Loszek

Miasto to, nazywane przez ludzi Rebelią, jest miastem podziemnym. Mieszka tutaj procentowo najwięcej ras humanoidalnych nie będących ludzkimi. Mieszkańcy Morinhtaru z zasady negatywnie nastawieni do odwiedzających, podróżnych i wszystkich innych gości, żyją w swoim zamkniętym towarzystwie.

Moderator: MG

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3706
Rejestracja: 01 wrz. 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Loszek

22 lis. 2012, 12:19

Niski, wyjątkowo mały, przeznaczony dla jednej osoby loch. Przytwierdzone do sufitu krótkie łańcuchy z kajdanami były jedynymi elementami jego wystroju. Gładkie jak lustro, kamienne ściany przybrały lekko fioletowy, nienaturalny kolor. Każdy, komu los przyszedł przebywać w tej celi wiedział, że nie dane będzie mu zaznać podstawowych wygód, takich jak choćby miejsce do spania czy załatwiania potrzeb fizjologicznych. Naprzeciw ściany, przy której zwisające smętnie ogniwa mogły przyprawić słabych o dreszcze znajdowała się zbudowana z pionowych krat ściana, w której próżno szukać było wrót. Za nagimi prętami widoczny był wąski, oświetlony ledwo tlącymi się pochodniami korytarz.
MG

Anemetius wisiał. Nagi, podpięty do łańcuchów elf ledwo dotykał palcami podłoża. Nie wiedział, od jak dawna się tutaj znajduje, jednak nadal towarzyszył mu ostry ból głowy i otępienie. Jego długim uszom od razu jęły się słyszeć rozliczne odgłosy – kapiąca woda, przytłumione rozmowy, natarczywe stukanie gdzieś w niższych poziomach. Nie wiedział, gdzie się znajduje, ale zdawał sobie sprawę, że nie czeka go nic dobrego. Niezdolny do pozbierania własnych myśli mimowolnie zwiesił głowę. Minęła dłuższa chwila, podczas której jego stan się nie zmienił. Nagle na korytarzu rozległy się pewne, równe kroki. Za kratami pojawił się Opiekun we własnej osobie, spoglądając na swoją ofiarę spod kaptura. W słabym świetle nie sposób było orzec, czy jest zadowolony z tego, co zrobił.

- Etap pierwszy – rzekł cicho, ale dostateczne słyszalnie. W jego głosie wyraźnie pulsowała moc. Podniósł do oczu dotychczas niewidoczną księgę, odetchnął z cicha. - Ascendencja wymaga wyzbycia się cielesnych trosk. Zostaniesz przygotowany. Wybacz, że w taki sposób.
Niski człowieczek zasępił się. Nabrał powietrza, jakby chciał dodać coś jeszcze, ale zaniechał. Odszedł, zostawiając Anemetiusa na pastwę losu. W tym czasie elf skonstatował, że jego zdolności uległy znacznemu pogorszeniu. Coś wysysało z niego całą energię magiczną, a podświadomość podpowiadała mu, że muszą to być założone na jego nadgarstki kajdany. Co ciekawe, nie posiadały zamka ani widocznego miejsca, w którym się otwierały. Szerokie obręcze stanowiły nierozerwalną całość. Elf mógł tylko czekać… albo kombinować.

//Jeśli chcesz zaczekać, w kolejnym poście opiszę kilka nadchodzących dni i przejdziemy do etapu drugiego. Możesz też spróbować się wydostać, czy cokolwiek chcesz. W każdym z tych wypadków polecam edytować swoją KP za pomocą formularza, zwracając uwagę na takie punkty jak „Wygląd” i „Dobytek”. Anemetius nie ma przy i na sobie niczego.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie. 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

22 lis. 2012, 16:32

Uchylił słabo oczy mrugając nimi w celu wyostrzenia widoku. Wszystko zdawało się wokół wirować. Każdy kawałek jego ciała wył z bólu, a to, co nie wyło, zdawało się być otępiałe i pozbawione czucia. Dopiero po chwili przypomniał sobie ostatnie wydarzenia. Gabinet. Opiekuna. Gaz. Następnie próbę wyważenia drzwi. Coś najwidoczniej poszło nie tak i efektem tego było to, że znalazł się w tym miejscu…

Uniósł głowę rozglądając się. Wisiał nago przypięty do łańcuchów w jakimś zimnym lochu. Szarpnął parę razem rękoma, ale poza sprawieniem sobie bólu mięśni nic nie wskórał. Westchnął zwieszając głowę.

– No to się wpakowałem – pomyślał sobie z wymuszonym uśmieszkiem. Gaz. Wszystko przez gaz. Ten Opiekun nigdy nie pokonałby go w otwartym polu w uczciwej walce magicznej. Zmiótłby go jednym, góra trzema zaklęciami. Tym usprawiedliwieniem próbował podbudować swoją urażoną dumę, lecz nie był w stanie. Doskonale zdawał sobie sprawę, że samemu również użyłby wszystkich możliwych metod do pokonania przeciwnika, a to, w jaki sposób Opiekun go przechytrzył – jeśli tak można to ująć – miało w sobie pewne piękno i grację. Potęga nie zawsze oznacza zwycięstwo. Podstępem nawet mysz może zwyciężyć kota.

Nagle usłyszał nadchodzące kroki. Odbijały się równomiernie w martwej ciszy, zakłócanej ledwo słyszalnymi szmerami i kapaniem wody. To był Opiekun. Zatrzymał się przed kratami celi i powiedział do niego jedno zdanie, a następnie odszedł jak gdyby nigdy nic. Rozpłynał się w ciemności wraz ze swoim kapturem zakrywającym twarz. Gdyby mógł zapewne krzyknąłby za mężczyzną, jednak był zbyt zmęczony ciałem, aby zrobić chociaż to. Zapewne mógłby, ale nie chciał się forsować.

