Brama Południowa

Największe, podupadłe na skutek wojen miasto Autonomii i jej stolica. Wiele z budynków, w tym zachodnia brama miejska, stoi w ruinie, a liczba bezdomnych jest tutaj przerażająco wysoka. Miasto dzieli się na cztery dzielnice, a jego rynek jest największy w Znanym Świecie.
Awatar użytkownika
Elavir
Posty: 69
Rejestracja: 18 cze 2012, 07:47
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?p=30525#30525

Brama Południowa

26 gru 2012, 20:40

Druga pod względem wielkości brama Wolenvain, znajdująca się, jak sama nazwa wskazuje, w południowej części murów miasta. Pomimo upływu czasu i oblężenia z 410 roku EF jest ona w lepszym stanie, niż Zachodnia.
___

Elavir już dawno nie była tak nabuzowana, jak teraz. Żaden elf jej do tej pory tak nie upokorzył przed innymi. Cóż, można było powiedzieć, że sama się o to prosiła, no ale przecież się do tego nie przyzna. Jeszcze nieostrożnie pożyczyła Lenie pieniądze, a reszta, która jej została mogła wystarczyć jedynie na kilkudniowy pobyt w nowym mieście. Zapasów pożywienia i strzałek powinno jej wystarczyć na podróż. W każdym razie zamierzała teraz odejść z Wolenvain na jakiś czas, aby od niego odpocząć, ale także poszukać jakiegoś zlecenia. Uznała, że Minaloit będzie dobrym celem, głównie ze względu na to, że wybrano tam nowego burmistrza. Ten jeszcze jej nie zna, więc być może byłoby z tego względu łatwiej go orżnąć na więcej pieniędzy. Postanowiła, że kiedy już się odkuje, dołoży wszelkich starań, aby PANIĄ kapitan straży w Pałacu Sprawiedliwości spotkała… no właśnie, sprawiedliwość. Bo jaka inna sprawiedliwość należy się plugawym elfom, jak nie śmierć?

Z pełną świadomością tego, że prawdopodobnie zostanie zaczepiona w bramie przez strażników (o ile do tych dotarła już wieść o kłótni przed siedzibą majordoma), postanowiła iść normalnie, nie wzbudzając żadnych podejrzeń. Ostatecznie przecież niczego złego nie zrobiła. "Oj tam, głupia elfka usłyszała parę mocnych słów, straszne. Bo się zaraz popłaczę." Spodziewała się jednak, że będzie przepytywana i straci przez to cenny czas, dlatego miała przygotowane już kilka odpowiedzi na denerwujące pytania. Szczęściem od bogów okazało się jednak, że nawet nie zwrócili na nią uwagi, dlatego spokojnie ruszyła na trakt Iquański.

Prosiłabym o decyzję MG o tym, czy zt i czy mogę się udać na trakt Iquański.

//Wychodź z miasta, nie widzę przeciwwskazań – Ari.

<z/t>
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Isnael
Posty: 62
Rejestracja: 08 lis 2011, 22:09
Karta Postaci: viewtopic.php?t=985&

