktoś miałby tak nienawidzić smoki? Pytania krążyły w jej głowie, cały czas wywołując nowe i nie dając jej żadnych odpowiedzi. Aż w końcu, znużona rozmyślaniami i ostatnimi długimi dniami, zapadła w głęboki sen. A śniło jej się, że gonią ją ludzie i czarodzieje, że miotają w nią dzidami i czarami. Nigdy jeszcze nie miała takich koszmarów.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Lleyrnimehth
Posty: 28
Rejestracja: 28 wrz 2011, 17:15
Karta Postaci: viewtopic.php?t=772

14 wrz 2012, 17:44

I nagle wszystko stało się tak rzeczywiste… Lleyrnimehth otworzyła swe wielkie ślepia, czując jednak nadal zmęczenie. Ale nie to było najgorsze: najgorszym było poczucie, że COŚ jest nie tak. Że nie jest sama. Próbowała się wybudzić ze snu, lecz nie było to proste, zupełnie jakby ktoś ją czymś odurzył. Wciągała raz po raz powietrze, nos swędział ją i bolał nieprzyjemnie. Po kilka chwilach węch zaczął jednak odpowiadać na jej wołania, a wzrok wyostrzył się znacznie. Firletka spróbowała się poruszyć, lecz… Nie mogła. I byłaby krzyknęła z przerażenia, gdyby nie usłyszała dochodzących za nią głosów. Ludzkich głosów… Przebiegł ją dreszcz, dygotała na całym ciele i nawet nie pisnęła, nie wiedzieć nawet dlaczego: czy tak bardzo sparaliżował ją strach? Czy może żywiła głupią nadzieję, że mężczyźni do których należą te głosy jej nie widzą? Złudne marzenia, czuła przecież na sobie łańcuchy, ktoś ją przecież odurzył. Przed zapadnięciem w sen nie postarała się nawet o odpowiedni kamuflaż…

- Oddojmy go ojciec miastu, na pewno dużo nagrode dajo – mówił pierwszy głos, wysoki i tak jakby niepewny – Firletka od razu rozpoznała w nim głos podlotka.

- Ni ma mowy! - odpowiedział drugi, gburzasty. – Smok jest nosz i my go poćwiartujemy. My go oddomy, złota nie zobaczymy, a oni tam sobie pokrojom go na kawałki i sami sprzedajo. Po moim trupie!


A to kaj chcesz to niby opchnoć, hm? – zapytał znowu pierwszy, tym razem nieco rezolutniej i śmielej. – Widziałeś to gdzie, żeby ludzie smocze członki kupowoli?


Same członki może nie, ale łuski płatnerze na pewno kupio, a orgony idzie jakimś aclhemikom przeklentym sprzedoć.


Pierwszy głos nie odpowiedział, lecz w powietrzu aż czuło się napięcie.


No juże, nie gop sie tak smarkalu, tylko ostrzyj te dzide!


Lleyrnimehth, leżąc tak związana, myślała że zaraz rozpadnie się z rozpaczy. Och, gdyby tak mogła się po prostu rozpłynąć i wsiąknąć w ziemię! Świetnie rozumiała o kim mówi ta dwójka i wprawiało ją to w przerażenie, którego dotąd nigdy znała. Próbowała się poruszyć, ale wszystko miała czymś uwiązane, nawet skrzydła. Gdy przyjrzała się dokładniej, dostrzegła w tej rzeczy łańcuchy, jednak jej stan psychiczny nie dał jej czasu na zastanawianie się, skąd dwóch chłopów ma takie ilości żelastwa, które może spętać 12 ton żywego mięsa. Całe jej ciało dygotało tak bardzo, że oplatające ją łańcuchy zaczęły brzęczeć.


A co to tera jest? – dosłyszała ponownie głos młodszego z nich. – Ojciec, smok się ruszo.


Co ty godosz smarkacz, toż on się nie ruszo tylko trzesie troche. Myśmy go otumanili za bardzo. Ale racja, ubijmy go może jak najszybciej, to będzie z głowy.