To, co usłyszał nie napełniło go żadnym optymizmem. Wyczuwał w tych słowach fałsz. Wybacz, że w taki sposób – zacytował w myślach słowa mężczyzny. Ba! Dobre sobie. Z pewnością było mu bardzo przykro. Tak bardzo, że aż musiał zakuć go w kajdany, które wysysały z niego magię jak pająk soki ze swej ofiary. Opiekun chciał zrobić z niego królika doświadczalnego, nic więcej. Wypróbować na nim swoje teorie. Szkoda, że nawet ich nie znał. Cwana bestia. Wymigał się od odpowiedzi, kiedy go o to pytał i teraz musiał cierpieć konsekwencje tego – niepewność, a bez niej obszedłby się z wielką przyjemnością. Nie miał pewności, co ten człeczyna uważał za podstawy do osiągnięcia Ascendencji. Zniszczenie ciała? W istocie – wyzbycie się cielesnej powłoki stanowiło wymóg Ascendencji, a raczej jej następstwo. Słabe, ograniczone, śmiertelne dusze do podtrzymywania swojej egzystencji wymagały pojemnika – ciała. Świadomość, która dostąpiłaby oświecenia nie potrzebowałaby już dłużej tego ułomnego naczynia. Taki umysł stałby się całkowicie niezależny od materialnego planu i przeniósł na sferę astralną, doskonalszą i pełniejszą w odbiorze rzeczywistości. Samo "pozbawienie" go ciała w niczym nie pomoże, wręcz przeciwnie. Proces był skomplikowany zaś Opiekun na chwilę obecną nie wydawał się zbytnio podchodzić do tematu według…teorii, w które wierzył Anemetius. .

Zresztą – nie ma czasu na głębsze przemyślenia nad motywami Opiekuna. Wisząc i biernie czekając nic nie zdziała. Musiał w pierwszej kolejności pozbyć się kajdan i obmyślić dalszy plan działania. Być może w tym ponurym Lochu znajdowało się laboratorium Opiekuna? Gdyby zdobył jakąkolwiek możliwość…

Zamknął oczy starając się wyciszyć swój umysł na wszystkie bodźce. Odnowić spokój i harmonię przynajmniej w swojej świadomości. Wniknął głęboko we własne myśli, do samego centrum jaźni. Postanowił odciąć się od świata materialnego. Wejść w stan medytacji. Przekroczyć delikatną granicę, która niczym półprzezroczysta przesłona oddzielała świat astralny od świata rzeczywistego. Niewielu potrafiło wkroczyć w astral – wystąpić ponad typowe dla śmiertelników postrzeganie świata, aby ujrzeć większą całość. Rzeczywistość miała swoje dwa odbicia – materię i myśli, czyli astral. Druga strona rzeczywistości stanowiła doskonalsze odbicie tego świata, tego planu egzystencji. Chociaż wciąż niedoskonale, można było dostrzec w nim przebłyski i dopełnienia wyższego planu egzystencji. Umysł był skomplikowaną maszyną, której prawdziwe możliwości tylko niewielu potrafiło dostrzec. Anemetius próbował wejść w stan medytacji, która umożliwiłaby mu zespolenie się z tym światem – dopełnienie. Będąc umysłem poza swym ciałem, w innej, poniekąd wyższej formie, mógłby wpłynąć na kajdany i je zniszczyć. Medytacja sprawiała, że chociaż ułomnie, wszystko stawało się prostsze. Patrząc na człowieka można było w nim dostrzec emocje bez forsowania jego myśli. Zaś każda struktura ujawniała swoje słabości. Nie patrzyło się oczami, a świadomością, która przenikała każdą materię, strukturę i moc. Miał zamiar naprzeć na metal niczym na mur myśli i zrobić na nim pęknięcie. Niewielkie, które następnie sukcesywnie by pogłębiał. O wiele łatwiej było powiększyć szczelinę niźli zniszczyć całość.

Oby się udało.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3706
Rejestracja: 01 wrz. 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

26 lis. 2012, 18:02

Sfery, plany, astral… Ogranicz słownictwo z D&D, pókim dobry.MG

Morinhtar od zawsze był siedzibą magów. Ich potęga i potencjał zostały dostrzeżone już na początku kształtowania się Autonomii, a pakty, które zawiązały się pomiędzy Rebelią a Wolenvain zdecydowanie były bardziej korzystne dla tej pierwszej. Uśpiona moc Akademii mogła zostać wykorzystana, jednak nigdy jeszcze nikomu nie udało się nakłonić jej do zaangażowania się w sprawy państwowe. W zamyśle miała być ona tajną bronią, jednak jej założyciele niczego nie obiecywali. Dostając wiele od miast, które usiłowały swą dobrocią nakłonić Morinhtar do uchylenia rąbka swych tajemnic, podziemne miasto rosło w siłę, nie dając niczego w zamian. Magowie radzili sobie z własnymi problemami… umieszczając je na przykład w loszkach podobnych do tego anemetiusowego.