24 mar 2013, 13:44

Chmury na niebie powoli się przerzedzały, popychane wiatrem w stronę południa, zgodnie z kierunkiem, jaki obrał sobie Isnael. Choć słońce momentami przeciskało się pomiędzy delikatnymi, szarymi kłębami, jego promienie były wyblakłe i dosyć słabe, niewystarczające, by ogrzać strudzonych wędrowców, którzy co jakiś czas mijali mężczyznę na drodze. On sam szczelniej owinął się płaszczem i przyspieszył kroku. Dłonią wymacał torbę, która wisiała u jego boku, jakby oceniając, na jak długo starczy mu zapasów, i czy podczas podróży będzie musiał często się zatrzymywać. Na jego twarzy, choć częściowo ukrytej pod kapturem, zarysował się ślad zaniepokojenia. Isnael przygryzł wargę, a na jego podbródku, pod zarostem, pojawiła się niewielka fałda. Najwidoczniej podróż będzie nieco bardziej wymagająca, niż się tego spodziewał.
W oddali już rysowała się wielka konstrukcja bramy południowej. Kamienna budowla stała otworem, wpuszczając przez swą paszczę wozy, karawany i samotnych wędrowców. Był tu mniejszy tłum niż na rynku, choć nadal był to tłum. Z rynsztoków unosił się nieprzyjemny zapach, a gdzieniegdzie porozstawiane były prowizoryczne stragany kupców, którzy nie dostali pozwolenia na handlowanie w centrum. Budynki przy trakcie wiodącym z miasta wyraźnie różniły się od tych, które Isnael widział wcześniej – zapewne należały one do mniej zamożnej części mieszkańców, którzy notabene nie mieli oporów, by swe nieczystości wylewać cebrzykami za okno.
Mężczyzna zwolnił nieco kroku przy samej już bramie, spoglądając na strażników. Nieco odsunął kaptur, by nie wzbudzać u nich podejrzeń i uniknąć zaczepek. Jego twarz była poważna i zamyślona, a na policzkach malowały się podłużne pasy roztartego brudu. Spojrzał na chwilę za siebie, jakby wypatrując zbyt wścibskich istot, które mogłyby podążać za samotnym wędrowcem i wykorzystać okazję, by się wzbogacić. Gdy znów odwrócił głowę i spojrzał przed siebie, o mało nie został stratowany przez nadjeżdżający wóz. Uskoczył zwinnie na bok, a w myślach napomniał sam siebie za tę głupia chwilę nieuwagi. Znów przyspieszył korku i po kilku chwilach znalazł się już na Trakcie Iquańskim.



z/t
Awatar użytkownika
Risil
Posty: 88
Rejestracja: 04 mar 2013, 13:44
GG: 20238632
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2592

28 mar 2013, 18:31

Niebo na trakcie było poprzecinane nielicznymi chmurami, leniwie sunącymi zgodnie z kierunkiem wiatru. W powietrzu czuło się nadchodzącą wiosnę. Risil idąc Traktem Iquańskim już od pewnego czasu widział Wolenvain, lecz dopiero teraz doszedł w bezpośrednie pobliże Bramy Południowej. Spowolniło to jego tempo, ponieważ w tłumie skupionym na drodze prowadzącym do bramy nie dało się iść tak szybko, jak na trakcie, ale nie przejmował się tym. W końcu osiągnął swój cel. Miasto Wolenvain, stolica Autonomii. Słyszał o nim, ale nigdy, aż do teraz, nie było mu dane widzieć go na własne oczy. Wielkość miasta trochę onieśmielała, ale Risil nie dawał się rozproszyć. Wiedział, że tłum taki jak ten, w którym teraz był, pełen grupek