Firletka niemal zemdlała niczym panienka na dworze. Co takiego w ogóle sprowadziło ją do tej krainy? Chyba jej własne głupota i naiwność. Czy ona, smoczyca szlachetna, miała skończyć właśnie tak? Tak haniebną śmiercią? Już pomijając tę haniebność – ona wcale nie miała zamiaru umierać! Strach całkowicie ogarnął jej umysłem i przestała się już zastanawiać, jak sprytnie wyjść z tej sytuacji. Poczęła się nagle szarpać i ryczeć, jej wielkie łapy waliły w ziemię i drapały jej powierzchnię, zaś ogon świstał w powietrzu. Nad całym lasem poniósł się jej zrozpaczony krzyk.


Dwóch chłopów zerwało się naturalnie, drąc się również na całą gębę, by jakoś przekrzyczeć smoczy ryk, chociaż średnio im to wychodziło. Biegli w jej stronę, trzymając wielkie włócznie, a ona to widziała chociaż byli poza zasięgiem jej wzroku. I nagle okazało się, że spanikowana smoczyca ma większe szanse na przetrwanie, niż smoczyca sprytna. Łańcuchy wiążące jej łapy pękły z głośnym brzękiem, a ona wywróciła się na łeb na szyję, wpadając na pobliskie drzewo i łamiąc je w połowie.


Teran uważoj, bo jak ogniem nie dmuchnie to nas motka nie pozbiera! – wrzasnął ojciec do syna, zwalniając nieco kroku i zatrzymując się na odpowiednią odległość. Nie mógł mieć jednak pojęcia, że Lleyrnimehth nie umie przecież ziać ogniem! Och, tak bardzo chciałaby teraz umieć… Niestety smoczyca potrafiła atakować tylko wiatrem, a w chwili obecnej gardło jej było zbyt suche i ściśnięte strachem, zresztą nawet o tym nie pomyślała. Nie pomyślała też nad tym, że mogłaby spróbować zgnieść dwie małe istotki… Przecież włócznie w ich rękach były takie długie, takie ostre… Wydawały się nawet z każdą chwilą wydłużaj i wyostrzać! Lleyrnimehth widziała je wymierzone w swoim kierunku.


- Ojciec potrz, on nie dmucha, on chce uciekoć! - krzyknął chłopak, który widocznie był nieco odważniejszy, czy też może głupszy. Ale i ojciec, zachęcony słowami syna, zaczął ponownie zbliżać się do Firletki.


Dobra, łapiemy go, kłuj, kłuj albo rzucoj, jeśłiś pewny że trofisz – odpowiedział mu pełny już teraz zapału ojciec.
Smoczyca natomiast pozbierała się ledwo z ziemi, co chwilę ślizgając się po niej i potykając. Spętane skrzydła powodowały u niech zachwianie równowagi. Z ledwością udało jej się odwrócić, by popędzić na czterech łapach w las; nie obeszło się bez jeszcze kilku zachwiań. Kroków za sobą nie słyszała, bowiem sama robiła niemało hałasu. Ziemia drżała wręcz pod jej stopami, zaś wszystko naokoło niej ulegało momentalnie zniszczeniu. Przeciskała się pomiędzy drzewami – te cieńsze padały pod naciskiem jej ciała, jednak te większe nie dały się tak łatwo. Firletka wiele razy ledwo co mieściła się w szczelinie między nimi, a jej łuski rysowały się i odginały się pod nienaturalnym kątem, co jeszcze spotęgowało panikę smoczycy. A każda, doprawdy każda para masywnych drzew, pomiędzy którymi musiała się prześliznąć, stała coraz bliżej siebie! Las zagęszczał się wraz z jej krokami, przedzieranie się było coraz trudniejsze. Co chwila musiała zużywać więcej energii i czasu oraz bardziej się kaleczyć, by móc wznowić swą ucieczkę. Spodziewała się, co zaraz może nastąpić, lecz nie rozum nią kierował a strach; zresztą – i tak nie miała innego wyjścia. Parła więc dalej na przód, aż w końcu… Dalej nie mogła. Z paniką wpadła pomiędzy dwa drzewa i pchała z całej siły, jednak nie ruszyła się dalej nawet o centymetr. Utknęła między nimi na dobre, niczym ptaszek złapany w klatce. Czuła za sobą obecności jej przyszłych oprawców. Jej umysł zalała całkowita rozpacz i cierpienie, miliony razy pojawiało się w nim to samo pytanie: "dlaczego?". Jej bezsilność i niesprawiedliwość świata, do którego przybyła, były niemal paraliżująca. Smoczyca szarpała się dalej, lecz wiedziała, że nie postawi już ani jednego kroku na przód… Że było to miejsce jej przyszłej śmierci. Było już za późno, jej czas minął, jej losem pokierował ktoś inny. Była związana, uziemiona, masywna i ociężała, a za nią pędziła zgraja morderców. Umierała…