Więzienia dla magów cechowało kilka specyficznych zabezpieczeń. Przede wszystkim – nie można było w nich czarować. W tym przypadku do zrealizowania tego celu służyły kajdany wysysające energię magiczną z ciała więźnia. Pomysł iście demoniczny, bowiem wysysaną energię z pewnością gdzieś składowano ku późniejszemu wykorzystaniu. Dwa w jednym. Po drugie, otoczenie było maksymalnie nieatrakcyjne, uniemożliwiając umysłom magów efektywne myślenie. Patrzenie ciągle na te same, gładkie ściany i kraty bez wrót mogło przyprawić o obłęd. Ostatnim zabezpieczeniem była ciągły nadzór nad więźniami, dopracowany w Morinhtarze do perfekcji za sprawą zalegalizowanego niewolnictwa. Cokolwiek chciałby zrobić Anemetius, musiał liczyć się z tym, że jego ruchy są obserwowane.

Elf nie próbował konwencjonalnych środków, jakich próbowaliby inni na jego miejscu. Wielu czarodziei sprawdziłoby, czy którekolwiek zaklęcie z ich arsenału pozwoli na wyswobodzenie się z kajdan, dogłębnie przemyślałoby swoje ruchy tak, aby nie pogorszyć swojej sytuacji. Ten konkretny więzień był jednak inny. Jego uspokojony mimo złej sytuacji umysł wszedł w stan medytacji. Czas mijał szybciej, Ane nie wiedział, jak szybko, ale czuł, że z pewnością wisi tutaj już kilka godzin. Jego ramiona zdrętwiały, niekorzystna pozycja odbiła się także na jego kręgosłupie. Opiekun jak nie nadchodził, tak nie nadchodził, dając Ane czas na wykonanie swojego ruchu. Próbując przedostać się w stan wyższej świadomości elf skoncentrował się silnie. Wiedział, że w normalnych warunkach moc jego umysłu zwiększyłaby się w tym momencie kilkukrotnie, dając mu okazję do użycia kilku spektakularnych zaklęć. Brak energii magicznej spowodował jedynie, że medytacja, choć szczególnie trudna do osiągnięcia i niewątpliwie przydatna przy rozwoju duchowym oraz cielesnym nie dała wymiernych rezultatów. Umysł Anemetiusa był oczyszczony i gotowy do pracy, jednak nie udało mu się dokonać niczego więcej. Poczuł za to głód i senność.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie. 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

26 lis. 2012, 20:12

Jeżeli to ci sprawia takie wielki kłopt – proszę bardzo, chociaż żadne z tych pojęć nie nalezy jedynie do D&D, a już z pewnością nie astral, gdzie nawet w realu są książki opisujące astral jako zjawisko paranormalne. Wpisz w google Świat astralny lub plan astralny

Niestety nie udało mu się opuścić umysłem ciała i w jakikolwiek sposób wpłynąć na krępujące kajdany, nie mówiąc o zrobieniu rozeznania w ternie. Jedynym plusem było to, że odzyskał pełnię władzy umysłowej. Mógł się skoncentrować w celu wykonania nieco bardziej skomplikowanych zaklęć, chociaż jego energia magiczna z każdą minutą sukcesywnie malała. Musiał coś wymyślić. I to szybko.

Wyczuwał przepływ magii w kajdanach. Wskazywało to jednoznacznie, że cała energia gdzieś musiała się kumulować, a metal służył jedynie za nośnik, przez który przepływała. Gdyby udało mu się odpowiednio zmanipulować cząsteczki magii i odwrócić ich przepływ…być może cała moc wróciłaby do niego i odzyskałby to, co utracił z nawiązką. Metal zdawał się być normalny. Znał się na zaklinaniu przedmiotów całkiem nieźle i podejrzewał, że właściwości kajdan wychodziły z nałożonego zaklęcia. Nie mogła to być naturalna właściwość metalu. W tym przypadku byłoby ciężej, jednak jeśli kajdany były w istocie zaklęte…

Tak, to się może udać – szepnął sobie w myślach, zerkając na swoje odrętwiałe nadgarstki.

Wysysanie magii nie uniemożliwiało rzucanie zaklęć. Zmniejszało jedynie ilość dostępnej energii.

Przymknął oczy skupiając swój umysł. Sięgnął w głąb siebie. Wyobraził sobie cząsteczkę energii magicznej. Wielkości ziarenka grochu o barwie błękitu i konsystencji przynoszącej na myśl niematerialny obłoczek. Wyciągnął ją ze swojego ciała i zawiesił tuż na wysokości oczu, które otworzył. Niewielkie, ledwo widoczna cząstka magii unosiła się w powietrzu migając słabym blaskiem.

To nie było żadne wyzwanie. Byle adept, początkujący uczeń magii był w stanie przeprowadzić tak prostą czynność. Takich rzeczy uczono na pierwszym roku nauki w szkołach magii. Teraz zaś miał zamiar rozpocząć prawdziwie mistrzowskie wyzwanie. Zmienić właściwość cząsteczki. Przebudować ją i nadać nową formę.