ludzi, pojedynczych wędrowców i wozów był wręcz wymarzonym miejscem dla złodziei. Po krótkiej chwili namysłu odczepił sakiewkę od pasa i szybkim, dyskretnym ruchem włożył ją do torby. W międzyczasie zbliżył się do kamiennej budowli, przez którą przelewał się tłum. Przy bramie stało dwóch strażników, którzy wyglądali na znudzonych, ale uważnie przyglądali się ludziom przechodzącym obok nich. Risil był spokojny, nie było żadnego powodu, żeby zwrócili na niego uwagę. Zgodnie z oczekiwaniami przeszedł bez żadnych problemów przez bramę, wkraczając do miasta. W tym momencie przystanąłby, aby zachłysnąć się pierwszym momentem spędzonym u celu swojej wędrówki, ale tłum na to nie pozwalał, pociągnął go za sobą. Jednakże po chwili tłum rozrzedzał się, tracił na sile, pozwalając zatrzymać się. Risil przystanął, oglądnął z zaciekawieniem estetyczne ściany frontowe domów. Nie znał tego miasta, nie wiedział, gdzie może pójść. Postanowił, że poszuka trolla, a po rozmowie z nim poszuka jakiejś karczmy. Dni w drodze go znużyły, ale był przyzwyczajony do podróży, miał jeszcze dużo energii, chęć odwiedzenia oberży wynikała raczej z chęci porządnego zjedzenia i napicia się, nie odpoczynku. Poszedł jeszcze chwilę z tłumem, aż w końcu zauważył kogoś, kto wyglądał na miejscowego. Podszedł do niego i zapytał:
– Dzień dobry. Wyglądasz mi na miejscowego, to pytanie do ciebie mam. – postaniwił nie bawić się w grzeczności, tylko mówić jak prosty chłop, tak jak zwykli mawiać też biedniejsi mieszczanie, do którego ten niewątpliwie należał. = Nie widziałeś aby trolla w kompanii mieszańca? – spytał. Postanowił pominąć mysz i ptaka, bo uznał, że takie szczegóły mogły umknąć zwykłemu miastowemu zestawione z kupą mięcha, jaką był troll.
– A widziałem, panie, widziałem! Co to za troll był, mówię panu! – powiedział zagadnięty człowiek, zionąc z ust zapachem piwa i cebuli. – Chadzał z jakimś dziwnym typem z czerwoną chustą na twarzy, a jak! Ja to żem od razu wiedział, że z nimi kłopoty bedo! No i były, i to jakie! Troll w Linoskoczku w szał wpadł, panie, tak pobił tego mieszańca, że tamten nie wiadomo czy przeżyje! – Risil delikatnie uniósł brwi, gdy usłyszał ostatnie zdanie. "Cóż," pomyślał, "widocznie emocjonalnie niestabilne trolle łatwo wyprowadzić z równowagi". Nadal nie przerywał wywodu mieszkańca Wolenvain, który z powodzeniem mógłby zarabiać na życie bajarzeniem po karczmach. – Straż go musiała, mówię panu, w czterech do lochu prowadzić! I tak idą przez miasto…
– Dobrze, dobrze, starczy, dobry człowieku. – przerwał mu. – Już mi powiedziałeś wszystko, co chciałem wiedzieć. – po chwili jednak zreflektował się. – Prawie wszystko… Jak dojść do tych lochów?
Zagadnięty mieszkaniec Wolenvain pokazał Risilowi drogę do miejskiego więzienia. Mężczyzna z westchnieniem poszedł we wskazanym kierunku. Już myślał, że szybko i przyjemnie spotka się i porozmawia z trollem, ale wyglądało na to, że będzie na to musiał poświęcić więcej czasu. Przyspieszył kroku, idąc w stronę miejskich lochów. Mimo wszystko chciał szybko spotkać się z aresztowanym trollem.