[mod]Zanim jakiś MG da mi czarny kolor to wspomnę, że wyżej wymienione jest tylko snem. :> Dzisiaj/jutro/pojutrze pojawi się rozwinięcie.[/mod]
Awatar użytkownika
Lleyrnimehth
Posty: 28
Rejestracja: 28 wrz 2011, 17:15
Karta Postaci: viewtopic.php?t=772

16 paź 2012, 14:50

Ciemność, która nastała po jej śmierci, była ciężka i lepka, otaczała ją niczym jakaś ohydna maź, której nie da się pozbyć. Lecz Lleyrnimehth otworzyła zaraz oczy… I ciemność zniknęła.

Najpierw wszystko było zamazane… A potem też było zamazane. Smoczyca mrugała szybko chcąc odzyskać wzrok, lecz ten wyostrzał się bardzo powoli, aż w końcu przestał. Jej powieki był tak lekkie… Zupełnie jakby posiadała ich jedną parę. A to, co widziała, bardziej jej przypominało plamy niż jakieś sprecyzowane kształty. Do tego te kolory tyle straciły na swojej barwie…

Ahhjj… – jęknęła przeciągle, czując ciężar swej głowy oraz zmęczenie ciała. Wszystkie jej mięśnie drgały… I były niezwykle słabe.

Lleyrnimehth leżała długo zastanawiając się co się stało. Czuła się tak dziwnie… Przed chwilą przecież jeszcze umierała. Czy było to jedynie złym snem? Czy to wszystko wyimaginowała sobie, będąc pod wpływem bliskiej obecności kamiennego kręgu?

Smoczyca jęknęła jeszcze raz i z przerażeniem zorientowała się, że jej jęk brzmi zupełnie inaczej niż zazwyczaj. Nie był niski, chropowaty i głęboki, niczym warknięcie. Był wątki i wysoki. Krzyknęła przestraszona tym faktem, a z jej ust ponownie dobiegł głos którego nie znała. Nie czuła nawet drgań swoich strun głosowych. Zbierając wszystkie swoje siły chciała się podnieść, lecz nie zdążyła nawet dojść do pół-siadu, gdy wywróciła się na powrót na ziemię. Zatarła brodą o ziemię, tworząc na niej kilka zadrapań. Jej kończyny drgały, tak samo… usta, jakby miała się zaraz rozpłakać. Otworzyła szerzej oczy i z przerażeniem dorównującym temu, którego doznała we śnie, zorientowała się, że jej łapy nie są już łapami. Wpatrywała się w brudne, ludzkie dłonie, oparte na ciemnej trawie. Były blade, w kilku miejscach lekko zadrapane, a przede wszystkim spocone i drżące. Wzrok Firletki powędrował w górę, po łokcie, aż w końcu dotarł do ramion i klatki piersiowej, która poruszała się w rytm szybkiego oddechu niczym u przerażonego gołębia.

Z ust Lleyrnimehth wyrwał się dziki krzyk przerażenia. Co to ma być?! L… ludzkie ciało!, obijało się przez jej umysł, gdy przewracała się lekko na bok i usiadła na jednym pośladku, wyciągając w drugą stronę nogi i wbijając w nie panikujące spojrzenie. Dlaczego… Dlaczego jestem człowiekiem? Lleyrnimehth gapiła się w swoje drżące kończyny i małe stopy, nie mogąc uwierzyć w to co widzi. Zamykała raz po raz oczy, zaciskała powieki z całej siły, jakby chcąc obudzić się z tego okropnego snu, jednak to nic nie dawało. Miała ochotę uderzyć ze złością ogonem o ziemię, w końcu był to bardzo smoczy gest, jednak nie posiadała już przecież ogona… Zacisnęła więc pięść w bardziej ludzkim geście i uderzyła nią w ziemię.