Anemetius bowiem wierzył, że magia stanowi jeden wielki twór, który ten z kolei składa się na wiele mniejszych elementów, a te najmniejsze z nich zwane są cząsteczkami. W zasadzie sam je tak nazwał wyodrębniając od ogólnego pojęcia magii. To one – cząsteczki, malutkie obłoczki – stanowiły podwaliny. Centrum. Na nich opierała się struktura. Czym bowiem była magia? Energią. A ona? Mocą. Czystą siłą wypełniającą świat. Niedostrzegalną dla zwykłych ludzi. Tylko osoby wrażliwe na magię miały możliwość jej dostrzeżenia i zrozumienia. Niedoświadczeni potrafili zaledwie ujrzeć efekty tej potęgi. Manipulując magią w jakikolwiek sposób pobudzało się właśnie te cząsteczki do zmiany. Były one jak glina. Modelowało się je wedle uznania nadając własne, często skrajnie odmienne założenia. Założeniem była właściwość, którą miała osiągnąć cząsteczka. Robiło się tak, ponieważ nie miały one z góry ustalonego schematu. Pojedynczo. Jednak w grupie cząsteczki formowały zwartą strukturę. Można było to zobrazować na podstawie zaklęcia. Tworząc kulę energii magicznej mag, nawet już podświadomie i automatycznie, skupiał cząsteczki w jednym miejscu, poddając je odpowiedniej manipulacji. Łączył je i skupiał w celu uformowania szczelnej konstrukcji o jasnym celu. Najczęściej celem tym była eksplozja. Wówczas cząsteczki kumulowały swoją pierwotną energię, rozpoczynały proces jej wydzielania i w kumulacyjnym momencie gwałtownie uwalniały. A w stanie wolnym? Cząsteczki istniały jako skupiska magii, z których się je wyodrębniało. Swobodnie unosiły się w śladowych ilościach dookoła, występując w niektórych miejscach w specjalnym, wysokim natężeniu. Mogły to być echa, widma dawnych, potężnych czarów, czy też naturalne zakrzywienia przepływu magii.

Czy elf miał pewność co do swojego modelu? A czy matka kocha swe dziecko? Naturalnie widział, jak magowie wychodzący z zupełnie innym założeniem również osiągają sukcesy. Też im się udaje. Czy więc możliwym było wykonać poprawnie zadanie mając zły wzór? Dawno temu, jeszcze gdy był młody i żył w szkole Isemalina, przedstawił swemu mentorowi swój projekt. Te mu powiedział, że istnieje wiele dróg do osiągnięcia poprawnego wyniku. Jedni idą zgodnie z nurtem, drudzy kombinują, a jeszcze inni omijają idąc skrótami, lecz każda ścieżka dokądś zmierza. Wówczas uznał to za odrzucenie jego modelu. Z perspektywy czasu doszedł do wniosku, że, o słodka ironio, stary czarodziej miał rację. Nie wszystko jest opisane czarno na białym. Śmiertelnicy żyją w świecie domysłów. Swoimi słabymi umysłami próbują odgadnąć tajemnice nieskończoności. Wyjaśnić to, co ich otacza na wiele sposobów.

Jak stworzył model cząsteczki jako podwaliny magii? Jako dziecko bardzo interesowały go najgłębsze tajemnice czystej energii magicznej. Nawet utożsamiano z nią jednego z bogów – Ghan'To, którego od pokoleń wyznawano w jego rodzenie. Odkąd pamiętał pogardzał w pewnym stopniu innymi dziedzinami magii – zwłaszcza opierającymi się na żywiołach i naturze. Miał je za prymitywne i pozbawione otoczki "elitarności". Czysta magia, magia bogów – czyż to nie brzmi piękniej niż magia ognia, magia natury druidów i innych pomyleńców żyjących w samotności? W każdym bądź razie podczas ćwiczeń domowych pod czujnym okiem swego ojca pracował nad doskonaleniem kontroli magii. Pamiętał, że przykładał się do tego bardzo starannie, gdyż miał świadomość, że kontrola jest najważniejsza. W każdym aspekcie – czy to magii, czy też życia. Tak się skupił, że wejrzał do wnętrza siebie – swojego jestestwa i ujrzał swoją moc. Dzieci magów uczono, aby wyobrażały sobie swoją moc jako jakiś przedmiot lub obiekt, do którego mogłyby mieć wstęp. Po pierwsze po to, by od małego kształtować w nich moc umysłu, a po drugie, by mieć większa kontrolę nad własną magią. Dziecko nie byłoby w stanie objąć całości swojej mocy, dlatego tak je zabezpieczano. W jego przypadku okazał się to być unoszący, niebieski obłok pośrodku pustego, białego pokoju. Wówczas wyodrębnił z tego obłoku malutką cząstkę – ledwo migający pyłek i przeniósł go do rzeczywistości. Co prawda pyłek – maluteńki obłoczek – istniał zaledwie parę sekund, lecz wtedy już zrodziło się w nim przekonanie, że to z tego składa się ta magia. Magia, o której tak wszyscy mówili, a nikt nie potrafił dokładnie wyjaśnić jej istnienia, czy tez zobrazować. Mówili tylko – magia, magia, magia. Lecz czym dokładnie jest? Jak wygląda? Jak jest zbudowana? I tak zaczął kształtować swoje pojęcie o magii jako cząsteczce. Wyodrębniał je z całości, kształtował, próbował, manipulował, spisywał wszystko i dokładnie notował.

Taki był jego pogląd – taki był jego model.

– No to zaczynamy – pomyślał.

By to się powiodło najpierw musiał dodać nowy wzór magiczny jądra cząsteczki. Zaczął układać mistyczne wiązanie, łącząc je w nową sygnaturę energetyczną. Wszystko to odbywało się w umyśle. Wzór miał za zadanie odwrócić właściwość kajdan. Zamiast wysysać magię, miał ją oddawać. Drugim etapem było nałożenie wzoru na cząsteczkę. Po jego przyjęciu cząsteczka stałaby się czarna niczym noc i wytwarzałaby specyficzną aurę
wpływającą na kajdany. Właśnie ta aura miała w zamierzeniu elfa odwrócić właściwość kajdan, a co za tym idzie zmienić przepływ z ośrodka. Zamiast gromadzić energię…gdzieś, bo nie wiedział gdzie jest cała ta moc gromadzona, cała energia byłaby mu zwracana. Nie rozwiązałby tym co prawda problemu bycia zakutym w kajdany, ale odsunąłby widmo pozbawienia energii magicznej, której teraz potrzebował.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3706
Rejestracja: 01 wrz. 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