[z/t]
Awatar użytkownika
Luvien
Posty: 22
Rejestracja: 18 mar 2013, 12:26
GG: 2262311
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2594

11 gru 2013, 16:24

Otulona w nowy płaszcz wraz ze swoim skromnym dobytkiem opuściła Wolenvain. Minąwszy bramę umieszczoną w południowych murach, od razu poczuła się lepiej. Tu nie było tłumu, który wiecznie czegoś od kogoś chciał. Tu nie było szarej codzienności ściśniętych, murowanych budynków. Odetchnęła pełną piersią i przeciągnęła się leniwie. Powstrzymała pokusę ruszenia w dalszą drogę. Wyraźny ciężar fragmentu kryształowego kielicha ciążył jej nieustannie, nie pozwalając zapomnieć, że to nie będzie wyłącznie jej droga.

Luvien przystanęła pod pobliskim drzewem, wypatrując Sonneillon i Vahzaha. Wszak to tutaj mieli rozpocząć swoją – oby szczęśliwą – przygodę…

Awatar użytkownika
Sonneillon
Posty: 71
Rejestracja: 13 lis 2011, 21:38
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16225&highlight=#16225

15 gru 2013, 19:35

Miała zamiar przenocować gdzieś pod dachem, jednak pozostało to tylko w sferze planów. Łaziła uliczkami Wolenvain bez żadnego celu, dopóki nie zaczęło się rozwidniać. Wcale nie chciała wyruszać w podróż, coś ją od tego odpychało. Być może strach przed opuszczeniem znajomych murów miasta? Urodziła się w mieście, żyła w nim cały czas, bardzo rzadko je opuszczała. Wyjście "na zewnątrz" gdzie zamiast udeptanych lub wybrukowanych ulic ogrodzonych z każdej strony budynkami lub murami. Za bramami zaczynał się nieznany dla niej świat, gdzie nie można się nigdzie schować przed otaczającym światem. Tam były nieznane jej lasy i pustkowia, których się obawiała. Nie chciała nocować pod gołym niebem, stać na nocnej warcie i nawet, jeżeli nie miała wzroku, z którym się urodziła, to widziała inne rzeczy, jeszcze gorsze od tych, które widzą zwykli ludzie. To myślenie spowodowało, że panikowała jeszcze bardziej, ale przecież nie może zostawić swoich towarzyszy. Nie mogła przecież najpierw mówić im, że wyruszy z nimi na poszukiwania, a później w ostatnim momencie zwiewać. Poza tym przecież mogą potrzebować jej pomocy. Mogą być ranni, chorzy, mogliby umrzeć, a ona ma moc by ich uratować. Czy chciała mieć na swoim sumieniu niewinne istnienia? Nie. Była przecież medyczką, miała swój dar. Nie zostawi ich, pójdzie z nimi chociażby na koniec świata. Dalej, chociaż nieco niepewnie zaczęła się kierować w stronę umówionego miejsca. Po drodze jeszcze wyciągnęła z podróżnej sakwy swój zimowy, zeszłoroczny płaszcz i opatuliła się nim. Od razu zrobiło się jej lepiej.
Prowadząc swojego wierzchowca za uzdę wreszcie dotarła na miejsce. Od dłuższego czasu widziała, że czeka na nią Luvien, jednak nie odzywała się pierwsza, nie chcąc zdradzać się ze swoimi umiejętnościami. Dla nich miała na razie pozostać zmasakrowaną przez los, niewidomą półelfką.
Awatar użytkownika
Luvien
Posty: 22
Rejestracja: 18 mar 2013, 12:26
GG: 2262311
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2594

17 gru 2013, 19:03

Pozory mylą. Odwieczna reguła, która sprawdzała się, sprawdza i sprawdzać będzie zawsze oraz wszędzie. Trzeba by było być idiotą, żeby pomyśleć, iż zmasakrowana przez los, niewidoma półelfka jest tak nieszkodliwa i bezbronna, jaką się wydaje na pierwszy rzut oka. Zapewne nie mając możliwości samodzielnego poradzenia sobie w życiu mimo niegdysiejszych przejść, nie przetrwałaby zbyt długo w mieście, które przecież świętym nie było. Dla pierwszego lepszego męskiego elementu bez krzty honoru wydawać się mogła najłatwiejszą ofiarą. Skoro jednak nadal żyła w jednym kawałku w Wolenvain, musiała posiadać pewne… zdolności…? które spełniały rolę wzroku, uzupełniając kalectwo kobiety. Być może nawet dalece je przewyższając, ale szkoda było zachodzić aż tak daleko w rozważaniach. Wszystko wyjaśnić miało się w swoim czasie.

Choć o wiedzy i instynkcie samozachowawczym Luvien można było powiedzieć wiele nieprzychylnych rzeczy, to jednak daleko jej było do idiotki. Ani przez chwilę nie zamierzała lekceważyć Sonneillon czy też traktować jej jakkolwiek protekcjonalnie. Ze swoimi zamiarami z kolei nie chciała się obnosić. Podeszła więc do półelfki, by poinformować ją o obecnej sytuacji.

Witaj, Sonneillon. Vahzah nie dotarł jeszcze. Chyba przyjdzie nam nieco poczekać na naszego obrońcę.

Zmierzyła wzrokiem wierzchowca półelfki. Właśnie trafiła na pierwszy problem, który nie bardzo mogła w tej chwili przeskoczyć. Nie miała konia. Przywykła do podróżowania piechotą. Nawet nie było jej stać na najgorszą chabetę – przecież ledwie udało jej się zdobyć futro. Cóż, najwyraźniej Sonneillon będzie musiała dostosować tempo jazdy do szybkości Luvien albo po prostu będzie na nią czekała w kolejnych zajazdach czy na postojach.