Auu! – zawyła ze łzami w oczach, gdy okazało się, że ziemia, która smokowi wydawała się bardzo miękka, w przypadku ludzi jest cholernie twarda. Przełykając słone krople pocierała dłonią o dłoń, żeby zażegnać ból. Lecz jak się już rozpłakała, tak nie mogła przestać. Siedziała tam, naga i zmarznięta, na samym czubku wzgórza, pośrodku kamiennego kręgu, i wyglądała jak ostatnie nieszczęście. Płakała i płakała, łzy spływały po jej ciele i wsiąkały w ziemię… Zdawały się nie mieć końca. Lleyrnimehth czuła się tak bezsilnie, tak wątło i słabo… Nie miała ani swoich pazurów, ani swojego pancerza, ani też skrzydeł. Świat wokół niej był taki szary i niebezpieczny… A ona była mała i bezbronna.

Płakała dopóki nie zdarła kompletnie gardła a jej głowy nie rozsadzał ból. Wtedy umilkła, łkając już tylko cicho i drżąc z zimna. Spojrzała ponownie na swoje ciało, jednak nadal była jedynie człowiekiem. Przełknęła ostatnie łzy, nie mogąc już nic więcej z siebie wydusić. Przez chwilę siedziała tak w ciszy, patrząc na swoje drżące dłonie i nogi, aż w końcu podniosła się na kolana. Nie miała pojęcia jak chodzić na dwóch nogach, jednak doskonale wiedziała jak to wygląda. Nie wydając z siebie żadnego dźwięku ostrożnie postawiła najpierw jedną stopę na ziemi, potem zaś drugą, i powoli zaczęła się podnosić. Jak można się domyśleć, zaraz potem wylądowała na tyłku. Próbowała kolejne parę razy, jednak zawsze kończyło się tak samo. Wtedy odzyskała ponownie siłę do płaczu, znowu siedziała na trawie niczym dziecko i łkała we własne dłonie. Lecz po jakimś czasie ponownie nie mogła wydusić z siebie ani kropli więcej i znowu spróbowała powstać. W końcu zorientowała się, że po prostu źle się do tego zabiera, postarała się inaczej ułożyć stopy oraz podnieść ciało… i nagle wszystko stało się prostsze. Stała na dwóch stopach, podnosząc oba ramiona i starając się zachować równowagę. Udało się jej, co niemal wywołało u niej zdesperowany uśmiech. Lecz gdy tylko uczyniła pierwszy krok ponownie znalazła się na ziemi. Firletka prychnęła cicho niczym rozzłoszczona kocica i zaczęła wszystko od początku.

Po blisko pół godzinie potrafiła chodzić, co prawda chwiała się raz po raz, a czasem nawet przewracała, jednak przy maksymalnym skupieniu wychodziło jej to nawet nieźle. Odetchnęła zmęczona, odgarniając kosmyk włosów z twarzy. Spojrzała w niebo – było już południe, jednak spomiędzy chmur nie widać było słońca. Wszystko było szare i zimne.

Poruszać się, poruszać… myślała załamana Lleyrnimehth, drżąc na całym ciele. Była kompletnie zniszczona psychicznie, nie wiedziała gdzie iść i co zrobić. Szczytem jej wysiłku było postanowienie nie zamarznięcia na śmierć. Podniosła z ziemi Yialir Iyerurode, który w jej ludzkich dłoniach był niesamowicie ciężki, i ruszyła w stronę drzew.

Przedzieranie się przez krzaki nie było proste i wymagało całkowitego skupienia. Raz po raz nieuważnie wchodziła na jakieś ostre przedmioty czy w ciernie. Każdy taki przypadek wywoływał wodospad łez, jednak smoczyca brnęła dzielnie na przód, ucząc się powoli czego może dotykać, a czego nie… Co miało nastąpić po tym pełnym desperacji spacerze, nie miała zielonego pojęcia.

[z/t]

Wróć do „Trakty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 5 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 5 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1046
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Senti
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.