28 lis. 2012, 16:43

MG

Teorii na temat magii było wiele jak wiele było jej użytkowników. Jedni nie zagłębiali się w szczegóły, a mimo tego mogli skutecznie rzucać nawet bardzo potężne zaklęcia, inni natomiast, a trzeba dodać, że byli to zwykle magowie Energii, starali się zrozumieć samą istotę mocy. Oczywiście – z różnym skutkiem. Nie znalazł się jeszcze taki, który w pełni pojąłby wszystkie aspekty magii. Wielu dążyło do tego całe życie, nie znajdując odpowiedzi. Choć wiedza była ciągle poszerzana i kategoryzowana, badaczom ciągle coś się wymykało. Najtęższe umysły Lewiatana nawet mimo swego geniuszu nie potrafiły rozpracować nawet wierzchołka góry lodowej, jaką była magia tego świata. Byli tacy, którzy uważali ją za czystą naukę, poszerzając swoją wiedzę do granic możliwości i korzystając z niej podczas rzucania zaklęć. Byli też tacy, którzy urodzili się z tak wielką ilością dostępnej im energii, że nie musieli nawet zastanawiać się nad tym, co sprawia, że magia działa tak, a nie inaczej. Dla mediów czarowanie było naturalną częścią życia, mało które z nich zajmowało się zgłębianiem arkanów tej sztuki. Gdyby połączyć ogromne ilości energii z wielką wiedzą, potęga łączącej te dwa czynniki jednostki byłaby niewyobrażalna. Większość magów musiała jednak wybierać – w jedną albo drugą stronę. Jak wybrał Anemetius…? To miało się dopiero okazać.

Po długim czasie, jaki minął od zamysłu do przywołania przed oczami elfa ledwo widocznej mgiełki magicznej przystąpił on do głównej części swego planu. Nie pomagały mu w tym jego obolałe ciało i wygłodniały organizm, jednak długouchy był nieugięty. Mając na uwadze to, jak ciężko było mu przywołać choćby żałosną manifestację swojej mocy musiał całkowicie wykorzystać tę szansę. Modyfikowanie struktury cząstek, w których istnienie wierzył Anemetius było niezwykle trudnym zadaniem. Dodając do tego nieciekawą sytuację, w jakiej znalazł się czarodziej nie potrafił zweryfikować, czy jego zaklęcie się powiedzie. Nie było czasu na to, aby wszystko dokładnie przemyśleć, trzeba było działać. Na szczęście jego mózg pracował dość sprawnie, ryzyko pomyłki było marginalne. Gdy mięśnie i kości elfa zaczęły niemal słyszalnie jęczeć w proteście, struktura była gotowa.

Jej działanie miało w zamyśle odwrócić bieg energii płynącej przez wtopione w sufit pomieszczenia łańcuchy z kajdanami. Ane nie wiedział jednak, dokąd owa energia płynie i gdzie jest składowana, wobec czego jego pole widzenia było dość zawężone. Na końcu tej swoistej nici musiało znajdować się coś, co wysysało jego moc, a sądząc z tego, jak długo potrafiło to robić, ciągle było nienasycone i bardzo potężne. Gdyby udało się pobrać energię z tego obiektu, wypełniłaby ciało Anemetiusa do cna, pozwalając mu na czynienie cudów rodem z baśni dla szlacheckich dzieci. Nic takiego się jednak nie stało. Przeciwdziałające sobie zaklęcia zniwelowały się na jakiś czas i spowodowały jedynie ustanie przepływu energii, co w przypadku elfa i tak mogło okazać się dużym plusem. Chociaż zasoby jego mocy były nikłe, nic ich teraz nie pożerało. Musiał zebrać jej więcej, jeśli chciał myśleć o ucieczce. Ponadto miał pełną świadomość, że jego próby zostaną wkrótce wykryte, co mogło wiązać się z dotkliwą karą. Mgiełka zadrżała, szybko tracąc swój potencjał.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie. 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

28 lis. 2012, 17:59

Wyczekiwał, gdy cząsteczka zmieniła swą barwę na czystą czerń. Błękit ustąpił wypełniając się czarnymi plamami, które chwilę później całkowicie pochłonęły obłoczek. Poczuł podekscytowanie. Jeśli się uda…odzyska całą swoją moc, a nawet i więcej. Pomieszczenie wypełniła aura, która zaczęła oddziaływać na energię przepływającą w kajdanach. Jednak nie w taki sposób, w jaki to sobie zaplanował. Zamiast zmienić przepływ energii, ta się zatrzymała. Kajdany przestały wysysać z niego i tak już nikłe zapasy magii. Potrzebował odpoczynku do zregenerowania mocy, lecz w tym miejscu nie było ku temu żadnych warunków. Czyżby Opiekun z nim wygrał? Czy trafił do więzienia, z którego nie ma ucieczki?

Przypomniały mu się długie lata spędzone na dnie Mrocznego Kazamatu – więzienia, do którego został wrzucony po ataku na stolicę. Sto długich lat spędzonych w ciemnościach o suchym chlebie i wodzie. Miał tam sczeznąć. Uschnąć niczym roślina odcięta od światła. Sam w niewielkiej celi. Mimo to przeżył. A nawet rozwinął się. Pozbawiony kontaktu z rzeczywistością umykał w zakamarki swojego umysłu, gdzie budował swoją własną rzeczywistość – własny świat. Badał swą podświadomość. Zapuszczał się w najgłębsze otchłanie umysłu. Medytował. Sto lat ciągnących się w nieskończoność. Tydzień przedłużający się w miesiąc, miesiąc w rok, a rok w dziesięciolecie.