Awatar użytkownika
Błysk
Posty: 73
Rejestracja: 31 maja 2013, 00:25
GG: 1748669
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2678

23 gru 2013, 00:46

MG

Brama Południowa była dość popularnym miejscem i zaczynało pojawiać się w jej okolicach coraz więcej osób, zarówno wybywających z miasta w kierunku Varti czy Derin, jak i napływających do niego z tychże okolic. Nikt jednak nie zwracał uwagi na Luvien i Sonn stojące i najwyraźniej na kogoś czekające. Poprawka – prawie nikt. Oparta o mur Batsza bardzo intensywnie, a wręcz natarczywie wpatrywała się w obie kobiety z lekkim uśmieszkiem, który poszerzył się jeszcze bardziej, gdy jedna z nich zauważyła, iż jest obserwowana, napotykając wzrok rozbawionej łowczyni przygód. "No dobrze, chyba już pora" pomyślała po czym ruszyła w stronę elfki i jej lekko zdezorientowanej towarzyszki.
- Witajcie. Nazywam się Batsza. – powiedziała wyzywająco i równie lubieżnie spojrzała najpierw na Sonn, a później na Luvien zatrzymując na niej swój wzrok. Odgarnęła opadające falami na ramiona włosy o ciepłym kolorze sarniego futra, po czym kontynuowała: - Spodziewałyście się kogoś innego nieprawdaż? – zerkała raz po raz na oczy, usta i biust Luvien – Muszę was rozczarować. Vahzah się nie pojawi. Jest… hm… Można powiedzieć, że zmieniły mu się plany. Myślę jednak, że go nie potrzebujecie. Skoro wyjawił mi cel waszej podróży, mógłby to zrobić jeszcze wiele razy. Niestety jest słabym MĘŻCZYZNĄ, jeżeli wiecie o co mi chodzi, a i głowy do trunków nie ma. Dzierżę miecz od piątego roku życia i jeszcze nigdy nie przegrałam w pojedynku ze śmiałkami, którzy uważali, że moim przeznaczeniem jest rodzić dzieci i gotować. Przydam się wam. Co ja mówię – potrzebujecie mnie! Bez trzeciej osoby nie macie szans na to, aby osiągnąć cel tej podróży. – mówiąc to mimowolnie wypięła dumnie swoją pierś uwydatniając pokaźny biust tak, iż zapinka przytrzymująca płaszcz, który miała na sobie, napięła się niebezpiecznie.
- To co? Będziemy tak tu stać? Ja jestem gotowa. Przedstawcie się tylko i możemy wyruszać. – powiedziała władczo, po czym energicznie zarzuciła na plecy swój tobół, dając zaskoczonym towarzyszkom do zrozumienia, że to co mówi, to na pewno nie żart.
Awatar użytkownika
Luvien
Posty: 22
Rejestracja: 18 mar 2013, 12:26
GG: 2262311
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2594

08 sty 2014, 16:27

Zapewne Sonneillon ze swym tajemniczym darem zauważyła Batszę dużo wcześniej, niż Luvien choćby spojrzała w jej kierunku. Niestety czarnooka pozostawała nieświadoma zdolności swej towarzyszki. Dziewczyna poczuła dziwne mrowienie na karku, zupełnie jakby ktoś ją obserwował. Rozejrzała się niespokojnie, szybko wyławiając Batszę spośród osób, które kompletnie nie zwracały na obie kobiety uwagi.

Ktoś się zbliża. – uprzedziła czym prędzej Sonneillon, po czym skupiła się na obserwowaniu nieznajomej.

Ledwie tamta się odezwała, a Luvien już wiedziała, że nie będą się zbyt dobrze dogadywać. Nie spodobały się jej uśmiechy i spojrzenia, którymi obdarzyła je Batsza. Do tego wojowniczka od piątego roku życia natychmiast wylała z siebie potok słów, z których trzeba było wyłowić istotne informacje. Z jej paplania wynikało, że Vahzah nie weźmie udziału w karkołomnej wyprawie i ona rusza w jego miejsce.

Zatem pech dogonił Luvien jeszcze nim na dobre opuściła Wolenvain. Naprawdę miała do tej pory nadzieję, że w grupce podróżników będzie chociaż jeden mężczyzna. Przy osobnikach przeciwnej płci czuła się o wiele lepiej i swobodniej. Łatwiej było jej złapać kontakt i zaufać, chociażby szczątkowo, takiej osobie. Tymczasem zmuszona była podróżować z dwiema kobietami – do jednej z nich przekonała się w pewnym ograniczonym stopniu, do drugiej… nie zanosiło się na to.