Szarpnął gwałtownie łańcuchami odczuwając gniew i oburzenie, a także, nie dopuszczając tej myśli do świadomości, …strach przed powtórką minionego koszmaru. Spierał się z widmem swej przeszłości. Chociaż minęły długie lata od tamtych wydarzeń, to wyryły one na nim wieczną bliznę. Być może nie dawał tego po sobie poznać, ale i on miał słabości. Lęki. Co prawda zepchnięte głęboko w same odmęty umysłu, zapieczętowane i ukryte przed jakimkolwiek, nawet własnym, wzrokiem i myślą. Lecz miał.

Było mu zimno. Wszystko go bolało. Każdy członek ciała. Tępy ból przechodzący w odrętwienie doprowadzał go na skraj szaleństwa. Tak obrzydzała go ta słaba, fizyczna powłoka. Wór mięsa i kości. Bezużyteczna powłoka. Nie chciał jej, wypierał się jej. Chciał się wyzwolić. W pełni!

N-nie – wykrztusił z początku słabo, dodając później z mocą w ochrypłym głosie – Nie! Żelazne kajdany i kamienne ściany…mają pokonać kogoś takiego jak ja?! Nie lekceważ mnie, człeczyno!

Ryknął pod adresem Opiekuna.

Jednak odpowiedziała mu cisza. Wykrzywiła usta w półuśmieszku. Odetchnął parę razy. Musiał to przeanalizować. Gdzie się znajdował? Loch, ale wciąż w Morinhthar. Zapewne gdzieś pod akademią. Opiekun musiał go przenieść z gabinetu, a więc z całą pewnością nie są poza granicami akademii. A nawet jeśli, miasto wypełniała magia. Można ją było wyczuć już przed murami miasta, a będąc w samym jego centrum? Mogli go uwięzić, zakuć w kajdany, ale nie okiełznają magii. Ona zawsze jest obecna. Rzucając zaklęcie, tworząc pola, manipulując magią – to zawsze działa na otoczenie. Wraz z upływem czasu gromadzona energia w jednym miejscu wytwarza swoją własną, wyraźną aurą. Tą aurą charakteryzowało się całe Morinhthar. Nawet tutejsi magowie nie mogli jej okiełznać.

Zaczerpnął głębokiego wdechu. Pochłonie tę energię. Stanie się niczym piękny kwiat, do którego zaczną zlatywać się pszczoły będące magią, a on ją pożre.

Zniwelowawszy wysycającą właściwość kajdan miał teraz szansę wedrzeć się przez nie do miejsca, gdzie oddawały całą wchłoniętą moc. Spiął brwi starając się przywołać w myślach obraz półprzezroczystych, bladoniebieskich macek. Łącząc resztki swojej magii miał na celu uformowanie zwartej struktury zaklęcia, którego zadaniem było podpiąć się do kajdan i przeniknąć do miejsca, gdzie oddawały całą zgromadzoną moc. W tym celu wykorzystałby zalegającą w kajdanach energię, która nie zdążyła dotrzeć do miejsca jej składowania. Można to było porównać do żyły, w której krew przestała na moment płynąć. Ta krew – czyli w tym przypadku magia – miała stać się jego mostem nośnym. Swoimi mackami – będącymi w rzeczywistości czystą energią – wchłaniałby całą napotkaną magię, kierując się do miejsca, w którym cała moc była składowana. Tak jak błyskawica przechodziła w ciągu sekundy po metalu, tak jego magia od środka miała wślizgnąć się do skupiska energii znajdującego się na końcu "nici" kajdan.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3706
Rejestracja: 01 wrz. 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

30 lis. 2012, 18:14

MG

Magia mieściła się w niemal każdym obiekcie znajdującym się w spektrum Lewiatana. Chociaż w śladowych ilościach, była także obecna w powietrzu. Czasem bywało tak, że pewne, odpowiednio nasycone energią przedmioty czy osoby wręcz wydzielały ją do atmosfery, produkując różnego typu aury. Doświadczeni magowie potrafili wyczuwać i klasyfikować aury, określając dzięki nim nie tylko ilość mocy zawartej w danym obiekcie, ale także jej typ. Inna kwestia, że tego typu magia była zwykle „zanieczyszczona”, a czyste jej cząstki właściwie nie występowały naturalnie. Bardzo ciężko było je wyodrębnić, a wszelkie próby dokonania tego czynu okazywały się zwykle nieopłacalne. Nie bacząc na to, zdesperowany Anemetius postanowił wykorzystać całą magię ze swojego otoczenia.

Jak się jednak okazało, nie miał do dyspozycji tyle energii, ile z początku przewidywał. Z trudem wyssał odrobinę z powietrza, więcej zaabsorbował z kajdan i łańcuchów, skumulował także całą zawartą w jego osłabionym ciele. Nie mógł przebić się poza granice swojej celi, nieważne, jak bardzo próbował. Sama struktura jej ścian nie zezwalała na zadziałanie na nie za pomocą magii, w czym z pewnością maczał palce doświadczony mag domeny Negacji. Tak czy inaczej, zasoby elfa odnowiły się nieco, wiedział on, że powinno wystarczyć na jedno, może dwa małe zaklęcia. Na korytarzu, za kratami, odezwały się pośpieszne kroki. Cokolwiek chciał zrobić, długouchy musiał działać szybko.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie. 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

30 lis. 2012, 23:51

Cholera – zaklął w myślach, kiedy jego magiczne macki nie przebiły się przez ścianę w stronę źródła nagromadzonej energii, a jedynie oczyściły kajdany, łańcuchy oraz powietrze z resztek mocy. Najwidoczniej mury lochu miały w sobie coś, co uniemożliwiało przenikanie przez nie magią. Doprawdy, chyba pomyśleli o wszystkim. Brakowało tylko wysuwających się ostrzy i zapadni w podłodze, gdyby tylko udało mu się wydostać z kajdan.