Mam na imię Luvien. – przedstawiła się zgodnie z życzeniem Batszy, gotowa ruszać jak tylko Sonneillon porozmawia z nowym nabytkiem maleńkiej drużyny.

Awatar użytkownika
Sonneillon
Posty: 71
Rejestracja: 13 lis 2011, 21:38
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16225&highlight=#16225

18 sty 2014, 00:19

M

yślała, że przybędzie jako ostatnia, a tu niespodzianka. Musiały poczekać jeszcze na Vahzaha. Zazwyczaj przecież to kobiety się spóźniały, nie mogąc zorganizować się przed jakąkolwiek okazją. Widocznie to był ten wyjątek który potwierdza regułę.

Jeżeli masz ze sobą jakiekolwiek toboły, to pozwól, że poniesie je mój koń. Chyba że masz swojego wierzchowca, ale nie słyszę tutaj żadnego zwierzęcia poza moim…– Sama musiała podróżować w siodle. Uszkodzony staw biodrowy i kolano nie pozwalały jej na długie, samodzielne wędrówki. Na krótszych trasach podpierała się kosturem, jednak nawet wtedy nie chodziła tak szybko jak zaprawieni w podróżach bohaterowie. Po jakimś czasie zaczęłaby mocno utykać i co raz bardziej zwalniać. Nie chciała spowalniać wyprawy, dlatego zawsze miała ze sobą konia, nieważne jak drogo by ją nie kosztował. A kosztował sporo.

Wybacz, że będę podróżować konno, ale nie chciałabym opóźniać marszu, a z moją nogą raczej daleko nie zajdę.– na jej twarzy pojawił się przepraszający uśmiech. Nie chciała się wywyższać ponad Luvien, jednak nie mogła sobie poradzić bez wierzchowca.

D

zięki ostrzeżeniu towarzyszki, nie dała się zaskoczyć tajemniczej osobie, która szybko się do nich zbliżała. Nie zauważyła jej wcześniej, a to duży błąd. Batsza nie spodobała jej się od razu. Mówiła za szybko, zbyt dużo wiedziała, była za bardzo pewna siebie. To ostatnie bardzo chętnie by podkopała w czasie ich, jak się okazuje, wspólnej podróży. Głupi mężczyźni, nigdy nie dotrzymują swoich zobowiązań. Zostały z ręką w nocniku, zdane na nieznajomą im wojowniczkę. Ukradkiem posłała smutną minę Luvien. Myślała, że trudności pojawią się dopiero później, a nie od pierwszego ranka ich wyprawy.

Nazywam się Sonneillon.– mruknęła pod nosem, gotowa już na dalszą wędrówkę. Miała nadzieję na cichy i spokojny dzień, ale chyba się na to nie zanosiło. Szczególnie z towarzystwem Batszy.
Awatar użytkownika
Błysk
Posty: 73
Rejestracja: 31 maja 2013, 00:25
GG: 1748669
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2678

17 lut 2014, 17:07

MG

- No więc Sonn, Luv… mogę tak do was mówić?… w każdym razie – nie ma na co czekać! Pierwszym punktem wyprawy jest Derin. Tam odpoczniemy dzień czy dwa, uzupełnimy zapasy i udamy się w stronę Lasu Cieni. Myślę, że rozsądnie będzie obrać szlak przez Gorące Źródła. W końcu jest zima, a tam będzie o wiele łatwiej o nocleg. O ile dobrze liczę, już niebawem dotrzemy do Lasu, kwestia dwóch, trzech tygodni. Nie zakładam… zakładaMY przecież, że coś miałoby się wydarzyć. No… To czeka nas miła, mam nadzieję, podróż w niezgorszym towarzystwie! Gdzie wasz entuzjazm?! – Batsza z uśmiechem obnażającym jej wyjątkowo jak na wojowniczkę zadbane zęby, zerkała to na Sonn, to na Luv, zatrzymując wzrok na tej drugiej, a konkretniej na jej piersiach, po czym ruszyła przed siebie nie odwracając wzroku, co nie przeszkodziło jej klepnąć dyskretnie Luvien w pośladki.

Wróć do „Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 13 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 13 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52251
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.