Cóż, muszę wykorzystać to, co mam – pomyślał z przekąsem. Chociaż te żałosne drobiny były prawie niczym, to miał świadomość, że każdy normalny mag na jego miejscu usechłby o wiele wcześniej. Wszystko zawdzięczał swoim ponadnaturalnym zasobom energii magicznej, której teraz tak pilnie potrzebował.

Do jego wyczulonych uszu doszedł dźwięk przyśpieszonych kroków. Musiał działać szybko. Rozejrzał się po celi skupiając uwagę na łańcuchach. Nic mu po ich zniszczeniu, skoro i tak potrzebowałby następnie mocy na zniszczenie krat celi, a następnie jeszcze więcej na samo wydostanie się z tego miejsca. Nie miał ubrania, swojego pierścienia, nawet sztyletu – nie miał nic. Chociaż nie wątpił w swoje umiejętności to musiał być realistą. Szanse na wydostanie się z tego miejsca w obecnym stanie nie były zbyt wielkie. Musiał podejść do tego nieco inaczej.

Podstępem.

Odgłos kroków stawał się z każdą sekundą coraz bardziej wyrazisty. Postanowił użyć iluzji. Nie miał tylko pewności, kim jest nadchodząca osoba. Jeśli to Opiekun…może się nie dać zwieść, aczkolwiek nigdy nic nie wiadomo. Jeżeli byłby to tylko jakiś jego pomagier…szanse na sukces są o wiele, wiele większe.

Zamierzał przekształcić wygląd swojej osoby na podobieństwo otwartego portalu. Modelując odpowiednio energię magiczną formowałby plastyczny obraz, który następnie nałożyłby na samego siebie. Miało to według planu przekonać nadchodzącą osobę, że uciekł z celi, a portal zostawił otwarty umyślnie lub też zapomniał go zamknąć. Łańcuchy natomiast chciał wprawić w ruch, by pobrzękiwały i poruszały się wolno w powietrzu jakby miało to miejsce dosłownie chwilę przed przybyciem nieznajomego. Na dodatek zobrazowałby kajdany jako pęknięte. Taki zabieg powinien zwiększyć realizm całej sytuacji. By mieć jeszcze większą pewność, wykorzystałby resztki magii do nadania odpowiedniej aury mocy towarzyszącej magicznemu przejściu. Wprawiając je delikatnie w ruch wytworzyłby lekki, zamaskowany efekt źródła. Zamaskowany, ponieważ nie miał na chwilę obecną odpowiednich zapasów energii, a nawet jeśli, to i tak w takiej sytuacji każdy rozsądny mag usiłowałby zatrzeć swój ślad – czyli reasumując wszystko wyglądałoby jakby miało miejsce w rzeczywistości.

Portal i cała otoczka w założeniu były zaledwie wabikiem. W rzeczywistości uformowałby tuż za kratami cztery niewidzialne ściany czystej energii magicznej w taki sposób, że wchodząc od razu wpadałoby się w niezauważalną klatkę. Tylko magowie energii lub negacji potrafiliby je usunąć – w tym tkwiła największa słabość planu. Nie miał pewności kim jest nadchodząca osoba. Opiekun, pomagier, mag energii, umysłu, a może tylko jakiś uczniak? – jeżeli "gościem" byłby mag negacji lub energii, wtedy, cóż, zaatakowałby mentalnie jego umysł, w przeciwnym wypadku ściany zamknęłyby delikwenta, a elf już upewniłby się, że pójdzie na ugodę.

Z takim planem działania Anemetius rozpoczął tkanie zaklęcia, czyhając na swą ofiarę niczym pająk w sieci.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3706
Rejestracja: 01 wrz. 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

07 gru. 2012, 17:43

MG

Żałosne zasoby energii posiadane przez Anemetiusa siłą rzeczy nie wystarczyły do kreacji odpowiednio zaawansowanej do jego celów iluzji. Nawet osoba niezaznajomiona z jakąkolwiek wiedzą magiczną nie miałaby większych trudności z rozeznaniem, co jest prawdą, a co ułudą. Wystarczyło się jedynie dobrze przypatrzeć. Dobry wzrok nadchodzącej osoby mógł okazać się gwoździem do trumny elfiego maga. Inna sprawa, że ślęczenie latami nad księgami w podziemnym Morinhtarze zdecydowanie nie wpływało dobrze na spostrzegawczość. Wysłany przez Opiekuna pomagier po prostu niedowidział. Nic więc dziwnego, że na widok pospiesznie skleconej iluzji w miejscu, gdzie jeszcze niedawno wisiał przykuty kajdanami więzień, osłupiał. Zmrużywszy oczy, przybliżył twarz do krat.

- Niemożliwe! - krzyknął, szukając czegoś po kieszeniach swej szaty adepta Akademii. Znalazł zgubę, ściskając ją w swojej dłoni. Z jej pomocą przeszedł przez pionowe pręty, jakby w ogóle ich tam nie było. Zaraz po tym ku swej konsternacji natknął się na niewidzialną ściankę utworzoną przez Anemetiusa przy wykorzystaniu resztek posiadanej przez niego mocy. Cóż, plan długouchego był prosty i dobry, jednak jego wykonanie – ponownie dość słabe. Cienka klatka z czystej energii powstała wewnątrz celi, jednak jeszcze zanim pomocnik Opiekuna się w niej znalazł. Jedna ze ścian powstrzymywała go teraz przed przejściem dalej, podczas gdy trzy pozostałe pozostawały bezużyteczne. Swoją drogą, tworzenie tej swoistej „celi w celi” było dość lekkomyślne ze strony ciągle uwięzionego Ane. Nie przemyślał swego posunięcia, przez co utworzył cztery ściany, miast dwóch, których naprawdę potrzebował, a dodatkowo zrobił to w złym momencie. Wiedział, że długo tak nie wytrzyma – zarówno iluzja jak i ścianki miały rozproszyć się po upłynięciu kilku następnych sekund. Dodatkowo malała moc zaklęcia blokującego wysysanie energii z ciała elfa. O ile to możliwe, jego szanse na ucieczkę stopniały jeszcze bardziej.

Znajdujący się teraz za kratami adept cofnął się o krok, skupiając się w widoczny sposób. Badał otoczenie za pomocą magii, co był jedną z podstawowych czarodziejskich sztuk. Nie szło mu to zbyt szybko, ale już teraz wiedział, że prócz niego w celu znajdował się ktoś jeszcze. Póki co Ane był poza zasięgiem młodszego maga, ale zważywszy na sytuację nie była to żadna przewaga. Czoło magika zaczęło powoli się wykładać, gdy jego procesy myślowe z niespotykanym u innych przedstawicieli jego profesji mozołem trafiły na właściwy trop.

- Wiem, że tu jesteś - rzekł, jakby nie było to dość oczywiste. Widocznie był dumny ze swej nieomylnej inteligencji - Jeżeli nie zdejmiesz zaklęcia, spotka cię niewyobrażalna krzywda - zagroził, niezbyt udatnie barwiąc swój głos patetyczną nutą. Miał podstawy, aby lekceważyć swego przeciwnika, jednak nawet jego mistrz, Opiekun, nie posunąłby się do takiej głupoty. Nigdy nie wiadomo, czego można było się spodziewać po kimś znającym choćby najprostsze zaklęcie.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie. 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

07 gru. 2012, 23:47

Zdawał sobie sprawę, że z taką ilością energii wytworzona iluzja będzie niczym więcej niż żałosną podróbką tego, co byłby w stanie utworzyć mając chociażby skromny ułamek swej pierwotnej mocy. Zmęczenie dawało mu się coraz bardziej we znaki. Chociaż umysł miał cały czas bystry i przejrzysty, to ciało było zbędnym balastem pochłaniającym zbyt dużo sił. Słabł coraz bardziej i bardziej.

Jednak oto pojawił się nieznajomy. Anemetius wyczuł obcą, znikomą aurę mocy i wywnioskował, że musiał to być ktoś niewiele ważniejszy od byle pomagiera. W momencie, gdy człowiek przeszedł przez pionowe pręty, natychmiast natknął się na niewidzialną ścianę mocy blokującą mu drogę. To zapewne wystarczyło, aby nieco go przestraszyć lub zdezorientować. Kiedy przemówił swoim słabym głosikiem, Anemetius chciał wybuchnąć śmiechem i pewnie nawet by to zrobił, gdyby nie ból w klatce piersiowej.

Zamiast tego postanowił przemówić za pomocą telepatii.

Być może, ale na pewno nie z twojej ręki – przesłał swą myśl i rozproszył trzy ścinaki mocy, pozostawiając jedną tuż po prawej stronie adepta. Następnie pchnął nią gwałtownie z zamiarem przygniecenia młodego magika do ściany, aby ten nie był w stanie się ruszyć. Jednocześnie rozproszył iluzję. Nie była dłużej potrzebna, a tylko pożerała potrzebną mu energię.

W innych okolicznościach zapewne wdałby się w pasjonującą dyskusję, lecz nie miał na to ani ochoty, ani tym bardziej czasu. Osobiście nie przepadał za używaniem brutalnych środków, jednak czasami mogły one dać lepszy efekt niż niejeden monolog. A poza tym…był w dość paskudnym humorze.

Współpracuj, a być może nie skończysz jako krwawa plama – Na potwierdzenie swej groźby przycisnął ścianę mocy jeszcze bardziej, dając człowiekowi do zrozumienia, że wcale nie żartuje – Możesz też wybrać życie intelektualnej rośliny, twój wybór. Wszystko zależy od tego, jak podejdziesz do tego, co mam ci do powiedzenia.

Wykonał pauzę w przesyłaniu swych myśli, obrzucając nieznajomego badawczym spojrzeniem pełnym wątpliwości. Już teraz mógłby włamać się do tego słabego umysłu i zmusić go do wykonania jego poleceń, ale zmarnowałby w ten sposób tylko czas i energię.

Po pierwsze uwolnij mnie z tych kajdan. Mam dość wiszenia tutaj. Mam do pogadania z niejakim Opiekunem. Czy wiesz jak może mieć naprawdę na imię? – Westchnął cicho spuszczając głowę. Po co teraz zadawał takie pytania? Najważniejsze było wydostanie się o ile nie z lochu, to przynajmniej z kajdan – Uwolnisz mnie?

Zadał pytanie, które wcale jak pytanie nie zabrzmiało. Nie miał czasu na spory. Jeżeli mu odmówi będzie musiał zwyczajnie przejąć ten słaby umysł.

Wróć do „Morinhtar”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 17 użytkowników online: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 17 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 51987
Liczba tematów: 2958
Liczba użytkowników: 1032
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Sea76
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.